Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje. Pokaż wszystkie posty

TONIK NA WAGĘ... SREBRA?
Moje pierwsze spotkanie ze srebrem koloidalnym

6 komentarzy:
Dziś znów kosmetycznie i znów pielęgnacyjnie. Kiedyś stawiałam na kolorówkę i nie lubiłam wydawać pieniędzy na kremy, toniki itp. Dlatego rzadko testowałam produkty w tej kategorii. Sporo zmieniło się, kiedy miałam możliwość współpracować z grupą ShinyBox i próbować wielu różnych kosmetyków. Wtedy właśnie poznałam ich moc.
Od tamtego czasu znacznie większą uwagę zwracam na pielęgnację, głównie mojej twarzy.
Ostatnio testowałam kwas hialuronowy, teraz przyszedł czas na srebro koloidalne.


Srebro koloidalne - co warto wiedzieć?
Zacznijmy od tego, czym ten kosmetyk w ogóle jest. Srebro kojarzy każdy, ale koloidalne, i to tonik, o którym piszę w tytule?
Są to cząsteczki wyżej wspomnianego metalu szlachetnego, zatopione w wodzie destylowanej. Jak się więc możecie domyślić, cały fenomen tego kosmetyku polega właśnie na właściwościach tychże drobinek. A one są następujące:
Srebro posiada właściwości antybakteryjne oraz powstrzymuje działanie grzybów, dlatego w XIX i na początku XX wieku było powszechnie spożywane w celu leczenia chorób wywołanych patogenami chorobotwórczymi. Stosowano je również do opatrywania ran, na owrzodzenia, odleżyny i oparzenia...
źródło: witalny.pl
Myślę, że warto wspomnieć również o sposobie wytwarzania tegoż produktu. Niejonowe - co to oznacza?
Srebro niejonowe oznacza produkt wytwarzany tzw. metodą fizyczną, która pozwala na powstanie koloidów niezawierających typowych dla produktu wytwarzanego chemiczne (jonowego) zanieczyszczeń chemicznych.
źródło: witalny.pl

Zastosowanie srebra koloidalnego
Jak już możecie się domyślić, kosmetyk ten wykorzystać można na wiele sposobów, skoro wykazuje właściwości antybakteryjne, przeciwwirusowe i grzybobójcze. Ale jak to działa?
Cząsteczki srebra otaczają komórkę patogenu i wchodzą z nią w reakcję, blokując możliwość tworzenia nowych struktur w trakcie podziału komórkowego. Prowadzi to bezpośrednio do uszkodzenia ściany komórkowej, a następnie do śmierci komórki. Srebro, ze względu na małe cząsteczki, wnika również do wnętrza komórki i dzięki akumulacji nanocząsteczek zaburza proces wytwarzania energii komórkowej i uszkadza strukturę białek.
źródło: witalny.pl
To, co pierwsze nasuwa się na myśl to oczywiście punktowa walka, np. w przypadku łuszczycy, grzybicy czy trądziku. Okazuje się, że bardzo dobrze radzi sobie również z atopowym zapaleniem skóry (AZS), a także koi skaleczenia, rany i otarcia, a również ukąszenia owadów. 
Ja, jednak, w tytule wspominam o toniku. I owszem, srebro koloidalne świetnie sprawdza się w tej roli, jako preparat oczyszczający i regenerujący dla każdego rodzaju cery. 
Z jego dobroci skorzystają również panowie (ale i kobiety, tyle że w innych strefach ciała), którzy docenią jego właściwości łagodzące podrażnienia po goleniu. 
Ostatnie zastosowanie, o którym chciałabym dzisiaj wspomnieć jest aktualnie bardzo na czasie. I mam tutaj na myśli dezynfekcję. Można się oczywiście domyślić, że właściwości srebra sprawiają, że ten kosmetyk nadaje się do tego wręcz idealnie.


O marce słów kilka
MyVita®, firma powstała z fascynacji naturalną medycyną i kulturą zdrowego trybu życia. Głównym przesłaniem od momentu założenia w 2010 roku jest poprawa komfortu życia, poprzez wspomaganie organizmu naturalną żywnością. Firma ciągle poszukuje nowych produktów i składników na wszystkich kontynentach czerpiąc inspiracje z tradycyjnej medycyny wielu kultur. Dążenie do doskonałej jakości jest rozwijane nie tylko pod kątem składników, ale i również poprzez unowocześnianie własnych technologii i zakup najnowszych urządzeń do produkcji i konfekcjonowania. MyVita® może pochwalić się przeszło 160 unikalnymi produktami z kategorii zdrowej żywności, suplementów diety i kosmetyków naturalnych.
źródło: myvita.pl

Srebro koloidalne, płaskocząsteczkowe, niejonowe MyVita
Innowacyjny, niejonowy nanokoloidalny roztwór srebra, o wysokim stężeniu 50ppm. Bezkonkurencyjna płaska cząsteczka gwarantuje maksymalną skuteczność poprzez zwiększoną powierzchnię przylegania, w stosunku do cząsteczek o budowie zaokrąglonej.
[...] Preparat do stosowania na skórę. Działa oczyszczająco i przeciwzapalnie, tonizuje oraz regeneruje naskórek.
Pojemność: 100 ml
Cena: 31,99 zł (teraz 28,99 zł)
Termin ważności: 28 stycznia 2022


Opakowanie i skład
Kosmetyk zamknięty jest w przezroczystej buteleczce, wykonanej z solidnego i dosyć ciężkiego szkła. Dzięki zastosowaniu tego tworzywa produkt wydaje się znaczniej bardziej luksusowy. Jeżeli chodzi o aplikację to flaszeczka została wykończona atomizerem, który umożliwia rozpylenie drobnej mgiełki, czy to bezpośrednio na skórę, czy na wacik. Ja wybieram raczej tę drugą formę, ze względów czysto praktycznych - mam lepszą kontrolę nad umiejscowieniem i rozprowadzeniem produktu. Ta część opakowania wykonana jest z plastiku, ale jej funkcjonalność jest bardzo dobra, nie zacina się, nie przecieka. 
Jeśli chodzi o aspekty wizualne, a więc szatę graficzną, to jest ona minimalistyczna i bardzo w moim guście. Etykieta jest srebrna, odbijająca światło - mieniąca się delikatnie pod kątem. Brak tutaj zbędnych ozdobników, ale za to znajdziemy tutaj wszystkie niezbędne informacje, wraz z zastosowaniem, sposobem użycia, terminem ważności i składem kosmetyku.
SKŁAD: Aqua, Colloidal Silver.

Konsystencja i zapach
Jak już wiemy, kosmetyk ten to drobinki srebra zatopione w wodzie destylowanej i właśnie taką konsystencję (wody) ma produkt. Bardzo dobrze się aplikuje i rozprowadza, zupełnie jak woda termalna czy każdy inny tonik. Dzięki temu szybko się wchłania i nie pozostawia żadnej warstwy, a jedynie delikatnie błyszczącą skórę - jest to zapewne zasługa nanocząsteczek.
Co do zapachu - tak jak się domyślacie, kosmetyk jest bezwonny.
Mam wrażenie, że to najkrótszy fragment recenzji w kategorii "Konsystencja i zapach", jaki do tej pory napisałam, ale tutaj zwyczajnie nie ma się nad czym rozwodzić.

