Tak, dobrze widzicie. Kolejny flakonik w mojej kolekcji. Już nawet nie próbuję się kryć z moją perfumeryjną obsesją. Wszyscy wiedzą, że mam na tym punkcie hopla. Jednak teraz, kiedy flaszeczek mam już naprawdę mnóstwo, zaczynam szukać co raz to nowszych kategorii zapachowych, czegoś, czego do tej pory nie wąchałam lub nie nosiłam. Tradycyjne słodziaki już mnie tak nie zachwycają. Owszem, bardzo lubię je na siebie aplikować, ale teraz jestem złakniona czegoś ciekawszego.
Ostatnio przeżywam miłość do białych kwiatów, w szczególności do gardenii, zmieszanych ze słodkimi (acz nie lepkimi) akordami kokosa lub migdała. Dzisiejszy zapach został specjalnie dla mnie wybrany przez panią Monikę (@sisilivioon), z którą korespondowałam. I tak, to był strzał w dziesiątkę!
W swojej ofercie Livioon oprócz perfum ma również szeroki wybór kosmetyków do pielęgnacji twarzy, ciała i włosów, zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn, a także suplementów diety, a nawet chemii gospodarczej.
Cena: 56,90 zł
Termin ważności: 36 miesięcy od otwarcia
Kategoria zapachowa: drzewna
Zapach podobny do: Bvlgari, Jasmin Noir
No i tu się zaczyna. No, przecież tego nie da się nie docenić. Grube, dosyć ciężkie, przezroczyste szkło, do tego lustrzana, srebrna blaszka z nazwą marki, i piękny (co prawda plastikowy, ale jakże uroczy) korek, który swoim wyglądem przypomina ekskluzywną szkatułkę na biżuterię. Całość bardzo elegancka, z pewnością idealnie ozdobi moją toaletkę.
Od pani Moniki dostałam informację, że projekt flakoników niedawno uległ zmianie. Tutaj - klik, możecie zobaczyć jak wyglądają teraz.
Mimo, że flaszeczka jest dosyć duża to wciąż wygląda zgrabnie i jest poręczna. Jedyny minusik to to, że blaszka z napisem Livioon zbiera wszystkie odciski :D Muszę ją co chwilę przecierać (ale to już moje skrzywienie).
Praktyczna strona samego opakowania bez zastrzeżeń. Atomizer działa tak jak powinien - nie zacina się, dozuje odpowiednią ilość produktu i nie przecieka.
Pierwszy psik i to co czuję zupełnie różni się od tego, co zwiastowała woń z flakonika. Jaśmin, jaśmin, jaśmin. Nie słodki, ale wręcz świdrujący. Wyczuwam też jakieś zielone nuty. Duża góra białych kwiatów (z panem J... na czele), ale nie takich upojnych, rozkwitniętych, a takich zupełnie zielonych. Początek jest bardzo wytrawny i wręcz gorzki. Nie do końca jest to moja kategoria zapachowa, ale doświadczenie nauczyło mnie, że nie ma co perfum przekreślać po kilku minutach od aplikacji.
Po chwili pierwotna zieloność ustępuje miejsca delikatnej słodyczy migdałów. Jednak nie chce się jeszcze poddać do końca. Te dwa akordy toczą ze sobą walkę i na razie wciąż wygrywa ten pierwszy. Miejmy nadzieję, że szybko opadnie z sił i pozwoli orzechom zrobić swoją robotę. Rozwinięcie zaczyna przypominać upojną woń z flakonika. Coraz więcej tutaj głębi i mniej zielonej świeżości. Nieśmiało zaczyna wybrzmiewać również gardenia, jednak nie daje rady przebić się przez intensywny jaśmin. Niemniej, wszystko zmierza w dobrą stronę. Z każdą minutą migdały przebijają się przez ścianę zielonych nut i nadają całości mleczno-słodkiego, pudrowego i tajemniczego aromatu. Całość jest puchata, ciepła i otulająca, ale nie w znaczeniu ciepłego szalika czy grubego koca, a bardziej satynowej, drogiej pościeli. Za to właśnie uwielbiam te orzechy!
No i końcówka jest najładniejsza. Znacznie mniej tutaj zieloności, a jaśmin nie jest już aż tak męczący. Gardenia i migdały pięknie splatają całość. Na ten etap będę czekała przy każdej aplikacji. Jest pudrowo, jest słodkawo, mięciutko, kremowo i tajemniczo.
Co do trwałości to na mojej skórze czułam je przez 5 godzin. Po tym czasie były bardzo bliskoskórne i trzeba było, dosłownie, włożyć nos w nadgarstek, żeby coś poczuć. Także jeśli chcielibyście raczyć nim otoczenie to wypadałoby ich dopsikać ;)
Oprócz perfum w paczuszce dostałam również całą garść próbeczek. Fiolki z białą kokardką to zapachy męskie, z różową natomiast - damskie. Będę miała również okazję wypróbować kilka kosmetyków do pielęgnacji, bo te cudne słoiczki skrywają kilka ciekawych produktów.
