CUDOWNE DZIAŁANIE LAWENDY W MGIEŁCE?
Czy będzie miłość? + Wyniki rozdania

20 komentarzy:
Z dobroci lawendy korzystam już od jakiegoś czasu. Suszone kwiaty wspomnianej rośliny wykorzystuję do sporządzenia płukanki do włosów. Dlatego też, gdy zobaczyłam ten produkt na stronie Fitomed, wiedziałam, że muszę go wypróbować. Mimo tego, że za zapachem suszonej lawendy nie przepadam. Tak, wiem, ludzie zawsze mi się dziwią :D
Czy będzie miłość? Ostatni kosmetyk tej marki, czyli masło Shea, skradł moje serce (przeczytacie o nim tutaj). Czy i w tym przypadku będzie tak samo?


O marce słów kilka
Jesteśmy firmą rodzinną istniejącą na polskim rynku kosmetycznym od 1999 roku. Swoim klientom pomagamy rozwiązywać problemy kosmetyczne i dermatologiczne, a tworzenie kosmetyków ziołowych i naturalnych jest naszą największą pasją! Natura to nasz ideał i wierzymy, że to właśnie w niej zaklęte jest zdrowie, witalność i piękno każdego człowieka. Nieustannie odkrywamy nowe rozwiązania, eksplorujemy świat przyrody, świat kwiatów i ziół. Tworzymy oryginalne receptury w oparciu o wiedzę ludową oraz doświadczenia poprzednich pokoleń. [...]Staramy się jak najmniej ingerować w działanie składników pochodzących z natury, ponieważ dostrzegamy ich naturalne właściwości.Nie testujemy kosmetyków na zwierzętach, a profesjonalnie dobrane zioła, ograniczenie stosowania detergentów, syntetycznych substancji zapachowych, barwników i konserwantów zalicza nasze wyroby do kosmetyków o wysokim stopniu bezpieczeństwa. Kosmetyki Fitomed są polecane przez lekarzy dermatologów przede wszystkim osobom ze skórą wrażliwą na mydła i detergenty.


Od producenta
Mgiełka lawendowa do cery zmęczonejGłównym składnikiem mgiełki jest woda lawendowa oraz olejek lotny. Przy stosowaniu zewnętrznym składniki te poprawiają ukrwienie skóry. Mgiełka doskonale odświeża i poprawia napięcie naskórka oraz nadaje mu zdrowy połysk.Składniki aktywne: aromatyczna woda lawendowa (20%), olejek lawendowy, olejek cytrynowy, alantoina, d-pantenol.
Działanie: płyn lawendowy o świeżym zapachu jest idealnym środkiem do „ożywienia” skóry zmęczonej. W stosowaniu zewnętrznym poprawia ukrwienie naskórka i nadaje mu ładny kolor. Cera nabiera zdrowego połysku, staje się gładka, jędrna i elastyczna.
Przeznaczenie: do cery suchej, mieszanej, zmęczonej. Polecany również do nawilżenia twarzy osobom pracującym przy komputerach oraz w klimatyzowanych pomieszczeniach. Lawendowy płyn do twarzy można stosować na makijaż.
Pojemność: 200 ml.
Termin ważności: kwiecień 2019.


Opakowanie i skład
Uwielbiam kosmetyki w sprayach. Dlatego też, atomizer bardzo przypadł mi do gustu. Dozuje odpowiednią ilość produktu i umożliwia stworzenie idealnej mgiełki - nie jest ona ani zbyt intensywna, ani zbyt delikatna. Samo opakowanie wykonane jest z porządnego, przezroczystego plastiku. Dzięki temu doskonale widzimy zużycie produktu i jego piękny, lawendowy kolor.
Jeżeli chodzi o szatę graficzną, to jak w każdym innym produkcie Fitomed, bardzo przypadła mi do gustu. Prosta, nieprzesadzona, przejrzysta. Wygląda bardzo profesjonalnie.
INGREDIENTS: Aqua, Lawandula Angustifolia Flower Water, Panthenol, Allantoin, Lawandula Angustifolia Oil (linalool), Citrus Limonum Oil, Peg-40 Hydrogenated Castor Oil, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, CI 42090, CI 16255.


Konsystencja i zapach
Nad konsystencją nie ma się co rozwodzić, jak to produkty w mgiełkach, jest wodnista ;) Ale przy zapachu chciałabym zatrzymać się troszkę dłużej. Jeżeli przeczytaliście wstęp do tego posta to wiecie, że za zapachem suszonej lawendy nie przepadam. Obawiałam się, że i woń samego kosmetyku nie przypadnie mi do gustu. Na szczęście, nie jest ona intensywna. Ale o dziwo, bardzo przypadła mi do gustu. Mgiełka pachnie delikatnie, wyczuwam tutaj lawendę, ale świeżą, a nie tę suszoną, także tutaj ogromny plus ode mnie. Myślałam, że zapach będzie mnie drażnił, a okazało się, że sprawia, że produktu używa mi się znacznie przyjemniej.


Działanie mgiełki
Jak mają się zapewnienia producenta do rzeczywistości? Po pierwszym zastosowaniu nie zauważyłam żadnego efektu. Myślałam, że będzie bubel. Ale postanowiłam jeszcze trochę mgiełkę potestować. No i jakież było moje zdziwienie, kiedy po regularnym stosowaniu kosmetyk zaczął wpływać na moją cerę. Stosowałam go zarówno na makijaż, jak i w formie tonika. 
Aplikuję go rano, przed nałożeniem kremu. Delikatnie ściąga sebum, które nagromadziło się podczas nocy. Zdecydowanie odświeża cerę, tutaj muszę przyznać rację producentowi. Skłaniałabym się też ku stwierdzeniu, że poprawia napięcie naskórka, bo twarz po zastosowaniu mgiełki jest wygładzona i delikatna. Z tego też powodu bardzo dobrze nadaje się pod makijaż. Przygotowuje cerę i sprawia, że kolejne kosmetyki gładko się aplikują. 
Po dłuższym stosowaniu zauważyłam, że delikatnie niweluje też zaczerwienienia na twarzy. Myślę, że tutaj zadziałała kojąca właściwość lawendy. Mam wrażenie, że poprawił się ogólny stan mojej cery. Pory są mniej widoczne, a skóra wydaje się gładsza i zdrowo rozświetlona.


