Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki mineralne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki mineralne. Pokaż wszystkie posty

KOLEJNE SPOTKANIE Z MINERAŁAMI, ALE I PIERWSZE...
Test nowości od Neauty Minerals, czyli bronzery i pędzle

46 komentarzy:
Przepraszam Was bardzo, że ostatnio mnie tutaj nie było i minęły prawie dwa tygodnie od poprzedniego posta. Wszystkiemu winny jest wirus grypy, który dopadł i mnie i trzymał przez cały ten czas. Wciąż nie wyleczyłam się do końca, ale jestem w stanie podnieść się z łóżka, więc postanowiłam to wykorzystać i naskrobać kilka słów. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe.
Dzisiejszy wpis będzie dotyczył marki, do której sentyment będę miała po wsze czasy, bo to właśnie dzięki Neauty Minerals poznałam minerały i to właśnie to logo nosił mój pierwszy sypki podkład. Jak reszta przygody się potoczyła to wiecie - pokochałam.


O marce słów kilka
Jesteśmy polską marką oferującą najwyższej jakości kosmetyki mineralne do makijażu. Naszą inspiracją jest piękno pochodzące z natury i to właśnie natura i piękno połączone razem stanowią nazwę naszych produktów – Neauty.Produkty Neauty posiadają wszystko, co najcenniejsze w kosmetykach mineralnych:- nie zawierają szkodliwych substancji, takich jak: konserwanty, barwniki chemiczne czy też substancje zapachowe- są pozbawione talku, tlenochlorku bizmutu, olejów, wosków i silikonów
- nie zatykają porów, przez co skóra może swobodnie oddychać- ze względu na brak szkodliwych, drażniących czy komodogennych substancji są odpowiednie dla wszystkich typów cer, nawet najbardziej wrażliwych, atopowych czy trądzikowych- zawartość tlenku cynku oraz dwutlenku tytanu sprawia, że stanowią naturalną barierę przed promieniowaniem UVA i UVB- tlenek cynku dodatkowo posiada właściwości antybakteryjne oraz lecznicze – działa łagodząco na podrażnienia oraz ułatwia gojenie się ran- na twarzy wyglądają naturalnie, nie powodują powstawania nieestetycznego efektu „maski”- ze względu na swoja postać oraz sposób aplikacji są niezwykle wydajne
Warto również wspomnieć, że Neauty Minerals jest naszą rodzimą marką, która produkuje kosmetyki w Polsce. W asortymencie sklepu znajdziecie podkłady z podziałem na kryjące i matujące; pudry, cienie, róże, korektory, rozświetlacze, bronzery i akcesoria. Także wszystko, czego potrzeba do stworzenia makijażu. Jeśli chodzi o dostępność to najłatwiejszym sposobem jest zamawianie ze sklepu producenta, jednak w Gnieźnie, Poznaniu, Rzeszowie i Warszawie znajdziecie Neauty Minerals również stacjonarnie (tutaj dokładne adresy: klik).


Neauty, bronzer
Bronzer mineralny idealny dla osób o jasnej, średniej i ciemnej karnacji. Idealny do konturowania twarzy. Pozwala na stopniowanie intensywności efektu.
Gramatura: 1,5 g
Cena: 22,90 zł
Liczba odcieni: 3
Moje odcienie: Walnut Shell, Pecan Nut, Cocoa Bean
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia

Opakowanie i skład
Bronzery przychodzą do nas zamknięte w małych, plastikowych słoiczkach z czarną zakrętką. Na ich spodzie znajdziemy wszelkie niezbędne informacje, w tym nazwę koloru, termin ważności, czy skład kosmetyku. Na ogromny plus zasługuje sitko, które z łatwością możemy zabezpieczyć obracalną nakładką. Jeśli czytacie mojego bloga to wiecie, że bardzo cenię sobie takie rozwiązanie, bo nie lubię, kiedy zawartość się rozsypuje. Moje zdanie podzielą z pewnością też osoby, które dużo podróżują.
Całość działa bez zarzutów, nic się nie zacina, wysypanie pudru na wieczko nie sprawia żadnych trudności.
SKŁAD: Mica, Kaolin, [+/-] CI 77007, 77491, CI 77492, CI 77499.

Pigmentacja i blendowanie
Uważam, że bronzery mają krycie adekwatne do swojego przeznaczenia. Pamiętajmy, że nie są to podkłady, więc nie oczekujmy pełnej pigmentacji. Do konturowania najlepiej sprawdzają się półprzezroczyste formuły, które uniemożliwiają zrobienie sobie plamy, ale jednocześnie pozwalają na budowanie koloru. To, w jakim stopniu będą się one się one wybijały zależy od Waszej karnacji i odcienia, jaki wybierzecie. U mnie, Walnut Shell potrzebował więcej warstw niż dwa pozostałe.
Jeśli chodzi o blendowanie to mam wrażenie, że te bronzery rozcierają się same. Zupełnie nie ma z tym żadnych problemów. Pigment rozkłada się równomiernie, nie tworzy plam, prześwitów czy smug. A wiedzcie, że jeśli chodzi o minerały (z wyjątkiem podkładów) to jestem raczej laikiem i dopiero poznaję ten świat. Także, jeśli ja nie miałam większych problemów z ich aplikacją to chyba każdy sobie poradzi.


Wykończenie i trwałość
To, co bardzo podoba mi się w tych bronzerach to to, że nie dają płaskiego matu. Przyznam szczerze, że myślałam, że będą miały właśnie takie papierowe, wręcz suche wykończenie. Na szczęście, zostawiają na skórze piękną satynę, która nadaje cerze naturalnego, zdrowego blasku.
Jeśli chodzi o odcienie to, moim zdaniem, sprawdzą się najlepiej do przybronzowienia skóry. Kolory mogą okazać się zbyt ciepłe i oliwkowe, żeby imitowały cień. Najchłodniejsze tony posiada Pecan Nut i przy jasnych cerach, zaaplikowany lekką ręką mógłby się sprawdzić się rzeźbienia. Jeśli jednak jesteście zwolennikami delikatniejszego podkreślenia to dwa pozostałe kolory sprawdzą się do tego idealnie. Mnie, osobiście, najbardziej do gustu przypadł Walnut Shell i to właśnie po ten będę sięgała najczęściej.
Jeśli chodzi o trwałość to nie mam zastrzeżeń. Nie jest to z pewnością kosmetyk wodoodporny, ale chyba nikt takiej właściwości od bronzera nie wymaga. Pozostaje na mojej twarzy tyle, ile każdy inny tego typu produkt. Co prawda, nie jestem z tych, którzy opierają głowę na dłoniach w trakcie dnia lub zbyt często dotykają cery, więc nie umiem stwierdzić czy bronzery są oporne na ścieranie. Także ja spokojnie mogę się cieszyć nimi przez cały dzień, aż do zmycia.
Moja ocena: 4+/5


