REVLON COLORSTAY - KULTOWY PODKŁAD
Wart całego zamieszania i rozgłosu?

47 komentarzy:
Tak, dobrze czytacie. Przecież chyba każdy próbował już ten podkład. No, niekoniecznie. Ja poznałam go dopiero w tym roku. Dlaczego zdecydowałam się po niego sięgnąć tak późno? Zawsze zniechęcała mnie jego formuła, nie lubię ciężkich, mocno kryjących i matujących podkładów. Zapytacie zatem, po co w takim razie w ogóle się na niego skusiłaś? Ano, ze względu na jego kolor.
Byłam też niestety zmuszona wybrać wersję niedopasowaną do mojej cery, bo zakupiłam wersję Combination/Oily. Odcień 150 Buff w przypadku Normal/Dry był znacznie bardziej różowy... A ja potrzebuję żółtków!
No dobrze, tyle wstępu, przejdźmy do sedna ;)


Od producenta
Długotrwały podkład nr 1 w Ameryce, teraz z higieniczną pompką i SPF. W 35 odcieniach do każdego odcienia i typu cery. Nieskazitelne, matowe wykończenie i krycie, które trwa do 24 godzin. Wygodna, lekka formuła stworzona z myślą o cerze tłustej i mieszanej, która niweluje wydzielanie sebum i zapobiega świeceniu się skóry. 
Pojemność: 30 ml
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia
Mój odcień: 150 Buff

Opakowanie i skład
Podkład zamknięty jest w szklanej, poręcznej buteleczce. Nowsza wersja wyposażona została w pompkę ułatwiającą aplikację produktu. Opakowanie jest solidne i eleganckie. Jeżeli chodzi o szatę graficzną to jest prosta, ale przy tym (moim zdaniem) cieszy oko.
INGREDIENTS: Aqua, C Yclomethicone, Trimethylsiloxy Silicate, Butylene Glycol, Boron Nitride, Dimethicone, PEG/PPG-18/18 di methicone, Nylon- 12, Tribehenin, Isododecane, Poly-isobutene, Sodium Chloride, Cetyl PEG/ PPG-10/1 Dimethicone, Bisabolol, Serica, Tocopheryl Acetate, retinyl palmitate, Malva Sylvestris Extract, Lactobacillus/Eriodictyon Californicum Ferment Extract, Cymbidium Grandflorum Flower Extract, Alumina, Polydimethylsil Oxane/Polymethylsilesquioxane Copolymer, Ethylene Brassylate, Methicone, Trisiloxane, Sorbitan Sesquioleate, Tetrasodium Etidronate, Methylparaben, Titanium Dioxide, CI 77491, CI 77492.


Konsystencja i zapach
Kosmetyk jest zbity, gęsty, treściwy i delikatnie toporny pod palcami. Nie ma tu mowy o spływaniu czy rozlewaniu. Ja wolę lżejsze konsystencje w podkładach, ale nie zauważyłam, aby wpływało to negatywnie na komfort aplikacji, dlatego nie zaliczę tego do minusów produktu.
Jeżeli chodzi o zapach to jest dosyć intensywny i wyczuwalny w trakcie aplikacji. Jednak nie utrzymuje się na skórze zbyt długo. A pachnie mydłem ;) Ogólnie nie przepadam za mocnymi zapachami w kosmetykach kolorowych, ale ten zdecydowanie cieszy mój nos ;)

Krycie i kolor
Potwierdzam, zdecydowanie jest to podkład o mocnym kryciu. Więc, jeżeli szukacie czegoś, co przykryje Wam niemal wszystko to z tego kosmetyku będziecie zadowoleni. Jeżeli chodzi o dobór kolorystyczny to myślę, że z tym również nie powinniście mieć problemu. Gama jest całkiem szeroka i można w niej znaleźć piękne żółto-oliwkowe tonacje. Przynajmniej mnie kolorek 150 Buff pasuje idealnie. Na razie pozostało mi jeszcze troszeńkę opalenizny z lata, ale za jakiś miesiąc, będzie idealny ;)
A jak mogę opisać mój odcień? Jest jaśniutki, dla bladziochów w sam raz, ale nie ma żółtych tonów, a wręcz przeciwnie, jest przyjemnie żółto-oliwkowy. Może delikatnie trupi i ziemisty, ale na okres jesienno-zimowy, mojej cerze pasuje.

od lewej: Neauty Minerals, kryjący Golden Ivory; Loreal, True Match 1N; Revlon, Colorstay Combination/Oily 150 Buff.

Aplikacja i właściwości matujące
Ja nie wyobrażam sobie nałożyć go niczym innym jak tylko gąbeczką. Gdyby w ruch poszedł pędzel to miałabym okropną maskę na twarzy. Aplikacja przebiega bezproblemowo. Nie tworzą się żadne plamy, prześwity czy smugi. Jego gęsta konsystencja nie powoduje trudności w nakładaniu. Także tutaj plus.
Jednak moim zdaniem minusem będzie to, jak wygląda na twarzy. Może jest to wina tego, że jest on matujący, a ja wolę rozświetlające wykończenie, ale mieszam go z płynnym rozświetlaczem, a efekt końcowy i tak mnie do końca nie zadowala. Zdecydowanie matuje - jeżeli tego szukacie w podkładach, to polecam ;) Ja jednak muszę się jeszcze zapoznać z wersją Normal/Dry.
Makijaż wygląda niesamowicie pudrowo, nie wyobrażam sobie nie spryskać go na koniec obficie mgiełką. Uwydatnia też każde możliwe załamanie skóry, każdą zmarszczkę. Bez bakingu się nie obędzie. U mnie podkreśla też pory, które na co dzień nie są aż tak widoczne. Nie współpracuje dobrze z korektorem Lasting Perfection, dziwnie się waży i roluje. Zdecydowanie najgorzej prezentuje się jednak na nosie. Jest to strefa, z którą mam ogromne problemy, jeżeli chodzi o podkłady, ale ten jest wybitny (w negatywnym sensie), podkreśla każdą suchą skórkę, mimo że ich tam praktycznie nie ma, waży się i wygląda niesamowicie sucho.


Próbowałam nakładać go również na bazę nawilżająco-wygładzającą z Kobo i przy niej efekt był już znacznie lepszy. Całość wyglądała bardziej naturalnie, ale z bliska wciąż można było dostrzec tzw. maskę.

Trwałość
No i tutaj znów potwierdzam, że zdecydowanie jest to produkt długotrwały. Zastyga na twarzy i w stanie idealnym utrzymuje się ok. 5-6 godzin, przy użyciu bazy jakieś 2-3 godziny dłużej. Po tym czasie zaczyna się świecić, ale pozostaje na skórze do samego zmycia. Po całym dniu (a nawet nocy) jest nietknięty i prezentuje się identycznie jak zaraz po aplikacji. No, może jedynie skóra pod nim jest już delikatnie zmęczona i przesuszona, ale z odległości ok. metra wygląda dobrze.


Cena i dostępność
Z dostępnością nie ma żadnego problemu. Znajdziecie go w każdej szafie Revlon w wielu drogeriach, np. Rossmann. Stacjonarnie trzeba za niego zapłacić troszkę więcej, bo ok. 70 zł, jednak polecam szukać go w drogeriach internetowych (prawie każda ma go w swoim asortymencie), bo tam możecie go dorwać już za niecałe 30 zł.

Podsumowując...
Nie jest to podkład, który trafi do moich ulubieńców. Na plus zasługuje jego kolor, krycie i niesamowita trwałość. Z tych właśnie względów zostanie w mojej kosmetyczce i pójdzie w ruch, kiedy będę potrzebowała czegoś na większe wyjścia. Jednak to, jak matowo i nienaturalnie prezentuje się na mojej cerze, sprawia, że na co dzień będzie pozostawał nietknięty w moim kuferku.
Moja ocena: 3-/5

Znacie ten podkład? Lubicie? Jaką macie wersję? Jak się u Was sprawdza? Podzielacie zachwyty większości? Czy może macie zdanie podobne do mojego? A może ktoś z Was jeszcze go nie próbował? Kusi, czy raczej nie macie zamiaru po niego sięgać?

~ wredna
Czytaj więcej

MIKOŁAJKOWO-ŚWIĄTECZNA EUFORIA
Co na prezent? Perfumy! A jakżeby inaczej?

48 komentarzy:
Sezon mikołajkowo-świąteczny rozpoczęty. Już powoli zaczyna się bożonarodzeniowa gorączka. A w tym wszystkim trzeba jeszcze znaleźć czas, żeby zastanowić się nad podarunkami dla najbliższych. A czasami jest to nie lada wyzwanie i wysiłek.
Ze mną jest łatwo :D Makijaż albo perfumy, ostatnio nawet ze wskazaniem na to drugie. I myślę, że wody perfumowane i toaletowe są dobrym pomysłem na prezent. Oczywiście, jeśli znamy gust obdarowywanej osoby. W okresie przedświątecznym wiele sklepów oferuje również promocje, które mogą uratować nasz portfel.
I ja właśnie taką cudowną, pachnącą niespodziankę dostałam od marki Refan-Lublin. Jak otworzyłam paczuszkę to od razu poczułam atmosferę świąt, a na twarzy na długo zagościł uśmiech. Takie prezenty to ja lubię!


