CO O TYM SĄDZĘ #5 Cienie GlamShadows

88 komentarzy:
Już jakiś czas temu wspominałam Wam, że przymierzałam się do zakupu nowych cieni. Niby mam ich wystarczająco dużo, żeby wyczarować rozmaite makijaże, ale kto wsiąkł w świat makijażowy to wie, że z czasem chce się mieć ich coraz więcej :D Zastanawiałam się między różnymi markami i wariantami. Brałam pod uwagę palety Zoevy (bo jak wiecie uwielbiam tę markę), głównie Caramel Melange i Matte. Ale ta pierwsza była wszędzie wykupiona, a ta druga w ogóle niedostępna w Polsce. W międzyczasie doszłam do wniosku, że pojedyncze cienie mają wiele zalet ;) Można je dowolnie komponować (nie jesteśmy zmuszeni kupować palety dla 2-3 cieni) i z łatwością uzupełniać (nie trzeba kupować całej palety, gdy skończy się jeden cień). No i tak, ostatecznie, wybór padł na cienie GlamShadows od Hani Digitalgirl.
Zaopatrzyłam się (na razie) w sześć malutkich cudeniek w, bardzo modnych teraz, ciepłych kolorach. Dominują tutaj tonacje różowe i czerwone. Nie każdemu się to podoba, ale ja się zakochałam! Ale zanim przejdę do konkretnych odcieni, trochę informacji technicznych. Nasze wkłady przychodzą zapakowane w plastikowe opakowania. Można od razu przerzucić je do palety magnetycznej. Cienie produkowane są w Polsce i nie są testowane na zwierzętach. Dla mnie ogromny plus. Gramatura każdego kółeczka to 1,8g, a każdy kosztuje 12 zł. Dostępne są na stronie glam-shop.
Swoje cienie zakupiłam w ramach prezentu świątecznego (dostałam od tzw. zająca :D). Skorzystałam też z wielkanocnej promocji. Dzięki temu zamiast 85 zł za całość zapłaciłam 77,80 zł. Drobnym minusem jest to, że sklep internetowy współpracuje jedynie z firmą kurierską DPD, więc za wysyłkę musimy zapłacić 13 zł. Ale za to wysyłka jest szybka i bezproblemowa. Było tak przynajmniej w moim przypadku.
Jeszcze jedna sprawa w kwestii wysyłki. Jak już złożyłam zamówienie i cieszyłam się, że wszystkie odcienie, które wpadły mi w oko wróciły do magazynu, zadzwoniła do mnie Pani z informacją, że jeden z kolorów jest niedostępny. Zaoferowała dosłanie brakującego cienia po świętach Pocztą Polską. Zgodziłam się i cień otrzymałam ;)
A teraz przejdźmy konkretnie do moich kolorków i mojej opinii na ich temat. Moje sześć cudeniek to (patrząc od lewej do prawej od górnego rzędu) Miodowy, Różowe Złoto, Paprykarz, Szare Bordo, Bingo, Tango. Nazwy, moim zdaniem, bardzo pomysłowe ;) Duży plus za to, że są w języku polskim ;) Jak widać, u mnie królują maty. Ale kto mnie czyta ten wie, że je uwielbiam ;) Jedyny połyskujący cień w tym zestawieniu to Różowe Złoto, który kupiłam z myślą o weselu koleżanki.
Cienie odrobinę się pylą, szczególnie te z czerwonym pigmentem (Tango i Bingo). Sprawia to też, że mają tendencję do delikatnego osypywania się, dlatego warto zacząć makijaż od oka :) Ale nie jest to dla mnie jakiś ogromny minus. Używałam gorszych pod tym względem. Poza tym formuła bardzo mi odpowiada. Bardzo dobrze nakładają się na pędzel, a z niego przenoszą na powiekę. Pigmentacja jest bardzo zadowalająca. Ba, z tymi czerwonymi radzę uważać! Potrzeba ich minimalnej ilości ;)
Rozcierają się przepięknie. Praca z nimi to czysta przyjemność. Idealnie się ze sobą łączą. Nie tworzą jednej wielkiej plamy, nawet porządnie rozblendowane zachowują swoje kolory. Różowe Złoto swe piękno oddaje najlepiej, kiedy nakładane jest palcem, lub na mokro. Pod tym względem ich jakość jest porównywalna z tą cieni Zoevy. Jednak jeżeli chodzi o pigmentację, to w niektórych przypadkach GlamShadows wygrywają z ukochaną przeze mnie Zoevą.
Przygotowałam dla Was również swatche moich kolorów. Starałam się jak mogłam, ale po prostu nie potrafię :D Przepraszam. Mam nadzieję, że to co udało mi się sfotografować jakoś Wam pomoże ;) Cienie aplikowane na sucho, bez bazy. Od lewej do prawej kolejno: Miodowy, Różowe Złoto, Paprykarz, Szare Bordo, Bingo, Tango.


