Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty

ROZKOSZ DLA NOSA I WŁOSÓW?
Il Salone do włosów zniszczonych i osłabionych

34 komentarze:
O tym, że jestem włosomaniaczką wiecie nie od dziś. W mojej kolekcji znajduje się mnóstwo kosmetyków do ich pielęgnacji, a same kosmyki nie lubią rutyny, więc stosuję zamiennie kilka różnych produktów. Kiedy odezwała się do mnie pani Karolina pytając czy nie zechciałabym wypróbować serii od Il Salone od razu się zgodziłam.
Samą markę kojarzę, nie tylko z blogów, ale też z ShinyBoxa. Kiedyś trafiłam w nim jakąś odżywkę w sprayu, ale jeszcze nie próbowałam. Także testy tej serii były dla mnie pierwszym bliższym kontaktem z tą firmą.


O marce słów kilka
Legenda, która przetrwała lata historii.
W latach 80-tych ubiegłego stulecia nowa linia produktów została odkryta w najlepszych salonach fryzjerskich we włoszech i w krótkim czasie podbiła salony na całym świecie.Jakość. Tradycja. Rezultaty.Fryzjerzy wybrali doskonałą jakość i spektakularne rezultaty gwarantowane przez tradycyjne receptury oparte na substancjach czynnych i składnikach odżywczych. Mleko i pszenica, oligoelementy, siemię lniane oraz olej arganowy: najlepsze dary natury dla nadzwyczajnie pięknych włosów.
Czas upływa. Produkty pozostają.35 lat później ponad 300 tysięcy profesjonalnych fryzjerów z całego świata nadal wybiera innowacyjne i przełomowe formuły, by oferować je swoim klientom.
Legendarna kolekcja nareszcie w zasięgu ręki.Od teraz kobiety mogą się cieszyć jakością profesjonalnych produktów w zaciszu własnego domu. Niezależnie od tego, czy potrzebujesz produktów do pielęgnacji, koloryzacji, czy prostowania  włosów, il salone milano oferuje idealne rozwiązanie.
Twój salon fryzjerski zamknięty w butelce.
Made in Italy



Olejek, regeneracja i wzmocnienie
Profesjonalna kuracja odbudowująca z Keratyną do włosów bardzo zniszczonych i osłabionych. Wzbogacony w Olej Migdałowy, co pomaga chronić przed negatywnym działaniem czynników zewnętrznych i zapobiega powstawaniu rozdwojonych końcówek. Profesjonalny rezultat w domu.
Pojemność: 100 ml
Cena: 34,99 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia (lub grudzień 2020)

Opakowanie i skład
Kosmetyk przychodzi do nas zamknięty w kartoniku, na którym znajdziemy wszystkie niezbędne informacje w kilku wersjach językowych (w tym, polskiej). Sam produkt mieści się w plastikowej, półprzezroczystej, brązowo-pomarańczowej buteleczce z pompką. Opakowanie jest lekkie i poręczne. Nie mam też żadnych zastrzeżeń, jeśli chodzi o stronę techniczną - aplikator działa bez zarzutów i pozwala na dozowanie odpowiedniej ilości olejku. 
Szata graficzna raczej prosta, bez zbędnych ozdobników, jednak charakterystyczna dla marki. Oczywiście, jest to kwestia gustu, ale mnie się podoba. Choć osobiście wolałabym, żeby buteleczka była jednak nieprzezroczysta, wtedy kolorystycznie komponowałaby się znacznie lepiej z resztą kosmetyków z serii, ale to jest już typowe czepialstwo, i to jeszcze aspektów wizualnych, czyli tych mniej istotnych.
SKŁAD: Cyclopentasiloxane, Alcohol Denat., Dimethiconol, C12-15 Alkyl Benzoate, Parfum (Fragrance), Benzophenone-3, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Tocopherol, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Capsicum Annuum Extract, Aqua (Water), Sodium Cocoyl Amino Acids, Potassium Dimethicone PEG-7 Panthenyl Phosphate, Propylene Glycol, Hydrolyzed Keratin, Trametes Versicolor Extract, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate.

Konsystencja i zapach
Cała ta seria jest bardzo przyjemna dla nosa, przynajmniej mojego. Wydaje mi się, że osoby, które wolą neutralne zapachy w kosmetykach, lub nawet ich brak, mogą być nieco niezadowolone, bo te produkty mają dość intensywne wonie. Olejek troszkę w tym aspekcie odbiega od reszty. Jak na mój nos to pachnie on poziomkami. Nic więcej, żadnej chemii, żadnych kremowych nut, po prostu poziomka. Jak dla mnie bomba! Na włosach raczej się ten owocek nie utrzymuje, albo trzeba się dosłownie wwąchać w kosmyki, żeby go poczuć, ale uprzyjemnia aplikowanie.
W opakowaniu olejek ma dosyć lejącą konsystencję i przypomina raczej wodę, ale kiedy wyciskamy go z pompki nabiera więcej treści i staje się gęstszy. Jest delikatnie klejący pod palcami, ale dzięki temu nie spływa z naszych włosów zbyt łatwo, ale jednocześnie bezproblemowo się po nich rozprowadza. 

Działanie
Olejek jest kosmetyki uniwersalnym i sam producent wskazuje na kilka jego zastosowań - jako zmiękczenie włosów przed myciem; jako ochrona przed wysoką temperaturą; do olejowania (również skalpu). 
Przyznam od razu, że dawno nie olejowałam już włosów, bo najzwyczajniej teraz tego nie potrzebują. Rzadko również stylizuję włosy z użyciem ciepła, a nawet jeśli to jednak moje włosy są zbyt cienkie, żebym odważyła się zabezpieczyć je olejkiem.
U mnie najlepiej ten kosmetyk sprawdza się jako ochrona przed szamponem. Zawsze nakładam coś, co będzie barierą pomiędzy włosami na długości, a kosmetykiem myjącym. W tej roli sprawdza się dobrze, ale żadnego działania regenerującego czy odżywczego nie zauważyłam. Może musiałabym stosować go regularnie przez znacznie dłuższy okres, ale doraźnie nie widzę żadnej różnicy. No, może delikatnie ułatwia rozczesywanie kosmyków, ale z tym rzadko kiedy mam problemy i każda odżywka czy maska działa na nie w ten sam sposób. 
Na szczęście, nie zauważyłam też żadnych negatywnych skutków używania tego olejku. Nie obciążył, ani nie obkleił włosów, co u mnie często tego typu konsystencje robią. Także tutaj plus.
Ogólnie nie jest to zły kosmetyk, jednak przy mojej ogromnej kolekcji raczej niekonieczny. Podejrzewam, że go zużyję, bo krzywdy mi nie robi, a zawsze to jakaś dodatkowa dawka ochrony i pielęgnacji, ale ponownie na pewno go nie kupię.
Moja ocena: 3/5


Maska regenerująca i wzmacniająca
Profesjonalna maska do włosów bardzo zniszczonych i osłabionych. Formuła intensywnie restrukturyzująca z Keratyną, zdolna do przenikania wgłąb włosa. Dzień po dniu, wspomaga proces odbudowy i regeneracji włókna włosa. Przywitaj na nowo włosy mocne, trwałe i błyszczące, na długo! Profesjonalny rezultat w domu.
Pojemność: 250 ml
Cena: 29,99 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia (lub styczeń 2023)

Opakowanie i skład
Kosmetyk zamknięty jest w plastikowej, poręcznej tubie ze standardową zakrętką. Wiele masek do włosów dostępnych jest właśnie w takim opakowaniu. Wydaje mi się, że jest ono praktyczne i dobrze sprawdza się przy tego rodzaju produktach. Ja osobiście lubię taką formę aplikacji. 
Aplikator posiada spory otwór, dzięki czemu bezproblemowo możemy dozować ilość użytego produktu. Ja osobiście nie żałuję sobie kosmetyków do pielęgnacji włosów, szczególnie tych, które spłukuję, więc cieszy mnie, że nie muszę piętnaście razy naciskać tuby. 
Szata graficzna standardowa dla marki z kolorem zielonym jako przewodnim. Moim zdaniem, miła dla oka i nieprzesadzona. Rzeczywiście przywodzi na myśl profesjonalne kosmetyki, które widujemy w dobrych salonach fryzjerskich.
SKŁAD: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Petrolatum, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Parfum (Fragrance), Phenoxyethanol, Hydrolyzed Wheat Protein, Ethylhexylglycerin, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Caramel, Citric Acid, Hydrolyzed Keratin, Trametes Versicolor Extract, Sodium Benzoate, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate.

