ZESTAW PĘDZLI DLA POCZĄTKUJĄCYCH
Co musisz mieć, a bez czego spokojnie sobie poradzisz

45 komentarzy:
Pamiętam czasy, kiedy zaczynałam z makijażem. Zaczęłam oglądać tutoriale na YouTube i zapragnęłam mieć te wszystkie pędzle, których dziewczyny w filmach używały. Oczywiście, nie miałam wtedy jeszcze zielonego pojęcia o zastosowaniu puchaczy i myślałam, że każda sztuka ma ściśle określoną funkcję, np. skośny pędzelek tylko do kreski. Jak można się domyślić, kiedy zaczęłam kompletować swój pierwszy zestaw, sięgałam po zupełnie zbędne modele. Teraz mogę z nich zrobić użytek, ale wcześniej znacznie bardziej sprawdziłyby mi się inne.
Wspominając te zmagania postanowiłam stworzyć post dla wszystkich, którzy podzielają ten problem. Oczywiście jest to mój punkt widzenia, moje zdanie wypracowane na własnych doświadczeniach. Mam jednak nadzieję, że wpis ten będzie przydatny.


Okay. Zacznijmy od tego, że każdy pędzel może mieć więcej niż jedno zastosowanie. Jeżeli jakiś nietypowy kształt sprawdza Ci się w konkretnym celu to śmiało go w ten sposób używaj. Niektóre puchacze mają wskazówkę w postaci nazwy typu: "pędzel do blendowania". Oczywiście, jest to pomocne, jednak nie można się zawężać jedynie do tej jego właściwości. Jeśli Tobie dobrze służy do pudrowania okolicy pod oczami to nic nie stoi na przeszkodzie, aby w ten sposób ten pędzel wykorzystać.
Jeżeli jesteście początkujący to radziłabym ograniczać liczbę puchaczy. Kiedy poczujecie potrzebę to w każdym momencie będziecie mogli swoją kolekcję poszerzyć. Warto również skupić się na tych modelach, które będą uniwersalne i tym samym uchronią Was przed wydaniem majątku na swój pierwszy zestaw.


1. Uniwersalny pędzel do twarzy
Na początku jeden Wam wystarczy. Podkład możecie z łatwością zaaplikować dłońmi, bądź gąbeczką. Resztę pudrowych kosmetyków - puder, róż, rozświetlacz i bronzer, nałożycie z pomocą tego pędzla.
Jaki kształt wybrać? Polecałabym coś niezbyt dużego, tak aby nie nabawić się nadmiaru produktów. Dobrze sprawdzą się skośnie ścięte puchacze, te stworzone typowo do różu i bronzera. Uważam jednak, że bez problemu nałożycie nim również rozświetlacz czy puder. Innym, może nawet trochę lepszym wyborem, będą pędzle o włosiu uformowanym w tzw. jajeczko. Idealnie wpasują się w okolicę pod oczami i umożliwią Wam stworzenie precyzyjnego konturowania. Jednak nie ma potrzeby ograniczania się tylko do tych dwóch wyżej opisanych. Jeśli sprawdzi się Wam zwykła, mniejsza wersja, puchacza do pudru to używajcie! Pędzle mają Wam ułatwić aplikację poszczególnych produktów, a nie stworzyć dodatkowy problem ;) Wszystko co Wam odpowiada jest dobrym narzędziem.


2. Pędzel do blendowania cieni
Tutaj radziłabym wybrać dwa. Jeden bardziej puchaty do rozcierania, i drugi mniejszy do aplikowania cieni. I to wszystko, czego będziecie potrzebowali na początek. Gdyby się uprzeć to wystarczyłby jeden, jednak, żeby sobie cały proces tworzenia makijażu oka ułatwić, proponuję dwa rozmiary tego samego pędzla. Na początku poradzicie sobie bez pędzla skośnego, języczkowego czy nawet kuleczki typu pencil brush.
Tym modelem będziecie mogli równie dobrze rozetrzeć korektor, nałożyć róż i rozświetlacz.

Kiedy mamy już zbudowaną tę bazę, a czujemy, że już nam nie wystarcza, to możemy swoją kolekcję rozbudować. Jednak i tutaj warto zachować zdrowy rozsądek.


1. Pędzel do podkładu
Jeśli czujecie, że ani dłonie, ani wszelkiego rodzaju gąbeczki do makijażu, nie lubią się z Waszym podkładem to dobrze będzie spróbować zaaplikować go pędzlem. A jakim? Polecam te mocno zbite. Sprawdzą się zarówno flat-topy, jak i te zaokrąglone. Swego czasu, bardzo popularne były również pędzle-szczotki. Jeśli lubicie takie gadżety to i taki typ może się Wam sprawdzić. Musicie po prostu spróbować i zobaczyć czego najlepiej będzie się Wam używało.

2. Pędzel do pudru
Tutaj zakładamy już, co najmniej, dwa oddzielne pędzle do twarzy. Dobrze sprawdzą się te puchate, które umożliwią Wam omiecenie twarzy produktem. Jeżeli jednak potrzebujecie większego zmatowienia to dobrze będzie sięgnąć po model flat-topu, który wtłoczy kosmetyk w twarz i sprawi, że będzie bardziej długotrwały.

3. Pędzel do różu/bronzera/rozświetlacza
Mamy trzecią opcję do twarzy. Co polecam? Wszystko, o czym pisałam już wcześniej - ukośnie ścięte puchacze i jajeczka. Do rozświetlacza sprawdzi się też pędzelek do blendowania. Dzięki niemu zaaplikujecie produkt w bardziej skoncentrowany sposób.


