AND A HAPPY NEW YEAR! Podsumowanie roku i życzenia

26 komentarzy:
Tak jak obiecałam tydzień temu, dzisiaj przychodzę do Was z życzeniami na Nowy Rok. Ale, żeby post nie był zbyt krótki i zbyt nudny postanowiłam też przygotować małe podsumowanie ;)
Wstępnie chciałam napisać kilka słów o postanowieniach noworocznych 2017, ale chyba wstyd w ogóle zaczynać ten temat :D Przyznaję się bez bicia, że jestem strasznie leniwą osobą i rzadko udaje mi się takich obietnic dotrzymać :D Gdzieś w połowie roku zatraciłam zapał. Ale kto z Was nigdy nie złamał jakiegoś swojego przyrzeczenia niech pierwszy rzuci kamień :D
Jednak z racji tego, że w 2018 rok jeszcze nie wkroczyliśmy to zapraszam na Zaful Sweaters Autumn 2017 Promotion.

Okay, ze statystycznych kwestii (żeby było krótko), w 2017 roku udało mi się osiągnąć:
- wyświetlenia: 66 767
- liczba napisanych postów: 92 (licząc z tym dzisiejszym)
- komentarze: 5059

Za wszystkie te osiągnięcia chciałabym oczywiście podziękować Wam, bo chyba nawet w większej mierze niż ja, to właśnie Wy tworzycie tego bloga ;) Gdybym nie miała czytelników, zupełnie nie miałoby sensu pisanie tutaj czegokolwiek. Nawet nie wiecie jak wiele znaczy dla mnie każdy komentarz, każda szczera obserwacja, każde nowe wyświetlenie. Nie dlatego, że łechta to moje ego, ale dlatego, że widzę, że to co robię się podoba, może nawet komuś się przydaje ;) Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję! Jesteście wielcy!

No, a teraz obiecane życzenia ;)
Kochani, chciałabym Wam z całego serca życzyć szczęśliwego Nowego Roku 2018; aby był lepszy od poprzedniego; aby przyniósł Wam wiele miłych niespodzianek i jak najmniej rozczarowań; abyście spełnili wszystkie swoje postanowienia oraz większość (nawet tych głęboko skrywanych) marzeń; aby sprzyjał Waszym planom. Oczywiście życzę zdrowia, bo ono jest najważniejsze; miłości, radości i spokoju. Żebyście zawsze umieli znaleźć złoty środek i pójść na dobry kompromis w relacjach z innymi. Życzę Wam, po prostu, abyście pod koniec roku 2018 wspominali go z uśmiechem na twarzy ;)

Jakie plany na dzisiejszy wieczór? Szykuje się coś większego czy standardowa domówka? A może ktoś z Was pozostaje w domu i spędza sylwestra w piżamce? I przyznać się, kto prześpi nadejście Nowego Roku? Jakie macie oczekiwania i/lub postanowienia na nadchodzący 2018?

~ wredna
Czytaj więcej

SHINYBOX WHERE THE MAGIC HAPPENS
Czy rzeczywiście jest magia?

59 komentarzy:
Zanim przejdę do właściwej części posta, z racji tego, że wpis ten pojawia się w tak wyjątkowy dzień jak Wigilia Bożego Narodzenia, chciałabym złożyć Wam serdeczne życzenia wesołych, ciepłych, spędzonych w gronie najbliższych, pełnych miłości i rodzinnej atmosfery Świąt Bożego Narodzenia. Abyście spędzili ten czas ciesząc się obecnością drugiej osoby, odpoczęli od codziennej gonitwy i nie dali się zwariować zawirowaniom związanym z przygotowaniami (choć teraz to już pewnie wszystko jest gotowe :D). Sylwestrowych i noworocznych życzeń składała jeszcze nie będę, bo pojawi się jeszcze kolejny wpis ;)
A teraz przejdźmy już do tego, czego dzisiejszy wpis dotyczy. A jest to nowe, grudniowe, świąteczne pudełko ShinyBox, opatrzone tytułem Where The Magic Happens. Poprzednie nie do końca mnie zachwyciło. Jak jest w tym miesiącu?


O grudniowym pudełku
Świeża choinka, zapach korzennych pierników, cynamonu i pomarańczy, spotkania pełne ciepła, uśmiechu i radości z tymi których kochamy … czyli magia Świąt na którą czekamy cały rok. W tym wyjątkowym czasie spraw sobie i najbliższym najlepszy, nietuzinkowy i wyjątkowy prezent – grudniowe pudełko ShinyBox „Where the magic happens”.
Oprócz kosmetyków w pudełku znajdziecie również (rzekomo) pachnącą pocztówkę od Max Benjamin (ja tam żadnego zapachu nie wyczuwam, ale mam katar, więc ciężko stwierdzić :D); kod rabatowy na 20% do sklepu Orphica, 30% do Secret Soap i 15% na wszystkie produtky Foods by Ann.

Barnängen, żel pod prysznic
Mix rodzajów. Lekka niczym chmurka piana pielęgnującego żelu pod prysznic delikatnie i skutecznie czyści normalną i suchą skórę oraz delikatnie ją pielęgnuje. Pomaga utrzymać jej naturalne nawilżenie i sprawia, że staje się ona aksamitnie gładka.
Produkt pełnowymiarowy.
Moja wersja: Sensitive Shower Cream
Pojemność: 400 ml
Cena: 24,99 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Tego produktu jestem bardzo ciekawa. W październikowym pudełku ShinyBox znalazłam uniwersalny krem tej marki i bardzo się z nim polubiłam. Mam nadzieję, że i z tym kosmetykiem będzie podobnie. Trafiła mi się wersja do skóry wrażliwej - idealnie ;) Jak wiecie, mam skłonności do reakcji alergicznych, więc bardzo się cieszę, że znalazłam opcję Sensitive. Sam produkt jest dosyć gęsty i w białym kolorze, jak na mleczko (czy może krem) pod prysznic przystało. Zapachów dzisiaj, niestety, Wam nie opiszę (jak wspomniałam wcześniej, mam katar), ale siostra stwierdziła, że przypomina jej w tej kwestii krem Nivea ;) Dozownik pojawia nam się po naciśnięciu koreczka - taką formę najbardziej lubię.
INGREDIENTS: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Acrylates Copolymer, Glycerin, Parfum, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Ricinus Communis Seed Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter Extract, Chamomilla Recutita Flower Extract, Sambucus Nigra Flower Extract, Allantoin, Vaccinium Macrocarpon Seed Oil, Polyquaternium-10, Sorbitol, Xanthan Gum, Styrene/Acrylates Copolymer, Sodium Chloride, PEG-7 Glyceryl Cocoate, PEG-40, Hydrogenated Castor Oil, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Citric Acid, Sodium Benzoate, Sodium Salicylate.

