Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kupiłam wygrałam dostałam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kupiłam wygrałam dostałam. Pokaż wszystkie posty

CO NOWEGO W KOSMETYCZCE PISZCZY?
Same kosmetyczne smaczki w paczce od eZebra

48 komentarzy:
Myślę, że większość kosmetykomaniaków zrozumie mój stan - mam tyle produktów, że ciężko mi je upychać, a wykończenie ich zajmie mi wieki, ale wciąż mam ochotę testować nowe smaczki. Najbardziej ujawnia się moja obsesja w przypadku perfum (co już wiecie) i palet cieni. No i tak się składa, że obie te kategorie zostały uzupełnione nowościami. A wszystko było możliwe dzięki paczuszce od eZebra.pl Jednak w dzisiejszym haulu znajdzie się również coś, co chciałam przetestować od dłuższego czasu, ale jakoś nigdy nie zebrałam się w sobie, żeby ten kosmetyk zakupić.


O sklepie słów kilka
Wielkie marki w najniższych cenach w kraju. Bogata oferta kosmetyków do makijażu i pielęgnacji takich marek jak: Loreal, Maybelline, Sally Hansen, Astor, Nailtek, Max Factor, Bourjois.
Sklep internetowy eZebra.pl poznałam kilka lat temu. Urzekł mnie bogatym asortymentem i kosmetykami w przystępnych cenach. Pamiętam, że byłam wniebowzięta, kiedy dowiedziałam się, że siedziba drogerii znajduje się w Lublinie i to jakieś 15 minut spacerkiem od miejsca, w którym wtedy mieszkałam. Jak możecie się domyślić, byłam wtedy częstym gościem na Wojciechowskiej (wtedy tam właśnie znajdował się punkt odbioru osobistego).

Palety z serii I Love Chocolate to niezwykłej jakości mocno napigmentowane i niesamowicie trwałe cienie zamknięte w oryginalnym opakowaniu nawiązującym do tabliczki czekolady.
W palecie znajdują się cienie o zróżnicowanym wykończeniu - matowe, satynowe i z drobinkami. Dzięki ich gładkiej i aksamitnej konsystencji, ich aplikacja to sama przyjemność. Różnorodność kolorów i odcieni sprawia, że paleta może być wykorzystywana zarówno do makijażu dziennego, jak i wieczorowego.
Gramatura: 18x1,22 g (21,96 g)
Cena: 39,90 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Paletka, na którą miałam ochotę od pierwszego dnia, kiedy zobaczyłam ją w internecie. Lubię neutralne odcienie w makijażu, a szczególnie te idące w ciepłą, pomarańczową stronę, lub te z różowo-fioletową tonacją. W tej ujęły mnie właśnie te drugie. Użyłam jej na razie tylko kilka razy, ale już mogę powiedzieć, że zakochałam się w głębokim fiolecie, czyli Au Naturel. Poza tym cała kompozycja bardzo mi się podoba i już widzę, że można z niej stworzyć niezliczoną liczbę makijaży. Jedyne co mi przeszkadza to zapach. Niby jest trochę słodki, pralinowy, ale ma w sobie jakieś sztuczne, plastikowe nuty. Na szczęście, nie przeszkadza to w użytkowaniu.
No i oczywiście warto wspomnieć o samej oprawie - paleta cudnie prezentuje się na toaletce.
SKŁAD: Mica, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Talc, Magnesium Stearate, Paraffinum Liquidum, Ethylhexyl Palmitate, Polybutene, Silica, Polyethylene, Calcium Sodium Borosilicate, Dimethicone, Tin Oxide, Methylparaben, Propylparaben, [+,-: CI77891, CI77491, CI77492, CI77007, CI15850, CI16035].