Działanie
Bardzo zachęciła mnie mnogość zastosowań tego kosmetyku. Tym bardziej, że ostatnio zmagałam się z różnymi podrażnieniami i zapaleniami skóry. Stwierdziłam, że będzie to idealny moment, aby przetestować srebro koloidalne.
Ja produkt ten stosuję jako tonik na twarz oraz przemywam miejsca ze zmianami. Od razu po aplikacji czuć, że skóra jest ukojona. Po regularnym stosowaniu mogę stwierdzić, że działa łagodząco, zarówno na całą cerę, jak i na miejsca podrażnione czy zaczerwienione. Oczywiście, kosmetyk sam w sobie nie wyleczy nam większych problemów, ale z pewnością pomoże w ich złagodzeniu. 
Od kiedy stosuję ten produkt zauważyłam mniejszą tendencję do wyprysków, a ostatnio miałam z tym mały kłopot. Także i działanie oczyszczające sprawdziłam i potwierdzam - posiada tę właściwość.
Może od tego powinnam zacząć, ale tym akcentem zakończę - produkt mnie nie uczula, ani nie powoduje żadnych skutków ubocznych czy niepożądanych, a musicie wiedzieć, że mam wrażliwą i kapryśną skórę.


Podsumowując
Srebro koloidalne może nie dało mi tak spektakularnych efektów i nie zaszokowało mnie tak, jak kwas hialuronowy, ale z pewnością zagości w mojej codziennej pielęgnacji. Działa po cichu, ale efektywnie. Delikatnie poprawia kondycję skóry i zapobiega jej pogorszeniu. Koi, łagodzi i oczyszcza. Ja jestem bardzo zadowolona.
Moja ocena: 5/5

Korzystacie ze srebra koloidalnego? Jak się u Was sprawdza? A może dopiero teraz dowiedzieliście się, jakie płyną korzyści z jego używania? Jeśli jeszcze nie mieliście okazji spróbować to skusilibyście się na ten z MyVita?

~ wredna
Czytaj więcej

ELIKSIR MŁODOŚCI ZAMKNIĘTY W BUTELECZCE
Czyli kilka (lub więcej) słów o kwasie hialuronowym

12 komentarzy:
Zachęceni tytułem wpisu? Mam nadzieję, że tak, i że nie wyjdziecie stąd rozczarowani. Jeśli macie poniżej 20 roku życia to może aż tak ciekawi treści nie jesteście, ale jeśli wasz licznik (w szczególności tyczy się to płci żeńskiej; nie chcę brzmieć szowinistycznie, ale często to jednak my, kobiety, bardziej zwracamy uwagę na wiek) przekroczył te 25 to myślę, że czujecie się co najmniej zaintrygowani.
No i ja niedawno właśnie przekroczyłam tę granicę (w znaczeniu kolejny rok po ćwierćwieczu). Nie czuję się jakoś stara, szczególnie, że akurat w tej kwestii matka natura jest dla mnie łaskawa i zazwyczaj wszyscy pytają mnie kiedy 18. Co nie zmienia faktu, że o siebie zadbać warto w każdym wieku. W końcu, lepiej zapobiegać, niż leczyć.
Dlatego dzisiaj chciałabym Wam przybliżyć troszkę fenomen kwasu hialuronowego i napisać, czy i u mnie działa cuda.


Kwas hialuronowy - co to takiego?
Zacznijmy od faktów, od teorii. Jako, że ekspertem w tej dziedzinie nie jest to pozwolę wykazać się na tym polu osobom bardziej kompetentnym (przynajmniej mam nadzieję, że takowa cytowany przeze mnie artykuł pisała):
Kwas hialuronowy to związek, który wiąże wodę w skórze właściwej. W skórze ludzkiej jest składnikiem macierzy międzykomórkowej skóry właściwej. W młodej skórze kwasu hialuronowego jest pod dostatkiem, co gwarantuje jej sprężystość i brak zmarszczek. Z wiekiem ilość kwasu maleje. W późniejszym czasie skóra człowieka się starzeje, traci zdolność wiązania wody i powstają zmarszczki. Jedna cząsteczka kwasu hialuronowego jest w stanie związać ok. 250 cząsteczek wody.
źródło: wikipedia.org
Skoro jest to substancja, która naturalnie występuje w naszej skórze, z wiekiem w coraz mniejszej ilości, to czemu nie mielibyśmy sobie pomagać używając jej właśnie wtedy, kiedy poczujemy, że jej poziom może powoli nam nie wystarczać? Oczywistym jest, że aplikowanie z zewnątrz jest mniej skuteczne, niż działanie od wewnątrz, ale jeśli ma wpłynąć na poprawę kondycji skóry chociaż w najmniejszym stopniu, to warto spróbować.
Moja buteleczka jest marki MyVita. Dlatego też dzisiaj opisuję ten konkretny produkt, przyznam szczerze, że nie wiem czy marka ma tutaj znaczenie, ale chciałam to zaznaczyć, żeby nie było niedomówień.


Zastosowanie kwasu hialuronowego
Zacznę od troszkę bardziej inwazyjnego zastosowania tego produktu, a mianowicie tego w medycynie estetycznej. W wielu gabinetach możemy zafundować sobie zabieg anti-aging, który polega na wypełnianiu zmarszczek poprzez podskórne wstrzykiwanie ww. kosmetyku.
W bardziej pielęgnacyjnej kosmetyce używany jest jako baza lub dodatkowy składnik wszelkiego rodzaju kremów i balsamów, głównie nawilżających, a także produktach do włosów czy żeli pod prysznic. Można również sięgnąć po niego, jeśli wiemy już co-nieco i chcemy sami robić swoje własne kosmetyki do pielęgnacji z półproduktów.
Jeśli jednak niewiele wiemy o tworzeniu tego typu produktów, a chcielibyśmy skorzystać z zalet tej substancji to nie stoi nic na przeszkodzie, bo można jej używać solo, bezpośrednio na skórę.
Z dobroci tegoż kwasu korzystać mogą również osoby, które zmagają się z bliznami i rankami, ponieważ jego właściwości pomagają w leczeniu tych drugich i zmniejszaniu tych pierwszych. 

Zdecydowanie to właśnie w kosmetyce kwas hialuronowy zdobył największą popularność. W zakresie pielęgnacji skóry poprawia jej funkcjonowanie i wygląd poprzez:
• nawilżanie skóry,
• poprawę elastyczności skóry,
• redukcję zmarszczek,
• naprawę i wzmacnianie skóry.
źródło: doz.pl

O marce słów kilka
MyVita®, firma powstała z fascynacji naturalną medycyną i kulturą zdrowego trybu życia. Głównym przesłaniem od momentu założenia w 2010 roku jest poprawa komfortu życia, poprzez wspomaganie organizmu naturalną żywnością. Firma ciągle poszukuje nowych produktów i składników na wszystkich kontynentach czerpiąc inspiracje z tradycyjnej medycyny wielu kultur. Dążenie do doskonałej jakości jest rozwijane nie tylko pod kątem składników, ale i również poprzez unowocześnianie własnych technologii i zakup najnowszych urządzeń do produkcji i konfekcjonowania. MyVita® może pochwalić się przeszło 160 unikalnymi produktami z kategorii zdrowej żywności, suplementów diety i kosmetyków naturalnych.
źródło: myvita.pl

Kwas hialuronowy 3% trójcząsteczkowy Myvita
Serum aktywnie pielęgnujące skórę z potrójną siłą. Jego wszechstronne działanie opiera się na różnej budowie poszczególnych cząsteczek. W preparacie występują 3 rodzaje kwasu o różnej masie cząsteczkowej. Dzięki temu działa na powierzchni skóry, w jej głębszych warstwach, a dodatkowo zwiększa wchłanianie innych substancji aktywnych w głąb skóry. Regularne stosowanie zapewni sprężystą i nawilżoną skórę.
Produkt zwiększa przenikalność substancji aktywnych.
źródło: myvita.pl
Pojemność: 30 ml
Cena: 39,99 zł (teraz 32,99 zł)
Termin ważności: 17 września 2021


Opakowanie i skład
Nasz produkt zamknięty jest w szklanej buteleczce z pipetą. Jest to bardzo wygodny sposób aplikacji, i z tego co się orientuję to dosyć popularny w tego typu kosmetykach. Tworzywa, z których wykonano poszczególne elementy opakowania są dobrej jakości i nie mam żadnych zastrzeżeń do ich funkcjonalności. Tutaj nie ma się za bardzo nad czym rozwodzić. Prosta, poręczna i bardzo przyjemna dla oka.
Etykieta, która zdobi flaszeczkę zawiera wszystkie niezbędny informacje, razem z opisem składu, sposobu użycia, a także przechowywania. 
SKŁAD: Aqua, Sodium Hyaluronate, Benzyl Glycol, Ethylhexylglycerin, Raspberry Ketone.

