Post na szybko, czyli znów grafika

55 komentarzy:
Z racji tego, że dzisiejszy post nie wymaga dużo tłumaczenia czy wstępów to będzie dosyć krótki. Myślę, że jest to miła odmiana od ostatnich dłuższych recenzji ;) Żeby też nie nudzić Was ciągłą tematyką urodową, dziś postanowiłam wpleść odrobinę grafiki ;)
Dla wszystkich tych, którzy chcieliby odświeżyć troszkę wygląd swojego bloga, ale nie wiedzą jak się za to zabrać. Podzielę się z Wami pięcioma szablonami na blogger mojego autorstwa ;) Mam nadzieję, że przypadną Wam do gustu i może któryś skradniecie dla siebie ;) W takim przypadku byłabym wdzięczna za jakąś informację w komentarzu ;) Każdy zestaw ma plik z szablonem i nagłówek. Gdyby ktoś chciał sobie ustawić, ale pojawiłyby się jakieś problemy to śmiało piszcie, spróbujemy razem je rozwiązać ;)



Nagłówek (wykonany przez Olę)  |  Plik szablonu  |  Pełny podgląd


Nie bądźcie zbyt krytyczni ;) Szablony robione kawał czasu temu ;) Ale zastanawiam się nad zmianą obecnego wyglądu bloga. Co o tym sądzicie?

I co myślicie? Nie bądźcie zbyt krytyczni ;) Lubicie zmieniać szablony na blogu czy jesteście wierni jednemu? Wolicie te proste czy bardziej wymyślne wyglądy?

~ wredna
Czytaj więcej

Co o tym sądzę #2 Podkład mineralny Neauty

91 komentarzy:
Ostatnio post z serii Co o tym sądzę cieszył się sporym zainteresowaniem, więc dziś postanowiłam przyjść do Was z kolejną recenzją. Mam nadzieję, że i ta przypadnie Wam do gustu i być może okaże się przydatna. I znów zaznaczam, że post nie jest sponsorowany ;)
Dziś będzie mowa o podkładzie mineralnym marki Neauty. O kosmetykach mineralnych zrobiło się ostatnio głośno. Na rynku dostępnych mamy wiele marek oferujących tego typu produkty. Ja na początku byłam sceptycznie nastawiona do minerałów ze względu na ich sypką formę. Mam suchą skórę i preferują wykończenie satynowe, idące w stronę rozświetlającego. Obawiałam się, że pudrowy produkt może niekorzystnie wyglądać na moim typie cery.
Ale jednak ciekawość wygrała. Naczytałam się mnóstwo opinii i postów, w których dziewczyny wychwalały produkty mineralne. Dowiedziałam się też, że w gamie kolorów podkładów mineralnych łatwiej znaleźć odcienie bardzo jasne, ale w żółtej tonacji - czyli to, czego szukam. Większość podkładów drogeryjnych jest dla mnie albo za ciemna albo zbyt różowa.
Pewnego dnia, przeglądając vinted, natrafiłam na podkład z Neauty. Stwierdziłam, że niewiele mam do stracenia, bo cena była niska. No i się zdecydowałam.
Padło na kolorek Golden Ivory i formułę kryjącą. Jak patrzyłam swatche w internecie to wydawało mi się, że będzie idealny. Troszkę się przeliczyłam, ale o tym później :D
Na początek może troszkę informacji technicznych. Gdyby ktoś z Was zdecydował się na zakup tego produktu, to można to zrobić na stronie producenta. Za 8g kosmetyku, w ładnym, okrągłym, w miarę solidnym słoiczku, zapłacicie 44.90 zł. Może wydawać się to sporo jak za tak małą gramaturę, ale minerały są niezwykle wydajne. Na pokrycie całej twarzy wystarczy odrobinka.
Skład: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Boron nitride +/- C.I. 77492, C.I. 77499, C.I. 77491