Podsumowując, bardzo praktyczne cienie magnetyczne o całkiem sporej, jak na tego typu kosmetyk, pojemności. Mają rewelacyjną pigmentację i ładnie się ze sobą łączą. Rozcierają się bez problemów, jedynie Tango czasami lubi stworzyć plamę, ale wystarczy go wyczuć ;) Cena, moim zdaniem, adekwatna do jakości ;)
Moja ocena: 5-/5

Miałyście? Co o nich sądzicie? Jak podobają się Wam kolorki wybrane przeze mnie? Na jakie odcienie zdecydowałyście się Wy? A może jesteście posiadaczkami innych dobroci z asortymentu glam-shop?

~ wredna

ZUŻYCIA OSTATNICH MIESIĘCY #4

70 komentarzy:
I znów moja torebka z wykończonymi produktami wypełniła się po brzegi. A co to znaczy? A nic innego jak to, że pora na kolejny post z serii Zużycia ostatnich miesięcy. Większość produktów już pojawiła się na moim blogu. Ale jest też kilka, które będą miały tutaj swój debiut. Dużo tego nie ma, więc wpis nie powinien być długi.
Tak prezentuje się całość. Powinien znaleźć się tu jeszcze jeden suchy szampon od Batiste. Ale z tym wiąże się krótka historia. Otóż, jak zwykle, zrobiłam zapas tegoż produktu. Jakież było moje zdziwienie gdy użyłam go raz, a następnym razem gdy chciałam odświeżyć włosy, okazało się, że nic z tego. Trafiłam na wadliwą sztukę, aplikator był uszkodzony i całe powietrze ulotniło się z kosmetyku. Próbowałam ratować zawartość, ale sam proszek, niestety nie zdaje testu ;( Tak więc, nie chciałam pokazywać Wam rozciętej butelki ;)
1. Garnier, Action Control, antyperspirant w kulce. Już chyba moje ente opakowanie. Najlepszy antyperspirant, jaki do tej pory używałam. Ładnie pachnie, zapewnia dobrą ochronę przed potem. Zazwyczaj sięgam po tę właśnie wersję, więc nie mam porównania do innych. Co tu dużo pisać? Na razie nie zapowiada się, żebym miała szukać dla niego zamiennika. Chociaż kusi mnie kulka z Vichy, ale to już inwestycja na czas, kiedy nie będę miała tylu wydatków.
2. Batiste, Tropical, suchy szampon. Kolejny suchy szampon Batiste. I kolejne opakowanie wersji tropikalnej. Jak dla mnie to on po prostu pachnie kokosami. A kto czyta mojego bloga to wie, że ja wszystko co kokosowe uwielbiam ;) Ale ostatnio skusiłam się na wersję Cherry i powiem Wam, że również wpasował się w moje gusta. Chyba popróbuję też innych zapachów, a nuż jeszcze jakiś mi się spodoba. Sam kosmetyk uwielbiam i nie wyobrażam sobie nie mieć go w łazience.
3. Inell, intensywnie nawilżający krem do stóp. Bubel. Obok intensywnie nawilżających produktów to on nawet nie stał. Tak naprawdę to nie nawilżał zupełnie. Zostawiał jedynie nieprzyjemny filtr na stopach. Nieprzyjemnie pachniał. Użyłam go kilka razy i wylądował w koszu.