Konsystencja i zapach
Kwas hialuronowy od MyVita ma dosyć gęstą, nieco żelową formułę i jest zupełnie przezroczysty. Dzięki swojej konsystencji rozprowadza się bezproblemowo i szybko. Tych samych przymiotników można użyć do opisania sposobu, w jaki kosmetyk się wchłania. Jeśli chodzi o wygląd zaraz po aplikacji to zauważyłam, że różni się ona w zależności od tego, w jakiej kolejności nakładałam pielęgnację. Jeśli kwas powędrował jako baza pod krem to nadawał półsatynowy-matowy efekt, a dodatkowo tworzył lepki film na skórze. Ale kiedy odwróciłam sekwencję kosmetyków to twarz była bardziej rozświetlona i nie zauważyłam kleistej warstwy. Formuła kosmetyku sprawia, że wystarczy go odrobinka, a co za tym idzie, będzie on niezwykle wydajny.
Jeśli chodzi o zapach to jest on bardzo chemiczny i niekoniecznie przyjemny (przynajmniej dla mojego) nosa. Na szczęście, jest on wyczuwalny jedynie wtedy, kiedy wąchamy kwas z buteleczki, i to z niewielkiej odległości. Podczas aplikacji, jak i bezpośrednio po niej, można uznać go za bezwonny.



Działanie
A teraz to, co najważniejsze, czyli jak kosmetyk sprawdził się u mnie.
Od razu po aplikacji można wyczuć, że skóra jest bardziej miękka i gładka. Również wizualnie wygląda odrobinę lepiej, ale nie wiem ile w tym zasługi właściwości kwasu, a ile to kwestia odbijania światła.
Już po kilku pierwszych dniach zauważyłam, że moje zmarszczki na czole i między brwiami stały się troszkę mniej widoczne. Co prawda, jest to bardzo subtelna różnica, raczej niezauważalna dla otoczenia, ale jednak taka świadomość potrafi podnieść odrobinę pewność siebie. Możliwe, że po dłuższym stosowaniu efekty będą bardziej spektakularne.
Ja, niestety, muszę ograniczyć stosowanie kosmetyku. Do tej pory aplikowałam go codziennie, jednak zauważyłam, że moja skóra czuje się tym przeciążona, bo ostatnio pojawiło się na niej kilka niemiłych niespodzianek.
Niemniej jednak, nie zrezygnuję całkowicie z używania kosmetyku, bo bardzo podoba mi się jego działanie wygładzające. Poza tym, kiedy sięgam po niego rzadziej, działa jak marzenie.
Kwas hialuronowy jest również stosowany w celu lepszego przenikania substancji aktywnych z innych kosmetyków. I tutaj jestem bardzo zadowolona. Mam cerę normalną z tendencjami do przesuszeń, ale od kiedy zaczęłam stosować to cudeńko to nawet najbardziej problematyczne miejsca są idealnie nawilżone, a suchych skórek ani śladu. 



Podsumowując
Bardzo polubiłam się z kwasem hialuronowym. Nie czuję, że jest to kosmetyk niezbędny w mojej kosmetyczce, ale czuję, że zostanie stałym bywalcem. Najważniejsze dla mnie to to, że umożliwia tak dobre nawilżenie mojej cery, jakiego do tej pory osiągnąć nie mogłam. Moja wrażliwa skóra nie polubiła się z częstym aplikowaniem kosmetyku, ale sięganie po niego 3 razy w tygodniu rozwiązuje problem (przeciążenia kosmetykiem i wiele innych).
Moja ocena: 5/5

Korzystaliście kiedyś z kwasu hialuronowego? Jak się u Was sprawdził? A może dopiero teraz dowiedzieliście się, jakie płyną korzyści z jego używania? Jeśli jeszcze nie mieliście okazji spróbować to skusilibyście się na ten z MyVita?

~ wredna
Czytaj więcej

ROZKOSZ DLA NOSA I WŁOSÓW?
Il Salone do włosów zniszczonych i osłabionych

34 komentarze:
O tym, że jestem włosomaniaczką wiecie nie od dziś. W mojej kolekcji znajduje się mnóstwo kosmetyków do ich pielęgnacji, a same kosmyki nie lubią rutyny, więc stosuję zamiennie kilka różnych produktów. Kiedy odezwała się do mnie pani Karolina pytając czy nie zechciałabym wypróbować serii od Il Salone od razu się zgodziłam.
Samą markę kojarzę, nie tylko z blogów, ale też z ShinyBoxa. Kiedyś trafiłam w nim jakąś odżywkę w sprayu, ale jeszcze nie próbowałam. Także testy tej serii były dla mnie pierwszym bliższym kontaktem z tą firmą.


O marce słów kilka
Legenda, która przetrwała lata historii.
W latach 80-tych ubiegłego stulecia nowa linia produktów została odkryta w najlepszych salonach fryzjerskich we włoszech i w krótkim czasie podbiła salony na całym świecie.Jakość. Tradycja. Rezultaty.Fryzjerzy wybrali doskonałą jakość i spektakularne rezultaty gwarantowane przez tradycyjne receptury oparte na substancjach czynnych i składnikach odżywczych. Mleko i pszenica, oligoelementy, siemię lniane oraz olej arganowy: najlepsze dary natury dla nadzwyczajnie pięknych włosów.
Czas upływa. Produkty pozostają.35 lat później ponad 300 tysięcy profesjonalnych fryzjerów z całego świata nadal wybiera innowacyjne i przełomowe formuły, by oferować je swoim klientom.
Legendarna kolekcja nareszcie w zasięgu ręki.Od teraz kobiety mogą się cieszyć jakością profesjonalnych produktów w zaciszu własnego domu. Niezależnie od tego, czy potrzebujesz produktów do pielęgnacji, koloryzacji, czy prostowania  włosów, il salone milano oferuje idealne rozwiązanie.
Twój salon fryzjerski zamknięty w butelce.
Made in Italy



Olejek, regeneracja i wzmocnienie
Profesjonalna kuracja odbudowująca z Keratyną do włosów bardzo zniszczonych i osłabionych. Wzbogacony w Olej Migdałowy, co pomaga chronić przed negatywnym działaniem czynników zewnętrznych i zapobiega powstawaniu rozdwojonych końcówek. Profesjonalny rezultat w domu.
Pojemność: 100 ml
Cena: 34,99 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia (lub grudzień 2020)

Opakowanie i skład
Kosmetyk przychodzi do nas zamknięty w kartoniku, na którym znajdziemy wszystkie niezbędne informacje w kilku wersjach językowych (w tym, polskiej). Sam produkt mieści się w plastikowej, półprzezroczystej, brązowo-pomarańczowej buteleczce z pompką. Opakowanie jest lekkie i poręczne. Nie mam też żadnych zastrzeżeń, jeśli chodzi o stronę techniczną - aplikator działa bez zarzutów i pozwala na dozowanie odpowiedniej ilości olejku. 
Szata graficzna raczej prosta, bez zbędnych ozdobników, jednak charakterystyczna dla marki. Oczywiście, jest to kwestia gustu, ale mnie się podoba. Choć osobiście wolałabym, żeby buteleczka była jednak nieprzezroczysta, wtedy kolorystycznie komponowałaby się znacznie lepiej z resztą kosmetyków z serii, ale to jest już typowe czepialstwo, i to jeszcze aspektów wizualnych, czyli tych mniej istotnych.
SKŁAD: Cyclopentasiloxane, Alcohol Denat., Dimethiconol, C12-15 Alkyl Benzoate, Parfum (Fragrance), Benzophenone-3, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Tocopherol, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Capsicum Annuum Extract, Aqua (Water), Sodium Cocoyl Amino Acids, Potassium Dimethicone PEG-7 Panthenyl Phosphate, Propylene Glycol, Hydrolyzed Keratin, Trametes Versicolor Extract, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate.