Neauty Minerals, pędzle

Duży pędzel kabuki, idealny do aplikacji pudru na całą twarz. Wykonany z włosia syntetycznego.
Skośny pędzel z syntetycznego włosia, idealny do aplikacji różu.Pędzel o owalnym kształcie, idealny do aplikacji rozświetlacza lub bronzera. Wykonany z włosia syntetycznego.Płaski pędzelek o ściętym włosiu, idealny do apliakcji eyelinera. Wykonany z włosia syntetycznego.Pędzelek o owalnym kształcie, idealny do rozcierania cieni. Wykonany z włosia syntetycznego.Skośny pędzelek, idealny do aplikacji cieni w załamaniu powieki lub ich rozcierania. Wykonany z syntetycznego włosia.Płaski pędzelek z syntetycznego włosia, idealny do aplikacji korektora.Płasko ścięty pędzel z włosia syntetycznego. Idealny do aplikacji podkładu mineralnego metodą stemplowania.
Liczba moich sztuk: 8
Liczba dostępnych modeli: 12
Ceny: 20,90 zł - 49,90 zł
Pierwsze, co trzeba o pędzlach napisać, i co pierwsze rzuca się w "oczy" to fakt, że puchacze są niezwykle mięciutkie i bardzo przyjemne. Aż chce się ich używać. Ale może zacznijmy po kolei, więc od wyglądu. Cały komplet utrzymany jest w czarno-białej kolorystyce i minimalistycznej szacie graficznej. Mnie osobiście to odpowiada, bo bardzo lubię proste, acz efektowne, rozwiązania. Drewniane rączki są porządne i poręczne, a metalowe skuwki dobrze trzymają włosie. Nie zauważyłam, żeby pędzle gubiły włoski.
Jeśli chodzi o aplikowanie produktów to robią to, do czego zostały stworzone. Dobrze łapią pigment i transferują go na twarz i oczy. Do moich ulubionych modeli z pewnością należy ten jajeczkowaty, z nazwy przeznaczony do rozświetlacza. W tej roli sprawdza się idealnie, ale ma też wiele innych zastosowań, np, do bronzera, pudru czy nawet różu. Z ogromną przyjemnością będę też używała obu modeli do blendowania. Jednak i pozostałe znajdą swojej zastosowanie. Co prawda, kabuki to nie do końca moje klimaty, ale od czasu do czasu mogę skorzystać z małej odmiany, szczególnie, gdy inne pędzle potrzebują prania.
Moja ocena: 4/5


Podsumowując...
Zarówno bronzery, jak i pędzle, przypadły mi do gustu. Te pierwsze mają idealną formułę i pigmentację, a dodatkowo dają bardzo ładne, naturalne wykończenie. Ponadto, kolory zdecydowanie trafiają w mój gust. Myślę, że jeśli będę z nimi delikatna to wykorzystam wszystkie cztery odcienie. Jest to moje pierwsze spotkanie z bronzerami mineralnymi, ale podejrzewam, że nie ostatni, bo bardzo się z tymi trzema maleństwami polubiłam.
Co do pędzli, są bardzo przyjemnie i milutkie. Ich używanie to czysta radość. Także czego chcieć więcej? Miło się ich używa, a jednocześnie robią to, do czego zostały stworzone.

Znacie markę Neauty Minerals? Jakich produkty tej firmy próbowaliście? Jak się Wam sprawdziły? Zachęciłam Was do zapoznania się z bronzerami i pędzlami? Skusicie się na te nowości? Lubicie kosmetyki mineralne? Czy może wolicie te tradycyjne?

~ wredna
Czytaj więcej

MINERAŁY PO RAZ TRZECI! KOLEJNA MIŁOŚĆ?
Pierwsze spotkanie z marką Lily Lolo, co o niej sądzę?

44 komentarze:
Już nie raz wspominałam na blogu, że od kiedy pierwszy raz spróbowałam podkładów mineralnych to do tych tradycyjnych już nie wróciłam (a przynajmniej nie w codziennym makijażu). To była miłość od pierwszego użycia. A jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc stale mam ochotę testować nowe marki i nowe kosmetyki. Tym razem nadarzyła się okazja do wypróbowania kilku produktów od Lily Lolo, w tym, oczywiście (jakżeby inaczej) podkładu, którego byłam najbardziej ciekawa.


O marce słów kilka
Lily Lily Lolo oferuje szeroki wybór naturalnych róży do policzków, sypkich i prasowanych cieni do powiek, błyszczyków, szminek oraz bronzerów. Produkty Lily Lolo są niezwykle łatwe w użyciu, dzięki czemu wykonanie nimi perfekcyjnego makijażu nie powinno zająć więcej niż kilku minut. Mineralne podkłady Lily Lolo mają sypką, jedwabiście gładką konsystencję. Doskonale radzą sobie z tuszowaniem wszelkich niedoskonałości, tj. krosty, zaczerwienienia i skazy nie tworząc przy tym efektu maski.Zalety makijażu mineralnego Lily Lolo to między innymi:
Naturalność – makijaż mineralny wygląda naturalnie i jest prawie niewyczuwalny na skórze
Trwałość -  makijaż mineralny długo utrzymuje się na skórze oraz jest praktycznie odporny na wodę i pot.
Ochrona przed słońcem – podkłady mineralne Lily Lolo zostały przebadane pod kątem ochrony przed słońcem jaką zapewniają. Ich faktor SPF to 15.Pożegnaj się z ciężkimi czy kleistymi podkładami i przyłącz się do mineralnej rewolucji.
W asortymencie marki znajdziecie, standardowo, szeroką gamę produktów sypkich, od podkładów i pudrów; przez róże, bronzery i korektory, aż po cienie do powiek. Jednak to, co wyróżnia Lily Lolo na tle innych to to, że oferuje również minerały w postaci sprasowanej (np. cienie i korektory); a także kremy do twarzy, mgiełki utrwalające, pędzle i akcesoria do makijażu.


Drobno zmielony podkład mineralny z naturalnym filtrem o faktorze SPF 15. Nakładaj go cienkimi warstwami, by uzyskać pożądany efekt krycia. W skład naszych podkładów wchodzą wyłącznie naturalne składniki dzięki czemu skóra jest odpowiednio pielęgnowana, a wypryski i skazy skórne stają się mniej widoczne. Podkłady mineralne Lily Lolo cechuje gładka i jedwabista konsystencja. Dzięki niemu Twoja cera zyska nieskazitelny wygląd. Kosmetyki mineralne Lily Lolo to synonim pięknej skóry.
Gramatura: 10 g
Cena: 81,90 zł
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia
Liczba odcieni: 18
Mój odcień: Warm Peach

Opakowanie i skład
Kosmetyk przychodzi do nas zamknięty w kartonowym opakowaniu utrzymanym w czarno-białej kolorystyce i raczej skromnej szacie graficzne, znajdziemy tu jedynie logo marki, nazwę produktu i wszelkie niezbędne informacje, wraz ze składem, na spodzie. Kiedy zajrzymy do środka, naszym oczom ukazuje się całkiem spory, okrągły słoiczek opatrzony matową, czarną zakrętką, w której jedynym elementem błyszczącym jest sygnet. Eleganckiego wydźwięku nadaje całości również przezroczysta, ale matowa powierzchnia samego słoiczka. Na odwrocie znów znajdziemy nalepkę informacyjną, tym razem bez składu.
Od nowości sitko zabezpieczone jest nalepką, którą należy odkleić. Jednak nie ma się co martwić, że po jej ściągnięciu nasz podkład będzie się rozsypywał, bo opakowanie zostało wyposażone w plastikową, obracalną nakładkę, którą bez problemu możemy zakryć otworki.
Całość działa bez zarzutów, nic się nie zacina, wysypanie pudru na wieczko nie sprawia żadnych trudności. Także w tym przypadku to profesjonalizm od stóp do głów, zarówno w aspektach wizualnych, jak i praktyczno-użytkowych.
SKŁAD: Mica, Zinc Oxide [+/- Ci 77891 (Titanium Dioxide), Ci 77492 (Iron Oxide), Ci 77491 (Iron Oxide), Ci 77499 (Iron Oxide)].

