Już nie raz wspominałam na blogu, że od kiedy pierwszy raz spróbowałam podkładów mineralnych to do tych tradycyjnych już nie wróciłam (a przynajmniej nie w codziennym makijażu). To była miłość od pierwszego użycia. A jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc stale mam ochotę testować nowe marki i nowe kosmetyki. Tym razem nadarzyła się okazja do wypróbowania kilku produktów od Lily Lolo, w tym, oczywiście (jakżeby inaczej) podkładu, którego byłam najbardziej ciekawa.
W asortymencie marki znajdziecie, standardowo, szeroką gamę produktów sypkich, od podkładów i pudrów; przez róże, bronzery i korektory, aż po cienie do powiek. Jednak to, co wyróżnia Lily Lolo na tle innych to to, że oferuje również minerały w postaci sprasowanej (np. cienie i korektory); a także kremy do twarzy, mgiełki utrwalające, pędzle i akcesoria do makijażu.
Gramatura: 10 g
Cena: 81,90 zł
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia
Liczba odcieni: 18
Mój odcień: Warm Peach
Od nowości sitko zabezpieczone jest nalepką, którą należy odkleić. Jednak nie ma się co martwić, że po jej ściągnięciu nasz podkład będzie się rozsypywał, bo opakowanie zostało wyposażone w plastikową, obracalną nakładkę, którą bez problemu możemy zakryć otworki.
Całość działa bez zarzutów, nic się nie zacina, wysypanie pudru na wieczko nie sprawia żadnych trudności. Także w tym przypadku to profesjonalizm od stóp do głów, zarówno w aspektach wizualnych, jak i praktyczno-użytkowych.
Jak już wspomniałam, nie ma żadnych problemów z blendowaniem kosmetyku. Mam wręcz wrażenie, że przy pomocy pędzla kabuki (o którym więcej niżej) uzyskujemy efekt niczym air brush. Nawet, kiedy nie nakładam podkładu na całą twarz (na co dzień przykrywam jedynie największe przebarwienia) to nic się nie odcina, żadna granica nie rzuca się w oczy.
Jedyne, co troszkę mnie smuci to fakt, że źle dobrałam odcień. Na lato będzie idealny, bo Warm Peach to dosyć jasny beż, delikatnie wpadający w żółte tony, ale na zimę jest odrobinę za ciemny. Kiedy środek twarzy rozjaśnię korektorem (o którym też przeczytacie niżej) to jakoś to wyglądało i mogłam go testować nawet teraz, kiedy jestem blada jak ściana :D
Jeśli chodzi o trwałość, to testowałam go jedynie z pudrem. Wtedy zostaje ze mną aż do samego zmycia. Jeśli nie przypudruję go zbyt dokładnie to po około 4-5 ma tendencję do minimalnego zbierania się w zmarszczkach. Dlatego trzeba na to zwracać uwagę.
Moja ocena: 4/5
Czytaj więcej
O marce słów kilka
Lily Lily Lolo oferuje szeroki wybór naturalnych róży do policzków, sypkich i prasowanych cieni do powiek, błyszczyków, szminek oraz bronzerów. Produkty Lily Lolo są niezwykle łatwe w użyciu, dzięki czemu wykonanie nimi perfekcyjnego makijażu nie powinno zająć więcej niż kilku minut. Mineralne podkłady Lily Lolo mają sypką, jedwabiście gładką konsystencję. Doskonale radzą sobie z tuszowaniem wszelkich niedoskonałości, tj. krosty, zaczerwienienia i skazy nie tworząc przy tym efektu maski.Zalety makijażu mineralnego Lily Lolo to między innymi:
Naturalność – makijaż mineralny wygląda naturalnie i jest prawie niewyczuwalny na skórze
Trwałość - makijaż mineralny długo utrzymuje się na skórze oraz jest praktycznie odporny na wodę i pot.
Ochrona przed słońcem – podkłady mineralne Lily Lolo zostały przebadane pod kątem ochrony przed słońcem jaką zapewniają. Ich faktor SPF to 15.Pożegnaj się z ciężkimi czy kleistymi podkładami i przyłącz się do mineralnej rewolucji.
Drobno zmielony podkład mineralny z naturalnym filtrem o faktorze SPF 15. Nakładaj go cienkimi warstwami, by uzyskać pożądany efekt krycia. W skład naszych podkładów wchodzą wyłącznie naturalne składniki dzięki czemu skóra jest odpowiednio pielęgnowana, a wypryski i skazy skórne stają się mniej widoczne. Podkłady mineralne Lily Lolo cechuje gładka i jedwabista konsystencja. Dzięki niemu Twoja cera zyska nieskazitelny wygląd. Kosmetyki mineralne Lily Lolo to synonim pięknej skóry.