Konsystencja i zapach
Cała ta seria jest bardzo przyjemna dla nosa, przynajmniej mojego. Wydaje mi się, że osoby, które wolą neutralne zapachy w kosmetykach, lub nawet ich brak, mogą być nieco niezadowolone, bo te produkty mają dość intensywne wonie. Olejek troszkę w tym aspekcie odbiega od reszty. Jak na mój nos to pachnie on poziomkami. Nic więcej, żadnej chemii, żadnych kremowych nut, po prostu poziomka. Jak dla mnie bomba! Na włosach raczej się ten owocek nie utrzymuje, albo trzeba się dosłownie wwąchać w kosmyki, żeby go poczuć, ale uprzyjemnia aplikowanie.
W opakowaniu olejek ma dosyć lejącą konsystencję i przypomina raczej wodę, ale kiedy wyciskamy go z pompki nabiera więcej treści i staje się gęstszy. Jest delikatnie klejący pod palcami, ale dzięki temu nie spływa z naszych włosów zbyt łatwo, ale jednocześnie bezproblemowo się po nich rozprowadza. 

Działanie
Olejek jest kosmetyki uniwersalnym i sam producent wskazuje na kilka jego zastosowań - jako zmiękczenie włosów przed myciem; jako ochrona przed wysoką temperaturą; do olejowania (również skalpu). 
Przyznam od razu, że dawno nie olejowałam już włosów, bo najzwyczajniej teraz tego nie potrzebują. Rzadko również stylizuję włosy z użyciem ciepła, a nawet jeśli to jednak moje włosy są zbyt cienkie, żebym odważyła się zabezpieczyć je olejkiem.
U mnie najlepiej ten kosmetyk sprawdza się jako ochrona przed szamponem. Zawsze nakładam coś, co będzie barierą pomiędzy włosami na długości, a kosmetykiem myjącym. W tej roli sprawdza się dobrze, ale żadnego działania regenerującego czy odżywczego nie zauważyłam. Może musiałabym stosować go regularnie przez znacznie dłuższy okres, ale doraźnie nie widzę żadnej różnicy. No, może delikatnie ułatwia rozczesywanie kosmyków, ale z tym rzadko kiedy mam problemy i każda odżywka czy maska działa na nie w ten sam sposób. 
Na szczęście, nie zauważyłam też żadnych negatywnych skutków używania tego olejku. Nie obciążył, ani nie obkleił włosów, co u mnie często tego typu konsystencje robią. Także tutaj plus.
Ogólnie nie jest to zły kosmetyk, jednak przy mojej ogromnej kolekcji raczej niekonieczny. Podejrzewam, że go zużyję, bo krzywdy mi nie robi, a zawsze to jakaś dodatkowa dawka ochrony i pielęgnacji, ale ponownie na pewno go nie kupię.
Moja ocena: 3/5


Maska regenerująca i wzmacniająca
Profesjonalna maska do włosów bardzo zniszczonych i osłabionych. Formuła intensywnie restrukturyzująca z Keratyną, zdolna do przenikania wgłąb włosa. Dzień po dniu, wspomaga proces odbudowy i regeneracji włókna włosa. Przywitaj na nowo włosy mocne, trwałe i błyszczące, na długo! Profesjonalny rezultat w domu.
Pojemność: 250 ml
Cena: 29,99 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia (lub styczeń 2023)

Opakowanie i skład
Kosmetyk zamknięty jest w plastikowej, poręcznej tubie ze standardową zakrętką. Wiele masek do włosów dostępnych jest właśnie w takim opakowaniu. Wydaje mi się, że jest ono praktyczne i dobrze sprawdza się przy tego rodzaju produktach. Ja osobiście lubię taką formę aplikacji. 
Aplikator posiada spory otwór, dzięki czemu bezproblemowo możemy dozować ilość użytego produktu. Ja osobiście nie żałuję sobie kosmetyków do pielęgnacji włosów, szczególnie tych, które spłukuję, więc cieszy mnie, że nie muszę piętnaście razy naciskać tuby. 
Szata graficzna standardowa dla marki z kolorem zielonym jako przewodnim. Moim zdaniem, miła dla oka i nieprzesadzona. Rzeczywiście przywodzi na myśl profesjonalne kosmetyki, które widujemy w dobrych salonach fryzjerskich.
SKŁAD: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Petrolatum, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Alcohol, Parfum (Fragrance), Phenoxyethanol, Hydrolyzed Wheat Protein, Ethylhexylglycerin, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Caramel, Citric Acid, Hydrolyzed Keratin, Trametes Versicolor Extract, Sodium Benzoate, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate.

Konsystencja i zapach
Zacznę od tego drugiego, bo jest tak przyjemny, że ciągle odkręcam tę maskę i ją wącham. Jest słodki, trochę waniliowy, coś jakby budyń, przywodzi mi na myśl jakich deser. Ma w sobie też jakieś orzechowe nuty, może to migdał? Przypominają mi jakieś perfumy, ale zupełnie nie mogę określić jakie. Może Byzantium od Tesori d'Oriente, ale to nie do końca to samo. To trochę dla mnie zagadka, a wiecie, że jeśli chodzi o zapachy to ja takie łamigłówki uwielbiam! W każdym razie, mimo tego, że jest intensywny, to mój nos bardzo się z nim lubi.
EDIT!!! Dopisuję ten fragment w dzień po tym, jak pisałam całość. Już wiem! Zapach identyczny jak arabskie perfumy w olejku Al Haramain Forever. Pisałam ich recenzję na blogu, więc jeśli chcecie przeczytać dokładny opis tej woni to zapraszam tutaj - klik.
Konsystencja też przypomina budyń, ale wydaje mi się, że dla masek do włosów jest to raczej standard. Pod palcami wydaje się treściwa, ale bezproblemowo rozprowadza się po kosmykach.

Działanie
Po zastosowaniu maski włosy wyglądają na zdrowsze, ale nie wiem na ile jest to wyłącznie efekt wizualny, a na ile rzeczywiste działanie pielęgnujące. Ale za to zdecydowanie mogę powiedzieć, że kłaczki są nawilżone. Nie puszą się i nie elektryzują.
Znaczną różnicę czuć również pod palcami - włoski są gładkie i miękkie. Maska nadaje im też delikatnego blasku. To, co w niej lubię to to, że nie obkleja kosmyków. Przy moich rzadkich i cienkich włosach skończyłoby się to tragedią. Na szczęście włosy są sypkie, jedwabiste i sprężyste.  Nie wpłynęły również na ich objętość, co akurat jest plusem, bo oznacza, że nie obciążyły mi dodatkowo pasm. Mam z tym spory problem, więc bardzo doceniam, kiedy kosmetyki do włosów nie powodują mi jeszcze większego przyklapnięcia. 
Wszystkie zapewnienia producenta zostały spełnione, także nie pozostaje mi nic jak tylko kontynuować używanie tej maski i zakończyć moją recenzję na jej temat najwyższą notą.
Moja ocena: 5/5