Pigmentacja i blendowanie
Podkłady w ofercie Lily Lolo przychodzą tylko w jednej formule, nie mamy tutaj podziału, na kryjące, matujące czy rozświetlające. Dlatego obawiałam się, że moje przebarwienia wciąż będą widoczne i muszę przyznać, że w porównaniu z innymi minerałami, które posiadam te mają najmniejsze krycie. Dla satysfakcjonującego efektu potrzebuję 3-4 cienkich warstw, ale musicie wiedzieć, że jestem fanką średniego, w stronę mocnego pigmentu. Dla ujednolicenia wystarczą dwie. Jednak najważniejsze jest, że pięknie się buduje, nie robi prześwitów, smug i równo się rozkłada. Myślę, że da się nim stworzyć pełne krycie, a czy przykrywa niedoskonałości, nie umiem stwierdzić, bo, o dziwo, moja cera jest ostatnio w bardzo dobrym stanie, myślę, że wiem jakiemu kosmetykowi to zawdzięczam, ale o tym innym razem ;)
Jak już wspomniałam, nie ma żadnych problemów z blendowaniem kosmetyku. Mam wręcz wrażenie, że przy pomocy pędzla kabuki (o którym więcej niżej) uzyskujemy efekt niczym air brush. Nawet, kiedy nie nakładam podkładu na całą twarz (na co dzień przykrywam jedynie największe przebarwienia) to nic się nie odcina, żadna granica nie rzuca się w oczy.


Wykończenie i trwałość
Zacznijmy od tego pierwszego, bo już co-nieco na ten temat napisałam.Podkład na dobrze nawilżonej cerze wygląda bardzo gładko i naturalnie. Nawet moja sucha skóra się z nim lubi, bo nie podkreśla suchych skórek. Mimo tego, że jest to puder to nie pozostawia uczucia ściągnięcia, ani suchej maski, daje lekko świetliste, jakby satynowe wykończenie, ale bez cienia drobinek. Wygląda to jak naturalny blask. A kiedy dodatkowo całość spryskam mgiełką (nie koniecznie fixującą, ja używam wody lawendowej) to już w miękkim świetle twarz wygląda jak z photoshopa. Jeszcze żaden kosmetyk nie dawał u mnie takiego efektu, bo mam spore problemy z nierównościami cery.
Jedyne, co troszkę mnie smuci to fakt, że źle dobrałam odcień. Na lato będzie idealny, bo Warm Peach to dosyć jasny beż, delikatnie wpadający w żółte tony, ale na zimę jest odrobinę za ciemny. Kiedy środek twarzy rozjaśnię korektorem (o którym też przeczytacie niżej) to jakoś to wyglądało i mogłam go testować nawet teraz, kiedy jestem blada jak ściana :D
Jeśli chodzi o trwałość, to testowałam go jedynie z pudrem. Wtedy zostaje ze mną aż do samego zmycia. Jeśli nie przypudruję go zbyt dokładnie to po około 4-5 ma tendencję do minimalnego zbierania się w zmarszczkach. Dlatego trzeba na to zwracać uwagę.
Moja ocena: 4/5


Jasny, brzoskwiniowo-różowy mineralny puder o jedwabistej konsystencji, który dzięki zawartości rozpraszającej światło miki, optycznie redukuje widoczność drobnych zmarszczek oraz niedoskonałości.
Gramatura: 4,5 g
Cena: 81,90 zł
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia

Opakowanie i skład
Oprawa graficzna kosmetyku wygląda tak samo jak w przypadku podkładu. Mamy tutaj dokładnie taki sam kartonik, słoiczek i zakrętkę. Jedyne co różni oba produkty to kolor zawartości i skład, więc może przejdźmy od razu do niego.
SKŁAD: Mica [+/- Ci 77491 (Iron Oxide), Ci 77492 (Iron Oxide)]

Wykończenie i trwałość
Przyznam szczerze, że odrobinę się tego kosmetyku obawiałam. Przerażały mnie te brzoskwiniowo-różowe tony i to, że kiedy otworzyłam kosmetyk to moim oczom ukazał się dosyć ciemny proszek. Jednak postanowiłam go nie przekreślać, bo został on mi polecony przez Panią, z którą korespondowałam. Pomyślałam, że ona musi wiedzieć o czym pisze i co robi. Także dałam mu szansę i... się zakochałam. Dosłownie. W życiu nie widziałam piękniejszego pudru. Kiedy wysypiemy go na wieczko to widać w nim rozświetlający pył (bo to nie są drobinki, to jest od nich mniejsze), który na cerze zostawia piękne, satynowe wykończenie. Ale znów, tak jak w przypadku podkładu, nie jest to satyna z brokatowych drobinek, a bardziej naturalny blask. W sztucznym świetle, kiedy przyjrzymy się z bliska, dosłownie wciskając nos w lusterko, można zauważyć mikroskopijny pyłek rozświetlający. Stałby się moim ulubieńcem i katowałabym go codziennie gdyby nie fakt, że (jak wspomniałam wcześniej) mam problem z nierównościami cery, które takie pudry podkreślają. U mnie sprawdza się jedynie po bokach twarzy, bo w strefie T potrzebuję mocniejszego utrwalenia. Matu nie trzyma, ale nie takie jego zadanie.
Jeśli chodzi o trwałość to ładnie utrwala makijaż, ale sprawdzi się tylko osobom z cerą suchą, która nie ma tendencji do przetłuszczania w strefie T. Moja naturalnie nie ma, ale kiedy zaaplikuję na nią makijaż to po kilku godzinach delikatnie zaczyna się wyświecać. Dlatego tam lubię jednak nałożyć puder matujący. Kiedy testowałam solo ten z Lily Lolo (ach, nie czuję jak rymuję) to niestety na czole, nosie i policzkach nadmiar sebum zaczął być widoczny po około 3 godzinach. Jednak jeśli chodzi o trwałość to znów, makijaż został ze mną do samego zmycia.
Moja ocena: 5-/5


Dostępne w dwóch niewykrywalnych kolorach, stworzone z myślą o kamuflażu niechcianych niedoskonałości, naturalne prasowane korektory Lily Lolo to idealny wybór dla osób borykających się z zaczerwienieniami lub ciemnymi cieniami pod oczami. Ich formuła jest lekka i łagodna przez co nie zapychają porów i nie podrażniają nawet najdelikatniejszej skóry.
Gramatura: 4 g
Cena: 60,20 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Liczba dostępnych odcieni: 2
Mój odcień: Lemon Drop

Opakowanie i skład
Jak możecie się domyślić, ze względu na to, że ten kosmetyk ma inną formę niż dwa poprzednie to będzie też miał inne opakowanie. Kartonik utrzymany jest w tym samym stylu, ten jednak jest znacznie mniejszy i płaski. W środku skrywa kasetkę typową dla cieni do powiek, z wieczkiem na zatrzask. Kolorystyka wciąż biało-czarna. Bardzo podoba mi się ta konsekwencja. Coś, co nie jest dla mnie koniecznością, ale stanowi ważny aspekt opakowania to lusterko. I to takie całkiem sporych rozmiarów i dobrej jakości. Ja z takich raczej nie korzystam, ale w podróży może być zbawienne. Jeśli chodzi o funkcjonalność to wszystko jest jak najbardziej w porządku. Nie ma problemów z otwieraniem czy zamykaniem kosmetyku, a jednocześnie nie trzeba się martwić, że kasetka sama się otworzy.
SKŁAD: Mica, Zinc Oxide, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, [+/- Ci 77891 (Titanium Dioxide), Ci 77007 (Ultramarines), Ci 77492 (Iron Oxide)]

Pigmentacja i blendowanie
Bardzo ciekawiła mnie forma tego kosmetyku. Niby mineralny, ale sprasowany. Przeznaczony jest do stosowania pod oczy, ale moich podków z pewnością by nie przykrył, bo do tego trzeba ciężkiej artylerii, ale bardzo dobrze sprawdza się do dodatkowej warstwy krycia. Jednak z małymi i średnimi sińcami powinien sobie poradzić. Jak już pisałam wcześniej, używałam go również dla rozjaśnienia centrum twarzy i w tej roli też sprawdził się dobrze. I tutaj, jak w przypadku dwóch poprzednich kosmetyków również nie ma żadnych problemów z rozcieraniem produktu. 