Zestaw 15 profesjonalnych, mocno napigmentowanych cieni do powiek. Paleta zawiera idealnie dobrane do siebie odcienie, które pozwalają na stworzenie różnorodnych stylizacji. Delikatna konsystencja łatwo się rozprowadza i doskonale przylega do skóry. Przeznaczone są zarówno do użytku codziennego, jak również do tworzenia makijażu na specjalne okazje. Wysoka jakość sprawia, że kolory utrzymują się cały dzień.
Gramatura: 15x1,1 g (16,5 g)
Cena: 18,90 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Paletek z tej serii nie miałam jeszcze okazji próbować, dlatego właśnie się na nią zdecydowałam. Myślałam też nad Iconic Division (imitującą ABH Subculture), ale obawiałam się, że tamte odcienie będą na mojej ciepłej karnacji wyglądały zbyt szaro. Tak więc postawiłam na pewniaka, po którego bez wątpliwości będę sięgała. Velvet Rose to inspiracja słynną paletą ABH Soft Glam, w której się zakochałam, ale nigdy nie zdecydowałam się na kupno, bo jednak sporo cieni powtarza się z, już przeze mnie posiadanej Modern Renaissance. Jednak za każdym razem gdy widziałam ją w akcji żałowałam, że nie mam tych odcieni. Na szczęście, z pomocą przychodzi Makeup Revolution i Re-Loaded Velvet Rose ;) Na razie użyłam jej tylko raz, na siostrze, także nie mogę wiele o niej napisać. Ciekawa jestem czy rzeczywiście odbiega jakością od czekoladek. Zobaczymy ;)
SKŁAD: przeczytacie tutaj, był zbyt długi, żeby tutaj go wklejać.

Cień mineralny prasowany, wkład do palety magnetycznej.
Pigment w najczystszej postaci i formuła łącząca wzbogacone zostały witaminami dzięki czemu gwarantują maksymalną łatwość aplikacji, wytrzymałość i komfort. 
Gramatura: 3 g
Cena: 29 zł
Termin ważności: 6 miesięcy od otwarcia
Neve Cosmetics to marka zupełnie dla mnie nowa. Na cień zdecydowałam się ze względu na jego piękne wykończenie i kolor. Bardzo lubię fioletowe, opalizujące akcenty na powiece. Jeszcze go nie testowałam, ale zapowiada się ciekawie. Jednak pierwsze, co rzuca się w oczy to fakt, że jest ogromny! Dwa razy większy od standardowego wkładu do palety marki Kobo.
I od razu zaznaczę, że zdjęcia zupełnie nie oddają jego piękna. Przepraszam, robiłam wszystko co w mojej mocy, ale nic z tego nie wyszło. W rzeczywistości jest to liliowo-niebieski cień opalizujący na srebro, róż i błękit. No, cud, miód i orzeszki ;)
SKŁAD: Talc, Mica, Octyldodecyl Stearoyl Stearate, Magnesium Stearate, Cetearyl Ethylhexanoate, Caprylyl Glycol, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate. May Contain (+/-): Ci 77891 (Titanium Dioxide), Ci 15850 (Red 7 Lake), Ci 77007 (Ultramarines).


Beyonce Heat Wild Orchid to woda perfumowana dla kobiet, które kochają kwiatowe nuty. Świadczą o tym również starannie dobrane tropikalne składniki budzące skojarzenia z dalekimi krajami. Pozwól, by otuliła Cię orchidea, jeżyna lub kokos. Obudź w sobie prawdziwą zmysłowość.
Pojemność: 50 ml
Cena: 41,99 zł
Termin ważności: 36 miesięcy od otwarcia
Mój nowy, perfumowy nabytek. Uparcie szukam idealnego, kokosowego zapachu. Ten to wciąż nie do końca to, ale już blisko :D Pierwszy test odbył się w poniedziałek. Początek jest mocny, owszem kokosowy, ale bardziej w stylu koktajlu. Pachnie jak piña colada, dosłownie. Wolałabym, żeby jednak były trochę bardziej pudrowe (bo tak określają je osoby, których recenzje czytałam). Po chwili bardzo przypominają mi woń olejku do ciała Inecto, który kiedyś recenzowałam (tutaj). Na początku myślałam, że najprawdopodobniej je komuś podaruję, ale wtedy stało się coś niesamowitego. Pierwszy raz zdarzyło mi się, aby ktoś obcy skomplementował moje perfumy <3 Tak miło mi się z tego powodu zrobiło, że z pewnością dam im drugą, trzecią i kolejną szansę ;)
Nuty głowy: owoc granatu, kokos, jeżyny
Nuty serca: magnolia, orchidea, wiciokrzew
Nuty podstawy: piżmo, bursztyn

