FILMOWY PRZEGLĄD KULTUROWY
Czyli moje Top 10 dramatów z motywem choroby

57 komentarzy:
Och, to brzmi nie najlepiej. Wiem o tym. Któż chciałby oglądać ekranizacje, w których na pierwszym planie widzimy zmaganie się z chorobą. Jednak ja uwielbiam dobre dramaty, a ten motyw z pewnością stanowi element tego gatunku. Poza tym, nie jestem jedyna, bo sądząc po ocenach na różnych portalach i recenzjach, wiele osób docenia je tak jak ja.
Dlatego dzisiaj postanowiłam przygotować dla Was małe zestawienie moich pięciu ulubionych pozycji z tym wątkiem. A jeśli taka seria przypadnie Wam do gustu to z chęcią przygotuję kolejne rankingi ekranizacji, które dotykają pewnego problemu, i które mają specjalne miejsce w moim sercu.


Co gryzie Gilberta Grape'a (1993)
Gilbert wiedzie nudne życie zajmując się swoim chorym umysłowo bratem, dwiema siostrami i otyłą matką. Dopiero poznanie Becky odmieni jego życie.
Tytuł oryginalny: What's Eating Gilbert Grape
Gatunek: dramat
Produkcja: USA
Reżyseria: Lasse Hallström
Ale tutaj Was zaskoczyłam, nie? :D Przyznać się, kto z Was zna ten film? Podejrzewam, że niewiele ;) Od razu mówię - nie ma co zrażać się datą produkcji. Choć osoby w moim wieku z pewnością docenią starszą kinematografię. No cóż, nie będę ukrywać - na obejrzenie tej produkcji zdecydowałam się ze względu na mojego ulubionego aktora, a nawet dwóch - Johnny'ego Deppa i Leonardo DiCaprio ;) I choć uważam, że w obu przypadkach mamy tu do czynienia z wyżynami sztuki scenicznej to nie mogę nie docenić majstersztyku Leosia. Kto obejrzy ten będzie wiedział o czym mówię ;) Już za tę rolę powinien on dostać Oskara.
Moja ocena: 5/5

"No i nie ma nic gorszego niż kiedy ci mówią, że jesteś dobry, a ty wiesz, że jesteś zły."

* * * 

Zapach kobiety (1992)
Niewidomy emerytowany pułkownik Frank Slade staje się najlepszym nauczycielem życia dla nieśmiałego studenta.
Tytuł oryginalny: Scent of Woman
Gatunek: dramat
Produkcja: USA
Reżyseria: Martin Brest
Dosyć długo zabierałam się do obejrzenia tego filmu. Mimo dobrych ocen, mimo tego, że jest to klasyk, który znać trzeba, i mimo tego, że czułam, że mi się spodoba. Sama nie wiem czemu tak długo go odkładałam. Kiedy już włączyłam to wiedziałam, że moja nota będzie wysoka. Co prawda, nie spodziewajcie się tutaj zwrotów akcji czy niesamowicie bogatej fabuły. Całość jest nieskomplikowana, ale piękna w swojej prostocie. Myślę, że to sprawia też, że jest życiowa. Nie ma naciąganych wątków czy nazbyt heroicznych bohaterów. Ale za to jest przekaz i wiele trafnych cytatów. Dodatkowo wybitna gra aktorska Ala Pacino dodaje smaczku. Osobiście nie jestem ogromną fanką tego aktora, ale doceniam kunszt i talent. 
Moja ocena: 4+/5
"W tangu nie ma błędów w porównaniu z życiem. Prostota. Ona czyni tango tak wspaniałe. W razie potknięcia nie zwracasz uwagi i tańczysz dalej."

* * * 

Sam (2001)
Opóźniony umysłowo mężczyzna walczy w sądzie z opieką społeczną, która chce odebrać mu prawa rodzicielskie do siedmioletniej córki.
Tytuł oryginalny: I am Sam
Gatunek: dramat obyczajowy
Produkcja: USA
Reżyseria: Jessie Nelson
Niezwykle wzruszający. To dwa słowa, którymi mogę opisać tę pozycję. Kiedy słyszę ten tytuł to właśnie to wyrażenie przychodzi mi na myśl, bo ile razy oglądam ten film, tyle mam łzy w oczach. Owszem, jestem z tych, którzy się wzruszają, ale raczej nie należę do przesadnie uczuciowych osób, więc kiedy nachodzi mnie na płacz przy seansie to znaczy, że jest coś na rzeczy.
Wiele osób krytykuje tę produkcje mówiąc, że jest zbyt słodko, że trochę naciągane, że nie do końca realistycznie. Ale ja nie mam tego za złe, czasami człowiek potrzebuje tej iskierki nadziei, bo bez niej film byłby nie do zniesienia w aspekcie psychologicznym. Gdyby nie te pozytywne momenty nie potrafiłabym udźwignąć tematyki Sama. Cóż, do najlżejszych nie należy, ale z pewnością do wartych poznania. 
Moja ocena: 4+/5
"Nie chcę innego tatusia. Słyszeliście? Nie chcę mieć innego taty! Zapiszcie to!"

* * *

Szkoła uczuć (2002)
Popularny w szkole Landon zaczyna spotykać się z nieśmiałą córką pastora.
Tytuł oryginalny: A Walk to Remember
Gatunek: melodramat
Produkcja: USA
Reżyseria: Adam Shankman
Mam wrażenie, że filmy związane z tematyką nowotworu są ostatnio niezwykle popularne. Ja osobiście widziałam ich całkiem sporo i kilka bardzo mi się spodobało, jednak Szkoła Uczuć to chyba pierwszy, który obejrzałam. Dlatego pozostał mi do niego sentyment. Możliwe, że po dogłębnej analizie stwierdziłabym, że jednak nie jest to takie arcydzieło, za jakie uznałam je za pierwszym razem, ale nie zmienia to faktu, że jest to pozycja godna poznania. Myślę, że spodoba się również wszystkim romantykom, choć powiedziałabym, że więcej tu dramatu, a nie romansu. Historia miłosna z pewnością znajduje się na pierwszym planie, ale warto zobaczyć tę ekranizację również dla innych aspektów. 
Moja ocena: 4+/5
"Może Bóg ma dla mnie większy plan niż sama ja."

* * * 

Ciekawy Przypadek Benjamina Buttona (2008)
Historia Benjamina Buttona, który zamiast starzeć się - młodniał.
Tytuł oryginalny: The Curious Case of Benjamin Button
Gatunek: melodramat
Produkcja: USA
Reżyseria: David Fincher
Ta propozycja jest nieco inna. Owszem, jest to melodramat z motywem choroby, jednak mamy tutaj również elementy fantasy, bo przypadłość, z którą zmaga się nasz główny bohater jest wymysłem wyobraźni twórcy fabuły. Z tego co się orientuję, żaden przypadek podobnego schorzenia nie został udokumentowany. Niektórzy śmieją się, że film powstał w oparciu o historię Krzysztofa Ibisza, ale oczywiście w rzeczywistości ekranizacja nie bazuje na prawdziwych zdarzeniach czy osobach. Jak wiecie, ja fantastykę uwielbiam, więc ta ekranizacja nie mogła przypaść mi do gustu. Bardzo spodobało mi się to, że do wcześniej nie widziałam niczego podobnego. Później widziałam kilka podobnych produkcji, jednak żadna nie wywołała we mnie takich emocji. 
Moja ocena: 4+/5
"Czas nie ma znaczenia. Można zacząć w dowolnym momencie. Możesz się zmienić lub nie. Nic tego nie przesądza. Swój czas możesz pożytkować albo tracić."