Wykończenie i trwałość
Dzięki temu, że korektor ma piękny żółty, cytrynowy kolor, to przy mojej ciepłej tonacji cery sprawdza się idealnie. Rozjaśnia wybrane partie twarzy i niweluje zmęczone spojrzenie. Jedynym minusem może być to, że mamy tylko jeden odcień. Lemon Drop dobrze wygląda na mojej jasnej cerze, więc obawiam się, że osoby z ciemną karnacją mogą mieć z nim mały problem. Ewentualnie, będą mogły go używać jako korektora korygującego kolorem, tzw. color correcting, ale wtedy trzeba pamiętać, że nie możemy go przykryć kremowym kosmetykiem. Co prawda, nie próbowałam tego, ale wydaje mi się, że skończy się to ciasteczkiem.
Wykończenie ma całkiem naturalne i jak na puder to nie wygląda sucho pod oczami. Ja ten obszar utrwalam pudrem, bo mam dosyć rozległe i głębokie zmarszczki mimiczne, ale nawet to nie obciążyło zbytnio mojej skóry. Po tym zabiegu nie zauważyłam, żeby Lemon Drop gdzieś mi w ciągu dnia wędrował i pozostał ze mną do samego zmycia.
Moja ocena: 4+/5


Pędzel Kabuki wykonany jest z najlepszego gatunkowo syntetycznego włosia, które jest ultra miękkie. Idealny do nakładania naszego podkładu mineralnego.
Cena: 91,90 zł

Moja opinia
Pędzel przychodzi do nas w kartoniku utrzymanym w standardowej dla marki. Kolorystyka skuwki nawiązuje do schematu Lily Lolo, z tym wyjątkiem, że tym razem mamy kontrast - logo jest białe. To, co jednak najważniejsze to włosie. Jest ono niezwykle mięciutkie i zbite. Dzięki temu nie podrażnia skóry i nawet przy cerze suchej nie podkreśla skórek. A przy tym efektywnie aplikuje kosmetyki. Uniemożliwia nałożenie zbyt grubej warstwy produktu, co znowuż chroni nas przed rolowaniem się, zbieraniem w załamaniach i ważeniu się np. podkładu. 
Przyznam Wam szczerze, że nigdy nie byłam fanką pędzli typu kabuki. Nigdy nie byłam z nich do końca zadowolona i miałam inne, którymi spokojnie mogłam je zastąpić, więc nie widziałam sensu w trzymaniu tych "krótkorączkowców". I tym razem byłam trochę sceptycznie nastawiona, ale znów poleciła mi go Pani Aleksandra, więc stwierdziłam, że trzeba dać szansę, a nuż dzięki niemu zmieni się moje zdanie na temat tego typu pędzli.
No i dokładnie tak się stało. Już teraz mogę Wam powiedzieć, że Super Kabuki trafia do moich ulubieńców. Używam go codziennie. A co sprawiło, że zmieniłam swoje zdanie diametralnie? A to, jak pięknie wygląda podkład nałożony tym narzędziem. Jak już pisałam, dostajemy efekt air brush. Całość wygląda bardzo naturalnie, gładko i jednolicie. Mój makijaż twarzy nigdy wcześniej nie wyglądał tak dobrze. Owszem, cena pędzla jest wysoka, ale uważam, że jest on jej warty.
Moja ocena: 5/5


Podsumowując...
Zacznę od końca, bo do pędzla najłatwiej mi się odnieść, bo tutaj jest krótka piłka - mój ulubieniec. Nigdy nie powiedziałabym, że z moich ust padną takie słowa w stronę kabuki. Kocham w nim wszystko, to jak pięknie nakłada kosmetyki, jaki naturalny efekt daje i jak przyjemny jest w dotyku. Podkład bardzo ładnie wygląda na twarzy i gdyby jego cena była nieco niższa to z pewnością stałby się moim świętym Graalem makijażowym. Jednak ze względu na to, że trzeba na niego trochę wydać to wydaje mi się, że jednak będę szukała odpowiedników na niższej półce cenowej. Ale jeśli Wy możecie sobie na niego pozwolić to warto. Puder ma prześliczne wykończenie, ale moja strefa T się z nim nie polubi. Jednak kiedy będę robiła pełny makijaż to z pewnością skuszę się na zaaplikowanie go na boki twarzy. Lemon Drop lubię nakładać dla zbudowania większego krycia standardowego korektora lub rozjaśnienia centrum twarzy.
Średnia ocena: 4+/5

Znacie markę Lily Lolo? Próbowaliście kosmetyków z ich asortymentu? Jak się Wam sprawdziły? A może lubicie minerały, ale tych jeszcze nie mieliście okazji testować? Zainteresowałam Was? Czy może wręcz przeciwnie, stwierdzacie, że to jednak nie dla Was?

~ wredna
Czytaj więcej

ANNABELLE? CZY TO BĘDZIE HORROR?
Kolejne spotkanie z kosmetykami mineralnymi

48 komentarzy:
Domyśliliście się jaką markę dziś weźmiemy na tapet? ;) Szczerze powiem, że aż wstyd, że dopiero teraz sięgam po produkty Annabelle Minerals, bo są to w końcu jedne z najpopularniejszych kosmetyków mineralnych na rynku. Moja przygoda zaczęła się od Neauty Minerals, później było Earthnicity i w końcu przyszedł czas na Annabelle. Przyznam, że byłam bardzo podekscytowana możliwością przetestowania podkładu i pudru tej marki, bo wiele dobrego na ich temat słyszałam/czytałam.
Także już nie przedłużam i przechodzę do sedna ;)


O marce słów kilka
Annabelle Minerals - polski producent naturalnych kosmetyków mineralnych odpowiednich do każdego typu cery oraz akcesoriów do makijażu.
Produkty marki są w 100% naturalne, oparte na czterech składnikach mineralnych: bez parabenów, silikonów, konserwantów, substancji zapachowych oraz pochodnych ropy naftowej. Annabelle Minerals to najwyższej jakości, hipoalergiczne kosmetyki odpowiadające potrzebom każdego typu skóry: od normalnej, przez przetłuszczającą się, problemową, trądzikową, suchą, po nadwrażliwą i atopową. Produkty nie są testowane na zwierzętach oraz odpowiadają potrzebom wegan oraz wegetarian. Marka posiada w swojej ofercie naturalne: podkłady, róże, korektory, cienie do powiek, pudry wykończeniowe oraz akcesoria do makijażu, takie jak pędzle, gąbki oraz kosmetyczki. Annabelle Minerals – polski producent naturalnych kosmetyków mineralnych oraz akcesoriów do makijażu odpowiednich dla każdego typu cery.