Przyznam szczerze, że bardziej ciekawa byłam tego, jak mgiełka sprawdzi się rozpylana na makijaż, zamówiłam ją w celu jego odświeżania. I jak się sprawdza na tym polu? Zdecydowanie ściąga pudrowość, na początku skóra jest bardzo mocno rozświetlona, wręcz daje wrażenie mokrej i troszkę mnie to przy pierwszym stosowaniu przeraziło. Na szczęście, po kilku minutach produkt się wchłania i pozostawia delikatny blask na twarzy. Jednak nie polecę tego sposobu osobom z cerą tłustą lub mieszaną, bo, nawet przy mojej suchej skórze, makijaż zaczyna się szybciej świecić. Mnie to mocno nie przeszkadza, ale jeżeli ktoś lubi intensywny mat to raczej z takiego "rozświetlenia" nie będzie zadowolony ;)
Dodatkowo muszę wspomnieć, że nie powoduje żadnych podrażnień i, przede wszystkim, nie uczula ;) Także kolejny plus ;)


Cena i dostępność
Stacjonarnie produkty Fitomed dostaniecie w aptekach oraz sklepach zielarskich, bądź zielarsko-medycznych. Na stronie producenta (dokładniej tutaj) znajdziecie szczegółową listę punktów, w których kosmetyki te możecie zakupić. Można je również nabyć w sklepie internetowym Fitoteka, tam mgiełka kosztuje 13,50 zł.

Podsumowując, z działania mgiełki jestem bardzo zadowolona. Nie jest to kosmetyk, który do nam niesamowite efekty, jej głównym przeznaczeniem jest odświeżenie skóry i z tym radzi sobie idealnie. Dodatkowo napina naskórek i sprawia, że cera jest gładsza i delikatnie rozświetlona. Zauważyłam, że działa kojąco na zaczerwienienia. Idealnie spisuje się pod makijażem i, co dla mnie bardzo ważne, nie uczula. Można ją również stosować na makijaż, jednak u mnie w tej roli nie sprawdziła się najlepiej.
Moja ocena: 5-/5

Znacie ten produkt? Używacie kosmetyków Fitomed? Jak się u Was sprawdzają? Polecacie inne wyroby tej marki? A może przed jakimiś chcielibyście nas przestrzec? Namówiłam Was do wypróbowania mgiełki? Czy wręcz przeciwnie, stwierdzacie, że nie potrzebujecie takiego działania?

A teraz coś, na co część z Was czekała najbardziej, czyli wyniki rozdania ;) Chciałabym Wam wszystkim bardzo serdecznie podziękować za wzięcie udziału w zabawie. Niestety, mogę nagrodzić tylko jedną osobę, ale nie martwcie się, nie był to ostatni konkurs na moim blogu ;) Także, jeżeli tym razem Wam się nie udało to bądźcie czujni i czekajcie na kolejne rozdania ;)
No dobrze, nie przedłużając, moją nagrodę wygrywa...
Werble poproszę :D
Dominika Gil
Gratuluję i proszę o kontakt mailowy na wrednazwyboru@gmail.com z danymi do wysyłki paczuszki ;) A pozostałych zapraszam jeszcze po południu do Oli, gdzie rozlosowana zostanie druga nagroda ;)
PS na odpowiedź zwycięzcy czekam 3 dni, jeżeli w tym czasie jej nie otrzymam, wybiorę inną osobę.

~ wredna
Czytaj więcej

PALETA A'LA HUDA BEAUTY ROSE GOLD
Warta uwagi? Jak się sprawdza? I co o niej myślę?

47 komentarzy:
Jakiś czas temu wspomniałam o tej palecie w jednym z hauli i zapytałam czy chcielibyście zobaczyć jej szerszą recenzję ;) Całkiem sporo z Was wyraziło taką chęć, więc jestem ;)
Chyba każdy z nas lubi wydać mniej, ale mieć dobry kosmetyk. Słynna paleta Rose Gold od Huda Beauty od razu przyciągnęła moją uwagę, jak tylko ją zobaczyłam. Jednak w tej samej też chwili wiedziałam, że pozwolić sobie na nią nie będę mogła. Wiem, że w podobnej sytuacji są też inni. Dlatego też na rynku kosmetycznym mamy teraz wysyp palet, mniej lub bardziej, inspirowanych, albo po prostu samych podróbek, tej słynnej palety. Jedną z takich postanowiłam przetestować. Czy nadaje się w ogóle do użytku? Mam nadzieję, że moja opinia pomoże tym, którzy nad kupnem takiej inspirowanej palety się zastanawiają ;)


Od producenta
Osiemnaście wysoce napigmentowanych, kwadratowych cieni w jednej palecie. Łatwe w blendowaniu i długotrwałe. Przekrój odcieni od zimnych po ciepłe pozwoli stworzyć idealny makijaż dzienny. W paletę wkomponowane zostały cienie o wykończeniach matowych oraz metalicznych.
Wymiary: 18,1 cm / 10,3 cm.
Gramatura brutto: 180g.
Całkowita gramatura cieni: 30g.


Opakowanie i skład
Paleta przychodzi do nas w, popularnym ostatnio, dosyć solidnym kartonowym opakowaniu. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona jego jakością. Nie mamy tutaj ani lusterka, ani okienka, przez które moglibyśmy zobaczyć co znajduje się w środku (tak, jak to jest w oryginale). Ani to dla mnie plus, ani minus ;) Nie dostajemy też w opakowaniu żadnego pędzelka (tak jak też w przypadku tej od Hudy). Nie mamy tutaj też żadnego zamknięcia. Często przy takich kartonowych opakowaniach mamy do czynienia z magnesem, tutaj jednak tego nie ma. Nie zauważyłam jednak, żeby był problem z jej zamknięciem.
Na przodzie mamy logo producenta - Eye 6SixPlus, dla mnie na plus, bo paleta nie wygląda jak tania paleta No Name.
Paletka szła do mnie z Chin i została dobrze zabezpieczona, bo żaden z cieni nie został uszkodzony w transporcie. 
INGREDIENTS: Talc, Illite, Magnesium Stearate, Silica, dimethicone, Hydrogenated Polyisobutene, Mineral Oil, Diisostearyl Malate, Methylparaben, Propylparaben.
May Contain: Iron Oxide Red (Cl 77491), Iron Oxide Black (Cl 77492), Iron Oxide Yellow (Cl 77499), Titanium Oxide Black (Cl 77891).


