SHINYBOX BEAUTY QUEEN
Marcowa edycja pudełka

52 komentarze:
Ach, ileż ja na to pudełeczko czekałam. Ta szata graficzna uśmiechała się do mnie, od kiedy tylko pojawiła się zapowiedź tej edycji na stronie ShinyBox. Pomyślałam, że skoro jest tak bardzo w moim guście, to to co znajdę w środku z pewnością mnie zachwyci.
Kiedy w końcu przyszedł mnie kurier akurat wychodziłam z domu, ale w mgnieniu oka zdążyłam przeskanować kosmetyki.
Czy wnętrze pudełka urzekło mnie równie mocno, co jego design?
Powiem jeszcze, że kwietniowy wygląd również do mnie przemawia, więc na to też już się doczekać nie mogę :D
A gdybyście chcieli zamówić marcową edycję to wciąż możecie to zrobić tutaj: klik.


O marcowym pudełku
Świętuj z ShinyBox wyjątkowy miesiąc kobiecego uroku i wdzięku. Zadbaj z nami o swoje ciało i spraw sobie kosmetyczną radość, bo przecież to Ty jesteś najpiękniejsza, a prawdziwa królowa możne być tylko jedna!
Na wstępie zaznaczę, że w tym miesiącu, jako ambasadorki, nie otrzymałyśmy żadnych dodatkowych kosmetyków.
Standardowo, w pudełeczku znajdziemy również broszurkę z rozpiską całej zawartości, ulotkę reklamową marki Olimp Labs o Innovum Beauty Shot i Gentle Day o ich ekologicznych produktach do higieny intymnej.

Paese, pielęgnujący krem koloryzujący DD
Krem koloryzujący o kompleksowym działaniu pielęgnacyjnym, odpowiedni do każdego rodzaju cery. Dzięki niemu skóra odzyskuje równowagę, staje się nawilżona, ujednolicona i pełna blasku.Tworzy na skórze skuteczną barierę przed szkodliwymi czynnikami środowiska takimi jak promieniowanie UV. Zapewnia naturalne krycie oraz efekt rozświetlonej cery. Skutecznie chroni i nawilża skórę spowalniając procesy starzenia. Nie zapycha porów i pozwala cerze swobodnie oddychać. Produkt wegański, bezglutenowy.
Miniaturka.
Pojemność miniaturki: 5 ml
Pojemność pełnowymiarowego produktu: 30 ml
Liczba dostępnych odcieni: 6
Mój odcień: 6W (najciemniejszy)
Cena pełnowymiarowego produktu: 39,99 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
No cóż, może i bym go wypróbowała, gdyby nie fakt, że ja jestem blada jak ściana, a kolor który dostałam to już mocno opalona mulatka. Także pewnie poleci w jakiejś paczuszce jako gratis, bo nawet w kręgu znajomych i rodziny nie mam nikogo o tak śniadej cerze. Jednak nawet, gdyby odcień był trafiony to raczej bym z radości na widok tego kosmetyku nie skakała. Tak malutka pojemność to jedynie smaku narobi. Na szczęście, cena pełnowymiarowego kremy nie jest wygórowana.
SKŁAD: Aqua, C12-15 Alkyl Benzoate, Citrus Aurantium Dulcis Fruit Extract, Titanium Dioxide, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Nylon 6/12, Butylene Glycol, Alcohol Denat., Benzophenone-3, Methyl Trimethicone, Betaine, Isododecane, Cetyl Peg/Ppg-10/1 Dimethicone, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Acrylates/Dimethicone Copolymer, Disteardimonium Hectorite, Glycerin, Aluminum Stearate, Magnesium Sulfate, Sea Water, Tocopheryl Acetate, Sodium Lauroyl Glutamate, Lysine, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Propylene Carbonate, Polyhydroxystearic Acid, Alumina, Aluminum Hydroxide, Magnesium Chloride, Parfum, Hexyl Cinnamal, [+/- Ci 77891, Ci 77492, Ci 77491, Ci 77499].

Gentle Day, wkładki ekologiczne Eco Far-IR Anion
Najwyższej jakości, ekologiczne wkładki z paskiem anionowym litewskiej marki Gentle Day, którą w ShinyBox gościmy po raz pierwszy! Do ich produkcji nie używa się materiałów szkodliwych i alergizujących, są całkowicie wolne od chloru, środków zapachowych i chemikaliów. Bawełniana warstwa nie podrażnia skóry w trakcie codziennego stosowania, a przepuszczająca powietrze podstawa zapewnia uczucie świeżości i komfortu.
Miniaturka.
Liczba wkładek w opakowaniu: 15
Liczba wkładek w pełnowymiarowym opakowaniu: 30
Cena miniaturki: 8,90 zł
Cena pełnowymiarowego produktu: 15,90 zł
Termin ważności: 15 września 2021
To już kolejny raz, kiedy w ShinyBoxie pojawiają się tego typu produkty. Powiedziałabym, że idziemy coraz śmielej, bo liczby coraz większe. Zaczynaliśmy od 1-2 wkładek, a teraz mamy już pełne, miniaturowe, opakowanie 15 sztuk. Cóż, narzekała mocno nie będę, bo przydadzą się z pewnością, nie zmarnują się. Ale jednak wolałabym w ich miejsce coś innego. Ani to plus, ani minus tego pudełka, zakwalifikuję go jako neutralne.


Bell, HYPOallergenic Intense Colour Moisturizing
Aksamitnie kremowa konsystencja pomadki pokrywa usta jednolitym kolorem, bez ich sklejania. Gruba kredka, która nie wymaga temperowania umożliwia równomierną aplikację produktu. Nawilża, zmiękcza i wygładza delikatną skórę ust dzięki zawartości emolientów. Występuje w dwóch wersjach kolorystycznych: delikatnych – soft oraz mocnych-intense.
Produkt pełnowymiarowy.
Liczba dostępnych odcieni: 6
Mój kolor: 5 (chyba)
Cena: 16,99 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
To mógłby być najmocniejszy punkt całej zawartości. Niestety nie dla mnie. Po pierwsze, kolor zupełnie nie mój, dlatego nawet go nie odpakowywałam. Ja jednak lubuję się w bardziej neutralnych, cielistych odcieniach. Poza tym, to pomadka nawilżająca, tak więc będzie pozostawiała blask na ustach, a jeśli czytacie mojego bloga już od jakiegoś czasu to wiecie, że ja jednak jestem fanką matu na wargach. Moja koleżanka się ucieszy, bo ona takie intensywne kolory uwielbia. Ale w mojej ocenie to raczej minus całej zawartości.
SKŁAD: Polybutene, Tridecyl Trimellitate, Isostearyl Isostearate, Bis-Diglyceryl, Polyacyladipate-2, Octyldodecanol, VP/Hexadecene Copolymer, Cera Microcritallina (Microcrystalline Wax), Ozokerite, Caprylic/Capric Triglyceride, Diisostearyl Malate, Candellila Cera (Euphorbia Cerifera (Candelilla Wax)), Polyethylene, C10-18 Triglycerides, Isopropyl Palmitate, Glyceryl Caprylate, BHT, [may contain +/- Cl15850 (Red 6 Lake, Red 7 Lake), Cl45410 (Red 27 Lake), Cl77491, Cl77499 (Iron Oxides), Cl77742 (Magnesium Violet), Cl77891 (Titanium Dioxide)]

Olimp Labs, Innovum Beauty Shots
Suplement diety w formie płynnej, zawierający wysoko przyswajalny hydrolizat kolagenu, kwas hialuronowy, biotynę, cynk, witaminę A, witaminę B6 i B12, kwas pantotenowy oraz ryboflawinę i niacynę. Produkt o pysznym, pomarańczowym smaku.
Produkt pełnowymiarowy.
Pojemność: 25 ml
Cena: 7 zł
Termin ważności: 6 marca 2022
Wiem, że suplementy mają swoich zwolenników, ja jednak do nich nie należę. Co prawda, czasami po nie sięgam, ale zazwyczaj dopiero wtedy, kiedy lekarz mi jakieś przypisze. Takie shoty są ciekawym rozwiązaniem, jednak ceną nie zachwycają. Pewnie wypróbuję, chociaż nie wiem czemu, ale zawsze obawiam się takich specyfików. Jeśli ja stchórzę to z pewnością skorzysta z niego ktoś z mojej rodzinki, także nie zmarnuje się, ale podobnie jak w przypadku wkładek - wolałabym w miejsce tego suplementu jakiś inny produkt. Z tym, że te pierwsze wystarczą na znacznie dłużej.
SKŁAD: Woda, Hydrolizat Kolagenu, Regulatory Kwasowości – Cytryniany Sodu, Kwas Cytrynowy; Diglicynian Cynku – Cynk, Aromaty, Amid Kwasu Nikotynowego – Niacyna, Hialuronian Sodu - Kwas Hialuronowy, Sól, Substancja Konserwująca – Kwas Sorbowy; Substancje Słodzące – Acesulfam K, Cyklaminiany, Sukraloza; Cyjanokobalamina – Witamina B12, Barwnik – Karoteny; Chlorowodorek Pirydoksyny – Witamina B6, Ryboflawina – Witamina B2, Octan Retinylu – Witamina A, D-Biotyna – Biotyna, D-Pantotenian Wapnia - Kwas Pantotenowy.