Moja ocena: 4/5
Znacie markę Livioon? Mieliście okazję próbować jakiś z ich zapachów lub inne kosmetyki? Jak się Wam sprawdziły? Co sądzicie o moim flakoniku? Myślicie, że byłby to zapach dla Was? Zachęciłam Was do zapoznania się z ofertą marki?
~ wredna
Czytaj więcej
Ostatnio przeżywam miłość do białych kwiatów, w szczególności do gardenii, zmieszanych ze słodkimi (acz nie lepkimi) akordami kokosa lub migdała. Dzisiejszy zapach został specjalnie dla mnie wybrany przez panią Monikę (@sisilivioon), z którą korespondowałam. I tak, to był strzał w dziesiątkę!
O marce słów kilka
LIVIOON to nazwa, która kojarzy się z życiem. Szukamy go w najpiękniejszych miejscach Europy, dlatego źródłem inspiracji do tworzenia naszych niepowtarzalnych produktów są podróże. Chcemy zamknąć w krainie dotyku i zapachu niepowtarzalny aromat łąk Prowansji, magię weneckiego karnawału czy gorące rytmy andaluzyjskiego flamenco. Chcesz wybrać się z nami w świat naturalnego piękna i niezapomnianych wrażeń? LIVIOON pomoże Ci odkryć nowe fascynacje i poznać luksusowe produkty kosmetyczne w gronie wypróbowanych przyjaciół.
W starożytnym Egipcie wykorzystywano perfumy jako kanał komunikacji pomiędzy ludźmi a bogami. Sztuka wytwarzania perfum była w pełni zarezerwowana dla kapłanów. Tylko rodziny królewskie oraz wyższe klasy społeczne miały dostęp do perfum. Francuska produkcja perfum jest najbardziej reklamowaną produkcją perfum na świecie. Zaczęła wieść prym w roku 1830, opierając się na dwóch biegunach: jeden z nich to Grasse, „miasto zapachów“, na południu Francji, drugi zaś to Paryż, stolica luksusu.
Od producenta
Elegancki, uwodzicielski zapach dla kobiet o nietuzinkowym charakterze. Perfumy są unikalną kompozycją delikatnego i orzeźwiającego aromatu gardenii połączonej z mrocznym, zagadkowym jaśminem i migdałami. Otulona w ten zapach kobieta jest pewna siebie, niezależna i uwodzicielska.Pojemność: 50 ml
Cena: 56,90 zł
Termin ważności: 36 miesięcy od otwarcia
Kategoria zapachowa: drzewna
Zapach podobny do: Bvlgari, Jasmin Noir
Opakowanie i nuty zapachowe
Ah, przygotujcie się na zachwyty ;) Kartonik, który skrywa flakonik jest niezwykle elegancki. Czarny, prosty, z tłoczonym wzorem i złotymi detalami. Moje oko cieszy, jak najbardziej. Jest również bardzo solidny i dobrze chroni zawartość. Jednak to co jest bardziej istotne to to, co kryje się w środku :)No i tu się zaczyna. No, przecież tego nie da się nie docenić. Grube, dosyć ciężkie, przezroczyste szkło, do tego lustrzana, srebrna blaszka z nazwą marki, i piękny (co prawda plastikowy, ale jakże uroczy) korek, który swoim wyglądem przypomina ekskluzywną szkatułkę na biżuterię. Całość bardzo elegancka, z pewnością idealnie ozdobi moją toaletkę.
Od pani Moniki dostałam informację, że projekt flakoników niedawno uległ zmianie. Tutaj - klik, możecie zobaczyć jak wyglądają teraz.
Mimo, że flaszeczka jest dosyć duża to wciąż wygląda zgrabnie i jest poręczna. Jedyny minusik to to, że blaszka z napisem Livioon zbiera wszystkie odciski :D Muszę ją co chwilę przecierać (ale to już moje skrzywienie).
Praktyczna strona samego opakowania bez zastrzeżeń. Atomizer działa tak jak powinien - nie zacina się, dozuje odpowiednią ilość produktu i nie przecieka.
Nuty głowy: gardenia
Nuty serca: jaśmin, migdał
Nuty bazy: piżmo
Ale jak to pachnie?
Wąchane z flakonika już pachną intensywnie, ciężko, pudrowo i trochę dusząco. Zwiastuje to mocny, tajemniczy, uwodzicielski zapach. Oj, zapowiada się ciekawie!Pierwszy psik i to co czuję zupełnie różni się od tego, co zwiastowała woń z flakonika. Jaśmin, jaśmin, jaśmin. Nie słodki, ale wręcz świdrujący. Wyczuwam też jakieś zielone nuty. Duża góra białych kwiatów (z panem J... na czele), ale nie takich upojnych, rozkwitniętych, a takich zupełnie zielonych. Początek jest bardzo wytrawny i wręcz gorzki. Nie do końca jest to moja kategoria zapachowa, ale doświadczenie nauczyło mnie, że nie ma co perfum przekreślać po kilku minutach od aplikacji.
