Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trustedcosmetics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trustedcosmetics. Pokaż wszystkie posty

KULTOWY ZAPACH W NIŻSZEJ CENIE
Woda pefumowana Vida od Saphir

30 komentarzy:
Ciągle mi mało. Ale wychodzę z założenia, że dobrego nigdy za wiele. Kolejny flakonik w mojej kolekcji i z pewnością nie ostatni. Już czekam na kolejne, także znów możecie się spodziewać perfumowych postów. Tym razem wpis powstaje we współpracy z portalem TrustedCosmetics, na którym to udało mi się zakwalifikować do testowania poniższego cudeńka. Troszkę sobie na nie poczekałam. Czy było warto?


O marce słów kilka
SAPHIR PARFUMS jest firmą szczycącą się ponad 50 letnim doświadczeniem w branży perfumeryjnej, która opracowuje i produkuje perfumy.
Laboratoria Saphir współdziałają synergistycznie w całym procesie produkcyjnym, rozpoczynając od opracowania zapachów po mieszanie, mielenie, rozgniatanie, odpowiednie napełnianie i dystrybucię perfum.
Łączymy najnowocześniejszą technologię z doświadczeniem i odpowiednio wykwalifikowanym personelem. Stosujemy najbardziej zaawansowane systemy do produkcji perfum w celu zaspokojenia najwyższych oczekiwań klientów.
Produkty marki Saphir możecie zakupić na stronie producenta, a także w sklepie online i stacjonarnej drogerii Vica.


Saphir, Vida
Vida Saphir to kwiatowo-owocowy zapach, który otula skórę przyjemnym aromatem. Soczysta gruszka z czarną porzeczką spotykają się w nim z aromatycznym jaśminem oraz zmysłowym kwiatem pomarańczy. Ich wzajemnie przenikające się aromaty zostały dosłodzone praliną oraz wzmocnione wanilią, fasolą tonka i paczulą. Zmysłowa, ociekająca słodyczą kompozycja zapachowa uwodzi zmysły i wzbudza zainteresowanie. Ubiera kobietę w przyjemny zapach, dodając jej energii oraz powodów do uśmiechu.
źródło: trustedcosmetics.pl
Pojemność: 25 ml
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Cena: 24,99 zł
Zapach podobny do: Lancome, La Vie Est Belle
Kategoria zapachowa: kwiatowo-owocowa

Opakowanie i nuty zapachowe
Perfumy zamknięte są w małym, poręcznym, szklanym flakoniku z wklęsłymi żłobieniami. Całość utrzymana jest w biało-złotej kolorystyce i jeśli czytacie mojego bloga to wiecie, że takie połączenie uwielbiam i uważam, że nadaje niezwykłej klasy. Szata graficzna jest prosta, bez zbędnych ozdobników. Plastikowy korek dobrze się trzyma i sprawia, że atomizer jest odpowiednio zabezpieczony. Sam aplikator również działa bez zarzutów, dozuje odpowiednią mgiełkę, a przy tym nie przecieka i nie zacina się. Kompaktowe rozmiary buteleczki umożliwią nam zabranie perfum ze sobą, i nawet osoby takie jak ja, które lubią małe torebki, znajdą w niej miejsce dla tego maleństwa.
Nuty głowy: gruszka, czarna porzeczka, gruszka.
Nuty serca: tonka, kwiat pomarańczy, jaśmin
Nuty bazy: wanilia, paczula, pralina.

Ale jak to pachnie?
Pierwsze psiknięcie i od razu uderza nas wanilia i pralina. Może nawet bardziej ta pierwsza. W otwarciu nie czuję owoców, których się spodziewałam (w końcu są w nutach głowy). Jednak nie przeszkadza mi to, wręcz przeciwnie. Początek jest intensywny i słodki, ale blisko przy skórze wyczuć można też chłodniejsze (jakby miętowe) nuty, podejrzewam, że to zasługa jaśminu. Przez moment elementy kwiatowe próbują górować nad gourmandem, na szczęście (dla mnie) szybko się poddają i pozwalają rozwijać się słodyczy.