Efektima, peeling + maska do dłoni
Skuteczny i błyskawiczny peeling do rąk. Doskonale złuszcza obumarłe warstwy rogowe naskórka oraz poprawia mikrokrążenie krwi. Innowacyjny preparat stworzony na bazie wyciągu z aceroli - najbogatszego naturalnego źródła Wit. C. Rozjaśnia przebarwienia oraz sprawia, że nawet bardzo przesuszone i zniszczone dłonie stają się miękkie i aksamitnie gładkie.
Produkt pełnowymiarowy.
Pojemność: 2x7 ml
Cena: 2,56 zł
Termin ważności: lipiec 2017
Cóż, muszę się przyznać, że zbyt dużej wagi do pielęgnacji dłoni nigdy nie przywiązywałam. Regularnie nawilżam, czasami robię peeling, ale nic poza tym. Ta maska mnie ciekawi. Choć czytałam nieprzychylne opinie na temat tego kosmetyku. Cóż, będę testowała ;) Mam nadzieję, że mnie się jednak sprawdzi, bo przydałaby mi się taka odnowa dłoni po tym całym świątecznym sprzątaniu :D Na plus bardzo niska cena ;) Jak produkt mi się spodoba to będę mogła go zakupić bez rujnowania portfela ;)
INGREDIENTS:
Peeling: Aqua, Glycine Soja Oil, Lithothamnium Calcareum Powder, Vitis Vinifera Seed Oil, Glycerin, Hydrogenated Polydecene, Alumina, Glyceryl Stearate, Peg-100 Stearate, Polyacrylate-13, Argania Spinosa Oil, Polyisobutene, Phenoxyethanol, Dmdm Hydantoin, Parfum, Polysorbate 20, Sorbitan Isostearate, Methylparaben, Propylparaben, Benzyl Salicylate, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Alpha-Isomethyl Ionone, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Coumarin, Limonene.
Maska: Aqua, Glycerin, Hydrogenated Polydecene, Vitis Vinifera Seed Oil, Glyceryl Stearate, Glycine Soja Oil, Peg-100 Stearate, Stearic Acid, Collagen, Cyclopentasiloxane, Stearyl Alcohol, Argania Spinosa Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Magnesium Ascorbyl Phosphate, Butylene Glycol, Pyrus Malus Fruit Extract, Tartaric Acid, Citric Acid, Citrus Limon Fruit Extract, Phenoxyethanol, Hydrolyzed Grape Fruit, Hydrolyzed Wheat Bran, Dmdm Hydantoin, Parfum, Methylparaben, Cyclohexasiloxane, Malpighia Punicifolia Fruit Extract, Propylparaben, Benzyl Salicylate, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Hydrolyzed Elastin, Alpha-Isomethyl Ionone, Geraniol, Sodium Benzoate, Hexyl Cinnamal, Potassium Sorbate, Imidazolidinyl Urea, Coumarin, Limonene, Ethylhexylglycerin.

Foods by Ann, Pocket Energy Bar
Nowość. Idealne dla tych, którzy żyją aktywnie i potrzebują szybkiego, a jednocześnie zdrowego i pysznego źródła energii. Odpowiednio dobrane składniki nie tylko zaspokoją głód i pobudzą do działania, ale także pozytywnie wpłyną na funkcjonowanie całego organizmu.
Produkt pełnowymiarowy.
Gramatura: 35 g
Wersja smakowa: Kokos i kakao
Cena: 3,89 zł
Termin ważności: 30.10.2018
Taki batonik znalazł się już w październikowym pudełku ShinyBox. Tamten był w wersji owocowej i przyznam, że był całkiem smaczny. Kakao i kokos brzmią przepysznie i mam nadzieję, że takie to połączenie będzie ;) Szczególnie, że zapach i smak kokosa uwielbiam ;) Skład również zachęca do spróbowania tej przekąski ;) Choć przyznam szczerze, że sama pewnie bym takiego batonika nie kupiła, ze względu na wysoką cenę. Może 4 zł to nie majątek, ale za 35 g produktu, cóż, moim zdaniem sporo. 
INGREDIENTS: Daktyle (66%), wiórki kokosowe (30%), kakao (4%). Może zawierać: soję, sezam, jaja, mleko, gluten, orzechy i orzeszki ziemne.

Termissa, woda termalna z Podhala
Kosmetyk od marki Termissa. TERMISSA to pierwsze ekologiczne dermokosmetyki z wodą termalną z Podhala zawierającą największe bogactwo składników mineralnych o udowodnionych właściwościach pielęgnacyjnych i leczniczych. Termissa to kosmetyki do zadań specjalnych, które swoją siłę czerpią z natury. Bo przecież wszyscy jesteśmy jej częścią.
Produkt pełnowymiarowy. Jeden z trzech wariantów: Macadamia Professional, zestaw Éprouvage Get Hooked Fortifying (spray i maska do włosów); The Secret Soap Store, krem z masłem shea; Termissa, mix kosmetyczny (woda termalna, balsam wygładzająco-antycellulitowy, nawilżająca odżywka do włosów).
Pojemność: 150 ml
Cena: 18,35 zł
Termin ważności: maj 2018
Kolejny produkt, którego jestem niesamowicie ciekawa. Swego czasu szukałam jakiejś wody termalnej, ale ostatecznie żadnej nie przetestowałam. Teraz muszę trochę zgłębić temat ;) Cena bardzo przystępna (jak na kosmetyk tego typu), także jeżeli się sprawdzi to będzie hit ;)
INGREDIENTS: Aqua, Nitrogen, Benzyl Alcohol, Salicylic Acid, Glycerin, Sorbic Acid*, Sodium Hydroxide.

Exclusive Cosmetics, hydrożelowe płatki pod oczy z olejem arganowym
Hydrożelowe płatki zawierają odmładzający olej arganowy oraz koncentrat intensywnie nawilżających składników aktywnych. Specjalnie opracowana formuła wnika w głąb naskórka, sprawiając, że skóra w okolicach oczu staje się nawilżona i zrelaksowana, a zmarszczki mniej widoczne.
Produkt pełnowymiarowy.
Ilość sztuk w opakowaniu: jedna para
Cena: 4,99 zł
Termin ważności: kwiecień 2019
Kolejny ciekawy produkt. Jak na razie nie jest źle. Jednak tego delikatnie się obawiam, bo przeznaczony jest do bardzo wrażliwej skóry pod oczami, a w moim przypadku stosowanie nowości w tym obszarze często kończy się nieprzyjemną reakcją alergiczną. Chętnie bym ten kosmetyk wypróbowała, bo zapewnienia producenta (odżywienie, nawilżenie, napięcie) brzmią świetnie, ale jednak się obawiam. Nie wiem, zobaczymy czy się odważę ;)
INGREDIENTS: Aqua, Propylene Glycol, Glycerin, Carrageenan, Argania Spisosa Kernel Oil, Betaine, Saccharomyces Cerevisiae Extract, Rhodiola Rosea Root Extract, Panthenol, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Mica, Titanium Dioxide, CI 77491.

Farmona, Prestige Care, koncentrat komórek macierzystych
Mix produktów. Misja Laboratorium Kosmetyków Naturalnych FARMONA to wytwarzanie wysokiej jakości wyrobów kosmetycznych spełniających wymagania użytkowe i estetyczne przy zastosowaniu technologii bezpiecznych dla środowiska. Podstawą wszystkich produktów Laboratorium Kosmetyków Naturalnych Farmona są naturalne składniki aktywne, standaryzowane ekstrakty o wysokim stopniu czystości ekologicznej – w optymalnych stężeniach dla zapewnienia skuteczności i bezpieczeństwa stosowania.
Produkt pełnowymiarowy. Jeden z dwóch wariantów: Laboratorium Kosmetyków Naturalnych Farmona (Prestige Care: Koncentrat rozjaśniający mącznicy i lukrecji, Koncentrat komórek macierzystych; Dermacos, Anti-Acnee, Anti-Spot); Ideepharm Instytut Dermokosmetyków (Let's Celebrate, Cosmo olejek do kąpieli, Pinacolada peeling myjący; ProdologicMed, maść na popękane pięty).
Pojemność: 15 ml
Cena: 48 zł
Termin ważności: kwiecień 2018
Kolejny kosmetyk, którego jestem zarazem bardzo ciekawa i którego trochę się obawiam jednocześnie. Niby zrobiłam już test uczuleniowy na dłoni i nic złego się nie stało, ale jednak zaaplikować produkt na twarz to co innego. Producent zaleca wymieszanie kilku kropli koncentratu z kremem, już boję się go trochę mniej ;) Kosmetyk przeznaczony jest dla cery dojrzałej ze zmarszczkami i utratą jędrności. No cóż, ja takiej jeszcze nie mam, jednak nie powstrzyma mnie to przed przetestowaniem :D Choć przyznam, że najprawdopodobniej powędruje do mojej mamy, która działania takiego koncentratu potrzebuje znacznie bardziej ;)
INGREDIENTS: Magnolia Sieboldii Callus Culture Extract, Butylene Glycol, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin.

