Zużycia ostatnich miesięcy #2

56 komentarzy:

Dzisiaj mam dla Was drugie już denko. Jak pisałam w pierwszym tego typu poście, nie będą się one pojawiały regularnie, z racji tego, że najzwyczajniej nie jestem w stanie wykorzystać wystarczającej liczby produktów w ciągu jednego miesiąca. To, co zobaczycie poniżej to mój "dorobek" z listopada, grudnia i połowy stycznia ;) A więc nie przedłużając, zapraszam do moich mini-recenzji.
1. Nivea. Volume Care. Szampon do włosów. Jeżeli ktoś z Was czytał post, w którym pisałam o produktach, do których wracam, to wie, że jest to mój ulubieniec. Ostatnio, zachęcona pozytywnymi opiniami, skusiłam się na szampon dodający objętości z GlissKura. Niby jest w porządku, ale na pewno wrócę do tego z Nivea. Jest duży, niedrogi, ma przyjemną konsystencję, nie obciąża włosów. Objętości, oczywiście, nie ma się co spodziewać po zwykłym szamponie, ale nie powoduje ich oklapnięcia. Pięknie pachnie, ładnie się pieni i dobrze domywa włosy. Wiem, że ma sporo przeciwników, głównie ze względu na SLS w składzie, ale mnie odpowiada. Włosy się po nim nie plączą i łatwo rozczesują. Recenzji tego kosmetyku jest całe mnóstwo w internecie, więc nie ma się co rozpisywać. Jeżeli jednak będziecie zainteresowani moją opinią to dajcie znać w komentarzach, a napiszę recenzję ;)
2. Aloe Vera. Żel aloesowy. O tym produkcie trąbiłam już nie raz na blogu. To cudo, nie kosmetyk! Wielozadaniowy. Stosuję go jako serum pod krem na noc, bazę pod makijaż, wcieram w skalp, nakładam na dłonie przed zastosowaniem kremu. Wydawałoby się, że przy tak szerokim stosowaniu, muszę go kupować co najmniej raz w miesiącu. Ale nie! Jedno opakowanie wystarcza na jakieś 3-4 miesiące! Jeżeli jeszcze nie próbowaliście, to na prawdę polecam. Jedyny mankament, nie samego produktu, ale jednak. Jest ciężko dostępny. Przynajmniej w moim mieście. Można go dostać tylko w jednej aptece... W innych panie o takim produkcie nawet nie słyszały...
3. Batiste. Suchy szampon. O tym kosmetyku też już słyszeliście ode mnie nie raz. Nie lubię się powtarzać, więc napomknę jedynie, że to mój absolutny must have. Muszę mieć go w swojej kosmetyczce. Ta wersja zapachowa jest moją ulubioną. Oczywiście z tych, które do tej pory wypróbowałam. Czaję się na jakieś inne, ale zawsze jak zachodzę do drogerii to są wykupione :D Jakie wersje Wy polecacie?
4. BeBeauty. Nawilżający płyn micelarny. O tym kosmetyku słyszał już chyba każdy. Używam tylko wersji nawilżającej, ponieważ tylko ona mnie nie podrażnia. Jest tani, łatwo dostępny i spełnia swoje zadanie ;) Makijażu wodoodpornego nie noszę, więc nie oczekuję od niego niemożliwego. Mnie wystarcza w zupełności. Jedyne moje zastrzeżenie to to, że po ostatniej zmianie formuły zaczął mnie lekko podrażniać. Mam wrażenie rozgrzanej okolicy oczu. Jednak nie jest to nic nadzwyczaj nieprzyjemnego, więc póki nie robi mi krzywdy to będę do niego wracała.
5. Nivea. Invisible. Antyperspirant w kulce. Był w porządku. Ładnie pachniał, ale jednak wolę te z Garnier. Dostałam go od mamy, więc nieładnie było oddać ;) Ale już do niego nie wrócę. W zapasie już czeka mój ulubiony antyperspirant.
6. BeBeauty. Krem do rąk. Zwykły średniak. Coś tam nawilżał, ale szału nie było. Miał bardzo ładny zapach, ale nie to w takich kosmetykach jest najważniejsze. Teraz szukam czegoś lepszego. Po ten sięgnęłam z braku pomysłu na inny. Jeżeli znacie coś mocno nawilżającego w przystępnej cenie to koniecznie dajcie znać ;)
7. Greenelixir. Argan Oil. Olejek arganowy. Można go kupić w biedronce, tam jest najtaniej i tam zawsze się w niego zaopatruję. Jest malutki, ale dosyć wydajny. Na promocji warto pokusić się o kilka opakowań, bo wtedy cena jest naprawdę atrakcyjna. Używam go zawsze po myciu, na końcówki. Spełnia swoje zadanie, więc na razie przy nim zostanę. Kiedy moje włosy zaczynają się do niego przyzwyczajać, lubię używać zamiennie z olejkiem z Marion 7 efektów.
8. Nivea. Lip Butter. Masełko do ust. O tym kosmetyku też już na pewno słyszałyście. Uwielbiam za zapachy, wydajność i nawilżenie. Aktualnie czekam na promocję i w międzyczasie używam balsamu w sztyfcie z Alterry. Też jest w porządku, ale na pewno kiedyś zakupię jeszcze masełko z Nivea. To już moje ente opakowanie ;) Jakie wersje zapachowe najbardziej polecacie?
9. Avon. Planet Spa. Krem odżywczy do stóp i łokci. Już moje drugie opakowanie. Ma dosyć specyficzny zapach, ale ja go lubię. Pozostawia śliski film na skórze, dlatego stosuję go jedynie na noc. Ale potrafi zdziałać cuda. A w duecie z żelem aloesowym uratował moją skórę na stopach. Polecam dla osób, które szukają bardzo mocnego nawilżenia. W zimie stosowałam również na dłonie. Przed pójściem spać aplikowałam żel aloesowy, a później krem z Avonu. Rano budziłam się z mięciutką skóra.
10. Wibo. Fixing powder. Sypki, półtransparentny puder fixujący. Kupiłam ze względu na krążące o nim legendy :D Jako puder do całej twarzy się u mnie nie sprawdził, ale idealnie spisał się pod oczami. Bardzo dobrze utrwalał korektor i muszę zakupić kolejne opakowanie, bo żaden inny produkt nie radzi sobie z moim korektorem. Niska cena, całkiem dobra wydajność i fantastyczne działanie. Nic tylko używać ;) Jedyna wada to samo opakowanie. A mianowicie, wieczko. Jak widzicie na zdjęciu jest zupełnie czarne. Otóż nowe ma tam napisy :D Ale to, oczywiście, zupełnie mi nie przeszkadza ;)