Cena: 81,90 zł
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia
Liczba odcieni: 18
Mój odcień: Warm Peach
Opakowanie i skład
Kosmetyk przychodzi do nas zamknięty w kartonowym opakowaniu utrzymanym w czarno-białej kolorystyce i raczej skromnej szacie graficzne, znajdziemy tu jedynie logo marki, nazwę produktu i wszelkie niezbędne informacje, wraz ze składem, na spodzie. Kiedy zajrzymy do środka, naszym oczom ukazuje się całkiem spory, okrągły słoiczek opatrzony matową, czarną zakrętką, w której jedynym elementem błyszczącym jest sygnet. Eleganckiego wydźwięku nadaje całości również przezroczysta, ale matowa powierzchnia samego słoiczka. Na odwrocie znów znajdziemy nalepkę informacyjną, tym razem bez składu.Od nowości sitko zabezpieczone jest nalepką, którą należy odkleić. Jednak nie ma się co martwić, że po jej ściągnięciu nasz podkład będzie się rozsypywał, bo opakowanie zostało wyposażone w plastikową, obracalną nakładkę, którą bez problemu możemy zakryć otworki.
Całość działa bez zarzutów, nic się nie zacina, wysypanie pudru na wieczko nie sprawia żadnych trudności. Także w tym przypadku to profesjonalizm od stóp do głów, zarówno w aspektach wizualnych, jak i praktyczno-użytkowych.
SKŁAD: Mica, Zinc Oxide [+/- Ci 77891 (Titanium Dioxide), Ci 77492 (Iron Oxide), Ci 77491 (Iron Oxide), Ci 77499 (Iron Oxide)].
Pigmentacja i blendowanie
Podkłady w ofercie Lily Lolo przychodzą tylko w jednej formule, nie mamy tutaj podziału, na kryjące, matujące czy rozświetlające. Dlatego obawiałam się, że moje przebarwienia wciąż będą widoczne i muszę przyznać, że w porównaniu z innymi minerałami, które posiadam te mają najmniejsze krycie. Dla satysfakcjonującego efektu potrzebuję 3-4 cienkich warstw, ale musicie wiedzieć, że jestem fanką średniego, w stronę mocnego pigmentu. Dla ujednolicenia wystarczą dwie. Jednak najważniejsze jest, że pięknie się buduje, nie robi prześwitów, smug i równo się rozkłada. Myślę, że da się nim stworzyć pełne krycie, a czy przykrywa niedoskonałości, nie umiem stwierdzić, bo, o dziwo, moja cera jest ostatnio w bardzo dobrym stanie, myślę, że wiem jakiemu kosmetykowi to zawdzięczam, ale o tym innym razem ;)Jak już wspomniałam, nie ma żadnych problemów z blendowaniem kosmetyku. Mam wręcz wrażenie, że przy pomocy pędzla kabuki (o którym więcej niżej) uzyskujemy efekt niczym air brush. Nawet, kiedy nie nakładam podkładu na całą twarz (na co dzień przykrywam jedynie największe przebarwienia) to nic się nie odcina, żadna granica nie rzuca się w oczy.
Wykończenie i trwałość
Zacznijmy od tego pierwszego, bo już co-nieco na ten temat napisałam.Podkład na dobrze nawilżonej cerze wygląda bardzo gładko i naturalnie. Nawet moja sucha skóra się z nim lubi, bo nie podkreśla suchych skórek. Mimo tego, że jest to puder to nie pozostawia uczucia ściągnięcia, ani suchej maski, daje lekko świetliste, jakby satynowe wykończenie, ale bez cienia drobinek. Wygląda to jak naturalny blask. A kiedy dodatkowo całość spryskam mgiełką (nie koniecznie fixującą, ja używam wody lawendowej) to już w miękkim świetle twarz wygląda jak z photoshopa. Jeszcze żaden kosmetyk nie dawał u mnie takiego efektu, bo mam spore problemy z nierównościami cery.Jedyne, co troszkę mnie smuci to fakt, że źle dobrałam odcień. Na lato będzie idealny, bo Warm Peach to dosyć jasny beż, delikatnie wpadający w żółte tony, ale na zimę jest odrobinę za ciemny. Kiedy środek twarzy rozjaśnię korektorem (o którym też przeczytacie niżej) to jakoś to wyglądało i mogłam go testować nawet teraz, kiedy jestem blada jak ściana :D
Jeśli chodzi o trwałość, to testowałam go jedynie z pudrem. Wtedy zostaje ze mną aż do samego zmycia. Jeśli nie przypudruję go zbyt dokładnie to po około 4-5 ma tendencję do minimalnego zbierania się w zmarszczkach. Dlatego trzeba na to zwracać uwagę.