Konsystencja i zapach
Zacznę od tego drugiego, bo jest tak przyjemny, że ciągle odkręcam tę maskę i ją wącham. Jest słodki, trochę waniliowy, coś jakby budyń, przywodzi mi na myśl jakich deser. Ma w sobie też jakieś orzechowe nuty, może to migdał? Przypominają mi jakieś perfumy, ale zupełnie nie mogę określić jakie. Może Byzantium od Tesori d'Oriente, ale to nie do końca to samo. To trochę dla mnie zagadka, a wiecie, że jeśli chodzi o zapachy to ja takie łamigłówki uwielbiam! W każdym razie, mimo tego, że jest intensywny, to mój nos bardzo się z nim lubi.
EDIT!!! Dopisuję ten fragment w dzień po tym, jak pisałam całość. Już wiem! Zapach identyczny jak arabskie perfumy w olejku Al Haramain Forever. Pisałam ich recenzję na blogu, więc jeśli chcecie przeczytać dokładny opis tej woni to zapraszam tutaj - klik.
Konsystencja też przypomina budyń, ale wydaje mi się, że dla masek do włosów jest to raczej standard. Pod palcami wydaje się treściwa, ale bezproblemowo rozprowadza się po kosmykach.

Działanie
Po zastosowaniu maski włosy wyglądają na zdrowsze, ale nie wiem na ile jest to wyłącznie efekt wizualny, a na ile rzeczywiste działanie pielęgnujące. Ale za to zdecydowanie mogę powiedzieć, że kłaczki są nawilżone. Nie puszą się i nie elektryzują.
Znaczną różnicę czuć również pod palcami - włoski są gładkie i miękkie. Maska nadaje im też delikatnego blasku. To, co w niej lubię to to, że nie obkleja kosmyków. Przy moich rzadkich i cienkich włosach skończyłoby się to tragedią. Na szczęście włosy są sypkie, jedwabiste i sprężyste.  Nie wpłynęły również na ich objętość, co akurat jest plusem, bo oznacza, że nie obciążyły mi dodatkowo pasm. Mam z tym spory problem, więc bardzo doceniam, kiedy kosmetyki do włosów nie powodują mi jeszcze większego przyklapnięcia. 
Wszystkie zapewnienia producenta zostały spełnione, także nie pozostaje mi nic jak tylko kontynuować używanie tej maski i zakończyć moją recenzję na jej temat najwyższą notą.
Moja ocena: 5/5


Odżywka, odbudowa i moc
Profesjonalna odżywka dla bardzo zniszczonych i osłabionych włosów. Odbudowująca formuła wzbogacona o Keratynę, sprzymierzeńca mocnych włosów! Ułatwia rozczesywanie włosów, bez pozostawiania śladów, wspomagając odbudowę włókien włosa oraz zapobiegając ich osłabieniu. Eksperci już ją wypróbowali... teraz i Ty daj się jej uwieść! Mocne i odbudowane włosy. Profesjonalny rezultat w domu.
Pojemność: 500 ml
Cena: 29,99 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia (lub październik 2023)

Opakowanie i skład
Balsam zamknięty jest w plastikowej, nieprzezroczystej butelce, przypominającej tę standardową dla szamponów; zakończonej aplikatorem na zatrzask. Także jeśli chodzi o oprawę to jest to coś, co zazwyczaj dostajemy przy odżywkach. jest to dosyć poręczne, choć osobiście wolę, kiedy dozownik jest na dole, umożliwia to wykorzystanie kosmetyku do samego końca. Dodatkowo fakt, że pojemność produktu jest tak duża to i sama butelka nie jest najporęczniejsza. Jednak nawet mokrą ręką nie mam większych problemów z użyciem balsamu. Wystarczy, że przed myciem otworzę aplikator, bo tego wilgotną dłonią nie jestem w stanie zrobić. 
Jednak jeśli chodzi o stricte techniczne aspekty to opakowania spełnia swoje zadanie i z łatwością możemy dozować odpowiednią dla nas ilość kosmetyku.
Szata graficzna jak w przypadku maski - charakterystycznie dla Il Salone, skromnie i w moim guście.
SKŁAD: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Glycerin, Glyceryl Stearate, Amodimethicone, Quaternium-87, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Isopropyl Alcohol, Parfum (Fragrance), Phenoxyethanol, Propylene Glycol, Ethylhexylglycerin, Hydrolyzed Wheat Protein, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Behentrimonium Methosulfate, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Caramel, Cetrimonium Chloride, Trideceth-10, Hydrolyzed Keratin, Trametes Versicolor Extract, Sodium Benzoate, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate.

Konsystencja i zapach
Jeśli chodzi o zmysł powonienia to powtarza się tutaj schemat z maski do włosów, także odsyłam Was kilka linijek wyżej. A tak w skrócie - słodki budyń waniliowo-migdałowy.
Jeżeli chodzi o konsystencję to ze względu na to, że jest to balsam, spodziewałam się czegoś, co w swojej formule przypominałoby mleczko. No i z jednej strony jest to podobna forma, ale jednak delikatnie bardziej zbita. Myślałam, że kosmetyk będzie wypływał z butelki, a tak nie jest. Powiedziałabym, że jest to delikatnie rzadsza konsystencja niż ta standardowa dla większości odżywek. Takie gęstsze mleczko.

Działanie
Od razu przy spłukiwaniu balsamu czuć jego działanie. Włosy są gładkie i nie plączą się, dzięki czemu późniejsze ich rozczesywanie jest bezproblemowe. Zazwyczaj używam dodatkowej odżywki bez spłukiwania, która ułatwi mi to zadanie, ale po użyciu tego kosmetyku nie było takiej konieczność. Kosmyki były miękkie, lejące i gładkie. Wydaje mi się, że maska i ta odżywka działają podobnie, jednak ta pierwsza daje bardziej zauważalne efekty. Balsam sprawdzi się do codziennego używania, a maska do sporadycznego wzmocnienia rezultatów kuracji. Wydaje mi się, że nie ma sensu podwajać tych produktów i kupować obu, jeśli ktoś potrzebuje mocniejszego działania to warto wybrać maskę, jeśli nie lubicie tak intensywnego odżywienia to balsam sprawdzi się lepiej. Ja zachowam oba, ale w pierwszej kolejności zużyję odżywkę z racji tego, że moje włosy nie lubią się ze zbyt dużym nawilżeniem.
Moja ocena: 4/5


Znacie markę Il Salone Milano? Jakie produkty tej firmy próbowaliście? Jakie polecacie, a które, Waszym zdaniem, lepiej unikać szerokim łukiem? Zainteresowałam Was serią do włosów zniszczonych i osłabionych? Który kosmetyk zainteresował Was szczególnie?

~ wredna
Czytaj więcej

ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA WE WRZEŚNIU?
Olejek ze słodkich migdałów, Ravina

35 komentarzy:
Czy ja jeszcze pamiętam jak to się robi? Dwa tygodnie - tyle nie było mnie w blogosferze. A czuję się jakbym miała co najmniej półroczne zaległości... Mam nadzieję, że uda mi się to wszystko nadrobić, i że ktoś z Was jeszcze tu zagląda.
Ale nie o tym dzisiaj, a o olejku, który swoim zapachem przenosi mnie w czasy dzieciństwa z okresu Świąt Bożego Narodzenia. To pierwsze moje spotkanie z tego typu kosmetykiem. Na początku nie do końca wiedziałam jak to ugryźć, ale z pomocą przyszły mi informacje od producenta.


O marce słów kilka
Kosmetyki ekologiczne Ravina produkowane są wyłącznie z substancji naturalnych lub ich pochodnych. Produkty roślinne to najczęściej używana grupa składników   kosmetyce naturalnej. Nasze produkty nie są testowane na zwierzętach, zostały przebadane mikrobiologicznie i dermatologiczne.Do najważniejszych zalet kosmetyków naturalnych naszej marki możemy zaliczyć: Podczas produkcji używamy wyłącznie receptur stosowanych od pokoleń; Starannie dobieramy kombinację ziół, tak aby nasze kosmetyki naturalne miały szczególne zastosowanie pielęgnacyjno-nawilżające;  Stosowane w naszych kosmetykach naturalnych składniki takie jak: zioła, korzenie, owoce nie szkodzą skórze.Na asortyment dostępny w naszej firmie składają się następujące linie produktów: kosmetyki naturalne, kosmetyki organiczne, kosmetyki bez parabenów, kosmetyki o naturalnym pH. Oferujemy szeroką gamę produktów o wszechstronnym zastosowaniu począwszy od naturalnej pielęgnacji twarzy, przez różnego rodzaju musy i masła naturalne, na ekologicznych olejkach i mydłach kończąc. 
W swojej ofercie Ravina posiada kosmetyki do pielęgnacji twarzy, ciała, włosów oraz naturalne mydła i produkty do kąpieli. Marka szczyci się naturalnym i ekologicznym składem swoich wyrobów, dzięki któremu ma się on idealnie sprawdzać osobom ze skórą wrażliwą - to przetestujemy, bo jak wiecie ja jestem posiadaczką właśnie tego typu.