Krem do rąk Max Repair stworzony na bazie naturalnych składników aktywnych specjalnie dobranych do potrzeb wymagającej skóry dłoni. Bogata, przyjemna, ale nietłusta formuła o lekkim pudrowym zapachu długotrwale zregeneruje Twoje dłonie, dogłębnie je nawilży i pozostawi je aksamitnie gładkie w dotyku.
Szybko się wchłania. Sprawdza się w każdej sytuacji.
Pojemność: 100 ml
Cena: 7,99 zł
Termin ważności: 6 miesięcy od otwarcia
To jest właśnie ten kosmetyk, o którym pisałam na początku (ten, który chciałam przetestować, ale nigdy nie było mi po drodze go kupić). Od długiego czasu szukam idealnego kremu do rąk. Wciąż bez powodzenia. A z racji tego, że pielęgnacja dłoni jest niezmiernie ważna, szczególnie zimą to zdecydowałam się w końcu przetestować produkt od Evree, o którym czytałam same dobre opinie, i który wielokrotnie polecała mi koleżanka. Mam nadzieję, że będzie to kres moich poszukiwań. Zobaczymy, na razie czeka na swoją kolej, bo najpierw muszę zdenkować już otwarty.
SKŁAD: Aqua, Caprylic/Capric Tri-Glyceride, Urea, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth20, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Glyceryl Stearate, Aluminum Starch Octenylsucci-Nate, Cera Alba, Butyrospermum Parkii Butter, Persea Gratissima Oil, Glycine Soja Oil Unsaponifiables, Glycine Soja Sterol, Hexyl Laurate, Sodium Acrylate / Acryloyldimethyltaurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Argania Spinosa Kernel Extract, Panthenol, Allatoin, Dimethicone, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid(Vitamin C), Citric Acid, Xanthan Gum, Disodium EDTA, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Parfum (Fragrance).

Znacie drogerię internetową eZebra? Co o niej myślicie? Jak podobają Wam się produkty, które wybrałam? Jaką recenzję chcecie zobaczyć w pierwszej kolejności? A może sami je posiadacie? Jak się Wam sprawdzają? Planujecie jakieś kosmetyczne zakupy w najbliższym czasie?

~ wredna
Czytaj więcej

O TYM JAK NIEWIELE TRZEBA, ŻEBY MNIE USZCZĘŚLIWIĆ
Skromne nowości, które bardzo mnie cieszą

52 komentarze:
Dzisiejszy post jest publikacją spontaniczną. Planowany był inny wpis, ale muszę go odłożyć do środy. Mam jednak nadzieję, że taka mała zmiana nie będzie Wam przeszkadzała.
Już od wtorku myślałam gdzie by pewną rzecz wcisnąć, żeby się nią pochwalić :D Pojawi się też jej recenzja, ale do tego trzeba testów, a ja nie mogłam się doczekać, żeby się z Wami moim nowym cackiem podzielić. Tak się złożyło, że dotarła do mnie również paczuszka od Cosmepick i Inecto, choć z nią wiąże się jeszcze jedna, długa historia, ale to na inny raz; więc postanowiłam przygotować wpis o nowościach, jakie zawitały w mojej kosmetyczce.