Selfie Project, plastry oczyszczające na nos
Oczyszczają, działają antybakteryjnie oraz pochłaniają zanieczyszczenia. Plastry są bogate w naturalne, botaniczne składniki aktywne polecane w pielęgnacji wymagającej cery. Dzięki systematycznemu używaniu pory stają się czyste i zwężone. Regularne oczyszczanie cery z zanieczyszczeń, nagromadzonego sebum i makijażu to absolutna podstawa prawidłowej pielęgnacji.
Produkt pełnowymiarowy. Jeden z trzech wariantów: Selfie Project, chusteczki #NoMakeUp; Selfie Project, krem CC; Selfie Project, plastry oczyszczające na nos #noblackheads
Liczba sztuk w opakowaniu: 4
Cena: 10,39 zł
Termin ważności: październik 2019
No i znalazłam chyba najmocniejszy punkt pudełka. Zazwyczaj uznałabym takie plastry jako miły dodatek, jednak w tym przypadku to chyba jeden z najlepszych produktów. Bardzo podoba mi się to, że w opakowaniu mamy cztery sztuki, a nie jedną. Z chęcią wypróbuję, szczególnie, że ostatnio mam z czym walczyć. Mam tylko nadzieję, że się sprawdzą i nie będą kompletnym bublem, jak niektóre tego typu maseczki mają w zwyczaju. Marka chyba cieszy się dobrą opinią, więc jestem dobrej myśli ;)
SKŁAD: Aqua, Polyvinyl Alcohol, Glycerin, Propylene Glycol, Dipotassium Glycyrrhizate, Charcoal Powder, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Extract, Methyl Acetate, Methylparaben.

O'Herbal, Moisturizing Lipstick SPF15
Nietłusta, bezbarwna nawilżająca pomadka do ust z ekstraktem z aloesu skutecznie wygładza, nawilża i zmiękcza delikatną skórę ust. Przeznaczona do stosowania szczególnie w okresie wiosenno-letnim, gdy skóra narażona jest na przesuszenie i działanie promieni słonecznych oraz innych czynników atmosferycznych.
Produkt pełnowymiarowy. Jeden z trzech wariantów: O'herbal, fluid do włosów z ekstraktem z lnu; O'Herbal, Moisturizing Lipstick SPF15; Dr. Santé, balsam do włosów z olejem macadamia.
Gramatura: 4,8 g
Cena: 7,49 zł
Termin ważności: 6 miesięcy od otwarcia (lub do stycznia 2020)
Kolejny nie najgorszy produkt. Co prawda, do tej pory wszystkie pomadki nawilżające, które znajdowałam w ShinyBoxach okazywały się nietrafione, ale mam nadzieję, że ten przerwie tę passę. Nie jest to kosmetyk, z którego jestem w pełni zadowolona, bo w tej kategorii mam już swojego niedrogiego ulubieńca, więc testowanie nowości nie przynosi mi już takiej radości. Ale nie skreślam tej pomadki, dam jej szanse.
SKŁAD: Prunus Amygdalus Dulcis Oil*, Ricinus Communis Seed Oil*, Caprylic/Capric Triglyceride*, Brassica Campestris Seed Oil*, Lanolin*, Cera Alba*, Butyrospermum Parkii Butter*, Isopropyl Myristate*, Candelilla Cera*, Copernicia Cerifera Cera*, Paraffinum Liquidum, Olus Oil*, Aloe Ferox Leaf Extract*, Tocopheryl Acetate*, Squalane*, Panthenol, Alumina*, Aluminum Stearate*, Polyhydroxystearic Acid*, Hydro- Genated Castor Oil, Sodium Hyaluronate, Glycerin*, Sodium Saccharin, Titanium Dioxide*, Parfum.

Biotaniqe, ujędrniająca maska na tkaninie
Unikalny odmładzający zabieg, po którym skóra staje się wyjątkowo elastyczna, gładka i ujędrniona. Oddychająca, hipoalergiczna, naturalna tkanina doskonale dopasowuje się do kształtu twarzy, zapewniając przedłużony efekt działania. Maska ma działanie przeciwzmarszczkowe oraz pobudza zdolność skóry do odzyskania młodzieńczej sprężystości poprzez wspomaganie naturalnej produkcji kolagenu.
Produkt pełnowymiarowy. Jeden z dwóch wariantów: Biotaniqe, ujędrniająca maska na tkaninie z linii Korean Beauty; Biotaniqe, nawilżająca maska na tkaninie z linii Korean Beauty.
Pojemność: 15 ml
Cena: 7,99 zł
Termin ważności: kwiecień 2021
Kolejna maska w mojej kolekcji. Stale mówię sobie, że je wypróbuję, ale wiecznie brakuje mi na to czasu i odwagi. Ta jest następną, która mnie ciekawi, ale kosmetyki ujędrniające, których próbowałam nie sprawdziły mi się najlepiej, a wręcz uczuliły, także jeśli zdecyduję się ją nałożyć to będę bardzo ostrożna. 
SKŁAD: Aqua Purificata, Butylene Glycol, BIS-PEG-18 Methyl Ether Dimethyl Silane, Methylpropanediol, Lactobacillus Ferment Lysate, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Lactobacillus Ferment, Undaria Pinnatifida Extract, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Polysorbate 20, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Pentylene Glycol, Hydroxypropyl Cyclodextrin, Palmitoyl Tripeptide-38, Glycerin, Caprylyl Glycol, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Phenoxyethanol, Tromethamine, Tetrasodium EDTA, Parfum, 1,2-Hexanediol.

Biotaniqe, przeciwzmarszczkowy krem rozjaśniający
Przeciwzmarszczkowy Krem Rozświetlający o hydrożelowej konsystencji intensywnie wygładza, ujędrnia i rozświetla skórę. Poprawia jej koloryt i strukturę oraz dostarcza jej długotrwałego, głębokiego nawilżenia.
Miniaturka. Upominek
Pojemność: 2,5 ml
Pojemność produktu pełnowymiarowego: 50 ml
Cena produktu pełnowymiarowego: 29,99 zł
Termin ważności: styczeń 2021
O takich próbeczkach pisałam na blogu nie raz, więc nie będę się rozwodziła. Nie używam ich po prostu i zawsze lecą w jakichś paczkach jako gratisy. Ten krem nie będzie wyjątkiem, choć nazwa i zapewnienia producenta zachęcają.
SKŁAD: Aqua Purificata, Triethylhexanoin, Caprylic?Capric Triglyceride, Glycerin, Sodium Acrylates Copolymer, PPG-3 Benzyl Ether Myristate, Propylene Glycol Dipelargonate, Lactobacillus Ferment Lysate, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Panax Ginseng Root Extract, Sodium Hyaluronate, Allantoin, Glycereth-18, Glycereth-18 Ethylhexanoate, Lecithin, Maltooligosyl Glucoside, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Ethylhexylglycerin, Ethylhexyl Hydroxystearate, Propanediol, Caramel, Dimethicone, Phenoxyethanol, Tetrasodium EDTA, Parfum, Cl 77163, Cl 14720.

Podsumowując...
Będzie krótko, bo nie mam na czym się tutaj skupić. Chyba mogę stwierdzić, że jest to najsłabsza zawartość ShinyBox, z jaką miałam do tej pory do czynienia. Najmocniejszym punktem są plastry na wągry, poza tym ciekawi mnie maska w płachcie, a wkładki i pomadkę nawilżającą zużyję. Poza tym to kiepsko. A zupełnie zabrakło mi tutaj chociaż jednego konkretnego produktu, który wyróżniłby się na tle innych i uratował całą zawartość.
Moja ocena: 2/5

Znacie te pudełka? Lubicie taką zabawę? A może macie to konkretne? Co o nim sądzicie? Próbowałyście któregoś z ww. produktów? Jak się u Was sprawdziły? Byłybyście zadowolone z takiej zawartości? I co myślicie o produktach, które są dla Was nowościami? Skusicie się?

~ wredna
Czytaj więcej

ZNANE ZAPACHY W PRZYSTĘPNEJ CENIE?
Perfumy od Exscenti + Rozdanie

23 komentarze:
Wiecie, że nie przepuszczę żadnej okazji, żeby wypróbować jakieś nowe zapachy. Tym bardziej, jeśli dana marka była mi wcześniej nieznana. Tak też było w przypadku Exscenti. Moje flakoniki wybierałam opierając się jedynie piramidami zapachowymi, nie chciałam posiłkować się recenzjami innych, żeby w żaden sposób nie dać wpłynąć na swoją opinię. Myślałam, że będzie to dla mnie coś nowego, na to przynajmniej wskazywały nuty. Okazało się jednak, że marka oferuje zapachy inspirowane droższymi odpowiednikami. No i jak na złość wybrałam akurat te, które w swojej kolekcji już posiadam. Ale nie narzekam. Dlaczego? O tym niżej.
A dla co wytrwalszych, na końcu posta miła (mam nadzieję) niespodzianka.


O marce słów kilka
Perfumy tworzone są w rodzinnej manufakturze. Cenimy sobie jakość, zmysł i dostępność. Także dostępność cenową, dlatego też ceny naszych perfum nie są wygórowane. Są takie, by móc często cieszyć się nowymi zapachami. Zachęcamy do różnorodności sięgania po nowe zapachy i flirtowania z nimi.
Cenimy sobie jakość, zmysł i dostępność.Także dostępność cenową, dlatego też ceny naszych perfum nie są wygórowane. Są takie, by móc często cieszyć się nowymi zapachami. Ponieważ zachęcamy do różnorodności sięgania po nowe zapachy i flirtowania z nimi, używania kilku różnych perfum.Stworzenia własnej garderoby zapachowej, która wyraża zmienność nastroju, pozwala opowiedzieć własną historie zapachem, jest dopełnieniem różnych stylizacji.
W asortymencie marki znajdziecie 6 zapachów dla kobiet i 3 dla mężczyzn. Oczywiście, nie ma się co sugerować takim podziałem i jeśli mamy odmienny gust to potraktować je, po prostu, jako 9 perfum. Na stronie producenta nie znalazłam takiej informacji, ale dam sobie rękę uciąć, że ich kompozycje są inspirowane znanymi wypustami olfaktorycznymi.