Po chwili pierwotna zieloność ustępuje miejsca delikatnej słodyczy migdałów. Jednak nie chce się jeszcze poddać do końca. Te dwa akordy toczą ze sobą walkę i na razie wciąż wygrywa ten pierwszy. Miejmy nadzieję, że szybko opadnie z sił i pozwoli orzechom zrobić swoją robotę. Rozwinięcie zaczyna przypominać upojną woń z flakonika. Coraz więcej tutaj głębi i mniej zielonej świeżości. Nieśmiało zaczyna wybrzmiewać również gardenia, jednak nie daje rady przebić się przez intensywny jaśmin. Niemniej, wszystko zmierza w dobrą stronę. Z każdą minutą migdały przebijają się przez ścianę zielonych nut i nadają całości mleczno-słodkiego, pudrowego i tajemniczego aromatu. Całość jest puchata, ciepła i otulająca, ale nie w znaczeniu ciepłego szalika czy grubego koca, a bardziej satynowej, drogiej pościeli. Za to właśnie uwielbiam te orzechy!
No i końcówka jest najładniejsza. Znacznie mniej tutaj zieloności, a jaśmin nie jest już aż tak męczący. Gardenia i migdały pięknie splatają całość. Na ten etap będę czekała przy każdej aplikacji. Jest pudrowo, jest słodkawo, mięciutko, kremowo i tajemniczo.
Projekcja i trwałość
Zapachowi nie można odmówić tego, że jest mocny. Jednak jest to przymiotnik, który opisuje samą jego woń. Jeżeli chodzi o to czy ma tzw. ogon to (nie)stety nie. Mnie to akurat cieszy, bo nie chciałabym się z nimi obnosić. Mam wrażenie, że są bardzo cielesne, uwodzicielskie i wręcz erotyczne :D Dlatego wręcz nie wypada im być wyczuwalnym dalej niż na szerokość ramion. Co mnie pozytywnie zaskoczyło to to, że z pewnej odległości pachną mniej zielono, a bardziej słodko, czyli dokładnie tak, jak tego chciałam.Co do trwałości to na mojej skórze czułam je przez 5 godzin. Po tym czasie były bardzo bliskoskórne i trzeba było, dosłownie, włożyć nos w nadgarstek, żeby coś poczuć. Także jeśli chcielibyście raczyć nim otoczenie to wypadałoby ich dopsikać ;)
Czy polubiłam się z tym zapachem?
Polubiłam się z jego końcówką. Z ostatnim etapem, który, na moje szczęście, zaczyna się dosyć wcześnie. Podejrzewam, że będę je aplikowała jakieś pół godziny przed wyjściem, tak aby zdążyły się rozwinąć. Początkowa gorzka ostrość jaśminu i zieloność białych kwiatów jakoś mi przeszkadzają i męczą. Jednak końcowa pudrowość i słodycz migdałów i gardenii wszystko wynagradzają. Nie mogę powiedzieć, że była to miłość od pierwszego powąchania, ale takie często kończą się głębokim, pozytywnym uczuciem :D Zazwyczaj doceniam moich ulubieńców dopiero po pewnym czasie. Myślę, że i z tym flakonikiem może tak być. Jest to niezwykle kobiecy, dojrzały zapach. Może jeszcze do niego nie dorosłam :DOprócz perfum w paczuszce dostałam również całą garść próbeczek. Fiolki z białą kokardką to zapachy męskie, z różową natomiast - damskie. Będę miała również okazję wypróbować kilka kosmetyków do pielęgnacji, bo te cudne słoiczki skrywają kilka ciekawych produktów.
Podsumowując...
Markę Livioon polubiłam i czuję, że nie jest to ostatnie moje z nią spotkanie. Zapach... hmm... Na razie to dla mnie zagadka. Zakochałam się w jego zakończeniu, w tej upojnej słodyczy i pudrowości migdałów i czystości gardenii i piżma, ale początkowe akordy zielone i ostry jaśmin nie pozwalają mi w pełni pokochać tego flakonika. Niemniej jednak, kompozycja ma w sobie coś co mnie intryguje i pociąga. Pewną tajemnicę, głębię, pewną intymną, erotyczną aurę, a to wszystko bardzo cenię w perfumach. Muszę go wypróbować na różne okazje, humory i przy różnej pogodzie ;) Ale oczywiście sam zapach to kwestia indywidualna, a przy ocenie najważniejsze są fakty :D Trwałość i projekcja jak dla mnie zadowalające. Nie nazwałabym tej flaszeczki killerem, ale nie tego oczekiwałam.Moja ocena: 4/5
Znacie markę Livioon? Mieliście okazję próbować jakiś z ich zapachów lub inne kosmetyki? Jak się Wam sprawdziły? Co sądzicie o moim flakoniku? Myślicie, że byłby to zapach dla Was? Zachęciłam Was do zapoznania się z ofertą marki?
~ wredna