Orphanica Touch, intensywnie nawilżający krem do rąk
TOUCH krem do rąk z formułą Intensive Moisture Therapy sprawia, że skóra dłoni jest intensywnie zregenerowana, bardziej elastyczna i napięta, a na jej powierzchni tworzy się niewidzialna warstwa ochronna, która wiąże wodę. Naturalne składniki kremu nawilżają suchą i podrażnioną skórę, przyspieszają proces jej regeneracji, wygładzają zmarszczki na dłoniach, a dodatkowo mają działanie odżywcze oraz antyoksydacyjne. Produkt został przebadany dermatologicznie.
Próbka.
Pojemność: 1,5 ml
Pojemność pełnowymiarowego produktu: 100 ml
Cena pełnowymiarowego produktu: 59 zł
Termin ważności próbki: 3 miesiące od otwarcia
Może wypróbuję, a może nie. Na pewno nie sięgnę po pełnowymiarowy produkt, bo cena mnie przeraża. Dlatego może lepiej nawet nie robić sobie na niego ochoty :D
INGREDIENTS: Aqua, Glycerin, Paraffinum Liquidum, Caprylic/Capric Triglyceride, Petrolatum, Glyceryl Stearate, Dimethicone, Stearyl Alcohol, Peg-100 Stearate, Stearic Acid, Phenoxyethanol, Tocopheryl Acetate, Parfum, Urea, Panthenol, Camellia Sinesis Extract, Sodium Hyaluronate, Ethylhexylglycerin, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Sodium Hydroxide.

Podsumowując...
Nie jest źle. Z całą pewnością jest lepiej niż w ubiegłym miesiącu. Jednak nadal, moim zdaniem, najbardziej udanym było pudełko październikowe. Powiem szczerze, że z racji tego, iż Where The Magic Happens jest edycją świąteczną, spodziewałam się czegoś, co bardziej mnie ucieszy. Ale nie będę narzekała, bo z większości produktów skorzystam ;) 
Jeżeli chcielibyście zgarnąć taką zawartość to można to pudełeczko jeszcze zamówić tutaj.
Moja ocena: 4-/5

Znacie te pudełka? Lubicie taką zabawę? A może macie to konkretne? Co o nim sądzicie? Próbowałyście któregoś z ww. produktów? Jak się u Was sprawdziły? Byłybyście zadowolone z takiej zawartości? I co myślicie o produktach, które są nowościami? Skusicie się?

~ wredna
Czytaj więcej

NOWOŚCI PAZNOKCIOWE
Czyli małe zamówienie z SammyDress

43 komentarze:
Dzisiaj będzie krótko, zwięźle i na temat :D Mamy środę, co znaczy, że do Świąt pozostało już niewiele, więc założę się, że i u Was trwają przygotowania, a wolnego czasu tyle co na lekarstwo. Także idę na rękę i sobie, pisząc krótszego posta, i Wam, oszczędzając czas na jego czytaniu ;) Także przejrzyjcie szybko co to ja tam znowu paznokciowego na SammyDress wynalazłam i wracajcie do obowiązków ;)
I tak, wiem, że Wigilia już niebawem, a w wielu miejscach w Polsce na ziemi leży śnieg, a termometry pokazują temperatury poniżej zera. Ale tak na dobrą sprawę to dziś jeszcze mamy kalendarzową jesień, więc gdyby ktoś był zainteresowany to zapraszam na Sammydress Fall Clothes 2017 Promotion.

tło: bluzka, torebka  |  pędzle

Już od dłuższego czasu szukałam dobrych narzędzi do tworzenia zdobień, ale chciałam czegoś w rozsądnej cenie. W pierwszej kolejności skusiłam się na (nie zupełnie taki tani) pędzelek z Aliexpress, który wszyscy polecali. Chyba nawet pojawił się kiedyś na blogu. Ale cóż, u mnie się nie sprawdził... Ale podejrzewam, że trafiłam na jakąś felerną sztukę, bo nie wyglądał tak jak u innych.
Ale nie o tym teraz ;) Na ten zestawik zdecydowałam się głównie ze względu na jego niską cenę i piękny, kwiatowy wzór na rączkach. Stwierdziłam, że nawet jeśli się nie sprawdzą to ładnie będą się prezentowały na zdjęciach ;)
Jeszcze ich nie próbowałam, ale już teraz mogę powiedzieć, że jeden z tych cieniutkich się rozwarstwia, więc raczej się nie sprawdzi. Reszta zapowiada się ciekawie. Będę testować przy świątecznym zdobieniu ;)

tło: żakiet  |  pędzle

Byłam go niesamowicie ciekawa. Pomyślałam, że będzie to łatwiejszy sposób na zdobienia. No cóż tu dużo pisać? Po prostu nie działa. Powinien funkcjonować na zasadzie korektorów do długopisu - potrząsamy i przyciskając malujemy. Nie wiem czy moja sztuka zaschła, zatkała się, czy może jeszcze coś innego, ale najzwyczajniej nie dozuje żadnego produktu. Od razu leci do kosza.

tło: torebka  |  marker

Żeli raczej nie używam, wolę lakiery hybrydowe. Jednak ten kolor mnie zauroczył i nie mogłam się powstrzymać. W opakowaniu wygląda przepięknie. Miałam pewne problemy z jego nałożeniem, bo najzwyczajniej nie jestem do takiej konsystencji przyzwyczajona. Utwardza się bardzo dobrze, ale krycie ma kiepskie (albo ja po prostu nie umiem się z żelami obchodzić, także chętnie przyjmę wszystkie rady). Mam też pewne zastrzeżenia co do ostatecznego wyglądu - powierzchnia żelu nie jest równa (możecie to zobaczyć na wzorniku). Ale kolor rzeczywiście robi wrażenie, więc jeżeli uda mi się wypracować dobrą technikę pracy z taką konsystencją to na pewno będę po niego sięgała.

tło: torebka  |  żel

Co myślicie o tym zamówieniu? Znacie któryś z produktów? Używacie żeli do paznokci? Czy trzymacie się hybryd? A może preferujecie tradycyjne lakiery? Macie dla mnie jakieś rady dotyczące stosowania żeli? Jak tam Wasze przygotowania do świąt? Choinka już ubrana?

~ wredna
Czytaj więcej

BIUSTONOSZ DO ZADAŃ SPECJALNYCH
Czy warto zamawiać z chińskich stron?

42 komentarze:
Jeżeli ktoś z Was czyta mojego bloga już od jakiegoś czasu to zapewne wie, że kilka miesięcy temu byłam na dwóch weselach. Takie wydarzenia wiążą się oczywiście z wydatkami, myślę, że wszystkie panie to znają - sukienka, szpilki, buty na zmianę, żakiet, biżuteria, fryzjer, makijażystka. Można wydać majątek. Szczególnie, kiedy wydarzenie to dotyczy kogoś nam bliskiego. Oczywiście nie powinnyśmy zapominać o bieliźnie. Sporo sukienek wymaga czegoś bardziej specjalistycznego niż tradycyjny biustonosz. Tak było też w moim przypadku, bo zamarzyła mi się gorsetowa sukienka bez ramiączek ;) A wszystkie drobne kobitki będą wiedziały jak to jest z tymi stanikami strapless - ciężko znaleźć coś co będzie w obwodzie na tyle wąskie, żeby się trzymało ;) No i oczywiście sam ten element bielizny może kosztować krocie. Ja postanowiłam spróbować trochę zaoszczędzić i sprawdzić, czy biustonosz z chińskiej strony, a dokładniej z Rosegal, spełniłby się w tej roli.


Strapless - co to właściwie znaczy?
Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy interesuje się tematem specjalistycznej bielizny i może nie do końca wiedzieć co ten termin strapless właściwie oznacza. Już śpieszę z tłumaczeniem. Otóż samo słowo strapless pochodzi z języka angielskiego (a jakżeby inaczej) i z tego co kojarzę nie doczekało się jeszcze fachowego odpowiednika w języku polskim. A wystarczy powiedzieć, że oznacza biustonosz, który nie posiada ramiączek. I tyle ;) Oczywiście często ma on elementy, których brak w tradycyjnych stanikach; elementy, które mają pomóc mu pozostać w miejscu.
W przypadku tego konkretnego modelu są to: silikonowe gumy przy obwodzie, cienki silikonowy pasek pod miseczkami i zapięcie na trzy haftki. 
Poza tymi komponentami typowymi dla biustonosza specjalistycznego, mamy też push-up, który jest spotykany w najzwyklejszych stanikach.