O marce słów kilka
Jesteśmy firmą działającą na rynku perfum rozlewanych od blisko 25 lat. Przez okres ten ugruntowaliśmy swoją pozycję na rynku kosmetycznym nie tylko w Polsce, ale i zagranicą. W naszej pracy dbamy o najnowocześniejsze standardy, dzięki czemu nasze perfumy cieszą się najwyższą jakością, którą potwierdzają zdobyte przez naszą firmę certyfikaty ISO oraz IFRA, dzięki czemu nasza marka cieszy się zaufaniem klientów, a my wyróżniamy się na tle konkurencji.
Jakość to jednak nie wszystko na co zwracamy uwagę. Dla nas równie ważne jest bogactwo oferty, stąd szeroka gama zapachowa, jaką można u nas znaleźć. Cieszymy się z posiadania prawie 200 oryginalnych zapachów, na koncie mamy liczne hity sprzedażowe oraz ciągle rozwijamy naszą bazę zapachową, dzięki czemu wprowadzamy nowości.
Refan to jednak nie tylko perfumy. Znajdą Państwo u nasz bardzo szeroki wybór produktów zawierających składniki naturalne, takie jak serie kosmetyczne, produkty na bazie substancji morskich, produkty perfumowane, kosmetyki z mikroelementami z Morza Martwego i esencjami olejków, ręcznie wytwarzane glicerynowe mydła, świece zapachowe i ozdobne, czy olejki eteryczne i oleje naturalne.

To już mogliście na moim blogu przeczytać. Ale chciałabym Was również zachęcić do zerknięcia na stronę producenta, bo znajdziecie tam świąteczne promocje. A myślę, że warto, bo przy zakupie 100 ml wybranego zapachu za 1 ml zapłacicie tylko 0,90 zł
Uważam, że jest to świetna okazja na sprawienie sobie bożonarodzeniowego prezentu.


Od producenta
Wszystkie klientki zapraszamy do skorzystania z naszych wyjątkowych promocji. Swoje ulubione perfumy możecie nabyć państwo w cenie już od 0,99 zł za każdy mililitr niezależnie od perfum, a każdą zakupioną u nas buteleczkę wykorzystacie przy kolejnych zakupach. Możecie również przynieść swoją butelkę my napełnimy ją waszym cenionym zapachem.
Mój nr: 153
Kategoria: orientalna z ciepłą słodką nutą
Pojemność: 30 ml
Oryginalny odpowiednik: Calvin Klein, Euphoria


Opakowanie i nuty zapachowe
Zacznę od tego, że napatrzeć się nie mogę na tę czapeczkę mikołaja :D No, czyż to nie jest genialny pomysł? :D Oprócz ubranka dla buteleczki w paczce dostałam również kartonową torebeczkę, która idealnie sprawdzi się, jeśli ktoś chciałby taki zapach komuś podarować ;)
Przy wyborze 30 ml pojemności nasze perfumy dostajemy w niewielkiej, zgrabnej buteleczce, która swoim wyglądem przypomina trochę opakowania lakierów do paznokci. Ja do samej szaty graficznej nie mam żadnych zastrzeżeń. Muszę jednak pomyśleć nad jakimiś oznaczeniami flakoników, bo niedługo zaczną mi się mieszać :D
Cała reszta wygląda tak jak w poprzednim zapachu, więc pozwolę sobie zacytować własne słowa:
Buteleczka wykonana jest z solidnego, średnio grubego szkła. Jest zupełnie przezroczysta, tak że widać ubytek produktu. Jeżeli chodzi o szatę graficzną to mamy tutaj jedynie logo marki i naklejkę z informacją o perfumach (nr zapachu i skład). Prosta, skromna, zgrabna. Może nie jest to coś, co przyciąga oko i wybitnie zdobi toaletkę, ale z drugiej strony nie zaliczymy tego flakonika też do brzydkich. On po prostu mówi: "Ważniejsza jest zawartość" ;).
Sam atomizer jest całkiem spory. Bardzo podoba mi się to, jak dobrze wyprofilowana jest zatyczka. Gładko się ją nakłada, ale mamy pewność, że nam nie spadnie. Tutaj duży plus ;) Nie ma też żadnych problemów z aplikacją perfum. Rozpylacz dozuję odpowiednią mgiełkę i się nie zacina.

Nuty głowy: owoc granatu, daktyle, zielona herbata
Nuty serca: kwiat lotosu, kwiat champaca, czarna orchidea
Nuty bazy: płynna ambra, czarny fiołek, akord kremowy, drzewo mahoniowe
Najbardziej wyczuwalne nuty: owoc granatu, czarna orchidea, drzewo mahoniowe


Ale jak to pachnie?
Otwarcie jest ostre, chłodne i niemalże alkoholowe (ale nie ze względu na skład, a bardziej jakby był on w nutach zapachowych). Zupełnie nie czuję tutaj daktyli ani zielonej herbaty. Choć przyznam, że z nieobecności tej drugiej jestem niesamowicie zadowolona, bo o ile sam trunek lubię, tak ten akord w perfumach jakoś mi nie leży. Ale co w takim razie czuję? Kwiaty, kwiaty zalane roztworem wody z wódką. Lotos, fiołek i orchidea, którym głębi dodaje mahoń, a mydlanego, rozmytego charakteru - piżmo. W tle pojawia się granat, jednak ciężko jest mu się przebić przez tę kwiecistą, zakrapianą alkoholem imprezę.

Po około godzinie zapach zaczyna się na mnie układać bardziej w moim stylu. Zyskuje na drapieżności, choć wciąż pozostaje w swojej wodno-alkoholowej konwencji. I tak też będzie trwał do samego końca. Nasz owoc się wybija, jednak nie udaje mu się objąć prowadzenia. Zupełnie jak gdyby krył się pod pierzynką rozwodnionych kwiatów i jedynie z powiewem wiatru raz po raz dochodził do głosu. Na tym jednak etapie nuty granatu są zdecydowanie intensywniejsze niż przy otwarciu. Gra nam w tle, wraz z drzewem mahoniowym, dodając całości głębi i pazura.

Końcówka jest najdelikatniejsza. Pachnie podobnie jak otwarcie, z wyjątkiem nuty alkoholowej. Mydlano-wodny aromat, stworzony przez piżmo i orchideę; w akompaniamencie głębi mahonia i resztek owocu granatu; w całości polane płynną ambrą i odrobinką akordu kremowego (cokolwiek na ten komponent się składa). Piękny, jednostajny, acz nieoczywisty. Kobiece, wyrafinowane i chłodno-słodkie. Takie jest właśnie zamknięcie całej kompozycji.


Czy polubiłam się z tym zapachem?
Na początku miałam mieszane uczucia. Pewnie dlatego, że zupełnie inaczej wyobrażałam sobie ten zapach. Otwarcie mnie nie zachwyca, ale to, jak te perfumy ewoluują i jaką piękną aurę roztaczają wokół siebie po około godzinie, sprawia, że je kocham. Flakonik ten na pewno zajmie honorowe miejsce w mojej kolekcji. Te perfumy są niezwykle kobiece, dojrzałe, eleganckie i wyrafinowane, a jednocześnie mają w sobie coś nieoczywistego i zadziornego. Ostatnio królują u mnie wody otulające i cieplutkie, a ta, mimo, że z opisu wynika iż tę ciepłą nutę mieć powinna, na mnie układa się dosyć chłodno, ale to właśnie bardzo mi się w nich podoba. Są inne niż te, które posiadam. Przypominają mi trochę mieszankę Pani Walewskiej (tej niebieskiej) z Być Może (bodajże Pariz) i dodatkiem owocu granatu ;) Kobiecość z pazurem zamknięta w buteleczce ;)


Projekcja i trwałość
Tutaj mam pewien problem z określeniem. Pierwszy raz zdarza mi się, że nie do końca czuję zapach na sobie. Wiem, że jest on zauważany przez otoczenie, ale sama mam trudności z jego wyłapaniem. Dlatego dzisiaj troszkę pospekulujemy, bo ręki nie dam sobie uciąć, że w rzeczywistości jest tak jak ja to odbieram.
Trwałość, jak na Refan przystało, bardzo dobra, nawet po 7 godzinach nadal mogłam je wyczuć, kiedy zrobiłam gwałtowny ruch głową, bądź dotknęłam włosów. 
A teraz projekcja... Cóż, tu mam większy problem ;) Wydaje mi się jednak, że jest przeciętna, pachnie na szerokość ramion. Ale jak mówię, mogę się mylić, może inni czują je z większej odległości. Ależ ciężko jest ocenić zapach, kiedy nie do końca się go czuje :D

Cena i dostępność
Perfumy Refan stacjonarnie kupicie w siedzibie producenta, tj. Piłsudskiego 6 w Lublinie. Poza tym nie wiem czy są do dostania gdzieś indziej. Ale spokojnie, nie martwcie się, w Internecie można znaleźć wszystko ;) Na stronie marki bezproblemowo zamówicie wybrany zapach z dostawą do domu ;) Cena różni się w zależności od wybranej pojemności, ale ceny wahają się między 90 gr - 1.30 zł / 1 ml.


