A MIAŁO BYĆ TAK PIĘKNIE, czyli zamówienie z Zaful

79 komentarzy:
Pamiętacie jak pisałam, że uzupełniam szafę w wiosenno-letnią garderobę? Mówiłam o zwiewnych sukienkach, motywach kwiatowych, jasnych kolorach. Tak, nadal staram się zebrać kilka modowych niezbędników na nadchodzące ciepłe dni. I już myślałam, że w mojej kolekcji pojawią się dwa, nowe, piękne ciuszki. A tu taki psikus...
Zamówiłam tylko dwie rzeczy, dwie rzeczy, na które bardzo się cieszyłam, i których nie mogłam się doczekać. Co więc poszło nie tak? Ja... Oba ciuszki są przepiękne, dlatego jeszcze bardziej boli mnie to, że na mnie nie pasują ;( Do zdjęć zapozowała mi siostra, bo na niej rzeczy leżą znacznie lepiej.

1. Zwiewna, biała sukienka z motywem kwiatów i wiązaniem z przodu. Zakochałam się w niej. Ten kolor, ten wzór, ta falbanka przy dekolcie. Jest fantastyczna. Posiada podszewkę, więc nie ma się co martwić, że będzie nam widać zbyt dużo. Z tyłu wszyty jest zamek, który działa bez zarzutów. Materiał zwiewny, dosyć lejący i jakby delikatnie tłoczony (nie jest zupełnie gładki). Sukienka pod wiązaniem z przodu nie ma żadnego materiału, jednak, żeby nie świecić tym i owym siostra postanowiła pod spód włożyć biały podkoszulek ;) Jedyne do czego mogę się przyczepić to właśnie rozmiar, S zdecydowanie bardziej pasuje na mniejsze M. A drobniejszych dziewczyn (XXS/XS) nie uwzględniono w rozmiarówce ;( Na moją siostrę też jest delikatnie za szeroka w talii, ale poproszę koleżankę, żeby ją troszkę zwęziła i Ola będzie latać ;)
2. Body z długim rękawem i wiązaniem przy dekolcie. Tak, znów wiązanie ;) Teraz są modne, a ja jeszcze nie mam ani jednej takiej bluzki. Kolor określiłabym na ecru. Materiał porządny, rozciągliwy. W kroku zapina się na zatrzask. Jak dla mnie ogromny plus ;) I, jak już pisałam kiedyś, zawsze zwracam uwagę, żeby body rozpinało się u dołu ;) Znacznie ułatwia to życie :D No i znów, wszystko ładnie pięknie, ale i ten ciuszek musiałam oddać siostrze. A dlaczego? A to dlatego, że mam za mały biust i w okolicy klatki piersiowej body (u mnie) dziwnie się układa. Jeżeli chodzi o rozmiar to S wypada między XS a S, ale polecam raczej dla dziewczyn z biustem większym niż małe B :D Przyczepić mogłabym się też do długości, bo Ola przy 165 cm rezygnuje z zapinania body, bo ykhm... odczuwa dyskomfort :D Możliwe, że przy większych rozmiarach taki problem się nie pojawia ;)
Podsumowując, ciuszki są przepiękne, dobre jakościowo i porządnie wykonane. Ja nie trafiłam z rozmiarami, ale moja siostra już jest z nich bardzo zadowolona. Gdybym nie była tak drobną osóbką to pewnie byłabym bardzo usatysfakcjonowana ;)
sukienka   |   body

I co myślicie o moim zamówieniu? Jak Wam się podoba? Zamawialiście kiedyś coś na Zaful? Udały Wam się zamówienia czy byliście rozczarowani? Zamierzacie zakupić podobne ciuszki czy moje propozycje nie wpasowują się w Wasze gusta?