Konsystencja i zapach
Sama paleta nie ma żadnego intensywnego zapachu. Jeżeli przystawimy ją pod sam nos to delikatnie będziemy mogli wyczuć klej i jakby plastik (?) Albo to może to kartonowe opakowanie? Ciężko mi określić. Jednak przy normalnym użytkowaniu kosmetyku nie czuć żadnej specyficznej woni.
Jeżeli chodzi o konsystencję to cienie metaliczne są bardzo masełkowate, dzięki temu wystarczy ich delikatnie dotknąć, żeby zebrać pigment. Dwa odcienie, które są sprasowanymi brokatami są pod palcami bardziej sypkie. Maty w dotyku są satynowe, nie kredowe, ale niektóre mają tendencję do pylenia się i osypywania.
Chciałabym też jeszcze wtrącić, że producent mówi o wykończeniach matowych i metalicznych, ale w palecie znajdziemy też dwa cienie w formie sprasowanych brokatów i dwa, które są delikatnymi perłami.


Pigmentacja i blendowanie
Podobnie jak przy konsystencji, w aspekcie pigmentacji cienie różnią się między sobą. Te metaliczne są bardzo mocno intensywne. Wystarczy je delikatnie dotknąć, aby zebrać pigment. Najlepiej współpracują z palcami i przy takiej aplikacji jesteśmy w stanie osiągnąć bardzo intensywny efekt. Ze sprasowanymi pigmentami pracuje się troszkę gorzej i żeby nabudować zadowalający rezultat, trzeba się troszkę pomęczyć. Maty nie mają jakiejś fascynującej pigmentacji, ale spokojnie mogę ją określić jako dobrą. Przyrównam ją do paletek Iconic z Makeup Revolution.
Jeżeli chodzi o samą pracę z cieniami to bardzo przyjemnie wspominam tę czynność ;) Samo to, że bardzo lubię po nią sięgać o czymś świadczy ;) Kosmetyk ładnie i bezproblemowo się blenduje, z łatwością możemy uzyskać mgiełkę koloru, podobnie jak nabudować intensywny akcent w zewnętrznym kąciku. Nie tworzą plam czy prześwitów, nie tracą na głębi przy rozcieraniu. Niestety kiedy używamy podobnych odcieni możemy spodziewać się zlania w jeden. Tutaj mały minus. Dodatkowo miałam problemy z czernią, która jest intensywna, ale bardzo się sypie i dosyć ciężko się z nią pracuje. Można nabawić się plam. Na zdjęciu z makijażem będziecie mogli zobaczyć, że zewnętrzny kącik nie jest idealnie wyblendowany - a to właśnie przez tę czerń.


Trwałość
Cienie testowałam na bazie - cieniu w kremie Color Tattoo z Maybelline. Nie jestem w stanie wypróbować tego typu kosmetyków na gołej powiece, bo moja jest opadające i mocno przetłuszczająca się, więc kolory znikłyby z niej po niecałej godzinie. Makijaż wykonany tą paletą wytrzymał u mnie jakieś 5 godzin, po tym czasie zaczął delikatnie zbierać się w załamaniach. Trwałość określam jako podobną do palet Iconic z Makeup Revolution.


Cena i dostępność
Paletę dorwiecie na chińskich stronkach, podejrzewam, że w podobnych cenach. Jeżeli nie chcecie zamawiać z zagranicy to możecie poszukać na Allegro, ale tu będą przebitki cenowe. Możliwe, że stacjonarnie można ją znaleźć w chińskich centrum, ale ja jeszcze się na nią nie natknęłam. Swoją kupiłam na Rosegal za $9,40, więc przy obecnym kursie dolara to będzie jakieś niecałe 34 zł. Kwota, biorąc pod uwagę fakt, że jest to produkt Made In China, nie jest niska, ale przyrównując ją do oryginału... Nie ma ich co porównywać ;)


Podsumowując, jakość palety jest przyzwoita. Kolory ma przepiękne, idealne na jesień, wpisujące się w obecne trendy. Uważam, że warto ją wypróbować, szczególnie, jeżeli zauroczyła Was Rose Gold od Huda Beauty, ale Wasz portfel nie pozwala Wam cieszyć się oryginałem. Z niektórymi cieniami trzeba troszkę popracować, ale to, jaki efekt końcowy można przy użyciu tego kosmetyku wyczarować rekompensuje wszystkie minusy. Ostatnio po tę kompozycję sięgam najczęściej i trafiła ona nawet do moich ulubieńców.
Moja ocena: 5-/5

Znacie tę paletę? Co o niej sądzicie? Macie tę inspirowaną? A może jesteście szczęśliwymi posiadaczami oryginału? Jak się u Was sprawdza? Co sądzicie o takiej inspiracji? Czy zachęciłam Was do zakupu? A może wręcz przeciwnie, wolicie odłożyć na paletę od Huda Beauty?

~ wredna
Czytaj więcej

MASŁO SHEA
Jak to się wymawia? Co to jest? I jakie jest jego zastosowanie?

53 komentarze:
Masło Shea. Niby każdy kojarzy, ale gdyby zapytać co to dokładnie jest i do czego się stosuje, to niejeden/niejedna będzie miał/a problem z odpowiedzią (a już szczególnie osoby, które w świat kosmetyków i ich składów się nie zagłębiają). Przyznam szczerze, że wcześniej i ja miałam niewielkie pojęcie w tym temacie. Ale uważam, że ten składnik jest warty uwagi, więc przychodzę do Was z kilkoma słowami dotyczącymi tej właśnie substancji.Jeżeli chcecie wiedzieć jak tę nieszczęsną nazwę przeczytać, czym dokładnie jest masło Shea, i gdzie się je stosuje, to zapraszam do dalszej części posta.


Masło Shea - co to takiego?
Zacznijmy może od początku, a więc od samej wymowy i definicji omawianego składnika.
Masło shea [/szi/, również /szia/, /szea/] – olej roślinny uzyskiwany z owoców masłosza Parka (ang. pot. shea tree). W postaci świeżej, nieprzetworzonej ma konsystencję pasty, barwę białawą, jest niemal bezwonny i ma bardzo słabo wyczuwalny smak.
źródło: wikipedia.org

Możecie się również spotkać z nazwą Karité, która pochodzi od francuskiego słowa określającego życie. Drzewa, z których pozyskiwane są nasiona do produkcji tegoż masła, rosną na obszarze suchej sawanny afrykańskiej (od Senegalu po Etiopię). W Europie masło Shea pojawiło się w XVIII, za sprawą szkockiego podróżnika i badacza kontynentu afrykańskiego - Mungo Parka, od którego nazwiska pochodzi też nazwa drzewa, z którego pozyskiwane są nasiona do produkcji masła.