11. BeBeauty. Płatki kosmetyczne. Tanie, łatwo dostępne, nie rozwarstwiają się zbyt mocno, dobrze zbierają makijaż, nie pylą się. Czego chcieć więcej od takiego produktu? Mam jeszcze 2 opakowania w zapasie. Zazwyczaj kupuję różne, szczerze powiedziawszy nie widzę różnicy między tymi różowymi, a tymi niebieskimi. W koszyku lądują te, które pierwsze wpadną mi w rękę ;)

12. Emolium Diabetix. Regenerujący krem do stóp dla diabetyków. Dostałam dwie próbeczki w prezencie mikołajkowym. Jedną już zużyłam wcześniej, ale zupełnie zapomniałam o tym, że mam zrobić dla Was denko, więc ją wyrzuciłam. Ma bardzo dziwny zapach. Mnie jakoś mocno nie przeszkadzał, ale dla osób, z bardziej wyczulonym węchem to może być problem. Jeżeli chodzi o działanie to spełnia swoją rolę. Ale uplasowałabym go gdzieś pomiędzy tym z biedronki a tym z Avon. Na pewno nie skuszę się na pełną wersję.


Uff. Jakoś przez to przebrnęłam. Niby produktów nie ma dużo, ale opisywania trochę było ;) Mieliście któryś z tych produktów? Co o nich sądzicie? Jakie kosmetyki Wy zdenkowaliście w ostatnim czasie? Trafiły się Wam jakieś perełki? I koniecznie polecajcie mi jakieś dobre kremy do rąk ;)

~ wredna

Nowy Rok, nowa ja? Czyli postanowienia noworoczne

97 komentarzy:

Tak, wiem, brzmi banalnie. Nowy rok, nowe cele, nowe postanowienia. Wszyscy chcemy się zmieniać. Często stawiając sobie założenia nie do realizacji. Nigdy nie robiłam postanowień noworocznych. I tak nigdy ich nie dotrzymywałam. W tym roku, jednak, postanowiłam to zmienić. Nie oczekujcie jednak pozycji zmieniających życie. Bądźmy realistami ;)