Na opakowaniu znajdziemy również informację dotyczącą okresu przydatności produktu, a mianowicie 12 miesięcy. Jednak przy minerałach nie sugerowałabym się tym za bardzo, ponieważ nie są one pożywką dla bakterii, więc teoretycznie są bezterminowe.
Po odkręceniu wieczka oczom naszym ukazuje się sitko z "pokrętłem", dzięki któremu mamy pewność, że przy transporcie produkt nam się nie rozsypie. Kosmetyk dozuje się bez problemu, więc jeżeli ktoś obawiał się formy to niepotrzebnie. Wydobycie podkładu ze słoiczka przebiega łatwo i przyjemnie :D Dla mnie dosłownie, bo uwielbiam moment wysypywania produktu :D Chyba jestem dziwna.
Do koloru przejdę później, a na razie napiszę jeszcze co nieco o działaniu ;) Jest to najnaturalniej wyglądający podkład jaki kiedykolwiek miałam. Krem BB się przy nim chowa. Mam tylko problemy z okolicą nosa, bo tam borykam się z suchymi skórkami, ale w tym obszarze każdy produkt kolorowy wygląda u mnie niekorzystnie. Jeżeli nie macie z tym problemu to, mogę pokusić się o stwierdzenie, że kosmetyk będzie wyglądał jak druga skóra. Nie mogłam uwierzyć, że tak ładnie kryje a praktycznie w ogóle nie widać, że mam na buzi jakiś kosmetyk.
Mimo tego, że mój produkt ma wersję kryjącą to można nim uzyskać lżejsze krycie. Kiedy nałożymy dwie cienkie warstwy otrzymamy mocniejsze średnie krycie. Dla pełnego wystarczą trzy cieniutkie warstwy.
Z tego co wyczytałam to minerały nie wywierają negatywnego skutku na naszej cerze, a wręcz zawierają substancje, które mogą jej stan poprawić. Polecane są dla osób borykających się z problemem trądziku. Ja takowego nie mam, więc tutaj się, niestety, nie wypowiem.
Produkt jest leciutki, w ogóle nie czuć go na twarzy. Należy też pamiętać, że podkłady mineralne zawierają naturalne filtry UV. Dla niektórych może być to plus, dla innych minus. Na pewno trzeba mieć to na uwadze, jeżeli planujecie nosić go podczas robienia zdjęć z lampą. Dlaczego? To zaraz opowiem, a nawet pokażę.
1. Collection 2000, korektor Lasting Perfection, kolor: 1 Fair; 2. La Luxe, korektor, kolor: BW1 Ivory; 3. Catrice, korektor w słoiczku Camouflage Cream, kolor: 010 Ivory; 4. Loreal, podkład True Match, kolor: 1N; 5. Under Twenty, krem BB, kolor: 01; 6. Neauty, podkład mineralny, kolor: Golden Ivory.
Jak widać na załączonym obrazku kolorek jest bardzo jasny. Moje dłonie są nieco ciemniejsze niż szyja i dekolt, więc podkład nie wygląda tak biało na mojej twarzy. Niemniej jednak jest delikatnie za jasny! Za jasny! Dla mnie! Byłam w szoku ;) W zimie, kiedy użyję bronzera to całość wygląda bardzo dobrze. Na lato będzie odrobinę za jasny, więc na okres późna wiosna/lato będę musiała zaopatrzyć się w ciemniejszy odcień.
Poniżej jeszcze w innym świetle. Numeracja pozostaje ta sama. Tutaj lepiej widać, że podkład nie jest aż tak biały. Na jego obronę powiem też, że tutaj nałożyłam sporą ilość, żeby było go widać. Z moją cerą zlewa się wręcz idealnie.
I tutaj jeszcze zdjęcie z lampą błyskową. Jak widzicie tutaj znacznie odcina się od koloru mojej skóry. A to właśnie dlatego, że zawiera filtry UV, które odbijają światło lampy. Także tutaj trzeba uważać.