Inecto Naturals Very Smoothing Coconut, kokosowy olejek do ciała
Podaruj swojej suchej skórze codzienne nawilżenie. Olejek do ciała wzbogacony czystym organicznym olejkiem kokosowym (ang. Pure Organic Coconut Oil) oraz witaminą E, z łatwością wchłonie się w twoją skórę zapewniając jej jeszcze lepszy wygląd, gładkość i zapach.
Pojemność: 200 ml
Cena: 20 zł
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia
Nie wiem czy wiecie, ale uwielbiam wszystko co kokosowe. Dlatego nie powinien dziwić Was taki kosmetyk w moich zbiorach ;) Mam suchą skórę i ciężko mi ją czymkolwiek nawilżyć. Dodatkowo, forma olejku w sprayu wydaje się być bardzo praktyczna. Często używam podobnego produktu z Avon, jednak on nie daje mi odpowiedniego nawilżenia. Całkiem spore nadzieje pokładam w tym produkcie, choć przyznam szczerze, że na chwilę obecną, zapach troszkę mnie drażni, ale o tym innym razem, przy recenzji tego produktu ;)
INGREDIENTS: Paraffinum Liquidum, Isopropyl Palmitate, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Tocopheryl Acetate, Parfum.


Cosmepick Perfect Body, nawilżające masło do ciała - marakuja
Masło o egzotycznym zapachu marakui poprawia elastyczność skóry, chroni ją i nawilża. Reguluje także wydzielanie sebum, a dodatkowo spowalnia procesy starzenia się skóry. Witamina K zawarta w oleju z makarui wspaniale działa na skórę naczynkową, trądzik różowaty oraz wszelkiego rodzaju zaczerwienienia. Produkt świetnie sprawdza się także w masażu sportowym ze względu na swoje właściwości przeciwzapalne, jak również łagodzące obrzęki oraz bóle mięśni.
Pojemność: 200 ml
Cena: 16 zł
Termin ważności: 6 miesięcy od otwarcia (lub marzec 2022)
Kolejny kosmetyk, który ma za zadanie nawilżyć moją skórę. Zakup dwóch daje mi podwójną szansę na to, że któryś będzie mi odpowiadał. Jeżeli chodzi o samą formę kosmetyku to masła są, zaraz po olejkach, moją ulubioną konsystencją. Uwielbiam zbite, treściwe produkty. Dodatkowo, bardzo intryguje mnie ten zapach. Wiecie, że jestem maniaczką różnego rodzaju woni, więc ładnie perfumowane produkty już na wstępie dostają u mnie plusa ;)
INGREDIENTS: Aqua, Theobroma Cacao Seed Butter, Butyrospermum Parkii Butter, Isopropyl Myristate, Caprylic/Capric Triglyceride, Dimethicone, Glycerin, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Hydrogenated Micrycrystalline Wax, Vitis Vinifera Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Trehalose, Passidlora Edulis Seed Oil, Xanthan Gum, Chondrus Crispus Powder, Inulin Lauryl Carbamate, Benzophenone-4, Parfum, Phenuxyethanol, DMDM Hydantoin, Methylparaben, Triethanolamine, Propylparaben, Disodium EDTA, CI19140, CI14700.