Jakość wykonania
Powiem Wam szczerze, że byłam sceptycznie nastawiona do tego biustonosza ;) Myślałam, że przyjdzie coś, czego nie będzie się dało nosić ;) No i byłam pozytywnie zaskoczona.
Oprócz źle przyszytego dolnego paska, który nie przeszkadza w użytkowaniu, nie zauważyłam żadnych mankamentów w wykonaniu. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że może konkurować z bielizną ze sklepów.
Dzięki posiadanym zabezpieczeniom dobrze trzyma się skóry i nie przesuwa w trakcie noszenia. A wiedzcie, że mam z tym ogromny problem. Teoretycznie powinnam sięgać po rozmiar 60/65B, ale niesamowicie ciężko jest taki znaleźć w rozsądnej cenie. Tutaj, mimo tego, że oznaczenie wskazuje na 70B, obwód jest malutki i idealnie się dla mnie nadaje. 
Troszkę gorzej jest z miseczkami. Proponowałabym iść jeden rozmiar w górę, bo przy moim małym B te są ciut za małe. Co prawda, nie ma tragedii, ale po co się męczyć, skoro można kupić większe ;) Taka moja mała rada dla tych, którzy są nim zainteresowani ;)


Ale po co mi to?
Tak jak już wspomniałam, bielizna w takim kroju będzie idealna na wszelkie większe wyjścia, na które przywdziewacie wymyślne sukienki. Ale nie tylko, bardzo dobrze sprawdzi się do hiszpanek, w których odkrywacie ramiona, a także do koszulek na cieniutkich ramiączkach. Spokojnie możecie sięgać po takie biustonosze przy bluzkach, które są mocno wycięte przy dekolcie i odsłaniałyby ramiączka tradycyjnych staników. Ponadto, będą wybawieniem przy półprzezroczystych elementach
Ten model ma dodatkowo całkiem mocno wycięty "dekolt", także bez problemu założycie go do mocno wyciętych sukienek i topów.

biustonosz  |  body  |  żakiet  |  bransoletka

Cena i dostępność
Staniki tego typu kupicie niemal wszędzie, a już na pewno w sklepach typowo bieliźnianych. Jednak jeżeli chodzi o ten konkretny model, dostaniecie go na stronie Rosegal, dokładniej tutaj, za $23.65, a teraz w bardzo przyzwoitej cenie $9.22 ;)

Podsumowując...
Może nie jest to ideał, ale chyba nie ma co takowego oczekiwać po chińskim produkcie. Ja jestem zadowolona i myślę, że na większe okazje lub do bardziej wymagającej garderoby będę go zakładała. Spełnia swoje zadanie i nie przesuwa się w trakcie noszenia. Dodatkowo jego beżowy kolor sprawia, że jest bardzo uniwersalny i nada się pod niemal każdy element ubioru.
Moja ocena: 4-/5

Znacie ten produkt? Co o nim sądzicie? Uważacie, że biustonosze specjalne są potrzebne? A może umiecie się obejść bez nich? Zdecydowalibyście się na zakup takiego stanika na chińskiej stronie? Czy jednak wolicie coś droższego, ale sprawdzonego?

~ wredna
Czytaj więcej

REVLON COLORSTAY - KULTOWY PODKŁAD
Wart całego zamieszania i rozgłosu?

60 komentarzy:
Tak, dobrze czytacie. Przecież chyba każdy próbował już ten podkład. No, niekoniecznie. Ja poznałam go dopiero w tym roku. Dlaczego zdecydowałam się po niego sięgnąć tak późno? Zawsze zniechęcała mnie jego formuła, nie lubię ciężkich, mocno kryjących i matujących podkładów. Zapytacie zatem, po co w takim razie w ogóle się na niego skusiłaś? Ano, ze względu na jego kolor.
Byłam też niestety zmuszona wybrać wersję niedopasowaną do mojej cery, bo zakupiłam wersję Combination/Oily. Odcień 150 Buff w przypadku Normal/Dry był znacznie bardziej różowy... A ja potrzebuję żółtków!
No dobrze, tyle wstępu, przejdźmy do sedna ;)


Od producenta
Długotrwały podkład nr 1 w Ameryce, teraz z higieniczną pompką i SPF. W 35 odcieniach do każdego odcienia i typu cery. Nieskazitelne, matowe wykończenie i krycie, które trwa do 24 godzin. Wygodna, lekka formuła stworzona z myślą o cerze tłustej i mieszanej, która niweluje wydzielanie sebum i zapobiega świeceniu się skóry. 
Pojemność: 30 ml
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia
Mój odcień: 150 Buff

Opakowanie i skład
Podkład zamknięty jest w szklanej, poręcznej buteleczce. Nowsza wersja wyposażona została w pompkę ułatwiającą aplikację produktu. Opakowanie jest solidne i eleganckie. Jeżeli chodzi o szatę graficzną to jest prosta, ale przy tym (moim zdaniem) cieszy oko.
INGREDIENTS: Aqua, C Yclomethicone, Trimethylsiloxy Silicate, Butylene Glycol, Boron Nitride, Dimethicone, PEG/PPG-18/18 di methicone, Nylon- 12, Tribehenin, Isododecane, Poly-isobutene, Sodium Chloride, Cetyl PEG/ PPG-10/1 Dimethicone, Bisabolol, Serica, Tocopheryl Acetate, retinyl palmitate, Malva Sylvestris Extract, Lactobacillus/Eriodictyon Californicum Ferment Extract, Cymbidium Grandflorum Flower Extract, Alumina, Polydimethylsil Oxane/Polymethylsilesquioxane Copolymer, Ethylene Brassylate, Methicone, Trisiloxane, Sorbitan Sesquioleate, Tetrasodium Etidronate, Methylparaben, Titanium Dioxide, CI 77491, CI 77492.


Konsystencja i zapach
Kosmetyk jest zbity, gęsty, treściwy i delikatnie toporny pod palcami. Nie ma tu mowy o spływaniu czy rozlewaniu. Ja wolę lżejsze konsystencje w podkładach, ale nie zauważyłam, aby wpływało to negatywnie na komfort aplikacji, dlatego nie zaliczę tego do minusów produktu.
Jeżeli chodzi o zapach to jest dosyć intensywny i wyczuwalny w trakcie aplikacji. Jednak nie utrzymuje się na skórze zbyt długo. A pachnie mydłem ;) Ogólnie nie przepadam za mocnymi zapachami w kosmetykach kolorowych, ale ten zdecydowanie cieszy mój nos ;)

Krycie i kolor
Potwierdzam, zdecydowanie jest to podkład o mocnym kryciu. Więc, jeżeli szukacie czegoś, co przykryje Wam niemal wszystko to z tego kosmetyku będziecie zadowoleni. Jeżeli chodzi o dobór kolorystyczny to myślę, że z tym również nie powinniście mieć problemu. Gama jest całkiem szeroka i można w niej znaleźć piękne żółto-oliwkowe tonacje. Przynajmniej mnie kolorek 150 Buff pasuje idealnie. Na razie pozostało mi jeszcze troszeńkę opalenizny z lata, ale za jakiś miesiąc, będzie idealny ;)
A jak mogę opisać mój odcień? Jest jaśniutki, dla bladziochów w sam raz, ale nie ma żółtych tonów, a wręcz przeciwnie, jest przyjemnie żółto-oliwkowy. Może delikatnie trupi i ziemisty, ale na okres jesienno-zimowy, mojej cerze pasuje.

od lewej: Neauty Minerals, kryjący Golden Ivory; Loreal, True Match 1N; Revlon, Colorstay Combination/Oily 150 Buff.