Podsumowując. Minerały pokochałam. Do tradycyjnych podkładów będę wracała jedynie w przypadku sytuacji, w których będę fotografowana (wesela, większe imprezy okolicznościowe). Przepiękny, naturalny efekt, dobre krycie, produkt niewyczuwalny na skórze, i wręcz niewidoczny! Na mojej suchej skórze sprawdza się idealnie. Trzyma się nawet do kilkunastu godzin, nie zbiera się w załamaniach, nie ściera. Nie wymaga przypudrowania, co w przypadku posiadaczek suchej skóry jest ogromnym plusem. Po jakichś 5 godzinach, u mnie, wymaga ściągnięcia nadmiaru sebum ze strefy T, ale to i tak przebija tradycyjne podkłady, które wymagają tego po ok. 3 godzinach. Szeroka gama kolorystyczna, która posiada kolory dla prawdziwych bladziochów. Mój ideał!
Moja ocena: 5+/5 :D Tak, aż zabrakło mi skali na opisanie cudowności tego podkładu ;)

Mieliście ten produkt? Co o nim sądzicie? Używacie kosmetyków mineralnych czy wolicie tradycyjne podkłady? I jakie marki minerałów najbardziej przypadły Wam do gustu?

~ wredna
Czytaj więcej

Walentynkowe paznokcie inaczej, czyli negative space

88 komentarzy:
Walentynki już za rogiem. Gotowi na zasypanie wszechobecnym różem i czerwienią? Już od jakiegoś tygodnia w internecie mnóstwo makijaży, zdobień paznokci i stylizacji w tych odcieniach. Dlatego też, ja, postanowiłam zrobić coś innego. Dla tych, którzy nie czują się najlepiej w tych słodkich klimatach ;)
Zdobienia z wykorzystaniem techniki Negative Space stały się ostatnio bardzo popularne. Dla osób, które nie wiedzą na czym ona polega, już tłumaczę: otóż na paznokciach zostawiamy fragment niepokryty lakierem, tak aby widać było naszą naturalną płytkę. Najczęściej spotykamy się z takimi zdobieniami z wykorzystaniem lakierów hybrydowych, ponieważ na nich, najzwyczajniej, najłatwiej jest je wykonać, ponieważ mamy nieograniczony czas przy tworzeniu kształtów ;) Bo jak wiadomo, lakiery hybrydowe nie zasychają ;)
Ja jednak nie dorobiłam się jeszcze zestawu do hybryd, więc spróbowałam wykonać takie zdobienie na zwykłych lakierach. Efekty oceńcie sami ;)








A jak tam Wasze pazurki w Walentynki? Obchodzicie w ogóle to święto? Wolicie standardowe róże i czerwienie czy bardziej skłaniacie się do mniej oczywistych rozwiązań? No i oczywiście, co sądzicie o mojej pierwszej próbie wykonania zdobienia z wykorzystaniem techniki Negative Space? ;)

~ wredna
Czytaj więcej

Kupiłam, wygrałam, dostałam... #2

88 komentarzy:
Minął już miesiąc odkąd opublikowałam tutaj pierwszy post z tej serii. Ostatnio byłam na małych zakupach i pojawiło się kilka nowych rzeczy w mojej kosmetyczce. Postanowiłam więc pochwalić się Wam moimi zdobyczami ;) Nie ma tego dużo, więc dzisiaj będzie krótko :D
1. Woda brzozowa. Na pierwszy ogień idzie produkt, który ma swój debiut w mojej pielęgnacji włosów. Ci, którzy śledzą mojego bloga już od jakiegoś czasu wiedzą, że postanowiłam wrócić do włosomaniactwa. Zrobiłam plan i stopniowo, małymi kroczkami, staram się go wcielać w życie. Ale o tym będzie jeszcze osobny post. Naczytałam się o cudotwórczym działaniu tego specyfiku i stwierdziłam, że muszę go mieć ;) Dla tych, którzy są troszkę mniej wtajemniczeni w tematy włosowe - woda brzozowa przeznaczona jest do walki z łupieżem. Ja z tym akurat nie mam problemu, ale ma podobno również powodować wysyp baby hair. Niewielką ilość płynu wmasowujemy w skalp. I to tyle, ma zdziałać cuda :D Zobaczymy, na razie mam za sobą jedną aplikację. Jak już będę miała wyrobioną opinię na jego temat to możecie spodziewać się recenzji ;)
2. Joanna, Naturia. Peeling myjący. Bardzo lubię te peelingi. Szczególnie za zapachy. Nie pozbywają się naskórka w jakiś rewelacyjny sposób, ale chyba nie ma co oczekiwać porządnego peelingowania za 4 zł. Przyjemny do codziennego używania. A zapach gruszkowy to istne niebo. Polecam dla tych, którzy lubią świeże, energetyczne wręcz zapachy. Jak dla mnie rewelacja.
3. Garnier, Action Control. Antyperspirant w kulce. Moje ente już opakowanie. Zdecydowanie mój ulubieniec wśród antyperspirantów. Po tę wersję sięgam najczęściej. Dobrze chroni i przyjemnie pachnie przez długi czas. Chcę jeszcze wypróbować ten z Vichy, ale jak na razie to ten z Garnier nie ma sobie równych.
4. Jantar. Odżywka z wyciągiem bursztynu do skóry głowy i włosów. A.k.a. Wcierka. Pierwsza, którą spróbowałam i pokochałam. Wysyp baby hair po około tygodniu jej stosowania, u mnie, gwarantowany. Jak tylko kończy mi się jedna, kupuję następną. Mój absolutny Must Have. Zakupiłam już w nowym opakowaniu, z aplikatorem. Jeszcze nie używałam, zobaczymy jak się sprawdzi, ale wszyscy twierdzą, że nakładanie jest o wiele łatwiejsze ;)

5. GorVita, Aloe Vera. Żel aloesowy. O tym produkcie piszę chyba w co drugim poście :D Ale jest naprawdę genialny i nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez niego. Żel tej firmy jest nieco droższy, jeżeli chodzi o działanie to nie zauważyłam żadnej różnicy. Ten ma delikatny zapach i bardziej gęstą konsystencję. Poza tym nie widzę powodów dla zwyższonej ceny. W każdym razie, kupiłam przy okazji wizyty w galerii handlowej. Apteka była niesamowicie droga, ale nie miałam chęci iść do innej.
I to tyle. Jak tam u Was z zakupami w styczniu? Poszaleliście czy oszczędzacie? Macie któryś z produktów? Jak się u Was sprawdzają?

~ wredna
Czytaj więcej