Rafinowane czy Nierafinowane?
Jak to bywa w przypadku olei, masło Shea dostępne jest w dwóch formach - rafinowanej i nierafinowanej, ale również ultra-rafinowanej. Jak je rozpoznać, i jakie wybrać?

Masło Shea surowe to takie, które nie ulega żadnemu filtrowaniu. Ma miękką konsystencję i nie utrzymuje kształtu. Kolor może się różnić w zależności od tego, jak dojrzałe były nasiona - spotyka się barwy od intensywnie żółtej do zielonej. Ze względu na swoją nieprzetworzoną formę, zawiera naturalne zanieczyszczenia, ale również składniki odżywcze.


Masło Shea nierafinowane poddawane jest filtracji na zimno, która usuwa większość naturalnych zanieczyszczeń. Jednak właściwości masła pozostają podobne do tych, w masłach surowych. W temperaturze pokojowej ma zbitą, twardą konsystencję, którą można ogrzać (np. w dłoniach, bądź kąpieli wodnej) do uzyskania bardziej oleistej formy. 

Masło Shea rafinowane, w wyniku procesów przetwarzania, traci zapach i dobroczynne składniki odżywcze, a zyskuje inne właściwości. W takich masłach spotkać można substancje perfumujące i konserwujące. Taką formę masła karité poznamy po gładkiej konsystencji i białym kolorze.

Masło Shea ultra-rafinowane jest najbardziej przetworzoną formą tego oleju. W tych procesach traci właściwości odżywcze, a jego skład ulega całkowitej zmianie. W tej wersji masła znajdziemy największą ilość substancji chemicznych.


Masło Karité - właściwości i zastosowanie
Najbardziej powszechnym zastosowaniem masła Shea jest to w przemyśle kosmetycznym. Myślę, że z tym właśnie obszarem kojarzymy ten olej najbardziej. Jednak jest on również wykorzystywany przy produkcji mydeł i świec. W Afryce stosuje się go w kuchni (np. do produkcji margaryny, bądź jako zamiennik masła kakaowego), a także w lecznictwie.
Dzięki zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych przyczynia się do procesu odmładzania i nawilżania skóry. Z tego też względu polecane jest dla osób z cerą suchą, dojrzałą i skłonną do zmarszczek. 
Związki niezmydlające się, zawarte w maśle, zwiększają jego właściwości lecznicze, a pochodne kwasu cynamonowego działają przeciwzapalnie oraz przeciwbakteryjnie. 

- szybko się wchłania, odżywiając i regenerując skórę pozostawiając na niej ochronny płaszcz lipidowy;
- poprawia elastyczność warstwy rogowej skóry, dzięki zawartym w nim substancjom chroniąc i wzmacniając cement międzykomórkowy;
- zawarta w nim witamina A i E pomaga redukować zmarszczki wywołane m. in. przesuszeniem  naskórka;
- jest naturalnym, filtrem UV;
- zamyka szczeliny w strukturze włosa likwidując ich porowatość, pomaga w ich regeneracji, stosowany na końcówki włosów, chroni je przed przesuszeniem pod wpływem słońca i słonej wody;
- łagodzi stany zapalne związane z osteoporozą;
- zawiera witaminę F, która przynosi ulgę zmęczonym, napiętym i bolącym mięśniom, powodując ich rozluźnienie;
- posiada właściwości przeciwzapalne i antybakteryjne;
- zalecane jest również na: cellulit, rozstępy skórne, wysypkę na skórze, łuszczenie się skóry po opalaniu i poparzenia słoneczne, swędzenie skóry, ukąszenia owadów, odmrożenia, alergie skórne, trądzik, wypryski, opryszczkę, dermatozę;
- poprawia kondycję w takich zaburzeniach jak:pęknięcia skóry np. na piętach czy łokciach, stwardnienia skórne, uszkodzenia skóry spowodowane wysoką temperaturą oraz radioterapią;
- stosuje się je w leczeniu reumatyzmu;
- pomaga utrzymać wilgoć i zmniejszyć utratę wody tworząc barierę ochronną na powierzchni skóry, poprzez wiązanie wody (obniża współczynnik TEWL) zapobiegając przesuszeniu i łuszczeniu się skóry, zmniejsza plamy na skórze;
- nie pozostawia tłustej warstwy, długo pozostaje w głębszych warstwach skóry.
źródło: biotechnologia.pl


Kiedy studiujemy składy kosmetyków, często spotkać możemy się z określeniem Butyrospermum parkii, które wskazuje na obecność masła Shea. A w jakich konkretnie kosmetykach można go szukać? W przeróżnych, najczęściej w produktach do masażu; balsamach do ciała, ust i włosów; szamponach i odżywkach; mydłach; szminkach; maściach; oraz w kremach.

Ale skoro wykorzystuje się je w kosmetykach, to czy można stosować je samodzielnie? Oczywiście. W internecie można znaleźć wiele informacji na temat tego, do czego możemy użyć masła Shea. 
Krem do twarzy - rozgrzane w dłoniach masło należy zaaplikować na oczyszczoną i zwilżoną (np. tonikiem, bądź wodą termalną) twarz. Z reguły można je stosować bez względu na posiadany typ cery, jednak spotkałam się z opiniami posiadaczek cery tłustej, które skarżyły się na zapychanie. Także warto uważać, ale zdecydowanie warto też sprawdzić jak zachowa się na waszej twarzy.
Krem pod oczy - w tym też celu stosuję je ja. Dzięki właściwościom nawilżającym i redukującym zmarszczki idealnie nadaje się na tę właśnie okolicę. Ma działanie zmniejszające obrzęki i cienie.
Balsam do ust - w tym celu również masło przetestowałam. Tutaj znów na naszą korzyść grają jego właściwości nawilżające i odżywcze. Dodatkowo zapewni nam ochronę przed słońcem i mrozem.
Balsam do ciała oraz krem na rozstępy - idealnie sprawdzi się na przesuszone łokcie, stopy, kolana, a nawet przesuszone (np. po stosowaniu manicure hybrydowego) skórki wokół paznokci. Dzięki swojemu ujędrniającym działaniu sprawdzi się idealnie na rozstępy, napinając i odżywiając skórę.