Podsumowując...
Zapach bardzo przypadł mi do gustu. Miałam je na sobie już kilka razy i zastanawiam się czy nie założyć ich na Wigilię ;) A to już mówi samo za siebie, bo w swojej kolekcji perfum mam sporo, także takie wyróżnienie musi coś oznaczać ;) Plus, widać już w buteleczce niewielki ubytek :D Kiedy na naszej toaletce stoi 25 flakoników to zauważenie jakiegoś zużycia wcale nie jest takie łatwe (no, chyba, że pomaga Wam w tym siostra, pozdrowienia dla Oli ;p). Zawsze kiedy mam ochotę poczuć się kobieco, elegancko, ale nie nazbyt oficjalnie (choć i na formalne okazje zapach się doskonale nadaje) to sięgam po ten właśnie flakonik.
Moja ocena: 5-/5

Znacie markę Refan? Kupowaliście już ich zapachy? Co o nich sądzicie? Planujecie kupić komuś perfumy w ramach prezentu świątecznego? A może sami sobie chcecie sprawić taką niespodziankę? Jakie są Wasze ulubione zapachy?

~ wredna
Czytaj więcej

KONIEC ZE SŁODZIAKAMI? ALE CZY NA PEWNO?
Kolejna porcja zapachów, to się zaczyna przeradzać w obsesję

59 komentarzy:
Wiem, wiem, że już powoli zaczynacie się obawiać o moje zdrowie psychiczne :D Ostatnio na blogu co rusz pojawiają się jakieś nowe zapachy. A przyznam szczerze, że nadal mam niedosyt :D Chyba powoli zaczynam mieć obsesję na punkcie perfum. Ale spokojnie, nie jest ze mną aż tak źle. Gorzej byłoby, gdybym uzupełniała swoją kolekcję w oryginalne, niesamowicie drogie flakoniki. Tak, wiem, zaczynam się usprawiedliwiać :D Ale nie o tym dzisiaj ;)
Dziś o czterech (!) nowych zapachach, które zagościły na mojej toaletce. Będzie troszkę o ich pięknych opakowaniach, troszkę o zapachach i o moim ogromnym zaskoczeniu i nowej miłości ;)


O marce słów kilka
Perfumik.pl to perfumeria internetowa, która oferuje zapachy inspirowane bestsellerami z górnej półki. To, co wyróżnia ją na tle innych, zajmujących się tworzeniem zamienników, jest to, że każde perfumy pakowane są w specjalnie zaprojektowane buteleczki. Tak więc, każda jest uniwersalna. Nie musimy martwić się, że jeżeli kupimy więcej niż jedną flaszeczkę będziemy musieli wąchać korek, żeby stwierdzić, jaki zapach trzymamy akurat w dłoni. Dodatkowo marka zapewnia wysoką jakość swoich produktów i ekspresową wysyłkę.


Od producenta
Nr 187
Uwodzicielski i uzależniający zapach miłości. Szyprowo - kwiatowa kompozycja inspirowana mitycznym czarnym diamentem, która łączy w sobie zniewalające nuty róży stulistnej oraz zmysłowe akordy orchidei Vanilla Tahitensis. Romantyczna opowieść pełna uniesień, której tajemniczości dodają nuty kadzidła i paczuli połączone ze słodyczą pralin i soczystego liczi.
Kategoria: szyprowo-kwiatowa
Pojemność: 33 ml
Inspirowany zapachem: Lancome, La Nuit Tresor

Kompozycja idealna dla zmysłowych i wyrafinowanych kobiet. Wanilia otulona drewnem sandałowym prowokuje swoją słodkością i zadziornością, odkrywa mroczny charakter kobiety delikatnej i subtelnej. Połączenie ambry ze świeżą, soczystą mandarynką sprawia, że zapach jest czarujący, miękki, a równocześnie niepokorny. Kwiatowe nuty idealnie zgrane z całością tworzą magiczny klimat, który przenosi w świat uwodzenia.
Kategoria: orientalno-kwiatowa
Pojemność: 33 ml
Inspirowany zapachem: Paco Rabanne, Olympea



Kompozycja jest ukłonem w stronę piękna kobiety. Pokazuje jak cieszyć się każdym aspektem życia, afirmuje zarówno małe przyjemności, jak i porywające, gorące uczucia.
Kategoria: kwiatowo-owocowa
Pojemność: 33 ml
Inspirowany zapachem: Dolce&Gabbana, Light Blue

Jest to zapach świeży, lekki i przedewszystkim kwiatowy. Biała orchidea ze swą delikatnością i kruchą
świeżością zastępuje czarną i staje się główną bohaterką nowego zapachu.
Kategoria: świeżo-kwiatowa
Pojemność: 33 ml
Inspirowany zapachem: Calvin Klein, Euphoria Blossom


Opakowanie i nuty zapachowe
Nasze zapachy przychodzą zamknięte w szklanych buteleczkach przypominających perfumetki. Jednak mimo tej formy mają standardową, 33 ml, pojemność. Także nie dajcie się zwieźć wyglądowi ;) Flaszeczki mieszczą całkiem porządną ilość soczku. Dodatkowo, o czym wcześniej wspomniałam, każdy z perfum zapakowany jest w uniwersalny design. Sama szata graficzna ma imitować flakoniki zapachów, którymi były inspirowane, dlatego moje nr 43 i 38 skryte są w matowym szkle. No cóż, myślę, że to kwestia gustu, ale moje oko zdecydowanie cieszą ;) Podobnie jest z kolorem samego płynu, różni się on w zależności od sztuki.
Co więcej, każdy flakonik zapakowano w unikatowe pudełeczko. Tu również widać mocną inspirację pierwowzorem. Szata graficzna kartonowego opakowania jest opatrzona logo marki i kodem kreskowym. Minimalizm, który bardzo mi odpowiada. Ładnie prezentuje się na toaletce.
Zatyczka bardzo dobrze trzyma, nie ma problemów z jej ściągnięciem, ale możecie być też pewni, że nie zsunie się ona z produktu w trakcie podróży. A mała i poręczna forma sprawia, że do torebki, nawet tej małej, nadaje się idealnie.
Do działania atomizera nie mam żadnych zastrzeżeń. Nie zacina się i dozuje odpowiednią ilość produktu, jednak uważam, że mógłby tworzyć delikatniejszą mgiełkę, ale to już czepianie się ;). Bardzo dobrze spełnia swoje zadanie.


Nuty głowy: gruszka, bergamotka, tangeryna
Nuty serca: orchidea waniliowa, czarna róża, marakuja, truskawka
Nuty bazy: paczula, papirus, kadzidło, liczi, pralina, wanilia, karmel, kawa, kumaryna, lukrecja

Nuty głowy: zielona mandarynka, jaśmin wodny, kwiat imbiru
Nuty serca: wanilia, sól
Nuty bazy: ambra, drzewo kaszmirowe, drzewo sandałowe

Nuty głowy: jabłko, cedr, dzwonek, cytryna sycylijska
Nuty serca: biała róża, bambus, jaśmin
Nuty bazy: bursztyn, piżmo

Nuty głowy: granat, kumkwat
Nuty serca: orchidea, różowa piwonia, lotos
Nuty bazy: piżmo, białe drzewa, biała ambra


Ale jak to pachnie?
Nr 187 (Lancome, La Nuit Tresor)
Od samego początku mojej tegorocznej fascynacji perfumami chciałam go spróbować. To zdecydowanie bardzo słodki i wieczorowy zapach. Nie zdecydowałabym się nałożyć go w dzień, nawet ten najzimniejszy. Z korka pachnie pralinami, liczi, kadzidłem i karmelem. A jak wypada na skórze?

Otwarcie jest owocowo-cytrusowe. Powiedziałabym, że niemal świeże :D O ile można o tych perfumach w takich kategoriach mówić. Wyczuwam tangerynę i gruszkę podane na lekko słodkiej, na razie trudnej do zidentyfikowania bazie. W tle błąka się nam gdzieś bergamotka, ale jest to jedynie delikatnie kwaśny, ledwo wyczuwalny element.
Zapach szybko zmienia swój wydźwięk i staje się cieplutki, słodki i otulający, acz nie ulepny. To zasługa papirusu i kadzidła, które nadają głęboki, intensywny i lekko skórzany charakter. Te dwie nuty, moim zdaniem, czynią zapach idealny na wieczorne wyjścia i jednocześnie raczej nieprzystosowany do używania na co dzień. Na tym etapie pralina góruje nad innymi nutami zapachowymi, ale nie przyćmiewa ich. Zaraz za nią wyłania się soczyste słodko-kwaśne liczi. Gdyby skupić się na poszczególnych składowych to da się wyodrębnić również delikatną kawę. Na szczęście mój nos nie wyłapuje paczuli. Sporo osób porównuje ten zapach do La Vie Est Belle. Cóż, rozumiem dlaczego, La Nuit Tresor jest równie słodki, jednak tutaj jest ona bardziej owocowa.
Mimo tego, że piramida zapachowa jest niezwykle bogata to śmiem twierdzić, że każdy ze składników jest na którymś etapie, w mniejszym lub większym stopniu, wyczuwalny.
Końcówka jest mięciutka, ciepła i słodziutka. Słodko-kwaśne liczi pokryte sporą warstwą pralin, kawy, karmelu i wanilii. Coś pięknego ;) W takiej formie mogłabym go nosić na co dzień zimą i jesienią. Ach, wszyscy fani słodkości muszą ich spróbować!


Z korka pachnie jak maślany popcorn. Byłam zachwycona tą wonią, więc od razu się spryskałam. Na mojej skórze jednak okazał się inny.