Od producenta
Olejek ze słodkich migdałów wzbogacony o naturalny olejek cytrynowy, mandarynkowy oraz pomarańczowy. Łagodny i bezpieczny dla każdego rodzaju skóry.Produkt może być stosowany przez osoby posiadające skórę alergiczną i wrażliwą.DLACZEGO WARTO WYBRAĆ NASZ NATURALNY OLEJEK MIGDAŁOWY?* został przebadany mikrobiologicznie i dermatologicznie* jest to kosmetyk wegański - posiadający wyłącznie składniki roślinne* nie był testowany na zwierzętach* jest to produkt nierafinowany, tłoczony na zimno
Pojemność: 30 ml
Termin ważności: nie znalazłam informacji
Data produkcji: 19 lipca 2018


Opakowanie i skład
Olejek zamknięty jest w małej, zgrabnej i poręcznej, szklanej buteleczce. Szata graficzna bez zbędnych ozdobników, czyli tak, jak lubię najbardziej. Podoba mi się dobór kolorystyczny - połączenie mięty i złota zawsze mnie zachwyca :D Producent postanowił opatrzyć opakowanie atomizerem co na początku bardzo mnie ucieszyło, jednak biorąc pod uwagę fakt, iż jest to olejek to chyba trochę mija się z celem. Niby bezproblemowo dozuje produkt, jednak mam wrażenie, że część ścieka i sprawia, że ostatecznie cała buteleczka jest wytłuszczona. Ale jesteśmy przy tym aplikatorze to muszę napisać, że działa bez zarzutów. Ja jednak wolałabym tutaj zwyczajny, odkręcany koreczek.
Za to plus za szklane opakowanie ;) Ja wiem, że część z Was woli kiedy buteleczki są plastikowe, bo to zawsze praktyczniejsze rozwiązanie, ale ja uwielbiam, kiedy moje kosmetyki wyglądają bardziej luksusowo, co wykorzystanie szkła zapewnia.
A co do składu, wiecie, że ja w tej kwestii najlepszym ekspertem nie jestem, ale wiem, że czasami im krócej tym lepiej. Nie analizowałam go dogłębnie, ale na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo dobry.
SKŁAD: Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond Oil),Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Citrus Nobilis Peel Oil, Citrus Medica Limonum Peel Oil, Limonene*, Lianlool*, Citral*, Geraniol*
* Składniki występują w naturalnych olejach eterycznych.


Konsystencja i zapach
W pierwszym aspekcie nie było zaskoczenia. Formuła tego kosmetyku jest standardowa dla olejków. Z łatwością rozprowadza się po skórze, ale potrzebuje dłuższej chwili, żeby się wchłonąć, więc jeśli stosujecie go jako emolient do ciała to radziłabym sięgać po niego raczej na noc. 
Jednak dużym zaskoczeniem (pozytywnym) okazał się zapach kosmetyku. Spodziewałam się czegoś słodkiego, migdałowego, lub przynajmniej orzechowego. A tu taka niespodzianka. Na początku posta wspomniałam, że przenosi mnie w czasy dzieciństwa z okresu Świąt Bożego Narodzenia. Ktoś domyśla się już jak to pachnie? Mandarynki. Najprawdziwsza i najlepiej oddana woń tego owocu. Bardzo to lubię! Kiedy byłam mała "Mikołaj" zawsze przynosił nam torebki pełne słodyczy i właśnie tych cytrusów. Do tej pory kojarzą mi się one z grudniowymi świętami ;) 

Pielęgnacja ciała
Olejek ten trafił w moje ręce, bo chciałam wypróbować go do nawilżenia ciała. Mam wrażliwą i suchą skórę, która jesienią i zimą jest wręcz nie do nawodnienia. Pomyślałam, że taki emolient będzie moim zbawieniem. 
Ostatnio miałam mocno przesuszone dłonie, więc stwierdziłam, że będzie to idealny moment, żeby wypróbować tego gagatka. 
No i z bólem muszę stwierdzić, że sobie nie poradził. Natłuszcza fenomenalnie, ale rano wciąż miałam uczucie suchej skóry. Przyznam szczerze, że byłam rozczarowana i zawiedziona, bo miałam co do niego duże nadzieje. Postanowiłam jednak dać mu kolejną szansę i wypróbować go jako bazę pod krem nawilżający. Taka mieszanka sprawdziła się już lepiej, jednak dłonie wciąż nie były w takim stanie, jakiego bym chciała. Co prawda, kiedy zaniedbam trochę skórę to potrzebuje ona kilkudniowej kuracji, więc podejrzewam, że na dłuższą metę olejek je wyratuje, ale nie sprawdzi się zimą, kiedy codziennie potrzebuję bardzo silnej dawki nawilżenia. 
Uważam jednak, że będzie świetną bazą pod inny krem. Z pewnością nie zaszkodzi, a wręcz wyciągnie z niego to co najlepsze. Także nie ma co spisywać go na straty.
Jednak trzeba mu przyznać to, że sprawdzi się przy skórze wrażliwej, bo mnie nie uczulił. Nie zauważyłam żadnych niepożądanych efektów.


Pielęgnacja włosów
Producent zaleca wykorzystanie tego kosmetyku do olejowania włosów. Przyznam szczerze, że od dłuższego czasu tego nie robiłam, ale fakt, że ten produkt się u mnie znalazł był pretekstem by znów tego spróbować. 
W tej roli sprawdza się dobrze. Jednak moje włosy chyba lubią się z każdym olejem, bo żaden mnie nie rozczarował, ale żaden też nie zachwycił i wszystkie dają takie same efekty. 
Nie miałam problemu ze zmyciem kosmetyku, ale włosy na długości zawsze traktuję odżywką lub maską. Po całym zabiegu kosmyki były gładkie, lśniące, dociążone i z łatwością się rozczesywały. Niestety muszę przyznać, że nie jest to jakiś wyczyn, bo moje kłaczki są takie z natury i zazwyczaj nie mam z nimi większych problemów.

Kąpiel i masaż
Olejek może być również wykorzystany do kąpieli. Moim zdaniem bardziej jako eteryczny niż pielęgnacyjny. Może delikatnie nawilża, dzięki czemu skóra jest mniej przesuszona niż zazwyczaj, ale, jak sam producent zaleca, po myciu trzeba zaaplikować krem lub balsam. Bez tego się nie obędzie. 
Te 5 ml wlewałam na oko, więc możliwe, że dodałam za mało. Zapach nie jest oczywiście tak intensywny, ale tego można się było spodziewać. Ważne, że kąpiel jest uprzyjemniona. Mimo tego, raczej w tym celu olejku wykorzystywała nie będę. Po pierwsze, ma zbyt małą pojemność i szkoda mi tych mililitrów, a poza tym znacznie częściej decyduję się na prysznic ;) Ale kto wie, jesienią lubię czasami poleżeć w wannie, może od czasu do czasu urządzę sobie takie małe, pachnące spa ;)
Według producenta, olejek można także zastosować do masażu. Tej opcji jeszcze nie sprawdziłam, bo nie miałam na kim :D Ale myślę, że się sprawdzi, no bo to w końcu olejek ;) Konsystencję ma do tego idealną, a biorąc pod uwagę dodatkowo fakt, że rewelacyjnie pachnie to śmiem twierdzić, że takie jego wykorzystanie może być niezwykle przyjemne ;)


Cena i dostępność
Kosmetyki marki Ravina, w tym olejek ze słodkich migdałów, kupicie na stronie producenta. Nie wydaje mi się, żebyście mogli je dorwać w jakiejś drogerii stacjonarnej, miejmy nadzieję, że na razie ;) A za 30 ml olejku musicie zapłacić 18,99 zł plus koszty wysyłki.

Podsumowując...
Olejek ani mnie nie zachwycił, ani szczególnie nie rozczarował. Pachnie nieziemsko, więc z pewnością go wykorzystam do ostatniej kropelki, ale raczej nie sięgnę po niego kolejny raz. Troszkę mnie zawiodło jego nawilżenie, ale jako baza pod krem sprawdzi się idealnie. Podejrzewam, że wypróbuję go też do masażu i może sporadycznie kapnę odrobinkę do kąpieli. 
Moja ocena: 3+/5

Znacie markę Ravina? Mieliście okazję próbować ich kosmetyki? Jak się Wam sprawdziły? A może testowaliście ten olejek? Co o nim sądzicie? A jeśli nie znacie, skusilibyście się, czy może wręcz przeciwnie? Jakieś sugestie dotyczące jego wykorzystania, o którym nie pisałam?