* * *

Bez mojej zgody (2009)
Sara i Brian podejmują decyzję o leczeniu poważnie chorej córki. Relacje rodzinne ulegają znacznemu pogorszeniu, gdy młodsza z sióstr odkrywa tajemnicę związaną z jej narodzinami.
Tytuł oryginalny: My Sister's Keeper
Gatunek: dramat obyczajowy
Produkcja: USA
Reżyseria: Nick Cassavetes
Kolejna pozycja z nowotworem w roli głównej. Jednak tutaj mamy zupełnie inne spojrzenie na chorobę. Przyznam szczerze, że jest to kolejny wyciskacz łez. Mamy tutaj jeden ogromny zwrot akcji, który zwalił mnie z nóg. Wydaje mi się, że to głównie dzięki niemu ta produkcja znajduje się dosyć wysoko w moim rankingu. Poza tym dostajemy całkiem naturalny obraz osoby zmagającej się z jej chorobą oraz całej rodziny i bliskich. Nie brakuje załamania charakteru i chwil słabości, nikt nie jest sztuczny czy przerysowany, a kreacje aktorów sprawiają, że czasami mamy wrażenie, że sami możemy taką rodzinę znać. 
Moja ocena: 4+/5

"Większość dzieci jest nieplanowanych. [...]  Ja, w odróżnieniu, nie byłam nie zaplanowana. Stworzona mnie sztucznie (...) by uratować moją siostrę."

* * * 

Nietykalni (2011)
Sparaliżowany milioner zatrudnia do opieki młodego chłopaka z przedmieścia, który właśnie wyszedł z więzienia.
Tytuł oryginalny: Intouchables
Gatunek: dramat obyczajowy
Produkcja: USA
Reżyseria: Olivier Nakache, Eric Toledano
Tym razem mamy ekranizację, która została zainspirowana prawdziwymi zdarzeniami i realnymi osobami. To dodaje jej niesamowitości. Poruszająca historia, która jednocześnie uczy. Gra aktorska na najwyższym poziomie, a dzięki temu możemy poczuć, że to wydarzyło się naprawdę. Nie bez powodu jest to klasyk, który widział już prawie każdy, a śmiało mogę stwierdzić, że pozostali koniecznie muszą się z nim zapoznać. Jest to materiał niemalże idealny na lekturę szkolną. Nie wiem czy tylko ja odbieram tę produkcję w ten sposób, ale wydaje mi się, że uczy ona nas radości, bycia wdzięcznym za życie i za to, umiejętności czerpania szczęścia z tego, co los nam serwuje, tego, że nie ważne jak jest ciężko i jakie przeszkody pojawiają się na naszej drodze, zawsze można znaleźć choć tę chwilkę, choć odrobinkę pozytywnego nastawienia i uśmiechu.
Moja ocena: 4+/5
"Nie czekaj, aż życie stanie się łatwiejsze, prostsze, lepsze. Życie zawsze będzie skomplikowane. Naucz się być szczęśliwym. W przeciwnym wypadku, skończy Ci się czas."

* * * 

Gwiazd Naszych Wina (2014)
Cierpiąca na raka tarczycy Hazel za namową rodziców idzie na spotkanie grupy wsparcia. Poznaje tam nastoletniego Gusa, byłego koszykarza z amputowaną nogą.
Tytuł oryginalny: The Fault in Our Stars
Gatunek: dramat
Produkcja: USA
Reżyseria: Josh Boon
Najświeższa produkcja z mojego zestawienia do tej pory. Pozycja, do której bardzo lubię wracać i za każdym razem, choć fabułę i dialogi znam niemal na pamięć, wywołuje u mnie te same emocje. Bez paczki chusteczek się nie obędzie. W wielu momentach po prostu nie da się powstrzymać łez. Romans podany w bardzo nieosłodzony sposób. Owszem, wciąż mamy tutaj wiele romantycznych cytatów i scen, ale wciąż motyw choroby sprawia, że więcej tutaj dramatu. Prawdziwego dramatu. Dodatkowo, gra aktorska sprawia, że niemal czuję emocje bohaterów i mam wrażenie, że sama przeżywam wszystkie ich emocje. Śmieję się razem z nimi, wspólnie płaczemy i przeżywamy momenty, w których serce zatrzymuje się na te kilka dramatycznych sekund.
Moja ocena: 4+/5
"Nie masz wpływu na to, że ktoś cię zrani na tym świecie, staruszku, ale masz coś do powiedzenia na temat tego, kim ta osoba będzie. Podoba mi się mój wybór."

* * *

Teoria Wszystkiego (2014)
Film opowiada historię genialnego naukowca Stephena Hawkinga - rozwoju jego choroby, rodzącego się uczucia do Jane, a w końcu rozpadu ich małżeństwa.
Tytuł oryginalny: The Theory of Everything
Gatunek: dramat
Produkcja: Wielka Brytania
Reżyseria: James Marsh
No to teraz przyszła kolej na film biograficzny. Podejrzewam, że większości z Wasz znana jest postać Stephena Hawkinga. Jeśli nie to ta produkcja jest świetnym sposobem na przybliżenie sobie jego sylwetki. Co prawda, dotyka ona raczej jego życia prywatnego i zmagań z chorobą, ale może to być dobre wprowadzenie do jego życiorysu, które ułatwi Wam późniejsze zgłębianie jego historii i pracy naukowej. Kreacja, którą stworzył Eddie Redmayne z pewnością zasługuje na Oskara, którego zresztą właśnie za tę rolę otrzymał. I tutaj mamy sporą dawkę historii romantycznej, jednak myślę, że cała produkcja spodoba się również tym, którzy oczekują od filmu czegoś więcej. 
Moja ocena: 4+/5
"Bez względu na to, jak źle możemy postrzegać życie, zawsze jest coś, co możecie uczynić. Coś, w czym możecie odnieść sukces. Póki życia, póty nadziei."

* * * 

Zanim się pojawiłeś (2016)
Dziewczynę z małego miasteczka zaczyna łączyć więź ze sparaliżowanym mężczyzną, którym się opiekuje.
Tytuł oryginalny: Me Before You
Gatunek: dramat
Produkcja: Wielka Brytania, USA
Reżyseria: Thea Sharrock
Ekranizacja oparta na powieści o tym samym tytule. Ja pierwowzoru czytać nie miałam okazji, ale bardzo spodobała mi się jej adaptacja. Emilię Clarke możecie kojarzyć z Gry o Tron, gdzie wciela się w postać Daenerys Targaryen, czyli Khaleesi. Przyznam szczerze, że ja jednak znacznie bardziej wolę ją w odsłonie z Zanim się Pojawiłeś. Ten film jest już w większej części romansem, to trzeba mieć na uwadze, kiedy decyduje się na seans. Jednak nie ma się co zrażać, bo serwuje mam sporą dawkę humoru, ale i scen, które łapią za serce. Mamy tutaj wszystkiego po trochu, ale zupełnie w dobrym znaczeniu. Gra aktorska na najwyższym poziomie, wciągająca historia i niebanalne zakończenie. 
Moja ocena: 4+/5
"Świadomość, że ma się możliwości, to luksus."

* * *

Co sądzicie o moim zestawieniu? Które z tych produkcji znacie? Jak się Wam podobały? Jakie jeszcze filmy powinny się na mojej liście znaleźć? Zainteresowałam Was jakimś tytułem? Co planujecie w najbliższym czasie obejrzeć?

~ wredna
Czytaj więcej

KOLEJNE SPOTKANIE Z MINERAŁAMI, ALE I PIERWSZE...
Test nowości od Neauty Minerals, czyli bronzery i pędzle

47 komentarzy:
Przepraszam Was bardzo, że ostatnio mnie tutaj nie było i minęły prawie dwa tygodnie od poprzedniego posta. Wszystkiemu winny jest wirus grypy, który dopadł i mnie i trzymał przez cały ten czas. Wciąż nie wyleczyłam się do końca, ale jestem w stanie podnieść się z łóżka, więc postanowiłam to wykorzystać i naskrobać kilka słów. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe.
Dzisiejszy wpis będzie dotyczył marki, do której sentyment będę miała po wsze czasy, bo to właśnie dzięki Neauty Minerals poznałam minerały i to właśnie to logo nosił mój pierwszy sypki podkład. Jak reszta przygody się potoczyła to wiecie - pokochałam.