Początek jest waniliowo-słony. Może nawet bardziej słony niż waniliowy. Blisko przy skórze nuta soli jest wręcz mdląca. Gdy zaraz po aplikacji wącham nadgarstek mam wrażeniem jakbym popsikała się roztworem wody z dolą 1:1. Niekoniecznie to przyjemne i w pierwszych chwilach bardzo się na tym zapachu zawiodłam.
Na szczęście z odległości pachnie inaczej. Bardziej wyczuwam wanilię, co niesamowicie mnie cieszy. Kiedy już chwilę na skórze posiedzi w tle pojawia nam się delikatny jaśmin i sprawia, że całość jest już trochę lżejsza.
Jednak najbardziej podoba mi się końcówka, która rzeczywiście pachnie jak maślany popcorn, czyli coś, czego spodziewałam się od samego początku. Jednak nie jest to otulająca wanilia z domieszką soli, a bardziej jej chłodne wydanie. Uważam, że zapach zyskuje na szlachetności. Robi się bardziej kwiatowo-owocowy, i mimo tego, że zielona mandarynka w piramidzie zapachowej znajduje się w nutach głowy, to ja czuję ją dopiero na końcu.


Nr 043 (Dolce&Gabbana, Light Blue)
Z korka pachną raczej pospolicie. Ot, cytrusowo-świeży zwyklak.

Otwarcie jest cytrynowe, bardzo cytrynowe. Zupełnie jakbyście polali się sokiem z tego owocu. Na szczęście nie jest to zapach syntetyczny, a bardzo zbliżony do naturalnego. Po chwili zaczynam też wyczuwać zielone, świeże, chrupiące jabłuszko. Ach, cóż to jest za duet. Świeży, kwaśno-słodki i niezwykle orzeźwiający. A głębi całej kompozycji dodaje cedr. Tak, to będzie zapach idealny na letnie upały. Już nie mogę się doczekać kiedy użyję go tą porą roku. A przyznam, że troszkę się obawiałam, kiedy powąchałam zatyczkę. Ta kompozycja zdecydowanie nie jest zwykła czy oklepana. 
Po jakimś czasie cytrusom zaczyna towarzyszyć słodycz. Błąka się gdzieś w tle, to zapewne ambra i piżmo, z małą pomocą jaśminu. Całość coraz bardziej zaczyna mi się podobać. Niezwykły zapach. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie wąchałam. Po kilku godzinach dołącza do nas delikatnie pudrowy aspekt, który zawdzięczamy białej róży. Ale nie obawiajcie się, nie przyćmiewa ona świeżych owoców, a dodaje jedynie szyku i elegancji.
Wcześniejsze fazy bardzo pasują mojemu nosowi, ale to, jak ten zapach się kończy... Niebo. Jest delikatnie, miękko, wręcz pudrowo. Nie umiem stwierdzić, który ze składników nadaje tak unikatowy efekt. Może to mieszanka piżma i bursztynu? Jedyne określenie, które przychodzi mi na myśl to słodki puder - piękny i absolutnie nie duszący, ze skrytą w tle cytryną. Przywodzi mi na myśl letnie wieczory ;) W tej postaci mogłabym go nosić nawet jesienią ;)


Nr 038 (Calvin Klein, Euphoria Blossom)
Zamówione z myślą o wiośnie. Tak, wiem, zaraz zacznie się zima, a ja już o wiośnie :D Ale na chłodne dni i wieczory mam już całkiem sporą gromadkę perfum, a na te cieplejsze niekoniecznie.
Już wąchane z korka bardzo mi się podobają. Zobaczmy, jak sprawdzą się na skórze.

Początek, ku mojemu zaskoczeniu jest bardziej kwiatowy niż owocowy. A spodziewałam się mocnego uderzenia granatu. Ale nie zrozumcie mnie źle, otwarcie jak najbardziej mi się podoba. Najintensywniejsza jest piwonia. Ale szybko do głosu dochodzić zaczyna, wcześniej wspomniany, owoc. Razem z nim do naszej imprezy dołącza orchidea i kumkwat. Jest kwiatowo i kwaśno. Lubię to. Na wiosnę i lato idealne. 
Mam wrażenie, że ten zapach jakoś mocno nie ewoluuje. I chyba dlatego też podoba mi się najmniej ze wszystkich czterech, acz jest naprawdę urokliwy, udany i z całą pewnością będę go nosiła ;) Jednak zawsze bardzo intryguje mnie to, jak zapach potrafi zmienić się z czasem.
I tutaj zakończenie jest niezwykle delikatne. Jest to zapach czystości, ale bardziej w stylu lotosu, a nie mydła, chyba, że takiego ekskluzywnego ;) Ładne, niezobowiązujące i bezpieczne.


Czy polubiłam się z tymi zapachemi?
Zdecydowanie tak! Gdybym miała ocenić, który flakonik najbardziej przypadł mi do gustu i zestawić je w rankingu to miałabym nie lada problem, bo każdy z nich ma w sobie coś, co mnie ujmuje. Jednak nr 1, z całą pewnością, zajmują ex aequo te inspirowane La Nuit Tresor i Olympea. Miejsce 1,5 zająłby odpowiednik Light Blue, ale tylko dlatego, że rozczarowała mnie trochę jego kiepska projekcja, gdyby był delikatnie bardziej wyczuwalny to z pewnością stałby na podium razem z La Nuit Tresor i Olympea. A na drugim uplasowałby się zamiennik Euphorii Blossom. 


Projekcja i trwałość
Oba te czynniki różnią się przy każdej sztuce. Najlepsza, w moim mniemaniu, jest tutaj perfumetka inspirowana Olympeą (nie wiem czy tak to można odmienić :D). Projekcją może nie powala, snuje się na szerokość ramion, ale za to jej trwałość... Wow, trzyma się do samego zmycia, a na włosach i ubraniach potrafi przetrwać nawet ponad 24 godziny! Byłam w szoku, tyle mogę napisać ;)
Inspiracja Tresor La Nuit ma delikatnie lepszą projekcję. Ale sam zapach jest najintensywniejszy z całej czwórki. Jednak tutaj po około 6-7 godzinach możemy potrzebować odświeżenia zapachu. Blisko przy skórze jest nadal wyczuwalny, ale osobom z otoczenia ciężko będzie go zauważyć. Na ubraniach jest jednak intensywny po wielu godzinach, znacznie bardziej niż Olympea.
Jak to zazwyczaj bywa z zapachami świeżymi, idealnymi na lato, inspiracja Light Blue nie ma najlepszej projekcji. Trzyma się blisko skóry. Troszkę szkoda, bo wolałabym, żeby był bardziej wyczuwalny. To jedyny zarzut jaki mam do tego zapachu. Choć muszę przyznać, że sama końcówka wybrzmiewa troszkę intensywniej.
Zapach inspirowany Euphorią Blossom otacza nas na szerokość ramion. Jest przyjemny, zwiewny i świeży.
Jeżeli chodzi o trwałość pozostałych zapachów (nr 038 i 043) to jest podobna do nr 187 - po około 7 godzinach wymagają poprawki.


Cena i dostępność
Te cudne perfumetki dostaniecie na stronie producenta. Każda z nich do dorwania w zawrotnej kwocie 15zł! Oczywiście dodatkowo musicie naliczyć koszty wysyłki, chyba, że zdecydujecie się na co najmniej 10 sztuk, wtedy dostawa jest gratis ;)

Podsumowując...
Ze wszystkich zapachów jestem niesamowicie zadowolona. Nie dość, że mają bardzo ładne, poręczne opakowania to jeszcze jakościowo bardzo mi odpowiadają. Śmiem twierdzić, że są warte swojej ceny, a wręcz swoim poziomem zdecydowanie ją przewyższają.
Gdybym miała ocenić, który flakonik najbardziej przypadł mi do gustu i zestawić je w rankingu to miałabym nie lada problem, bo każdy z nich ma w sobie coś, co mnie ujmuje. Jednak nr 1, z całą pewnością, zajmują ex aequo te inspirowane La Nuit Tresor i Olympea. 
Moja ocena: 5-/5


A teraz jeszcze niespodzianka!
Mam dla Was kod rabatowy na zakupy w sklepie perfumik.pl na -10% Także bierzcie, korzystajcie i kupujcie ;) 
B2PF2017

Znacie tę markę? Próbowaliście ich zapachów? Co o nich sądzicie? Robicie zakupy perfumowe w Internecie? Czy wolicie przejść się i powąchać? Korzystacie z usług stron oferujących zapachy inspirowane słynnymi bestsellerami? Czy jednak jesteście zwolennikami oryginałów?

~ wredna
Czytaj więcej

SHINYBOX LOVE BEAUTY FASHION
Czy będzie "love" z listopadowym pudełkiem?

43 komentarze:
Ach, jakże zachęcił mnie ostatni sukces pudełka ShinyBox. Już nie mogłam się doczekać, kiedy w moje rączki trafi kolejne. No i w końcu się to stało!
Jakież było moje zdziwienie, kiedy kurier wręczał mi ogromną paczkę, która zdecydowanie skrywała coś więcej niż jedynie nasz box. Wszystko wyjaśniło się, kiedy przesyłkę otworzyłam ;) Ale o tym zaraz.
W tym miesiącu nie mamy żadnego motywu przewodniego, a przynajmniej żadnego, który byłby tak rozbudowany jak poprzedni. Napis na pudełku głosi: Love Beauty Fashion. I z tego co widzę jest pakowane we współpracy z DeeZee.
Czy i tym razem zawartość spełniła moje oczekiwania? A może rozczarowałam się i uprzedziłam do tych pudełeczek?