Kryjący podkład mineralny
Podkład kryjący Annabelle Minerals jest uniwersalnym produktem dla wszystkich typów cery. Szczególnie docenia go kobiety, które przy pomocy makijażu chcą zatuszować rożne niedoskonałości takie jak przebarwienia, popękane naczynka czy wypryski. Dzięki dużej zawartości dwutlenku tytanu, produkt zapewnia krycie na najwyższym poziomie oraz ochronę przed promieniowaniem słonecznym na poziomie 15 SPF, pozwalając jednocześnie skórze oddychać. Produkt nie zawiera parabenów, silikonów oraz sztucznych barwników, a wszystkie minerały użyte do jego produkcji są naturalne i mogą być stosowane nawet przez panie o wrażliwej cerze. Ponadto podkład długo utrzymuje się na twarzy i z powodzeniem może być stosowany na wielkie wyjścia.
Mój odcień: Golden Fairest
Liczba dostępnych kolorów: 24 (po 6 kolorów w każdej z linii: beige, natural, golden, sunny)
Dostępne wykończenia: rozświetlające, matujące, kryjące
Moja gramatura: 4 g
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia


Opakowanie i skład
Minerały zamknięte są w plastikowych, solidnych słoiczkach z elegancką, matową, czarną zakrętką opatrzoną srebrnym, lustrzanym napisem Annabelle Minerals. Nie ma żadnych problemów z otwieraniem czy zamykaniem opakowania. Producent zadbał również o komfort używania kosmetyku i zaopatrzył pojemniczek w sitko. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że nie jest to po prostu kilka niczym niezabezpieczonych dziurek. W celu wydobycia produktu należy przekręcić górną część. Zdecydowanie na plus, pomoże to nam w utrzymaniu całości w czystości. Jeżeli miałabym przyrównać to opakowanie do innych, które posiadam, to stwierdzam, że to z Annabelle Minerals podoba mi się najbardziej. Jest równie funkcjonalne jak to z Neauty Minerals, ale sama szata graficzna zdecydowanie bardziej trafia w mój gust.
Krótko mówiąc: solidnie, praktycznie i elegancko ;)
INGREDIENTS: Titanium Dioxide CI77891, Mica CI77019, Iron Oxides CI77491, CI77492, CI77499, Zinc Oxide CI77947.


Konsystencja i zapach
Jak można by się było spodziewać oba kosmetyki mają formę sypkiego pudru. Nie są zbyt drobno zmielone, ale gładko i bez problemu się rozprowadzają. Konsystencja podkładu jest delikatnie bardziej aksamitna, satynowa pod palcami. Puder matujący natomiast jest troszkę bardziej kredowy. Jednak nie przestraszcie się i nie pomyślcie, że daje uczucie nakładania talku, bo tak nie jest ;) Chciałam tylko wykazać drobną różnicę w strukturze obu produktów ;)
Rozcierają się i wtapiają w skórę bez najmniejszego problemu. Myślę, że trudno byłoby Wam nabawić się plam czy smug. Przy prawidłowej aplikacji podkładu powinniście uzyskać jednolite krycie.
Jeżeli chodzi o zapach to nie wyczuwam go w ogóle. Chyba pierwszy raz spotykam się z kosmetykiem kolorowym, w którym nie mogę wyczuć żadnej nuty. Moim zdaniem to plus ;) Oznacza to, że nie mamy żadnych dodatkowych, i zbędnych zarazem, składników perfumujących. A co za tym idzie, zmniejsza się ryzyko podrażnień i uczuleń.


Mój odcień
Wybór odcienia Golden Fairest okazał się dla mnie strzałem w dziesiątkę. Przynajmniej na okres jesienno-zimowy, kiedy jestem strasznie blada. Sam producent opisuje kolory z linii Golden w następujący sposób:
Odcienie Golden stworzone zostały dla kobiet o ciepłym typie urody, w których karnacji widoczne są żółte tony z wyraźną oliwkową nutą. Typ ten opala się na złoto, a ciepłe tony zauważyć można również w refleksach włosów od miodowych blondów, do czekoladowych brązów.
Ja osobiście nie jestem do końca pewna czy mam ciepły typ urody, ale w kolorycie mojej skóry zdecydowanie przeważają żółte i oliwkowe tony. Wstępnie rozważałam też zamówienie któregoś koloru z serii Sunny, jednak stwierdziłam, że jestem bardziej oliwkowa niż żółta ;)
Niżej będziecie mogli zobaczyć jak podkład Golden Fairest wygląda w porównaniu z innymi, jakie mam w swojej kolekcji. Odcieniem najbliżej mu do słynnego Colorstay 150 Buff dla cery tłustej i mieszanej. Jednak ten z Annabelle ma ogromną przewagą nad tym drugim, ponieważ, jak to z fluidami często bywa, kosmetyk od Revlon ciemnieje i robi się bardziej szaro-różowy.
Na swatchach różnica nie jest mocno widoczna, ale musicie uwierzyć mi na słowo, że Golden Fairest jest również bardziej żółty.


Pigmentacja i blendowanie
Przyzwyczaiłam się do tego, że mimo iż podkład mineralny jest z nazwy kryjący, wcale nie oznacza, że ma on mocną pigmentację. Zazwyczaj potrzebuję kilku warstw, aby uzyskać zadowalający efekt. Annabelle Minerals również nie ma pełnego krycia, ale wydaje mi się, że od minerałów tego wymagać nie możemy. Z pewnością, natomiast, na tym polu radzi sobie najlepiej w porównaniu do innych, które posiadam. Przyznam, że nawet byłam zaskoczona tym, jak pięknie wyrównał moją cerę. Wystarczy jedna, cienka warstwa kosmetyku, aby skóra twarzy była ujednolicona. Ponadto, nie ma żadnych problemów z blendowaniem produktu. Szczerze powiedziawszy, nie trzeba się dużo namachać pędzlem, żeby mieć piękną buzię. Nie ma mowy o smugach, plamach, prześwitach czy nierównej pigmentacji. Bardzo dobrze się z tym pudrem pracuje. I znów pozwolę sobie porównać ten podkład do innych minerałów, jakie posiadam - tego używa mi się najłatwiej i najszybciej ;)


Wykończenie i trwałość
Kolejny aspekt, który moim zdaniem wyróżnia podkład Annabelle Minerals na tle tych, które posiadam to wykończenie. Jest matowe, ale nie pergaminowe. Buzia się nie świeci, ale nie wygląda też jak papier. Powiedziałabym, że cera jest satynowa, ale tak zdrowo satynowa, jakby rozświetlona od wewnątrz. Za to właśnie lubię podkłady mineralne - wyglądają bardzo naturalnie. Trzeba jednak pamiętać o dobrej pielęgnacji i mocnym nawilżeniu cery, bo jak to puder, może delikatnie podkreślać suche skórki. Ale nie ma się co tego nazbyt obawiać. Mam suchą skórę, a jedyne miejsce, z którym mam problemy z minerałami to nos, ale z tym staram się walczyć od długiego czasu i każdy kosmetyk kolorowy zaaplikowany w tej okolicy wydobywa tę suchość. Także nie zakwalifikuję tego jako mankament podkładu z Annabelle.
Jeżeli chodzi o trwałość to jestem jak najbardziej zadowolona. Nawet po całym dniu noszenia cera jest nadal ujednolicona. Nie zauważyłam też, by kosmetyk się ścierał czy zbierał w zmarszczkach i załamaniach. Odpowiednio przypudrowany powinien zostać z w miejscu przez wiele godzin.
Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić to tylko do tego, że dosyć szybko zaczyna się świecić. Dla mnie osobiście nie jest to jakiś ogromny problem, bo lubię rozświetloną cerę ;)
Najdłużej nosiłam go przez 13 godzin i do samego zmycia wyglądał dobrze, pomijając drobne świecenie i konieczność ponownego przypudrowania.
Moja ocena: 5-/5


Puder matujący
Puder mineralny Annabelle Minerals pozwoli wykończyć makijaż zgodnie z potrzebami. Wersja Pretty Matte doskonale matowi cerę i zapobiega jej świeceniu się podczas dnia, natomiast wersja Pretty Glow pozwoli nadać twarzy delikatnego blasku. Produkty te sprawdzą się również jako baza pod makijaż. Aby dodatkowo odżywić cerę warto sięgnąć po mineralny primer. Wysoka zawartość glinek zbawiennie wpływa na kondycję cery, pozwala jej oddychać i sprawia, że makeup utrzyma się na skórze jeszcze dłużej. Produkt posłużyć może również do wykończenia makijażu, ponieważ działa jak puder transparentny, czyli nie zmienia koloru podkładu – tak samo jak wersje Pretty Matt i Pretty Glow.
Dostępne wykończenia: matowy, rozświetlający
Gramatura: 4 g
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia


Opakowanie i skład
Słoiczek, w którym otrzymujemy puder i podkład są takie same, więc pozwolę sobie zacytować:
Minerały zamknięte są w plastikowych, solidnych słoiczkach z elegancką, matową, czarną zakrętką opatrzoną srebrnym, lustrzanym napisem Annabelle Minerals. Nie ma żadnych problemów z otwieraniem czy zamykaniem opakowania. Producent zadbał również o komfort używania kosmetyku i zaopatrzył pojemniczek w sitko. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że nie jest to po prostu kilka niczym niezabezpieczonych dziurek. W celu wydobycia produktu należy przekręcić górną część. Zdecydowanie na plus, pomoże to nam w utrzymaniu całości w czystości. Jeżeli miałabym przyrównać to opakowanie do innych, które posiadam, to stwierdzam, że to z Annabelle Minerals podoba mi się najbardziej. Jest równie funkcjonalne jak to z Neauty Minerals, ale sama szata graficzna zdecydowanie bardziej trafia w mój gust.
Krótko mówiąc: solidnie, praktycznie i elegancko ;)
Jedyne co różni oba opakowania to nadruk pod spodem, na którym znajdziemy informacje dotyczące tego, jaki kosmetyk kryje się w słoiczku, skład, termin ważności, gramaturę, nr partii, kod kreskowy oraz dane marki.
INGREDIENTS: Mica, Bambusa Arundinacea Stem Powder, Silk, +/- CI77491, CI77492.


Konsystencja, zapach i kolor
Tutaj również jest podobna sytuacja jak w przypadku opakowania, więc tylko przytoczę:
Jak można by się było spodziewać oba kosmetyki mają formę sypkiego pudru. Nie są zbyt drobno zmielone, ale gładko i bez problemu się rozprowadzają. Konsystencja podkładu jest delikatnie bardziej aksamitna, satynowa pod palcami. Puder matujący natomiast jest troszkę bardziej kredowy. Jednak nie przestraszcie się i nie pomyślcie, że daje uczucie nakładania talku, bo tak nie jest ;) Chciałam tylko wykazać drobną różnicę w strukturze obu produktów ;)
Rozcierają się i wtapiają w skórę bez najmniejszego problemu. Myślę, że trudno byłoby Wam nabawić się plam czy smug. Przy prawidłowej aplikacji podkładu powinniście uzyskać jednolite krycie.
Jeżeli chodzi o zapach to nie wyczuwam go w ogóle. Chyba pierwszy raz spotykam się z kosmetykiem kolorowym, w którym nie mogę wyczuć żadnej nuty. Moim zdaniem to plus ;) Oznacza to, że nie mamy żadnych dodatkowych, i zbędnych zarazem, składników perfumujących. A co za tym idzie, zmniejsza się ryzyko podrażnień i uczuleń.
Jak wspomniałam już wcześniej, przy pudrze nie mamy opcji wyboru koloru. Z tego też względu z góry założyłam, że będzie on transparentny. Niestety tak nie jest. Kosmetyk daje delikatne krycie. Jednak jego kolor jest dosyć ciemny, przynajmniej dla takiego bladziocha jak ja ;) Niestety będzie musiał poczekać na lato.


Właściwości matujące i utrwalenie makijażu

Przyznam szczerze, że po ten puder sięgnęłam głównie z myślą o mojej siostrze. Ja osobiście nie potrzebuję mocnego matu, ale jej mieszana cera, owszem. Muszę przyznać, że wykończenie jakie ten produkt daje bardzo przypada mi do gustu. Niweluje świecenie i nadaje efekt wygładzenia cery, ale przy tym nie stwarza pergaminowego złudzenia. Twarz nadal wygląda zdrowo i trójwymiarowo. Z pewnością nie jest to płaski mat. Mnie takie działanie odpowiada i wręcz odetchnęłam, kiedy zobaczyłam, że nie wygląda papierowo. Jednak u mnie nie utrzymuje tego efektu zbyt długo i po około 3 godzinach cera zaczyna się świecić. 
Co do tego jak utrwala makijaż nie mam zastrzeżeń. W moim przypadku większość pudrów radzi dobie z tym zadaniem ;) I ten ani jest od nich lepszy, ani gorszy.
Moja ocena: 3/5


Cena i dostępność
Produkty Annabelle Minerals są do znalezienia stacjonarnie w drogeriach ze stoiskiem marki. Przyznam szczerze, że nie wiem czy sieciówki (Rossmann, Natura, Hebe itp.) oferują szafy Annabelle. Z pewnością nie w moim mieście. Jednak warto szukać w mniejszych sklepikach z naturalnymi kosmetykami. Jednak jeśli macie problem ze znalezieniem tych minerałów u siebie to spokojnie możecie wejść na stronę producenta i złożyć zamówienie. A za podkład i puder zapłacicie tam, kolejno: 34,90 zł/4 g lub 59,90 zł/10 g i 49,90 zł/4 g.

Podsumowując...
Kolejne spotkanie z kosmetykami mineralnymi tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że są dla mnie najlepszą opcją. Coraz rzadziej sięgam po tradycyjne podkłady we fluidzie i wybieram opcję sypką. Z pewnością też przyczynia się do tego ogromny wybór odcieni. Golden Fairest okazał się strzałem w dziesiątkę i już pokochałam się z tym produktem. Moja cera jest ujednolicona, zdrowo rozświetlona, a jednocześnie satynowo-matowa. To dokładnie taki efekt, jakiego pożądam. Z pudem nie polubiłam się aż tak bardzo. Jego właściwości jak najbardziej zasługują na uwagę i pochwałę, jednak fakt, że jestem okropnym bladziochem, niestety go u mnie skreśla. Może, gdyby producent zapewnił możliwość wyboru koloru to ponownie bym go wypróbowała. Na razie jednak pozostaje mi poczekać na lato i wypróbować go, kiedy moja skóra złapie nieco koloru.
Średnia ocena: 4-/5

Znacie markę Annabelle Minerals? Próbowaliście kosmetyków mineralnych od tego producenta? Jak się Wam sprawdziły? A może nie lubicie minerałów? Wolicie tradycyjne fluidy? Czy tak jak ja zakochaliście się w gamie kolorystycznej podkładów mineralnych? Jakie jeszcze marki produkujące kosmetyki mineralne polecacie mi sprawdzić?

~ wredna
Czytaj więcej

ZBAWCZA MOC MINERAŁÓW W MAKIJAŻU?
Earthnicity Minerals, czy pokochałam tak jak inne?

51 komentarzy:
Jeżeli ktoś z Was śledzi mojego bloga już od jakiegoś czasu to zapewne wie, że jestem ogromną fanką produktów mineralnych. A dokładniej, podkładów. Od kiedy użyłam pierwszego takiego produktu zakochałam się i przepadałam. Od tamtego czasu żaden fluid nie spełnił moich oczekiwań. Minerały uwielbiam za to, jak pięknie wyglądają na mojej skórze. Oczywiście dodatkowym atutem jest ich skład i to, że nie wpływają negatywnie na stan naszej cery, ba, ponoć przy problemach z trądzikiem i wypryskami są zalecane ;)
Nie miałam jeszcze okazji testować różnych marek, które oferują takowe produkty. Jak na razie poznałam jedynie Neauty Minerals. A jak mogłabym wypowiadać się o kosmetykach mineralnych ogółem, znając wyłącznie jedną firmę? Tak więc, dziś przychodzę do Was z recenzją kolorówki od Earthnicity Minerals.



