Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Neve Cosmetics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Neve Cosmetics. Pokaż wszystkie posty

EFEKT WOW DZIĘKI JEDNEMU CIENIOWI?
Pierwsze spotkanie z marką Neve Cosmetics

42 komentarze:
Już jakiś czas temu na blogu pojawił się haul ze sklepu internetowego eZebra, który zapowiadał recenzje przedstawionym w nim produktów. Jednym z nich był cień marki Neve Cosmetics. Jak już widzicie po tytule wpisu, jest to moje pierwsze spotkanie z tym producentem, a skusiłam się na ten konkretny kosmetyk, bo zakochałam się w swatchach, które znalazłam w internecie. Od dłuższego czasu szukałam jakiegoś metalicznego, duochromowego odcienia fioletu, coś między wrzosem, lilią, a błękitem. Dodatkowo nazwa - Wow, przecież to musi na coś wskazywać. Ale czy na pewno?


O marce słów kilka
Młoda, niezależna i kreatywna włoska firma kosmetyczna.Każdy płatek śniegu jest inny i wszystkie są równie piękne. Dokładnie jak ludzie.
Nazywamy siebie Neve Cosmetics, ponieważ dla nas piękno jest czymś naturalnym, czystym i magicznym.
Nasza firma powstała w 2009 roku w pięknej prowincji Turyn, (…) a dzięki najlepszym krajowym profesjonalistom i artystycznemu kierunkowi w miłości do kolorów tworzymy mineralne, naturalne i innowacyjne kosmetyki. U podstaw naszej filozofii produkcji leży chęć tworzenia skutecznych, kolorowych, szalonych i przyjemnych produktów bez wyrzeczenia się prawdziwych i czystych formuł lub naszej etyki cruelty free.

O sklepie słów kilka
Wielkie marki w najniższych cenach w kraju. Bogata oferta kosmetyków do makijażu i pielęgnacji takich marek jak: Loreal, Maybelline, Sally Hansen, Astor, Nailtek, Max Factor, Bourjois.
Sklep internetowy eZebra.pl poznałam kilka lat temu. Urzekł mnie bogatym asortymentem i kosmetykami w przystępnych cenach. Pamiętam, że byłam wniebowzięta, kiedy dowiedziałam się, że siedziba drogerii znajduje się w Lublinie i to jakieś 15 minut spacerkiem od miejsca, w którym wtedy mieszkałam. Jak możecie się domyślić, byłam wtedy częstym gościem na Wojciechowskiej (wtedy tam właśnie znajdował się punkt odbioru osobistego).


Cień mineralny prasowany, wkład do palety magnetycznej.Pigment w najczystszej postaci i formuła łącząca wzbogacone zostały witaminami dzięki czemu gwarantują maksymalną łatwość aplikacji, wytrzymałość i komfort.
Gramatura: 3 g
Liczba dostępnych odcieni: 94
Termin ważności: 6 miesięcy od otwarcia

Opakowanie i skład
Jest to typowy wkład do palety magnetycznej. Jeśli czytacie mojego bloga od jakiegoś czasu to wiecie, że jeśli decyduję się na pojedyncze cienie to wybieram tylko takie, te w kasetkach zupełnie mnie nie interesują. Przychodzi do nas w plastikowym, przezroczystym opakowaniu ochronnym, a także pięknym, fioletowym, kartonowym rękawie z logo firmy i wyciętym okienkiem, dzięki któremu możemy zobaczyć odcień naszego cudeńka. Całość bardzo dobrze zabezpiecza zawartość. Jeśli chodzi o oprawę to nie ma tutaj nad czym się rozwodzić. Sam wkład dobrze trzyma się palety, jednak to, co wyróżnia go na tle innych to fakt, że jest ogromny. Powiedziałabym, że prawie dwa razy większy niż standardowe rozmiary Kobo czy Glam Shop.
A z racji tego, że o opakowaniu nie ma co pisać to napomknę jeszcze o tym jak cień wygląda na pierwszy rzut oka. Jest to liliowo-wrzosowy odcień z delikatnym błękitnym poblaskiem, jednak nie zapowiada intensywnej, metalicznej tafli czy dużego kontrastu w odcieniach duochrome. Nie widzę też w nim większych drobinek, także dla tych, którzy nie lubią brokatu może się sprawdzić.
SKŁAD: Talc, Mica, Octyldodecyl Stearoyl Stearate, Magnesium Stearate, Cetearyl Ethylhexanoate, Caprylyl Glycol, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate. May Contain (+/-): Ci 77891 (Titanium Dioxide), Ci 15850 (Red 7 Lake), Ci 77007 (Ultramarines).