Opakowanie
Perfumy mają jednakowe kartoniki, które różnią się jedynie wielkością, w zależności od pojemności flakonika. Szata graficzna jest prosta i skromna, ale ładna i elegancka. Białe, matowe pudełeczka zdobi jedynie błyszczący, złoty napis i logo marki. Z tyłu dostajemy wszystkie niezbędne informacje, wraz z dokładnym składem, danymi producenta i datą ważności.
W środku kryją się drogo wyglądające flakoniki z przezroczystego szkła. One również utrzymane są w tym samym stylu. Różnią się tylko kształtem buteleczki i korkiem, również w zależności od pojemności. Wszystkie łączy jednak biała nalepka ze złotym logo marki i nazwą (a raczej numerem) perfum. 
Żadnych zastrzeżeń nie mam do samych aplikatorów, bo dozują one odpowiednią mgiełkę, nie zacinają się i nie przeciekają. Jeśli jednak chodzi o same korki to problem mam jedynie z No2. Nie wiem czy trafiła mi się felerna sztuka, ale nie da się go do końca zamknąć, w wyniku czego nietrudno i upadek. 


Exscenti 6
Rozkoszuj się słodyczą codzienności, zasmakuj EXSCENTI N° 6
Charakter zapachu: rozkosznie słodki
Nuty głowy: kwiat pomarańczy, słodki kwiat jabłoni, bergamotka
Nuty serca: jaśmin wielkolistny, pudrowy irys, orzech włoski, róża, akcent frezji
Nuty bazy: dymna paczula, kremowa wanilia, bob tonka
Pojemność: 100 ml
Termin ważności: 4 lutego 2024
Cena: 49,99 zł (teraz 34,99 zł)
Zapach podobny do: Lancome, La Vie Est Belle
Kategoria zapachowa: owocowo-kwiatowa (też: kwiatowo-gourmand)
Początek jest dosyć rześki. Dokładnie wyczuwam wszystkie nuty głowy. Słodkie kwiaty owocowe i cierpka bergamotka. Jednak ten początkowy wybuch wiosennych woni szybko zaczynają tłumić kwiaty, a głównie jaśmin. To, co bardzo mnie zaskoczyło to fakt, że rzeczywiście wyczuwam tutaj orzech włoski. Nie taki świeży, dopiero co wyłuskany, ale suszony, delikatnie gorzki za sprawą swojej skórki. 

O ile rozpoczęcie nie naprowadziło mnie od razu na podobieństwo do wypustu od Lancome, tak po kilkunastu minutach jestem pewna, że Exscenti 6 były nimi inspirowane. Powoli na prowadzenie zaczyna wychodzić wanilia i dominować całość. Wraz z bobem tonką nadają całości słodkiego, gourmandowego wydźwięku. Na tym etapie jest niezwykle podobny do swojego pierwowzoru, jednak nie identyczny. Wciąż pozostaje cierpko-kwaśny. Może to paczula, może bergamotka, może jaśmin, a może mieszanka wszystkich powyższych. 

Końcówka jest spokojna (o ile tak można w ogóle te perfumy określić), ciepła i jednolita, ale nadal ciężka, niemalże kremowa. Na tym etapie pozostaje z nami jedynie wanilia, a głębi dodaje nowa, gęsta nuta fasolki tonka. Gdzieś w głębi wciąż błąka się nam ta zagadkowa ostra nuta, ale teraz daje się już przykryć puchatej pierzynce kremowej słodkości, pełnej cukru, ale wciąż podanej z klasą.


Exscenti 2
Wyraź swoją zmysłowość, szyk i grację, otul się prowokującym zapachem EXSCENTI N° 2
Charakter zapachu: zmysłowo prowokujący
Nuty głowy: bergamotka, soczysty arbuz, owoce leśne z akordem zielonych liści
Nuty serca: jaśmin, róża, konwalia, delikatny akcent lilii wodnej
Nuty bazy: ziemista paczula, drzewo sandałowe, piżmo, bob tonka
Pojemność: 50 ml
Termin ważności: 4 lutego 2024
Cena: 34,99 zł (teraz 24,99 zł)
Zapach podobny do: ???
Kategoria zapachowa: owocowo-kwiatowa
Początek to cała masa cierpkiej bergamotki ze sporą dozą zielonych liści (bo samych owoców nie czuję zupełnie). Na tym etapie mój nos nie wyczuwa żadnej słodyczy, a jedynie kwaśno-gorzki aromat uzupełniony całą masą zieleniny. Ach, gdzież ten mój arbuz, na którego tak bardzo liczyłam? Nie ma go, zupełnie. 

Po jakimś czasie w kompozycji zaczyna się pojawiać coś nowego. Coś, co przełamuję tę cierpką całość i nadaje owocowej słodyczy. Mogą to być te owoce leśne, jednak mój nos wyczuwa tutaj granat. Na tym etapie niezwykle przypominają mi Euphorię od Calvina Kleina. Gdzieś w tle może błąkać się nam mieszanka róży i jaśminu, jednak wolą one pozostać w cieniu i zupełnie nie dominować kompozycji, a jedynie wspomóc tę odrobinę słodyczy w zmianie wydźwięku zapachu. Teraz, całość podoba mi się znacznie bardziej. 

I na koniec wracamy do początku. Znów dominuje bergamotka, tym razem z drobnym akcentem nie tylko zielonych liści, ale także tych leśnych owoców. Jednak ich słodycz osłabła i teraz zupełnie pozwala zdominować się zielono-cierpkim aromatom. W tej ostatniej fazie dopada nas jeszcze prawdziwie ziemista paczula, która sprawia, że mój nos przekonać się do tej kompozycji nie może. Teraz przypomina mi wypust od Vabun, który kiedyś miała moja siostra, a dokładniej No1.


Exscenti 3
Przywołaj orzeźwiające wspomnienie lata i poczuj wolność z EXSCENTI N° 3
Charakter zapachu: promiennie świeży
Nuty głowy: nuty drzewne, świeże jabłko, wodne akordy
Nuty serca: konwalia, słodki jaśmin, soczyste owocowe leśne
Nuty bazy: przytulne piżmo, mleczne drzewo sandałowe, ambra
Pojemność: 15 ml
Termin ważności: 4 lutego 2024
Cena: gratis przy zakupie 2 zapachów
Zapach podobny do: Dolce&Gabbana, Light Blue
Kategoria zapachowa: kwiatowo-owocowa
Otwarcie jest cytrynowe, bardzo cytrynowe. Zupełnie jakbyście polali się sokiem z tego owocu. Na szczęście nie jest to zapach syntetyczny, a bardzo zbliżony do naturalnego. Po chwili zaczynam też wyczuwać zielone, świeże, chrupiące jabłuszko. Ach, cóż to jest za duet. Świeży, kwaśno-słodki i niezwykle orzeźwiający. A głębi całej kompozycji dodaje cedr. Tak, to będzie zapach idealny na letnie upały. Już nie mogę się doczekać kiedy użyję go tą porą roku. Ta kompozycja zdecydowanie nie jest zwykła czy oklepana. 

Po jakimś czasie cytrusom zaczyna towarzyszyć słodycz. Błąka się gdzieś w tle, to zapewne ambra i piżmo, z małą pomocą jaśminu. Całość coraz bardziej zaczyna mi się podobać. Niezwykły zapach. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie wąchałam. Po kilku godzinach dołącza do nas delikatnie pudrowy aspekt, który zawdzięczamy białej róży. Ale nie obawiajcie się, nie przyćmiewa ona świeżych owoców, a dodaje jedynie szyku i elegancji.

Wcześniejsze fazy bardzo pasują mojemu nosowi, ale to, jak ten zapach się kończy... Niebo. Jest delikatnie, miękko, wręcz pudrowo. Nie umiem stwierdzić, który ze składników nadaje tak unikatowy efekt. Może to mieszanka piżma i bursztynu? Jedyne określenie, które przychodzi mi na myśl to słodki puder - piękny i absolutnie nie duszący, ze skrytą w tle cytryną. Przywodzi mi na myśl letnie wieczory ;) W tej postaci mogłabym go nosić nawet jesienią ;)


Projekcja i trwałość
Najlepiej, na obu polach, wykazuje się No6. Pachną intensywnie i długo. Przez pierwsze kilka godzin roztaczają się na około metr, po jakimś czasie trzymają się bliżej skóry, ale wciąż można je wyczuć dalej niż na szerokość ramion. Na ubraniach i włosach potrafią utrzymać się dobre 12 godzin. 
Troszkę gorzej, pewnie ze względu na świeżą kompozycję, zachowują się No3. Jednak wciąż nie mogę napisać, że są słabe, albo nawet, że są delikatne. Na początku są dosyć intensywne i projektują na szerokości ramion. Po jakimś czasie stają się bliskoskórne. Co do trwałości to nie mam zastrzeżeń. Jak na swoją kategorię to utrzymują się przyzwoicie. Takie 5-6 godzin możemy nimi cieszyć otoczenie. Podobnie wypadają No2. 

Rozdanie
A teraz coś dla Was. Wraz z marką Exscenti przygotowaliśmy rozdanie, w którym do wygrania będzie nowiusieński, zafoliowany 50 ml flakonik perfum No2, a dodatkowo zestaw próbek wszystkich dostępnych zapachów.
A co należy zrobić, aby wziąć udział w rozdaniu? Jedynymi warunkami są: obserwowanie bloga Wredna z Wyboru oraz przeczytanie i zaakceptowanie regulaminu, pozostałe punkty są nieobowiązkowe, ale zwiększają Waszą szansę w wygraniu (każda czynność = dodatkowy głos w losowaniu). 
Obowiązkowe:
- obserwacja bloga Wredna z Wyboru;
- zamieszczenie komentarz z kompletnym wzorem zgłoszenia.
Dodatkowe losy:
- udostępnienie, podlinkowanego do tego posta, bannera konkursowego (Instagram, Facebook, sidebar bloga - za każde udostępnienie dodatkowe punkty);
- obserwacja na Instagramie (anna.sheira);
- polubienie profilu Lingwi na facebooku;
- obserwacja na Instagranie profilu Lingwi;
- obserwowanie profilu Instagram Exscenti;
- polubienie profilu Exscenti na facebooku.
W losowaniu dodatkowe punkty otrzymają również top komentatorzy z dnia 03.04.2019, jeśli zdecydują się wziąć udział w zabawie. Są to: Kathy Leonia, Window of Fashion, Ayuna i Dookoła Świata.