O marce słów kilka
Jesteśmy polską marką oferującą najwyższej jakości kosmetyki mineralne do makijażu. Naszą inspiracją jest piękno pochodzące z natury i to właśnie natura i piękno połączone razem stanowią nazwę naszych produktów – Neauty.Produkty Neauty posiadają wszystko, co najcenniejsze w kosmetykach mineralnych:- nie zawierają szkodliwych substancji, takich jak: konserwanty, barwniki chemiczne czy też substancje zapachowe- są pozbawione talku, tlenochlorku bizmutu, olejów, wosków i silikonów
- nie zatykają porów, przez co skóra może swobodnie oddychać- ze względu na brak szkodliwych, drażniących czy komodogennych substancji są odpowiednie dla wszystkich typów cer, nawet najbardziej wrażliwych, atopowych czy trądzikowych- zawartość tlenku cynku oraz dwutlenku tytanu sprawia, że stanowią naturalną barierę przed promieniowaniem UVA i UVB- tlenek cynku dodatkowo posiada właściwości antybakteryjne oraz lecznicze – działa łagodząco na podrażnienia oraz ułatwia gojenie się ran- na twarzy wyglądają naturalnie, nie powodują powstawania nieestetycznego efektu „maski”- ze względu na swoja postać oraz sposób aplikacji są niezwykle wydajne
Warto również wspomnieć, że Neauty Minerals jest naszą rodzimą marką, która produkuje kosmetyki w Polsce. W asortymencie sklepu znajdziecie podkłady z podziałem na kryjące i matujące; pudry, cienie, róże, korektory, rozświetlacze, bronzery i akcesoria. Także wszystko, czego potrzeba do stworzenia makijażu. Jeśli chodzi o dostępność to najłatwiejszym sposobem jest zamawianie ze sklepu producenta, jednak w Gnieźnie, Poznaniu, Rzeszowie i Warszawie znajdziecie Neauty Minerals również stacjonarnie (tutaj dokładne adresy: klik).


Neauty, bronzer
Bronzer mineralny idealny dla osób o jasnej, średniej i ciemnej karnacji. Idealny do konturowania twarzy. Pozwala na stopniowanie intensywności efektu.
Gramatura: 1,5 g
Cena: 22,90 zł
Liczba odcieni: 3
Moje odcienie: Walnut Shell, Pecan Nut, Cocoa Bean
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia

Opakowanie i skład
Bronzery przychodzą do nas zamknięte w małych, plastikowych słoiczkach z czarną zakrętką. Na ich spodzie znajdziemy wszelkie niezbędne informacje, w tym nazwę koloru, termin ważności, czy skład kosmetyku. Na ogromny plus zasługuje sitko, które z łatwością możemy zabezpieczyć obracalną nakładką. Jeśli czytacie mojego bloga to wiecie, że bardzo cenię sobie takie rozwiązanie, bo nie lubię, kiedy zawartość się rozsypuje. Moje zdanie podzielą z pewnością też osoby, które dużo podróżują.
Całość działa bez zarzutów, nic się nie zacina, wysypanie pudru na wieczko nie sprawia żadnych trudności.
SKŁAD: Mica, Kaolin, [+/-] CI 77007, 77491, CI 77492, CI 77499.

Pigmentacja i blendowanie
Uważam, że bronzery mają krycie adekwatne do swojego przeznaczenia. Pamiętajmy, że nie są to podkłady, więc nie oczekujmy pełnej pigmentacji. Do konturowania najlepiej sprawdzają się półprzezroczyste formuły, które uniemożliwiają zrobienie sobie plamy, ale jednocześnie pozwalają na budowanie koloru. To, w jakim stopniu będą się one się one wybijały zależy od Waszej karnacji i odcienia, jaki wybierzecie. U mnie, Walnut Shell potrzebował więcej warstw niż dwa pozostałe.
Jeśli chodzi o blendowanie to mam wrażenie, że te bronzery rozcierają się same. Zupełnie nie ma z tym żadnych problemów. Pigment rozkłada się równomiernie, nie tworzy plam, prześwitów czy smug. A wiedzcie, że jeśli chodzi o minerały (z wyjątkiem podkładów) to jestem raczej laikiem i dopiero poznaję ten świat. Także, jeśli ja nie miałam większych problemów z ich aplikacją to chyba każdy sobie poradzi.


Wykończenie i trwałość
To, co bardzo podoba mi się w tych bronzerach to to, że nie dają płaskiego matu. Przyznam szczerze, że myślałam, że będą miały właśnie takie papierowe, wręcz suche wykończenie. Na szczęście, zostawiają na skórze piękną satynę, która nadaje cerze naturalnego, zdrowego blasku.
Jeśli chodzi o odcienie to, moim zdaniem, sprawdzą się najlepiej do przybronzowienia skóry. Kolory mogą okazać się zbyt ciepłe i oliwkowe, żeby imitowały cień. Najchłodniejsze tony posiada Pecan Nut i przy jasnych cerach, zaaplikowany lekką ręką mógłby się sprawdzić się rzeźbienia. Jeśli jednak jesteście zwolennikami delikatniejszego podkreślenia to dwa pozostałe kolory sprawdzą się do tego idealnie. Mnie, osobiście, najbardziej do gustu przypadł Walnut Shell i to właśnie po ten będę sięgała najczęściej.
Jeśli chodzi o trwałość to nie mam zastrzeżeń. Nie jest to z pewnością kosmetyk wodoodporny, ale chyba nikt takiej właściwości od bronzera nie wymaga. Pozostaje na mojej twarzy tyle, ile każdy inny tego typu produkt. Co prawda, nie jestem z tych, którzy opierają głowę na dłoniach w trakcie dnia lub zbyt często dotykają cery, więc nie umiem stwierdzić czy bronzery są oporne na ścieranie. Także ja spokojnie mogę się cieszyć nimi przez cały dzień, aż do zmycia.
Moja ocena: 4+/5


Neauty Minerals, pędzle

Duży pędzel kabuki, idealny do aplikacji pudru na całą twarz. Wykonany z włosia syntetycznego.
Skośny pędzel z syntetycznego włosia, idealny do aplikacji różu.Pędzel o owalnym kształcie, idealny do aplikacji rozświetlacza lub bronzera. Wykonany z włosia syntetycznego.Płaski pędzelek o ściętym włosiu, idealny do apliakcji eyelinera. Wykonany z włosia syntetycznego.Pędzelek o owalnym kształcie, idealny do rozcierania cieni. Wykonany z włosia syntetycznego.Skośny pędzelek, idealny do aplikacji cieni w załamaniu powieki lub ich rozcierania. Wykonany z syntetycznego włosia.Płaski pędzelek z syntetycznego włosia, idealny do aplikacji korektora.Płasko ścięty pędzel z włosia syntetycznego. Idealny do aplikacji podkładu mineralnego metodą stemplowania.
Liczba moich sztuk: 8
Liczba dostępnych modeli: 12
Ceny: 20,90 zł - 49,90 zł
Pierwsze, co trzeba o pędzlach napisać, i co pierwsze rzuca się w "oczy" to fakt, że puchacze są niezwykle mięciutkie i bardzo przyjemne. Aż chce się ich używać. Ale może zacznijmy po kolei, więc od wyglądu. Cały komplet utrzymany jest w czarno-białej kolorystyce i minimalistycznej szacie graficznej. Mnie osobiście to odpowiada, bo bardzo lubię proste, acz efektowne, rozwiązania. Drewniane rączki są porządne i poręczne, a metalowe skuwki dobrze trzymają włosie. Nie zauważyłam, żeby pędzle gubiły włoski.
Jeśli chodzi o aplikowanie produktów to robią to, do czego zostały stworzone. Dobrze łapią pigment i transferują go na twarz i oczy. Do moich ulubionych modeli z pewnością należy ten jajeczkowaty, z nazwy przeznaczony do rozświetlacza. W tej roli sprawdza się idealnie, ale ma też wiele innych zastosowań, np, do bronzera, pudru czy nawet różu. Z ogromną przyjemnością będę też używała obu modeli do blendowania. Jednak i pozostałe znajdą swojej zastosowanie. Co prawda, kabuki to nie do końca moje klimaty, ale od czasu do czasu mogę skorzystać z małej odmiany, szczególnie, gdy inne pędzle potrzebują prania.
Moja ocena: 4/5


Podsumowując...
Zarówno bronzery, jak i pędzle, przypadły mi do gustu. Te pierwsze mają idealną formułę i pigmentację, a dodatkowo dają bardzo ładne, naturalne wykończenie. Ponadto, kolory zdecydowanie trafiają w mój gust. Myślę, że jeśli będę z nimi delikatna to wykorzystam wszystkie cztery odcienie. Jest to moje pierwsze spotkanie z bronzerami mineralnymi, ale podejrzewam, że nie ostatni, bo bardzo się z tymi trzema maleństwami polubiłam.
Co do pędzli, są bardzo przyjemnie i milutkie. Ich używanie to czysta radość. Także czego chcieć więcej? Miło się ich używa, a jednocześnie robią to, do czego zostały stworzone.