Aplikacja i właściwości matujące
Ja nie wyobrażam sobie nałożyć go niczym innym jak tylko gąbeczką. Gdyby w ruch poszedł pędzel to miałabym okropną maskę na twarzy. Aplikacja przebiega bezproblemowo. Nie tworzą się żadne plamy, prześwity czy smugi. Jego gęsta konsystencja nie powoduje trudności w nakładaniu. Także tutaj plus.
Jednak moim zdaniem minusem będzie to, jak wygląda na twarzy. Może jest to wina tego, że jest on matujący, a ja wolę rozświetlające wykończenie, ale mieszam go z płynnym rozświetlaczem, a efekt końcowy i tak mnie do końca nie zadowala. Zdecydowanie matuje - jeżeli tego szukacie w podkładach, to polecam ;) Ja jednak muszę się jeszcze zapoznać z wersją Normal/Dry.
Makijaż wygląda niesamowicie pudrowo, nie wyobrażam sobie nie spryskać go na koniec obficie mgiełką. Uwydatnia też każde możliwe załamanie skóry, każdą zmarszczkę. Bez bakingu się nie obędzie. U mnie podkreśla też pory, które na co dzień nie są aż tak widoczne. Nie współpracuje dobrze z korektorem Lasting Perfection, dziwnie się waży i roluje. Zdecydowanie najgorzej prezentuje się jednak na nosie. Jest to strefa, z którą mam ogromne problemy, jeżeli chodzi o podkłady, ale ten jest wybitny (w negatywnym sensie), podkreśla każdą suchą skórkę, mimo że ich tam praktycznie nie ma, waży się i wygląda niesamowicie sucho.


Próbowałam nakładać go również na bazę nawilżająco-wygładzającą z Kobo i przy niej efekt był już znacznie lepszy. Całość wyglądała bardziej naturalnie, ale z bliska wciąż można było dostrzec tzw. maskę.

Trwałość
No i tutaj znów potwierdzam, że zdecydowanie jest to produkt długotrwały. Zastyga na twarzy i w stanie idealnym utrzymuje się ok. 5-6 godzin, przy użyciu bazy jakieś 2-3 godziny dłużej. Po tym czasie zaczyna się świecić, ale pozostaje na skórze do samego zmycia. Po całym dniu (a nawet nocy) jest nietknięty i prezentuje się identycznie jak zaraz po aplikacji. No, może jedynie skóra pod nim jest już delikatnie zmęczona i przesuszona, ale z odległości ok. metra wygląda dobrze.


Cena i dostępność
Z dostępnością nie ma żadnego problemu. Znajdziecie go w każdej szafie Revlon w wielu drogeriach, np. Rossmann. Stacjonarnie trzeba za niego zapłacić troszkę więcej, bo ok. 70 zł, jednak polecam szukać go w drogeriach internetowych (prawie każda ma go w swoim asortymencie), bo tam możecie go dorwać już za niecałe 30 zł.

Podsumowując...
Nie jest to podkład, który trafi do moich ulubieńców. Na plus zasługuje jego kolor, krycie i niesamowita trwałość. Z tych właśnie względów zostanie w mojej kosmetyczce i pójdzie w ruch, kiedy będę potrzebowała czegoś na większe wyjścia. Jednak to, jak matowo i nienaturalnie prezentuje się na mojej cerze, sprawia, że na co dzień będzie pozostawał nietknięty w moim kuferku.
Moja ocena: 3-/5

Znacie ten podkład? Lubicie? Jaką macie wersję? Jak się u Was sprawdza? Podzielacie zachwyty większości? Czy może macie zdanie podobne do mojego? A może ktoś z Was jeszcze go nie próbował? Kusi, czy raczej nie macie zamiaru po niego sięgać?

~ wredna
Czytaj więcej

MIKOŁAJKOWO-ŚWIĄTECZNA EUFORIA
Co na prezent? Perfumy! A jakżeby inaczej?

49 komentarzy:
Sezon mikołajkowo-świąteczny rozpoczęty. Już powoli zaczyna się bożonarodzeniowa gorączka. A w tym wszystkim trzeba jeszcze znaleźć czas, żeby zastanowić się nad podarunkami dla najbliższych. A czasami jest to nie lada wyzwanie i wysiłek.
Ze mną jest łatwo :D Makijaż albo perfumy, ostatnio nawet ze wskazaniem na to drugie. I myślę, że wody perfumowane i toaletowe są dobrym pomysłem na prezent. Oczywiście, jeśli znamy gust obdarowywanej osoby. W okresie przedświątecznym wiele sklepów oferuje również promocje, które mogą uratować nasz portfel.
I ja właśnie taką cudowną, pachnącą niespodziankę dostałam od marki Refan-Lublin. Jak otworzyłam paczuszkę to od razu poczułam atmosferę świąt, a na twarzy na długo zagościł uśmiech. Takie prezenty to ja lubię!


O marce słów kilka
Jesteśmy firmą działającą na rynku perfum rozlewanych od blisko 25 lat. Przez okres ten ugruntowaliśmy swoją pozycję na rynku kosmetycznym nie tylko w Polsce, ale i zagranicą. W naszej pracy dbamy o najnowocześniejsze standardy, dzięki czemu nasze perfumy cieszą się najwyższą jakością, którą potwierdzają zdobyte przez naszą firmę certyfikaty ISO oraz IFRA, dzięki czemu nasza marka cieszy się zaufaniem klientów, a my wyróżniamy się na tle konkurencji.
Jakość to jednak nie wszystko na co zwracamy uwagę. Dla nas równie ważne jest bogactwo oferty, stąd szeroka gama zapachowa, jaką można u nas znaleźć. Cieszymy się z posiadania prawie 200 oryginalnych zapachów, na koncie mamy liczne hity sprzedażowe oraz ciągle rozwijamy naszą bazę zapachową, dzięki czemu wprowadzamy nowości.
Refan to jednak nie tylko perfumy. Znajdą Państwo u nasz bardzo szeroki wybór produktów zawierających składniki naturalne, takie jak serie kosmetyczne, produkty na bazie substancji morskich, produkty perfumowane, kosmetyki z mikroelementami z Morza Martwego i esencjami olejków, ręcznie wytwarzane glicerynowe mydła, świece zapachowe i ozdobne, czy olejki eteryczne i oleje naturalne.

To już mogliście na moim blogu przeczytać. Ale chciałabym Was również zachęcić do zerknięcia na stronę producenta, bo znajdziecie tam świąteczne promocje. A myślę, że warto, bo przy zakupie 100 ml wybranego zapachu za 1 ml zapłacicie tylko 0,90 zł
Uważam, że jest to świetna okazja na sprawienie sobie bożonarodzeniowego prezentu.


Od producenta
Wszystkie klientki zapraszamy do skorzystania z naszych wyjątkowych promocji. Swoje ulubione perfumy możecie nabyć państwo w cenie już od 0,99 zł za każdy mililitr niezależnie od perfum, a każdą zakupioną u nas buteleczkę wykorzystacie przy kolejnych zakupach. Możecie również przynieść swoją butelkę my napełnimy ją waszym cenionym zapachem.
Mój nr: 153
Kategoria: orientalna z ciepłą słodką nutą
Pojemność: 30 ml
Oryginalny odpowiednik: Calvin Klein, Euphoria


Opakowanie i nuty zapachowe
Zacznę od tego, że napatrzeć się nie mogę na tę czapeczkę mikołaja :D No, czyż to nie jest genialny pomysł? :D Oprócz ubranka dla buteleczki w paczce dostałam również kartonową torebeczkę, która idealnie sprawdzi się, jeśli ktoś chciałby taki zapach komuś podarować ;)
Przy wyborze 30 ml pojemności nasze perfumy dostajemy w niewielkiej, zgrabnej buteleczce, która swoim wyglądem przypomina trochę opakowania lakierów do paznokci. Ja do samej szaty graficznej nie mam żadnych zastrzeżeń. Muszę jednak pomyśleć nad jakimiś oznaczeniami flakoników, bo niedługo zaczną mi się mieszać :D
Cała reszta wygląda tak jak w poprzednim zapachu, więc pozwolę sobie zacytować własne słowa:
Buteleczka wykonana jest z solidnego, średnio grubego szkła. Jest zupełnie przezroczysta, tak że widać ubytek produktu. Jeżeli chodzi o szatę graficzną to mamy tutaj jedynie logo marki i naklejkę z informacją o perfumach (nr zapachu i skład). Prosta, skromna, zgrabna. Może nie jest to coś, co przyciąga oko i wybitnie zdobi toaletkę, ale z drugiej strony nie zaliczymy tego flakonika też do brzydkich. On po prostu mówi: "Ważniejsza jest zawartość" ;).
Sam atomizer jest całkiem spory. Bardzo podoba mi się to, jak dobrze wyprofilowana jest zatyczka. Gładko się ją nakłada, ale mamy pewność, że nam nie spadnie. Tutaj duży plus ;) Nie ma też żadnych problemów z aplikacją perfum. Rozpylacz dozuję odpowiednią mgiełkę i się nie zacina.