Moja ocena: 4/5
Jasny, brzoskwiniowo-różowy mineralny puder o jedwabistej konsystencji, który dzięki zawartości rozpraszającej światło miki, optycznie redukuje widoczność drobnych zmarszczek oraz niedoskonałości.Gramatura: 4,5 g
Cena: 81,90 zł
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia
Jeśli chodzi o trwałość to ładnie utrwala makijaż, ale sprawdzi się tylko osobom z cerą suchą, która nie ma tendencji do przetłuszczania w strefie T. Moja naturalnie nie ma, ale kiedy zaaplikuję na nią makijaż to po kilku godzinach delikatnie zaczyna się wyświecać. Dlatego tam lubię jednak nałożyć puder matujący. Kiedy testowałam solo ten z Lily Lolo (ach, nie czuję jak rymuję) to niestety na czole, nosie i policzkach nadmiar sebum zaczął być widoczny po około 3 godzinach. Jednak jeśli chodzi o trwałość to znów, makijaż został ze mną do samego zmycia.
Moja ocena: 5-/5
Cena: 60,20 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Liczba dostępnych odcieni: 2
Mój odcień: Lemon Drop
Wykończenie ma całkiem naturalne i jak na puder to nie wygląda sucho pod oczami. Ja ten obszar utrwalam pudrem, bo mam dosyć rozległe i głębokie zmarszczki mimiczne, ale nawet to nie obciążyło zbytnio mojej skóry. Po tym zabiegu nie zauważyłam, żeby Lemon Drop gdzieś mi w ciągu dnia wędrował i pozostał ze mną do samego zmycia.
Moja ocena: 4+/5
Przyznam Wam szczerze, że nigdy nie byłam fanką pędzli typu kabuki. Nigdy nie byłam z nich do końca zadowolona i miałam inne, którymi spokojnie mogłam je zastąpić, więc nie widziałam sensu w trzymaniu tych "krótkorączkowców". I tym razem byłam trochę sceptycznie nastawiona, ale znów poleciła mi go Pani Aleksandra, więc stwierdziłam, że trzeba dać szansę, a nuż dzięki niemu zmieni się moje zdanie na temat tego typu pędzli.
No i dokładnie tak się stało. Już teraz mogę Wam powiedzieć, że Super Kabuki trafia do moich ulubieńców. Używam go codziennie. A co sprawiło, że zmieniłam swoje zdanie diametralnie? A to, jak pięknie wygląda podkład nałożony tym narzędziem. Jak już pisałam, dostajemy efekt air brush. Całość wygląda bardzo naturalnie, gładko i jednolicie. Mój makijaż twarzy nigdy wcześniej nie wyglądał tak dobrze. Owszem, cena pędzla jest wysoka, ale uważam, że jest on jej warty.
Moja ocena: 5/5
Średnia ocena: 4+/5
Znacie markę Lily Lolo? Próbowaliście kosmetyków z ich asortymentu? Jak się Wam sprawdziły? A może lubicie minerały, ale tych jeszcze nie mieliście okazji testować? Zainteresowałam Was? Czy może wręcz przeciwnie, stwierdzacie, że to jednak nie dla Was?