O marce słów kilka
Firma Earthnicity powstała w Londynie w 2007 roku. Od tego momentu wciąż poszerzamy naszą ofertę jako odpowiedź na coraz większe zainteresowanie kosmetykami bezpiecznymi dla skóry, pielęgnującymi cerę oraz podkreślającymi urodę.
„Earth", czyli „Ziemia". Ziemia, która rodzi minerały - skarby naszej planety.
Bo tylko natura gwarantuje najwyższą jakość w służbie piękna.
Przekonały się już o tym klientki z Wielkiej Brytanii, Włoszech, Danii, Francji , a także Republiki Południowej Afryki.
Bierzemy odpowiedzialność za Twój komfort
Receptury naszych kosmetyków opracowane zostały przez specjalistów pracujących w naszej firmie. Dlatego bierzemy całkowitą odpowiedzialność za skład, jakość i komfort stosowania naszych produktów. Marka Earthinicy to gwarancja produktu z najwyższej półki.

Pozostając przez chwilę w temacie marki chciałabym napisać kilka słów o samej stronie producenta. Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie to, jak dobrze opisane są wszystkie produkty dostępne w ofercie. Jak każda z nas wie, kupienie podkładu, korektora czy różu przez internet to nie lada wyzwanie, szczególnie, kiedy Google Grafika nie oferuje nam zbyt wielu wyników w odpowiedzi na zapytanie "swatche". Earthnicity Minerals zapewnia nam szczegółowy opis każdego odcienia. Myślę, że ułatwi to wybór odpowiedniego koloru.


Od producenta
Podkład mineralny
Podkłady mineralne Earthnicity zapewnią skórze matowe wykończenie, dające niezwykle naturalny efekt, który utrzymuje się cały dzień. Ponadto gwarantują stabilną ochronę przed promieniami UVA i UVB, ponieważ zawierają one naturalny filtr przeciwsłoneczny na poziomie SPF 15. Kosmetyki są odporne na wodę, dzięki czemu ochronią cerę przed niebezpieczeństwem poparzeń i zagwarantują trwałość makijażu nawet podczas deszczowej pogody.
Mój odcień: Amber
Gramatura: 9 g
Moja gramatura: 4 g
Ilość dostępnych kolorów: 14

Korektor mineralny
Jeśli Twoja cera wymaga specjalisty do ukrycia przebarwień, blizn potrądzikowych, krostek czy innych niedoskonałości, to wypróbuj nasz korektor mineralny.
Mimo pudrowej konsystencji zapewnia świetnie krycie i rewelacyjnie stapia się ze skórą.
Należy pamiętać, aby korektor był jaśniejszy od koloru naszej cery.
Mój odcień: Honey
Gramatura: 2,5 g
Moja gramatura: 1 g
Ilość dostępnych kolorów: 5


Mineralny róż do policzków
Nasz mineralny róż do policzków jest wysoko napigmentowany i bardzo trwały. Jest bardzo wydajny, nawet niewielka ilość starczy do wykonania makijażu
Mój odcień: Delicate
Gramatura: 3,5 g
Moja gramatura: 1,5 g
Ilość dostępnych kolorów: 5

Pędzel kabuki
Pędzel kabuki Earthnicity jest idealnym i niezastąpionym narzędziem do aplikacji kosmetyków mineralnych. Relatywnie długa rączka ułatwia nabieranie kosmetyku oraz jego aplikację.

Opakowanie i skład
Wszystkie produkty przychodzą do nas w zgrabnych, eleganckich, plastikowych słoiczkach. Odkręcane wieczko potrafi czasami nieprzyjemnie piszczeć, ale podejrzewam, że jest to problem jedynie w miniaturowych wersjach blogerskich. Opakowanie posiada sitko, które umożliwia wysypanie odpowiedniej ilości produktu. Do samego słoiczka nie mam większych zastrzeżeń, ale chętnie widziałabym tutaj dodatkowe zabezpieczenie, które zapobiegałoby wysypywaniu się kosmetyku, np. w trakcie podróży. Owszem, otworki zabezpieczone są naklejką, niestety nie jest to zbyt praktyczne rozwiązanie.
Zanim przejdę do składu poszczególnych produktów, chciałabym jeszcze napisać pokrótce o wykonaniu pędzla. Pierwsze, co rzuca się w oczy to oczywiście wygląd - bardzo eleganckie to maleństwo ;) A do tego włosie jest tak mięciutkie i milutkie. Nie jest zbyt mocno zbite, ale też nie jest to delikatny puszek, idealny złoty środek, który idealnie sprawdzi się do aplikacji makijażu mineralnego.

Podkład mineralny
INGREDIENTS: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Iron Oxides, Ultramarine Blue.
Korektor mineralny
INGREDIENTS:
Ivory, Sand, Mocha: Mica, Zinc Oxide, Titanium Dioxide, Kaolin Clay, Iron Oxides, Ultramarine Blue.
Honey: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Silica, Iron Oxides, Ultramarine Blue.

Mineralny róż do policzków
INGREDIENTS: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Kaolin Clay, Iron Oxides.

Konsystencja, zapach i kolory
Jeżeli chodzi o zapach to jest on niemalże niewyczuwalny. Spokojnie mogłaby stwierdzić, że kosmetyki są bezwonne. Kiedy przystawi się nos do samego słoiczka może wyczuć delikatny, pudrowy, lekko słodki i mydlany zapach, ale jest to naprawdę nikłe wrażenie zapachowe ;) Moim zdaniem na plus, oznacza to, że nie mamy tutaj zbędnych substancji perfumujących.
Jak na kosmetyki mineralne przystało, produkty są sypkie. Są dosyć grubo zmielone, ale nie przeszkadza to w aplikacji. Proszek jest delikatny, wręcz aksamitny pod palcami i z łatwością się rozprowadza. Trzeba jednak z nimi uważać, bo strasznie się pylą. Przy robieniu swtachy ubrudziłam pół świata :D Ale tak to już z minerałami bywa ;)
Jeżeli chodzi o kolory, które wybrałam to idealnie trafiłam z odcieniem korektora. Piękny, jasny i żółciutki. Myślałam, że takie będzie też podkład. Niestety ten ma już bardziej neutralne tony, więc na mojej skórze wypada delikatnie różowo, ale myślę, że stopi się z kolorytem mojej cery. Jeżeli chodzi o róż to też jestem zadowolona. Jest bardzo delikatny, łososiowy i rozświetlający - czyli taki, jakie lubię najbardziej ;)


Pigmentacja i blendowanie
Korektor i podkład mają przyzwoitą pigmentację. W zależności od sposobu aplikacji możemy uzyskać krycie od lekkiego, przez średnie przy nakładaniu pędzlem Earthnicity Minerals, do mocnego. Wydaje mi się, że produkty innych marek, ze słowem "kryjący" w nazwie mają większą pigmentację. Niemniej, bez obaw możecie sobie produkt nabudować.
Rozczarował mnie jednak korektor. Nie pokrył, niestety, moich niedoskonałości. Bardziej sprawdzi się do zakrywania zaczerwienień niż punktowo wyprysków.
Intensywność różu jest taka, jakiej bym sobie w takim kosmetyku życzyła. Nie trzeba się namachać pędzlem, żeby uzyskać satysfakcjonujący efekt, ale też trudno sobie nim zrobić krzywdę. Przy mojej karnacji widoczny jest blask różu, kolor trochę ginie, ale mnie ten efekt odpowiada, jest bardzo naturalny.
Jeżeli chodzi o blendowanie to nie mam żadnych zastrzeżeń. Produkty ładnie się rozprowadzają. Nie narobicie sobie nimi żadnych plam. Także tutaj jak najbardziej na plus ;)