Znacie markę Neauty Minerals? Jakich produkty tej firmy próbowaliście? Jak się Wam sprawdziły? Zachęciłam Was do zapoznania się z bronzerami i pędzlami? Skusicie się na te nowości? Lubicie kosmetyki mineralne? Czy może wolicie te tradycyjne?

~ wredna
Czytaj więcej

SHINYBOX TIME TO SHINE
Styczniowa edycja pudełka

75 komentarzy:
Nie wiem czy Wy też macie takie wrażenie, ale mnie wydaje się, że na styczniowe pudełko czekałam całe wieki. Na szczęście już jest u mnie i w końcu mogę zacząć testy. Tegomiesięczna grafika i sama nazwa bardzo mi się spodobała i od razu zaczęłam sobie wyobrażać nie wiadomo co. Szczególnie zainteresował mnie opis styczniowego pudełka, a dokładniej fragment "[...]zadbamy o Twój makijaż...". A Wy wiecie, że kolorówka to moje uzależnienie. Także nie przedłużam i zapraszam do posta.
PS A jeśli kogoś z Was zainteresuje zawartość i chcielibyście tę edycję zamówić to zapraszam tutaj.


O styczniowym pudełku
Zachwycaj, błyszcz, odkryj siebie na nowo i rozpocznij Nowy Rok ze styczniowym pudełkiem ShinyBox Time to Shine.Wraz z najnowszym pudełkiem ShinyBox oddajemy w Twoje ręce kosmetyki, dzięki którym będziesz prezentować się idealnie nie tylko podczas karnawału. My zadbamy o Twój makijaż oraz zdrowe i piękne włosy. Ty natomiast teraz oddaj się zabawie i olśniewaj pięknem.
Standardowo, w pudełeczku znajdziemy również broszurkę z rozpiską całej zawartości, kod rabatowy -40% do wykorzystania na produkty Biodermic Dermocosmetics na tagomago.pl oraz ulotkę informacyjną dotyczącą nowej linii GlissKur.

Bell, HYPOallergenic Lip Lacquer Liquid
To połączenie intensywnego, na pigmentowanego koloru błyszczyka z trwałością pomadki. Dodatkowo optycznie powiększa i wygładza usta na wiele godzin. Chroni przed nadmiernym przesuszaniem i nie pozostawia uczucia lepkości. Idealny na każdą okazję. Mix kolorów.
Produkt pełnowymiarowy.
Pojemność: 12 ml
Mój kolor: Nr 04
Liczba dostępnych odcieni: 6
Cena: 12,99 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Ach, a mogło być tak pięknie. Kiedy zobaczyłam ten kosmetyk w pudełku, pomyślałam - matowa pomadka w płynie! Ale niestety. To błyszczyk. Owszem, ma ładny kolor i ponoć jest intensywny i napigmentowany, a na dodatek trwały. Ale wciąż, to błyszczyk. A wiecie, że ja na swoich ustach toleruje jedynie mat. No cóż, mam nadzieję, że ucieszy jakąś moją koleżankę. 
SKŁAD: Hydrogenated Polyisobutene, Isostearyl Isostearate, Octyldodecanol, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-2, Silica Dimethyl Silylate, Isononyl Isononanoate, Isopropyl Palmitate, Hydroxystearic Acid, Glyceryl Behenate, Eicosadioate, Ethylene Propylene, Styrene Copolymer, Tocopherol, Propylene Carbonate, Glyceryl Caprylate, BHT, [may contain: +/- Cl15850 (Red 6 Lake, Red 7 Lake), Cl19140 (Yellow 5 Lake), Cl77431, Cl77492, Cl77499 (Iron Oxides), Cl77742 (Manganese Violet) Cl77891 (Titanium Dioxide), Mica, Synthetic Fluorphlogopite, Tin Oxide].


Bell, HYPOallergenic Brow Modeller Gel
Niezwykle trwały korektor do brwi w żelu, optycznie wypełniający ubytki. Pozwala wymodelować brwi i nadać twarzy odpowiednią oprawę. Specjalnie wyprofilowana szczoteczka sprawia, że aplikacja jest łatwa i umożliwia każdemu precyzyjne nałożenie preparatu. Dzięki temu brwi przez cały dzień są podkreślone i nie tracą wyrazu, a przy tym wyglądają naturalnie i lekko. Mix kolorów.
Produkt pełnowymiarowy.
Gramatura: 10,5 g
Mój kolor: 01
Liczba dostępnych odcieni: 3
Cena: 17,99 zł
Termin ważności: 6 miesięcy od otwarcia
To mi się podoba. Co prawda, raczej tego typu kosmetyków nie używam, bo nie mam niesfornych włosków na brwiach, ale nie mam nic przeciwko wypróbowaniu takiego produktu. Kolor wydaje się w porządku, ale jeszcze go nie testowałam, więc zobaczymy czy się sprawdzi. Szczoteczka jest malutka, więc z łatwością dotrę "w każdy zakamarek". A przy moich cieniutkich brwiach precyzja to podstawa. Na co dzień używam pomady, bo potrzebuję sporej pomocy, dlatego bardziej ciekawią mnie właściwości utrwalające tego żelu, aniżeli koloryzujące. Jeśli nie pojawi się na blogu to będzie znaczyło, że się nie sprawdził i poleciał w świat. Jednak jeśli będę go używała to z pewnością przeczytacie o nim w którymś denku.
SKŁAD: Aqua (Water), Propylene Glycol, Caramel, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/Vp Copolymer, Mica, Ethylhexyl, Glycerin, Laureth-21, PEG-40 Hydrogenated Castori Oil, Sodium Dehydroacetate, Phenoxyethanol, [may contain +/-: Cl16035 (Red 40), Cl77266 [Nano] (Black 2), Cl77891 (Titanium Dioxide)].


Vis Plantis, maska wzmacniająca do włosów
Zwiększa miękkość i elastyczność włosów i skutecznie przeciwdziała rozdwajaniu się końcówek. Dzięki naturalnemu, ekologicznemu ekstraktowi pozyskiwanemu z bazylii, dodatkowo wzmacnia i odmładza strukturę skóry głowy, opóźnia utratę włosów i zagęszcza je.
Produkt pełnowymiarowy. Jeden z czterech wariantów: Vis Plantis, maska wzmacniająca do włosów z serii Basil Element; Anwen, Proteinowa odżywka do włosów; Carlo Bossi, perfumetka, Biodermic, maska w płachcie.
Pojemność: 200 ml
Cena: 29,99 zł
Termin ważności: 17 listopada 2019
O tym, że lubię kosmetyki do włosów już doskonale wiecie. Zawsze jak w pudełku znajduję maskę lub odżywkę to jestem zadowolona. Moje kosmyki lubią zróżnicowanie i zmiennie używam kilka rodzajów. Ta ciekawi mnie bardzo, szczególnie, że nieczęsto próbuję produkty do skóry głowy. Można ją stosować również na długość, jednak bardziej interesuje mnie jej wpływ na skalp. Niestety, na razie będę mogła ją wypróbować od uszu w dół, bo zmagam się z nieciekawym stanem u nasady. Mam nadzieję, że uda mi się go wyleczyć zanim skończy się przydatność kosmetyku.
SKŁAD: Aqua, Cetearyl Alcohol, Quaternium-80, Phenyl Trimethicone, Cetrimonium Chloride, Glycerin, Helianthus Annuus Seed Oil, Amodimethicone, Cetyl Alcohol, Behentrimonium Methosulfate, Cocos Nucifera Oil, Linum usitatissimum Seed Oil, Propylene Glycol, Trideceth-12, Ocimum Basilicum Hairy Root Culture Extract, C10-40 Isoalkylamidopropylethyldimonium Ethosulfate, Argania Spinosa Kernel Oil, Parfum, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Lactic Acid, Linalool.