Nuty głowy: owoc granatu, daktyle, zielona herbata
Nuty serca: kwiat lotosu, kwiat champaca, czarna orchidea
Nuty bazy: płynna ambra, czarny fiołek, akord kremowy, drzewo mahoniowe
Najbardziej wyczuwalne nuty: owoc granatu, czarna orchidea, drzewo mahoniowe


Ale jak to pachnie?
Otwarcie jest ostre, chłodne i niemalże alkoholowe (ale nie ze względu na skład, a bardziej jakby był on w nutach zapachowych). Zupełnie nie czuję tutaj daktyli ani zielonej herbaty. Choć przyznam, że z nieobecności tej drugiej jestem niesamowicie zadowolona, bo o ile sam trunek lubię, tak ten akord w perfumach jakoś mi nie leży. Ale co w takim razie czuję? Kwiaty, kwiaty zalane roztworem wody z wódką. Lotos, fiołek i orchidea, którym głębi dodaje mahoń, a mydlanego, rozmytego charakteru - piżmo. W tle pojawia się granat, jednak ciężko jest mu się przebić przez tę kwiecistą, zakrapianą alkoholem imprezę.

Po około godzinie zapach zaczyna się na mnie układać bardziej w moim stylu. Zyskuje na drapieżności, choć wciąż pozostaje w swojej wodno-alkoholowej konwencji. I tak też będzie trwał do samego końca. Nasz owoc się wybija, jednak nie udaje mu się objąć prowadzenia. Zupełnie jak gdyby krył się pod pierzynką rozwodnionych kwiatów i jedynie z powiewem wiatru raz po raz dochodził do głosu. Na tym jednak etapie nuty granatu są zdecydowanie intensywniejsze niż przy otwarciu. Gra nam w tle, wraz z drzewem mahoniowym, dodając całości głębi i pazura.

Końcówka jest najdelikatniejsza. Pachnie podobnie jak otwarcie, z wyjątkiem nuty alkoholowej. Mydlano-wodny aromat, stworzony przez piżmo i orchideę; w akompaniamencie głębi mahonia i resztek owocu granatu; w całości polane płynną ambrą i odrobinką akordu kremowego (cokolwiek na ten komponent się składa). Piękny, jednostajny, acz nieoczywisty. Kobiece, wyrafinowane i chłodno-słodkie. Takie jest właśnie zamknięcie całej kompozycji.


Czy polubiłam się z tym zapachem?
Na początku miałam mieszane uczucia. Pewnie dlatego, że zupełnie inaczej wyobrażałam sobie ten zapach. Otwarcie mnie nie zachwyca, ale to, jak te perfumy ewoluują i jaką piękną aurę roztaczają wokół siebie po około godzinie, sprawia, że je kocham. Flakonik ten na pewno zajmie honorowe miejsce w mojej kolekcji. Te perfumy są niezwykle kobiece, dojrzałe, eleganckie i wyrafinowane, a jednocześnie mają w sobie coś nieoczywistego i zadziornego. Ostatnio królują u mnie wody otulające i cieplutkie, a ta, mimo, że z opisu wynika iż tę ciepłą nutę mieć powinna, na mnie układa się dosyć chłodno, ale to właśnie bardzo mi się w nich podoba. Są inne niż te, które posiadam. Przypominają mi trochę mieszankę Pani Walewskiej (tej niebieskiej) z Być Może (bodajże Pariz) i dodatkiem owocu granatu ;) Kobiecość z pazurem zamknięta w buteleczce ;)


Projekcja i trwałość
Tutaj mam pewien problem z określeniem. Pierwszy raz zdarza mi się, że nie do końca czuję zapach na sobie. Wiem, że jest on zauważany przez otoczenie, ale sama mam trudności z jego wyłapaniem. Dlatego dzisiaj troszkę pospekulujemy, bo ręki nie dam sobie uciąć, że w rzeczywistości jest tak jak ja to odbieram.
Trwałość, jak na Refan przystało, bardzo dobra, nawet po 7 godzinach nadal mogłam je wyczuć, kiedy zrobiłam gwałtowny ruch głową, bądź dotknęłam włosów. 
A teraz projekcja... Cóż, tu mam większy problem ;) Wydaje mi się jednak, że jest przeciętna, pachnie na szerokość ramion. Ale jak mówię, mogę się mylić, może inni czują je z większej odległości. Ależ ciężko jest ocenić zapach, kiedy nie do końca się go czuje :D

Cena i dostępność
Perfumy Refan stacjonarnie kupicie w siedzibie producenta, tj. Piłsudskiego 6 w Lublinie. Poza tym nie wiem czy są do dostania gdzieś indziej. Ale spokojnie, nie martwcie się, w Internecie można znaleźć wszystko ;) Na stronie marki bezproblemowo zamówicie wybrany zapach z dostawą do domu ;) Cena różni się w zależności od wybranej pojemności, ale ceny wahają się między 90 gr - 1.30 zł / 1 ml.


Podsumowując...
Zapach bardzo przypadł mi do gustu. Miałam je na sobie już kilka razy i zastanawiam się czy nie założyć ich na Wigilię ;) A to już mówi samo za siebie, bo w swojej kolekcji perfum mam sporo, także takie wyróżnienie musi coś oznaczać ;) Plus, widać już w buteleczce niewielki ubytek :D Kiedy na naszej toaletce stoi 25 flakoników to zauważenie jakiegoś zużycia wcale nie jest takie łatwe (no, chyba, że pomaga Wam w tym siostra, pozdrowienia dla Oli ;p). Zawsze kiedy mam ochotę poczuć się kobieco, elegancko, ale nie nazbyt oficjalnie (choć i na formalne okazje zapach się doskonale nadaje) to sięgam po ten właśnie flakonik.
Moja ocena: 5-/5

Znacie markę Refan? Kupowaliście już ich zapachy? Co o nich sądzicie? Planujecie kupić komuś perfumy w ramach prezentu świątecznego? A może sami sobie chcecie sprawić taką niespodziankę? Jakie są Wasze ulubione zapachy?

~ wredna
Czytaj więcej

KONIEC ZE SŁODZIAKAMI? ALE CZY NA PEWNO?
Kolejna porcja zapachów, to się zaczyna przeradzać w obsesję

59 komentarzy:
Wiem, wiem, że już powoli zaczynacie się obawiać o moje zdrowie psychiczne :D Ostatnio na blogu co rusz pojawiają się jakieś nowe zapachy. A przyznam szczerze, że nadal mam niedosyt :D Chyba powoli zaczynam mieć obsesję na punkcie perfum. Ale spokojnie, nie jest ze mną aż tak źle. Gorzej byłoby, gdybym uzupełniała swoją kolekcję w oryginalne, niesamowicie drogie flakoniki. Tak, wiem, zaczynam się usprawiedliwiać :D Ale nie o tym dzisiaj ;)
Dziś o czterech (!) nowych zapachach, które zagościły na mojej toaletce. Będzie troszkę o ich pięknych opakowaniach, troszkę o zapachach i o moim ogromnym zaskoczeniu i nowej miłości ;)


O marce słów kilka
Perfumik.pl to perfumeria internetowa, która oferuje zapachy inspirowane bestsellerami z górnej półki. To, co wyróżnia ją na tle innych, zajmujących się tworzeniem zamienników, jest to, że każde perfumy pakowane są w specjalnie zaprojektowane buteleczki. Tak więc, każda jest uniwersalna. Nie musimy martwić się, że jeżeli kupimy więcej niż jedną flaszeczkę będziemy musieli wąchać korek, żeby stwierdzić, jaki zapach trzymamy akurat w dłoni. Dodatkowo marka zapewnia wysoką jakość swoich produktów i ekspresową wysyłkę.