O listopadowym pudełku
Celebruj swoją kobiecość i bądź świadoma swoich atutów wraz z listopadowym pudełkiem ShinyBox by DeeZee LOVE • BEAUTY • FASHION.
W tym miesiącu zapraszamy Was do świata modowych inspiracji, cennych porad urodowych i najlepszych kosmetyków, które skryliśmy w najbardziej wyczekiwanym pudełku roku!
Oprócz samych kosmetyków w pudełku znalazłam również rabat -30% na nowości w sklepie DeeZee oraz voucher opiewający na 30 zł, który można zrealizować na stronie KatalogMarzeń.

Novex, maska do włosów My Curls
Bogata w czysty olej arganowy i witaminę E maska przeznaczona jest dla osób z suchymi, matowymi włosami oraz przesuszonymi i splątanymi końcówkami. Formuła bazująca na oleju arganowym dogłębnie odbudowuję strukturę włosa.
Miniaturka.
Pojemność: 100 ml
Gramatura pełnowymiarowego produktu: 1000 g
Cena pełnowymiarowego produktu: 45 zł
Termin ważności miniaturki: 12 miesięcy od otwarcia
Może się przydać na moje przesuszone końcówki ;) Będziemy próbować. Z tego produktu jestem zadowolona. U mnie wszystko co do włosków jest mile widziane. Dodatkowo ma piękny zapach, taki jakby trochę owocowy. Konsystencja jest troszkę mniej lejąca niż ta, w popularnych, maskach Kallosa. Jedyne zastrzeżenie, jak na razie, mam do samego opakowania :D Zupełnie mi się nie podoba i przypomina mi takie miętowe maści rozgrzewające :D Dodatkowo jest nieporęczne i ciężko z niego wydobyć produkt. Ale za to z samego produktu i jego działania jestem zadowolona. Ładnie nawilża, wygładza, nabłyszcza i dociąża włoski ;)
INGREDIENTS: Aqua, Cetearyl Alcohol, Petrolatum, Zea Mays Starch, Cetrimonium Chloride, Hydroxyethyl Urea, Parfum, Phenoxyethanol, Butylene Glycol, Butyrospermum Parkii Butter, Lactic Acid, Argania Spinosa Kernel Oil, Elaeis Oleifera Kernel Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Rhodiola Rosea Root Extract, Rosa Centifolia Flower Extract, Rosa Gallica Flower Extract, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Tocopheryl Acetate, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Lycium Barbarum Fruit Extract, Vaccinium Macrocarpon Fruit Extract, Vaccinum Myrtillus Fruit Extract, Sodium Benzoate.

Purederm, złuszczająca maska do stóp w postaci skarpet Botanical Choice
Usuwa wszelkie zrogowacenia w krótkim czasie oraz wyraźnie wygładza stopy w ciągu 2 tygodni. Papaja, cytryna, jabłko, pomarańcza i inne naturalne ekstrakty roślinne usuwają odciski oraz zrogowacenia, a ekstrakt z rumianku koi świeżo złuszczoną i odnowioną skórę.
Produkt pełnowymiarowy.
Ilość sztuk w opakowaniu: 1 para
Pojemność: 40 ml
Cena: 12,95 zł
Termin ważności: 22.12.2019
Sama nigdy takich kosmetyków nie kupuję. Jedyna pielęgnacja, jaką stosuję na stopy to kremy nawilżające, a i to od wielkiego dzwona :) Ale nie powiem, może się przydać. Szczególnie ciekawi mnie działanie niwelujące odciski, bo tak się składa, że ostatnio kilku się nabawiłam. No i co tu więcej napisać? Nie jest to produkt, z którego jestem zachwycona, ale z chęcią go przetestuję.
INGREDIENTS: Alcohol, Aqua, Propylene Glycol, Lactic Acid, Isopropyl Alcohol, Urea, Glycolic Acid, Betaine, Anthemis Nobilis Flower Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Fruit Extract, Carica Papaya (Papaya) Fruit Extract, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Salicylic Acid, Menthol, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Disodium EDTA, Parfum.

Beaver, odżywka do włosów Tea Tree
Nowość. Wygładza, odżywia i zmiękcza włosy. Eliminuje puszenie się i splot oraz przywraca miękkość i lekkość włosom.
Miniaturka (Travel Size). Jeden z trzech wariantów: szampon Tea Tree, żel pod prysznic Tea Tree, odżywka do włosów Tea Tree.
Pojemność: 50 ml
Cena: 15 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
I kolejny produkt do włosów. Również z chęcią przetestuję, ale powiem szczerze, że wolałabym dostać coś innego. Dwie odżywki-maski w jednym pudełku to moim zdaniem troszkę za dużo. Ale nie będę narzekała. Spróbuję. Choć przyznam, że zapach trochę mnie odrzuca, bo bardziej niż herbatą (której się spodziewałam) pachnie miętą... Jeżeli będzie się ta woń utrzymywała na włosach to chyba powędruje w świat. Nie wyobrażam sobie pachnieć w ten sposób.
INGREDIENTS: Water, Ceteareth-2, Cetyl Alcohol, Stearyl Trimethyl Ammonium Chloride, Hydroxyethyl Cellulose, Amodimethicone (and) Trideceth-12 (and) Cetrimonium Chloride Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil, Cyclomethicone, Methylchloroisothiazolinone Methylisothazolinone, Methyl Paraben, Propyl Paraben, Dimethicone, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Hydrolyzed Wheat Protein, Panthenol, Citric Acid.

Jantar Medica, zestaw kosmetyków do włosów zniszczonych.
Seria kosmetyków do pielęgnacji włosów o zaawansowanych formułach, opartych na unikalnych właściwościach bursztynu i cenionych, wyselekcjonowanych składnikach aktywnych. Zapewnia kompleksową pielęgnację włosów wymagających intensywnej regeneracji i odbudowy.
Produkt pełnowymiarowy.
W zestawie: szampon, mgiełka, serum
Pojemność: szampon - 330 ml; mgiełka - 200 ml; serum - 30 ml
Cena zestawu: 22,50 zł
Termin ważności: październik 2020
W poprzednim pudełku mogliśmy znaleźć odżywkę z tej samej serii. Jak wiecie bardzo się z niej cieszyłam, bo używam regularnie. Z tego zestawu nie miałam żadnego kosmetyku, ale nie dlatego, że po prostu nigdy się nie złożyło, żebym je kupiła, ale ze względu na to, że żaden nigdy mnie nie interesował. Może wykorzystałabym serum, może spróbowałabym mgiełki, ale szampon na pewno nie zostanie przeze mnie spróbowany. Rozważam oddanie całości, ale jeszcze się zastanowię. Na plus zdecydowanie cena. Troszkę ponad dwie dyszki za trzy produkty?! Jak ktoś lubi te kosmetyki to uważam, że warto ;)
INGREDIENTS: 
Szampon: Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Coco Glucoside, Glyceryl Oleate, Sodium Chloride, propylene Glycol, Amber Extract, Hydrolyzed Keratin, Panax Gingseng Root Extract, Arginine, Acetyl Tyrosine, Arctium Majus Root Extract, Hydrolized Soy Protein, Polyquaternium-11, Peg-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine HCl, Citrulline, Glucosamine 20, Biotin, Inulin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Lactic Acid, Polyquaternium -10, Disodium EDTA, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropinal, Limonene, Linalool.
Mgiełka: Aqua (Water), Hydrolyzed Keratin, Propylene Glycol, Amber Extract, Panax Ginseng Root Extract,  Aginine, Acetyl Tyrosine, Arctium Majus Root Extract, Hydrolyzed Soy Protein, Polyquaterium-11, PEG-12 Dimethicone, Calcium Pantothenate, Zinc Gluconate, Niacinamide, Ornithine HCl, Citrulline, Glucosamine HCl, Biotin, Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Protein, Lauryldimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Starch, SiliconeQuaternium-22, Polyglyceryl-3, Caprate, Dipropylene Glycol, Cocamidopropyl Betaine, Cetrimonium Chloride, Polysorbate 20, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, 2-bromo-2-Notropropane-1,3-Diol, Disodium EDTA, Parfum, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool.
Serum: Aqua (Water). Cetyl Alcohol, Behentrimonium Chloride. Cetearyl Alcohol. Stearalkonium Chloride, Peg-20 Stearate, Glycerin. Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Propylene Glycol, Amber Extract. Glucosamine Hcl, Biotin. Panax Ginseng Root Extract. Arginine. Acetyl Tyrosine, Arctium Majus Root Extract. Hydrolyzed Soy Protein. Polyquaternium-11, Peg-12 Dimethicone, Calcium Zinc, Gluconate, Hydrolyzed Keratin, Panthenol, Cetrimonium Chloride, Inulin, Hydroxyethylcellulose, Disodium Edta, Sodium Hydroxide, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Parfum (Fragrance). Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Linalool.

Maroko Sklep, glinka Rhassoul
Bestseller. Eliminuje nieczystości i martwe komórki skóry, poprawiając jej elastyczność i strukturę. Glinka idealnie nadaje się do przygotowywania maski na twarz lub na całe ciało.
Produkt pełnowymiarowy.
Gramatura: 30 g
Cena: 5,90 zł
Termin ważności: sierpień 2022
Glinki to zupełnie nie moja bajka. Nigdy żadnej nie próbowałam. Tak, wiem, powinnam to zmienić. Jednak mam bardzo wrażliwą i skłonną do alergii cerę, więc boję się takich eksperymentów. Ale może w końcu się przełamię i jak już ją mam to wypróbuję. A nuż zakocham się w działaniu tych kosmetyków. Mam jednak zastrzeżenie do tego, jak produkt został zapakowany. Możliwe, że to jedynie u mnie, ale paczuszka jest nieszczelnie zamknięta i całe pudełko było zasypane brązowym proszkiem.
INGREDIENTS: Maroccan Lava Clay.