Konsystencja i zapach
Zacznę od tego drugiego, bo w tej kwestii nie ma się co rozpisywać, ponieważ zupełnie żadnej woni nie wyczuwam. Z pewnością ucieszą się z tego faktu wszyscy wrażliwy, ze mną na czele. I jak już przy tym jesteśmy to wspomnę, że kiedy nosiłam ten cień na oczach nie zauważyłam żadnego pieczenia czy łzawienia.
Jeśli zaś chodzi o konsystencję samego cienia to nie jest to bardzo pudrowy, ale spodziewałam się bardziej miękkiej i kremowej formuły. Przyzwyczaiłam się do takiej w paletach MUR i ABH. Ta w Neve bardziej przypomina mi błyszczące cienie z Zoevy (przynamniej te ze Smoky, bo tylko tę mam). To również przekłada się na to, że przy swatchowaniu, na palcu, wygląda znacznie bardziej pudrowo i sucho, niż się tego oczekiwałam. To raczej matowa lilia z delikatną, błękitną satyną.
Podczas przenoszenia go na skórę jednak zyskuje trochę bardziej maślaną konsystencję i gładko sunie po powiekach. 


Pigmentacja i blendowanie
Jeżeli chodzi o rozcieranie i samo nakładanie cienia to jest to czysta przyjemność. Zupełnie nie ma tutaj problemu z aplikacją. Formuła rozkłada się jednakowo i nie tworzy plam, prześwitów i smug, choć na to ostatnie wpływ ma też pewnie narzędzie, jakiego używamy, w moim przypadku jest to palec. Użycie tego członka pozwala również na wydobycie największej pigmentacji. I przyznam, że ciężko mi ją ocenić, bo niby jest pełna, ale cień sam w sobie jest półprzezroczysty... Nie wiem jak to poprawnie opisać. Mam wrażenie, że baza kolorystyczna (wrzosowa lilia) jest jedynie tłem dla błękitnego poblasku, ale wciąż nie przykrywa nam w pełni powieki. Wydaje mi się, że jest to bardziej topper, cień zwieńczający, który jedynie dodaje wyjątkowego akcentu, niż coś, co zrobi nam efekt wow solo. Przyznam szczerze, że ja zdecydowałam się na ten cień, żeby stosować go w pojedynkę i uzyskać nim liliowy kolor na powiece z błękitnym duochromem. Dlatego nałożyłam go kilkoma warstwami, najpierw kilkakrotnie palcem, a później dodatkowo pędzlem. Przy tym ostatnim efekt stał się jeszcze bardziej pudrowy i zatracił poblask, wyglądał jak zwykły liliowy, matowy cień. Dlatego raczej polecałabym aplikować go dłońmi, delikatnie wcierając w skórę.
No i muszę też napisać, że troszkę rozczarował mnie fakt, że w żaden sposób nie potrafiłam wydobyć z cienia wykończenia, intensywności i blasku, jaki prezentują zdjęcia na stronie producenta.
Jeśli chodzi o rozcieranie to nie miałam z tym większych problemów. Trzeba jednak pamiętać, aby robić to od razu przy nakładaniu, bo jeśli najpierw zintensyfikujemy pigment kilkoma warstwami, a dopiero później będziemy się starali to wyblendować to możemy napotkać pewien opór. 