~ wredna
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia
Opakowanie i skład
Oprawa graficzna kosmetyku wygląda tak samo jak w przypadku podkładu. Mamy tutaj dokładnie taki sam kartonik, słoiczek i zakrętkę. Jedyne co różni oba produkty to kolor zawartości i skład, więc może przejdźmy od razu do niego.SKŁAD: Mica [+/- Ci 77491 (Iron Oxide), Ci 77492 (Iron Oxide)]
Wykończenie i trwałość
Przyznam szczerze, że odrobinę się tego kosmetyku obawiałam. Przerażały mnie te brzoskwiniowo-różowe tony i to, że kiedy otworzyłam kosmetyk to moim oczom ukazał się dosyć ciemny proszek. Jednak postanowiłam go nie przekreślać, bo został on mi polecony przez Panią, z którą korespondowałam. Pomyślałam, że ona musi wiedzieć o czym pisze i co robi. Także dałam mu szansę i... się zakochałam. Dosłownie. W życiu nie widziałam piękniejszego pudru. Kiedy wysypiemy go na wieczko to widać w nim rozświetlający pył (bo to nie są drobinki, to jest od nich mniejsze), który na cerze zostawia piękne, satynowe wykończenie. Ale znów, tak jak w przypadku podkładu, nie jest to satyna z brokatowych drobinek, a bardziej naturalny blask. W sztucznym świetle, kiedy przyjrzymy się z bliska, dosłownie wciskając nos w lusterko, można zauważyć mikroskopijny pyłek rozświetlający. Stałby się moim ulubieńcem i katowałabym go codziennie gdyby nie fakt, że (jak wspomniałam wcześniej) mam problem z nierównościami cery, które takie pudry podkreślają. U mnie sprawdza się jedynie po bokach twarzy, bo w strefie T potrzebuję mocniejszego utrwalenia. Matu nie trzyma, ale nie takie jego zadanie.Jeśli chodzi o trwałość to ładnie utrwala makijaż, ale sprawdzi się tylko osobom z cerą suchą, która nie ma tendencji do przetłuszczania w strefie T. Moja naturalnie nie ma, ale kiedy zaaplikuję na nią makijaż to po kilku godzinach delikatnie zaczyna się wyświecać. Dlatego tam lubię jednak nałożyć puder matujący. Kiedy testowałam solo ten z Lily Lolo (ach, nie czuję jak rymuję) to niestety na czole, nosie i policzkach nadmiar sebum zaczął być widoczny po około 3 godzinach. Jednak jeśli chodzi o trwałość to znów, makijaż został ze mną do samego zmycia.
Moja ocena: 5-/5
Dostępne w dwóch niewykrywalnych kolorach, stworzone z myślą o kamuflażu niechcianych niedoskonałości, naturalne prasowane korektory Lily Lolo to idealny wybór dla osób borykających się z zaczerwienieniami lub ciemnymi cieniami pod oczami. Ich formuła jest lekka i łagodna przez co nie zapychają porów i nie podrażniają nawet najdelikatniejszej skóry.Gramatura: 4 g
Cena: 60,20 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Liczba dostępnych odcieni: 2
Mój odcień: Lemon Drop
Opakowanie i skład
Jak możecie się domyślić, ze względu na to, że ten kosmetyk ma inną formę niż dwa poprzednie to będzie też miał inne opakowanie. Kartonik utrzymany jest w tym samym stylu, ten jednak jest znacznie mniejszy i płaski. W środku skrywa kasetkę typową dla cieni do powiek, z wieczkiem na zatrzask. Kolorystyka wciąż biało-czarna. Bardzo podoba mi się ta konsekwencja. Coś, co nie jest dla mnie koniecznością, ale stanowi ważny aspekt opakowania to lusterko. I to takie całkiem sporych rozmiarów i dobrej jakości. Ja z takich raczej nie korzystam, ale w podróży może być zbawienne. Jeśli chodzi o funkcjonalność to wszystko jest jak najbardziej w porządku. Nie ma problemów z otwieraniem czy zamykaniem kosmetyku, a jednocześnie nie trzeba się martwić, że kasetka sama się otworzy.SKŁAD: Mica, Zinc Oxide, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, [+/- Ci 77891 (Titanium Dioxide), Ci 77007 (Ultramarines), Ci 77492 (Iron Oxide)]
Pigmentacja i blendowanie
Bardzo ciekawiła mnie forma tego kosmetyku. Niby mineralny, ale sprasowany. Przeznaczony jest do stosowania pod oczy, ale moich podków z pewnością by nie przykrył, bo do tego trzeba ciężkiej artylerii, ale bardzo dobrze sprawdza się do dodatkowej warstwy krycia. Jednak z małymi i średnimi sińcami powinien sobie poradzić. Jak już pisałam wcześniej, używałam go również dla rozjaśnienia centrum twarzy i w tej roli też sprawdził się dobrze. I tutaj, jak w przypadku dwóch poprzednich kosmetyków również nie ma żadnych problemów z rozcieraniem produktu.