Cosmepick Perfect Body, odżywczo-regenerujące masło do ciała - wanilia
Aksamitny krem do ciała o zapachu kuszącej wanilii. Pieści ciało aksamitną konsystencją, koi zmysły ciepłymi nutami kuszącej wanilii. Skutecznie regeneruje i intensywnie odżywia. Chroni skórę przed utratą wilgoci, natychmiast likwiduje uczucie ściągnięcia i przesuszenia. Ciało staje się cudownie miękkie, komfortowo nawilżone i naturalnie zmysłowe. Słodki, otulający aromat relaksuje zmysły, odpręża i poprawia nastrój. Idealny do skóry suchej i normalnej.
Pojemność: 200 ml
Cena: 16 zł
Termin ważności: 6 miesięcy od otwarcia (lub wrzesień 2019)
Ten, i kolejny kosmetyk, były dla mnie niespodzianką. Regeneracji skóry nie potrzebuję, ale odżywienie zawsze się przyda. Z chęcią przetestuję i to masło, jednak wszystko po kolei ;) Nie będę otwierała obu, bo mają bardzo krótki termin ważności. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że muszę również przetestować olejek do ciała ;) Oj, będę miała co próbować ;)
INGREDIENTS: Aqua, Theobroma Cacao Seed Butter, Butyrospermum Parkii Butter, Isopropyl Myristate, Caprylic/Capric Triglyceride, Vitis Vinifera Seed Oil, Dimethicone, Glycerin, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Hydrogenated Micrycrystalline Wax, Cetearyl Alcohol, Trehalose, Propylene Glycol, Xanthan Gum, Chondrus Crispus Powder, Inulin Lauryl Carbamate, Benzophenone-4, Vanilla Planifolia Fruit Extract, Parfum, Coumarin, Phenoxyethanol, DMDM Hydantoin, Methylparaben, Triethanolamine, Propylparaben, Disodium EDTA, CI19140, CI14700, CI17200.


Cosmepick Slim Body, wyszczuplający peeling do ciała - grejpfrut i imbir
Peeling o właściwościach złuszczających i wygładzających, zawiera naturalne kryształki cukru, które usuwając martwe komórki naskórka idealnie wygładzają powierzchnię skóry i niwelują wszelkie niedoskonałości. Peeling regulując mikrokrążenie, ujędrnia i odmładza skórę, a energetyzujący zapach grapefruita relaksuje i poprawia nastrój na cały dzień.
Pojemność: 200 ml
Cena: 17 zł
Termin ważności: 6 miesięcy od otwarcia (lub luty 2021)
Od razu powiem, że wyszczuplenia u siebie nie zaobserwuję, bo nie ćwiczę ;) A wiadomo, że sam peeling tkanki tłuszczowej za nas nie spali :D Jednak z chęcią przetestuję go jako tradycyjny zdzierak. Akurat obecnie nie mam żadnego typowego peelingu ;) Dodatkowo zachęca mnie zapach ;) Choć za imbirem nie przepadam to soczysty grejpfrut ratuje tutaj całą sytuację ;) To będzie kosmetyk idealny na lato ;)
INGREDIENTS: Sucrose, Paraffinum Liquidum, Silica, Vitis Vinifera Seed Oil, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Citrus Paradisi Seed Extract, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Hydrogenated Microcrystalline Wax, Glycine Soja Oil, Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Helianthus Annus Seed Oil, PEG-9, Zingiber Officinale Root Extract, Tocopherol, Ascorbic Acid, Citric Acid, Combretum Farinosum Flower Nectar, Caprylic/Capric Triglyceride, Ascorbyl Palmitate, Alcohol, Phenoxyethanol, DMDM Hydanation, Limonene, Methylparaben, Linalool, Propylparaben, Parfum, CI47000, CI26100.