~ wredna
Czytaj więcej

MY CURLS NIE TYLKO DLA KRĘCONYCH WŁOSÓW?
Czyli kilka słów o nieziemsko pachnącej masce do włosów

40 komentarzy:
Domyślacie się o czym będzie dzisiejszy wpis? Podpowiem, że będzie to recenzja maski do włosów. I jak? Teraz już wiecie? Oczywiście, że tak, przecież widzicie wszystko na zdjęciu :D No dobrze, przejdę do sedna.
Maska, którą dzisiaj chciałabym Wam przybliżyć, znalazła się na moim blogu już dwa razy, pierwszy w openboxie listopadowego ShinyBoxa, a później w ulubieńcach - tam już troszkę się nad nią rozpłynęłam, ale chciałabym podzielić się z Wami moimi bardziej szczegółowymi przemyśleniami.
A mówię o Novex My curls, nawilżającej masce do włosów. Od razu Wam powiem, że fakt iż tak bardzo polubiłam się z tym kosmetykiem świadczy o tym, że to naprawdę bardzo dobry produkt, bo na początku byłam do niego sceptycznie nastawiona, ale o tym niżej.


O marce słów kilka
Novex to głęboko odżywiający i poprawiający kondycję włosów system stworzony w celu przywracania blasku i gładkości. Jego formuła została wzbogacona w witaminę E, główny komponent zdrowych włosów i czynnik wpływający na ich porost.
Profesjonalna jakość produktów Novex sprawia, że są one odpowiednie dla wszystkich typów włosów. Novex jest jedną z najbardziej znanych brazylijskich marek w kategorii pielęgnacji włosów. Obecnie kosmetyki tej marki można znaleźć w ponad 45 krajach.
O linii My curls: Kręcone włosy potrzebują silnego nawilżenia, dlatego produkty z serii My curls zawierają siedem olejków: oliwkowy, arganowy, kokosowy, ojon, monoi, moringa oraz masło shea. Taka mieszanka zapewni włosom nawilżenie, odżywienie i działanie zapobiegające elektryzowaniu się, a ponadto przepiękny blask. Żurawina, drobny, ale o silnym działaniu owoc, wspomaga skręt włosów.


Od producenta
Bogata w czysty olej arganowy i witaminę E maska przeznaczona jest dla osób z suchymi, matowymi włosami oraz przesuszonymi i splątanymi końcówkami. Formuła bazująca na oleju arganowym dogłębnie odbudowuję strukturę włosa.
Miniaturka.
Gramatura: 100 g
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia

Opakowanie i skład
Miniaturka produktu zamknięta jest w plastikowym, solidnym słoiczku. Nie ma co się zbyt długo nad nim rozwodzić. Wieczko, w pasującym do całości kolorze dobrze spełnia swoją rolę i bezproblemowo się odkręca i zakręca. Choć przyznam szczerze, że wolę maski i odżywki do włosów w tubie, ze względu na to, że łatwiej wydobyć z nich produkt mokrymi dłońmi. W przypadku tego konkretnego kosmetyku muszę to zrobić przed zmoczeniem głowy, a wiadomo, czasami się o takich drobiazgach zapomina. 
Kolejny aspekt, który nie do końca przemawia do mnie w konstrukcji opakowania to wystający rant u góry, który niesamowicie utrudnia wydobycie produktu, szczególnie, że przy miniaturce otwór nie jest zbyt wielki.
Jeszcze tylko wspomnę o szacie graficznej i zaraz przestanę narzekać. Wygląd słoiczka, po prostu, do mnie nie przemawia. Ani ten kolor mi się nie podoba, ani sam projekt etykiety. Przywodzi mi na myśl maści rozgrzewające. Dlatego też po wyjęciu maski z ShinyBoxa byłam rozczarowana, bo spodziewałam się, że tak właśnie też będzie pachniała. Ach, nie mogłam się bardziej mylić :D
INGREDIENTS: Aqua, Cetearyl Alcohol, Petrolatum, Zea Mays Starch, Cetrimonium Chloride, Hydroxyethyl Urea, Parfum, Phenoxyethanol, Butylene Glycol, Butyrospermum Parkii Butter, Lactic Acid, Argania Spinosa Kernel Oil, Elaeis Oleifera Kernel Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Rhodiola Rosea Root Extract, Rosa Centifolia Flower Extract, Rosa Gallica Flower Extract, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Tocopheryl Acetate, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Lycium Barbarum Fruit Extract, Vaccinium Macrocarpon Fruit Extract, Vaccinum Myrtillus Fruit Extract, Sodium Benzoate.


Konsystencja i zapach
Może zacznę od tego drugiego, bo za każdym razem jak odkręcam opakowanie, żeby coś sprawdzić do tej recenzji to się rozpływam. Już pisałam Wam, zarówno w openboxie, jak i w ulubieńcach, że zakochałam się w zapachu tego produktu. Mówiłam, że jest on silnie owocowy i niesamowicie przyjemny, ale nie mogłam do końca określić jakie konkretne nuty wyczuwam. Teraz, kiedy pisałam o tym, czego dowiadujemy się o tym kosmetyku od producenta, w końcu się dowiedziałam. Przecież to żurawina! Cudna, soczysta, kwaśniutko-słodka żurawina! Ach, zapach idealny :D Cudny!
Konsystencja przypomina tę, którą znajdujemy w słynnych maskach Kallosa. Jest może ciut bardziej zbita, bo chociażbyście przez kilkanaście minut trzymali ją pod kątem to i tak ani drgnie. Jak dla mnie jest przyjemna, chociaż ciężko ją wydobyć z opakowania, głównie ze względu na samą konstrukcję słoiczka, na którą narzekałam dwie chwile temu :D Ale na włosach rozprowadza się gładziutko, nie ma problemu z jej równomiernym zaaplikowaniem, no i dodatkowo nie spływa nam z dłoni ;)


Działanie
Na początku byłam sceptycznie nastawiona do tej maski również ze względu na to, że pochodzi z linii My curls i jest przeznaczona do włosów kręconych. Cóż, moje prostsze być już nie mogą :D Dlatego myślałam, że to będzie kompletna klapa, że kosmetyk obciąży moje włosy i pozbawi objętości. Jednak zapach zachęcił mnie do jej wypróbowania. I nie żałuję ;)
Wspominałam już kiedyś, że moje włosy uwielbiają proteiny, dlatego bałam się, że ten kompleks siedmiu olejków zupełnie się im nie spodoba. Owszem, od czasu do czasu, łakną głębokiego nawilżenia, ale zazwyczaj sięgam wtedy po odżywki mniej bogate w emolienty. 
Od razu zaznaczę, że stosuję tę maskę nie częściej niż raz w tygodniu - ze względów, o których wspomniałam wyżej. I wydaje mi się, że częstsze jej używanie wpłynęłoby na moje włosy dokładnie tak, jak się tego spodziewałam na początku. Jednak, kiedy aplikuję ją raczej sporadycznie i na zmianę z innymi, bardziej proteinowymi maskami to z efektów jestem bardzo zadowolona. 
Włosy są z pewnością dociążone, tego się spodziewałam :D Nie elektryzują się, ale nie wyglądają też na oklapnięte, przylizane i pozbawione objętości. Na szczęście ;) Kosmetyk doskonale spełnia swoją główną rolę i mocno nawilża kosmyki, sprawia, że są błyszczące, gładziutkie i niezwykle miękkie. Wyglądają na zdrowsze, są lejące, no i przepięknie pachną! Mogłabym mieć takie perfumy :D
Kiedy zastosuję tę maskę to moje włosy wyglądają jak po prostownicy, są tak gładkie, tworzą niemalże idealnie równą taflę :D Nie zawsze mam ochotę na taki efekt, ale kiedy najdzie mnie ochota na perfekcyjnie dociążone włosy to wiem po jaki kosmetyk sięgnąć ;)


Cena i dostępność
Podejrzewam, że stacjonarnie dostaniecie kosmetyki tej marki w profesjonalnych sklepach fryzjerskich, w żadnej drogerii się z nimi nie spotkałam. Oczywiście, nie będziecie mieli większych problemów, żeby dostać je online. Ceny różnią się w zależności od strony, na jakiej zamawiamy, ale oscylują woków 25 zł/400 g i 45 zł/1000 g.