Regulamin
1.Rozdanie zostaje przedłużone do 03.05.19 godz. 23.59.
2. Organizatorem rozdania jest autorka bloga Wredna z Wyboru, a sponsorem nagrody Exscenti.
3. Aby wziąć udział w rozdaniu należy mieć ukończone 18 lat lub posiadać pisemną zgodę rodzica bądź opiekuna prawnego.
4. W rozdaniu wygrywa jedna osoba. 
5. Zwycięzca zostanie wyłoniony i poinformowany o wygranej, w ciągu 7 dni od zakończenia rozdania.
6. Na odpowiedź ze strony osoby wylosowanej czekam 3 dni, po tym czasie wybrany zostanie kolejny uczestnik.
7. Nagrodę wysyłam jedynie na terenie Polski za pośrednictwem Poczty Polskiej.
8. Aby rozdanie odbyło się musi wziąć w nim udział minimum 50 osób.
9. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29. lipa 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm).

Wzór zgłoszenia
Zapoznałem/łam się i akceptuję regulamin.
1. Obserwuję bloga Wredna z Wyboru jako:
2. Mój adres e-mail:
* * *
3. Udostępniam banner:
- Instagram: Nie/Tak, (link)
- Facebook: Nie/Tak, (link)
- sidebar bloga: Nie/Tak, (link)
4. Obserwuję na Instagramie: Nie/Tak, jako:
5. Lubię profil Lingwi na facebooku: Nie/Tak, jako:

6. Obserwuję Lingwi na Instagramie: Nie/Tak, jako:
7. Obserwuję Instagram Exscenti: Nie/Tak, jako:
8. Polubiłam/łem profil facebook Exscenti: Nie/Tak, jako:



Podsumowując...
Perfumy same w sobie są dobre. Ich kompozycje utrzymane są na wysokim poziomie, nie pachną tak tanie mgiełki z kiosku. Nie rozczarowują również swoimi parametrami, bo zarówno ich projekcja, jak i trwałość są dobre. Pięknie prezentują się na toaletce i są przyjazne dla portfela. Ubolewam jedynie nad faktem, że dwa z trzech mam już w swojej kolekcji, a No2 nie przypadły mi do gustu. No3 zachowam, bo go uwielbiam, ale No6 już poleciał do siostry. Ale cóż, to już moja wina, i nie wpływa to na ostateczną ocenę kosmetyków.
Moja ocena: 4/5

Znacie markę Exscenti? Próbowaliście ich perfum? Jak się u Was sprawdziły? Jakie zapachy posiadacie? A może nie słyszeliście wcześniej o firmie? Zachęciłam Was do zapoznania się z jej ofertą? Jakie kompozycje najbardziej Was intrygują?

~ wredna
Czytaj więcej

JAK UCZYĆ (SIĘ) JĘZYKÓW OBCYCH CZ. II
Czyli z czego korzystać, co robić i jak powtarzać

24 komentarze:
Pierwsza część tego posta pojawiła się już dwa tygodnie temu. Jeśli jeszcze go nie czytaliście to zapraszam tutaj: klik. Tam skupiłam się bardziej na wykorzystaniu gier i zabaw, a dzisiaj przyjrzymy się metodom, które będą bardziej uniwersalne (choć w poprzednim poście, mam nadzieję, udowodniłam, że planszówki i zręcznościówki też mogą mieć wielorakie zastosowanie) i sprawdzą się u osób, które za rywalizacją nie przepadają. Nie chciałabym jednak, abyście myśleli, że moje dzisiejsze rady będą nudne, a ich wcielenie w życie żmudną pracą. Owszem, nauka języków obcych do najłatwiejszych zadań nie należy, ale tym bardziej warto korzystać z jak największej liczby przyjemnych możliwości, aby wynagrodzić sobie mękę, jaką przechodzimy przy tym procesie.
A gdybyście byli ciekawi i łaknęli więcej to zapraszam na mój profil fb poświęcony właśnie nauce języków obcych - Lingwi.


Próbuj różnych metod, bo każdy jest inny
Chciałabym wyjść od jednego bardzo ważnego aspektu. Każdy z nas jest inny i każdy ma swoje predyspozycje, więc nie ma co martwić się zbytnio tym, że nauka języków obcych nie idzie Wam tak łatwo, jak innym. Z pewnością znacznie lepiej czujecie się na innym polu, czy to artystycznym, czy matematycznym, czy nawet społecznym. Nie powinno to jednak stanowić wymówki, bo nawet najbardziej opornego ucznia da się przekonać i nauczyć go dobrych podstaw. Trzeba tylko wiedzieć (a raczej wytestować metodą prób i błędów) jakie formy i metody pracy będą dla Was najefektywniejsze.
W dobie globalizacji i internetu istnieje dzisiaj wiele metod nauczania języków i wciąż powstają nowe, co wynika z ogromnego zainteresowania tą dziedziną wiedzy oraz z tego, że każdy uczy się inaczej. Niektóre osoby uczą się wizualnie, inni łatwiej przyswajają naukę języka poprzez słuchanie, jeszcze inni przez dotyk.
Alina Burysz, KUL, Metoda e-learning w nauczaniu języka ukraińskiego jako obcego 
Dlatego warto jest próbować różnych aktywności, bo to co sprawdzi się u jednego, u drugiego okaże się stratą czasu. Poza tym, nasz mózg uwielbia stymulację (o czym pisałam już w poprzednim poście z tej serii - klik), i szybko nudzi się stałym powtarzaniem jednej czynności. Także im więcej różnych metod zastosujecie, tym efektywniej przyswoicie wiedzę. Poprzestanie na jednej metodzie, która spodoba Wam się na początku, szybko stanie się monotonna i przestanie przynosić pożądane efekty. Tak więc, nie ograniczamy się i próbujemy tylu sposobów, ile tylko możemy wprowadzić w życie!


Połącz języki obce z pasją
Na początek podam przykład mojej koleżanki, która opanowała biegle w języku angielskim terminologię związaną z robótkami ręcznymi. Znalazła wiele ciekawych pozycji książkowych, które o tym temacie traktowały, ale okazało się, że wszystkie są w języku obcym. Z racji tego, że jest ona osobą zawziętą i nie lubi rezygnować z planów (w tym przypadku nauczenia się nowych technik), to po prostu je czytała. Z czasem, powtarzające się terminy zaczęły same zapadać w pamięć i tym właśnie sposobem podniosła poziom swojego angielskiego. Co prawda, w jednej dziedzinie, ale każda poprawa naszej znajomości języka jest dobra.
Każdy z nas ma jakąś pasję, coś co kocha i poświęca temu mnóstwo czasu. Warto spróbować połączyć to z nauką języków. A sposobów na to jest bez liku. Począwszy od czytania literatury fachowej, po rozmawianie. Mnie osobiście, w trakcie mojej przygody z angielskim, dużo pomogły filmiki makijażowe na YT zagranicznych twórców.
Kolejnym aspektem, który przemawia za łączeniem nauki z pasją jest fakt, że dzięki temu zaoszczędzamy czas, bo nie musimy na te dwie czynności gospodarować sobie oddzielnego czasu.


Aplikacje i strony internetowe
Tutaj pewnie Ameryki nie odkryję, bo z pewnością wiecie, że internet to skarbnica wiedzy i zasobów. Osobiście korzystam z wielu stron, jednak większość z nich wymaga już pewnej znajomości języka i dotyczy jedynie angielskiego i niemieckiego. Dlatego nie będę się skupiała na takich portalach, bo bez problemu możecie je wyszukać sami, a i korzystanie z nich nie jest aż tak przyjemne, a przynajmniej dla większości społeczeństwa, bo jak jest się takim maniakiem językowym jak ja, to nawet najnudniejsza metoda sprawia przyjemność.

Nasz przepis na naukę bez wysiłku opiera się na trzech prostych składnikach:
Pierwszym składnikiem są badania naukowe. Mamy obsesję na punkcie wykorzystywania nauki dotyczącej mózgu do tego, żeby pomagać wam szybciej przyswajać informacje. To nie jest chwyt marketingowy - naprawdę jesteśmy w tym ekspertami. Od samego początku budujemy też Memrise w taki sposób, aby był on ucieleśnieniem najlepszej wiedzy na temat działania mózgu, i żeby przez to pomagał wam uczyć się tak szybko, jak to możliwe, i przy najmniejszym możliwym wysiłku.
Jest to pierwsza tego typu aplikacja, którą znalazłam i z której korzystam już od długiego czasu. Znajdziecie tam wiele kursów, które bazują na metodzie powtarzania i utrwalania słownictwa, ale nie tylko. A przy tym, całość odbywa się w bardzo przystępny sposób. Wkuwanie słówek na pamięć może okazać się katorgą, ale dzięki Memrise z pewnością stanie się lżejsze i łatwiejsze. Ponadto, każdy znajdzie tam coś dla siebie, bo do wyboru mamy kursy na różnych poziomach, od początkujących, po zaawansowanych. Osobiście uczę się tam angielskiego (dwa kursy - angielskie przysłowia i angielski zaawansowany), niemieckiego (niemiecki C - Aspekt Neu) oraz hiszpańskiego (od podstaw, hiszpański, aktualnie 5).