1. Powrócić do włosomaniactwa. Jakiś rok temu udałam się do fryzjerki. Wtedy już byłam bardzo zadowolona z długości moich włosów, więc poprosiłam jedynie o podcięcie końcówek. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy z salonu wyszłam biedniejsza o 15 cm kłaczków ;( Postanowiłam - nigdy więcej nie powierzę komuś cięcia. Zaczęło się szukanie sposobów na szybszy porost i tak wsiąkłam. Sporo czytałam na temat pielęgnacji. Stworzyłam cały plan, zaczęłam pić skrzypokrzywę, stosować wcierki, płukanki, maski odżywki, oleje ;) Moje włosy były bardzo wdzięczne. Uwielbiałam to. Jednak później przyszły studia, dużo obowiązków, mało czasu i zaczęłam moje kosmyki troszkę zaniedbywać. A teraz zamierzam znów się nimi dobrze zaopiekować ;) Trzymajcie kciuki :D

2. Zacząć planować swoje życie. Wstępnie chciałam kupić dobry planer, ale nie mogłam znaleźć nic co by mi odpowiadało, zarówno swoją kompozycją, jak i ceną ;) Więc postanowiłam taki kalendarz zrobić sama. Już powoli go zapełniam, ale nie do końca udało mi się to postanowienie wprowadzić do życia. Trzeba jeszcze trochę czasu ;) No, ale jeszcze cały rok przede mną ;)

3a. Częściej robić rzeczy, które sprawiają mi przyjemność - manicure. Stanowczo zbyt rzadko bawię się zdobieniami na pazurkach. Zazwyczaj jedynie od okazji. Ale tak nie może być! Coś co sprawia mi frajdę powinno się odbywać tak często jak to tylko możliwe ;) Nie sądzicie? Poza tym to świetny sposób na ulepszenie swoich umiejętności i usprawnienie "ręki" ;)

3b. Częściej robić rzeczy, które sprawiają mi przyjemność - makijaż. Chyba nie trzeba nic dodawać ;) Znaczniej rzadziej bawię się cieniami niż lakierami. A blendowanie kosmetyków na powiece sprawia mi chyba jeszcze większą przyjemność ;) Myślałam, że może powinnam zacząć na blogu robić różnego rodzaju tutoriale i pokazywać moje makijaże. Zwiększy to częstotliwość sięgania po pędzle :D

3c. Częściej robić rzeczy, które sprawiają mi przyjemność - czytanie książek. Tutaj jest troszkę ciężej, bo biblioteki w moim mieście są bardzo kiepsko wyposażone. Chcę się jednak postarać, aby liczba przeczytanych przeze mnie książek choć minimalnie się powiększyła. Kiedyś łykałam książki, w ciągu jednego dnia byłam w stanie przeczytać sporych gabarytów dzieło. Może chociaż odrobinę przybliżę się do tamtej fascynacji literaturą.

4. Nauczyć się hiszpańskiego. Mam oczywiście na myśli podstawy ;) Tego języka nigdy nie uczyłam się w szkole i zawsze ubolewałam nad tym faktem. Uważam, że jest to jeden z najpiękniejszych języków. Dlatego postanowiłam, że nauczę się go sama ;) To postanowienie zaczęłam realizować już w ubiegłym roku. Jeżeli bylibyście zainteresowani to mogę napisać post o tym jak uczę się języka samodzielnie i od podstaw.

5. Pić więcej wody. Piję zdecydowanie za mało tego płynu. Zdarzało się, że poza poranną herbatą/kawą nie piłam zupełnie nic. Muszę zacząć się pilnować, bo widzę znaczną różnicę w samopoczuciu i kondycji włosów, paznokci i skóry. 

Jak widzicie nie ma tego dużo. Ale moim zdaniem nie chodzi o ilość postanowień, a o to, aby ich dotrzymać ;) Myślę, że moje są  do zrealizowania. A Wy spodziewajcie się miesięcznych podsumowań ;) Tak łatwiej mi będzie trzymać się tego planu.

A Wy macie jakieś postanowienia czy uważacie, że to bez sensu? Chcecie kompletnie zmienić życie czy wolicie małymi kroczkami dążyć do celu? Udało Wam się kiedyś spełnić wszystkie noworoczne postanowienia?