Podsumowując...
Bardzo polubiłam się z tą maską. Poza mało praktycznym opakowaniem, no i może nie najniższą ceną, kosmetyk zdaje się nie mieć wad. Sprawdza się nawet przy moich prostych jak druty włosach. Także odpowiadając na pytanie z tytułu posta - tak, My curls nie tylko dla kręconych włosów. Oczywiście, używam jej rzadziej niżbym to robiła, gdybym miała burzę loków, trzeba pamiętać, że z nawilżaniem też nie można przesadzać.
Ach, no i ten zapach <3
Moja ocena: 4/5

Znacie ten produkt? Jak Wam się sprawdził? A może używaliście innych kosmetyków tej marki? Co polecacie wypróbować? Kierujecie się nazwami linii (np. My curls) przy wyborze? Czy może, tak jak ja, próbujecie również tych, które z nazwy nie są przeznaczone do Waszego typu włosów?

~ wredna
Czytaj więcej

PROTEINY MLECZNE NA WŁOSY?
Czyli wersja słynnej serii masek do włosów Kallos

61 komentarzy:
Jeżeli czytacie mojego bloga od jakiegoś czasu to wiecie, że bardzo polubiłam się z maskami do włosów marki Kallos. Tak, z tymi słynnymi gigantami. Co prawda, do tej pory wypróbowałam tylko dwóch, ale to tylko kwestia czasu, kiedy sięgnę po kolejne produkty z linii.
Ostatnio stwierdziłam, że skoro taką sympatią darzę te odżywki to chyba powinnam o nich napisać co nieco. Wiem, że ta właśnie dzisiaj recenzowana, pojawiła się już w ulubieńcach, ale mam wrażenie, że nie poświęciłam jej wtedy wystarczająco czasu i słów ;) Dlatego też dzisiaj chciałabym zaprosić Was na moją opinię dotyczącą Kallos Milk.


O marce słów kilka
Kallos cosmetics rozwija i produkuje doskonałej jakości profesjonalne wyroby kosmetyczne do pielęgnacji włosów, pielęgnacji ciała oraz kosmetyki szlachetne. Wyroby kosmetyczne Kallos, poza Węgrami, cieszą się powszechnym uznaniem w wielu innych europejskich krajach, takich jak np. Australia, Niemcy, Polska, Czechy, Słowacja, Łotwa czy Ukraina. Na Węgrzech i w Rumunii Kallos jest wiodącą marką w sektorze profesjonalnych wyrobów do pielęgnacji włosów.Wyroby Kallos są bezkonkurencyjne w Europie w zakresie stosunku cena – wartość. Wyroby nowej generacji znajdują się zawsze o jeden krok do przodu w stosunku do aktualnych trendów, zarówno pod względem jakości surowców jak i designu. Systematycznie powiększany asortyment doskonałych produktów o wiarygodnej jakości, oferowany w bezprzykładnie konkurencyjnych cenach.Wyjątkowo szeroki asortyment wyrobów jest systematycznie powiększany, dostosowywany do potrzeb i wymogów rynkowych. Filozofią firmy jest wytwarzanie indywidualnych wyrobów o doskonałej jakości i w przepięknych opakowaniach, zarówno profesjonalnych.

źródło: mar-kos.pl


Od producenta
Maska do włosów w kremie Kallos Milk z ekstraktem z proteiny mlecznej. Dzięki zawartości pielęgnującej właściwości proteiny mlecznej dogłębnie nawilża i odżywia  całą strukturę włosów. Po zastosowaniu włosy stają się jedwabiste, lśniące i łatwe w obsłudze.
Pojemność: 1000 ml
Cena: ok. 10 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia


Opakowanie i skład
Pierwszy aspekt, który od razu przyciąga naszą uwagę to monstrualna pojemność produktu - litr! Cały, jeden, litr ;) Przyda się ktoś do pomocy w zużyciu kosmetyku ;) Oczywiście dostępne są również mniejsze wersje, jednak wtedy cena wypada mniej korzystnie.
Maska zamknięta jest w plastikowym, ogromnym, okrągłym opakowaniu. Można powiedzieć, że to niemal wiadereczko :D Zakręcane wieczko uniemożliwia wydostanie się produktu, np. podczas podróży. Nie ma z nim żadnych problemów, z łatwością się je odkręca i powtórnie zamyka. Samo wieczko wykonane jest z dosyć grubego, solidnego plastiku, natomiast pozostała część opakowania jest trochę bardziej elastyczna i można ją spokojnie ścisnąć w palcach. Ja nie zauważyłam jednak żadnego dyskomfortu w korzystaniu z tej odżywki z powodu jej giętkiego "słoiczka".
Szata graficzna zdecydowanie do mnie przemawia i podoba mi się najbardziej ze wszystkich dostępnych masek. Pięknie też prezentuje się na zdjęciach ;) Schludnie i profesjonalnie ;)
INGREDIENTS: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Propylene Glycol, Hydrolyzed Milk Protein, Cyclopenta Siloxane, Dimethiconol, Parfum, Benzylalcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.




Konsystencja i zapach
Zacznę od tego drugiego, bo wspomniałam o tym już w ulubieńcach. Ten kosmetyk ma wielu przeciwników, a przynajmniej jego zapach. Ja jednak się w nim zakochałam ;) Moim zdaniem to taki budyń waniliowy ;) Może z malutką domieszką chemiczną, ale można ją wyczuć tylko wtedy, gdy wącha się kosmetyk bezpośrednio z opakowania. Na dłoni i na włosach pachnie cudnie i słodko, przynajmniej moim zdaniem ;)
Konsystencja jest typowa dla masek Kallosa. Przynajmniej ta keratynowa miała identyczną gęstość. Nie jest mocno zbita i tępa, ale zwarta na tyle, że nie zmienia swojego położenia zbyt szybko (np. kiedy położycie "wiadereczko"). Mnie odpowiada. Nie jest lejąca, więc nie ucieka nam między palcami, ale nie jest też tak zawiesista, żebyśmy mieli problem z jej zaaplikowaniem. Gładko sunie na włosach i z równomiernie się na nich rozprowadza ;)




Działanie
Kiedy korzystam z tej maski to po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że moje włosy uwielbiają proteiny ;) Bardzo dobrze na nie reagują. Czy rzeczywiście są nawilżone i odżywione, tak jak obiecuje producent? Co do tego drugiego to nie wiem, na pewno wyglądają na zdrowsze, ale nie wiem na ile jest to wyłącznie efekt wizualny, a na ile rzeczywiste działanie pielęgnujące. Proteiny mleczne z pewnością dostarczą kosmykom dawkę odżywienia, więc może coś jest na rzeczy ;)
Ale za to zdecydowanie mogę powiedzieć, że kłaczki są nawilżone. Nie puszą się i nie elektryzują, a jednocześnie ich objętość jest pełniejsza. Znaczną różnicę czuć również pod palcami - włoski są gładkie i miękkie. Maska nadaje im też delikatnego blasku.
Potwierdzam również to, że są jedwabiste. Po tę maskę sięgam zawsze kiedy potrzebują dociążenia końcówek (czyli w okresie jesienno-zimowym bardzo często), ale czuję, że typowo nawilżająca odżywka mogłaby je pozbawić objętości i spowodować oklapnięcie u nasady. Moje włosy są z natury cienkie i rzadkie, więc dodatkowe obciążenie kończy się tragedią.
Przyznam szczerze, że gdybym miała wybierać między tą a keratynową to miałabym nie lada dylemat ;) Uwielbiam to, jak Milk wygładza, nabłyszcza i nawilża moje kosmyki, sprawiając, że są miłe w dotyku i miękkie, a jednocześnie nadaje im delikatnej objętości, trzyma w ryzach i nie pozwala się elektryzować, a także ułatwia ich rozczesywanie ;)


Cena i dostępność
Jeżeli chodzi o to, gdzie dostaniecie te maski stacjonarnie to wiem na pewno, że są w drogeriach Hebe, o innych lokalizacjach mi nic nie wiadomo, więc jeśli macie jakieś informacje na ten temat to bądźcie tak mili i nas poinformujcie ;) Ale bez problemu można je ucapić w internecie, w niemal każdej drogerii internetowej. Ceny są różne, ale oscylują w granicach 10 zł/1 l. 

Podsumowując...
Ja tę maskę pokochałam. Z pewnością wypróbuję też inne wypusty tej marki, ale coś czuję, że do tej wersji wrócę. Proteiny w niej zawarte sprawiają, że moje włosy wyglądają na odżywione, zdrowsze i mają większą objętość. Utrzymanie ich w ryzach i rozczesanie stało się znacznie łatwiejszym zadaniem. A dodatkowo pięknie nabłyszcza, nawilża i wygładza.
Oczywiście nie polecam jej używać przy każdym myciu, wszystkie włosy potrzebują zróżnicowania ;) Ja sięgam po nią średnio raz, do dwóch, w tygodniu ;) Nie pozwólcie kosmykom się do niej przyzwyczaić, lub co gorsze, nie doprowadźcie do przeproteinowania ;)
Moja ocena: 5/5

Znacie te maski do włosów? Jaka wersja jest Waszą ulubioną? Miałyście tę z proteinami mlecznymi? Jak się u Was sprawdziła? Sięgacie po odżywki w tych ogromnych pojemnościach? A może wolicie te mniejsze, tak aby mieć pewność, że się nie zmarnuje?

