Dzisiaj będzie o wszystkim co kocham. Moją miłość do perfum już poznaliście, wiecie też, że uwielbiam słodkie, niemalże jadalne kompozycje typu gourmand. I jakiś czas temu dowiedziałam się, że forma olejku, czyli ta popularna dla orientalnych woni, bardzo mi odpowiada. Kiedy recenzowałam pierwsze w swoim życiu perfumy arabskie (tutaj, tam też wspomniałam co-nieco o samych perfumach orientalnych, także jeśli jesteście ciekawi cóż to za twór to odsyłam Was właśnie tam) już Was ostrzegłam, że nie jest to ostatni raz. I tak, dzisiejszy post jest wypełnieniem tej obietnicy.
Tym razem przyjrzymy się marce Al Rehab i ich sześcio-mililitrowemu cudeńku. Sam zapach znałam, więc wiedziałam, że go pokocham. Jednak wcześniej wąchałam je tylko na siostrze, a z racji tego, że zupełnie inaczej się na nas wonie układają to byłam niesamowicie ciekawa tego, jak ta słodycz sprawdzi się u mnie. A dzięki sklepowi internetowemu Etnobazar miałam taką możliwość.
W asortymencie sklepu znajdziecie nie tylko perfumy, ale całe mnóstwo innych kosmetyków, a także biżuterię, akcesoria, ubrania, obuwie, zapachy, aromaty czy przedmioty do wystroju wnętrz, a wszystko w stylu arabskim.
Pojemność: 6 ml
Cena: 23,90 zł
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia
Początek jest rzeczywiście bardzo słodki i dominuje tutaj czekolada z wanilią. Pachnie niczym deser z mlecznej Milki. Delikatnego wygładzenia i bardziej kremowego wydźwięku dodaje nam piżmo, ale jest ono jedynie akcentem, który w większym stopniu nie wpływa na dwie wiodące nuty. Delikatnego smaczku nadaje cynamon, jednak i on nie jest w stanie przebić się przez mnóstwo mleczno-kakaowego deseru. Sprawia jedynie, że nie pachnie on gorzką, głęboką czekoladą, a bardziej taką z owocowym wypełnieniem. Także rozpoczęcie to ni mniej, ni więcej, słodki deser, wygładzony piżmem i przypruszony cynamonem. Po kilku minutach zaczyna się w nim pojawiać pewien pazur, który jednak swoje prawdziwe oblicze pokazuje dopiero w rozwinięciu.
Po jakiejś godzinie od aplikacji pojawiają się przyprawy. Ciężko mi jednoznacznie określić jakie konkretnie, ale z pewnością wyczuwam tutaj pieprz i może kardamon lub gałka muszkatołowa? Nie łatwe jest wyodrębnienie pojedynczych, bo jest to idealnie skomponowana mieszanka, która dodaje całości aromatu. Nie dominuje słodyczy czekolady i wanilii, ale nadaje jej ciepła i pazura. To wciąż ogrom deseru, acz ze szczyptą ostrych przypraw dla przełamania. Tak, abyśmy nie dostali cukrzycy. Moje PH skóry zawsze wybija te nuty, bo u mojej siostry zupełnie nie występuje ta faza.
Jednak nie tylko one składają się na ten pazur, o którym pisałam wcześniej. Jedynie w rozwinięciu możecie cieszyć się głębią mirry. Wiem, że nie każdemu leżą takie wonie, ale jak na perfumy arabskie to ten akord jest i tak bardzo delikatny.
Końcówka jest delikatna. Przyznam szczerze, że wręcz szokująco bliskoskórna. Na powrót króluje waniliowe piżmo, delikatnie podbite słodyczą czekolady. Przyprawy słabną, a mirra zaczyna swój taniec z drzewem sandałowym, nadając tym samym całości sensualnego, cielesnego, kremowego wydźwięku. Jednak one obracają się w rytm muzyki w cieniu, pozostawiając w blasku deserowe nuty.
A swoją trwałością również nie powala. Raczej nie nacieszycie się nimi przez dłużej niż 4 godziny. Wróć, ja się nie nacieszyłam. Wydaje mi się, że warto wspomnieć o tym, że na mojej siostrze mają one i znacznie lepszą projekcję, i wciąż czuję je na niej po nawet 8 godzinach. Także jeśli macie tendencję do utrzymywania zapachów to nie macie się czym martwić. U mnie, zazwyczaj, perfumy utrzymują się średnio, tak ok. 6 godzin.