4. Pędzel języczkowy
Ja osobiście po ten konkretny kształt nie sięgam zbyt często, ale dobrze sprawdza się on do nakładania pigmentów, brokatów i cieni foliowych. Ten model pędzla najlepiej wykorzysta ich potencjach. Warto używać takiego pędzla na mokro, sprawi to, że pigmentacja Waszego kosmetyku będzie jeszcze lepsza. Sprawdzi się on również pod łuk brwiowy.

5. Pędzel kuleczka typu pencil brush
Jeden z moich ulubionych modeli. Idealny do dolnej powieki, rozświetlania wewnętrznego kącika i drobnych elementów. Ja lubię go również używać do delikatnego pogłębiania zewnętrznego kącika. Czerni nigdy nie aplikuję większym pędzlem, bo jak wiadomo z tym kolorem trzeba uważać :)

6. Skośny pędzelek
Jak już wcześniej pisałam, poradzicie sobie i bez niego, bo możecie sięgnąć po eyeliner w pisaku, bądź pędzelku, i kredkę do brwi. Jeżeli jednak lubicie używać produktów w słoiczkach (eyeliner w żelu i pomada do brwi) to ten model jest Waszym must have.


Takie są moje propozycje. Jakie są Wasze rady? Piszcie, chętnie poczytam i jakoś się do nich odniosę. A myślę, że skorzystają z nich również inni czytelnicy ;)
Nie pozostaje mi więc nic, jak tylko przypomnieć, żebyście mieli otwarty umysł i wykorzystywali pędzle w mniej konwencjonalne sposoby ;) Pamiętajcie, nie ma złego sposobu wykorzystania pędzla ;) One są jedynie narzędziami, które mają nam ułatwić proces tworzenia ;)
Także idźcie i kompletujcie swoje zestawy! ;)

pędzle  |  bluzka: 1, 2

Co sądzicie o moich wyborach? Jakie są Wasze przemyślenia na temat kompletowania pędzli? Jak wspominacie swoje początki? Nadal zbieracie swoją kolekcję? A może jest już ona tak obszerna, że zawiera każdy możliwy kształt pędzla?

~ wredna
Czytaj więcej

PORA WYRZUCIĆ ŚMIECI #8
Projekt Denko, czyli zużycia ostatnich miesięcy

55 komentarzy:
Minęły dwa miesiące od poprzedniego postu ze zużyciami, więc czas najwyższy znów przyjrzeć się temu, co pojawiło się w mojej torebeczce z pustymi opakowaniami.
Dziś będzie trochę stałych bywalców, ale zobaczycie też produkty, które udało mi się zdenkować po raz pierwszy. Jednak mam wrażenie, że w ostatnich miesiącach nie zużyłam zbyt dużo kosmetyków, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że wykończenie tych opakowań zajęło mi dwa miesiące. Miałam się jeszcze wstrzymać z napisaniem tego posta, bo kilka produktów, których aktualnie używam już sięga dna, ale torebka, w której trzymam wykończone produkty, zaczęła robić się pełna i ciężka.


Nivea, Volume Diamond Care
Ten szampon już chyba dobrze znacie, bo na moim blogu pojawił się już kilka razy. Pisałam, że wolę standardową wersję Volume tego produktu, ale ostatnio moje włosy bardzo polubiły się właśnie z tą linią. Moje kłaczki nie lubią zmiany kosmetyków do oczyszczania, więc jeżeli coś nie powoduje u mnie łupieżu, a przy tym dobrze oczyszcza i nie obciąża, ani nie przesusza skóry głowy, to się tego trzymam ;)


BeBeauty, Hydrate Nawilżający Krem do Rąk
Ten kosmetyk też już się u mnie przewijał. Pokazywałam go Wam w różnych wersjach. Teraz rzadko po niego sięgam, ale z racji tego, że w domu jest zawsze to w awaryjnych sytuacjach po niego sięgam. Taki średniaczek. Całkiem przyjemny, tani i nie pozostawia lepkiej warstwy. Tak jak pisałam, nic co wywoła efekt wow, ale kiedy szybko potrzebujecie dawki nawilżenia, a nic innego nie macie pod ręką to śmiało chwytajcie za BeBeauty ;)


Joanna, Naturia Żel do Higieny Intymnej
Mam nadzieję, że nikt z Was się nie oburzy, że pokazuję tu takie produkty. Ale jak to się mówi - "[...] nic co ludzkie nie jest mi obce" ;)
Całkiem przyjemny produkt. Spełniał swoje zadanie i całkiem przyjemnie pachniał. Oczywiście adekwatnie do swojego przeznaczenia ;) Szczerze Wam powiem, że niewiele mam do powiedzenia na temat tego produktu ;) Tani, łatwo dostępny, przyjemny.


Batiste, Tropical Suchy Szampon
Znów Batiste i znów wersja tropikalna (czyt. kokosowa :D). Nie wyobrażam sobie nie mieć go na półce w łazience. Co do wariantów zapachowych to czasami sięgam po inne, ale kiedy nie wiem na którą się zdecydować to wybór zawsze pada na właśnie tę.
Ten kosmetyk chyba nie potrzebuje przedstawiania. Fajnie odświeża włosy i nadaje im piękny zapach. Na moich jasnych włosach sprawdzają się wszystkie wersje, ale spokojnie, Batiste ma też w swojej ofercie opcję dla ciemnowłosych. A jeżeli chodzi o cenę to warto polować na promocje, bo wtedy można go ustrzelić za nieduże pieniądze.