Carlo Bossi, Crystal Femme, perfumetka
Magiczny, eteryczny owocowo-orientalny eliksir dla kobiet. Delikatnie słodki i tajemniczy, łączący w sobie szlachetne akordy owoców z orientalnym piżmem i ambrą, tworzy zmysłowy koktajl na wieczorne spotkania.
Produkt pełnowymiarowy. Jeden z czterech wariantów: Vis Plantis, maska wzmacniająca do włosów z serii Basil Element; Anwen, Proteinowa odżywka do włosów; Carlo Bossi, perfumetka, Biodermic, maska w płachcie.
Pojemność: 9,5 ml
Cena: 14,99 zł
Termin ważności: 36 miesięcy od otwarcia
Możecie sobie wyobrazić moją reakcję, kiedy w pudełku zobaczyłam perfumy! A kiedy sprawdziłam nuty to pomyślałam, że to będzie strzał w dziesiątkę. Jednak trochę zaniepokoiła mnie nazwa i szata graficzna, która od razu przywiodła mi na myśl Crystal Noir od Versace, którego zamiennik już w swojej kolekcji posiadam. Test, niestety potwierdził moje obawy. Zupełnie nie czuję żadnego z akordów z opisu producenta. Na mnie to tona pieprzu podana na płatkach gardenii. Na domiar złego, jest to zapach, z którym nie do końca potrafię się dogadać. Żałuję, że nie trafiła mi się inna wersja.
Nuty głowy: mandarynka, czarna porzeczka, brzoskwinia, zielone nuty
Nuty serca: fiołek, jaśmin, róża
Nuty bazy: pudrowe akordy, białe piżmo, drzewo sandałowe, wanilia


Biodermic, maska w płachcie
Maska kolagenowa Zawiera 100% bio-aktywny kolagen. Duża zawartość substancji aktywnych powoduje widoczną poprawę kondycji skóry, poprawia jej elastyczność, jędrność oraz hamuje pojawianie się zmarszczek. Naturalny czynnik nawilżający NMF chroni skórę przed odwodnieniem. Dzięki dobremu nawilżeniu skóra staje się wygładzona.
Produkt pełnowymiarowy. Jeden z czterech wariantów: Vis Plantis, maska wzmacniająca do włosów z serii Basil Element; Anwen, Proteinowa odżywka do włosów; Carlo Bossi, perfumetka, Biodermic, maska w płachcie.
Pojemność: 25 ml
Moja wersja: kolagenowa
Liczba dostępnych wersji: 4
Cena: 17,99 zł
Termin ważności: grudzień 2020
W każdym pudełku ShinyBox dostajemy maseczki do twarzy. Zazwyczaj jednak nie ciekawią mnie one specjalnie, bo często pomijam ten krok w mojej pielęgnacji, głównie ze względu na predyspozycje do uczuleń. Jednak to, w jaki sposób podali nam ten kosmetyk niezwykle mnie intryguje. Zapewnienia producenta też są zachęcające, więc może przy dłuższym wolnym zrobię sobie małe spa. 
SKŁAD: Aqua, Glycerin, Collagen, Saccharide Isomerate, PEG-12 Dimethicone, Hydrolyzed Glycosaminoglycans, Methyl Gluceth-20, Polyacrylate Crosspolymer-6, Polysorbate 20, Propylene Glycol, Sodium PCA, Glucose, Urea, Glutamic Acid, Phenoxyethanol, Lysine, Chlorphenesin, Glycine, Caprylyl Glycol, Lactic Acid, Pentylene Glycol, Allantoin, Ethylhexylglycerin, Citric Acid, Sodium Benzoate, Sodium Citrate, Potassium Sorbate, Pelargonium Gravealens Flower, Citronellol, Geraniol, Linalool.


Schwarzkopf, GlissKur, szampon do włosów Purify&Protect
Zawarty w kosmetyku ekstrakt z nasion Moringi i keratynowe serum odpowiada na potrzeby włosów przeciążonych zanieczyszczeniami oraz przetłuszczających się. Odbudowuje zniszczenia powodowane wolnymi rodnikami, chroni włosy przed zanieczyszczeniami oraz tworzy ultracienką warstwę ochronną, przeciwdziałającą szkodliwym czynnikom zewnętrznym. Bez silikonów i sztucznych barwników.
Produkt pełnowymiarowy.
Pojemność: 250 ml
Cena: 11,99 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Miałam już kiedyś szampon z GlissKur. Był w porządku, nie robił mi żadnej krzywdy, ale jakoś nie zapadł mi szczególnie w pamięć i nigdy do niego nie wróciłam. Dlatego też ten jakoś szczególnie mnie nie ciekawi. Najprawdopodobniej zużyje go moja mam i/lub siostra, szczególnie, że (jak już wcześniej wspomniałam) mam na razie pewne problemy i nie chcę teraz testować żadnych nowości na skórę głowy.
SKŁAD: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Moringa Oleifera Seed Extract, Tocopheryl Acetate, Hydrolyzed Keratin, Panthenol, Benzophenone-4,simmondsia Chinensis Seed Oil, Disodium Cocoamphodiacetate, Glycerin, Sodium Benzoate, Citric Acid, Cocamide Mea, Parfum, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Polyquaternium-10, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Linalool, Phenoxyethanol, Propylene Glycol, Geraniol, Butylphenyl Methylpropional, Benzyl Alcohol, Hexyl Cinnamal, Benzyl Salicylate, Citronellol.


Bell, Secretale Nude, kremowa pomadka do ust
Daje efekt mokrych ust – są nawilżone i soczyste, jakby pokryte taflą wody. Kremowa konsystencja równomiernie powleka je aksamitną, odżywczą powłoką. Produkt wygładza usta i nie skleja ich. Kolor i blask utrzymują się przez wiele godzin, a usta pozostają miękkie i ponętne.
Produkt pełnowymiarowy.
Pojemność: nie znalazłam informacji
Mój kolor: nie znalazłam informacji
Liczba odstępnych odcieni: 6
Cena: 13,49 zł
Termin ważności: nie znalazłam informacji
Wolę matowe pomadki, najlepiej płynne. Jednak ta ma w sobie coś, co mnie w niej interesuje. Owszem, mam wykończenie typowe dla kremowych szminek, ale kolor mnie przyciąga. Jestem fanką ust w kolorach nude, dlatego dam jej szansę. Trochę obawiam się ciepłego odcienia, bo może podkreślać żółte zęby. Zobaczymy. Formułę ma bardzo przyjemną i nawilżającą. A dodatkowo prześlicznie pachnie. Bardzo słodko, owocowo-cukierkowo. Ta woń przywodzi mi na myśl jakieś odległe, bardzo przyjemne wspomnienia.
SKŁAD: nie znalazłam informacji


Dermaglin, maseczka regenerująca do twarzy
Intensywnie regeneruje, głęboko odżywia, dokładnie oczyszcza i wygładza skórę twarzy. W swoim składzie zawiera zieloną glinkę kambryjską, wyciąg z miodu akacjowego, olejek pomarańczowy. Polecana jest w szczególności dla skóry zmęczonej, szorstkiej, wymagającej zdecydowanego działania i poprawy wyglądu. Pozostawia skórę gładką i przyjemną w dotyku.
Produkt pełnowymiarowy.
Gramatura: 20 g
Cena: 6,99 zł
Termin ważności: październik 2020
Rzadko używam maseczek z takich saszetek. Zazwyczaj lubię, kiedy mam pewność, że jak mi się sprawdzi to będę mogła nałożyć ją sobie jeszcze raz bez konieczności udawania się do drogerii. Ta pewnie nie będzie wyjątkiem i najprawdopodobniej poleci do mojej siostry lub koleżanki. Z pewnością się nie zmarnuje i ktoś będzie zadowolony z jej działania, bo z tego co się orientuję, to maseczki Dermaglin cieszą się pozytywną opinią. 
SKŁAD: Kaolin Clay, Aqua, Hydrolyzed Silk, Mel (Honey) Extract, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed oil, Dehydroacetic Acid, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil.