Trwałość
Cień testowałam na bazie EyeShadow Keeper z Inglot i Maybelline Color TattooNie jestem w stanie wypróbować tego typu kosmetyków na gołej powiece, bo moja jest opadające i mocno przetłuszczająca się, więc kolory znikłyby z niej po niecałej godzinie. Poza tym wykorzystywałam go przy makijażu na wyjścia, więc nie mogłam sobie pozwolić na fioletowe skrętki w załamaniach. Na tak przygotowanej powiece trzymał się bardzo dobrze i wyglądał nienagannie do samego zmycia. Delikatnie zebrał się w zmarszczkach w wewnętrznych kącikach, ale u mnie nawet Modern Renaissance od Anastasii zachowuje się podobnie.

Cena i dostępność
Kosmetyki marki Neve Cosmetics dostaniecie w wielu drogeriach internetowych, w tym na eZebra. Na tej ostatniej za pojedynczy wkład zapłacicie 29 zł. Czy są dostępne stacjonarnie w Polsce nie wiem, nie wydaje mi się, ale mogę się mylić. Jeśli ktoś z Was ma jakieś informacje na ten temat to będę wdzięczna za cynk.


Podsumowując...
To prawda, że oczekiwałam innego efektu. To prawda, że chciałam większego pigmentu, większego blasku. I prawda, że zdjęcia na stronie producenta trochę mnie zmyliły i nie udało mi się podobnej intensywności uzyskać. Jednak nie mogę powiedzieć, że jest to zły cień. Jest delikatny, subtelny, ale bardzo ładny. Poza tym praca z nim to istna przyjemność, a jego trwałość zupełnie mnie zadowala. Z pewnością się go nie pozbędę i będę z chęcią używała. 
Moja ocena: 4/5

Znacie markę Neve Cosmetics? Co o niej sądzicie? Używaliście ich cieni? Jak się Wam sprawdziły? Podoba Wam się Wow? A może jednak uważacie, że nie jest dla Was? Jakie inne produkty tej firmy polecacie? Korzystacie z drogerii internetowej eZebra? Jak ją oceniacie?

~ wredna
Czytaj więcej

CO NOWEGO W KOSMETYCZCE PISZCZY?
Same kosmetyczne smaczki w paczce od eZebra

48 komentarzy:
Myślę, że większość kosmetykomaniaków zrozumie mój stan - mam tyle produktów, że ciężko mi je upychać, a wykończenie ich zajmie mi wieki, ale wciąż mam ochotę testować nowe smaczki. Najbardziej ujawnia się moja obsesja w przypadku perfum (co już wiecie) i palet cieni. No i tak się składa, że obie te kategorie zostały uzupełnione nowościami. A wszystko było możliwe dzięki paczuszce od eZebra.pl Jednak w dzisiejszym haulu znajdzie się również coś, co chciałam przetestować od dłuższego czasu, ale jakoś nigdy nie zebrałam się w sobie, żeby ten kosmetyk zakupić.


O sklepie słów kilka
Wielkie marki w najniższych cenach w kraju. Bogata oferta kosmetyków do makijażu i pielęgnacji takich marek jak: Loreal, Maybelline, Sally Hansen, Astor, Nailtek, Max Factor, Bourjois.
Sklep internetowy eZebra.pl poznałam kilka lat temu. Urzekł mnie bogatym asortymentem i kosmetykami w przystępnych cenach. Pamiętam, że byłam wniebowzięta, kiedy dowiedziałam się, że siedziba drogerii znajduje się w Lublinie i to jakieś 15 minut spacerkiem od miejsca, w którym wtedy mieszkałam. Jak możecie się domyślić, byłam wtedy częstym gościem na Wojciechowskiej (wtedy tam właśnie znajdował się punkt odbioru osobistego).