Miyo Make Up, automatyczna konturówka do oczu Twist Matic Eyes
Gwaratuje gładki i precyzyjny makijaż oka. Delikatna formuła kredki zapewnia przyjemną i łatwą aplikację. Kosmetyk wodoodporny.
Produkt pełnowymiarowy.
Mój odcień: nr 04 Cameleon
Gramatura: 0,3 g
Cena: 13,99 zł
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia
Markę Miyo znam. Kiedyś coś tam się w moich zbiorach tej firmy pojawiło, ale przypomnieć sobie nie mogę co. Wiem jednak, że byłam z tego produktu zadowolona, więc jak zobaczyłam kredkę w pudełku to aż się uśmiechnęłam. Trafił mi się delikatny kolorek. Powiedziałabym wręcz, że wygląda jak pigmenty z Kobo - bezbarwna baza z drobinkami opalizującymi na różowo-srebrno-złoto. Naprawdę bardzo przypomina mi ona swoim kolorem Misty Rose ;) Fajnie sprawdzi się w wewnętrzny kącik oka i pewnie tylko w tym celu będę jej używała. Jestem zadowolona z tego produktu, ale nie zachwycił mnie jakoś niesamowicie, głównie ze względu na to, że mam już kosmetyk, który daje niemalże identyczny efekt. Plus za to, że kredki nie trzeba temperować.
INGREDIENTS: Caprylic/Capric Triglyceride, Calcium Sodium Borosilicate, C10-18 Triglycerides, Cera Microcristallina, Hydrogenated Cottonseed Oil, Ceresin, Silica, Polyethylene Terephthalate, Zinc Oxide, Bht, Polyurethane-11, [May Contain/Może Zawierać (+/-): Ci 77491, 77492, 77499, Ci 77007, Ci 77742, Mica, Ci 77891, Ci 42090, Ci 75470, Tin Oxide, Ci 77000].

Aube, dwufazowy płyn do demakijażu
Produkt łączący właściwości oczyszczające i tonizujące. Faza olejowa precyzyjnie usuwa pozostałości makijażu, zaś faza wodna oczyszcza skórę, przywracając jej naturalną świeżość. Preparat jest wyjątkowo łagodny i delikatny dla oczu - posiada pH optymalne dla okolic oczu, bliskie pH łez.
Produkt pełnowymiarowy. Jeden z pięciu wariantów: Earthnicity, jedwabny puder wykończeniowy - rozświetlający; So Chic!, paleta cieni do brwi Brow Kit; Naobay, równoważący żel do mycia twarzy; Kueshi, Nutrix Caviar - serum z kawiorem i resveratrolem; Aube, dwufazowy płyn do demakijażu.
Pojemność: 100 ml
Cena: 29,99 zł
Termin ważności: lipiec 2019
Ach, i cóż z tego, że wygląda bardzo ładnie i profesjonalnie? Nie robię makijaży wodoodpornych, więc płynów dwufazowych nie używam. Kiedyś dostałam od sąsiadki jakiś z Eveline i nie skorzystałam z niego ani razu. Pewnie powędruje w świat. Przyznam szczerze, że wolałabym, żeby trafił mi się inny kosmetyk, np puder z Earthnicity bądź paleta cieni do brwi ;) Na pewno bardziej by mi się przydały ;)
INGREDIENTS: Aqua (Water), Isopropyl Myristate, Isopropyl Palmitate, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Glycerin, Propylene Glycol, Echinacea Angustifolia Extract, Phenoxyethanol, Panthenol, SH-Oligopeptide-1, Hydrogenated Lecithin, Sodium Oleate, Glycine Soja (Soyabean) Oil, Sodium Chloride, Ethylhexylglycerin, Triethanolamine, Disodium EDTA.

Podsumowując...
W tym miesiącu mam co do zawartości mieszane uczucia. Z jednej strony nie są to złe kosmetyki, wręcz przeciwnie, są ciekawe. Jednak większość z nich po prostu mi się nie przyda i wątpię, bym z nich skorzystała. Jedyne, z czego jestem zadowolona w stu procentach to maska do włosów od Novex, ewentualnie kredka z Miyo, i może skarpetki złuszczające. Reszta? Cóż, pewnie pójdzie w świat służyć komuś, kto będzie z niej bardziej zadowolony ;)
Jeżeli chcielibyście zgarnąć taką zawartość to można to pudełeczko jeszcze zamówić tutaj.
Moja ocena: 3/5

Znacie te pudełka? Lubicie taką zabawę? A może macie to konkretne? Co o nim sądzicie? Próbowałyście któregoś z ww. produktów? Jak się u Was sprawdziły? Byłybyście zadowolone z takiej zawartości? I co myślicie o produktach, które są nowościami? Skusicie się?

~ wredna
Czytaj więcej

KOLEJNE SPOTKANIE Z MARKĄ REFAN
Czy znów będzie miłość?

45 komentarzy:
Jak już wiecie, z marką Refan miałam już do czynienia. Na mojej toaletce znajduje się już odpowiednik zapachu La Vie Est Belle od Lancome. Z tamtymi perfumami bardzo się polubiłam, zarówno ze względu na same walory zapachowe, jak i za jakość samego produktu.
Zachęcona tymże sukcesem postanowiłam wypróbować kolejne flakoniki. Moja lista flaszeczek, które chcę powąchać stale rośnie, więc zaczęłam stawiać na mniejsze pojemności, a większe ilości.
Czy i tym razem się zakochałam? Czy jestem zadowolona z trwałości i projekcji tych buteleczek? O tym przeczytacie niżej.


O marce słów kilka
Perfumy lane to doskonała alternatywa dla drogich perfum pozwalająca zaoszczędzić nawet do 90% ceny przy zachowaniu wysokiej jakości i trwałości zapachu. [...]
Jakość perfum nalewanych potwierdzają przede wszystkim klienci perfumerii, wystawiając pozytywne opinie o Naszych produktach.
Oferowane perfumy marki Refan to wody perfumowane (EDP) o wysokiej zawartości olejków zapachowych renomowanej firmy Charabbot z Francji. Wykorzystując wysokiej jakości składniki do produkcji perfum otrzymujemy kompozycje o nietuzinkowej głębi, która bardzo długo utrzymuje się po użyciu.
Co wyróżnia perfumy Refan? Jakość odwzorowania zapachu; trwałość, niespotykana w innych lanych perfumach; produkcja zgodna z normami; atrakcyjna cena, różne pojemności do wyboru.


O produkcie
Sklep internetowy Perfunio.pl oferuje doskonałej jakości wody perfumowane, nie toaletowe, czyli produkty o większym natężeniu olejków zapachowych. Wielu klientów docenia odpowiedniki z asortymentu sklepu, co potwierdzają liczne pozytywne opinie na FanPage perfumerii. Dodatkowo liczyć można na profesjonalną pomoc konsultanta w wyborze zapachu, a także na błyskawiczną i tanią wysyłkę. Co jeszcze wyróżnia stronę Perfunio.pl? Możliwość zwrotu zakupionych produktów w ciągu 14 dni bez podawania jakichkolwiek przyczyn. Koszt odesłania produktów pokrywa perfumeria.

Mój nr: 041
Kategoria: kwiatowa
Pojemność: 13 ml
Oryginalny odpowiednik: Roberto Cavalli, Just Cavalli

Mój nr: 165
Kategoria: kwiatowo-owocowa
Pojemność: 13 ml
Oryginalny odpowiednik: Lacoste, The Joy of Pink


Opakowanie i nuty zapachowe
Na początku chciałabym napisać kilka słów o tym jak zabezpieczona została przesyłka. Każdy flakonik zapakowany był w grubą plastikową siateczkę, która uchroniła całość przed potłuczeniem. Także nie ma się co obawiać, że zamówienie przyjdzie do Was uszkodzone.
Na stronie Perfunio mamy do wyboru flakoniki w czterech pojemnościach: 13 ml, 30 ml, 50 ml i 100 ml. 
Perfumy przychodzą w malutkich, zgrabnych buteleczkach z solidnego, przezroczystego szkła. Jeżeli chodzi o szatę graficzną to jest bardzo prosta, flakonik zdobi jedynie naklejka z nazwą marki i z numerem zapachu oraz składam - czyli tak jak ostatnio. Czy komuś się podoba czy nie - kwestia gustu ;) Myślę, że za tę cenę nie możemy oczekiwać wszystkiego.
Delikatnie inny jest jednak atomizer. Nadal pozostajemy przy całkiem sporym rozpylaczu, jednak w tym przypadku jest on w kolorze białym. Przyznam szczerze, że srebrna podoba mi się bardziej, jednak nie będę narzekała, tragedii nie ma ;)
Tutaj również nie ma żadnych problemów z zatyczką. Możecie swój ulubiony zapach wrzucić do torebki bez obawy, że otworzy się gdzieś w jej czeluściach.
Atomizer w jednej buteleczce (a dokładniej w tej z inspiracją Just Cavalli) jest chyba uszkodzony, bo stale sączy się z niego płyn. Mnie osobiście jakoś mocno to nie przeszkadza, ale nie sposób utrzymać flakonika i rozpylacza w czystości. Zaproponowano mi darmową wymianę felernego egzemplarza, ale nie skorzystałam ;) I w takiej postaci świetnie się sprawdza :) Podejrzewam, że miałam po prostu ogromne (nie)szczęście trafić na taką buteleczkę ;) Jednak jeżeli chodzi o jego działanie to nie mam zastrzeżeń.
W drugim przypadku atomizer jest jak najbardziej praktyczny. Nie zacina się i dozuje odpowiednią chmurkę perfum.