_Element, szampon z węglem aktywnym 
Dogłębnie oczyszcza skórę głowy, działa kojąco i nawilżająco, chroni włosy przed negatywnym wpływem środowiska i zmniejsza przetłuszczanie się włosów. Przeznaczony jest do pielęgnacji wszystkich typów włosów, przede wszystkim narażonych na częsty kontakt z różnego rodzaju zanieczyszczeniami.
Produkt pełnowymiarowy.
Pojemność: 300 ml
Cena: 25,99 zł
Termin ważności: 23 lutego 2020
Oj, tego szamponu jestem ciekawa, dlatego ubolewam nad faktem, że na razie nie mogę go wypróbować. Ale jak tylko uporam się z moją sytuacją i nie będzie żadnych przeciwwskazań do używania tego typu produktów to z chęcią po niego sięgnę. Oczywiście śmieszy mnie trochę ten "Stop Smog", tak bardzo w modzie, ale podoba mi się ten węgiel aktywny. To, co widzę przez buteleczkę to to, że ma bardzo lejącą konsystencję. Zazwyczaj wolę gęstsze, ale taka jestem go ciekawa, że mogę mu to wybaczyć.
SKŁAD: Aqua, Glycerin, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Cocamidopropyl Betaine, Propanediol, Maltooligosyl Glucoside, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Polyquaternium-70, Lepidium Sativum Sprout Extract, Pullulan, Sodium Carboxymethyl Betaglucan, Caesalpinia Spinosa Gum, Carbon Black, Polyglyceryl-3 Caprate, Microcrystalline Cellulose, Dipropylene Glycol, Maltodextrin, Lactose, Xanthan Gum, Parfum, Acrylates/10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citric Acid, Cyclohexene, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.


Podsumowując...
Pierwsze wrażenie było bardzo dobre. Ucieszyła mnie kolorówka, szkoda jednak, że ten lakier do ust z Bell lub pomadka Secretale nie są matowe. Ogólną ocenę całego pudełka z pewnością podniosłaby perfumetka, gdyby nie fakt, że mam już ten zapach, i to nie do końca się z nim dogaduję. Reszta byłaby w porządku, gdyby nie mój obecny stan skóry głowy. Także sporo w tym miesiącu niemiłych przypadków i zbiegów okoliczności. No cóż, nie mogę go zupełnie przekreślić, bo wciąż pamiętam swoją pierwszą ekscytację przy przeglądaniu zawartości, jednak po dogłębnej analizie muszę stwierdzić, że trochę się zawiodłam. 
Moja ocena: 3/5

Znacie te pudełka? Lubicie taką zabawę? A może macie to konkretne? Co o nim sądzicie? Próbowałyście któregoś z ww. produktów? Jak się u Was sprawdziły? Byłybyście zadowolone z takiej zawartości? I co myślicie o produktach, które są dla Was nowościami? Skusicie się?

~ wredna
Czytaj więcej

DAMSKIE PERFUMY DLA MĘŻCZYZN?
Świeżość we flakonie, czyli NOU Bergamot

33 komentarze:
Większość z Was pewnie kojarzy podział perfum na damskie i męskie. A Ci, którzy choć w jakimś najmniejszym stopniu zainteresowali się kiedyś tematem trafili pewnie na takie pojęcie jak unisex, które znaczy, ni mniej, ni więcej, dla obu płci. Przyznam szczerze, że ja akurat należę do tej grupy, która uważa, że do żadnego zapachu nie powinniśmy przypinać etykietki femme czy homme. Jeśli kobieta lubi aromatyczne, lawendowo-przyprawowe wonie to przecież nikt nie zabroni jej takich nosić. I w drugą stronę, jeśli mężczyzna lubuje się w słodkich, kwiatowo-owocowych perfumach to jak najbardziej powinien je kupować. Ważne co nam się podoba i w czym czujemy się dobrze, a nie to, czy na opakowaniu napisali damskie czy męskie.
Taki wstęp, bo dzisiaj będzie o zapachu, który z nazwy przeznaczony jest dla kobiet, acz moim zdaniem zdecydowanie bardziej pasuje do facetów. Niemniej, samo próbowanie i opisywanie zapachu było czystą przyjemność, także serdecznie dziękuję portalowi Only You za możliwość przetestowania.


O marce słów kilka
W pięknym języku katalońskim NOU znaczy nowy.
Nowy zapach, nowe emocje, nowa jakość.Zapachy NOU powstają z najwyższej jakości składników naturalnych. Komponują je najlepsi perfumiarze z Francji, dbając o to, by zadowalały gust najbardziej wymagających odbiorców. Proste, czyste i eleganckie.
Zapachy, które urzekną aktywne kobiety i dynamicznych mężczyzn.
Przyznam szczerze, że asortyment marki nie jest jakiś zdumiewający, ale całkiem w porządku. Bardzo podoba mi się to, że oferują zapachy inspirowane jedną nutą (bergamotką, frezją, peonią). 
Zapachy marki NOU dostępne są w drogeriach Rossmann.

Właśnie wkraczasz do ogrodu NOU Bergamot. Spacer rozpoczyna się od zapachów cytryny, bergamoty i kardamonu, ale po chwili wyczujesz również świeżość przed chwilą zerwanych z gałązki zielonych liści. Zamarzy ci się filiżanka orzeźwiającego napoju i wtedy, nieoczekiwanie, pojawią się zapachy jaśminu, zielonej herbaty, irysa i lilii. Dreszcz emocji popchnie cię tajemniczą alejką w głąb ogrodu. W jednym z najpiękniejszych zakamarków zielonego buszu odkryjesz drzewo cedrowe, wokół którego tańczą nuty piżma.
Pojemność: 50 ml
Wersja: EDP (Eau de Parfum), woda perfumowana
Cena: 69 zł
Termin ważności: 36 miesięcy od otwarcia


Opakowanie i nuty zapachowe
Perfumy przychodzą do nas zamknięte w czarnym, matowym, jedwabistym w dotyku, kartonowym opakowaniu z błyszczącymi napisami i grafiką nawiązującą do piramidy zapachowej. Całość wygląda bardzo elegancko i znacznie bardziej podobałby mi się sam flakonik, gdyby i on nawiązywał do pudełeczka. Niestety, buteleczka jest mała, przezroczysta, szklana, z grubym dnem. Jedyne, co nawiązuje do opakowania zewnętrznego to nalepka z nazwą i grafiką. Niby wolałabym, żeby wnętrze było utrzymane w tych samych klimatach co kartonik, ale z drugiej to, jak wygląda w rzeczywistości, bardziej odpowiada samemu zapachowi. 
Ogólnie flaszeczka jest prosta, niewymyślna, ale prezentuje się elegancko i z klasą. Plastikowy korek zamyka się na kliknięcie, ale nie trzyma się w miejscu i z łatwością się obraca. Także trzeba uważać, żeby nie chwycić wyłącznie za nakrętkę.
Sam atomizer działa bez zarzutów. Dozuje odpowiednią mgiełkę, nie zacina się i nie przecieka. 
Nuty głowy: cytryna, bergamota, kardamon, zielone liście
Nuty serca: jaśmin, zielona herbata, irys, lilia
Nuty bazy: drzewo cedrowe, piżmo

Ale jak to pachnie?
Początek jest bardzo męski. Przywodzi mi na myśl wody po goleniu SkinO z Biedronki, tylko znacznie intensywniejsze. Przyznam szczerze, że nie czuję tutaj cytryny, która jednak dodałaby choć odrobinę orzeźwiającej słodyczy. To, co wychwytuje mój nos to cała masa bergamotki, ostrej, niemalże gorzkawej i kardamon.
Po jakiejś chwili, kiedy pierwsza ostrość minie, pojawia się odrobina piżma, które delikatnie łagodzi całość i sprawia, że kompozycja zaczyna zmierzać bardziej w stronę unisex. Wyłaniają się zielone liście, powoli zajmując miejsce cytrusów, które z każdą chwilą odchodzą w zapomnienie. Tak, to zapowiedź rozwinięcia.