4. BeBeauty, nawilżający płyn micelarny. Mój ulubieniec, ale to już chyba wiecie. Nowe opakowanie już zakupione. Mój must have demakijażowy. Używam go razem z siostrą, więc znika w ekspresowym tempie, ale na szczęście jest niedrogi. Zawsze sięgam po wersję (jedynie z nazwy) nawilżającą, bo tylko ten moja skóra toleruje. Dobrze zmywa makijaż i kosztuje grosze - jak dla mnie ideał.
5. Cien, Hydro, krem do rąk. Typowy przeciętniak. Kupiłam go do torebki. Jako awaryjny nawilżacz sprawdził się całkiem dobrze. Dosyć szybko się wchłaniał, nawilżał w porządku, ale nie był to długotrwały efekt. Na zapachu troszkę się zawiodłam, spodziewałam się czegoś bardziej orzechowego, nie wiem dlaczego, może dlatego, że miał zawierać wyciąg z migdałów. Zużyłam, ale raczej do niego nie wrócę.
6. Cien, Coco Bahama, żel pod prysznic. Uwielbiam go za zapach <3 Oczywiście kokosowy. Myślę, że jak już zawita u nas lato (bo na razie mu się do nas nie spieszy...) to będzie idealny :D Mył w porządku, nie przesuszał mocno skóry, był tani ;) Możliwe, że do niego wrócę jak wykorzystam zapasy. Ale ten zapach <3 Jak ktoś lubi kokosy to polecam się z nim zapoznać ;) Może nie utrzymuje się na skórze jakoś długo, ale sprawia, że kąpiel to przyjemność :)
7. BeBeauty, Hydrate, nawilżający krem do rąk. Ten kosmetyk również pojawił się już na moim blogu. Jest łatwo dostępny i tani, dlatego często ląduje w mojej kosmetyczce. Może nie jest najlepszy pod względem nawilżania, ale z braku laku wystarczy ;) Na razie jestem na etapie poszukiwania idealnego kremu do rąk, więc wszelkie polecenia mile widziane. Teraz mam zamiar przetestować ten słynny z Evree, ale jakoś nie po drodze mi do Hebe :D
8. BeBeauty, płatki kosmetyczne. Po raz enty na tym blogu. Zawsze kupuję te płatki (tylko różne wersje, nie trzymam się jednej), dobrze się sprawdzają, są tanie i można je kupić w biedronce.
9. Le Petit Marseiliais, mleczko nawilżające. Próbkę zużyłam na dłonie. Już jedno opakowanie pojawiło się na blogu. Opinii na temat tego kosmetyku nie zmieniłam ;) No i zabójczo pachnie :D
10. Dove, Pure Care Dry Oil, odżywka do włosów. Dostałam kilka próbek tej nowości od koleżanki. Ma przepiękny zapach. Ładnie nawilża włosy. Ja mam kłaczki niskoporowate, więc nie nakładam jej dużo i szybko spłukuję, ale i tak jej działanie jest przyjemne. Moja mama za to zachwyca się tym kosmetykiem ;)
Co Wam udało się zużyć w ostatnich miesiącach? Trafiliście na więcej ulubieńców czy bubli? Mieliście któryś z przedstawionych przeze mnie produktów? Co o nich sądzicie? 