~ wredna

CO O TYM SĄDZĘ #5 Cienie GlamShadows

90 komentarzy:
Już jakiś czas temu wspominałam Wam, że przymierzałam się do zakupu nowych cieni. Niby mam ich wystarczająco dużo, żeby wyczarować rozmaite makijaże, ale kto wsiąkł w świat makijażowy to wie, że z czasem chce się mieć ich coraz więcej :D Zastanawiałam się między różnymi markami i wariantami. Brałam pod uwagę palety Zoevy (bo jak wiecie uwielbiam tę markę), głównie Caramel Melange i Matte. Ale ta pierwsza była wszędzie wykupiona, a ta druga w ogóle niedostępna w Polsce. W międzyczasie doszłam do wniosku, że pojedyncze cienie mają wiele zalet ;) Można je dowolnie komponować (nie jesteśmy zmuszeni kupować palety dla 2-3 cieni) i z łatwością uzupełniać (nie trzeba kupować całej palety, gdy skończy się jeden cień). No i tak, ostatecznie, wybór padł na cienie GlamShadows od Hani Digitalgirl.
Zaopatrzyłam się (na razie) w sześć malutkich cudeniek w, bardzo modnych teraz, ciepłych kolorach. Dominują tutaj tonacje różowe i czerwone. Nie każdemu się to podoba, ale ja się zakochałam! Ale zanim przejdę do konkretnych odcieni, trochę informacji technicznych. Nasze wkłady przychodzą zapakowane w plastikowe opakowania. Można od razu przerzucić je do palety magnetycznej. Cienie produkowane są w Polsce i nie są testowane na zwierzętach. Dla mnie ogromny plus. Gramatura każdego kółeczka to 1,8g, a każdy kosztuje 12 zł. Dostępne są na stronie glam-shop.
Swoje cienie zakupiłam w ramach prezentu świątecznego (dostałam od tzw. zająca :D). Skorzystałam też z wielkanocnej promocji. Dzięki temu zamiast 85 zł za całość zapłaciłam 77,80 zł. Drobnym minusem jest to, że sklep internetowy współpracuje jedynie z firmą kurierską DPD, więc za wysyłkę musimy zapłacić 13 zł. Ale za to wysyłka jest szybka i bezproblemowa. Było tak przynajmniej w moim przypadku.
Jeszcze jedna sprawa w kwestii wysyłki. Jak już złożyłam zamówienie i cieszyłam się, że wszystkie odcienie, które wpadły mi w oko wróciły do magazynu, zadzwoniła do mnie Pani z informacją, że jeden z kolorów jest niedostępny. Zaoferowała dosłanie brakującego cienia po świętach Pocztą Polską. Zgodziłam się i cień otrzymałam ;)
A teraz przejdźmy konkretnie do moich kolorków i mojej opinii na ich temat. Moje sześć cudeniek to (patrząc od lewej do prawej od górnego rzędu) Miodowy, Różowe Złoto, Paprykarz, Szare Bordo, Bingo, Tango. Nazwy, moim zdaniem, bardzo pomysłowe ;) Duży plus za to, że są w języku polskim ;) Jak widać, u mnie królują maty. Ale kto mnie czyta ten wie, że je uwielbiam ;) Jedyny połyskujący cień w tym zestawieniu to Różowe Złoto, który kupiłam z myślą o weselu koleżanki.
Cienie odrobinę się pylą, szczególnie te z czerwonym pigmentem (Tango i Bingo). Sprawia to też, że mają tendencję do delikatnego osypywania się, dlatego warto zacząć makijaż od oka :) Ale nie jest to dla mnie jakiś ogromny minus. Używałam gorszych pod tym względem. Poza tym formuła bardzo mi odpowiada. Bardzo dobrze nakładają się na pędzel, a z niego przenoszą na powiekę. Pigmentacja jest bardzo zadowalająca. Ba, z tymi czerwonymi radzę uważać! Potrzeba ich minimalnej ilości ;)
Rozcierają się przepięknie. Praca z nimi to czysta przyjemność. Idealnie się ze sobą łączą. Nie tworzą jednej wielkiej plamy, nawet porządnie rozblendowane zachowują swoje kolory. Różowe Złoto swe piękno oddaje najlepiej, kiedy nakładane jest palcem, lub na mokro. Pod tym względem ich jakość jest porównywalna z tą cieni Zoevy. Jednak jeżeli chodzi o pigmentację, to w niektórych przypadkach GlamShadows wygrywają z ukochaną przeze mnie Zoevą.
Przygotowałam dla Was również swatche moich kolorów. Starałam się jak mogłam, ale po prostu nie potrafię :D Przepraszam. Mam nadzieję, że to co udało mi się sfotografować jakoś Wam pomoże ;) Cienie aplikowane na sucho, bez bazy. Od lewej do prawej kolejno: Miodowy, Różowe Złoto, Paprykarz, Szare Bordo, Bingo, Tango.


Podsumowując, bardzo praktyczne cienie magnetyczne o całkiem sporej, jak na tego typu kosmetyk, pojemności. Mają rewelacyjną pigmentację i ładnie się ze sobą łączą. Rozcierają się bez problemów, jedynie Tango czasami lubi stworzyć plamę, ale wystarczy go wyczuć ;) Cena, moim zdaniem, adekwatna do jakości ;)
Moja ocena: 5-/5

Miałyście? Co o nich sądzicie? Jak podobają się Wam kolorki wybrane przeze mnie? Na jakie odcienie zdecydowałyście się Wy? A może jesteście posiadaczkami innych dobroci z asortymentu glam-shop?