Moja ocena: 4-/5
Znacie markę Al Rehab? Lubicie perfumy orientalne? Interesujecie się kulturą arabską? Próbowaliście kiedyś zapachów w olejkach? Co o nich sądzicie? Zainteresował Was asortyment strony Etnobazar? Czy może nie są to wasze klimaty?
~ wredna
Czytaj więcej
Tym razem przyjrzymy się marce Al Rehab i ich sześcio-mililitrowemu cudeńku. Sam zapach znałam, więc wiedziałam, że go pokocham. Jednak wcześniej wąchałam je tylko na siostrze, a z racji tego, że zupełnie inaczej się na nas wonie układają to byłam niesamowicie ciekawa tego, jak ta słodycz sprawdzi się u mnie. A dzięki sklepowi internetowemu Etnobazar miałam taką możliwość.
O sklepie słów kilka
EtnoBazar powstał z pasji podróżowania oraz fascynacji pięknymi przedmiotami wykonanymi ręcznie przez rzemieślników z różnych regionów Ziemi. W zamyśle ma zapewnić odwiedzającemu online'owe doświadczenie prawdziwego targu, z jego zapachami, smakami i rękodziełem artystycznym.„Etno” oznacza dla nas autentyczność, twórczość dbającą o zachowanie tradycji i kultury mieszkańców ziem, z których się wywodzi. Afrykańską, amerykańską, azjatycką oraz europejską – cenimy bowiem nie tylko to, co pochodzi z daleka, lecz także to, co nam bliskie: polską sztukę inspirowaną folklorem, meble i dodatki w stylu włoskiej Toskanii, smaki i zapachy francuskiej Prowansji, przedmioty powstałe w duchu rustykalnej Brytanii.
Postaw na zmysłowość Orientu! Perfumy Choco Musk to połączenie słodyczy wanilii i czekolady z tradycyjnym wschodnim aromatem piżma, róży i drzewa sandałowego. Zapach ten olśni każdą świadomą swojego uwodzicielskiego uroku kobietę oraz podkreśli jej indywidualny styl.
Cena: 23,90 zł
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia
Opakowanie i nuty zapachowe
Perfumy przychodzą do nas w, standardowym dla zapachów arabskich, małym szklanym flakoniku z roletką. Aplikator działa jak należy, dozuje odpowiednią ilość kosmetyku, a przy tym nie przecieka. Sama szata graficzna od razu przywodzi mi na myśl ciastka. Także od pierwszego spojrzenia na opakowanie cieknie ślinka. Zwiastuje ona również zawartość i idealnie ją oddaje. Nad wyglądem nie ma się za bardzo co rozwodzić. Niby nie jest szpetny, ale z pewnością nie przyciąga wzroku i mam w swojej kolekcji znacznie bardziej urokliwe flakoniki. Ale jak wiadomo, nie ma co oceniać książki po okładce, więc lepiej zajrzyjmy do środka. Już sama piramida zachęca (przynajmniej prawdziwych fanów słodkości).Nuty: białe piżmo, mleczna czekolada, wanilia, cynamon, róża, drzewo sandałowe, mirra, bursztyn, nuty przyprawowe.
Ale jak to pachnie?
Jak już pisałam, zapach poznałam na mojej siostrze. U niej pachniał jak ciasteczka i najbardziej wyczuwalna była czekolada, wanilia i cynamon. U mnie rozwijały się nieco inaczej.Początek jest rzeczywiście bardzo słodki i dominuje tutaj czekolada z wanilią. Pachnie niczym deser z mlecznej Milki. Delikatnego wygładzenia i bardziej kremowego wydźwięku dodaje nam piżmo, ale jest ono jedynie akcentem, który w większym stopniu nie wpływa na dwie wiodące nuty. Delikatnego smaczku nadaje cynamon, jednak i on nie jest w stanie przebić się przez mnóstwo mleczno-kakaowego deseru. Sprawia jedynie, że nie pachnie on gorzką, głęboką czekoladą, a bardziej taką z owocowym wypełnieniem. Także rozpoczęcie to ni mniej, ni więcej, słodki deser, wygładzony piżmem i przypruszony cynamonem. Po kilku minutach zaczyna się w nim pojawiać pewien pazur, który jednak swoje prawdziwe oblicze pokazuje dopiero w rozwinięciu.