Od producenta
Nr 187
Uwodzicielski i uzależniający zapach miłości. Szyprowo - kwiatowa kompozycja inspirowana mitycznym czarnym diamentem, która łączy w sobie zniewalające nuty róży stulistnej oraz zmysłowe akordy orchidei Vanilla Tahitensis. Romantyczna opowieść pełna uniesień, której tajemniczości dodają nuty kadzidła i paczuli połączone ze słodyczą pralin i soczystego liczi.
Kategoria: szyprowo-kwiatowa
Pojemność: 33 ml
Inspirowany zapachem: Lancome, La Nuit Tresor

Kompozycja idealna dla zmysłowych i wyrafinowanych kobiet. Wanilia otulona drewnem sandałowym prowokuje swoją słodkością i zadziornością, odkrywa mroczny charakter kobiety delikatnej i subtelnej. Połączenie ambry ze świeżą, soczystą mandarynką sprawia, że zapach jest czarujący, miękki, a równocześnie niepokorny. Kwiatowe nuty idealnie zgrane z całością tworzą magiczny klimat, który przenosi w świat uwodzenia.
Kategoria: orientalno-kwiatowa
Pojemność: 33 ml
Inspirowany zapachem: Paco Rabanne, Olympea



Kompozycja jest ukłonem w stronę piękna kobiety. Pokazuje jak cieszyć się każdym aspektem życia, afirmuje zarówno małe przyjemności, jak i porywające, gorące uczucia.
Kategoria: kwiatowo-owocowa
Pojemność: 33 ml
Inspirowany zapachem: Dolce&Gabbana, Light Blue

Jest to zapach świeży, lekki i przedewszystkim kwiatowy. Biała orchidea ze swą delikatnością i kruchą
świeżością zastępuje czarną i staje się główną bohaterką nowego zapachu.
Kategoria: świeżo-kwiatowa
Pojemność: 33 ml
Inspirowany zapachem: Calvin Klein, Euphoria Blossom


Opakowanie i nuty zapachowe
Nasze zapachy przychodzą zamknięte w szklanych buteleczkach przypominających perfumetki. Jednak mimo tej formy mają standardową, 33 ml, pojemność. Także nie dajcie się zwieźć wyglądowi ;) Flaszeczki mieszczą całkiem porządną ilość soczku. Dodatkowo, o czym wcześniej wspomniałam, każdy z perfum zapakowany jest w uniwersalny design. Sama szata graficzna ma imitować flakoniki zapachów, którymi były inspirowane, dlatego moje nr 43 i 38 skryte są w matowym szkle. No cóż, myślę, że to kwestia gustu, ale moje oko zdecydowanie cieszą ;) Podobnie jest z kolorem samego płynu, różni się on w zależności od sztuki.
Co więcej, każdy flakonik zapakowano w unikatowe pudełeczko. Tu również widać mocną inspirację pierwowzorem. Szata graficzna kartonowego opakowania jest opatrzona logo marki i kodem kreskowym. Minimalizm, który bardzo mi odpowiada. Ładnie prezentuje się na toaletce.
Zatyczka bardzo dobrze trzyma, nie ma problemów z jej ściągnięciem, ale możecie być też pewni, że nie zsunie się ona z produktu w trakcie podróży. A mała i poręczna forma sprawia, że do torebki, nawet tej małej, nadaje się idealnie.
Do działania atomizera nie mam żadnych zastrzeżeń. Nie zacina się i dozuje odpowiednią ilość produktu, jednak uważam, że mógłby tworzyć delikatniejszą mgiełkę, ale to już czepianie się ;). Bardzo dobrze spełnia swoje zadanie.


Nuty głowy: gruszka, bergamotka, tangeryna
Nuty serca: orchidea waniliowa, czarna róża, marakuja, truskawka
Nuty bazy: paczula, papirus, kadzidło, liczi, pralina, wanilia, karmel, kawa, kumaryna, lukrecja

Nuty głowy: zielona mandarynka, jaśmin wodny, kwiat imbiru
Nuty serca: wanilia, sól
Nuty bazy: ambra, drzewo kaszmirowe, drzewo sandałowe

Nuty głowy: jabłko, cedr, dzwonek, cytryna sycylijska
Nuty serca: biała róża, bambus, jaśmin
Nuty bazy: bursztyn, piżmo

Nuty głowy: granat, kumkwat
Nuty serca: orchidea, różowa piwonia, lotos
Nuty bazy: piżmo, białe drzewa, biała ambra


Ale jak to pachnie?
Nr 187 (Lancome, La Nuit Tresor)
Od samego początku mojej tegorocznej fascynacji perfumami chciałam go spróbować. To zdecydowanie bardzo słodki i wieczorowy zapach. Nie zdecydowałabym się nałożyć go w dzień, nawet ten najzimniejszy. Z korka pachnie pralinami, liczi, kadzidłem i karmelem. A jak wypada na skórze?

Otwarcie jest owocowo-cytrusowe. Powiedziałabym, że niemal świeże :D O ile można o tych perfumach w takich kategoriach mówić. Wyczuwam tangerynę i gruszkę podane na lekko słodkiej, na razie trudnej do zidentyfikowania bazie. W tle błąka się nam gdzieś bergamotka, ale jest to jedynie delikatnie kwaśny, ledwo wyczuwalny element.
Zapach szybko zmienia swój wydźwięk i staje się cieplutki, słodki i otulający, acz nie ulepny. To zasługa papirusu i kadzidła, które nadają głęboki, intensywny i lekko skórzany charakter. Te dwie nuty, moim zdaniem, czynią zapach idealny na wieczorne wyjścia i jednocześnie raczej nieprzystosowany do używania na co dzień. Na tym etapie pralina góruje nad innymi nutami zapachowymi, ale nie przyćmiewa ich. Zaraz za nią wyłania się soczyste słodko-kwaśne liczi. Gdyby skupić się na poszczególnych składowych to da się wyodrębnić również delikatną kawę. Na szczęście mój nos nie wyłapuje paczuli. Sporo osób porównuje ten zapach do La Vie Est Belle. Cóż, rozumiem dlaczego, La Nuit Tresor jest równie słodki, jednak tutaj jest ona bardziej owocowa.
Mimo tego, że piramida zapachowa jest niezwykle bogata to śmiem twierdzić, że każdy ze składników jest na którymś etapie, w mniejszym lub większym stopniu, wyczuwalny.
Końcówka jest mięciutka, ciepła i słodziutka. Słodko-kwaśne liczi pokryte sporą warstwą pralin, kawy, karmelu i wanilii. Coś pięknego ;) W takiej formie mogłabym go nosić na co dzień zimą i jesienią. Ach, wszyscy fani słodkości muszą ich spróbować!


Z korka pachnie jak maślany popcorn. Byłam zachwycona tą wonią, więc od razu się spryskałam. Na mojej skórze jednak okazał się inny.

Początek jest waniliowo-słony. Może nawet bardziej słony niż waniliowy. Blisko przy skórze nuta soli jest wręcz mdląca. Gdy zaraz po aplikacji wącham nadgarstek mam wrażeniem jakbym popsikała się roztworem wody z dolą 1:1. Niekoniecznie to przyjemne i w pierwszych chwilach bardzo się na tym zapachu zawiodłam.
Na szczęście z odległości pachnie inaczej. Bardziej wyczuwam wanilię, co niesamowicie mnie cieszy. Kiedy już chwilę na skórze posiedzi w tle pojawia nam się delikatny jaśmin i sprawia, że całość jest już trochę lżejsza.
Jednak najbardziej podoba mi się końcówka, która rzeczywiście pachnie jak maślany popcorn, czyli coś, czego spodziewałam się od samego początku. Jednak nie jest to otulająca wanilia z domieszką soli, a bardziej jej chłodne wydanie. Uważam, że zapach zyskuje na szlachetności. Robi się bardziej kwiatowo-owocowy, i mimo tego, że zielona mandarynka w piramidzie zapachowej znajduje się w nutach głowy, to ja czuję ją dopiero na końcu.