~ wredna

ZUŻYCIA OSTATNICH MIESIĘCY #4

70 komentarzy:
I znów moja torebka z wykończonymi produktami wypełniła się po brzegi. A co to znaczy? A nic innego jak to, że pora na kolejny post z serii Zużycia ostatnich miesięcy. Większość produktów już pojawiła się na moim blogu. Ale jest też kilka, które będą miały tutaj swój debiut. Dużo tego nie ma, więc wpis nie powinien być długi.
Tak prezentuje się całość. Powinien znaleźć się tu jeszcze jeden suchy szampon od Batiste. Ale z tym wiąże się krótka historia. Otóż, jak zwykle, zrobiłam zapas tegoż produktu. Jakież było moje zdziwienie gdy użyłam go raz, a następnym razem gdy chciałam odświeżyć włosy, okazało się, że nic z tego. Trafiłam na wadliwą sztukę, aplikator był uszkodzony i całe powietrze ulotniło się z kosmetyku. Próbowałam ratować zawartość, ale sam proszek, niestety nie zdaje testu ;( Tak więc, nie chciałam pokazywać Wam rozciętej butelki ;)
1. Garnier, Action Control, antyperspirant w kulce. Już chyba moje ente opakowanie. Najlepszy antyperspirant, jaki do tej pory używałam. Ładnie pachnie, zapewnia dobrą ochronę przed potem. Zazwyczaj sięgam po tę właśnie wersję, więc nie mam porównania do innych. Co tu dużo pisać? Na razie nie zapowiada się, żebym miała szukać dla niego zamiennika. Chociaż kusi mnie kulka z Vichy, ale to już inwestycja na czas, kiedy nie będę miała tylu wydatków.
2. Batiste, Tropical, suchy szampon. Kolejny suchy szampon Batiste. I kolejne opakowanie wersji tropikalnej. Jak dla mnie to on po prostu pachnie kokosami. A kto czyta mojego bloga to wie, że ja wszystko co kokosowe uwielbiam ;) Ale ostatnio skusiłam się na wersję Cherry i powiem Wam, że również wpasował się w moje gusta. Chyba popróbuję też innych zapachów, a nuż jeszcze jakiś mi się spodoba. Sam kosmetyk uwielbiam i nie wyobrażam sobie nie mieć go w łazience.
3. Inell, intensywnie nawilżający krem do stóp. Bubel. Obok intensywnie nawilżających produktów to on nawet nie stał. Tak naprawdę to nie nawilżał zupełnie. Zostawiał jedynie nieprzyjemny filtr na stopach. Nieprzyjemnie pachniał. Użyłam go kilka razy i wylądował w koszu.
4. BeBeauty, nawilżający płyn micelarny. Mój ulubieniec, ale to już chyba wiecie. Nowe opakowanie już zakupione. Mój must have demakijażowy. Używam go razem z siostrą, więc znika w ekspresowym tempie, ale na szczęście jest niedrogi. Zawsze sięgam po wersję (jedynie z nazwy) nawilżającą, bo tylko ten moja skóra toleruje. Dobrze zmywa makijaż i kosztuje grosze - jak dla mnie ideał.
5. Cien, Hydro, krem do rąk. Typowy przeciętniak. Kupiłam go do torebki. Jako awaryjny nawilżacz sprawdził się całkiem dobrze. Dosyć szybko się wchłaniał, nawilżał w porządku, ale nie był to długotrwały efekt. Na zapachu troszkę się zawiodłam, spodziewałam się czegoś bardziej orzechowego, nie wiem dlaczego, może dlatego, że miał zawierać wyciąg z migdałów. Zużyłam, ale raczej do niego nie wrócę.
6. Cien, Coco Bahama, żel pod prysznic. Uwielbiam go za zapach <3 Oczywiście kokosowy. Myślę, że jak już zawita u nas lato (bo na razie mu się do nas nie spieszy...) to będzie idealny :D Mył w porządku, nie przesuszał mocno skóry, był tani ;) Możliwe, że do niego wrócę jak wykorzystam zapasy. Ale ten zapach <3 Jak ktoś lubi kokosy to polecam się z nim zapoznać ;) Może nie utrzymuje się na skórze jakoś długo, ale sprawia, że kąpiel to przyjemność :)
7. BeBeauty, Hydrate, nawilżający krem do rąk. Ten kosmetyk również pojawił się już na moim blogu. Jest łatwo dostępny i tani, dlatego często ląduje w mojej kosmetyczce. Może nie jest najlepszy pod względem nawilżania, ale z braku laku wystarczy ;) Na razie jestem na etapie poszukiwania idealnego kremu do rąk, więc wszelkie polecenia mile widziane. Teraz mam zamiar przetestować ten słynny z Evree, ale jakoś nie po drodze mi do Hebe :D
8. BeBeauty, płatki kosmetyczne. Po raz enty na tym blogu. Zawsze kupuję te płatki (tylko różne wersje, nie trzymam się jednej), dobrze się sprawdzają, są tanie i można je kupić w biedronce.
9. Le Petit Marseiliais, mleczko nawilżające. Próbkę zużyłam na dłonie. Już jedno opakowanie pojawiło się na blogu. Opinii na temat tego kosmetyku nie zmieniłam ;) No i zabójczo pachnie :D
10. Dove, Pure Care Dry Oil, odżywka do włosów. Dostałam kilka próbek tej nowości od koleżanki. Ma przepiękny zapach. Ładnie nawilża włosy. Ja mam kłaczki niskoporowate, więc nie nakładam jej dużo i szybko spłukuję, ale i tak jej działanie jest przyjemne. Moja mama za to zachwyca się tym kosmetykiem ;)
Co Wam udało się zużyć w ostatnich miesiącach? Trafiliście na więcej ulubieńców czy bubli? Mieliście któryś z przedstawionych przeze mnie produktów? Co o nich sądzicie? 

~ wredna