Po jakiejś godzinie kompozycja staje się bardziej jednostajna i jeszcze bardziej otulająca. Uwielbiam pływać w tym zapachu. Pojawia się czarna porzeczka i wraz z wanilią, praliną i skrytą paczulą, tworzy głęboki, ciasteczkowo-czekoladowy charakter. Mam wrażenie, że pachnę wykwintnym deserem.

Końcówka jest spokojna (o ile tak można w ogóle te perfumy określić), ciepła i jednolita, ale nadal ciężka, niemalże kremowa. Na tym etapie pozostaje z nami jedynie pralina i wanilia, a głębi dodaje nowa, gęsta nuta fasolki tonka. Nie pozostało już nic z kwiatów, nic z tego chłodnego, miętowego akcentu, nic z owoców, i żadnego śladu paczuli. 

Projekcja i trwałość
Perfumy są bardzo intensywne, ale raczej nie należą do tych najbardziej ogoniastych. Projekcję mają przeciętną i pachną na długość ramion. Nie uznałabym tego jednak za wadę, bo w przypadku tak mocnych perfum mniej znaczy więcej ;) Gdyby były wyczuwalne z odległości kilku metrów to zamęczyłybyśmy ich słodyczą ludzi w autobusie ;) Czyli krótko mówiąc, ich dalekosiężność jest adekwatna do ich siły rażenia.  Jednak trzeba pamiętać, żeby z nimi nie przesadzić, bo wtedy będziemy dusić najbliższe towarzystwo.
Największą intensywność perfumy utrzymują przez ok 7h, po tym czasie stają się bardziej bliskoskórne, a pozostają wyczuwalne do samego zmycia. Oczywiście, na ubraniach i włosach możecie cieszyć się zapachem znacznie dłużej.

Podsumowując...
Zapach bardzo lubię. Najlepiej nosi mi się go chłodną wiosną, jesienią i zimą. Moja miłość do typowych słodziaków powoli przemija, ale myślę, że jeszcze nie raz po tę kompozycję sięgnę. Jakościowo jest to górna półka i jak na cenę to nie mam im nic do zarzucenia. Z pewnością wrócę do nich w chłodniejsze dni, ale aktualnie jestem w trakcie poszukiwania lżejszych, zwiewniejszych woni, więc te pozostaną w pudełku aż do kolejnego sezonu grzewczego.
Moja ocena: 4/5

Znacie markę Saphir? Mieliście okazję testować ich perfumy? A może kojarzycie konkretnie ten zapach? Czy również uważacie, że przypomina La Vie Est Belle od Lancome? Jakie inne wypusty tej marki mi polecacie? I w ogóle jakie perfumy powinnam przetestować wiosną i latem?

~ wredna
Czytaj więcej

DZWONI, ALE NIE WIADOMO, W KTÓRYM KOŚCIELE?
Testuję zapach Je t'aime Eau Supreme dzięki TrustedCosmetics

53 komentarze:
Jeśli śledzicie mojego bloga przynajmniej od roku to mogliście zauważyć, że moje perfumomaniactwo wzmaga się w okresie jesienno-zimowym. Głównie ze względu na to, że jest to czas, w którym królują moje ulubione, ciężkie, słodkie, mocne zapachy. Wtedy mam też chęć poznawać nowe wonie.
Ostatnio szczęście uśmiechnęło się i do mnie i udało mi się wygrać do testów wodę perfumowaną marki EvaFlor, a wszystko za pośrednictwem TrustedCosmetics.
Przyznam, że sama firma była mi zupełnie obca, więc nie do końca wiedziałam na co się nastawiać. Jak tylko dostałam paczuszkę, zaczęły się testy. A jaki jest ich wynik? Zapraszam do posta ;)