Wykończenie i trwałość
Tutaj mam pewien problem. Nie wiem o co z tym produktem (mam na myśli konkretnie podkład) chodzi. Z jednej strony, daje piękne, satynowe, trójwymiarowe wykończenie; a z drugiej, podkreślił mi każdą możliwą suchą skórkę na nosie... Żaden podkład, którego do tej pory używałam, nie zrobił mi czegoś takiego. Może być tu też wina tego, że zaaplikowałam kilka warstw produktu i posiłkowałam się korektorem, bo kolor podkładu okazał się za ciemny.
Kiedy już produkty miałam na twarzy czułam dosyć mocne ściągnięcie. Dlatego postanowiłam spryskać twarz wodą lawendową. I to był ogromny błąd, bo kosmetyki na nosie mi się zważyły :D Jakoś uratowałam później sytuację ;)
Przy następnym podejściu wypróbowałam minerały na bazę nawilżającą i efekt był rewelacyjny. Skóra była wygładzona, koloryt ujednolicony, pory mniej widoczne, a przy tym nikt nie powiedziałby mi, że mam na twarzy podkład. Taki duet u mnie sprawdza się bardzo dobrze i tak też będę te kosmetyki nakładała. Przy tej kombinacji nie czułam też ściągnięcia. Dlatego, jeżeli ktoś z Was ma problem z suchymi skórkami to polecam wypróbować bazę Smooth od Kobo ;)
Minerały trzymają się na swoim miejscu, nie podkreślają zmarszczek i nie emigrują nam z twarzy. Jedyne zastrzeżenie jakie mam to to, że po około 8 godzinach nie wygląda dobrze (jeżeli pod spód nałożymy jedynie krem nawilżający, bo bez niego przy minerałach ani rusz). Skóra wydaje się być zmęczona i o wiele starsza niż jest w rzeczywistości. Zastosowanie bazy sprawia, że dodatkowe 2 godziny mogę cieszyć się pięknym makijażem.
Warto też wspomnieć, że przez cały czas, aż do zmycia, podkład pozostaje matowo-satynowy. A powiem, że jest to wyczyn, bo żaden kosmetyk na mojej twarzy tak się nie zachowywał. Zazwyczaj po maksymalnie 5 godzinach muszę ściągnąć nadmiar sebum.
Z samej trwałości jestem zadowolona, bo nosiłam kosmetyki przez 10 godzin i przez cały ten czas pozostały one na mojej twarzy. Gdyby jeszcze wyglądały odrobinę lepiej pod koniec dnia to byłabym bardzo zadowolona. 

Od lewej: podkład - Amber; korektor - Honey; róż: Delicate
Od lewej: Neauty Minerals - Golden Ivory; Colorstay (C&O) - Buff; True Match - 1N; podkład - Amber; korektor - Honey; róż - Delicate; Lovely Oh Oh Blusher.
Cena i dostępność
Przyznam szczerze, że nie bardzo orientuję się czy kosmetyki Earthnicity Minerals dostaniecie stacjonarnie, ale znajdziecie je w drogeriach internetowych i na stronie producenta. A ceny mojego zestawu (tylko w wersji pełnowymiarowej) prezentują się następująco: podkład - 89,99 zł/8 g; korektor - 59,99 zł/2,5 g; róż do policzków - 59,99 zł/3,5 g; pędzel kabuki - 80 zł (teraz w promocji 64 zł).

Podsumowując...
Kosmetyki bardzo ładnie wyglądają na twarzy. Dobrze wyrównują koloryt i dają satynowe wykończenie. Jednak trzeba uważać i dbać o pielęgnację, bo potrafią podkreślić suche skórki. Osobom z cerą normalną w stronę suchej polecam intensywne nawilżenie przed sięgnięciem po te produkty, bo mają tendencję do ściągania. Za to bardzo dobrze sprawdzają się w duecie z bazą nawilżającą od Kobo. Mam też pewne zastrzeżenia co do tego, jak kosmetyki wyglądają po ok. 8 godzinach noszenia. Nie przekreślam ich, bo to jak się prezentują od razu po nałożeniu bardzo mi się podoba, a szczególnie to, że podkład pozostaje matowy na skórze do samego zmycia!
Moja ocena: 4/5

Znacie tę markę? Próbowaliście tych kosmetyków? Co o nich sądzicie? Jak Wam się sprawdzają? Korzystacie z kosmetyków mineralnych? Czy wolicie te tradycyjne? A może nie próbowaliście jeszcze tego typu produktów? Kuszą Was?

~ wredna
Czytaj więcej

Ulubieńcy ostatnich miesięcy #1

66 komentarzy:
Na wielu blogach można spotkać tę serię. Ja bardzo lubię czytać posty typu Ulubieńcy, bo zawsze można podpatrzeć jakieś ciekawe produkty, filmy czy muzykę. U siebie nie zrobiłam takiego wpisu do tej pory. Dlaczego? Najzwyczajniej w świecie nie miałam wystarczającego materiału, aby Wam pokazać ;) Ale ostatnio pojawiło się u mnie kilka bardzo ciekawych kosmetyków. Dlatego mam nadzieję, że i Wam taka seria na Wrednej przypadnie do gustu ;) Będzie krótko, bo szczegółowe recenzje każdej omawianej przeze mnie rzeczy znajdziecie w osobnych postach ;)
Enjoy!

1. Maska drożdżowa do włosów, Receptury Babuszki Agafii. O niej mogliście przeczytać niedawno. Kosmetyk, którego się bałam, a całkowicie zawładną moim sercem. Jedyne co mnie ostatnio zaniepokoiło to to, że jak przesadzę z jego ilością, potrafi sprawić, że włosy są oklapnięte i szybko się przetłuszczają. Ale jak się kontroluję przy nakładaniu produktu to wszystko jest w porządku. Na długość nadal nie próbowałam jej nakładać. Ale niedługo to zrobię ;) Pełną recenzję znajdziecie: tutaj.


2. Podkład mineralny, Neauty. Mój pierwszy kosmetyk mineralny i od razu miłość od pierwszego użycia. Daje piękny, bardzo naturalny efekt. Ujednolica cerę i jest niemalże niewidoczny. Wygląda jak druga skóra. Nie trafiłam z kolorem, ale sam kosmetyk to mój ideał ;) Już nie wrócę do tradycyjnych podkładów ;) Teraz tylko minerały forever :D Jeżeli nie próbowaliście to zdecydowanie polecam, nie ma na co czekać :D Pełna recenzja: tutaj.

3. Pędzle "Zoeva" Rose Golden z Aliexpress. Jeżeli ktoś nie popiera tego typu zakupów to proszę ominąć ten punkt i przejść od razu do czwartego ;) Po pierwsze, wyglądają przepięknie. Zarówno na żywo, jak i na zdjęciach - do nich też bardzo często je wykorzystuję. Ale nie tylko. Uwielbiam sięgać po nie przy wykonywaniu makijażu. Mają idealne kształty i genialnie radzą sobie z aplikacją cieni do powiek. Na początku były delikatnie drapiące, ale po każdym kolejnym myciu stają się coraz bardziej miękkie. Więcej o nich przeczytacie: tutaj.

4. Ed Sheeran, Divide. Nowy album muzyka. Jestem nim zachwycona. Każda piosenka ma w sobie coś co przyciąga. Moim zdaniem najlepszy album Eda (do tej pory :D). Jest kilka wyciskaczy łez, kilka skocznych kawałków i kilka wpadających już w rap ;) A więc dla każdego coś się znajdzie. Ciężko byłoby mi wybrać swoich ulubieńców wśród wszystkich utworów, bo lubię większość, ale w pamięć najbardziej zapadły mi Perfect, Happier i Dive ;) Jeżeli ktoś nie słyszał to polecam się zapoznać ;) Więcej na ten temat: tutaj.


Znacie te produkty/piosenki? Co o nich sądzicie? Czy też trafiłyby do Waszych ulubieńców? A może któryś z nich okazał się u Was bublem? I co przypadło Wam do gustu w ostatnich miesiącach? Co jeszcze powinno pojawić się na tej liście?

~ wredna
Czytaj więcej