Wykończenie i trwałość
Dzięki temu, że korektor ma piękny żółty, cytrynowy kolor, to przy mojej ciepłej tonacji cery sprawdza się idealnie. Rozjaśnia wybrane partie twarzy i niweluje zmęczone spojrzenie. Jedynym minusem może być to, że mamy tylko jeden odcień. Lemon Drop dobrze wygląda na mojej jasnej cerze, więc obawiam się, że osoby z ciemną karnacją mogą mieć z nim mały problem. Ewentualnie, będą mogły go używać jako korektora korygującego kolorem, tzw. color correcting, ale wtedy trzeba pamiętać, że nie możemy go przykryć kremowym kosmetykiem. Co prawda, nie próbowałam tego, ale wydaje mi się, że skończy się to ciasteczkiem.Wykończenie ma całkiem naturalne i jak na puder to nie wygląda sucho pod oczami. Ja ten obszar utrwalam pudrem, bo mam dosyć rozległe i głębokie zmarszczki mimiczne, ale nawet to nie obciążyło zbytnio mojej skóry. Po tym zabiegu nie zauważyłam, żeby Lemon Drop gdzieś mi w ciągu dnia wędrował i pozostał ze mną do samego zmycia.
Moja ocena: 4+/5
Pędzel Kabuki wykonany jest z najlepszego gatunkowo syntetycznego włosia, które jest ultra miękkie. Idealny do nakładania naszego podkładu mineralnego.Cena: 91,90 zł
Moja opinia
Pędzel przychodzi do nas w kartoniku utrzymanym w standardowej dla marki. Kolorystyka skuwki nawiązuje do schematu Lily Lolo, z tym wyjątkiem, że tym razem mamy kontrast - logo jest białe. To, co jednak najważniejsze to włosie. Jest ono niezwykle mięciutkie i zbite. Dzięki temu nie podrażnia skóry i nawet przy cerze suchej nie podkreśla skórek. A przy tym efektywnie aplikuje kosmetyki. Uniemożliwia nałożenie zbyt grubej warstwy produktu, co znowuż chroni nas przed rolowaniem się, zbieraniem w załamaniach i ważeniu się np. podkładu. Przyznam Wam szczerze, że nigdy nie byłam fanką pędzli typu kabuki. Nigdy nie byłam z nich do końca zadowolona i miałam inne, którymi spokojnie mogłam je zastąpić, więc nie widziałam sensu w trzymaniu tych "krótkorączkowców". I tym razem byłam trochę sceptycznie nastawiona, ale znów poleciła mi go Pani Aleksandra, więc stwierdziłam, że trzeba dać szansę, a nuż dzięki niemu zmieni się moje zdanie na temat tego typu pędzli.
No i dokładnie tak się stało. Już teraz mogę Wam powiedzieć, że Super Kabuki trafia do moich ulubieńców. Używam go codziennie. A co sprawiło, że zmieniłam swoje zdanie diametralnie? A to, jak pięknie wygląda podkład nałożony tym narzędziem. Jak już pisałam, dostajemy efekt air brush. Całość wygląda bardzo naturalnie, gładko i jednolicie. Mój makijaż twarzy nigdy wcześniej nie wyglądał tak dobrze. Owszem, cena pędzla jest wysoka, ale uważam, że jest on jej warty.
Moja ocena: 5/5
Podsumowując...
Zacznę od końca, bo do pędzla najłatwiej mi się odnieść, bo tutaj jest krótka piłka - mój ulubieniec. Nigdy nie powiedziałabym, że z moich ust padną takie słowa w stronę kabuki. Kocham w nim wszystko, to jak pięknie nakłada kosmetyki, jaki naturalny efekt daje i jak przyjemny jest w dotyku. Podkład bardzo ładnie wygląda na twarzy i gdyby jego cena była nieco niższa to z pewnością stałby się moim świętym Graalem makijażowym. Jednak ze względu na to, że trzeba na niego trochę wydać to wydaje mi się, że jednak będę szukała odpowiedników na niższej półce cenowej. Ale jeśli Wy możecie sobie na niego pozwolić to warto. Puder ma prześliczne wykończenie, ale moja strefa T się z nim nie polubi. Jednak kiedy będę robiła pełny makijaż to z pewnością skuszę się na zaaplikowanie go na boki twarzy. Lemon Drop lubię nakładać dla zbudowania większego krycia standardowego korektora lub rozjaśnienia centrum twarzy.Średnia ocena: 4+/5
Znacie markę Lily Lolo? Próbowaliście kosmetyków z ich asortymentu? Jak się Wam sprawdziły? A może lubicie minerały, ale tych jeszcze nie mieliście okazji testować? Zainteresowałam Was? Czy może wręcz przeciwnie, stwierdzacie, że to jednak nie dla Was?
~ wredna