~ wredna
Czytaj więcej

KOLEJNA ODSŁONA ALOESOWEJ PIELĘGNACJI
Jak tym razem sprawdzą mi się kosmetyki Equilibra?

54 komentarze:
Poprzednim razem (tutaj) pisałam o trzech produktach marki Equilibra. Wspomniałam też o tym, jak moja skóra i włosy lubią działanie aloesu. Jeśli jesteście ciekawi to odsyłam Was do tamtego posta.
Wtedy też znalazłam jedną perełkę, która walczy o miejsce w ulubieńcach. Dzisiaj mam coś dla włosów i ciała. Czy i tym razem zawarty w nich cudowny składnik przyczyni się do tego, że zakocham się w tych kosmetykach? O tym niżej, ale muszę przyznać, że samą markę bardzo polubiłam i im więcej produktów testuję, tym większą ochotę mam na wypróbowanie kolejnych ;) Także jeśli nie znacie to polecam się zapoznać ;)


O marce słów kilka
Equilibra to doskonałej jakości produkty na bazie aloesu, których skuteczność docenili klienci na całym świecie, są one dostępne od kilku lat na polskim rynku. Szeroka gama artykułów zaspokoi różnorodne potrzeby, gdyż znajdują się w niej zarówno kosmetyki aloesowe do twarzy i ciała, szampony do włosów ze składnikami pochodzenia roślinnego a także produkty dermo i naturalne kosmetyki od pierwszego dnia życia dziecka.
W czym tkwi sekret niezwykłych kosmetyków aloesowych od Equilibra? Pozytywne działanie aloesu jest znane i wykorzystywane przez kobiety na całym świecie od lat. Aloes używany do produkcji kosmetyków i suplementów diety ekstraktowany jest ręcznie i na zimno, dzięki czemu nie traci swoich właściwości. Żel aloesowy jest mechanicznie upłynniany, a wewnętrzna tkanka stabilizowana, przez co każda kobieta może korzystać z bogactwa i dobroczynnych właściwości kosmetyków aloesowych.
Dlaczego aloes? Aloes doskonale nawilża i regeneruje skórę, przyspiesza gojenie się ran i sprawia, że włosy nabierają blasku. Kosmetyki z aloesem mogą stosować kobiety w każdym wieku niezależnie od rodzaju cery.


Scrub Corpo, modelujący peeling z solą morza martwego
Peeling z unikalną kompozycją składników, doskonale złuszcza, wygładza i odżywia skórę. Zawiera bogactwo naturalnych olejków oraz sól z Morza Martwego, która zapobiega gromadzeniu się wody w organizmie. Dzięki regularnemu stosowaniu skóra odzyskuje jędrność, jest gładka i zrelaksowana.
Pojemność: 600 gr
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Linia: Pielęgnacja ciała

Opakowanie i skład
Peeling zamknięty jest w ogromnym, plastikowym, solidnym słoiczku. Zakręcane wieczko otwiera i zamyka się bez żadnego problemu. Dodatkowo do opakowania dołączona jest biała szpatułka z logo marki przy pomocy której należy wymieszać produkt przed użyciem. Szata graficzna typowa dla kosmetyków z Equilibra. Już o tym pisałam, więc jedynie zacytuję:
Jeżeli chodzi o wygląd szaty graficznej to nie mam żadnych zastrzeżeń. Całość wygląda schludnie i przejrzyście.
Całość utrzymana w biało-zielono-czerwonej kolorystyce. Podoba mi się ta konsekwencja ;) Taki znak rozpoznawczy ;)
INGREDIENTS: Sodium Chloride, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Maris Sal (Sea Salt), Aloe Barbadensis Leaf Juice, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Zea Mays (Corn) Germ Oil, Aesculus Hippocastanum (Horse Chestnut) Seed Extract, Hedera Helix (Ivy) Extract, Centella Asiatica Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Oil, Menthol, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Tocopherol, Citric Acid.


Konsystencja i zapach
Od razu muszę zaznaczyć, że nie jest to tradycyjny peeling. Owszem, posiada drobiny podobne do tych w standardowych produktach tego typu, ale oprócz tego zawiera sporą ilość olejków, które odwarstwiają się od całości. Dlatego też niezbędne jest użycie szpatułki przed użyciem kosmetyku. Całość jest dosyć lejąca, więc trzeba uważać przy aplikacji, żeby nie zabrudzić całej łazienki, szczególnie, że produkt pozostawia tłusty nalot. Taka informacja widnieje też na nalepce:
Zawarte w peelingu olejki mogą spowodować śliskość powierzchni wanny lub brodzika.
Zdziwiłam się również w trakcie nakładania peelingu, kiedy drobiny zaczęły rozpuszczać się w trakcie masowania. 
Co do zapachu to przyznam szczerze, że nie jestem jego fanką. Zdecydowanie czuć tutaj mentol, który sam w sobie lubię, ale nie pasuje mi do takiego kosmetyku. Jeżeli ktoś z Was zna maści rozgrzewające Vicks to ten peeling pachnie identycznie. Nie zauważyłam, żeby woń utrzymywała się na skórze, ale w łazience jest wyczuwalna przez jakiś czas.


Działanie
Kiedy drobinki zaczęły rozpuszczać mi się pod palcami to pomyślałam - oj, będzie kiepsko... Stwierdziłam, że zupełnie nie złuszczą one skóry. No i nie do końca się myliłam. Peeling nie działa jak zwykły peeling - nie zdziera martwego naskórka, ale go złuszcza. Już tłumaczę. Zaraz po aplikacji skóra jest niemalże tłusta od zawartych w kosmetyku olejków. Dopiero po jakiejś chwili zaczęłam zauważać łuszczącą się skórę. Może brzmi to dramatycznie i ohydnie, ale peeling w pierwszej kolejności testowałam na stopach, które zimą nie są w najlepszej kondycji.
Za to to, jak wyglądały po cały zabiegu przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Skóra była gładka, miękka i nawilżona. Produkt ten poradził sobie z niektórymi odciskami. Jestem pod ogromnym wrażeniem.
Działania modelującego nie zauważyłam, ale wydaje mi się, że żeby takowe były musiałabym uprawiać jakąś aktywność, a jestem ogromnym leniem i tego nie robię :D Także w tej kwestii peelingu ocenić nie mogę.
Moja ocena: 5/5


Trilogica Hair Liquid, olejek nabłyszczający do włosów
OLEJEK NABŁYSZCZAJĄCY DO WŁOSÓW zawiera specjalny kompleks roślinny PHYTOSYNERGIA (aloes+ olejek Arganowy + keratyna z protein pszenicznych), który odżywia, nawilża i odbudowuje trzon włosa. Unikalna formuła preparatu z naturalnymi olejkami odżywia i chroni włosy przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi.
Pojemność: 50 ml
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Linia: Trilogica

Opakowanie i skład
Serum zamknięte jest w szklanej, porządnej, dosyć ciężkiej buteleczce z pompką. Aplikator bardzo mi się podoba, jest praktyczny, nie ma z nim żadnych problemów i dozuje odpowiednią ilość produktu (przynajmniej jak na moje, długie włosy). Szata graficzna jak wyżej. Wygląd i funkcjonalność opakowania oceniam bardzo dobrze, nie mam żadnych zastrzeżeń.
INGREDIENTS: Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Dimethiconol, Linum Usitatissimum Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Triticum Vulgare Germ Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Parfum.