GorVita, Żel Aloesowy
Żel aloesowy to nieodłączny element mojej pielęgnacji. Po prostu nie wyobrażam już sobie funkcjonowania bez tego kosmetyku. I Wy też o tym wiecie, bo nie raz o tym pisałam. Nie wiem czy ta konkretna wersja żelu aloesowego się u mnie pojawiła, bo po tę sięgam rzadziej. Dlaczego? Jest zwyczajnie nieco droższa. A ja nie lubię przepłacać :D
A dla tych, którzy jeszcze nie zaznali dobroci tego cudeńka to tylko napomknę pokrótce, że jest to kosmetyk wielozadaniowy, sprawdzi się jako serum pod krem na noc, bazę pod makijaż, wcierka lub maska do włosów, czy baza pod krem do rąk lub stóp. Może też okazać się ratunkiem na poparzenia i podrażnienia ;)


Eveline, Mega Size Lashes
Jestem wierna tuszom do rzęs tej marki. Kiedyś zrobiłam wyjątek, bardzo tego pożałowałam i z podkulonym ogonem wróciłam do mojego ukochanego Eveline. Jeżeli chodzi o wersje to wybieram różne, ale zazwyczaj zaopatrzam się w zapasy na promocjach, więc biorę to co zostanie po nalocie innych pań :D Mega Size Lashes miałam po raz drugi i znów bardzo się z nim polubiłam ;) Ładnie rozczesuje, wydłuża i delikatnie pogrubia rzęsy. A dodatkowo ma intensywnie czarny kolor. Lubię też w nich to, że nie zasychają zbyt szybko, jak to jest w przypadku (również lubianej przeze mnie) żółtej maskary z Lovely.


Alterra, Rumiankowa Pomadka Ochronna
Kiedyś sięgałam jedynie po masełka z Nivea, ale zaczęła przeszkadzać mi ich forma. Stwierdziłam, że czas wrócić do tradycyjnych pomadek nawilżających w sztyfcie. I tak wybór padł na taniutki kosmetyk od Alterra. Czytałam jakieś dobre opinie na jej temat i stwierdziłam, że wezmę od razu dwie. I jak dobrze się stało! Skończyła mi się jedna i teraz mogę spokojnie otworzyć drugą zamiast lecieć do Rossmanna po to cudeńko ;) Bardzo dobrze nawilża, nie uczula, no i kosztuje grosze ;) Jak na razie mój nr 1 w kategorii pielęgnacji ust ;)


Bispol, Świeca Zapachowa w Szkle
Jej, powiem Wam, że właśnie doznałam szoku. Nie miałam zielonego pojęcia, że ta świeczuszka została wyprodukowana przez Bispol :D Kupiłam ją kiedyś w Biedronce za grosze, ale rzadko paliłam, więc stała u mnie bardzo długo. Zapach na początku mi się podobał, ale później zaczął robić się męczący. Na szczęście nie był bardzo intensywny i szybko się ulatniał. Mam wrażenie, że te nowsze produkty tej marki są znacznie lepsze jakościowo.
Na plus zasługuje samo szkło, bo wygląda elegancko i z pewnością do czegoś je wykorzystam ;)


Co Wam udało się zużyć w ostatnich miesiącach? Trafiliście na więcej ulubieńców czy bubli? Mieliście któryś z przedstawionych przeze mnie produktów? Co o nich sądzicie? Jakieś rozczarowania? A może któryś ze zużytych przez Was produktów okazał się strzałem w dziesiątkę i Waszym ulubieńcem?

~ wredna
Czytaj więcej

CUDOWNE DZIAŁANIE ALOESU W PIELĘGNACJI
Jak moja twarz, włosy i ciało pokochały Aloe Vera

45 komentarzy:
O tym, że moja miłość do aloesu trwa już od kilku dobrych lat, zapewne wiecie. Nie raz wspominałam o tym składniku na moim blogu. Założę się również, że spora część z Was spotkała się już ze stwierdzeniem, że wydzielina z tejże rośliny ma wiele zastosowań, nie tylko w kosmetyce.
Dziś nie będziemy się skupiali na właściwościach samego aloesu, bo na to potrzebny byłby oddzielny post, a poza tym całkiem sporo przydatnych informacji można znaleźć w Internecie. Nie widzę więc sensu w ich powielaniu.
Za to skupimy się na kosmetykach, w których wykorzystane to cudo zostało. Przedstawię Wam trzy produkty, które bazują właśnie na aloesie.


O marce słów kilka
Equilibra to doskonałej jakości produkty na bazie aloesu, których skuteczność docenili klienci na całym świecie, są one dostępne od kilku lat na polskim rynku. Szeroka gama artykułów zaspokoi różnorodne potrzeby, gdyż znajdują się w niej zarówno kosmetyki aloesowe do twarzy i ciała, szampony do włosów ze składnikami pochodzenia roślinnego a także produkty dermo i naturalne kosmetyki od pierwszego dnia życia dziecka.
W czym tkwi sekret niezwykłych kosmetyków aloesowych od Equilibra?Pozytywne działanie aloesu jest znane i wykorzystywane przez kobiety na całym świecie od lat. Aloes używany do produkcji kosmetyków i suplementów diety ekstraktowany jest ręcznie i na zimno, dzięki czemu nie traci swoich właściwości. Żel aloesowy jest mechanicznie upłynniany, a wewnętrzna tkanka stabilizowana, przez co każda kobieta może korzystać z bogactwa i dobroczynnych właściwości kosmetyków aloesowych.
Dlaczego aloes?Aloes doskonale nawilża i regeneruje skórę, przyspiesza gojenie się ran i sprawia, że włosy nabierają blasku. Kosmetyki z aloesem mogą stosować kobiety w każdym wieku niezależnie od rodzaju cery.