O marce słów kilka
Evaflorparis powstała w 1983 roku. Jej twórcą jest Albert Bonan . Założyciel ogarnięty pasją stworzenia nowoczesnej  i eleganckiej linii kosmetycznej dla kobiet i mężczyzn . Jesteśmy w ciągłym rozwoju. Pragniemy, aby nasi klienci odkrywali i zaprzyjaźnili się ze światem  urody i zapachów. Zadania stawiane sobie przez firmę Evaflorparis to zapewnienie swoim klientom dobrego produktu we właściwym czasie. Używając całego naszego doświadczenia, troszczymy się, aby nasi konsumenci na całym świecie byli w posiadaniu wyrobów zgodnych z najnowszymi rynkowymi trendami. Uważamy,  iż piękno to coś więcej niż prosta przyjemność jego odczuwania. Piękno jest prawdziwym stanem duszy i towarzyszy każdemu z nas. Z dnia na dzień wnosi swoje kolory i zapachy do naszej codzienności. Takie właśnie spostrzeganie piękna łączy cała ekipę Evaflorparis.
Zazwyczaj staram się napisać też kilka słów od siebie, ale w tym przypadku mam wrażenie, że wszystko, co powinniście wiedzieć znajdziecie na stronie producenta. Zachęcam do zapoznania się z tymi informacjami, szczególnie, że EvaFlor stworzyła przyjemny i ciekawy sposób uporządkowania wszystkich ważnych aspektów.

Od producenta
Perfumy, które podkreślą Twój osobisty, naturalny urok. Harmoniczny dobór słodkich i owocowych zapachów. Pozwól im by Cię uwiodły.
Pojemność: 100 ml
Termin ważności: 36 miesięcy od otwarcia
Kategoria: kwiatowo-owocowa


Opakowanie i nuty zapachowe
Perfumy przychodzą do nas w porządnym kartoniku, który chroni flakonik przed uszkodzeniami. Jest to standardowe pudełeczko, nic nadzwyczajnego, ale spełnia swoją rolę. Sama szata graficzna jest przyjemna dla oka, utrzymana w delikatnych, pastelowych barwach różu i srebra. Opakowania posiada również tłoczenia w kształcie serduszek. Jednak to, co przyciąga moją uwagę to napisy 'kocham Cię' w różnych językach :D Ale co dziwne, brakuje mi tam wersji angielskiej :D No i polskiej, ale tej się tam nie spodziewałam :D
A teraz do tego, co nas najbardziej interesuje. Wysoki, smukły flakonik z grubego, przezroczystego szkła. Prosty, zdobiony jedynie logo marki i nazwą zapachu. To, co kradnie całe przedstawienie (nie wiem czy w języku polskim funkcjonuje taki odpowiednik wyrażenia 'steal the show', ale tylko tu mi tutaj pasuje :D) to nakrętka. Wygląda przepięknie. To kwadratowy, pudrowo-różowy prezencik ze ślicznie przewiązaną srebrną wstążką. Oj, przyciąga wzrok. Wykonany jest z plastiku nie najwyższych lotów, ale póki go nie dotykamy to robi wrażenie. Z pewnością go sobie zostawię, nawet po zdenkowaniu zapachu, pięknie będzie się prezentował na zdjęciach ;) Jednak co ważne, spełnia swoją rolę i zdejmuje się bez większych problemów, ale jednocześnie nie spada sam z siebie. Możemy śmiało chwycić za nakrętkę bez obawy, że cała reszta znajdzie się nagle na podłodze.
Srebrny atomizer działa bez zarzutów, dozuje odpowiednią dawkę mgiełki, nie zacina się i nie przecieka.
Nuty głowy: mandarynka, pomarańcza, bergamotka
Nuty serca: jaśmin, pomarańcza Blossom, ylang-ylang, róża, tuberoza
Nuty bazy: nuty drzewne, wanilia, piżmo


Ale jak to pachnie?
Kiedy czytam nuty i wącham zapach prosto z buteleczki to od razu na myśl Coco Mademoiselle od Chanel. Czy na skórze również roztacza podobną aurę?