MUR I <3 Makeup London Chocolate Orange, paleta cieni
Orange Chocolate to niezwykłej jakości paleta 16 cieni do powiek w bardzo oryginalnym opakowaniu nawiązującym do tabliczki czekolady.Cienie są mocno napigmentowane i niezwykle trwałe a ich aplikacja jest bardzo przyjemna.Cienie są niezwykle gładkiej i aksamitnej konsystencji a ich aplikacja to sama przyjemność. Są trwałe, nie rolują się i nie osypują.Spakowane w przepiękną kasetkę w kształcie czekolady z dużym lusterkiem w środku i aplikatorem do nakładania cieni.
Gramatura: 14x1,22 g + 2x2,44 g (21,96 g netto)
Cena: 39,98 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
No i wisienka na torcie ;) To jest właśnie kosmetyk, o którym wspomniałam we wstępie posta. Pierwsza w mojej kolekcji czekoladka od Makeup Revolution <3 Dostałam ją od siostry na urodziny i pokochałam od pierwszego wejrzenia. Nie dość, że przepięknie pachnie to jeszcze wygląda cudnie i skrywa śliczne cienie. Prawdopodobnie nie każdemu przypadnie do gustu jej pomarańczowo-ruda kolorystyka, ale ja się w niej zakochałam. Uważam, że jest alternatywą dla Caramel Melange od Zoevy, do której kiedyś wzdychałam. Powiem szczerze, że ciężko mi słowami wyrazić radość, jaką mi to maleństwo sprawiło ;) Aż mam ochotę codziennie wykonywać pełny makijaż oka, tylko po to, żeby sięgnąć po tę czekoladkę ;) A praca z nią to czysta przyjemność ;) Coś czuję, że powiększę swoją rodzinkę paletek o kilka nowych z serii Chocolate ;)
INGREDIENTS: Mica, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Talc, Magnesium Stearate, Paraffinum Liquidum, Ethylhexyl Palmitate, Polybutene, Kaolin, Silica, Polyethylene, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-1, Dimethicone, Methylparaben, Propylparaben, Parfum May Contain (+/-) CI 77891, CI 77491, CI77492, CI 77499, CI 77007, CI 15850, CI 15985.


Co sądzicie o moich nowościach? Znacie? Lubicie? Uważacie za buble? Co Was zaciekawiło? Jaką recenzję chcielibyście zobaczyć najpierw? Jak podoba Wam się paleta Chocolate Orange? Jakie inne z tej serii polecacie kupić? A co nowego pojawiło się w Waszych kosmetyczkach?

~ wredna
Czytaj więcej

CO NOWEGO W KOSMETYCZCE?
Czyli promocyjne zakupy w Rossmann, ale nie tylko!

48 komentarzy:
Zanim przejdę do dzisiejszego posta chciałabym Was przeprosić, i trochę się wytłumaczyć, za to, że w niedzielę nie pojawił się wpis. Ostatnio jestem tak zabiegana, że ciężko mi znaleźć chwilę, żeby usiąść i spokojnie poczytać książkę... Dodatkowo w sobotę miałam wesele u brata ciotecznego :D Także mam nadzieję, że zrozumiecie i wybaczycie mi to zaniedbanie ;)
A dziś mam dla Was coś, czym bardzo chcę się podzielić ;) Może będzie to wyglądało jak chwalenie się, ale co tam :D
No dobrze, muszę trochę się uspokoić i przejść do sedna, bo zaczynam się rozwodzić na nie te tematy, co trzeba ;) A więc, jak już wiecie z tytułu, dzisiaj przychodzę z porcją nowości kosmetycznych w moim zbiorach. Pojawiło się tego całkiem sporo (jak na mnie), a szykuje się jeszcze kilka nowinek. Ale wszystko w swoim czasie ;) A teraz będzie mini-haul z promocji -55% w Rossmannie, ale większość będzie spoza tej kategorii ;) I jedna moja perełeczka <3


No to zacznę może od tego co jeszcze niedawno było najbardziej na czasie, czyli od promocji w sieci Rossmann. W drogerii byłam dwa razy, ale dzięki temu udało mi się kupić wszystko to, co sobie zaplanowałam. Od razu powiem, że nie zamierzałam szaleć, a dlaczego dowiecie się na końcu posta ;)

Maybelline, Lash Sensational Intense Black
Pomyślałam, że taka duża obniżka cen jest świetną okazją do testowania nowości, szczególnie tych, których w regularnej cenie bym nie kupiła. I tak właśnie skusiłam się na tę maskarę. Czytałam sporo dobrych opinii na jej temat, a że moje naturalne rzęski są bardzo liche to wciąż szukam ideału. Czy ten kosmetyk spełnił moje oczekiwania? Absolutnie nie. Zupełnie nie nadaje się do moich króciutkich, jaśniutkich, prostych i rzadkich rzęs. Jedyne co robi to nadaje intensywny czarny kolor. A ja jednak potrzebuję wydłużenie, podkręcenia i pogrubienia... I stąd też moja druga wizyta w Rossmannie - musiałam kupić inny, tym razem już sprawdzony tusz :D