Spersonalizowana edukacja
Każdy uczy się inaczej. Pierwszy raz w historii możemy przeanalizować to, w jaki sposób uczy się miliony osób i stworzyć możliwie najbardziej efektywny system edukacyjny i dostosować go do każdego ucznia.
tłum. z oryg.
Tę aplikację polecam osobom, które chcą nauczyć się języka od podstaw, bądź ich poziom oscyluje między A1-B1. Dla bardziej zaawansowanych, poziom Duolingo może okazać się za niski. Tutaj oprócz samego słownictwa ćwiczymy również budowę zdań, a więc gramatykę. Dlatego, jeśli chcecie wybrać tylko jedną z nich to zdecydowanie polecam wybranie właśnie tej. Pewnym utrudnieniem może okazać się fakt, że w języku polskim dostępny jest jedynie kurs języka angielskiego, jeśli chcecie nauczyć się innego, to (nie)stety musicie tłumaczyć go na angielski. Jednak, jeśli znacie go na poziomie A2-B1 to nie powinniście mieć większych problemów. Osobiście używam Duolingo wyłącznie do nauki hiszpańskiego.


Czytaj!
Mniej istotne jest to, po co będziecie sięgali. Mogą to być artykuły, instrukcje, blogi czy nawet ulotki. Najważniejsza jest sama czynność. Oczywiście, warto pokusić się o przetłumaczenie kluczowych słówek, ale nie musicie sprawdzać w słowniku każdego terminu, wystarczy, że zrozumiecie ogólny sens. Naturalnie, możecie to robić, nikt Wam nie zabroni, ale nie jest to konieczne.
Rozwijanie umiejętności czytania w języku obcym niewątpliwie zajmuje szczególne miejsce w nauce języka obcego, gdyż wpisuje się w akceptowaną współcześnie kulturę tekstu, która wymaga od osób kształcących się czy wykonujących pracę zawodową, posługiwania się tekstem pisanym w jego różnych formach, takich jak tekst tradycyjny lub elektroniczny, czytany z kartki papieru, ekranu monitora, tabletu lub ze smartfona.
dr hab. Halina Chodkiewicz, prof. UMCS, Szczególne miejsce czytania w nauce języka obcego
Warto jednak pokusić się o dłuższe teksty, które Was zainteresują (bo nie ma sensu katować się czymś, co Was nudzi). Dlatego polecam książki. Na początek warto zacząć od takich ze słownikiem, wiele wydawnictw oferuje takie pozycje. Ja osobiście nigdy z takich nie korzystałam, ale z pewnością są efektywne. A kiedy poczujecie się już pewniej, możecie sięgnąć po oryginalną literaturę zagraniczną. Niestety, takie pozycje bywają drogie, jednak często można trafić coś ciekawego za złotówkę, w ciuchlandach. A jeśli nie przeszkadza Wam czytanie z ekranu monitora, lub posiadacie czytnik e-booków to świat stoi przed Wami otworem. I tu znów z pomocą przychodzi nam internet, bo to właśnie tam możecie znaleźć całe mnóstwo niedrogich, bądź zupełnie darmowych książek w formie elektronicznej.
Muszę Was jednak przestrzec, abyście nie rzucali się na głęboką wodę, bo prędzej się do czytania w języku zrazicie niż je na dobre zaczniecie. Warto zajrzeć w otchłanie internetów (tak, znów) i poszukać czegoś, co odpowiada Waszemu poziomowi językowemu. A uwierzcie mi, każdy znajdzie jakąś literaturę dla siebie.


Filmy, filmiki, seriale
Jeśli oglądacie filmy lub seriale w języku, którego chcecie się uczyć to zrezygnujcie z wersji z lektorem i wybierzcie tę z napisami. Na początek najlepiej sprawdzą się te po polsku, jednak z czasem, kiedy już poczujecie, że rozumiecie co-nieco, warto pokusić się o transkrypcję w języku docelowym. A jak już zupełnie stwierdzicie, że jesteście w stanie zrozumieć wszystko ze słuchu to nie będziecie potrzebowali żadnych.
Od jakiegoś czasu również YouTube daje możliwość wyświetlania napisów, także nawet tam możecie uczyć się języków, chociażby oglądając filmiki instruktażowe czy gameplaye.
Przyznam Wam szczerze, że to właśnie tej metodzie zawdzięczam fakt, że udało mi się przetrwać do liceum, w którym z poziomu bardzo lichego podstawowego zostałam rzucona od razu na rozszerzenie.
Oglądanie filmów i seriali nie tylko wzbogaca nasze słownictwo, ale uczy nas struktur gramatycznych, zupełnie bez naszej wiedzy, na poziomie podświadomości. Poza tym, najczęściej język używany w tego typu produkcjach jest tym, którego używa się na co dzień, więc dzięki ekranizacjom nauczycie się zwrotów, których nie usłyszycie w szkole.
Co do napisów, to możecie się pokusić o inne kombinacje, np. zagraniczne do polskich produkcji lub hiszpańskie do angielskiej, czy rosyjskie do niemieckie. Wystarczy, że dobrze będziecie znali jeden z tych języków.


Moc muzyki
O tym, że muzyka może zdziałać cuda w różnych dziedzinach to zapewne wiecie. Nie inaczej jest z nauką języków. Oczywiście, idealnym sposobem byłoby wykorzystanie utworów, których słuchacie na co dzień, dzięki temu znacznie łatwiej będzie Wam opanować ich słownictwo. Nie polecam jednak sprawdzania całości tekstu (mam tu na myśli jego tłumaczenie) w internecie, znacznie lepsze jest próbowanie zrozumienia go na podstawie naszej dotychczasowej wiedzy i wyszukaniu jedynie znaczenia pojedynczych pojęć.
Pamiętajcie, że utwory muzyczne to skarbnica potocznych wyrażeń, ale także powiedzeń, przysłów i związków frazeologicznych. Dzięki piosence, która wpada w ucho zdecydowanie łatwiej będzie Wam je zapamiętać i zrozumieć.
Zdaję sobie sprawę z tego, że ta metoda jest banalna i pewnie pomyśleliście, że to nic odkrywczego, jednak jest to jedna ze skuteczniejszych form pracy, więc warto o niej wspomnieć. Ale, żeby dać Wam trochę inne spojrzenie na muzykę w języku obcym, chciałabym zaproponować coś, czego nie spotykam zbyt często w podobnych poradnikach, a mianowicie poznawanie innych wersji disneyowskich piosenek. Ten sposób pokochają z pewnością fani filmów animowanych lub po prostu Ci, którzy lubią ich ścieżki dźwiękowe. Czy wiecie, jak brzmi słynne Mam tę Moc z Krainy Lodu po hiszpańsku, niemiecku, włosku, czy nawet angielsku? Albo jak Moana (Vaiana) śpiewa Pół Kroku Stąd w języku francuskim, japońskim lub arabskim? Czas to sprawdzić! A uwierzcie, inne wersje wpadają w ucho równie szybko jak te najbardziej popularne.


Lepsza strona YouTube
O tym portalu wspominałam już kilka razy w tym poście, ale nic nie poradzę na to (i nawet nie chcę), że ta platforma idealnie sprawdza się przy nauce języków obcych. Znajdziecie tam całe mnóstwo kanałów, które są stworzone stricte dla osób uczących się języków. To prawda, trzeba trochę poszperać, żeby wybrać te, które najbardziej nam odpowiadają, jednak jak już to zrobimy to jest z górki. Taka forma nauki gwarantuje, że będziecie regularnie mieć darmowe lekcje, podane w bardziej przystępny sposób.
To, czy wybierzecie lektora polskiego czy zagranicznego, zależy wyłącznie od Waszych preferencji i poziomu.
Żeby nie być gołosłowną postanowiłam dać Wam trzy przykłady takich kanałów, jednak są to jedynie te, z których korzystam, więc dotyczą angielskiego (2) i niemieckiego (1).

Uczę angielskiego od 70 lat, a mam 90, tylko tak świetnie się trzymam. Poza tym tweetuję i instagramuję - wszędzie jako @wittamina. Łatwiej powiedzieć, czego nie robię. O, już wiem! Nie hejtuję i nie palę papierosów. Polecam ten styl życia. Napisałam książkę do angielskiej gramatyki, bo zawsze takiej szukałam i nigdzie nie udało mi się znaleźć, więc stworzyłam ją sama.
Podejrzewam, że część z Was już zna Arlenę Witt, która prowadzi kanał Po Cudzemu. Po samej nazwie możecie wywnioskować, że tutaj mamy do czynienia o mówieniu o angielskim, ale w języku polskim. Zachęcam do zasubskrybowania kanału, szczególnie osoby na poziomie A1-B1, choć czasami nawet ja znajdę tam coś dla siebie. Autorka dużą uwagę przywiązuje do wymowy, więc jeśli macie z nią problemy, to śmiało, z pewnością Wam pomoże.

Mów więcej. Komunikuj się lepiej. Ucz się angielskiego w wesoły sposób.
tłum. z oryg.
A teraz dla odmiany kanał w języku angielskim. Prowadzący to niezwykle zabawny mężczyzna, ze świetnym poczuciem humoru. Jego filmiki to nie jedynie wykłady, ale również obrazowanie omawianych kwestii w prawdziwie komiczny sposób. Taka forma z pewnością sprawi, że przyswajanie informacji będzie łatwiejsze i przyjemniejsze. W większości jego produkcji dostajecie możliwość włączenia napisów, także zrozumienie może okazać się łatwiejsze. Ogromnym plusem tego kanału jest to, że Papa Teach Me jest native speakerem, czyli angielski to jego język ojczysty, tak więc udziela mnóstwo wskazówek na temat tego, jakich wyrażeń rzeczywiście używa się na co dzień.