Odżywka do włosów - doskonale sprawdzi się jako serum zabezpieczające końcówki i ułatwi rozczesywanie. Może być też stosowane w formie nawilżającej i odżywczej maski, jednak należy pamiętać o bardzo dokładnych wymyciu i spłukaniu masła z włosów. W przypadku suchej i łuszczącej się skóry głowy warto spróbować wykorzystać ten olej na skalp. Rozgrzaną odrobinę masła wcieramy u nasady, zostawiamy na około 10 minut, a następnie myjemy głowę.
Krem do golenia oraz balsam po depilacji - zapewni gładki poślizg maszynki i sprawdzi się u osób z wrażliwą skórą. Niweluje ryzyko zapalenia mieszków włosowych, bądź wrastania włosków. Zastosowany po depilacji zapewni odpowiednie nawilżenie i odżywienie, a także przyspieszy proces gojenia się drobnych ranek.
Balsam na drobne otarcia, skaleczenia i odparzenia - masło przyspieszy proces gojenia i zadziała przeciwzapalnie. Można je również zastosować u dzieci i niemowląt.
Balsam po opalaniu - złagodzi poparzenie słoneczne, nawilży i odżywi skórę, a także przyspieszy proces regeneracji naskórka.
Odżywka do brwi - nie dość, że wpłynie pozytywnie na kondycję naszych włosków, to jeszcze idealnie sprawdzi się jako żel, który ujarzmi i utrwali nasze brwi.
Olejek do kąpieli - dwie rozpuszczone łyżki masła należy dodać do wody. Warto zrezygnować z użycia mydła. Po takiej kąpieli nasza skóra będzie nawilżona, napięta i odżywiona.
źródła: wikipedia.org, biotechnologia.pl, skinphilosophy.pl, hellozdrowie.pl, lonaen.com


A jak masło Shea sprawdziło się u mnie?
Mój słoiczek o pojemności 45g masła Karité pochodzi ze strony Fitomed, które możecie nabyć w sklepie internetowym Fitoteka.
Przyznam szczerze, że jeszcze nie wypróbowałam wszystkich zastosowań masła, ale chciałam się z Wami podzielić swoją opinią na temat tego jak kosmetyk ten sprawdził się u mnie w niektórych obszarach, w których go zastosowałam. 
W pierwszej kolejności chciałam masło Shea wykorzystać jako krem pod oczy. Tyle dobrego czytałam o jego działaniu w tej wrażliwej okolicy, że nie mogłam się doczekać efektów u siebie. Mam bardzo wrażliwą i skłonną do alergii skórę pod oczami. Ze względu na budowę oka, nieobce są mi zmarszczki mimiczne, a coraz częściej również te, pojawiające się z wiekiem. Kiedy zaczęłam stosować masło zauważyłam, że okolica ta jest bardzo dobrze nawilżona i gładka. Po kilku dniach regularnego stosowania skóra jest delikatnie bardziej napięta, co bardzo mnie cieszy. W roli kremu pod oczy kosmetyk ten sprawdza się genialnie i w tym celu nadal będę go stosowała.


Trochę gorzej poszło, jeżeli chodzi o nawilżenie ust. Może trzeba go użyć więcej niż raz, żeby zobaczyć efekt, ale kiedy zaaplikowałam go na noc, to rano obudziłam się z suchymi ustami. Doceniam jego działanie chroniące przed słońcem i mrozem, ale jednak jeżeli chodzi o nawilżenie to zostanę przy standardowych pomadkach.
Podobnie nie do końca zadowolona jestem z tego jak "nawilża" skórę dłoni. W okresie jesienno-zimowym moje dłonie są niezwykle przesuszone i dobrze je natłuścić i odżywić to nie lada wyzwanie. Jednak na tym polu lepiej radzą sobie tradycyjne kremy. Owszem, po samej aplikacji skóra jest mięciutka i gładka, ale kiedy masło nałożę wieczorem, rano moje dłonie nie są nawilżone dostatecznie. Być może lepiej sprawdzi się latem.
Ale, żeby nie kończyć takim negatywnym akcentem - bardzo dobrze natłuszcza płytkę paznokciową. Moje pazurki często bywają przesuszone i matowe ze względu na to, że wykonuję sobie manicure hybrydowy. Dzięki maśle Shea znów są błyszczące i gładsze.


Podsumowując, jeszcze wiele testów przede mną. Z pewnością wypróbuję jego właściwości ujędrniające na rozstępy, a także sprawdzę jak zachowa się na włosach. Jednak po tych kilku (jednych bardziej, drugich mniej udanych) próbach stwierdzam, że z samym kosmetykiem bardzo się polubiłam i bardzo chętnie będę po niego sięgała, głównie w pielęgnacji okolic oczu.
Moja ocena: 4/5

Znacie masło Shea? Wiedzieliście o nim wszystko? Czy może jednak czymś Was zaskoczyłam? Wykorzystujecie ten kosmetyk w swojej pielęgnacji? A może jesteście na bardziej zaawansowanym poziomie i używacie go to tworzenia własnych, bardziej skomplikowanych, kosmetyków?

~ wredna
Czytaj więcej

ZAMÓWIENIE Z DRESSLILY
Czy warto zainteresować się akcesoriami?

54 komentarze:
Na wstępie chciałam Was przeprosić za to, że dzisiejszy post będzie krótki i nie do końca taki, jaki bym sobie życzyła... I znowu będę się usprawiedliwiała, ale mam wrażenie, że muszę napisać tych kilka słów wstępu. Ostatni tydzień był szalony. Jakoś brakowało mi doby na zrobienie wszystkiego, co zaplanowałam... W najbliższym okresie nie zapowiada się, żeby miało się coś uspokoić, wręcz przeciwnie... Szykuje mi się więcej obowiązków... Ale teraz mam nauczkę, będę próbowała lepiej zorganizować sobie czas, żeby mieć tę odpowiednią chwilę na przygotowanie dla Was konkretnego posta.
A co do dzisiejszego posta - pokażę Wam po prostu co zamówiłam na DressLily. Napiszę też troszkę na temat tego, czy warto na chińskich stronkach zamawiać biżuterię i akcesoria. A trochę takich dodatków w swojej kolekcji mam, więc zdanie sobie o takich ozdóbkach wyrobiłam ;) Także, zapraszam do lektury ;)


Zazwyczaj zamawiam je właśnie na chińskich stronkach. Najczęściej decyduję się na Aliexpress, jednak uważam, że inne strony tego typu również oferują całkiem przyzwoite rzęsy. Jest to też najlepszy punkt tego zamówienia, element, z którego jestem najbardziej zadowolona i nie mogę się już doczekać, kiedy będę mogła je przykleić ;) Wyglądają bardzo naturalnie, ale przy moim małym oku będą dawały ciekawy, intensywny efekt. Włoski są mięciutkie, a pasek przezroczysty i subtelny ;) Dodatkowo w zestawie dostajemy tubeczkę kleju, którego raczej nie będę próbowała, bo mam swój ukochany z Ardell, ale zawsze to jakaś opcja ;)


Kolejna już w mojej kolekcji :D Wszystkie zamawiałam mniej-więcej w tym samym czasie, dlatego jest ich aż tak dużo ;) Raczej już się na te z Popfeel nie skuszę, bo z żadną nie trafiłam z kolorem... I tutaj jest tak samo.