Eveline, Volumix Fiberlast Mascara
Uwielbiam tusze do rzęs tej marki. Są tanie, mają genialne szczoteczki i świetnie się u mnie sprawdzają. Ten i podobny, w srebrnym opakowaniu, to moi ulubieńcy. Choć przyznam, że przetestowałam ich sporo i żaden nie zawiódł moich oczekiwań, a przynajmniej nie tak, jak pan powyżej.


Eveline, Art Scenic Concealer
Kiedyś go używałam. Ma średnie krycie i ładnie rozświetla okolicę pod oczami. Niestety, ze względu na moje ogromne sińce pod oczami (z którymi nawet Lasting Perfection z Collection 2000 nie radzi sobie do końca) musiałam z niego zrezygnować i poszukać czegoś mocniejszego. Ale bardzo przypadł do gustu mojej siostrze. Dlatego też wrzuciłam go do koszyka. Akurat kończy jej się obecna sztuka ;)

Bell Hypoallergenic, Mat Liquid Lipstick
Kolejny produkt dla siostry. Chciałam tę pomadkę zakupić przy pierwszej wizycie w Rossmannie, ale niestety kolorek nr 1 był wykupiony. Na szczęście przy drugiej, szafy były już znacznie lepiej zaopatrzone. Kosmetyk sprawdza jej się bardzo dobrze. Kolor idealnie pasuje do jej urody, ładnie wygląda i bardzo długo się utrzymuje ;)


I to by było na tyle, jeśli chodzi o promocję w Rossmannie. Jak mówiłam, nie ma tego dużo ;) (Nie)stety nie mogłam sobie pozwolić na szaleństwa, bo kilka dni przed rozpoczęciem tych przecen szarpnęłam się na coś kosztownego ;) Ale o tym później :D

Kobo, Brightener Matt Powder
Szukałam jakiegoś pudru bananowego, niestety żaden, który mnie interesował nie był dostępny. Kiedy tak przeglądałam asortyment Kobo zobaczyłam ten puder i przypomniało mi się, że słyszałam dobre opinie na jego temat ;) Tak więc trafił do koszyka. Jeszcze go dobrze nie wypróbowałam, więc nie powiem zbyt wiele ;)

Kobo, Mono Matte Eyeshadow
O tych cieniach też sporo dobrego słyszałam. A, że potrzebowałam (czytaj miałam ochotę na coś nowego) czegoś, co sprawdzi się w załamaniu powieki, to się skusiłam. Kolorek (Pale Peach) jest przepiękny, bardzo dobrze się z tym kosmetykiem pracuje - ładnie się rozciera, nie traci przy tym na intensywności, bez problemu można osiągnąć nim zamierzony efekt. Troszeczkę gorzej jest z trwałością, ale na co dzień (i krótsze wyjścia) sprawdzi się idealnie.


Golden Rose, Matte Lipstick Crayon
Produkt jest już tak kultowy, tak osławiony w blogosferze i na YT, że aż wstyd się przyznać, że dopiero teraz po niego sięgnęłam. Wybrałam kolor 18, który miał być delikatnie ciemniejszym nudziakiem (przynajmniej przy mojej bladej cerze). U mnie, jednak, wybijają się delikatne czerwone tony. Zupełnie mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, bardzo dobrze czuję się w tym kolorze ;) Rozumiem też zachwyty nad tym kosmetykiem. Ta konsystencja, ten komfort noszenia, to wykończenie, no i ta trwałość <3 Z pewnością skuszę się na inne odcienie.