Kiedy zapach posiedzi na naszej skórze jakiś czas staje się bardziej łagodny i mniej męski. Zielone liście wraz z herbatą o tym samym kolorze tworzą mieszankę, która przypomina mi rumianek. Kardamon wciąż jest w centrum, ale teraz zaczynają mu towarzyszyć nuty zielone i kwiaty, a dokładniej lilia. Ona nadaje wodnego aromatu. W obecnej fazie kompozycja pachnie jak kardamon rozpuszczony w mieszance zielonej herbaty i rumianku. W tle zaczyna też pobrzmiewać drzewo cedrowe. Czyżby zwiastun szybkiego wygaśnięcia? Przecież nie minęła jeszcze godzina? To z pewnością nie jest drzewno-cytrusowa kategoria, której się spodziewałam, to bardziej aromatyczno-przyprawowy zapach.

No i mamy ostatnią fazę, która trwa od ok. 2 godziny noszenia do samego końca. Cała magia dzieje się na samym początku, później zapach już się nie rozwija. Na tym etapie mamy drzewo cedrowe z odrobiną piżma i mnóstwem zielonej herbaty, przyprawione kardamonem. Niby jest świeżo, ale w bardzo aromatycznym tego słowa znaczeniu. Ja jednak wolę cytrusy i nuty drzewne. 


Projekcja i trwałość
Świeże, cytrusowo-zielone zapachy zazwyczaj mają łagodną projekcję i tak też jest w tym przypadku. Choć przyznam, że w tej kategorii te pół metra w zupełności mi wystarcza i mnie zadowala. Takie kompozycje nie mają mieć ogona, mają być bezpieczne i raczej dyskretne. 
Jeśli chodzi o trwałość to jest dobrze. Takie 5-6 godzin zapach z nami zostanie. Później warto po zaaplikować ponownie, bo staje się bardzo delikatny i bliskoskórny.

Czy polubiłam się z tym zapachem?
Powiem tak, ocenię je jako perfumy męskie, bo osobiście nie planuję ich nosić, ale z łatwością mogę sobie wyobrazić, że spodobają się jakiemuś koledze lub tacie. I jeśli oceniamy je w tej kategorii to owszem, polubiłam go. Jest aromatyczny, a zarazem świeży. Szkoda, że cytrusy nie towarzyszą nam przez całą żywotność zapachu, ale mogę mu to wybaczyć. Dzięki kardamonowi (którego na sobie nie lubię, ale na mężczyznach uwielbiam) kompozycja jest głęboka, uwodzicielska, a jednocześnie świeża i czysta. Uważam, że sprawdzą się też na każdą porę roku i okazję. 


Podsumowując...
Osobiście zapachu nie będę nosiła. Może jestem za mało odważna, może nie czuję się dobrze w takich wyrazistych kompozycjach. Mój nos odbiera te perfumy bardziej w kategoriach męskich i na płci przeciwnej z pewnością by mi się spodobał. Dlatego oceniam go dzisiaj właśnie w tej kategorii. Lub, jak wolicie, zupełnie odrębnie od jakiegokolwiek podziału na męskie i damskie. Trwałość i projekcja są w porządku, jak najbardziej akceptowalne, szczególnie biorąc pod uwagę kategorię zapachu (świeża). Raczej nikogo z nóg nie zwalą, ale są przyjemne i poprawne. Jedyny minus to cena, która mogłaby być nieco niższa.
Moja ocena: 4-/5

Znacie markę NOU? Mieliście okazję testować jakiś z ich zapachów? Jak się Wam sprawdziły? A może próbowaliście Bergamot? Podoba Wam się? A jeśli nie, czujecie się zachęceni? Czy może wręcz przeciwnie, stwierdzacie, że to jednak nie są perfumy dla Was?

~ wredna
Czytaj więcej

PRZEGLĄD KULTUROWY STYCZNIA, CZYLI...
Co obejrzałam, co przeczytałam i czego słuchałam

52 komentarze:
Na moim blogu rzadko pojawiają się posty o innej tematyce niż z szeroko pojętej dziedziny urodowej (beauty). Jednak czasami mam potrzebę podzielenia się z Wami moimi innymi odkryciami, innymi aspektami mojego życia i moich pasji. A z racji tego, że pewien film sprawdził, iż rozpoczęła się moja nowa obsesja to musiałam o nim wspomnieć na Wredna z Wyboru. Pomyślałam, że w recenzowaniu ekranizacji nie jestem zbyt dobra to postanowiłam zrobić to w postaci krótkiego przeglądu tego, co w ostatnim czasie u mnie królowało. Mam nadzieję, że Was nie zanudzę, a może ktoś z Was zainteresuje się jakąś z przedstawianych przeze mnie opinii.
PS nawet pisząc ten artykuł słucham wywiadu z moim nowym ulubionym aktorem.


Imagine Dragons, Natural
Według Dana Reynoldsa, piosenka mówi o tym, aby stać się nieco mniej bezwzględnym i zrogowaciałym z czasem, gdy zdajesz sobie sprawę, że musisz walczyć i powstać dla samego siebie.
źródło: groove.pl
Gatunek: rock alternatywny
Czas trwania: 3:09
Album: Origins
Data wydania: 17 lipca 2018
Postanowiłam zacząć od muzyki, bo tylko jedna piosenka zawładnęła moim początkiem roku 2019. Wiem, że Natural została wydana już jakiś czas temu i wcześniej też ją znałam, ale dopiero w styczniu doceniłam ją w pełni. Samą grupę bardzo lubię i wiele ich utworów przypada mi do gustu, jednak ten miesiąc stał pod znakiem właśnie tej. Ci, którzy zaglądają na bloga już od jakiegoś czasu to wiedzą, że moją muzyczną miłością jest Ed Sheeran, więc fakt, że to nie jego utwór znalazł się w dzisiejszym zestawieniu musi coś znaczyć.
Moja ocena: 5/5
And you're standing on the edge, face up‘Cause you’re a natural

* * *
Ker Dukey, K. Webster, Skradzione Laleczki
Kogo kocha Benny? Swoje małe, słodkie lalki. Póki są posłuszne i nie stają z nim do walki. Dba, by były piękne. Włosy im układa i na ich młode ciałka sukienki zakłada. A gdy noc zapada do zabawy przystępuje.
Tytuł oryginalny: Pretty Stolen Dolls
Gatunek: thriller, sesnacja, kyminał
Data wydania: 30 maja 2018
Liczba stron: 262
W styczniu, do tej pory, udało mi się przeczytać tylko dwie książki, i to niezbyt długie. Pierwsza z nich to właśnie Skradzione laleczki. Przyznam szczerze, że za kryminałami nie przepadam, ale siostra tak bardzo tę pozycję polecała i zachwalała całą serię u siebie na blogu (tutaj), że postanowiłam dać jej szansę. Powiem tak, pomysł był genialny, momentami lektura bardzo mi się podobała, jednak dla mnie zbyt dużo tutaj z erotyka, których nie lubię. Wolałabym, żeby był to bardziej kryminał psychologiczny, bo w tej dziedzinie, moim zdaniem, sprawdziłby się znacznie lepiej. Ma w sobie elementy tego gatunku, jednak dla mnie to za mało. Ogólnie uważam, że nie jest to arcydzieło, ani nic, co wywołałoby u mnie silniejsze emocje, ale z pewnością warto się z tą pozycją zapoznać, szczególnie, jeśli lubicie takie klimaty.
Moja ocena: 3/5
Tatuś mówił, że potwory wyglądają dokładnie tak samo jak my, czy on. I żyją wśród nas.