Aloe Face Cream, krem do twarzy z aloesem
Aloesowy krem do twarzy o lekkiej i delikatnej konsystencji. Świetnie się rozprowadza nie pozostawiając na skórze tłustej warstwy. Przeznaczony do regularnego stosowania (rano i/lub wieczorem) na skórze twarzy oraz szyi. Zawiera w swoim składzie aż 40% aloesu oraz inne składniki pochodzenia roślinnego. Krem zapewnia odpowiednie nawilżenie, ma działanie odżywcze, ochronne i kojące. Krem odpowiedni do każdego rodzaju skóry.
Pojemność: 75 ml
Termin ważności: 6 miesięcy od otwarcia
Linia: Aloe

Opakowanie i skład
Krem zamknięty jest w porządnej, plastikowej tubie z zakrętką. Jestem przyzwyczajona do kremów zamkniętych w słoiczkach, ale nie widzę większej różnicy w funkcjonalności opakowania. Jeżeli chodzi o wygląd szaty graficznej to nie mam żadnych zastrzeżeń. Całość wygląda schludnie i przejrzyście. Ale ważniejsze od tego co na zewnątrz jest to, co skrywa się w środku.
INGREDIENTS: Aloe Barbadensis Leaf Juice, Aqua (Water), Glyceryl Stearate SE, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Ethylhexyl Palmitate, Cetearyl Alcohol, Coco-Caprylate, Glycerin, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Tocopheryl Acetate, Lecithin, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Citric Acid, Xanthan Gum, Sodium Polyacrylate, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate, Sodium Dehydroacetate, Sodium Hydroxide, Potassium Sorbate, Methyldihydrojasmonate, Sodium Gluconate.


Konsystencja i zapach
Krem ma dosyć gęstą konsystencję, nie spływa po dłoni, ale do tych zbitych nie należy. Pewnie ze względu na formę opakowania. Ma lekko żółtawe zabarwienie i delikatny aloesowo-cytrusowy zapach. Bardzo ładnie i gładko się rozprowadza, nie stawia oporu ;)
Myślę, że będzie też wydajny, bo niewielka ilość wystarczy, żeby pokryć całą twarz. Nie wiem jak to się dzieje, ale pod wpływem ciepła dłoni, kiedy zaczynamy kosmetyk rozsmarowywać, on jakby zwiększał swoją objętość. 
Szybko i dobrze się wchłania. Nie pozostawia żadnej lepkiej czy tłustej warstwy, a jedynie satynowo-matowe wykończenie. 

Działanie
Producent pisze, że kosmetyk sprawdzi się zarówno na dzień, jak i na noc. Czy jest wystarczająco nawilżający, aby nakładać go przed snem, i czy będzie współgrał z makijażem?
Obawiałam się, że dla mojej cery może być za lekki. Ona lubi mocne nawilżenie, więc wieczorem sięgam po treściwe, cięższe produkty. A fakt, że wchłania się aż do matu przerażał mnie jeszcze bardziej. Myślałam, że rano obudzę się ze ściągniętą skórą. Ale po kolei.
Już od razu po aplikacji twarz jest miękka i gładka, bardzo przyjemna pod palcami. Zupełnie jakbym nałożyła bazę. Nawet rozszerzone pory i nierówności są mnie widoczne. Dzięki tym właściwościom idealnie sprawdzi się pod makijaż. 
Mimo swojej lekkiej konsystencji krem może być również stosowany na noc, bez obawy przed dostarczeniem skórze niewystarczającej dawki nawilżenia. No, chyba, że jesteście posiadaczkami suchej skóry i lubicie ciężkie działa :D Ja rano obudziłam się z odżywioną, miękką i bez śladu suchych skórek cerą, jednak czułam, że domaga się ona czegoś więcej. Dlatego pod makijaż - jak najbardziej, ale na noc pozostanę jednak przy sprawdzonej pielęgnacji.
Moja ocena: 4+/5


Tricologica Balsamo, odżywka restrukturyzująca do włosów
Odżywka restrukturyzująca Equilibra ma gęstą, kremową konsystencję. Przywraca miękkość i zdrowy wygląd włosom zniszczonym. Sprawia, że włosy odzyskują sprężystość i stają się mocniejsze. Dla uzyskania lepszych efektów warto stosować razem z szamponem restrukturyzującym Equilibra. W odżywce znajduje się specjalistyczny kompleks roślinny PHYTOSYNERGIA. W jego skład wchodzi aloes, olejek arganowy oraz keratyna pozyskiwana z protein pszenicznych. PHYTOSYNERGIA ma działanie odżywiające, nawilżające oraz regeneruje trzon włosa.
Pojemność: 200 ml
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Linia: Tricologica

Opakowanie i skład
Odżywka zamknięta jest w większej wersji tuby, wyżej opisanego, kremu. Zamykana na zatrzask. Moim zdaniem ta forma opakowania w produktach do włosów jest najbardziej praktyczna, bo najłatwiej je otworzyć mokrymi dłońmi. Szata graficzna typowa dla kosmetyków Equilibra. Porządnie i przejrzyście - jak dla mnie okay.
INGREDIENTS: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Cetyl Alcohol, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Argania Spinosa Kernel Oil, C10-40 Isoalkylamidopropylethyldimonium Ethosulfate, Dimethicone, Behentrimonium Chloride, Dipropylene Glycol, Lecithin, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Wheat Protein, Tocopheryl, Sodium Phytate, Phospholipids, Sphingolipids, Ascorbyl Palmitate, Citric Acid, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Parfum.


Konsystencja i zapach
Kosmetyk ten pachnie przepięknie. Kojarzy mi się z dzieciństwem, bo kiedy byłam mała mama kupowała mi odżywkę marki Mrs Potter, która miała podobną woń. Czuję coś jakby owoce, ale nie potrafię ich zidentyfikować. Moja siostra, za to, stwierdziła, że to fiołki, albo, cytuję: "[...] jakieś inne habazie". Szkoda tylko, że nie utrzymuje się zbyt długo na włosach ;(
Konsystencja jest całkiem zbita. Podobna do tej, jaką mają maski z Kallos i troszkę bardziej lejąca niż ta w odżywce Long Repair z Nivea. Jest taka, jakiej się spodziewałam. Dodatkowo, jej biały kolor również mnie nie zaskoczył. Jednak wydaje mi się, że produkt jest troszkę za bardzo napowietrzony, bo przy wydobywaniu kosmetyku z opakowania słychać charakterystyczny dźwięk (tzw. pierdzenia :D). Nie to, żeby mi to przeszkadzało, ale stwierdziłam, że może ktoś chciałby taką informację posiadać ;D
Nie ma żadnych problemów z rozprowadzeniem odżywki na włosach, ładnie po nich sunie.