Witam na moim kanale. Nazywam się Michaela Fröhlich, jestem nauczycielką języka niemieckiego (niemiecki jako język obcy) i mam nadzieję, że moje filmy wspomogą cię w nauce języka niemieckiego. Udanej zabawy i rozwoju!
tłum. z oryg.
No i pierwsza propozycja dla uczących się niemieckiego. Kanał prowadzi Michaela, która jest nauczycielką tego języka jako obcego. Po imieniu autorki nie trudno wywnioskować, że filmy są po niemiecku. Znajdziecie tam treści dotyczące słownictwa, wymowy i gramatyki. Każdy znajdzie tutaj dla siebie i wybierze materiały dostosowane do swojego poziomu. Trzeba jednak pamiętać, że musicie posiadać przynajmniej podstawową znajomość języka, tak aby zrozumieć o czym Michaela mówi.


Książki
Pomyślicie zapewne, że przecież już o czytaniu pisałam. Po co więc powtarzać temat książek? Ano, z tego względu, że nie mówię tu o typowej literaturze, a bardziej o specjalistycznej. Możecie tutaj wrzucić również podręczniki i repetytoria, ale ja osobiście bardzo rzadko z nich korzystam. Najlepiej sprawdzają się zbiory, które skupiają się na jednym aspekcie językowym.


Idiomy Języka Angielskiego
Każdy rodzimy użytkownik języka używa ich codziennie, spotykamy je we wszystkich anglojęzycznych gazetach i książkach: idiomatyczne zwroty językowe, zwane po angielski "smiles" [...] Mamy nadzieję, że książka ta pozwoli państwu udoskonalić swą znajomość języka angielskiego, a także dostarczy świetnej rozrywki. Miłej lektury!
Autor: Daphne M. Gulland
Przekład i adaptacja: Krzysztof Hejwowski
Liczba stron: 142
Cena: ok. 8 zł
Wydawnictwo: Buchmann
Jest to pozycja dla osób, które interesuje znajomość angielskiego na poziomie wyższym niż przeciętny. Idiomy nie są niezbędne do płynnego posługiwania się językiem, ale sprawiają, że brzmimy znacznie naturalniej. Sama książka jest bardzo dobrze skonstruowana. Zawiera zbiór wyrażeń, które pogrupowane są na kategorie, np. kolory, pogoda, czas, zwierzęta. Oprócz suchej teorii i tłumaczenia dostajemy również przykłady użycia danych idiomów, co niezwykle ułatwia ich zrozumienie i zapamiętanie. Ja jednak chciałabym też zwrócić uwagę na ilustracje, które w tej pozycji znajdziecie. Nawiązują one do naszych wyrażeń i obrazują je w zabawny sposób. Metoda wizualizacji jest szeroko stosowana i przynosi bardzo dobre efekty, także grafiki w Idiomach Języka Angielskiego, mogą Was zainspirować do tworzenia podobnego (choćby nawet w wyobraźni, jeśli nie macie najlepszych umiejętności plastycznych) obrazowania słów i wyrażeń.


Grama To Nie Drama
Skąd mam wiedzieć którego czasu użyć? Kiedy stosuje się a, an i the? Czym różni się must od have to? Po co są phrasal verbs i jak się ich nauczyć?
Jeśli nie znasz odpowiedzi na te pytania, to bardzo dobrze, bo to znaczy, że książka Ci się przyda.
Autor: Arlena Witt
Liczba stron: 260 i 287
Cena: ok. 99 zł
Wydawnictwo: Altenberg
No i po raz kolejny pojawia nam się ta postać. Książka to została stworzona właśnie przez tę youtuberkę z myślą o osobach, które mają problemy z gramatyką angielską. Choć uważam, że nie jest ona najważniejsza to nie będziemy się oszukiwali, że bez jej znajomości możemy sobie doskonale poradzić. Często użycie nieprawidłowej konstrukcji językowej zupełnie zaburza proces komunikacji. Chcemy powiedzieć jedno, a wychodzi coś zupełnie innego. Dlatego nie warto zupełnie lekceważyć gramatyki i zrzucać jej na poboczny tor. Książki pani Arleny (bo części są dwie) zawierają szczegółową teorię, wytłumaczoną w bardzo przystępny sposób, językiem, który będzie zrozumiały dla młodzieży. Dodatkowo, autorka przygotowała całe mnóstwo ćwiczeń, dzięki którym możemy sprawdzić, czy opanowaliśmy dany materiał. Nie zabraknie też cytatów z filmów, książek i seriali, które będą dane struktury obrazowały - kolejny dobry sposób na uczenie się. Każdy omawiany przez panią Witt temat opatrzony został odpowiednią liczbą gwiazdek, które wskazują nam na trudność poznawanych treści. Dzięki temu możecie skupić się wyłącznie na tych działach, które odpowiadają Waszemu poziomowi.


Książka [...] jest przeznaczona dla uczniów szkół średnich, a zwłaszcza dla osób przygotowujących się do matury. Ale nie tylko. Na pewno przyda się wszystkim, którym gramatyka języka angielskiego sprawia trudności. [...] Jeślimasz - na przykład - wątpliwości, kiedy powiedzieć "take off", a kiedy "take on", koniecznie zajrzyj do tej książki.
Autor: Jeremy Harrison
Przekład: Olszyna Hryczuk
Liczba stron: 118
Cena: 19,90 zł
Wydawnictwo: Wydawnictwo RM
Ta pozycja dotyczy tematyki, która jest zmorą chyba każdego uczącego się języka angielskiego, niezależnie od jego poziomu. Pamiętam, że mnie, tzw. frejzale, spędzały sen z powiek. Z pomocą przychodzą nam właśnie takie zbiory. Całość podzielona jest na części, zgodnie z przyimkiem (wyrażenia z up, down, on, in itd.). Każdy z nich zaczyna się ogólnym wyjaśnieniem zastosowania przyimka, które pomoże nam w zrozumieniu poszczególnych idiomów. Oprócz tego dostajemy konkretne wyrażenia, wraz z ich tłumaczeniem, oraz przykładem użycia. I tutaj również twórcy postarali się o zamieszczenie ilustracji obrazujących wybrane idiomy. Ponadto, na końcu każdego działu znajdziemy ćwiczenia. A kiedy już przebrniemy przez cały materiał to możemy zrobić jeszcze powtórzenie. Tam, zebrano wszystkie przedstawiane zagadnienia. Jednak wciąż podzielone są one na poszczególne przyimki. Dla początkujących i średniozaawansowanych z pewnością będzie to spore ułatwienie, jednak uważam, że dobrze byłoby jeszcze zamieścić choć jedno ćwiczenie z mieszanymi idiomami, tak aby i bardziej zaawansowane osoby mogły z niego skorzystać. Jednak nie będę narzekała, bo jednak jest to pozycja przeznaczona głównie dla uczniów szkół średnich.


Co sądzicie o tym poradniku? Uważacie, że moje rady są przydatne? Wykorzystujecie je w nauce języków? Które najlepiej sprawdzają się u Was? Jakie jeszcze wskazówki powinny się tutaj znaleźć? Jakich języków się uczycie?

~ wredna
Czytaj więcej

MOJE ZESTAWIENIE TOP 5 HORRORÓW
Filmowy przegląd kulturowy

36 komentarzy:
O tym, że jestem maniaczką kina to już zapewne wiecie. Na blogu pojawiło się już kilka zestawień w tej kategorii. Czego nie wiecie (chyba) to to, że moim ulubionym gatunkiem filmowym są horrory. Dzisiaj postawiłam sobie niełatwe zadanie wybranie moich pięciu ulubionych produkcji. A czemu niełatwe? Ano dlatego, że w dzisiejszych czasach ciężko o dobrą, klimatyczną ekranizację. Poza tym, ciężko je mierzyć tą samą miarą. W każdym razie postaram się.
Jeśli macie więcej niż lat 16 to najprawdopodobniej nie znajdziecie tutaj niczego, co Was przerazi, ale z pewnością udzieli Wam się tajemniczy klimat i wciągnie intrygująca fabuła.
Mimo tego, iż uważam, że dzisiejsze thrillery nie są już tak przerażające jak kiedyś to postaram się wybrać dla Was crème de la crème, czyli top 5 horrorów.


1408 (2007)
Adaptacja opowiadania Stephena Kinga. Mike Enslin, autor książek o zjawiskach paranormalnych, próbuje podważyć mit pokoju nr 1408.
Tytuł oryginalny: 1408
Czas trwania: 2 godz. 52 min.
Produkcja: USA
Reżyseria: Mikael Håfström
Teraz dla odmiany coś straszniejszego. Ten horror po raz pierwszy oglądałam wiele lat temu, jeszcze za dzieciaka. Pamiętam, że niezwykle mnie wtedy przerażał. Teraz pewnie aż takiego wrażenia już by na mnie nie zrobił, ale do tej pory doceniam pomysł i jego realizację. 
Myślę, że spodoba się osobom, które lubią zjawiska paranormalne. Trzeba przy tym filmie otworzyć trochę umysł, ale do "psychodelii" mu jeszcze daleko.
Stworzona atmosfera jest pełna napięcia. Główny bohater dosyć mocno stąpający po ziemi i z przejawami myślenia logicznego, co w tego typu produkcjach nie zdarza się zbyt często. Zazwyczaj mam też problemy z odczuwaniem empatii wobec postaci. Jednak w 1408 gra aktorska jest na tak wysokim poziomie, że niemal czuję, jakbym była tuż obok Mike'a Enslina. 
No, ale z drugiej strony, jest to adaptacja książki Kinga, a to już zobowiązuje ;)
Moja ocena: 4+/5
"Pokoje hotelowe z natury są strasznymi miejscami. Nie sądzisz? Ile osób spało w tym łóżku przed tobą? Ile z nich było chorych? Ilu z nich straciło rozum? Ile z nich umarło?"