Po jakiejś godzinie od aplikacji pojawiają się przyprawy. Ciężko mi jednoznacznie określić jakie konkretnie, ale z pewnością wyczuwam tutaj pieprz i może kardamon lub gałka muszkatołowa? Nie łatwe jest wyodrębnienie pojedynczych, bo jest to idealnie skomponowana mieszanka, która dodaje całości aromatu. Nie dominuje słodyczy czekolady i wanilii, ale nadaje jej ciepła i pazura. To wciąż ogrom deseru, acz ze szczyptą ostrych przypraw dla przełamania. Tak, abyśmy nie dostali cukrzycy. Moje PH skóry zawsze wybija te nuty, bo u mojej siostry zupełnie nie występuje ta faza.
Jednak nie tylko one składają się na ten pazur, o którym pisałam wcześniej. Jedynie w rozwinięciu możecie cieszyć się głębią mirry. Wiem, że nie każdemu leżą takie wonie, ale jak na perfumy arabskie to ten akord jest i tak bardzo delikatny.
Końcówka jest delikatna. Przyznam szczerze, że wręcz szokująco bliskoskórna. Na powrót króluje waniliowe piżmo, delikatnie podbite słodyczą czekolady. Przyprawy słabną, a mirra zaczyna swój taniec z drzewem sandałowym, nadając tym samym całości sensualnego, cielesnego, kremowego wydźwięku. Jednak one obracają się w rytm muzyki w cieniu, pozostawiając w blasku deserowe nuty.
Projekcja i trwałość
Nie wiem. Po jednym spotkaniu z perfumami arabskimi stwierdziłam, że pewnie wszystkie zapachy w olejkach będą intensywne i długotrwałe. Owszem, Choco Musk nie można odmówić tego, że przez pierwsze 2-3 godziny zostawiacie za sobą ogon. Nie jakiś spektakularny, taki na metr, ale zawsze. Niestety po tym czasie zapach słabnie w momencie i staje się bardzo bliskoskórny. Muszę wręcz przystawić nadgarstek do nosa.A swoją trwałością również nie powala. Raczej nie nacieszycie się nimi przez dłużej niż 4 godziny. Wróć, ja się nie nacieszyłam. Wydaje mi się, że warto wspomnieć o tym, że na mojej siostrze mają one i znacznie lepszą projekcję, i wciąż czuję je na niej po nawet 8 godzinach. Także jeśli macie tendencję do utrzymywania zapachów to nie macie się czym martwić. U mnie, zazwyczaj, perfumy utrzymują się średnio, tak ok. 6 godzin.
Czy polubiłam się z tym zapachem?
Z samym zapachem, tak. Nie powiem, oczekiwałam troszkę czegoś innego, bo myślałam, że będą, tak jak na mojej siostrze, znacznie słodsze, bardziej deserowe, bardziej czekoladowe i bardziej waniliowe. Jednak taka niespodzianka wcale nie jest zła. Typowych słodziaczków mam już całe mnóstwo, więc z chęcią będę sięgała po taki przyprawiony deser. Jest to coś innego, coś nowego, coś ładnego.
Podsumowując...
Przyznam szczerze, nie powalił mnie na kolana, a tego oczekiwałam. Ani swoimi parametrami, ani samą wonią. Owszem, jest ładny, jest przyjemny, jest nawet oryginalny i niepozorny, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że jest to słodziak z toną cukru. Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podoba, bo z chęcią będę go nosiła, ale najzwyczajniej oczekiwałam czegoś troszkę innego. Niemniej jednak, wciąż mam ochotę przetestować inne zapachy tej marki.Moja ocena: 4-/5
Znacie markę Al Rehab? Lubicie perfumy orientalne? Interesujecie się kulturą arabską? Próbowaliście kiedyś zapachów w olejkach? Co o nich sądzicie? Zainteresował Was asortyment strony Etnobazar? Czy może nie są to wasze klimaty?
~ wredna