* * *
Heidi McLaughlin, Forever My Girl
Nigdy nie myślałem, że zostanę gwiazdą rocka. Będąc w college’u, planowałem grać w futbol, następnie dostać się do drużyny ligi zawodowej i poślubić ukochaną z liceum, z którą wiódłbym długie i szczęśliwe życie. Informacją o wyjeździe złamałem serce nie tylko jej, ale i sobie.
Gatunek: literatura obyczajowa, romans
Data wydania: 19 grudnia 2018
Liczba stron: 253
I druga, króciutka pozycja, którą udało mi się przeczytać w tym miesiącu. Przyznam szczerze, że sięgnęłam po nią po obejrzeniu ekranizacji. I jedno i drugie jest warte poznania, ale ani ekranizacja, ani pierwowzór nie zrobiły na mnie większego wrażenia, ot miłe urozmaicenie długiego wieczoru. Jeśli znacie tylko jedno to polecam sięgnąć po drugie, bo jest tak wiele różnic między nimi, że w niektórych aspektach bardziej podobały mi się rozwiązania Heidi McLaughlin, a w niektórych reżysera. To, co łączy obie pozycje to główny wątek, ale cała oprawa sprawia, że można by je traktować jak dwa zupełnie odrębne twory.
Moja ocena: 3/5
Na scenie odnoszę sukcesy, ale w środku nocy doskwiera mi samotność. Przeraża mnie myśl o umieraniu w samotności.

* * *
Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda (2018)
Gellertowi Grindelwaldowi udaje się uciec z więzienia. Tylko Dumbledore z pomocą Newta Scamandera mogą go ponownie pokonać.
Tytuł oryginalny: Fantastic Beasts: The Crimes of Grindelwald
Gatunek: fantasy
Produkcja: USA, Wielka Brytania
Reżyseria: David Yates
Jako ogromna fanka Harry'ego Pottera musiałam się zapoznać z tą nową serią. Oczywiście wiedziałam, że nie będzie to już taki sukces, ale fakt, że w rolę Newta Scamadra wciela się jeden z moich ulubionych aktorów, czyli Eddie Redmayne, nieco podnosił mnie na duchu. Pierwsza część przygód była w porządku. Przyznam szczerze, że nie zapadła mi jakoś szczególnie w pamięć, ale warto obejrzeć, chociażby dla samych efektów specjalnych i fenomenalnej gry aktorskiej. Zbrodnie Grindelwalda tym bardziej chciałam obejrzeć, bo rolę tytułowego zbrodniarza odgrywa również mój ulubiony aktor, czyli Johnny Depp. Taka mieszanka na jednym ekranie - nie mogłam tego ominąć. Tutaj, podobnie jak w przypadku pierwszej części, jest w porządku, ale bez fajerwerek.
Moja ocena: 3+/5
Jesteś zbyt dobry, Newt. Nie spotkałeś jeszcze potwora, którego nie mógłbyś pokochać.

* * *
Duma i Uprzedzenie (2005)
Ekranizacja powieści Jane Austen. Życie pięciu sióstr w georgiańskiej Anglii odmienia się, gdy do sąsiedztwa sprowadza się dwóch kawalerów.
Tytuł oryginalny: Pride and Prejudice
Gatunek: kostiumowy, melodramat
Produkcja: Francja, USA, Wielka Brytania
Reżyseria: Joe Wright
Tak, wiem, jak ja mogłam wcześniej nie widzieć tej ekranizacji? Zaskoczę Was jeszcze bardziej, nigdy nie czytałam książki. Choć po seansie planuję się z nią zapoznać, ale czaję się na wersję w języku angielskim, a ciężko taką trafić w przyzwoitej cenie. 
Ale wracając do ekranizacji. Oglądałam ją w grudniu, więc troszkę tutaj naginam, ale bardzo chciałam o niej wspomnieć, bo stała się jednym z moich ulubionych filmów. Widziałam również serial z Colinem Firthem, ale jednak fenomenalna gra aktorska Keiry Knightly zauroczyła mnie tak bardzo, że to właśnie pełnometrażowa produkcja trafiła do moich ulubieńców. Uważam, że jest to must watch dla wszystkich romantyków; osób, które lubią filmy kostiumowe; oraz dla tych, których interesuje historia i kultura Wielkiej Brytanii. Myślę, że (pewnie bardziej książkę, ale ekranizacja też daje radę na tym polu) docenią ją również maniacy języka angielskiego, którzy chcą poszerzyć słownictwo.
Moja ocena: 4/5
Co zatem pani zdaniem może pobudzić uczucie?Taniec, nawet jeśli partnerka tylko „ujdzie”.

* * *
Bohemian Rhapsody (2018)
Dzięki oryginalnemu brzmieniu Queen staje się jednym z najpopularniejszych zespołów w historii muzyki.
Gatunek: biograficzny, dramat, muzyczny
Produkcja: Francja, USA, Wielka Brytania
Reżyseria: Bryan Singer
Wiedziałam, że ten film przypadnie mi do gustu. Po pierwsze, bardzo lubię tego typu ekranizacje, w których mamy wybitną jednostkę (w tym przypadku cały zespół, ale jednak na czele z Freddiem Mercurym). Po drugie, chyba każdy kocha Queen, albo przynajmniej zna ich utwory. Jednak nie spodziewałam się, że tak bardzo mnie poruszy i wzbudzi tyle uczuć. Tym bardziej doceniam tę produkcję, że dzięki niej poznałam kolejnego świetnego aktora. Rami Malek wcielający się w postać wokalisty zagrał fenomenalnie. Inaczej określić tego nie mogę. Oczywiście, odwzorowanie pierwowzoru graniczy z cudem, ale aktor wykonał kawał dobrej roboty. Jeśli nie widzieliście to polecam się zapoznać. W internecie krąży wiele opinii dotyczących tego, iż nie powinien on nosić miana filmu biograficznego, jednak ja uważam, że pewne odstępstwa od faktów na rzecz ekspresywności można podarować. Poza tym, jeśli ktoś chce bliżej poznać prawdziwą historię zespołu to można pokusić się o obejrzenie filmów dokumentalnych i wywiadów. 
Moja ocena: 5/5
Będzie dobrze. Potrzebują tylko trochę czasu.A co jeśli ja go nie mam?

* * * 
Mr. Robot, serial (2015-2017)
Grupa hakerów planuje atak na międzynarodową korporację Evil Corp.
Gatunek: dramat, thriller, psychologiczny
Twórca: Sam Esmail
Liczba sezonów: 3
Liczba odcinków: 32
Jeśli ja polecam serial to coś musi być na rzeczy. Bardzo rzadko decyduję się na tasiemce, bo najzwyczajniej nigdy ich nie kończę i porzucam w połowie sezonu. Tym razem, jak się możecie domyślać, zaintrygował mnie aktor. Po obejrzeniu Bohemian Rhapsody czułam niedosyt Ramiego Maleka, a z racji tego, że nie ma zbyt wielu filmów z jego udziałem to postanowiłam dać szansę serialowi. Ta produkcja utwierdziła mnie w fakcie, że ten 37 letni (Uwierzylibyście?! Ja dawałam mu jakieś 25) aktor ma duży potencjał i kreuje wielowymiarowe postaci. Ciekawi mnie niezmiernie to, jak rozwinie się jego dalsza kariera. 
Sam serial jest dobry. Najbardziej, oczywiście, podoba mi się aspekt psychologiczny. Jednak to, co coraz bardziej mnie do niego przekonuje (a obejrzałam dopiero pierwszy sezon) to to, że niektóre rozwiązania są naprawdę zaskakujące i kiedy już myślałam, że rozgryzłam jakąś zagadkę to okazuje się, że byłam od tego daleka. Także ogromny plus za nieprzewidywalność.
Moja ocena: 4/5
Czy zmysły nie są czujnikami dla mózgu? Jasne, polegamy na nich, ufamy, że trafnie odzwierciedlają otaczający nas świat, ale co jeśli tak nie jest? Jeśli to, co postrzegamy, nie jest prawdziwym światem, tylko przypuszczeniem naszego umysłu?

* * *

Znacie którąś z tych pozycji? Słyszeliście piosenkę? Czytaliście książki? Widzieliście filmy? Oglądacie serial? A co Was w ostatnim czasie zachwyciło? Zachęciłam Was do zapoznania się z którąś z moich propozycji? Co najbardziej wpadło Wam w oko?

~ wredna
Czytaj więcej