* * *

Silent Hill (2006)
Rose zabiera swoją 12-letnią córkę do tajemniczego miasteczka Silent Hill, którego nazwę od jakiegoś czasu dziewczynka wykrzykuje podczas snu. 
Tytuł oryginalny: Silent Hill
Czas trwania: 2 godz. 5 min.
Produkcja: USA, Francja, Japonia, Kanada
Reżyseria: Christophe Gans
Film nie najnowszy i jeden z klasyków gatunku. Ja przymierzałam się do niego dosyć długo. Przyznam, że wolę nowsze produkcje, choć Silent Hill potwierdza, że jednak to właśnie te starsze są lepsze. Nie określiłabym tego jako horroru przerażającego. Ale z pewnością ma w sobie coś co przyciąga. Pewien element zagadki i bardzo klimatyczne sceny i ujęcia. 
Możliwe, że część z Was nie zgodzi się ze mną i uzna, że taki film w tym zestawieniu znaleźć się nie powinien. Jednak uważam, że czasami warto przymknąć oko na nie do końca mrożące krew w żyłach sceny i docenić ogólny kunszt produkcji.
Moja ocena: 4+/5

"Kiedy cierpisz i boisz się tak długo.Twój ból i strach,zmieniają się w nienawiść. A nienawiść zaczyna zmieniać świat.''

* * *

Jestem Legendą (2007)
Tajemniczy wirus wymordował lub zamienił w krwiożercze bestie prawie całą ludzkość. Samotny naukowiec Robert Neville poszukuje szczepionki, by odwrócić mutację.
Tytuł oryginalny: I am Legend
Czas trwania: 1 godz. 41 min.
Produkcja: USA, Australia
Reżyseria: Francis Lawrence
Ta pozycja to must watch dla wszystkich fanów Zombie, choć tutaj mamy ten motyw podany w trochę innym wydaniu. Ja swego czasu uwielbiałam tę tematykę. Teraz raczej jej unikam, ale wciąż przyznaję, że Jestem Legendą to bardzo dobry film. Bo poza głównym tematem mamy tutaj fenomenalną grę aktorską Willa Smitha. Myślę, że to głównie dzięki niej cała produkcja jest utrzymana na tak wysokim poziomie. Ale nie można jej odmówić również innych uroków. 
Wiele recenzji zarzuca tej produkcji brak fabuły, jednak moim zdaniem, jest to efekt zamierzony, który pokazuje samotność, szarą codzienność głównego bohatera, który za jedynego kompana ma swego psiaka. 
Moja ocena: 4+/5
"[...] ludzie którzy próbują uczynić ten świat gorszym nie biorą sobie wolnego dnia. Jakże ja mógłbym?"

* * *

Jeździec bez głowy (1999)
Nowojorski policjant przybywa do małej osady, by rozwiązać sprawę tajemniczych morderstw dokonywanych rzekomo przez jeźdźca bez głowy.
Tytuł oryginalny: Sleepy Hollow
Czas trwania: 1 godz. 45 min.
Produkcja: USA, Niemcy
Reżyseria: Tim Burton
No cóż. Mam słabość zarówno do Johnny'ego Deppa, jak i Tima Burtona, a szczególnie, kiedy tworzą coś razem. Także nie mogłam nie obejrzeć tej produkcji, szczególnie, że dodatkowo jest to horror. W tym przypadku klimat, który został stworzony przewyższa chyba wszystkie powyższe. Ponadto, mamy tutaj element zagadki, co jak wiecie uwielbiam. Kiedy tak na to spojrzeć, to to nie mogło się inaczej skończyć. Jedynym minusem mogą być kiepskawe efekty specjalne, dlatego młodszym osobom może się nie spodobać. Ja jednak jestem starej daty i pamiętam, kiedy tak właśnie one wyglądały, więc mnie nie rażą, szczególnie, że zdaję sobie sprawę z tego, że jest to produkcja z ubiegłego stulecia.
Moja ocena: 4+/5
"Nikczemność nosi różne maski. Najgroźniejszą z nich jest cnota."

* * *

Sierociniec (2007)
Laura z mężem i adoptowanym synem wprowadza się do pustego sierocińca. Ich dziecko zaczyna bawić się z niewidzialnymi kolegami.
Tytuł oryginalny: El Orfanato
Czas trwania: 1 godz. 45 min.
Produkcja: Hiszpania, Meksyk
Reżyseria: J.A. Bayona
Uważam, że hiszpańskie horrory należą do najlepszych. Sierociniec nie jest tutaj wyjątkiem. Jeśli lubicie napiętą atmosferę i tajemniczy klimat to z pewnością spodoba Wam się ta produkcja. Mamy tutaj do czynienia ze zjawiskami paranormalnymi, jednak mamy tutaj też motyw zagadki, a wiecie już, że takie połączenie w thrillerach oglądam. Dodatkowo, Belén Rueda, wcielająca się w główną bohaterkę, tworzy niezwykle realistyczną postać. Dla mnie kolejnym aspektem, który sprawia, że warto obejrzeć ten film jest sam język. W poprzednim poście wspomniałam, że hiszpański mnie fascynuje i uczę się go na własną rękę.
Moja ocena: 4/5
"Pewnego razu, był sobie domek nieopodal plaży, w którym mieszkały zaginione dzieci."

* * *

Co sądzicie o moim zestawieniu? Które z tych produkcji znacie? Jak się Wam podobały? Jakie jeszcze filmy powinny się na mojej liście znaleźć? Zainteresowałam Was jakimś tytułem? Co planujecie w najbliższym czasie obejrzeć?

~ wredna
Czytaj więcej

JAK UCZYĆ (SIĘ) JĘZYKÓW OBCYCH CZ. I
Nauka przez zabawę, nie tylko dla najmłodszych

66 komentarzy:
Jeśli ktoś z Was zajrzał w zakładkę O mnie to zapewne wie, że z wykształcenia (i pasji) jestem językowcem. Dlatego pojawienie się takiego posta było tylko kwestią czasu.
Jak uczyć (się) języków obcych? Pewnie niejednego, tudzież niejedną, z Was nurtuje to pytanie. Także dzisiaj spieszę z odpowiedzią.
Przymierzałam się do niego od dawna, bo chciałam dobrze wszystko przygotować, zaplanować i przemyśleć. Wstępnie miał to być jeden wpis, jednak po dokładniejszym przeanalizowaniu treści, które chcę zawrzeć, postanowiłam podzielić go na dwie części. I tak, dzisiaj zaczniemy od przyjemniejszej, lżejszej i łatwiejszej metody. Najlepiej sprawdza się ona u najmłodszych, ale nie tylko.
A jeśli chcecie więcej to cierpliwie czekajcie na kolejny wpis o nauce języków obcych, a tymczasem zapraszam Was też na mój niedawno utworzony profil na fb dotyczący właśnie tego tematu - Lingwi.


Dlaczego warto uczyć (się) przez zabawę?
Czy ktoś z Was zastanawiał się kiedyś jak uczy się nasz mózg? Dlaczego wkuwanie słówek i zapamiętywanie teorii jest męczące i mało efektywne? Otóż, ten centralny organ łaknie nowej wiedzy, chce tworzyć nowe połączeni i przyswajać informacje. Dlaczego więc proces nauki jest tak trudny? Nasz umysł uwielbia zagadki, tajemnice, wszystko co aktywuje go do działania. Przy monotonnych czynnościach zupełnie nie jest zaabsorbowany i nie kwalifikuje treści jako istotne, a tym samym zapisuje tylko w pamięci krótkotrwałej.
Człowiek uczy się, bo jest ciekawy świata. Ciekawość jest jedną z funkcji mózgu, warunkiem uczenia się i motywacji, a przejawia się na wiele sposobów. Dzieci lubią bawić się, doświadczać, eksperymentować, zadawać pytania. W zabawie i przez zabawę uczą się zachowań społecznych i zdobywają nową wiedzę.
Ewa Borgosz
Dlatego niezwykle ważne jest jego stymulowanie. Wybieranie takich metod, które zaangażują mózg, ale w sposób dla niego ciekawy. Moim zdaniem, w tym celu, najlepiej sprawdzają się gry i zabawy. W internecie znajdziecie mnóstwo blogów, które w całości poświęcone tej tematyce, więc tak naprawdę nie trzeba być nawet kreatywnym, wystarczy wykorzystać skarbnicę Google.


Uniwersalne planszówki
Każdy z Was, z pewnością, ma w swoim domu jakąś grę planszową. Czemu by jej więc nie wykorzystać do nauki języka? Pomyślicie pewnie, że jak, skoro są one w języku polskim. Otóż, udowodnię Wam, że to żadna przeszkoda. Ja opierać się będę na dwóch przeze mnie posiadanych, ale podobne zasady i zmiany w rozgrywce możecie zaadaptować do każdej innej gry. Kolejną zaletą planszówek jest to, że często możemy je wykorzystać do wielu różnych obszarów językowych, zarówno słownictwa, gramatyki, jak i praktycznego użycia języka (np. do ćwiczenia mówienia). Także wystarczy jedna gra, aby powtórzyć niemal wszystko.
Jednak gry sprawdzą się nie tylko do utrwalenia wiadomości, ale także do nauki i przećwiczenia nowych zagadnień. Wystarczy, że w internecie poszukać gotowych kart, pytań czy zadań, które będziecie mogli wykorzystać.