Konsystencja i zapach
Serum ma przezroczysty kolor i średnio gęstą konsystencję, która spływa z dłoni. Bardzo dobrze się z nią pracuje i nie ma problemów z zaaplikowaniem kosmetyku na włosy. Olejek nie pozostawia śliskiego, typowego dla silikonów nalotu, który jest często spotykany w tego typu produktach. Powiedziałabym, że bliżej mu do olejków niż do silikonowych ser zabezpieczających końcówki. Moim zdaniem to ogromny plus.
Jeżeli chodzi o zapach to jest bardzo przyjemny. Kojarzy mi się z produktami do włosów. Wyczuwam tutaj mieszankę zielonego ogórka z delikatną nutą, typowego dla kosmetyków Equilibra, zielonego jabłuszka. Coś jeszcze kryje się w tym zapachu, coś, czego nie mogę jednoznacznie określić. Może to słodkie cytrusy? Coś w ten deseń ;)


Działanie
Produkt możemy stosować zarówno na suche, jak i mokre włosy. Obu sposobów próbowałam i zauważyłam drobną różnicę w działaniu. Ale wszystko po kolei.
Olejek pięknie nabłyszcza włosy. Sprawia, że są gładkie i wyglądają na zdrowsze. Rozdwojone końcówki są mniej widoczne, a pasma lejące. Mam proste włosy z natury, ale po zastosowaniu tego serum wyglądają, jakbym przejechała po nich prostownicą. Mnie się ten efekt podoba. Zastosowany na sucho raczej nie dociąża kosmyków i, jeżeli macie z tym problem, nadal będą się elektryzowały. Kiedy jednak zaaplikujemy go na mokre, bądź wilgotne końcówki to możemy troszkę ten efekt zniwelować. 
Działania odżywiającego i odbudowującego nie zauważyłam, ale szczerze go nie oczekiwałam. Myślę, że zniszczonego włosa nic nie jest już w stanie odratować. Za to z całą pewnością olejek chroni nasze kosmyki. W składzie kosmetyku obecne są emolienty i alkohole, które mają za zadanie stworzenie powłoczki, która zapobiega odparowywaniu wody i tworzy warstwę izolacyjną. Także śmiało możecie stosować go jako termoochrony.
Moja ocena: 5/5


Cena i dostępność
Osobiście nie bardzo orientuję się, gdzie można produkty marki Equilibra dostać stacjonarnie, ale jedna z Was pisała, że są prawdopodobnie dostępne w drogerii Pigment. Bezproblemowo, jednak, znajdziecie je w drogeriach internetowych, w tym, w sklepie producenta. A ceny prezentują się następująco: olejek: 28,99 zł; peeling: ok. 30 zł (aktualnie niedostępny w sklepie internetowym marki).

Podsumowując...
Z obu produktów jestem bardzo zadowolona i oba sprawdzają mi się genialnie. Zarówno peeling, jak i olejek zawładnęły moim sercem i bardzo możliwe, że znajdą się w najbliższych ulubieńcach. Serum sprawia, że moje włosy wyglądają na zdrowe, lśniące i nawilżone. Natomiast drugi produkt potrafi odratować moją skórę nawet kiedy jest w opłakanym stanie.
Średnia ocena: 5/5

Znacie markę Equilibra? Próbowaliście jakieś kosmetyki tej firmy? Jakie? Jak się Wam sprawdziły? A może znacie coś z tego, co przedstawiłam Wam dzisiaj? Co sądzicie o tych produktach? Czujecie się zachęceni do ich wypróbowania?

~ wredna
Czytaj więcej

CUDOWNE DZIAŁANIE ALOESU W PIELĘGNACJI
Jak moja twarz, włosy i ciało pokochały Aloe Vera

49 komentarzy:
O tym, że moja miłość do aloesu trwa już od kilku dobrych lat, zapewne wiecie. Nie raz wspominałam o tym składniku na moim blogu. Założę się również, że spora część z Was spotkała się już ze stwierdzeniem, że wydzielina z tejże rośliny ma wiele zastosowań, nie tylko w kosmetyce.
Dziś nie będziemy się skupiali na właściwościach samego aloesu, bo na to potrzebny byłby oddzielny post, a poza tym całkiem sporo przydatnych informacji można znaleźć w Internecie. Nie widzę więc sensu w ich powielaniu.
Za to skupimy się na kosmetykach, w których wykorzystane to cudo zostało. Przedstawię Wam trzy produkty, które bazują właśnie na aloesie.


O marce słów kilka
Equilibra to doskonałej jakości produkty na bazie aloesu, których skuteczność docenili klienci na całym świecie, są one dostępne od kilku lat na polskim rynku. Szeroka gama artykułów zaspokoi różnorodne potrzeby, gdyż znajdują się w niej zarówno kosmetyki aloesowe do twarzy i ciała, szampony do włosów ze składnikami pochodzenia roślinnego a także produkty dermo i naturalne kosmetyki od pierwszego dnia życia dziecka.
W czym tkwi sekret niezwykłych kosmetyków aloesowych od Equilibra?Pozytywne działanie aloesu jest znane i wykorzystywane przez kobiety na całym świecie od lat. Aloes używany do produkcji kosmetyków i suplementów diety ekstraktowany jest ręcznie i na zimno, dzięki czemu nie traci swoich właściwości. Żel aloesowy jest mechanicznie upłynniany, a wewnętrzna tkanka stabilizowana, przez co każda kobieta może korzystać z bogactwa i dobroczynnych właściwości kosmetyków aloesowych.
Dlaczego aloes?Aloes doskonale nawilża i regeneruje skórę, przyspiesza gojenie się ran i sprawia, że włosy nabierają blasku. Kosmetyki z aloesem mogą stosować kobiety w każdym wieku niezależnie od rodzaju cery.


Aloe Face Cream, krem do twarzy z aloesem
Aloesowy krem do twarzy o lekkiej i delikatnej konsystencji. Świetnie się rozprowadza nie pozostawiając na skórze tłustej warstwy. Przeznaczony do regularnego stosowania (rano i/lub wieczorem) na skórze twarzy oraz szyi. Zawiera w swoim składzie aż 40% aloesu oraz inne składniki pochodzenia roślinnego. Krem zapewnia odpowiednie nawilżenie, ma działanie odżywcze, ochronne i kojące. Krem odpowiedni do każdego rodzaju skóry.
Pojemność: 75 ml
Termin ważności: 6 miesięcy od otwarcia
Linia: Aloe

Opakowanie i skład
Krem zamknięty jest w porządnej, plastikowej tubie z zakrętką. Jestem przyzwyczajona do kremów zamkniętych w słoiczkach, ale nie widzę większej różnicy w funkcjonalności opakowania. Jeżeli chodzi o wygląd szaty graficznej to nie mam żadnych zastrzeżeń. Całość wygląda schludnie i przejrzyście. Ale ważniejsze od tego co na zewnątrz jest to, co skrywa się w środku.
INGREDIENTS: Aloe Barbadensis Leaf Juice, Aqua (Water), Glyceryl Stearate SE, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Ethylhexyl Palmitate, Cetearyl Alcohol, Coco-Caprylate, Glycerin, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Tocopheryl Acetate, Lecithin, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Citric Acid, Xanthan Gum, Sodium Polyacrylate, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate, Sodium Dehydroacetate, Sodium Hydroxide, Potassium Sorbate, Methyldihydrojasmonate, Sodium Gluconate.


Konsystencja i zapach
Krem ma dosyć gęstą konsystencję, nie spływa po dłoni, ale do tych zbitych nie należy. Pewnie ze względu na formę opakowania. Ma lekko żółtawe zabarwienie i delikatny aloesowo-cytrusowy zapach. Bardzo ładnie i gładko się rozprowadza, nie stawia oporu ;)
Myślę, że będzie też wydajny, bo niewielka ilość wystarczy, żeby pokryć całą twarz. Nie wiem jak to się dzieje, ale pod wpływem ciepła dłoni, kiedy zaczynamy kosmetyk rozsmarowywać, on jakby zwiększał swoją objętość. 
Szybko i dobrze się wchłania. Nie pozostawia żadnej lepkiej czy tłustej warstwy, a jedynie satynowo-matowe wykończenie. 

Działanie
Producent pisze, że kosmetyk sprawdzi się zarówno na dzień, jak i na noc. Czy jest wystarczająco nawilżający, aby nakładać go przed snem, i czy będzie współgrał z makijażem?
Obawiałam się, że dla mojej cery może być za lekki. Ona lubi mocne nawilżenie, więc wieczorem sięgam po treściwe, cięższe produkty. A fakt, że wchłania się aż do matu przerażał mnie jeszcze bardziej. Myślałam, że rano obudzę się ze ściągniętą skórą. Ale po kolei.
Już od razu po aplikacji twarz jest miękka i gładka, bardzo przyjemna pod palcami. Zupełnie jakbym nałożyła bazę. Nawet rozszerzone pory i nierówności są mnie widoczne. Dzięki tym właściwościom idealnie sprawdzi się pod makijaż. 
Mimo swojej lekkiej konsystencji krem może być również stosowany na noc, bez obawy przed dostarczeniem skórze niewystarczającej dawki nawilżenia. No, chyba, że jesteście posiadaczkami suchej skóry i lubicie ciężkie działa :D Ja rano obudziłam się z odżywioną, miękką i bez śladu suchych skórek cerą, jednak czułam, że domaga się ona czegoś więcej. Dlatego pod makijaż - jak najbardziej, ale na noc pozostanę jednak przy sprawdzonej pielęgnacji.
Moja ocena: 4+/5