Odżywka, odbudowa i moc
Profesjonalna odżywka dla bardzo zniszczonych i osłabionych włosów. Odbudowująca formuła wzbogacona o Keratynę, sprzymierzeńca mocnych włosów! Ułatwia rozczesywanie włosów, bez pozostawiania śladów, wspomagając odbudowę włókien włosa oraz zapobiegając ich osłabieniu. Eksperci już ją wypróbowali... teraz i Ty daj się jej uwieść! Mocne i odbudowane włosy. Profesjonalny rezultat w domu.
Pojemność: 500 ml
Cena: 29,99 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia (lub październik 2023)

Opakowanie i skład
Balsam zamknięty jest w plastikowej, nieprzezroczystej butelce, przypominającej tę standardową dla szamponów; zakończonej aplikatorem na zatrzask. Także jeśli chodzi o oprawę to jest to coś, co zazwyczaj dostajemy przy odżywkach. jest to dosyć poręczne, choć osobiście wolę, kiedy dozownik jest na dole, umożliwia to wykorzystanie kosmetyku do samego końca. Dodatkowo fakt, że pojemność produktu jest tak duża to i sama butelka nie jest najporęczniejsza. Jednak nawet mokrą ręką nie mam większych problemów z użyciem balsamu. Wystarczy, że przed myciem otworzę aplikator, bo tego wilgotną dłonią nie jestem w stanie zrobić. 
Jednak jeśli chodzi o stricte techniczne aspekty to opakowania spełnia swoje zadanie i z łatwością możemy dozować odpowiednią dla nas ilość kosmetyku.
Szata graficzna jak w przypadku maski - charakterystycznie dla Il Salone, skromnie i w moim guście.
SKŁAD: Aqua (Water), Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Glycerin, Glyceryl Stearate, Amodimethicone, Quaternium-87, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Isopropyl Alcohol, Parfum (Fragrance), Phenoxyethanol, Propylene Glycol, Ethylhexylglycerin, Hydrolyzed Wheat Protein, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Behentrimonium Methosulfate, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Caramel, Cetrimonium Chloride, Trideceth-10, Hydrolyzed Keratin, Trametes Versicolor Extract, Sodium Benzoate, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate.

Konsystencja i zapach
Jeśli chodzi o zmysł powonienia to powtarza się tutaj schemat z maski do włosów, także odsyłam Was kilka linijek wyżej. A tak w skrócie - słodki budyń waniliowo-migdałowy.
Jeżeli chodzi o konsystencję to ze względu na to, że jest to balsam, spodziewałam się czegoś, co w swojej formule przypominałoby mleczko. No i z jednej strony jest to podobna forma, ale jednak delikatnie bardziej zbita. Myślałam, że kosmetyk będzie wypływał z butelki, a tak nie jest. Powiedziałabym, że jest to delikatnie rzadsza konsystencja niż ta standardowa dla większości odżywek. Takie gęstsze mleczko.

Działanie
Od razu przy spłukiwaniu balsamu czuć jego działanie. Włosy są gładkie i nie plączą się, dzięki czemu późniejsze ich rozczesywanie jest bezproblemowe. Zazwyczaj używam dodatkowej odżywki bez spłukiwania, która ułatwi mi to zadanie, ale po użyciu tego kosmetyku nie było takiej konieczność. Kosmyki były miękkie, lejące i gładkie. Wydaje mi się, że maska i ta odżywka działają podobnie, jednak ta pierwsza daje bardziej zauważalne efekty. Balsam sprawdzi się do codziennego używania, a maska do sporadycznego wzmocnienia rezultatów kuracji. Wydaje mi się, że nie ma sensu podwajać tych produktów i kupować obu, jeśli ktoś potrzebuje mocniejszego działania to warto wybrać maskę, jeśli nie lubicie tak intensywnego odżywienia to balsam sprawdzi się lepiej. Ja zachowam oba, ale w pierwszej kolejności zużyję odżywkę z racji tego, że moje włosy nie lubią się ze zbyt dużym nawilżeniem.
Moja ocena: 4/5


Znacie markę Il Salone Milano? Jakie produkty tej firmy próbowaliście? Jakie polecacie, a które, Waszym zdaniem, lepiej unikać szerokim łukiem? Zainteresowałam Was serią do włosów zniszczonych i osłabionych? Który kosmetyk zainteresował Was szczególnie?

~ wredna
Czytaj więcej

WYBAWIENIE DLA WRAŻLIWCÓW I ALERGIKÓW
Czyli jak sprawdziły mi się kosmetyki od Allerco

13 komentarzy:
Jeśli śledzicie mojego bloga to wiecie, że zawsze byłam ostrożna w kwestii testowania kosmetyków do pielęgnacji. Spowodowane jest to głównie moją wrażliwą i skłonną do uczuleń skórą. Zazwyczaj, kiedy znajdę swojego ulubieńca, który nie robi mi krzywdy to się go trzymam. Ostatnio, jednak, dostałam propozycję wypróbowania kosmetyków marki Allerco. Zgodziłam się. A dlaczego porwałam się na testowanie czegoś, czego zazwyczaj się obawiam? Ano dlatego, że marka słynie z produktów idealnie dostosowanych do mojej alergicznej skóry.


O marce słów kilka
Skóra skłonna do podrażnień i alergii wymaga szczególnej uwagi. Z myślą o delikatnej skórze dzieci i niemowląt oraz o problemach, jakie towarzyszą skórze suchej, wrażliwej, atopowej, skłonnej do podrażnień i alergii, opracowaliśmy innowacyjną linię preparatów allerco®. allerco® to nowoczesne, chronione prawem patentowym preparaty emolientowe, zawierające najwyższej jakości składniki, które zapewniają skórze suchej, wrażliwej, skłonnej do podrażnień i alergii kompleksową i skuteczną pielęgnację. Jako jedyne na rynku posiadają w swym składzie molekułę Regen7, substancję fizjologiczną, pochodzenia witaminowego, o wysokim potencjale bezpieczeństwa. Preparaty allerco® rekomendowane są do pielęgnacji skóry dzieci i niemowląt oraz osób dorosłych. allerco® to produkty hipoalergiczne, nie zawierają żadnych substancji zapachowych i barwników. allerco® zapewnia skórze długotrwałe nawilżenie i natłuszczenie. Zmniejsza szorstkość i suchość skóry, przywraca skórze równowagę, odbudowując jej płaszcz hydrolipidowy. Skuteczność produktów z linii allerco® została potwierdzona badaniami dermatologicznymi. Preparaty allerco® polecane są do stosowania u dzieci i niemowląt oraz u osób dorosłych.

Krem emolientowy nawilżający allerco® zapewnia efektywną pielęgnację skóry suchej, wrażliwej, atopowej, skłonnej do podrażnień i alergii. Jest produktem o niskim potencjale alergizującym, nie zawiera substancji zapachowych. Krem stanowi unikalne połączenie molekuły Regen7 ze specjalnie dobranymi emolientami i składnikami pielęgnacyjno-ochronnymi. Molekuła Regen7 pozytywnie wpływa na stan i wygląd skóry oraz chroni ją przed powstawaniem podrażnień. Dodatek witaminy E, gliceryny i alantoiny podwyższa zdolność do utrzymywania prawidłowej wilgotności skóry, poprawia jej miękkość i gładkość. Zastosowane emolienty działają ochronnie na naturalną warstwę lipidową naskórka, ograniczając transepidermalną utratę wody (TEWL). Chroni skórę przed nadmiernym odparowaniem wody z głębszych jej warstw, a także przed działaniem niekorzystnych czynników środowiskowych. Krem zapewnia długotrwałe i głębokie nawilżenie. Zmniejsza szorstkość i suchość skóry. Działa łagodząco, przywracając skórze utracony komfort.
Pojemność: 75 ml
Cena: 21,80 zł
Termin ważności: grudzień 2020

Opakowanie i skład
Krem przychodzi do nas zapakowany w kartonowe pudełeczko, które utrzymane jest w niebiesko-pomarańczowej kolorystyce charakterystycznej dla Allerco. To co ważne to fakt, że znajdziemy na nim mnóstwo informacji. Dodatkowo, producent zadbał, aby w środku znalazła się również ulotka dotycząca wszystkich produktów marki. 
Kiedy otworzymy kartonik, naszym oczom ukazuje się zgrabna, niewielka tubka z kosmetykiem. I tutaj szata graficzna utrzymana jest w tym samym stylu. Na samym kremie również znajdziemy wiele informacji, więc nie musicie się martwić, że jeśli wyrzucicie, lub gdzieś zapodzieje się Wam, pudełeczko to nie będziecie mieli dostępu, chociażby, do składu specyfiku.
SKŁAD: Aqua, Propylheptyl Caprylate, Dicaprylyl Carbonate, Glycerin, Glyceryl Stearate Citrate, Isopropyl Palmitate, Butyrospermum Parkii Butter, Cetearyl Alcohol, 1,2-Hexanediol, Dimethicone, Glyceryl Stearates, Cera Alba, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Sorbitan Oleate, Tocopheryl Acetate, Methyl Niacinamide Chloride, Allantoin, Xanthan Gum, Disodium Edta, BHA, Tocopherol, Glycine Soja Oil.