Nuty głowy: neroli
Nuty serca: kwiat gardenii tahitańskiej
Nuty bazy: drzewo różane
Najbardziej wyczuwalna nuta: kwiat gardenii tahitańskiej

Nuty głowy: grejpfrut
Nuty serca: piwonia, curacao
Nuty bazy: piżmo, cedr Virginia
Najbardziej wyczuwalne nuty: grejpfrut, curacao, piwonia


Ale jak to pachnie?
Nr 041 (Roberto Cavalli, Just Cavalli)
Przyznam szczerze, że obawiałam się tego zapachu. Woń z korka delikatnie mnie przerażała, bo była niesamowicie słodka, miałam wręcz wrażenie, że wyczuwam aldehydy i ylang-ylang. Na szczęście na skórze perfumy zachowują się zupełnie inaczej.

Początek wcale nie jest tak przesłodzony. Powiedziałabym, że na pierwszy plan wysuwa się neroli i drzewo różane, a nasza gardenia jedynie otula całość. Ten etap jest delikatny, wyrafinowany, ale delikatnie złamany nutką dziewczęcości. Ciężko dopatrzeć się tutaj jakichś skomplikowanych nut, bo cały zapach stworzony jest wyłącznie z trzech komponentów. Absolutnie nie jest to żaden przytyk. Uważam, że jest intrygujący.

Kiedy posiedzi chwilkę na skórze, tak ok. 15 minut, kojarzy mi się z dentystą :D Nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że pachnie trochę jak lateksowe rękawiczki, ale tylko te u wyżej wspomnianego lekarza. Chyba powoli zaczyna nam się przebijać kwiat gardenii, i wraz z neroli zupełnie przyćmiewają drzewo różane. 

W końcówce drzewo różane przebija się na pierwszy plan, a neroli gra jedynie w tle. Za to kwiat gardenii zupełnie przepadł w tym drzewnym, lekko dymnym i powiedziałabym nawet żywicznym aromacie. Nie jest to coś do końca w moim stylu, więc najprawdopodobniej ponowiłabym aplikację perfum po zakończeniu fazy rozwinięcia.



Nr 165 (Lacoste, Joy of Pink)
Ach, cóż to jest za zapach! Pierwszy psik i bam, energetyzujący grejpfrut podany z lekko słodkim curacao. Przy otwarciu to jedyne nuty, które wyczuwam, jednak prym zdecydowanie wiedzie orzeźwiający owoc. 

Szybko jednak zapach się uspokaja. Zupełnie jakbyśmy zjedli już naszego grejpfruta, a teraz zostały nam resztki napoju do wypicia. Tak, zdecydowanie. Pobrzmiewają jeszcze jakieś skórki owocu, ale na pierwszy plan wysuwa się curacao. Delikatnie zaczyna też wybrzmiewać piwonia. Na razie nie wyczuwam ani piżma, ani cedru.

Ostatnia faza jest nadal bardzo intensywna i niesamowicie słodka. Aż mam wrażenie, że moja skóra lepi się od curacao. Jest to też jedyna nuta, którą teraz wyczuwam. Może, ale to tylko może, gdzieś tam w tle błąka nam się piżmo i dodaje całości nieco bardziej mydlanego charakteru, ale jest to bardzo delikatny akcent. Żałuję jednak, że w żadnej z faz nie wyczułam piwonii, bo trochę na nią liczyłam.

Ten zapach polecam wszystkim, którzy lubią słodkie, acz orzeźwiające, wręcz landrynkowe zapachy. Bo taki właśnie wydźwięk mają te perfumy.


Czy polubiłam się z tym zapachem?
Zacznę od tego, z którego zdefiniowaniem nie miałam żadnych problemów - nr 165 z inspiracji Lacoste. Zdecydowanie się z nim polubiłam i w cieplejsze wiosenno-letnie dni często będzie gościł na mojej skórze. Idealny odświeżający zapach na co dzień. Choć muszę przyznać, że otwarcie podoba mi się bardziej niż dalsze fazy.

A jeżeli chodzi o nr 041, Just Cavalli, to mam pewien problem. Znacznie bardziej podoba mi się to, jak wybrzmiewa na skórze i bardzo pozytywnie mnie to zaskoczyło, ale nie wiem czy jestem do niego do końca przekonana. Jest to ciekawy, kobiecy i niebanalny zapach. Kwiatowy, ale jednocześnie słodki (zasługa kwiatu gardenii tahitańskiej). Może wypróbuję go w cieplejsze dni? Jednak jesienią i zimą wolę otulać się zapachami w stylu gourmand. Nie przekreślam go, bo mnie intryguje, ale chyba muszę się z nim oswoić. A im dłużej go wącham tym bardziej zaczyna mi się podobać ;)


Projekcja i trwałość
Oba zapachy mają podobną, przeciętną projekcję. Pachną na odległość ramion. Jednak myślę, że w obu przypadkach jest to plus. Ja osobiście nie chciałabym dusić tymi, bądź co bądź, słodkawymi zapachami. Jednak swoją intensywnością troszkę bardziej wybija się inspiracja Joy of Pink, Just Cavalli pozostaje delikatniejszy.
Jeżeli chodzi o trwałość to tutaj między zapachami jest drobna różnica. Nr 041 po około 7 godzinach tracą trochę na głębi, ale nadal są wyczuwalne. Natomiast nr 165 jest w tym czasie nadal bardzo intensywny i nawet nie zapowiada się, żeby miał zamiar się ulotnić. Oba produkty pozostają z nami przez około 10 godzin.


Cena i dostępność
W sklepie internetowym Perfunio.pl widoczne są wszystkie zapachy dostępne na stanie. Perfumy wysyłane są od natychmiast po zamówieniu. Perfumy można zakupić wysyłkowo z dostawą do domu lub wybranych punktów odbioru (poczta, orlen, kiosk ruchu, paczkomaty) - wysyłka już od 8,90 zł Oferujemy ceny 13ml - 19zł, 30ml - 39zł, 50ml - 59zł, 100ml, 99zł. Perfumy wysyłamy również zagranicę do Austria, Belgia, Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Czechy, Dania, Estonia, Finlandia, Grecja, Hiszpania, Holandia, Irlandia, Litwa, Luksemburg, Malta, Niemcy, Portugalia, Rumunia, Szwecja, Slowacja, Słowenia, Węgry, Wielka Brytania, Włochy, Łotwa.
A spis wszystkich odpowiedników znajdziecie tutaj: damskie, męskie.

Podsumowując...
Oba zapachy pod względem jakościowym są jak najbardziej godne polecenia. Są intensywne, mają nie najgorszą projekcję, pokuszę się o stwierdzenie, że adekwatną do swojej mocy. Dodatkowo to, ile utrzymują się na skórze, zdecydowanie mnie zadowala.
Moja ocena: 4+/5

Znacie tę markę? A może bardziej kojarzycie stronę Perfunio? Robicie zakupy perfumowe w Internecie? Czy wolicie przejść się i powąchać? Korzystacie z usług rozlewni oferujących zapachy inspirowane słynnymi bestsellerami? Czy jednak jesteście zwolennikami oryginałów?

~ wredna
Czytaj więcej

KLASYK, KTÓRY NIE PRZYPADŁ MI DO GUSTU?
Poszerzam kolekcję zapachów? A może jednak nie?

48 komentarzy:
Moja obsesja na punkcie zapachów stale trwa, a dodatkowo coraz bardziej zaczęłam zagłębiać się w świat perfum i nut zapachowych. I im więcej o tym wszystkim czytam, tym więcej flakoników chcę wypróbować. Coś czuję, że jak tak dalej pójdzie to przez tę chęć testowania zbankrutuję :D Ale nie o tym dzisiaj.
W mojej kolekcji pojawiły się dwie nowe "flaszeczki", które dzisiaj chciałabym Wam pokrótce przybliżyć. Oba te zapachy są inspirowane o wiele droższymi perfumami od popularnych kreatorów, w tym jeden słynnym bestsellerem.
Od razu powiem, że żaden z nich nie należy do ciężkich jesienno-zimowych zapachów. Dlatego, jeżeli wolicie klasyczne, kwiatowe i kobiece perfumy, lub często sięgacie po rześkie, owocowe perfumy z zielonymi nutami, to myślę, że te dwie propozycje przypadną Wam do gustu.


O marce słów kilka
Jak już możecie się domyślić, na stronie edp24.pl znajdziecie perfumy. Marka oferuje nam zarówno zapachy oryginalne, jak i te inspirowane droższymi pierwowzorami, a także próbki i testery. W asortymencie znajdziecie produkty od Paris Avenue, również w kategorii De Luxe. Obie wersje dzisiaj dla Was przetestuję.