Działanie
Po zastosowaniu odżywki nie miałam problemów z rozczesaniem włosów. Moje kłaczki, akurat w tej kwestii, lubią ze mną współpracować, więc zazwyczaj idzie gładko. Choć niektóre produkty mogą sprawić, że chętniej się plączą. Ten, na szczęście, tego nie spowodował.
Kosmetyk ładnie nawilża i rzeczywiście sprawia, że włosy są miękkie w dotyku i gładkie, ale raczej nie nadaje im błysku. Na pewno nie obciąża, wręcz przeciwnie. Wiosną i latem pewnie będzie idealna, jednak jesienią i zimą muszę po niej nałożyć podwójną dawkę olejku lub serum na końcówki, bo potrafią się strasznie elektryzować. Choć może to być moja wina, bo w tym zimnym sezonie zawsze do odżywek i masek dolewam kilka kropelek oleju (takiego dla dzieci z BabyDream), a tutaj tego nie zrobiłam, bo chciałam sprawdzić jak odżywka sprawdzi się solo.
Co do odbudowy trzonu włosa i zdrowego wyglądu nie jestem przekonana. Może po dłuższym stosowaniu zauważę to działanie.
Ten kosmetyk może nie trafi do moich ulubieńców, ale jest poprawny; ba, powiedziałabym nawet, że jest bardzo dobry. Moje włosy lubią różnorodność, więc kiedy znudzą się którymś z moich faworytów to z chęcią sięgnę po tę tubę.
Moja ocena: 4/5


Aloe, kremowy żel pod prysznic
Żel pod prysznic Equilibra Aloe jest miękkim żelem idealnym dla całej rodziny.  Z olejkiem słodkich migdałów i wyciągiem z jabłek, zmiękczając i nawilżając. Gliceryna roślinna i lipidy nawilżają a także chronią skórę. Środki powierzchniowo czynne pochodzenia roślinnego stosowane w preparacie delikatnie oczyszcza się bez podrażnień.
W składzie znajduje się wysoka zawartość aloesu (20%) ten cenny naturalny ekstrakt jest bogaty w polisacharydy, przywracające nawilżenie skóry oraz  zapewniające efekt odświeżenia.
Pojemność: 250 ml
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Linia: Aloe

Opakowanie i skład
Tutaj, w przeciwieństwie do dwóch wcześniejszych produktów, nie mamy już tuby, a plastikową buteleczkę, podobnie jak w przypadku odżywki do włosów, zamykaną na zatrzask. I znów się powtórzę - moim zdaniem praktyczne rozwiązanie, które umożliwia nam otworzenie kosmetyku mokrymi rękoma. Szata graficzna - jak wyżej ;) Dodatkowo, dzięki swojemu dobrze wyprofilowanemu kształtowi, butla dobrze leży w dłoni.
INGREDIENTS: Aqua (Water), Aloe Barbadensis Leaf Juice, Ammonium Lauryl Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate, Glycerin, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Parfum (Fragrance), Potassium Sorbate, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Citric Acid, Dehydroacetic Acid.


Konsystencja i zapach
Nie wiem czy to bardziej zasługa substancji zapachowych, czy tego jabłka w składzie, ale dokładnie tak ten kosmetyk pachnie - prawdziwym, naturalnym, słodziutkim jabłuszkiem ;) Może z malutkim dodatkiem gruszki. Ale zdecydowanie bardzo mi się to podoba. Ach, do schrupania ;) I tutaj, podobnie jak w przypadku odżywki do włosów, ten śliczny zapach nie zostaje z nami na długo, maksymalnie jakieś 3 godziny.
Konsystencja to typowy żel. Przezroczysty, dosyć gęsty, ale nie na tyle, żeby były problemy z jego rozprowadzeniem. Niewielka ilość wystarczy, aby umyć sporą powierzchnię ciała. Gładko się rozsmarowuje i ładnie pieni.

Działanie
Cóż można napisać o działaniu żelu pod prysznic? Czy ktoś naprawdę wymaga, aby taki kosmetyk odżywiał skórę? Ja nie ;) Jego zadaniem jest myć i ten radzi sobie z tym bardzo dobrze, a przy tym jest bardzo delikatny. Nie wysusza i może rzeczywiście delikatnie nawilża, bo moje ciało jest gładsze niż po użyciu innego produktu. Jednak nie może on nam zastąpić balsamu., bez niego się nie obędzie (przynajmniej w moim przypadku i z moją suchą skórą).
Dobrze oczyszcza, nie powoduje podrażnień, jest delikatny i lekko nawilża - tak więc wszystkie zapewnienia producenta są spełnione ;) Brawo!
Moja ocena: 4/5


Cena i dostępność
Jeżeli chodzi o dostępność stacjonarną to przyznam szczerze, że nie bardzo orientuję się czy gdzieś je dostaniecie. Ale, jeżeli ktoś z Was ma takie informacje to będę wdzięczna za podzielenie się w komentarzach ;) Bezproblemowo, jednak, znajdziecie je w drogeriach internetowych, w tym, w sklepie producenta
A ceny prezentują się następująco: krem do twarzy: 21,99 zł; odżywka do włosów: 21,99 zł; kremowy żel pod prysznic: 16,99 zł.