Z tej jestem bardzo zadowolona. Obawiałam się, że taka regulacja nie będzie dla mnie wystarczająca, i że bransoletka będzie na mnie najzwyczajniej za szeroka. Zazwyczaj tak się zdarza, bo nadgarstki mam bardzo szczuplutkie. Na szczęście, okazało się, że jest jak na mnie wykonana ;) Pasuje idealnie i ładnie się prezentuje ;) Ogólnie jestem fanką delikatnej biżuterii, jednak na wesele brata potrzebuję czegoś bardziej wyraźnego i myślę, że ta sprawdzi się w sam raz ;) Dodatkowo motyw litery V nawiąże do naszyjnika, który na tę okazję zamierzam założyć. Może kolor będzie się delikatnie różnił, bo kolię mam w kolorze czystego złota, natomiast bransoletka ma odcień Rose Gold, ale myślę, że nie będzie się to razem wykluczało ;)


Te również zamówiłam z myślą o weselu. Chciałam coś co będzie delikatne, ale równocześnie troszkę bardziej "odważne" niż zwykłe wkręty. I tu zawiodłam się niesamowicie. Może w opakowaniu wyglądają ładnie, ale na moim uchu już niekoniecznie. Poza tym są bardzo niewygodne i wręcz powodują ból. Nie założyłabym ich nawet na kilka godzin, a co mówić dopiero o całodniowej imprezie. Dodatkowo, już na wstępie się do nich zraziłam, bo jeden kolczyk przyszedł uszkodzony - jeden z "diamencików" odpadł od całej konstrukcji. Może dałoby się to przykleić, ale nie ma sensu... Od razu poszły do kosza.


Kolejna rzecz, która bardzo przypadła mi do gustu. Szukałam delikatnego, złotego chokera i trafiłam na ten zestawik. Bo czemu mam zamawiać jeden naszyjnik, skoro mogę mieć dwa? ;) Bardzo lubię nosić każdy z nich osobno, ale również oba jednocześnie. Są regulowane, więc spokojnie można dostosować ich długość do własnych potrzeb ;) Jedyny ich minus to to, że szybko się ścierają. Po jakimś czasie ich kolor traci na blasku i staje się bardziej rudawo-rdzawy niż złoty. Ale za cenę, jaką za naszyjniki należy zapłacić, jestem im to w stanie wybaczyć ;) Ach, no i serduszko bywa problematyczne, bo lubi się obracać... Mimo tego, bardzo często sięgam po te dodatki, bo tak się składa, że pasują niemalże do wszystkiego ;)


Co sądzicie o tym zamówieniu? Może posiadacie którąś z rzeczy? Jak się u Was sprawdza? Zamawiacie dodatki na chińskich stronkach? Czy jednak wolicie zapłacić więcej i kupić coś stacjonarnie? A jak z rzęsami? Pokusilibyście się na taką parę ze sklepu typu DressLily?

~ wredna
Czytaj więcej

ULUBIEŃCY OSTATNICH MIESIĘCY #2
Głównie kosmetycznie, ale nie tylko

71 komentarzy:
Ta seria bardzo rzadko pojawia się na moim blogu. Powód? Nie testuję aż tylu nowych produktów, żeby mieć odpowiednią ilość ulubieńców do napisania sensownego posta. Jednak ostatnio w mojej kosmetyczce pojawiło się kilka kosmetyków, których wcześniej nie miałam i tak się złożyło, że niektóre z nich skradły moje serce.
Ale! Z racji tego, że długie jesienne wieczory sprzyjają oglądaniu filmów to dziś chciałabym Wam też napisać kilka słów o jednym, który tak bardzo wpasował się w moje gusta, że jako pierwszy od długiego czasu trafił na moją półkę The Best of The Best!
Mam nadzieję, że Was zainteresowałam, więc nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do moich mini-recenzji dotyczących moich perełek.


Golden Rose, Make-Up Fixing Spray
Mgiełka, o której głośno w internecie. Wiele osób ją poleca. A ja potrzebowałam czegoś, co bardziej niż utrwali, scali cały makijaż. I tutaj spray sprawdza się idealnie! Zdejmuje pudrowość i nadaje świeży blask. Pięknie scala wszystkie warstwy i tworzy spójną i (najprawdopodobniej) trwalszą całość. Napisałam najprawdopodobniej, bo u mnie makijaż twarzy dobrze trzyma się i bez takich produktów.
A do tego przepięknie pachnie! Delikatnie, ale odświeżająco (?) Aż chce się nią pryskać i pryskać ;)


Kobo, Smooth Make-Up Base
Nie wiem, czy jest to nowy produkt, czy może zmieniona formuła starego, ale nie mogłam wiele znaleźć na jego temat w internecie. Kupiłam trochę w ciemno, zachęcona zapewnieniami producenta. Szykuję pełną recenzję tego kosmetyku, więc na razie dużo rozpisywała się nie będę. Powiem tylko, że po tych kilku użyciach jestem w tej bazie zakochana <3


Focallure, Matte Liquid Lipstick
Produkt, który premierę na moim blogu już miał. Jest to jedna z zestawu trzech pomadek. Nie jest to może najtrwalszy kosmetyk, bo po jakichś 4 godzinach znikła z moich ust. A więc dlaczego trafiła do ulubieńców? Za kolor ;) Odcień, który jest dla mnie idealnym nude, takie - moje usta, ale lepsze ;) Co prawda, mam produktów do ust w takim kolorze całkiem sporo, ale ta formuła jakoś bardziej mi odpowiada i ostatnio po tę właśnie pomadkę sięgam najczęściej. Bez poprawek w ciągu dnia się nie obejdzie, ale i tak bardzo się z nią lubię. A dodatkowo nie klei się aż tak mocno :D