Od producenta
Paris Avenue, Panthera
Perfumy damskie. 23% naperfumowania. Cytrusowa kompozycja oparta na nutach czerwonego grejpfruta, kwiatu jabłoni liściach zielonej herbaty połączonej z bukietem białych kwiatów: fiołka, konwalii i jaśminu, tłem zapachu są cedr, sandałowiec i mech dębowy.
Nr zapachu: 101
Kategoria: owocowo-cytrusowa
Pojemność: 50 ml
Oryginalny odpowiednik: Puma, Woman (wersja szara)

10ml perfum zamkniętych w eleganckim atomizerze w niezwykle gustownej oprawie.
Dzięki niewielkim rozmiarom atomizera ( około 12cm x 2cm ) perfumy sa bardzo poręczne i można je nosić w wygodny sposób w wieczorowej torebce lub w kieszeniach spodni.
Dodatkowo główka rozpylająca perfumy jest chowana w oprawie poprzez delikatny obrót atomizera, dzięki temu nie ma potrzeby stosowania dodatkowej nasadki zabezpieczającej rozpylacz.
Nr zapachu: 51
Kategoria: kwiatowo-owocowa
Pojemność: 10 ml
Oryginalny odpowiednik: Christian Dior, J'adore


Opakowanie i nuty zapachowe
Perfumy przychodzą do nas w szklanym, całkiem grubym, matowym flakoniku ze złotą, plastikową zatyczką i atomizerem w tym samym kolorze. Powiedziałabym, że wygląda bardzo elegancko, gdyby nie kompozycja nadruku, który, moim zdaniem, psuje cały efekt. Ale to tylko moja opinia ;) Dodatkowo materiał, z którego wykonane jest zamknięcie, wydaje się być dosyć tani, szczególnie w dotyku. Ale spełnia swoje zadanie i nie spada z produktu, więc spokojnie możecie wrzucić flakonik do torebki. 
Sam atomizer rozpyla całkiem sporą ilość perfum, jednak jest to przyjemna mgiełka. Nie zacina się i nie ma z nim żadnych problemów. 

Nuty głowy: grejpfrut, kwiat Jabłoni, zielona Herbata
Nuty serca: biały fiołek, konwalia, jaśmin
Nuty bazy: cedr, drzewo sandałowe, mech dębowy
Najbardziej wyczuwalne nuty: grejpfrut, kwiat jabłoni, zielona herbata

Tutaj, w przeciwieństwie do poprzednika, nie mam żadnych zastrzeżeń. Perfumetka jest bardzo poręczna, prosta, schludna i elegancka. Przypomina trochę opakowanie drogiej szminki. Idealnie nada się do torebki. Aby dostać się do atomizera należy całość przekręcić. Ciekawy element. Sprawia, że produkt nie jest taki jak wszystkie inne.Wszystko to sprawia wrażenie bardzo luksusowego kosmetyku. 
Atomizer działa bez zarzutów, dozuje idealną mgiełkę i nie zacina się. 

Nuty głowy: orchidea, melon, brzoskwinia, gruszka
Nuty serca: tuberoza, jaśmin, konwalia, róża
Nuty bazy: piżmo, wanilia, jeżyny
Najbardziej wyczuwalne nuty: jaśmin, gruszka, tuberoza


Ale jak to pachnie?
Dziś nie opiszę całego cyklu i tego, jak zapach się rozwija. Musicie mi wybaczyć, ale niestety te perfumy przyprawiają mnie o ból głowy. 

Ja tutaj czuję jedynie zieloną herbatę i lekką kwaskowatość cytrusów, ale z pewnością nie jest to grejpfrut. Możliwe, że gdzieś w tle grają nam kwiaty jabłoni. I to tyle, innych nut w tym flakoniku nie wyczuwam. A szkoda, bo oczekiwałam tego pięknego, czerwono-pomarańczowego owocu. Podobnie jest z kwiatami. Żaden z trzech wymienionych nie jest dla mnie wyczuwalny.

Po jakiejś godzinie całość nie jest już tak świdrująca i ostra. Zielona herbata osiada delikatniej na mchu dębowym. Nadal pobrzmiewają tu jakieś świeże, cytrusowe nuty, ale są to bardzo delikatne akcenty.

W powyższej fazie trwają jeszcze kilka godzin. A później? Później znikają ze skóry.


Początek jest bardzo ładny. Kwiatowo-owocowy. Rześki, ale jednocześnie kobiecy. Wyczuwam malinę, brzoskwinię i gruszkę. W tle gra nam bergamotka i mandarynka, a całości dopełnia magnolia. Gdyby w takiej postaci zapach trwał do końca to chętnie bym go używała. Jest to zrównoważona kompozycja, nie za słodka, ale też nie nazbyt mydlana. 

Niestety (dla mnie) zapach się rozwija. Już po kilkunastu minutach ulatniają się nuty owocowe i pozostaje z nami jedynie mydlano-kwiatowa woń. Pierwsze skrzypce gra teraz konwalia, której wtórują jaśmin i róża. Jeżeli czytacie mojego bloga to wiecie, że za tą ostatnią nie przepadam, a w tej kompozycji mogę ją wyraźnie wyczuć. 

A końcówka jest już bardzo mydlana. Na pierwszy plan wysuwa się piżmo, któremu towarzyszą kwiaty. Nie wyczuwam ani wanilii, ani jeżyny. A szkoda, bo może te dwie nuty ożywiłyby troszkę ten zapach. 


Czy polubiłam się z tymi zapachami?
Pewnie już możecie się domyślić ;) Ani jeden, ani drugi do końca nie przypadły mi do gustu. Ale po kolei.

Cóż tu wiele pisać, po prostu nie jest to mój zapach. Zieloną herbatę uwielbiam, ale nie w perfumach. Z pewnością jest świeży, idealnie sprawdzi się na lato. Ale jednocześnie jest to bardzo bezpieczny flakonik, który nie wyróżnia się niczym szczególnym. A ja lubię flaszeczki z pazurem, z elementem zadziorności lub nutką tajemniczości. Choć uważam, że młodsze osoby mogą z tej kompozycji być zadowolone ;) Mnie, jak już wspomniałam, mimo swojej lekkości, przyprawia niestety o ból głowy.

Zacznę od tego, że sam zapach jest bardzo zbliżony do oryginału, więc jeżeli są tutaj osoby, które kochają J'adore od Diora to z góry przepraszam i mam nadzieję, że nie urażę.
Gdyby perfumy trwały przez całą swoją żywotność w pierwszej fazie to, naprawdę, mogłabym się z nimi polubić. Te owoce ratowały całość. Niestety, ten mydlano-kwiatowy aromat jest dla mnie zbyt płaski. Nie mamy tutaj punktu zaczepienia. Po trosze powtarza się sytuacja jak z Pantherą - brakuje mi tu pazura. Ale wszystkie fanki eleganckich, wręcz dostojnych i kobiecych zapachów będą zadowolone ;)


Projekcja i trwałość
Tutaj nie będę już rozgraniczała zapachów, bo jeżeli chodzi o projekcję to oba są bliskoskórne. Może ten inspirowany Diorem jest troszkę bardziej wyczuwalny, ale maksymalnie na długość ramion. Ale uważam, że nie jest to jakaś ogromna wada, bo oba z nich zaliczyłabym do kategorii wiosenno-letniej, a wtedy raczej nie lubimy katować otoczenia naszym zapachem. 
Z trwałością najsłabiej jest w przypadku Panthery. Ale można się było tego spodziewać, bo takie świeże, cytrusowe perfumy zazwyczaj są ulotne. Dodatkowo jest to wersja sprayu, także nie było to rozczarowaniem. Po około 5 godzinach pasowałoby produkt odświeżyć.
J'adore od Paris Avenue trwa znacznie dłużej. Tutaj spokojnie możecie zapomnieć o poprawkach. Oczywiście, jeżeli chcecie uzyskać intensywny efekt to ponowna aplikacja po ok 8 godzinach jest wskazana, ale i bez tego po 12 godzinach będziecie w stanie nadal wyczuć kosmetyk.


Cena i dostępność
Wydaje mi się, że produkty Paris Avenue nie są dostępne stacjonarnie, ale oczywiście mogę się mylić. Jednak bez problemu zakupicie je w Internecie, np. w perfumerii edp24. Tam, za 50 ml flakonik musicie zapłacić 51 zł (dodatkowo dostajecie 2 perfumetki po 10 ml; teraz zestaw do dorwania za 28,50 zł), natomiast za torebkową wersję 10 ml - 39,50 zł (teraz w promocji za 25,90 zł).

Podsumowując...
Same zapachy nie przypadły mi do gustu, jednak produkty same w sobie nie są najgorsze. Jeżeli chodzi o jakość to zdecydowanie polecam Wam tę perfumetkę. Fanki J'adore od Diora, bądź Incandessence z Avon powinny być zadowolone ;) Także, jeżeli lubicie takie zapachy to polecam zapoznać się z tym produktem. A co do Panthery... Hmm... Zdecydowanie na lato i zdecydowanie dla osób lubiących bardzo świeże, zielone zapachy.
Moja ocena: 3+/5

Znacie markę Paris Avenue? A może kojarzycie stronę edp24? Co sądzicie o tych zapachach? Próbowaliście ich? Czy korzystacie z oryginalnych odpowiedników? Jak Wam się sprawdzają? Lubicie takie zapachy? Myślicie, że te dwie propozycje przypadłyby Wam do gustu?

~ wredna
Czytaj więcej