~ wredna

BIAŁO-CZARNO I ODROBINA ZŁOTA, czyli zamówienie z Rosegal

85 komentarzy:
Jak już zapewne wiecie postanowiłam odświeżyć nieco swoją garderobę i zaopatrzyć się w kilka niezbędnych elementów. Mimo tego, że zbliża się lato, raczej z kolorami nie zaszalałam. Ogólnie rzadko w mojej szafie pojawia się coś w zwariowanym odcieniu. Zazwyczaj stawiam na bezpieczne czernie i biele. I widać to również w dzisiejszym haulu ;) Ale o dziwo tym razem żadnych kwiatów ;o Aż sama jestem w szoku :D Ale spokojnie, ten wzór na pewno nie raz przewinie się jeszcze na moim blogu ;)

1. Hiszpanka z falbanką. Takiej bluzeczki w swojej szafie jeszcze nie miałam. A zawsze dekolty w tym stylu bardzo mi się podobały. Uważam, że są niezwykle dziewczęce, a właśnie takie lubię najbardziej. Dokładniej jest to body zapinane w kroku, tak więc nie trzeba ściągać całej góry, żeby skorzystać z toalety :D Może nie brzmi to najpiękniej, ale ja zawsze zwracam na to uwagę ;) Materiał jest delikatnie prześwitujący, ale biały stanik załatwia sprawę ;) Z tyłu posiada solidny, srebrny zamek. Czasami delikatnie się zacina, ale raczej nie przysparza większy problemów. Przy dekolcie wszyty jest silikonowy paseczek, który ma zapobiegać przesuwaniu body i radzi sobie z tym całkiem dobrze. Rozmiar z metki to S, ale polecam również dla tych, którzy noszą XS (tak jak ja).
     
     
     
     

2. Crop Top z wycięciami na ramionach w kolorze ecru. A może złamanej bieli? Na pewno nie jest śnieżnobiała. W tym stylu mam już jeden topik, ale z krótkim rękawkiem. Bluzeczka ma tłoczone pionowe paseczki. Materiał jest porządny, dosyć gruby. Nie jest to oczywiście typowy sweterek, ale tekstura jest porządniejsza niż zwykłej bluzki. Jest wygodna, nie drapie, nic nie uwiera. Zabudowana, więc idealna dla osób, które nie lubią głębokich dekoltów. Długość rękawa to takie dłuższe 3/4. Ja jestem bardzo zadowolona. Rozmiar z metki to S, ale polecam bardziej dla tych mniejszych, jakieś XS.
     
     
     
     
3. Czarna, luźniejsza bluzka z wycięciami na ramionach i zamkiem przy dekolcie. Jak widzicie lubię trend "cold shoulder". Tutaj mamy już mniej dopasowaną propozycję. I mimo tego, że lubię wąskie bluzki, które ładnie podkreślają moją talię, ta przypadła mi do gustu. Materiał jest typowo poliestrowy, ale delikatny i elastyczny. Odrobinę prześwituje, ale nie na tyle, żeby bielizna rzucała się w oczy (na zdjęciach mam pod nią biały biustonosz). Rękaw ma idealną długość. Zamek można zapiąć wyżej lub rozpiąć aż do samego końca. Myślę, że to ciekawy pomysł. Można dostosować głębokość dekoltu wedle własnego uznania. Po bokach, na dole, bluzeczka ma wszyte gumeczki, które imitują ściągacz. Nie wiem czy to plus czy minus, dla mnie raczej fakt neutralny i bez znaczenia, bo i tak wpuszczam ją w spodnie. Rozmiar z metki S i dokładnie na taki wypada.
     