Palety z serii I Love Chocolate to niezwykłej jakości mocno napigmentowane i niesamowicie trwałe cienie zamknięte w oryginalnym opakowaniu nawiązującym do tabliczki czekolady.
W palecie znajdują się cienie o zróżnicowanym wykończeniu - matowe, satynowe i z drobinkami. Dzięki ich gładkiej i aksamitnej konsystencji, ich aplikacja to sama przyjemność. Różnorodność kolorów i odcieni sprawia, że paleta może być wykorzystywana zarówno do makijażu dziennego, jak i wieczorowego.
Gramatura: 18x1,22 g (21,96 g)
Cena: 39,90 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Paletka, na którą miałam ochotę od pierwszego dnia, kiedy zobaczyłam ją w internecie. Lubię neutralne odcienie w makijażu, a szczególnie te idące w ciepłą, pomarańczową stronę, lub te z różowo-fioletową tonacją. W tej ujęły mnie właśnie te drugie. Użyłam jej na razie tylko kilka razy, ale już mogę powiedzieć, że zakochałam się w głębokim fiolecie, czyli Au Naturel. Poza tym cała kompozycja bardzo mi się podoba i już widzę, że można z niej stworzyć niezliczoną liczbę makijaży. Jedyne co mi przeszkadza to zapach. Niby jest trochę słodki, pralinowy, ale ma w sobie jakieś sztuczne, plastikowe nuty. Na szczęście, nie przeszkadza to w użytkowaniu.
No i oczywiście warto wspomnieć o samej oprawie - paleta cudnie prezentuje się na toaletce.
SKŁAD: Mica, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Talc, Magnesium Stearate, Paraffinum Liquidum, Ethylhexyl Palmitate, Polybutene, Silica, Polyethylene, Calcium Sodium Borosilicate, Dimethicone, Tin Oxide, Methylparaben, Propylparaben, [+,-: CI77891, CI77491, CI77492, CI77007, CI15850, CI16035].

Zestaw 15 profesjonalnych, mocno napigmentowanych cieni do powiek. Paleta zawiera idealnie dobrane do siebie odcienie, które pozwalają na stworzenie różnorodnych stylizacji. Delikatna konsystencja łatwo się rozprowadza i doskonale przylega do skóry. Przeznaczone są zarówno do użytku codziennego, jak również do tworzenia makijażu na specjalne okazje. Wysoka jakość sprawia, że kolory utrzymują się cały dzień.
Gramatura: 15x1,1 g (16,5 g)
Cena: 18,90 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Paletek z tej serii nie miałam jeszcze okazji próbować, dlatego właśnie się na nią zdecydowałam. Myślałam też nad Iconic Division (imitującą ABH Subculture), ale obawiałam się, że tamte odcienie będą na mojej ciepłej karnacji wyglądały zbyt szaro. Tak więc postawiłam na pewniaka, po którego bez wątpliwości będę sięgała. Velvet Rose to inspiracja słynną paletą ABH Soft Glam, w której się zakochałam, ale nigdy nie zdecydowałam się na kupno, bo jednak sporo cieni powtarza się z, już przeze mnie posiadanej Modern Renaissance. Jednak za każdym razem gdy widziałam ją w akcji żałowałam, że nie mam tych odcieni. Na szczęście, z pomocą przychodzi Makeup Revolution i Re-Loaded Velvet Rose ;) Na razie użyłam jej tylko raz, na siostrze, także nie mogę wiele o niej napisać. Ciekawa jestem czy rzeczywiście odbiega jakością od czekoladek. Zobaczymy ;)
SKŁAD: przeczytacie tutaj, był zbyt długi, żeby tutaj go wklejać.

Cień mineralny prasowany, wkład do palety magnetycznej.
Pigment w najczystszej postaci i formuła łącząca wzbogacone zostały witaminami dzięki czemu gwarantują maksymalną łatwość aplikacji, wytrzymałość i komfort. 
Gramatura: 3 g
Cena: 29 zł
Termin ważności: 6 miesięcy od otwarcia
Neve Cosmetics to marka zupełnie dla mnie nowa. Na cień zdecydowałam się ze względu na jego piękne wykończenie i kolor. Bardzo lubię fioletowe, opalizujące akcenty na powiece. Jeszcze go nie testowałam, ale zapowiada się ciekawie. Jednak pierwsze, co rzuca się w oczy to fakt, że jest ogromny! Dwa razy większy od standardowego wkładu do palety marki Kobo.
I od razu zaznaczę, że zdjęcia zupełnie nie oddają jego piękna. Przepraszam, robiłam wszystko co w mojej mocy, ale nic z tego nie wyszło. W rzeczywistości jest to liliowo-niebieski cień opalizujący na srebro, róż i błękit. No, cud, miód i orzeszki ;)
SKŁAD: Talc, Mica, Octyldodecyl Stearoyl Stearate, Magnesium Stearate, Cetearyl Ethylhexanoate, Caprylyl Glycol, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate. May Contain (+/-): Ci 77891 (Titanium Dioxide), Ci 15850 (Red 7 Lake), Ci 77007 (Ultramarines).