Konsystencja i zapach
Zacznijmy od tego drugiego. Kosmetyki Allerco z zasady nie powinny mieć zapachu, a dokładniej, nie mają one żadnych składników perfumujących. Dla alergików i osób z wrażliwą skórą, a także dzieci, to bardzo dobra wiadomość. Ale czy tak jest naprawdę? Owszem. Ja osobiście nie mam problemu z zapachowymi produktami i wręcz je wolę, ale nie będę skreślała tych produktów. 
Konsystencja kremu jest dosyć zbita, ale nie aż tak, jak się tego spodziewałam. Mam wrażenie, że formuła balsamu, o którym napiszę za chwilę jest nieco treściwsza. Jednak dzięki temu bezproblemowo się rozprowadza i dosyć szybko wchłania. 

Działanie
Po pierwszym użyciu byłam bardzo pod wrażeniem tego kosmetyku. Od razu po aplikacji skóra jest niezwykle gładka i miękka. Wydaje się nawilżona i odżywiona. Powiedziałabym, że wręcz wizualnie wygląda znacznie lepiej - młodziej. Efekt ten utrzymuje się przez jakiś czas, jednak nie aż tak długo, jak bym tego oczekiwała. Po kilku godzinach od aplikacji trzeba ją ponowić. Troszkę mnie to rozczarowało, bo spodziewałam się dłuższego działania. Jednak przy regularnym stosowaniu widać poprawę kondycji skóry, więc mogę temu kremowi wybaczyć to, że nie do końca spełnił moje oczekiwania co do trwałości nawilżenia. 
Oczywiście, nie jest to zły produkt, w żadnym wypadku. Jego działanie określiłabym bardziej jako doraźnie, niemniej jednak bardzo podoba mi się to, jak szybko i intensywnie nawilża. Dlatego z pewnością będę po niego sięgała. Często i chętnie. Dodatkowo, nie wywołał żadnej reakcji alergicznej.
Moja ocena: 4/5


Balsam allerco® zapewnia właściwą i skuteczną pielęgnację ciała i skóry suchej, wrażliwej, atopowej, skłonnej do podrażnień i alergii. Jest produktem o niskim potencjale alergizującym, nie zawiera substancji zapachowych. Balsam allerco® stanowi unikalne połączenie molekuły Regen7 ze specjalnie dobranymi emolientami i składnikami pielęgnacyjno-ochronnymi. Molekuła Regen7 pozytywnie wpływa na stan i wygląd skóry oraz chroni ją przed powstaniem podrażnień. Emolienty nawilżają, zmiękczają i wygładzają skórę. Działają ochronnie na naturalna warstwę lipidową naskórka. Dodatek witaminy E i gliceryny i witaminy E podwyższa zdolność do utrzymywania prawidłowej wilgotności skóry oraz poprawia jej elastyczność. Balsam allerco® działa kojąco i łagodząco. Wyraźnie i długotrwale nawilża i natłuszcza skórę oraz zapobiega nadmiernemu jej wysuszeniu. Zmniejsza suchość i szorstkość skóry, normalizując fizjologiczny proces złuszczania się naskórka. Przywraca skórze utracony komfort i czyni ją odporniejsza na działanie niekorzystnych czynników środowiskowych, odbudowując płaszcz hydrolipidowy naskórka. Jego zastosowanie bezpośrednio po umyciu zdecydowanie wycisza objawy podrażnień (tj. zaczerwienienie, pieczenie, swędzenie, napięcie skóry) powstałe podczas mycia czy oczyszczania skóry.
Pojemność: 250 ml
Cena: 32,70 zł
Termin ważności: czerwiec 2020

Opakowanie i skład
Wygląd kartonika i szata graficzna samego balsamu są utrzymane w tym samym stylu, charakterystycznym dla marki. Tutaj również mamy ulotkę informacyjną. Sam kosmetyk zamknięty jest w plastikowej, nieprzezroczystej butelce z aplikatorem standardowym dla szamponów - zamykany na zatrzask. Muszę przyznać, że opakowanie jest trochę niekomfortowe ze względu na swoją wielkość, ale z większością produktów o tej pojemności mam podobny problem. Może to bardziej kwestia mojej nieporadności, ale myślę, że warto o tym wspomnieć.
SKŁAD: Aqua, Dicaprylyl Carbonate, Ethylhexyl Stearate, Glycerin, Peg-30 Dipolyhydroxystearate, Tocopheryl Acetate, Magnesium Sulfate, Dicocoyl Pentaerythrityl Distearyl Citrate, Sorbitan Sesquioleate, Magnesium Stearate, Copernicia Cerifera Cera, Hydroxyacetophenone, Cera Alba, Methyl Niacinamide Chloride, 1,2-Hexanediol, Caprylyl Glycol, Aluminium Stearates, Tocopherol, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate.

Konsystencja i zapach
Tę drugą kwestię już ustaliliśmy, więc przejdźmy od razu do konsystencji. Jak już wspomniałam, jest ona dosyć gęsta jak na balsam i rozprowadza się toporniej niż krem. Nie wchłania się również tak szybko i pozostawia na skórze tłustawy film. 

Działanie
Balsam, podobnie jak krem daje przyjemne uczucie nawilżenia i natłuszczenia zaraz po aplikacji. Skóra jest miękka i gładka. Jednak w przeciwieństwie do poprzedniego kosmetyku tutaj mamy wyraźną warstewkę, którą czuć pod palcami. Mam wrażenie, że bardziej natłuszcza niż nawilża. Oczywiście, takie działanie również jest pożądane i przydatne, jednak moja sucha skóra woli jednak dogłębne nawilżenie, a ten balsam mi go nie daje. Po kilku godzinach skóra powraca do pierwotnego stanu. Z pewnością dobrze sprawdzi się po kąpieli, opalaniu, peelingu czy innych zabiegach, które przesuszają naskórek, i tak będę go stosowała i ja. Na pochwałę zasługuje fakt, że kosmetyk rzeczywiście mnie nie uczulił.
Moja ocena: 3/5


Emulsja do kąpieli allerco® zapewnia delikatną i skuteczną pielęgnację i higienę skóry suchej, wrażliwej, atopowej, skłonnej do podrażnień i alergii. Jest produktem o niskim potencjale alergizującym, nie zawiera substancji zapachowych. Emulsja do kąpieli allerco® stanowi unikalne połączenie molekuły Regen7 ze specjalnie dobranymi emolientami i składnikami pielęgnacyjno-ochronnymi. Molekuła Regen7 pozytywnie wpływa na stan i wygląd skóry oraz chroni ją przed powstawaniem podrażnień. Emulsja delikatnie myje skórę i doskonale ją pielęgnuje. Zastosowane emolienty działają ochronnie na naturalną warstwę lipidową naskórka, chroniąc przed utratą wilgoci. Olej macadamia, bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe (NNKT), zmiękcza i natłuszcza skórę. Dodatek witaminy E i gliceryny podwyższa zdolność do utrzymywania prawidłowej wilgotności skóry. Dodana do kąpieli emulsja allerco® daje uczucie ukojenia skóry, wyraźnie ją nawilża i zapobiega szorstkości i suchości. Pozostawia skórę miękką, przyjemną w dotyku.
Pojemność: 400 ml
Cena: 31,50 zł
Termin ważności: listopad 2020