Wibo, Fixing Powder
O nim też już chyba kiedyś wspominałam. Ale ostatnio stosuję go namiętnie i nasza miłość ponownie rozkwitła ;) Za każdym razem, kiedy go aplikuję nie mogę nadziwić się jak pięknie wygląda. Wygładza, utrwala, delikatnie dodaje krycia (nie zmieniając przy tym odcienia podkładu/korektora). Matuje, ale nie daje efektu płaskiej twarzy, wręcz przeciwnie. Skóra wygląda przepięknie!
Ostatnio wykonywałam makijaż koleżance i ten puder uratował sytuację ze zbyt matowym podkładem ;) Także, z całego serca polecam ;)

Lovely, Oh Oh Blusher
Ten róż do policzków też już u mnie widziałyście. Jednak ostatnio zaczęłam używać go znacznie częściej. Jakoś tak jesień i zimno na dworze sprawia, że mam ochotę ożywić troszkę moją twarz właśnie takim kosmetykiem ;) Szczególnie, że moja "opalenizna" już znikła i znów jestem bladolica :D
Daje cudny, delikatny, naturalny różo-łososiowy akcent na policzku, a przy tym cudnie rozświetla złotym blaskiem ;) Ale z tego też względu raczej nie spodoba się osobom o chłodnej tonacji. Ale, zawsze można sprawdzić, bo kosztuje grosze ;)

Kobo, Pure Pigment
Tak, mam i ja :D Są one tak osławione w blogosferze i na YouTube, że musiałam spróbować ;) Miałam w planach zakup tego pigmentu już jakiś czas temu, ale nie mogłam się do drogerii wybrać :D Ale... Jakiś czas temu pani, która malowała moją koleżankę na ślub użyła (dokładnie tego samego odcienia) tego kosmetyku - zakochałam się. Jak on się pięknie mienił, jak cudnie odbijał światło, jaki niebanalny efekt dawał! Ostatecznym bodźcem do zakupu była promocja :D I tak kupiłam, użyłam i pokochałam <3 Wstępnie chciałam spróbować odcienia Sea Shell, ale ostatecznie w koszyku wylądował Misty Rose ;)


Eye 6SixPlus, 18 Color Eyeshadow
Tutaj też szykuję pełną recenzję, bo wyraziliście zainteresowanie tą paletą ;) Na razie powiem tylko tyle, że obecnie po tę kompozycję sięgam najczęściej. Nie jest to może górnopółkowa jakość, ale porównywalna z tą od Makeup Revolution, o ile nie lepsza (mam tutaj na myśli paletki z serii Iconic, bo tylko takie posiadam).


BeBeauty, Bali, żel pod prysznic
Ach, co to jest za zapach! Niby napisali coś o awokado, ale przecież to jest soczysta gruszka! Może z domieszką mango ;) Wiem, że większość osób lubi stosuje takie jedynie latem, jednak ja uwielbiam owocowe zapachy przez cały rok ;) Jak widzicie, buteleczka jest prawie pełna, bo mimo tego, że kupiłam go już jakiś czas temu, to użyłam tylko kilka razy. Ale wystarczyło ;)
Jeżeli chodzi o walory inne niż zapachowe, to jest to żel, który myje :D I ja tylko tyle od kosmetyków myjących oczekuję ;) Nie nawilża, ale też nie wysusza. Zawiera drobne drobinki peelingujące, ale są one jeszcze delikatniejsze niż te w peelingach myjących z Joanny.


Cztery Pory Roku, Regenerujący Krem do Rąk i Paznokci
Nadal poszukuję idealnego kremu do rąk. Ten również nie zadowala mnie w 100%, ale do ulubieńców trafił ze względu na przepiękny zapach. Jak dla mnie to truskawka :D Dobrze nawilża, ale na noc oczekuję jeszcze mocniejszego efektu. Dlatego ten sprawdza się u mnie rano, jednak wieczornego ideału nadal szukam.


Film, Kingsman: Tajne Służby
No i teraz pora na wcześniej wspomniany film. Kiedyś ktoś mi go polecił, ale jakoś nie mogłam się zabrać za obejrzenie tej produkcji. Ostatnio można go było zobaczyć w telewizji. Trafiłam na niego przypadkiem i już po kilku minutach skradł moje serce. Jak ja wcześniej mogłam go tak ignorować?!
Gatunek zupełnie nie mój, bo za filmami akcji, a tym bardziej za kryminalnymi, nie przepadam, a tu proszę - taka miłość. Jest niezwykle zabawny, moim zdaniem bardzo dobrze nakręcony. Sceny, które zazwyczaj mnie nudzą w tego typu produkcjach były tak absorbujące, że przez cały seans nie mogłam oderwać wzroku od ekranu. Dawno nie widziałam filmu, który tak bardzo by mnie wciągną. Także, jeżeli jeszcze nie widzieliście, to musicie to nadrobić ;)


Znacie coś z moich ulubieńców? Jak u Was sprawdziły się te produkty? Widzieliście Tajne Służby? Jak Wam się podobał? A co ostatnio Wam przypadło do gustu? Co jeszcze powinno znaleźć się na tej liście? Jakich Waszych ulubieńców możecie mi polecić?

~ wredna
Czytaj więcej

KUPIŁAM, WYGRAŁAM, DOSTAŁAM #6
Czyli spore, kosmetyczne zamówienie z Rosegal

63 komentarze:
Jakiś czas temu przeglądając sklep internetowy Rosegal wpadłam na paletę, która do złudzenia przypominała słynną Huda Beauty Rose Gold. Oczywiście wrzuciłam ją do koszyka i stwierdziłam, że skoro już zaczęłam robić kosmetyczne zamówienie to czemu tego nie kontynuować i nie zamówić jedynie kosmetyków ;) A dokładniej, ostatecznie skusiłam się na samą kolorówkę.
Większość produktów już jest w moim posiadaniu, więc postanowiłam podzielić się z Wami moimi łupami. Jeżeli coś Was zainteresuje to chętnie przygotuję dla Was pełną recenzję. A jeżeli coś wpadło Wam w oko to wszystkie linki postaram się podać poniżej, możecie też próbować znaleźć coś na promocji Rosegal summer 2017 Promotion.