Nr 043 (Dolce&Gabbana, Light Blue)
Z korka pachną raczej pospolicie. Ot, cytrusowo-świeży zwyklak.

Otwarcie jest cytrynowe, bardzo cytrynowe. Zupełnie jakbyście polali się sokiem z tego owocu. Na szczęście nie jest to zapach syntetyczny, a bardzo zbliżony do naturalnego. Po chwili zaczynam też wyczuwać zielone, świeże, chrupiące jabłuszko. Ach, cóż to jest za duet. Świeży, kwaśno-słodki i niezwykle orzeźwiający. A głębi całej kompozycji dodaje cedr. Tak, to będzie zapach idealny na letnie upały. Już nie mogę się doczekać kiedy użyję go tą porą roku. A przyznam, że troszkę się obawiałam, kiedy powąchałam zatyczkę. Ta kompozycja zdecydowanie nie jest zwykła czy oklepana. 
Po jakimś czasie cytrusom zaczyna towarzyszyć słodycz. Błąka się gdzieś w tle, to zapewne ambra i piżmo, z małą pomocą jaśminu. Całość coraz bardziej zaczyna mi się podobać. Niezwykły zapach. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie wąchałam. Po kilku godzinach dołącza do nas delikatnie pudrowy aspekt, który zawdzięczamy białej róży. Ale nie obawiajcie się, nie przyćmiewa ona świeżych owoców, a dodaje jedynie szyku i elegancji.
Wcześniejsze fazy bardzo pasują mojemu nosowi, ale to, jak ten zapach się kończy... Niebo. Jest delikatnie, miękko, wręcz pudrowo. Nie umiem stwierdzić, który ze składników nadaje tak unikatowy efekt. Może to mieszanka piżma i bursztynu? Jedyne określenie, które przychodzi mi na myśl to słodki puder - piękny i absolutnie nie duszący, ze skrytą w tle cytryną. Przywodzi mi na myśl letnie wieczory ;) W tej postaci mogłabym go nosić nawet jesienią ;)


Nr 038 (Calvin Klein, Euphoria Blossom)
Zamówione z myślą o wiośnie. Tak, wiem, zaraz zacznie się zima, a ja już o wiośnie :D Ale na chłodne dni i wieczory mam już całkiem sporą gromadkę perfum, a na te cieplejsze niekoniecznie.
Już wąchane z korka bardzo mi się podobają. Zobaczmy, jak sprawdzą się na skórze.

Początek, ku mojemu zaskoczeniu jest bardziej kwiatowy niż owocowy. A spodziewałam się mocnego uderzenia granatu. Ale nie zrozumcie mnie źle, otwarcie jak najbardziej mi się podoba. Najintensywniejsza jest piwonia. Ale szybko do głosu dochodzić zaczyna, wcześniej wspomniany, owoc. Razem z nim do naszej imprezy dołącza orchidea i kumkwat. Jest kwiatowo i kwaśno. Lubię to. Na wiosnę i lato idealne. 
Mam wrażenie, że ten zapach jakoś mocno nie ewoluuje. I chyba dlatego też podoba mi się najmniej ze wszystkich czterech, acz jest naprawdę urokliwy, udany i z całą pewnością będę go nosiła ;) Jednak zawsze bardzo intryguje mnie to, jak zapach potrafi zmienić się z czasem.
I tutaj zakończenie jest niezwykle delikatne. Jest to zapach czystości, ale bardziej w stylu lotosu, a nie mydła, chyba, że takiego ekskluzywnego ;) Ładne, niezobowiązujące i bezpieczne.


Czy polubiłam się z tymi zapachemi?
Zdecydowanie tak! Gdybym miała ocenić, który flakonik najbardziej przypadł mi do gustu i zestawić je w rankingu to miałabym nie lada problem, bo każdy z nich ma w sobie coś, co mnie ujmuje. Jednak nr 1, z całą pewnością, zajmują ex aequo te inspirowane La Nuit Tresor i Olympea. Miejsce 1,5 zająłby odpowiednik Light Blue, ale tylko dlatego, że rozczarowała mnie trochę jego kiepska projekcja, gdyby był delikatnie bardziej wyczuwalny to z pewnością stałby na podium razem z La Nuit Tresor i Olympea. A na drugim uplasowałby się zamiennik Euphorii Blossom. 


Projekcja i trwałość
Oba te czynniki różnią się przy każdej sztuce. Najlepsza, w moim mniemaniu, jest tutaj perfumetka inspirowana Olympeą (nie wiem czy tak to można odmienić :D). Projekcją może nie powala, snuje się na szerokość ramion, ale za to jej trwałość... Wow, trzyma się do samego zmycia, a na włosach i ubraniach potrafi przetrwać nawet ponad 24 godziny! Byłam w szoku, tyle mogę napisać ;)
Inspiracja Tresor La Nuit ma delikatnie lepszą projekcję. Ale sam zapach jest najintensywniejszy z całej czwórki. Jednak tutaj po około 6-7 godzinach możemy potrzebować odświeżenia zapachu. Blisko przy skórze jest nadal wyczuwalny, ale osobom z otoczenia ciężko będzie go zauważyć. Na ubraniach jest jednak intensywny po wielu godzinach, znacznie bardziej niż Olympea.
Jak to zazwyczaj bywa z zapachami świeżymi, idealnymi na lato, inspiracja Light Blue nie ma najlepszej projekcji. Trzyma się blisko skóry. Troszkę szkoda, bo wolałabym, żeby był bardziej wyczuwalny. To jedyny zarzut jaki mam do tego zapachu. Choć muszę przyznać, że sama końcówka wybrzmiewa troszkę intensywniej.
Zapach inspirowany Euphorią Blossom otacza nas na szerokość ramion. Jest przyjemny, zwiewny i świeży.
Jeżeli chodzi o trwałość pozostałych zapachów (nr 038 i 043) to jest podobna do nr 187 - po około 7 godzinach wymagają poprawki.


Cena i dostępność
Te cudne perfumetki dostaniecie na stronie producenta. Każda z nich do dorwania w zawrotnej kwocie 15zł! Oczywiście dodatkowo musicie naliczyć koszty wysyłki, chyba, że zdecydujecie się na co najmniej 10 sztuk, wtedy dostawa jest gratis ;)

Podsumowując...
Ze wszystkich zapachów jestem niesamowicie zadowolona. Nie dość, że mają bardzo ładne, poręczne opakowania to jeszcze jakościowo bardzo mi odpowiadają. Śmiem twierdzić, że są warte swojej ceny, a wręcz swoim poziomem zdecydowanie ją przewyższają.
Gdybym miała ocenić, który flakonik najbardziej przypadł mi do gustu i zestawić je w rankingu to miałabym nie lada problem, bo każdy z nich ma w sobie coś, co mnie ujmuje. Jednak nr 1, z całą pewnością, zajmują ex aequo te inspirowane La Nuit Tresor i Olympea. 
Moja ocena: 5-/5


A teraz jeszcze niespodzianka!
Mam dla Was kod rabatowy na zakupy w sklepie perfumik.pl na -10% Także bierzcie, korzystajcie i kupujcie ;) 
B2PF2017

Znacie tę markę? Próbowaliście ich zapachów? Co o nich sądzicie? Robicie zakupy perfumowe w Internecie? Czy wolicie przejść się i powąchać? Korzystacie z usług stron oferujących zapachy inspirowane słynnymi bestsellerami? Czy jednak jesteście zwolennikami oryginałów?

~ wredna
Czytaj więcej