Opakowanie i skład
Tutaj, w odróżnieniu od pozostałych kosmetyków, szata graficzna jest nieco inna. Całość utrzymana jest w tej samej konwencji, jednak kolor przewodni się różni. Nie mamy już pomarańczowego, a niebieski. Jeśli chodzi o moje subiektywne preferencje to moje oko lubi się bardziej z wersją z emulsji, niźli dwóch pozostałych. W kartoniku ponownie znajdziemy ulotkę informacyjną. 
Sam produkt zamknięty jest w białej, plastikowej buteleczce z odkręcanym korkiem. Ta, dzięki swojemu nieco kanciastemu kształtowi jest znacznie bardziej poręczna niż ta z balsamem. Myślę, że to ogromny plus, bo z założeniu powinniśmy być w stanie złapać ją mokrą dłonią. 
SKŁAD: Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Macadamia Integrifolia Seed Oil, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Cocamidopropyl Betaine, 1,2-Hexanediol, Tocopheryl Acetate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Methyl Niacinamide Chloride, Inulin Lauryl Carbamate, Sodium Chloride, Xanthan Gum, Sodium Hydroxide, Tetrasodium Edta, Peg-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid.
Konsystencja i zapach
Kosmetyk, podobnie jak reszta, nie jest perfumowany. Zupełnie nie wiem dlaczego, ale słowo "emulsja" w nazwie kosmetyku przywodziła mi na myśl piankową konsystencję, okazało się jednak, że jest to gęstsze mleczko. Bardzo łatwo się je rozprowadza. Produkt się nie pieni i bezproblemowo się spłukuje. Pod dłońmi daje wrażenie lekko olejkowatego, delikatnie śliskiego. Nie pozostawia na skórze żadnej warstwy czy nieprzyjemnego filmu.



Działanie
Spełnia swoje najważniejsze zadanie, czyli myje. Nie są to jakieś wybitne właściwości czyszczące, ale nie tego od takich emulsji oczekujemy. Na co dzień z pewnością się sprawdzi. Bardziej intrygowały mnie zapewnienia producenta dotyczące natłuszczenia, nawilżenia i przeciwdziałania utracie wilgoci. Mam raczej suchą skórę, i niestety muszę stwierdzić, że żadnego działania pielęgnującego (oprócz mycia) nie zauważyłam. Fakt, emulsja nie przesusza dodatkowo skóry, ale tańsze produkty również mi tego nie robią. Jestem z tych osób, które za żele myjące przepłacać nie lubią, więc raczej nie sięgnę po ten kosmetyk po raz kolejny, ale co wrażliwsze osoby powinny być zadowolone, bo ten produkt również mnie nie uczulił.
Moja ocena: 3/5

Znacie markę Allerco? Jakie kosmetyki testowaliście? Mieliście któryś z produktów, o których piszę? Jak się Wam sprawdziły? A może Was zaciekawiłam? Planujecie zainteresować się czymś z asortymentu marki? 

~ wredna
Czytaj więcej

SŁODYCZ Z SEKSOWNYM PAZUREM
Kolejny flakonik perfum od Saphir

12 komentarzy:
Już jakiś czas temu pisałam Wam o jednym flakoniku perfum Saphir. Wtedy były to Vida, inspirowane La Vie Est Belle, które wygrałam do testów w konkursie na TrustedCosmetics. Tym razem przychodzę do Was z recenzją zapachu Cool de Saphir, który dostałam do wypróbowania w tej samej akcji, z tym że od portalu Ambasadorka-Kosmetyczna.


O marce słów kilka
SAPHIR PARFUMS jest firmą szczycącą się ponad 50 letnim doświadczeniem w branży perfumeryjnej, która opracowuje i produkuje perfumy.
Laboratoria Saphir współdziałają synergistycznie w całym procesie produkcyjnym, rozpoczynając od opracowania zapachów po mieszanie, mielenie, rozgniatanie, odpowiednie napełnianie i dystrybucię perfum.
Łączymy najnowocześniejszą technologię z doświadczeniem i odpowiednio wykwalifikowanym personelem. Stosujemy najbardziej zaawansowane systemy do produkcji perfum w celu zaspokojenia najwyższych oczekiwań klientów.
Produkty marki Saphir możecie zakupić na stronie producenta, a także w sklepie online i stacjonarnej drogerii Vica.


Cool de Saphir
To zapach który z pewnością najbardziej definiuje każdą kobiecą naturę, niezależnie od wieku. Zmysłowy i wyrazisty, a do tego słodkawy i intrygujący, niezależny i elegancki oraz niezwykle trwały i poruszający zmysły wszystkich wokół. Po prostu „must have” każdej kobiety.
Pojemność: 25 ml
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Cena: 24,99 zł
Zapach podobny do: Carolina Herrera, Good Girl
Kategoria zapachowa: orientalno-kwiatowa


Opakowanie i nuty zapachowe
Perfumy zamknięte są w małym, poręcznym, szklanym flakoniku z wklęsłymi żłobieniami. Całość utrzymana jest w biało-złotej kolorystyce i jeśli czytacie mojego bloga to wiecie, że takie połączenie uwielbiam i uważam, że nadaje niezwykłej klasy. Szata graficzna jest prosta, bez zbędnych ozdobników. Plastikowy korek dobrze się trzyma i sprawia, że atomizer jest odpowiednio zabezpieczony. Sam aplikator również działa bez zarzutów, dozuje odpowiednią mgiełkę, a przy tym nie przecieka i nie zacina się. Kompaktowe rozmiary buteleczki umożliwią nam zabranie perfum ze sobą, i nawet osoby takie jak ja, które lubią małe torebki, znajdą w niej miejsce dla tego maleństwa.
Nuty głowy: tuberoza, jaśmin
Nuty serca: kawa, migdał
Nuty bazy: fasola tonka


Ale jak to pachnie?
Początek jest dosyć świeży. Mam wrażenie, że w piramidzie powinna pojawić się bergamotka, bo tylko ona w połączeniu z jaśminem i migdałem potrafi dać tak orzeźwiające, chłodne wykończenie. W tle od pierwszych chwil towarzyszy nam kawa, tuberoza i fasola tonka, ale stanowią one jedynie bazę i uzupełnienie dla tych lżejszych aromatów. Jednak szybko zaczynają przejmować kontrolę.

Po chwili całość staje się bardziej słodka, to coś w stylu gourmand, ale z głębokim, kawowo-kakaowym akordem. To właśnie te niemalże cielesne nuty sprawiają, że zapach ten pokochałam. Wyróżnia się on na tle mojej kolekcji, bo niczego podobnego jeszcze nie mam.Niby słodycz, niby gourmand, ale podane w kobiecej, eleganckiej odsłonie. 




Projekcja i trwałość
Perfumy są bardzo intensywne, ale raczej nie należą do tych najbardziej ogoniastych. Projekcję mają przeciętną i pachną na długość ramion. Nie uznałabym tego jednak za wadę, bo w przypadku tak mocnych perfum mniej znaczy więcej ;) Gdyby były wyczuwalne z odległości kilku metrów to zamęczyłybyśmy ich słodyczą ludzi w autobusie ;) Czyli krótko mówiąc, ich dalekosiężność jest adekwatna do ich siły rażenia.  Jednak trzeba pamiętać, żeby z nimi nie przesadzić, bo wtedy będziemy dusić najbliższe towarzystwo.
Największą intensywność perfumy utrzymują przez ok 7h, po tym czasie stają się bardziej bliskoskórne, a pozostają wyczuwalne do samego zmycia. Oczywiście, na ubraniach i włosach możecie cieszyć się zapachem znacznie dłużej.