Co ma wielkie oczy? Strach? Wieloryb? Kot ze Shreka?
Rozwiązań jest milion, wszystko zależy od twojej wiedzy, pomysłowości i … refleksu! Dlaczego?
Odpowiadając, kładziesz swoją łapkę na stosie innych. Każda dobra odpowiedź, jakiej udzielisz, przesuwa Cię na górę stosu.
Każda odpowiedź rywala – spycha Cię w dół. Kto będzie na górze w tym huraganie pomysłów?
Sprawdź to na własnej… ŁAPCE!
Zawartość pudełka wersji familijnej: plansza, klepsydra, pionki (6), łapki (6), karty pytań (165), kolorowa kostka losująca, podkładka
Liczba graczy wersji familijnej: 3-6
Zawartość pudełka wersji mini: plansza, klepsydra, pionki (3), łapki (3), karty pytań (55), podkładka
Liczba graczy wersji mini: 3
Wiek graczy: 8+
Cena: 57 zł
Producent: Alexander
Oryginalnie, gra polega na znajdowaniu skojarzeń. Rzucamy kostką, czytamy pytanie z karty oznaczone odpowiednim kolorem i zaczyna się zabawa. Klepsydra wskazuje czas, jaki mamy na podanie jak największej liczby odpowiedzi. Przy każdej poprawnej, nasza łapka ląduje na szczycie stosu. Kiedy piasek w klepsydrze przesypie się zupełnie, runda się kończy, a ten, kto zdołał przykryć swoim narzędziem pozostałych przeciwników wygrywa i przesuwa swój pionek jedno pole w stronę mety.
Jeśli chcemy grę wykorzystać do nauki języka to nie musimy nic modyfikować, wystarczy, że nasze odpowiedzi będą padały w języku docelowym (np. angielskim, niemieckim, hiszpańskim, francuskim itd.) Wspomaga to i ćwiczy zarówno pamięć, jak i umiejętność myślenia w języku obcym. Poza tym może motywować do nauki nowego słownictwa, szczególnie, jeśli nie zrozumiemy naszego przeciwnika.
Jeśli chodzi o sugerowany wiek to myślę, że przy drobnych modyfikacjach możemy go zaniżyć nawet do 5-6 lat. Podobnie rzecz tyczy się liczby graczy, ogranicza nas wyłącznie liczba pionków i łapek, ale myślę, że w dwie osoby spokojnie można w nią zagrać (już to testowałam, śmiechu było co niemiara).


Przezabawna gra rodzinna, sprawdzająca refleks, która podbiła serca setek tysięcy graczy.Myśl, kojarz, rzucaj i pozbądź się Gorącego Ziemniaka zanim się sparzysz!Zacięta rywalizacja, kilkaset nietypowych pytań, uciekający czas i „Ziemniak” którego musisz się pozbyć nim upłynie czas.Pozornie proste pytania na które odpowiedzi nie muszą być oczywiste. Salwy śmiechu i moc dobrej zabawy gwarantowana.Jedyna tak emocjonująca gra planszowa dla całej rodziny.
Zawartość pudełka: plansza, gorący ziemniak, karty pytań (165), pionki (8), bączek
Liczba graczy: 2-8
Wiek: 8+
Cena: 56,50 zł
Producent: Alexander
Ta gra funkcjonuje na podobnych zasadach, jak ta wyższa. Gracze kolejno wybierają po jednym pytaniu z karty, na które, korzystając ze skojarzenie, odpowiadają wszyscy uczestnicy. Przez cały czas podają sobie gorącego ziemniaka. Kiedy zakręcony na początku rundy bączek przestanie się kręcić, osoba trzymająca gorącego ziemniaka przesuwa swój pionek w stronę grilla. Gra kończy się, kiedy tylko jeden gracz pozostanie na planszy poza polem z napisem Spalony.
I tutaj podobnie, możecie wykorzystać grę bez żadnych modyfikacji. Czytać pytanie po polsku (lub, dla bardziej zaawansowanych, tłumaczyć je na język wyjściowy) i udzielać odpowiedni po niemiecku, angielsku, hiszpańsku itp.
Tym razem, jeśli chodzi o liczbę graczy, to ogranicza nas wyłącznie liczba pionków, więc jeśli znajdziecie ich w domu więcej, lub wykorzystacie inne przedmioty, które mogą spełniać ich rolę, to równie dobrze możecie zaangażować większą grupę.
To samo tyczy się ograniczenia wiekowego - z pewnymi modyfikacjami poradzą sobie z nią nawet 5-6 latki.



Interesująca gra dla najmłodszych polegająca na dopasowywaniu. Kolorowa grafika przyciąga uwagę dzieci. Wysokiej jakości, metalowe opakowanie ułatwia transportowanie i przechowywanie gry. Ćwicz koordynację połączenia oko-ręka, zręczność, poszerzaj wiedzę.
Zawartość pudełka: 32 karty
Cena: ok. 31 zł
Przyznam szczerze, że memory to chyba najmniej uniwersalna gra, jednak można ją wykorzystać. Najczęściej pojawia się w pracy z najmłodszymi, ale da się ją zaadaptować i dla starszych. Najlepszą opcją jest stworzenie takich kart samemu, np. z formą czasownika w jednym czasie i tego samego w innym (lub podobne). Ale i takie obrazkowe można wykorzystać ze starszymi.
Przy bardziej zaawansowanym poziomie języka, np. podajemy przysłowie, wyrażenie, lub po prostu zdanie z danym obrazkiem. 



Ja zaprezentuję jedną, bo chyba tylko ją mam. Jednak zręcznościówki mają to do siebie, że są uniwersalne. Ich ogromną zaletą jest to, że aktywują również mięśnie. A połączenie ruchu z przyswajaniem informacji bardzo korzystnie wpływa na ich zapamiętywanie. 
Jeśli chodzi o małpki to zasady są bardzo proste - należy wyrzucić zwierzątko za pomocą wyrzutni tak, aby zaczepiło się o drzewko. Nie jest to łatwe, ale gwarantuje mnóstwo śmiechu.
A jak wykorzystać to przy nauce języka? Stosując rywalizację. Robimy zadanie (czy to z karty, czy z książki, czy wymyślone na poczekaniu) i za poprawną odpowiedź uzyskujemy jedną próbę wyrzutu małpki. Gracze robią to kolejno i wygrywa osoba, której kolor w większej części zdobi drzewko.
Na tej zasadzie możecie wykorzystać każdą grę zręcznościową.


Jak modyfikować gry?
Jest całe mnóstwo sposobów i nie chciałabym Was w nich ograniczać. Mogę jedynie wskazać kierunek, w którym warto iść, ale wszystko co się u Was sprawdza jest dobrą zmianą.
Najprostszym sposobem jest adaptacja kart z pytaniami, zagadnieniami i zadaniami do naszych potrzeb. Można pokusić się o ich przetłumaczenie, ale można równie dobrze zupełnie je zmienić, w zależności od tego, co aktualnie chcemy przećwiczyć. Mogą to być obrazki, które trzeba nazwać (np. dla dzieci, które dopiero zaczynają przygodę z językiem), lub opisać (dla starszych). Mogą być zdania do tłumaczenia, zadania z lukami, rozsypanki wyrazowe, pytania do ćwiczenia mówienia itd. Jedną możliwością jest stworzenie takich kart (w Wordzie lub jakimś programie graficznym) lub znalezienie darmowych w internecie (wierzcie mi, jest ich tam całe mnóstwo). Jeśli nie macie czasu na wcześniejsze przygotowanie kart to wystarczy zwykła kserówka, podręcznik czy ćwiczenia. Wybieramy zadanie, które będziemy rozwiązywać i na zmianę wykonujemy po jednym przykładzie.


Jak wykorzystywać elementy gier
Chociaż zaadaptowanie całej gry wydaje się dobrym pomysłem, to z doświadczenia wiem, że zazwyczaj znacznie lepiej sprawdza się wykorzystanie jedynie kilku elementów. Pozwala nam to w znacznie bardziej swobodny sposób dopasować ją do naszych potrzeb.
Kolorowa kostka z gry Moje na Górze może być wykorzystana do powtórki rodzajników z języka niemieckiego (niebieski - der, zielony - das, czerwony - die). I tu znów jest mnóstwo możliwości - odmiana przymiotnika, podawanie rzeczowników w odpowiednim rodzaju, odmiana rodzajnika itd. Na podobnej zasadzie możemy stworzyć legendę do kolorów. Np. zielony - warzywa, czerwony - owoce, niebieski - drzewa; i po wyrzuceniu danego oczka należy wymienić jak najwięcej wyrazów z tej kategorii.
Łapki też z pewnością zawitają na moich zajęciach. Sprawdzą się w zabawie, która polega na uderzeniu odpowiedniego słówka/zdania/wyrażenia (itd.), zanim zrobi to Twój przeciwnik. Plusem tej gry jest to, że nie potrzebujecie wcześniejszego przygotowania.
Ach, klepsydra. Tutaj chyba nie muszę nic więcej pisać. Jakiego smaczku dodaje świadomość, że piasek nieubłaganie się przesypuje. Niby można skorzystać ze stopera czy minutnika, ale wiem, że takie manualne odwracanie klepsydry sprawia wielką radochę.
Z gry gorący ziemniak, z pewnością, przyda się bączek (na tej samej zasadzie co klepsydra) i samo grillowane warzywo. Tutaj znowu moglibyśmy wykorzystać każdy inny przedmiot, ale im coś jest dziwniejsze i zabawniejsze tym lepiej.
Plansze - je też można wykorzystać solo i stworzyć zupełnie nowe zasady. Wystarczy na każde pole położyć kółeczko o odpowiednim kolorze, do którego stworzymy legendę (np. zielone - pokaż, niebieskie - powiedz, czerwone - narysuj, żółte - popraw itd.) Znów, możliwości jest mnóstwo. Ogranicza nas jedynie nasza własna wyobraźnia, choć i to można przeskoczyć, bo, znów się powtórzę), w internecie znajdziecie mnóstwo inspiracji.


Co sądzicie o tym poradniku? Uważacie, że moje rady są przydatne? Wykorzystujecie gry w nauce języków? Jakie jeszcze wskazówki powinny się tutaj znaleźć? Chcecie przeczytać drugą część posta? Jakich języków się uczycie?

~ wredna
Czytaj więcej