~ wredna

Kupiłam, wygrałam, dostałam... #1

103 komentarze:

Co nowego pojawiło się w mojej kosmetyczce/szafie? Nie będzie tego dużo, bo do zakupoholików, na szczęście, nie należę, więc każdy zakup pięć razy przemyślę przed podjęciem decyzji ;) Mogłabym jeszcze poczekać, może jeszcze coś trafiłoby w moje łapki, ale już się nie mogłam doczekać, żeby pochwalić się moją pierwszą (od bardzo długiego czasu) wygraną w rozdaniu! Tak, ja! Ta, która nie ma za grosz szczęścia w grach losowych. A jednak! Tym razem udało się i mnie ;)


Tak jak mówiłam, szału nie ma. Ale i tak mam nadzieję, że post przypadnie Was do gustu ;)



1. Czarna torebka No Name. Zacznijmy od mojej największej (gabarytowo) rzeczy. Pamiętacie jeszcze może drugą pozycję z mojego listu do Mikołaja? Tak, spełniła się! No, dobra, trochę jej pomogłam ;) Ale jest idealna - czarna, klasyczna, prosta, no i mieści format A4. Dorwałam ją na targu za (Uwaga!) całe 35 zł! Ciekawe ile mi posłuży :D Mam nadzieję, że przynajmniej ten sezon wytrzyma. Miałam już kilka chińskich torebek i zazwyczaj dobrze się trzymały, bo staram się o nie dbać. Ale wiadomo, że z takimi rzeczami to często loteria, jedna sztuka lepsza, inna gorsza, jakościowo. W każdym razie, z zakupu jestem bardzo zadowolona.



2. Wygrana! A to już upominek, z którego jestem najbardziej zadowolona! Taką paczuszkę wygrałam w rozdaniu u Anitki. Nie wiem czy ten post do niej dotrze, ale jeśli tak, to jeszcze raz bardzo serdecznie Ci dziękuję ;* Wiedziałam, że dostanę sprzęcik do mycia pędzli, ale próbeczek się nie spodziewałam. Taka miła niespodzianka ;) Jeszcze niczego nie testowałam, ale od teraz czyszczenie moich puchaczy będzie zdecydowanie szybsze i skuteczniejsze ;) Już się nie mogę doczekać pierwszego użycia. Chcielibyście poznać moją opinię o tym produkcie? Ah, prawie zapomniałam. Wiecie co sprawiło największy uśmiech na mojej twarzy? A taka oto karteczka:



Kilka słów od innej osoby zawsze bardziej mnie cieszy niż sama paczka ;) Jeszcze raz bardzo dziękuję i serdecznie zapraszam na bloga Anitki.




3. Bell, Look Now! Puder HD. Wydawało mi się, że kiedyś czytałam pozytywne opinie na jego temat. Kupiłam w biedronce i zastanawiałam się między nim a 2SkinPocket. Ale, wiadomo, w sklepie było sztuczne światło, więc łatwo nie trafić z kolorem. Z tego samego powodu wydawało mi się, że ma strasznie dużo drobinek, ale poobczajałam później swatche w internecie i znów okazało się, że winne było światło. Tak czy inaczej, sięgnęłam po ten transparentny. I niby matuje okey, nie bieli, nie zostawia tępego matu. Powinnam być zadowolona, a jednak. Coś mi w nim nie pasuje, ale nie umiem stwierdzić co. Na pewno nie dorównuje StayMatte z Rimmela.



4. Collection 2000, korektor Lasting Perfection. Już drugie opakowanie mojego ulubionego korektora pod oczy. Kolorek może nie jest idealny, ale jako jedyny przyzwoicie radzi sobie z moimi cieniami. Jak na razie mój Number 1. Kusi mnie też, polecany przez Maxineczkę, korektor z MUFE, ale niestety różnica cenowa jest ogromna i na aż taki wydatek jeszcze nie mogę sobie pozwolić.

A teraz wisienka na torcie ;) Posta tego pisałam już jakiś czas temu i czekał sobie grzecznie na swoją kolej. Ale! W międzyczasie przyleciał do mnie nowy zestaw pędzelków prosto z Chin! ;)


























5. Paczuszka zawierała 12 chińskich pędzli w modnej kolorystyce Rose-Golden. Urzekły mnie od pierwszego zobaczenia. Zakupione na Aliexpress za $6.99. Włosie jest dosyć twarde, ale nie podrażnia powieki. Jeszcze nie miałam okazji sprawdzić ich w akcji, ale jeśli byście chcieli to może się kiedyś pojawić jakaś recenzja ;) Ah, moja kolekcja chińskich puchaczy się rozrasta ;)
Żeby wynagrodzić Wam to, że pędzelków nie ma na wcześniejszych zdjęciach, poniżej dodaję kilka dodatkowych ujęć tych cudeniek ;)






A wy szalejecie na zakupach czy raczej staracie się kupować niezbędne minimum? Co nowego pojawiło się w tym miesiącu u Was? Planujecie jakieś większe noworoczne zakupy? 

~ wredna