Podsumowując...

Moja nowa obsesja. Kolejny dowód na to, że mój nos uwielbiam migdał, kawę i tuberozę. Teraz wiem też, że do tej gromadki dochodzi fasola tonka.
W moim odczuciu to kobiecość zamknięta w buteleczceZ jednej strony zmysłowe, słodkie, acz nie przesłodzone; a z drugiej z pazurem i głębią.
Moja ocena: 4/5

Znacie markę Saphir? Mieliście okazję testować ich perfumy? A może kojarzycie konkretnie ten zapach? Czy również uważacie, że przypomina Good Girl od Caroliny Herrery? Jakie inne wypusty tej marki mi polecacie? I w ogóle jakie perfumy powinnam przetestować wiosną i latem?

~ wredna

Czytaj więcej

KULTOWY ZAPACH W NIŻSZEJ CENIE
Woda pefumowana Vida od Saphir

30 komentarzy:
Ciągle mi mało. Ale wychodzę z założenia, że dobrego nigdy za wiele. Kolejny flakonik w mojej kolekcji i z pewnością nie ostatni. Już czekam na kolejne, także znów możecie się spodziewać perfumowych postów. Tym razem wpis powstaje we współpracy z portalem TrustedCosmetics, na którym to udało mi się zakwalifikować do testowania poniższego cudeńka. Troszkę sobie na nie poczekałam. Czy było warto?


O marce słów kilka
SAPHIR PARFUMS jest firmą szczycącą się ponad 50 letnim doświadczeniem w branży perfumeryjnej, która opracowuje i produkuje perfumy.
Laboratoria Saphir współdziałają synergistycznie w całym procesie produkcyjnym, rozpoczynając od opracowania zapachów po mieszanie, mielenie, rozgniatanie, odpowiednie napełnianie i dystrybucię perfum.
Łączymy najnowocześniejszą technologię z doświadczeniem i odpowiednio wykwalifikowanym personelem. Stosujemy najbardziej zaawansowane systemy do produkcji perfum w celu zaspokojenia najwyższych oczekiwań klientów.
Produkty marki Saphir możecie zakupić na stronie producenta, a także w sklepie online i stacjonarnej drogerii Vica.


Saphir, Vida
Vida Saphir to kwiatowo-owocowy zapach, który otula skórę przyjemnym aromatem. Soczysta gruszka z czarną porzeczką spotykają się w nim z aromatycznym jaśminem oraz zmysłowym kwiatem pomarańczy. Ich wzajemnie przenikające się aromaty zostały dosłodzone praliną oraz wzmocnione wanilią, fasolą tonka i paczulą. Zmysłowa, ociekająca słodyczą kompozycja zapachowa uwodzi zmysły i wzbudza zainteresowanie. Ubiera kobietę w przyjemny zapach, dodając jej energii oraz powodów do uśmiechu.
źródło: trustedcosmetics.pl
Pojemność: 25 ml
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Cena: 24,99 zł
Zapach podobny do: Lancome, La Vie Est Belle
Kategoria zapachowa: kwiatowo-owocowa

Opakowanie i nuty zapachowe
Perfumy zamknięte są w małym, poręcznym, szklanym flakoniku z wklęsłymi żłobieniami. Całość utrzymana jest w biało-złotej kolorystyce i jeśli czytacie mojego bloga to wiecie, że takie połączenie uwielbiam i uważam, że nadaje niezwykłej klasy. Szata graficzna jest prosta, bez zbędnych ozdobników. Plastikowy korek dobrze się trzyma i sprawia, że atomizer jest odpowiednio zabezpieczony. Sam aplikator również działa bez zarzutów, dozuje odpowiednią mgiełkę, a przy tym nie przecieka i nie zacina się. Kompaktowe rozmiary buteleczki umożliwią nam zabranie perfum ze sobą, i nawet osoby takie jak ja, które lubią małe torebki, znajdą w niej miejsce dla tego maleństwa.
Nuty głowy: gruszka, czarna porzeczka, gruszka.
Nuty serca: tonka, kwiat pomarańczy, jaśmin
Nuty bazy: wanilia, paczula, pralina.

Ale jak to pachnie?
Pierwsze psiknięcie i od razu uderza nas wanilia i pralina. Może nawet bardziej ta pierwsza. W otwarciu nie czuję owoców, których się spodziewałam (w końcu są w nutach głowy). Jednak nie przeszkadza mi to, wręcz przeciwnie. Początek jest intensywny i słodki, ale blisko przy skórze wyczuć można też chłodniejsze (jakby miętowe) nuty, podejrzewam, że to zasługa jaśminu. Przez moment elementy kwiatowe próbują górować nad gourmandem, na szczęście (dla mnie) szybko się poddają i pozwalają rozwijać się słodyczy.

Po jakiejś godzinie kompozycja staje się bardziej jednostajna i jeszcze bardziej otulająca. Uwielbiam pływać w tym zapachu. Pojawia się czarna porzeczka i wraz z wanilią, praliną i skrytą paczulą, tworzy głęboki, ciasteczkowo-czekoladowy charakter. Mam wrażenie, że pachnę wykwintnym deserem.

Końcówka jest spokojna (o ile tak można w ogóle te perfumy określić), ciepła i jednolita, ale nadal ciężka, niemalże kremowa. Na tym etapie pozostaje z nami jedynie pralina i wanilia, a głębi dodaje nowa, gęsta nuta fasolki tonka. Nie pozostało już nic z kwiatów, nic z tego chłodnego, miętowego akcentu, nic z owoców, i żadnego śladu paczuli. 

Projekcja i trwałość
Perfumy są bardzo intensywne, ale raczej nie należą do tych najbardziej ogoniastych. Projekcję mają przeciętną i pachną na długość ramion. Nie uznałabym tego jednak za wadę, bo w przypadku tak mocnych perfum mniej znaczy więcej ;) Gdyby były wyczuwalne z odległości kilku metrów to zamęczyłybyśmy ich słodyczą ludzi w autobusie ;) Czyli krótko mówiąc, ich dalekosiężność jest adekwatna do ich siły rażenia.  Jednak trzeba pamiętać, żeby z nimi nie przesadzić, bo wtedy będziemy dusić najbliższe towarzystwo.
Największą intensywność perfumy utrzymują przez ok 7h, po tym czasie stają się bardziej bliskoskórne, a pozostają wyczuwalne do samego zmycia. Oczywiście, na ubraniach i włosach możecie cieszyć się zapachem znacznie dłużej.

Podsumowując...
Zapach bardzo lubię. Najlepiej nosi mi się go chłodną wiosną, jesienią i zimą. Moja miłość do typowych słodziaków powoli przemija, ale myślę, że jeszcze nie raz po tę kompozycję sięgnę. Jakościowo jest to górna półka i jak na cenę to nie mam im nic do zarzucenia. Z pewnością wrócę do nich w chłodniejsze dni, ale aktualnie jestem w trakcie poszukiwania lżejszych, zwiewniejszych woni, więc te pozostaną w pudełku aż do kolejnego sezonu grzewczego.
Moja ocena: 4/5

Znacie markę Saphir? Mieliście okazję testować ich perfumy? A może kojarzycie konkretnie ten zapach? Czy również uważacie, że przypomina La Vie Est Belle od Lancome? Jakie inne wypusty tej marki mi polecacie? I w ogóle jakie perfumy powinnam przetestować wiosną i latem?

~ wredna
Czytaj więcej