Beyonce Heat Wild Orchid to woda perfumowana dla kobiet, które kochają kwiatowe nuty. Świadczą o tym również starannie dobrane tropikalne składniki budzące skojarzenia z dalekimi krajami. Pozwól, by otuliła Cię orchidea, jeżyna lub kokos. Obudź w sobie prawdziwą zmysłowość.
Pojemność: 50 ml
Cena: 41,99 zł
Termin ważności: 36 miesięcy od otwarcia
Mój nowy, perfumowy nabytek. Uparcie szukam idealnego, kokosowego zapachu. Ten to wciąż nie do końca to, ale już blisko :D Pierwszy test odbył się w poniedziałek. Początek jest mocny, owszem kokosowy, ale bardziej w stylu koktajlu. Pachnie jak piña colada, dosłownie. Wolałabym, żeby jednak były trochę bardziej pudrowe (bo tak określają je osoby, których recenzje czytałam). Po chwili bardzo przypominają mi woń olejku do ciała Inecto, który kiedyś recenzowałam (tutaj). Na początku myślałam, że najprawdopodobniej je komuś podaruję, ale wtedy stało się coś niesamowitego. Pierwszy raz zdarzyło mi się, aby ktoś obcy skomplementował moje perfumy <3 Tak miło mi się z tego powodu zrobiło, że z pewnością dam im drugą, trzecią i kolejną szansę ;)
Nuty głowy: owoc granatu, kokos, jeżyny
Nuty serca: magnolia, orchidea, wiciokrzew
Nuty podstawy: piżmo, bursztyn

Krem do rąk Max Repair stworzony na bazie naturalnych składników aktywnych specjalnie dobranych do potrzeb wymagającej skóry dłoni. Bogata, przyjemna, ale nietłusta formuła o lekkim pudrowym zapachu długotrwale zregeneruje Twoje dłonie, dogłębnie je nawilży i pozostawi je aksamitnie gładkie w dotyku.
Szybko się wchłania. Sprawdza się w każdej sytuacji.
Pojemność: 100 ml
Cena: 7,99 zł
Termin ważności: 6 miesięcy od otwarcia
To jest właśnie ten kosmetyk, o którym pisałam na początku (ten, który chciałam przetestować, ale nigdy nie było mi po drodze go kupić). Od długiego czasu szukam idealnego kremu do rąk. Wciąż bez powodzenia. A z racji tego, że pielęgnacja dłoni jest niezmiernie ważna, szczególnie zimą to zdecydowałam się w końcu przetestować produkt od Evree, o którym czytałam same dobre opinie, i który wielokrotnie polecała mi koleżanka. Mam nadzieję, że będzie to kres moich poszukiwań. Zobaczymy, na razie czeka na swoją kolej, bo najpierw muszę zdenkować już otwarty.
SKŁAD: Aqua, Caprylic/Capric Tri-Glyceride, Urea, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth20, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Glyceryl Stearate, Aluminum Starch Octenylsucci-Nate, Cera Alba, Butyrospermum Parkii Butter, Persea Gratissima Oil, Glycine Soja Oil Unsaponifiables, Glycine Soja Sterol, Hexyl Laurate, Sodium Acrylate / Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Argania Spinosa Kernel Extract, Panthenol, Allatoin, Dimethicone, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid(Vitamin C), Citric Acid, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Parfum (Fragrance).

Znacie drogerię internetową eZebra? Co o niej myślicie? Jak podobają Wam się produkty, które wybrałam? Jaką recenzję chcecie zobaczyć w pierwszej kolejności? A może sami je posiadacie? Jak się Wam sprawdzają? Planujecie jakieś kosmetyczne zakupy w najbliższym czasie?

~ wredna
Czytaj więcej