Tricologica Balsamo, odżywka restrukturyzująca do włosów
Odżywka restrukturyzująca Equilibra ma gęstą, kremową konsystencję. Przywraca miękkość i zdrowy wygląd włosom zniszczonym. Sprawia, że włosy odzyskują sprężystość i stają się mocniejsze. Dla uzyskania lepszych efektów warto stosować razem z szamponem restrukturyzującym Equilibra. W odżywce znajduje się specjalistyczny kompleks roślinny PHYTOSYNERGIA. W jego skład wchodzi aloes, olejek arganowy oraz keratyna pozyskiwana z protein pszenicznych. PHYTOSYNERGIA ma działanie odżywiające, nawilżające oraz regeneruje trzon włosa.
Pojemność: 200 ml
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Linia: Tricologica

Opakowanie i skład
Odżywka zamknięta jest w większej wersji tuby, wyżej opisanego, kremu. Zamykana na zatrzask. Moim zdaniem ta forma opakowania w produktach do włosów jest najbardziej praktyczna, bo najłatwiej je otworzyć mokrymi dłońmi. Szata graficzna typowa dla kosmetyków Equilibra. Porządnie i przejrzyście - jak dla mnie okay.
INGREDIENTS: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Cetyl Alcohol, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Argania Spinosa Kernel Oil, C10-40 Isoalkylamidopropylethyldimonium Ethosulfate, Dimethicone, Behentrimonium Chloride, Dipropylene Glycol, Lecithin, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Wheat Protein, Tocopheryl, Sodium Phytate, Phospholipids, Sphingolipids, Ascorbyl Palmitate, Citric Acid, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Parfum.


Konsystencja i zapach
Kosmetyk ten pachnie przepięknie. Kojarzy mi się z dzieciństwem, bo kiedy byłam mała mama kupowała mi odżywkę marki Mrs Potter, która miała podobną woń. Czuję coś jakby owoce, ale nie potrafię ich zidentyfikować. Moja siostra, za to, stwierdziła, że to fiołki, albo, cytuję: "[...] jakieś inne habazie". Szkoda tylko, że nie utrzymuje się zbyt długo na włosach ;(
Konsystencja jest całkiem zbita. Podobna do tej, jaką mają maski z Kallos i troszkę bardziej lejąca niż ta w odżywce Long Repair z Nivea. Jest taka, jakiej się spodziewałam. Dodatkowo, jej biały kolor również mnie nie zaskoczył. Jednak wydaje mi się, że produkt jest troszkę za bardzo napowietrzony, bo przy wydobywaniu kosmetyku z opakowania słychać charakterystyczny dźwięk (tzw. pierdzenia :D). Nie to, żeby mi to przeszkadzało, ale stwierdziłam, że może ktoś chciałby taką informację posiadać ;D
Nie ma żadnych problemów z rozprowadzeniem odżywki na włosach, ładnie po nich sunie.

Działanie
Po zastosowaniu odżywki nie miałam problemów z rozczesaniem włosów. Moje kłaczki, akurat w tej kwestii, lubią ze mną współpracować, więc zazwyczaj idzie gładko. Choć niektóre produkty mogą sprawić, że chętniej się plączą. Ten, na szczęście, tego nie spowodował.
Kosmetyk ładnie nawilża i rzeczywiście sprawia, że włosy są miękkie w dotyku i gładkie, ale raczej nie nadaje im błysku. Na pewno nie obciąża, wręcz przeciwnie. Wiosną i latem pewnie będzie idealna, jednak jesienią i zimą muszę po niej nałożyć podwójną dawkę olejku lub serum na końcówki, bo potrafią się strasznie elektryzować. Choć może to być moja wina, bo w tym zimnym sezonie zawsze do odżywek i masek dolewam kilka kropelek oleju (takiego dla dzieci z BabyDream), a tutaj tego nie zrobiłam, bo chciałam sprawdzić jak odżywka sprawdzi się solo.
Co do odbudowy trzonu włosa i zdrowego wyglądu nie jestem przekonana. Może po dłuższym stosowaniu zauważę to działanie.
Ten kosmetyk może nie trafi do moich ulubieńców, ale jest poprawny; ba, powiedziałabym nawet, że jest bardzo dobry. Moje włosy lubią różnorodność, więc kiedy znudzą się którymś z moich faworytów to z chęcią sięgnę po tę tubę.
Moja ocena: 4/5


Aloe, kremowy żel pod prysznic
Żel pod prysznic Equilibra Aloe jest miękkim żelem idealnym dla całej rodziny.  Z olejkiem słodkich migdałów i wyciągiem z jabłek, zmiękczając i nawilżając. Gliceryna roślinna i lipidy nawilżają a także chronią skórę. Środki powierzchniowo czynne pochodzenia roślinnego stosowane w preparacie delikatnie oczyszcza się bez podrażnień.
W składzie znajduje się wysoka zawartość aloesu (20%) ten cenny naturalny ekstrakt jest bogaty w polisacharydy, przywracające nawilżenie skóry oraz  zapewniające efekt odświeżenia.
Pojemność: 250 ml
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Linia: Aloe

Opakowanie i skład
Tutaj, w przeciwieństwie do dwóch wcześniejszych produktów, nie mamy już tuby, a plastikową buteleczkę, podobnie jak w przypadku odżywki do włosów, zamykaną na zatrzask. I znów się powtórzę - moim zdaniem praktyczne rozwiązanie, które umożliwia nam otworzenie kosmetyku mokrymi rękoma. Szata graficzna - jak wyżej ;) Dodatkowo, dzięki swojemu dobrze wyprofilowanemu kształtowi, butla dobrze leży w dłoni.
INGREDIENTS: Aqua (Water), Aloe Barbadensis Leaf Juice, Ammonium Lauryl Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate, Glycerin, Pyrus Malus (Apple) Fruit Extract, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Coco-Glucoside, Glyceryl Oleate, Parfum (Fragrance), Potassium Sorbate, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Citric Acid, Dehydroacetic Acid.


Konsystencja i zapach
Nie wiem czy to bardziej zasługa substancji zapachowych, czy tego jabłka w składzie, ale dokładnie tak ten kosmetyk pachnie - prawdziwym, naturalnym, słodziutkim jabłuszkiem ;) Może z malutkim dodatkiem gruszki. Ale zdecydowanie bardzo mi się to podoba. Ach, do schrupania ;) I tutaj, podobnie jak w przypadku odżywki do włosów, ten śliczny zapach nie zostaje z nami na długo, maksymalnie jakieś 3 godziny.
Konsystencja to typowy żel. Przezroczysty, dosyć gęsty, ale nie na tyle, żeby były problemy z jego rozprowadzeniem. Niewielka ilość wystarczy, aby umyć sporą powierzchnię ciała. Gładko się rozsmarowuje i ładnie pieni.

Działanie
Cóż można napisać o działaniu żelu pod prysznic? Czy ktoś naprawdę wymaga, aby taki kosmetyk odżywiał skórę? Ja nie ;) Jego zadaniem jest myć i ten radzi sobie z tym bardzo dobrze, a przy tym jest bardzo delikatny. Nie wysusza i może rzeczywiście delikatnie nawilża, bo moje ciało jest gładsze niż po użyciu innego produktu. Jednak nie może on nam zastąpić balsamu., bez niego się nie obędzie (przynajmniej w moim przypadku i z moją suchą skórą).
Dobrze oczyszcza, nie powoduje podrażnień, jest delikatny i lekko nawilża - tak więc wszystkie zapewnienia producenta są spełnione ;) Brawo!
Moja ocena: 4/5


Cena i dostępność
Jeżeli chodzi o dostępność stacjonarną to przyznam szczerze, że nie bardzo orientuję się czy gdzieś je dostaniecie. Ale, jeżeli ktoś z Was ma takie informacje to będę wdzięczna za podzielenie się w komentarzach ;) Bezproblemowo, jednak, znajdziecie je w drogeriach internetowych, w tym, w sklepie producenta. 
A ceny prezentują się następująco: krem do twarzy: 21,99 zł; odżywka do włosów: 21,99 zł; kremowy żel pod prysznic: 16,99 zł.

Podsumowując...
Ze wszystkich kosmetyków jestem zadowolona. Bardzo podoba mi się to, że bazują na jednym z moich ulubionych składników, a mianowicie na aloesie. Już samo to sprawiło, że moja skóra bardzo się z nimi polubiła. Są delikatne, ale przy tym działają tak, jak powinny. Większość obietnic producenta została spełniona. Jeżeli chodzi o ceny to uważam, że są przystępne, a z pewnością adekwatne do jakości produktów.
Średnia ocena: 4

Znacie produkty tej marki? Jak się Wam sprawdzają? A może wcześniej o nich nie słyszeliście? Zachęciłam Was do zainteresowania się którymś z kosmetyków? Lubicie aloes w składach? A może jeszcze nie próbowaliście? 

~ wredna
Czytaj więcej