Podsumowując...
Ze wszystkich kosmetyków jestem zadowolona. Bardzo podoba mi się to, że bazują na jednym z moich ulubionych składników, a mianowicie na aloesie. Już samo to sprawiło, że moja skóra bardzo się z nimi polubiła. Są delikatne, ale przy tym działają tak, jak powinny. Większość obietnic producenta została spełniona. Jeżeli chodzi o ceny to uważam, że są przystępne, a z pewnością adekwatne do jakości produktów.
Średnia ocena: 4

Znacie produkty tej marki? Jak się Wam sprawdzają? A może wcześniej o nich nie słyszeliście? Zachęciłam Was do zainteresowania się którymś z kosmetyków? Lubicie aloes w składach? A może jeszcze nie próbowaliście? 

~ wredna
Czytaj więcej

BEAUTY BLENDER Z CHIŃSKIEJ STRONY?
Recenzja i porównanie gąbki do podkładu z Zaful

57 komentarzy:
Słynne gąbki do makijażu marki Beauty Blender pojawiły się na rynku kosmetycznym dobrych kilka lat temu i od tamtego czasu zawładnęły światem makijażowym. Do dziś pojawia się wiele zamienników, gorszych i lepszych, a każda firma stara się przekonać konsumentów do swojego narzędzia. Nie dziwne więc, że i w chińskich sklepach internetowych pojawiają się takowe gąbeczki.
Przyznam szczerze, że oryginału nigdy nie próbowałam. Nie widzę sensu w wydawaniu takiej kwoty na kawałek gąbki, szczególnie, że po tradycyjne podkłady sięgam bardzo rzadko. Ale jednak od wielkiego dzwonu zaaplikuję jakiś fluid i wtedy z pomocą przychodzą a'la beauty blendery. Swój pierwszy zakupiłam w Donegal i nadal jestem z niego bardzo zadowolona. Nie miałam potrzeby próbowania niczego innego. Niestety, nic wieczne nie jest i moje jajeczko zaczęło pękać. Pomyślałam, że będzie to dobry pretekst do spróbowania czegoś z Zaful.

gąbeczka  |  tło: szalik

Od producenta
Na stronie Zaful niewiele dowiemy się na temat tego produktu. Przeczytamy jedynie o tym, że jest to ścięta gąbeczka do makijażu, która pod wpływem wody zwiększa swoją objętość.
Ilość kolorów do wyboru: 4
Mój kolor: Pink

Natomiast sam producent (SixPlus) postarał się o pełny opis:
Wykonana z materiałów pozbawionych lateksu sprawia, że gąbeczka jest miękka zarówno przed, jak i po zmoczeniu. Ukośnie ścięty brzeg umożliwia łatwiejszą i dokładniejszą aplikację podkładu. Okrągła końcówka może zostać użyta do rozprowadzenia korektora. Delikatne roztarcie produktu pozostawi idealny efekt. Ostro zakończony czubek sprawdzi się do okolic nosa, ust lub oczu. 
Wymiary gąbeczki: 4,2 cm x 6,2 cm

tło: czapka

Opakowanie i porowatość
Zacznę od tego, że byłam bardzo zaskoczona, kiedy otwierając paczuszkę zobaczyłam jakieś cylindrowe opakowanie. Spodziewałam się, że gąbeczka przyjdzie w zwykłym plastikowym woreczku. A tu taka niespodzianka. Od razu zmieniło się moje, wcześniej sceptyczne, nastawienie do samego produktu. Pudełeczko wykonane jest z całkiem solidnego plastiku i wygląda elegancko i profesjonalnie. Myślę, że posłuży mi dłużej niż to, w jakie spakowana była gąbeczka z Donegal - po kilku otwarciach i zamknięciach pojemniczka odłamał mi się spód.
Chiński "beauty blender" nie jest mocno porowaty, dlatego nie będzie chłonął dużej ilości podkładu. Jednak myślę, że jego powierzchnia spełni swoje zadanie - jednolitej aplikacji i ściągnięcia nadmiaru produktu. Dobrze też chłonie wodę, ale o tym później.
Zapewnienie producenta dotyczące miękkości gąbeczki jest spełnione. Nie znalazłam informacji o materiale, z jakiego wykonano to narzędzie, ale rzeczywiście sprawia, że produkt jest mięciutki przed i po zwilżeniu. Jest zdecydowanie delikatniejszy niż ten z Donegal.


Właściwości chłonące i zapach
Zacznę od tego drugiego, bo będzie szybko. Gąbeczka nie ma żadnego zapachu. Zupełnie. Moim zdaniem plus, bo obawiałam się jakiegoś plastikowo-lateksowego odorku.
Blender z Zaful genialnie chłonie wodę. Kiedyś miałam już mały epizod z chińską gąbeczką, która była zwykłym kawałkiem lateksu, twardym jak kamień małym potworkiem, po którym ciecz spływała jak po kaczce. Obawiałam się, że i tutaj może być podobnie. Ale na szczęście nie. Zwilżone jajeczko zwiększa swoją objętość podobnie do tego z Donegal. Ich wielkości przed i po zamoczeniu są porównywalne.
Mniejsza porowatość produktu SixPlus sprawia jednak, że pochłania on mniejszą ilość podkładu. Więc nie musicie się martwić, że zużyjecie dwa razy więcej fluidu.