Pierwsze psiknięcie i już wiem, jak bardzo byłam w błędzie. Owszem, wyczuwam tutaj znajome nuty, ale z pewnością nie jest to panienka Coco. Początek to wykwintny pomarańczowo-bergamotkowy drink, z jednej strony osłodzony ylang-ylang, ale z drugiej z wytrawnym wykończeniem jaśminu i nut drzewnych. Całość jest bardzo dobrze zblendowana i chociaż potrafię wyodrębnić poszczególne akordy to razem tworzą kobiecą, elegancką kompozycję, acz z odrobiną dziewczęcej spontaniczności. W pierwszych minutach po aplikacji delikatnie drażni mnie duszny jaśmin. Niby nie jest tutaj killerem, ale ja za tym kwiatem nie przepadam, więc mój nos jest na niego wyczulony. Na szczęście, owocowo-drzewna całość dominuje.

Po chwili zapach zyskuje owocowy, nieco orzeźwiający, ale wciąż elegancki wydźwięk. Teraz już zupełnie przypominają mi J'adore Diora. Ale taką bardzo ładną wersję. Poza mniejszą ilością kwiecia (jaśminu, bo tuberozy przez całą żywotność perfum nie wyczułam) niewiele się zmienia. I przyznam, że zupełnie mi to nie przeszkadza, bo taka forma bardzo mi odpowiada. I tak trwa zapach do samego końca. Może nie mamy tutaj spektakularnego rozwinięcia, ale sama woń jest bardzo przyjemna, zwiewna, kobieca i idealna na co dzień, do pracy, na spotkania biznesowe, piątek, świątek i niedzielę, a także na lato, jesień, zimę czy wiosnę. 

Na koniec, kiedy zapach jest już bardzo delikatny i muszę, dosłownie, wcisnąć nos w nadgarstek, czuję nuty przypominające Coco Mademoiselle (a więc moje pierwsze skojarzenia nie były aż tak mylne). Dominują tutaj nuty drzewne z odrobiną wanilii i resztkami cytrusów.



Projekcja i trwałość
Och, jak żałuję, że tutaj nie mogę perfum pochwalić. Zazwyczaj bliskoskórność nie przeszkadza mi tak bardzo jak tutaj. Mam wrażenie, że są zbyt delikatne. Możliwe, że po prostu przywykłam do cięższych zapachów i te lepiej sprawdzą mi się w cieplejszej pogodzie. Niestety, trwałością również mnie zawiodły. Po trzech godzinach są ledwo wyczuwalne i już czuję potrzebę dopryskania. A ubolewam nad tym faktem tym bardziej, że sam zapach bardzo mi się podoba i chciałabym czuć je znacznie dłużej i intensywniej.

Czy polubiłam się z tym zapachem?
Z samym zapachem, na pewno! Jest piękny, kobiecy, elegancki, wykwintny, wyrafinowany, ale nie nazbyt surowy. Ma w sobie coś z dziewczęcej beztroski. Połączenie cytrusów i nut drzewnych bardzo mojemu zmysłowi powonienia pasuje i chyba muszę częściej dawać szansę takim kompozycjom.


Cena i dostępność
Stacjonarnie markę znajdziecie w punkcie sprzedaży w Lublinie, który podejrzewam, że jest siedzibą EvaFlor. Poza tym ich perfumy są dostępne w kilku drogeriach i perfumeriach internetowych oraz na profilu Allegro marki - klik, i tam ceny flakoników wahają się między 15 zł a 80 zł (Je T’aime Eau Supreme nie znalazłam, więc chyba jest aktualnie niedostępna).

Podsumowując...
Gdybym miała oceniać sam zapach to bez wahania przyznałabym tej kompozycji od EvaFlor 5, ale z racji tego, że muszę wziąć pod uwagę również inne aspekty to nota będzie nieco niższa. Niestety rozczarowały mnie swoją nikłą projekcją i kiepską trwałością. Butelka 100 ml pozwoli mi na bezkarne dopryskiwanie, ale wciąż mały niesmak pozostaje.
Moja ocena: 4-/5

Znacie markę EvaFlor? Mieliście jakieś perfumy od tego producenta? Jak się Wam sprawdziły? Zainteresowałam Was zapachem? Skusicie się na zakup czegoś z asortymentu firmy? A może uważacie, że nie znajdziecie tam niczego dla siebie?

~ wredna
Czytaj więcej