Jak widzicie nie jest to jakieś ogromne zamówienie, ale nie mogę też na ilość produktów narzekać. Nadal czekam jeszcze na dwa lakiery hybrydowe. Oczywiście na pierwszy plan, wysuwa się paleta 18 cieni. I czy one Wam czegoś nie przypominają? :D Poza tym mamy tutaj jeszcze paletkę 9 cieni, dwa lakiery do paznokci, pomada do brwi, konturówki i mnóstwo pomadek do ust.



I może od tej pięknej palety zacznijmy. Nie ma się co oszukiwać, jest ona "delikatnie" wzorowana na cudeńku od Huda Beauty. Układ samych cieni stanowi jakby odbicie lustrzane oryginału i kilka kwadracików się różni. No, ale nie powiecie mi, że nie widzicie podobieństwa :D
Oczywiście nie spodziewałam się podobnej jakości, byłam jej po prostu ciekawa. I kosmetyk sam w sobie jest całkiem przyjemny ;) Metaliczne cienie mają świetną pigmentację, maty troszkę gorszą, ale i tak produkt ten bardzo lubię i uwielbiam z nią pracować. 
I tutaj zastanawiam się czy nie napisać szczegółowej recenzji. Chcielibyście takową zobaczyć?
PS przepraszam, że swatche nie są po kolei, ale zabrakło mi ręki :D


Zacznę od tego, że paletka przyszła do mnie luzem... Zupełnie niezabezpieczona... No i są tego efekty. Jeden cień był mocno potrzaskany i wymazał całą paletę... Jakoś udało mi się to wszystko odratować i sytuację opanować ;) Jednak i tak raczej paletka pójdzie w świat, bo jakością nie powala, a takich delikatnych kolorków mam już w swojej kolekcji całkiem sporo.
Jednak muszę przyznać, że byłam zaskoczona jakością samego opakowania - jest zamykane na magnes! Tego się nie spodziewałam ;)
I to chyba tyle z plusów, bo jeszcze jedna rzecz, która mnie denerwuje to to, że dziwnie pachnie... Jakby trochę miętą, jak jakaś maść rozgrzewająca :D Nie jestem z tych wrażliwych na zapachy w kosmetykach kolorowych, a jednak tutaj jakoś nie mogę o tym nie wspomnieć.
Ogólnie kolorki są całkiem ładne, pigmentacja średnia, nie ma tragedii, ale i zbytnich zachwytów. Może dla początkujących, którzy nie mają jeszcze dużej kolekcji cieni.


Uwielbiam matowe pomadki w płynie, więc po prostu musiałam skusić się na taki zestawik. Bardzo ładnie to wygląda :) Same pomadki są w porządku, delikatnie się kleją (nawet po wyschnięciu), i z pewnością czuć je na ustach. Ale są bardzo trwałe i pięknie wyglądają na ustach. Najjaśniejszą najtrudniej jest zaaplikować, bo lubi robić smugi. Jedną sztukę na pewno sobie zostawię, do reszty nie mogę się przekonać, jakoś niekorzystnie wypadają na moich ciemnych ustach.



Jestem ogromną fanką konturówek. W mojej kolekcji znajduje się znacznie więcej "ołówków" niż standardowych pomadek czy błyszczyków (tych ostatnich to nie mam prawie wcale :D). Do tego zestawu byłam sceptycznie nastawiona. Stwierdziłam, że będą to typowe chińskie, twarde jak kamień, kredki. Czy się myliłam? Po części. Niektóre są znośnie, inne dosyć twarde. Ale tragedii nie ma. U mnie zostało tylko kilka sztuk, reszta poszła w świat. Choć, coś czuję, że i ta kolekcja się pomniejszy, bo mam wrażenie, że niektóre kolorki wyglądają identycznie ;)


I znów sytuacja jak z pomadkami wyżej. Byłam ciekawa. Tutaj nie zostawię sobie chyba żadnej. Nie moje kolorki. Zupełnie nie pasują do mojej urody. I mimo tego, że w nazwie mają "Matte" to takie do końca matowe nie są. To najzwyczajniejsze, tradycyjne pomadki. Na szczęście, moja mama takie lubi, więc się nie zmarnują ;)

Tak, kolejne pomadki w płynie ;) Nazamawiałam kosmetyków do ust, a tak na co dzień to rzadko je maluję :D Ale chciałam wypróbować ;) Niestety również żadna nie przypadła mi do gustu. Na moich ciemnych ustach, i przy mojej ciepłej, acz bladej, karnacji mało jako kosmetyk wygląda dobrze. Ale spokojnie, też nic się nie zmarnuje ;) Jedna już poleciała do mojej siostry ;) A same pomadki miały niby imitować te z LimeCrime, przynajmniej na to wskazują ich nazwy. Wydaje mi się jednak, że do pierwowzorów im daleko (szczególnie jeżeli o odcienie chodzi).


A miało być tak pięknie ;( W pomadach do brwi się zakochałam, ale jeszcze nie udało mi się dobrać do nich odcienie, z którego byłabym w 100% zadowolona. Myślałam, że może ten (chyba tylko z nazwy) Ash Brown okaże się strzałem w dziesiątkę. Nie. Tego produktu mogłabym chyba używać jako eyelinera... Przecież on jest czarny jak smoła! Może pod spodem coś tam z tego popielatego brązu będzie, ale przyznam szczerze, że boję się spróbować ;(
Niemniej jednak, na pochwałę zasługuje szata graficzna i fakt, że w zestawie dostajemy pędzelek.


Hah, przyznam się Wam, że dopiero zobaczyłam, że jest to lakier One Step :D Stosowałam go normalnie, jak zwykłą hybrydę. Co tu dużo mówić? Moja kolekcja się powiększa, co niezmiernie mnie cieszy ;) Każda nowa buteleczka jest u mnie mile widziana. A te dwa kolorki są obłędne! A jakością nie odbiegają od droższych, ba niektóre nawet biją na głowę ;) Z pewnością zaopatrzę się w inne odcienie ;)


Co sądzicie o moim zamówieniu? Może macie któryś z kosmetyków? Jaka jest Wasza opinia na ich temat? A może ktoś z Was posiada paletę Huda Beauty? Czyż ta nie jest podobna? Coś wpadło Wam w oko? Którego z tych produktów chcielibyście zobaczyć recenzję?

~ wredna
Czytaj więcej