Blendowanie i gruntowanie produktów
Czyli dwa główne zadania, do których takiego narzędzia używamy. Ja nie wyobrażam sobie aplikowania podkładów pędzlami. Pewnie po prostu nie umiem tego robić, ale zawsze nabawię się smug... Dlatego cenię ten zafulowski blender za to, że pięknie rozprowadza fluid. Nie robi plam i nie tworzy żadnych prześwitów. Cera jest ujednolicona (bądź dokładnie przykryta, w zależności od tego na jaki podkład stawiacie) i wygląda tak, jak wyglądać powinna. Nie ma szpachli (lub, jak kto woli, tapety) i prezentuje się naturalnie. Na próżno doszukiwać się granic nieroztartych produktów.
Rzadko stosuję tzw. baking, ale często nakładam puder gąbką (tak po prostu, bez używania większych ilości i zostawiania do związania). Dzięki temu mam pewność, że produkty kremowe zostaną na swoim miejscu. I w tym celu jajeczko z SixPlus sprawdza się bardzo dobrze.
Jeżeli chodzi o działanie gąbeczki to nie widzę różnicy między tą dziś przeze mnie omawianą, a tą z Donegal.


Czyszczenie
Jak to z takimi blenderami bywa, trzeba je regularnie myć. Najlepiej po, lub bezpośrednio przed, każdym użyciem. Wiem, że wielu osobom utrzymacie takiej gąbeczki w czystości jest nie lada wyzwaniem. Ja, do wymywania podkładu i korektorów z moich narzędzi do makijażu, używam olejku pod prysznic, tego z Isany (tak, tak, tego słynnego). Dzięki niemu nigdy nie mam problemów z pozbyciem się fluidów.
I w przypadku tego jajeczka, proces mycia przebiega bez zastrzeżeń. Kilka kropli preparatu do mycia, dokładne wtarcie i wypłukanie gąbeczki - to wszystko czego trzeba.
Na tym polu zachowuje się tak samo jak mój ulubieniec z Donegal - ani lepiej, ani gorzej.


Cena i dostępność
Gąbeczkę dorwiecie na chińskich stronkach, podejrzewam, że w podobnych cenach. Jeżeli nie chcecie zamawiać z zagranicy to możecie poszukać na Allegro, ale tu będą przebitki cenowe. Możliwe, że stacjonarnie można ją znaleźć w chińskich centrum, ale ja jeszcze się na nią nie natknęłam. Swoją kupiłam na Zaful za $4,22, więc przy obecnym kursie dolara to będzie troszkę ponad 14,50 zł.


Podsumowując...
Z gąbeczki jestem bardzo zadowolona. Idealnie spełnia swoje zadanie. Jest mięciutka, ładnie chłonie wodę i idealnie rozprowadza podkład i inne produkty kremowe i pudry. Cenowo również wypada bardzo korzystnie. Myślę, że jeszcze kiedyś ją zamówię. Na razie wykończę tę z Donegal (a to już niedługo), a później porządnie przetestuję tę i sprawdzę ile wytrzyma ;)
Moja ocena: 5/5

Co sądzicie o tej gąbeczce? Znacie to jajeczko? A może korzystacie z innych? Jakich i jak się Wam sprawdzają? Kupiłybyście takie jajeczko z Zaful? Czy macie już podobne z chińskiej stronki? Jak Wam służą? A kto jednak woli pędzle? 

~ wredna
Czytaj więcej

SMOOTH MAKEUP BASE OD KOBO
Wygładzenie? Nawilżenie? Hydromanil?

61 komentarzy:
No nie powiecie mi, że nie zaintrygowała Was nazwa "Hydromanil". Co to znaczy? Co to jest? Coś z "Hydro" w nazwie, więc pewnie mocno nawilża. Takie były moje początkowe myśli. I jak można się domyślić, postanowiłam ten twór wypróbować na własnej skórze.
Bazy pod makijaż szukałam już od jakiegoś czasu. Potrzebowałam czegoś, co będzie stanowiło barierę między moją cerą a podkładem i przygotuje ją do przyjęcia fluidu. Z racji tego, że nie mam nadmiernych problemów ze świeceniem, a wręcz przeciwnie, makijaż potrafi na mojej twarzy wyglądać sucho, postanowiłam zainteresować się czymś nawilżającym, wygładzającym.
W Internecie nie znalazłam wiele informacji na temat tego kosmetyku, więc mam nadzieję, że moja recenzja będzie dla Was pomocna ;)

O marce słów kilka
Już na wstępie zaznaczę, iż Kobo Proffessional jest marką polską ;) Także pamiętajcie - wspieramy polski rynek kosmetyczny ;)
Marka KOBO Professional powstała z pasji do makijażu. Jej twórcom przyświecała idea, aby profesjonalny kosmetyk był dostępny dla każdej kobiety, zarówno cenowo, jak i terytorialnie.
O jakości kosmetyków KOBO zdecydowały doskonałe kompozycje składników, bardzo dobre napigmentowanie oraz wysokie walory aplikacyjne. Te cechy,  zarezerwowane dotąd tylko dla kosztownych kosmetyków, czynią tę markę wyjątkową na powszechnie dostępnym rynku drogeryjnym. Kosmetyki KOBO są pierwszą taką ofertą skierowaną nie tylko do makijażystów, ale także do wszystkich wymagających kobiet. To odpowiedź na poszukiwanie produktów, które pozwolą wyczarować trwały i piękny makijaż - zarówno dzienny i wieczorowy, jak również fashion – zgodny z trendami kreowanymi przez europejskie stolice mody.

Od producenta
Baza pod podkład.
Doskonale wygładza i nawilża skórę, ułatwia rozprowadzanie podkładu oraz przedłuża jego trwałość.
Składniki aktywne
- Hydromanil (kompleks naturalnych cząsteczek z rośliny Tara) aktywnie nawilża skórę przez 24 h.
Olejek makadamia wyraźnie zmiękcza i uelastycznia naskórek oraz łagodzi podrażnienia i wygładza wysuszoną skórę.
- Alantoina, regeneruje naskórek i  przyśpiesza odbudowę komórek skóry.
- Kompleks witamin E,C i F tworzy naturalny film ochronny na skórze.
Pojemność: 30 ml.
Termin ważności: wrzesień 2019.