     
     
     
4. Złota bransoletka z krzyżykiem i złoty naszyjnik z serduszkami. Bransoletka jest troszkę za szeroka (mimo regulowanej długości), ale takie uroki posiadania nadgarstków jak u dziecka. Nie jest to jakiś duży problem, bo mam znajomą, która może odczepić kilka ogniwek i dopasować ją do mojego obwodu. Jeżeli chodzi o naszyjnik to dostałam dwa :) Nie wiem czy tak miało być, czy to po prostu pomyłka. Ale jak dla mnie podwójny naszyjnik jest super. Można nosić razem, bądź oddzielnie; założone jeden przy drugim, bądź zróżnicować ich długości. Bardzo uniwersalny element biżuterii. Mnie w mojej kolekcji brakuje złota, więc zdecydowałam się na takie (oczywiście złoty jest w nich wyłącznie kolor ;) Ale nie przeszkadza mi to. Sztuczną biżuterię noszę nawet częściej niż z metali szlachetnych)
     
     
Podsumowując, z zamówienia jestem bardzo zadowolona i każdy jego element, jak najbardziej, przypadł mi do gustu i jestem pewna, że często będę sięgała po te ciuszki i biżuterię. Wszystko możecie kupić tutaj:
- hiszpanka: tutaj
- crop top: tutaj
- czarna z zamkiem: tutaj
- bransoletka: tutaj
- naszyjnik: tutaj
A dla tych, którzy zawiedli się z powodu braku sukienek w tym zamówieniu to zapraszam tutaj: dress slip.

I co myślicie o moim zamówieniu? Jak Wam się podoba? Zamawialiście kiedyś coś na Rosegal? Udały Wam się zamówienia czy byliście rozczarowani? Zamierzacie zakupić podobne ciuszki czy moje propozycje nie wpasowują się w Wasze gusta?

~ wredna

MUST HAVE LATA, CZYLI BIAŁA SUKIENKA - Zaful wishlist

21 komentarzy:
Nadal uzupełniam szafę na lato. Mam nadzieję, że zachęci to pogodę do bycia co najmniej wiosenną :D Z utęsknieniem czekam już na gorące dni. Kiedy przypominam sobie upały to pierwsze co przychodzi mi na myśl to białe sukienki. Nie sądzicie? Letnia garderoba kobiety bez białej sukienki jest niepełna ;) A tak się składa, że w mojej tego elementu właśnie brakuje. Dlatego dziś przychodzę do Was z wishlistą z białą sukienką w roli głównej. Wszystkie propozycje pochodzą ze strony Zaful.


1. Sukienki maxi. Ostatnio dosyć popularne i wydaje mi się, że to must have sezonu wiosenno-letniego. Ja takiej jeszcze w swojej szafie nie mam, ale myślę, że będę się za takową rozglądała.
1. Z haftem  |  2. Koronkowa z rozporkiem  |  3. Zwiewna z głębokim dekoltem


2. See through white dress, czyli biała, prześwitująca sukienka. Idealna na plażę. Pięknie będzie wyglądała narzucona na strój kąpielowy. Z jednej strony nie będziecie zakrywały do końca ciała na plaży, z drugiej będziecie miały coś, dzięki czemu będziecie czuły się swobodniej ;)
1. Długa koronkowa  |  2. Krótka z koronkowym wykończeniem  |  3. Asymetryczna w pół łydki

3.  Biała w kwiaty. Czy ktoś jest zaskoczony? :D Przecież kwiatów nie mogło zabraknąć w moim zestawieniu. Wzór kwiatowy na białej "kanwie" - to po prostu aż krzyczy: Wiosna! Lato! A w dodatku jest to bardzo dziewczęcy element szafy ;) A jak wiecie I am all about it ;)
1. Asymetryczna midi  |  2. Wiązana na szyi  |  3. Z haftem przy dekolcie

Co sądzicie o moich typach? Jakie są Wasze? Co dodalibyście do tej listy, a co, Waszym zdaniem, nie powinno się tutaj znaleźć? Zainteresowałam Was czymś, czy zupełnie nie trafiłam w Wasze gusta? I jakie są Wasze wiosenno-letnie niezbędniki i jak Wy zamierzacie uzupełnić szafę na nadchodzący sezon?

~ wredna