Opakowanie i skład
Bazę dostajemy w schludnym, plastikowym opakowaniu z pompką. Prosta szata graficzna sprawia, że całość prezentuje się elegancko i profesjonalnie. Nie jest to może najdrożej wyglądający kosmetyk, ale za tę cenę nie ma co wymagać cudów ;) Poza tym, dla mnie, ważniejsza jest zawartość i praktyczność ;) Pompeczka nie zacina się i dozuję odpowiednią, niewielką ilość produktu.
INGREDIENTS: Aqua,Octyldodecanol, Caprylic Capric Triglyceride, Ceteareth-20, Glyceryl Stearate, Glycerin, Cyclohexasiloxane(and)Cyclopentasiloxane, Propylene Glycol(and)Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum(and)Caesalpinia Spinosa Gum, Cetyl Alcohol, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Phenoxyethanol(and)Methylparaben(and)Ethylparaben(and)Butylparaben(and)Propylparaben(and)Isobutylparaben, Carthamus Tinctorius(Safflower)Seed Oil(and)Prunus Amygdalus Dulcis(Sweet Almond)Oil(and) Tocopheryl Acetate(and)Ascorbyl Palmitate(and)Linoleic Acid, Allantoin, Hydroxyethylacrylate(and)Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Parfum, Benzyl Salicylate, Citronellol, Coumarin, Geraniol, Hexyl Cinnamal, a-Isomethyl ionone.

Konsystencja i zapach
Zacznę od zapachu, bo jest bardzo przyjemny. Powiedziałabym, że typowo kremowy. Tak pachną kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Jest on wyczuwalny przy aplikacji, ale nie zauważyłam, żeby utrzymywał się na cerze. Aczkolwiek, nie miałabym nic przeciwko, bo jest naprawdę ładny i delikatny.
Kosmetyk ma mleczny kolor. Konsystencja nie jest zbita, ale również nie można jej zaliczyć do lejących. To coś pomiędzy. Baza rozprowadza się gładko, z poślizgiem. Przy aplikacji ma się wrażenie nakładania dobrze nawilżającego kremu do twarzy ;) Momentalnie się wchłania i pozostawia bardzo delikatnie klejącą powłoczkę. To ona najprawdopodobniej ma nam utrzymać makijaż w ryzach. Skóra z bazą jest gładka i miękka.


Właściwości nawilżające i wygładzające
Po tę bazę sięgnęłam ze względu na to, że ma za zadanie wygładzać, ale przy tym nie jest typowo silikonowa. Niestety moja cera ich nie lubi i choćby ich najmniejsza ilość w kosmetykach powoduje u mnie okropny wysyp. A ten produkt mogę stosować nawet codziennie. Ale czy ona rzeczywiście nawilża i wygładza?
Nawilża, zdecydowanie. I to na bardzo dobrym poziomie. Jak już wspomniałam wcześniej, ma się wrażenie, że nałożyliśmy dobry krem do twarzy. Ten produkt uratował moją cerę przed wysuszeniem przez podkład Revlon Colorstay. Co więcej, sprawiła, że nie wyglądał on aż tak sucho. 
Co do wygładzenia to nie ma tak kolorowo. Owszem, fluid bardzo dobrze i przyjemnie się na niej rozprowadza. Owszem, baza delikatnie niweluje widoczność porów. Ale, jeśli szukacie czegoś, co zapewni Wam rozmycie (ang. blur), efekt photoshopa, albo spłycenie zmarszczek, to nie będziecie z niej zadowolenie.
Mnie jednak satysfakcjonuje to, jak nawilża i wygładza.


Właściwości przedłużające trwałość
Tutaj również będę bazę chwalić. Wydawać by się mogło, że produkt nawilżający niewiele wpłynie na trwałość makijażu. A jednak. Zdecydowanie przedłuża trwałość makijażu i do 6 godzin utrzymuje go w idealnym stanie. Zapobiega zbieraniu się podkładu w zmarszczkach i załamaniach. A wiedzcie, że mam z tym ogromny problem. To właśnie dzięki temu kosmetykowi mogłam sobie pozwolić na zaaplikowanienie Colorstay na wesele brata. Bez bazy makijaż nie nadawałby się do pokazania ludziom zanim jeszcze dotarłabym na ślub :D A tak trzymał się całą noc w zadowalającym stanie ;)
Zdaję sobie oczywiście sprawę, że nie jest to produkt nie do zdarcia, ale nie takie jest jego zadanie ;)


Cena i dostępność
Z dostępnością nie ma żadnych problemów. Stacjonarnie znajdziecie ją w każdej drogerii, w której stoi szafa Kobo (np. w Naturze). Z łatwością znajdziecie ją również w sklepach internetowych. Co do ceny to producent podaje 20,69 zł. Ja skusiłam się na nią na jakiejś promocji i zapłaciłam 14 zł ;)

Podsumowując...
Bardzo się z tą bazą polubiłam. Ładnie nawilża, delikatnie wygładza i zdecydowanie przedłuża trwałość makijażu. Dodatkowo będzie niesamowicie wydajna, bo do pokrycia całej twarzy wystarczy odrobinka. Pięknie pachnie i nie zawiera sylikonów, a co za tym idzie, nie wywiera negatywnego wpływu na stan naszej cery ;) Moim zdaniem, za kwotę 15 zł (na promocji) dostajemy naprawdę dobry jakościowo kosmetyk.
Moja ocena: 4+/5

Znacie tę bazę? Próbowaliście jej? Co o niej sądzicie? Zachęciłam Was do jej wypróbowania? A może macie już swojego ulubieńca w tej dziedzinie? Jakiego? 

~ wredna
Czytaj więcej