Stila, Stay All Day Liquid Lipstick
Miniaturka. Dostałam ją w gratisie, kiedy kupowałam perfumy (o tym niżej). Kolor zupełnie nie mój, więc komuś ją po prostu podaruję ;)


FM by Federico Mahora, nr 317
Zamiennik Gucci Guilty. Szukałam czegoś, co będzie podobne do City Rush z Avonu, które zostały wycofane. Na pewnym forum doczytałam się, że te od Gucci trochę je przypominają. Ale z racji tego, że nie jest to moja półka cenowa, postanowiłam wypróbować zamiennik. I padło na ten od FM Group. Zapach rzeczywiście przypadł mi do gustu, choć na początku nie byłam do niego przekonana. Ich trwałość jest raczej średnia, ale za tę cenę nie ma co oczekiwać cudów ;)


Inglot, Eye Shadow Keeper
Zakupiłam z myślą o weselu brata. Miała bardzo dobrze sprawdzić się na tłustych powiekach. Moje są bardzo problematyczne. Czy się sprawdziła? Nie jestem do końca pewna. Muszę ją jeszcze spróbować, bo po 7 godzinach ww. cień z Kobo zebrał mi się w załamaniach. Ale może to być po prostu wina samego cienia, bo pozostała część makijażu oka wykonana kosmetykami Glam Shadows i Zoevą była nietknięta do samego końca (aż do zmycia).


I na koniec zostawiłam sobie wisienkę na torcie! Ale, żeby troszkę przetrzymać Was jeszcze w niepewności to pozwolę sobie wtrącić dwa słowa :D Jeżeli zainteresował Was któryś z kosmetyków i chcielibyście zobaczyć jego pełną recenzję to, śmiało, piszcie w komentarza, a chętnie ją dla Was nakreślę ;) A tymczasem.... werble poproszę...

Anastasia Beverly Hills, Modern Renaissance
Tak! Jest moja <3 Długo zastanawiałam się nad jej zakupem, bo mało to ona nie kosztuje... Ale te kolory, te opinie na jej temat <3 No, nie wybaczyłabym sobie, gdybym jej nie miała :D Jest jeszcze nowa, świeżutka niedotykana. Jej recenzja na pewno pojawi się na blogu, ale pewnie będziecie musieli troszkę na nią poczekać, bo chcę ją dobrze przetestować ;) A teraz podziwiajmy razem <3


Co myślicie o moich zakupach? Znacie te produkty? Jak się Wam sprawdzają? A może polecicie mi jakiś tusz, który sprawdzi się na moich lichych rzęsach? Wam co udało się upolować na promocjach w Rossmannie? Macie paletkę ABH? Co i niej sądzicie?

~ wredna
Czytaj więcej

ZAMÓWIENIE Z DRESSLILY
Czy warto zainteresować się akcesoriami?

53 komentarze:
Na wstępie chciałam Was przeprosić za to, że dzisiejszy post będzie krótki i nie do końca taki, jaki bym sobie życzyła... I znowu będę się usprawiedliwiała, ale mam wrażenie, że muszę napisać tych kilka słów wstępu. Ostatni tydzień był szalony. Jakoś brakowało mi doby na zrobienie wszystkiego, co zaplanowałam... W najbliższym okresie nie zapowiada się, żeby miało się coś uspokoić, wręcz przeciwnie... Szykuje mi się więcej obowiązków... Ale teraz mam nauczkę, będę próbowała lepiej zorganizować sobie czas, żeby mieć tę odpowiednią chwilę na przygotowanie dla Was konkretnego posta.
A co do dzisiejszego posta - pokażę Wam po prostu co zamówiłam na DressLily. Napiszę też troszkę na temat tego, czy warto na chińskich stronkach zamawiać biżuterię i akcesoria. A trochę takich dodatków w swojej kolekcji mam, więc zdanie sobie o takich ozdóbkach wyrobiłam ;) Także, zapraszam do lektury ;)


Zazwyczaj zamawiam je właśnie na chińskich stronkach. Najczęściej decyduję się na Aliexpress, jednak uważam, że inne strony tego typu również oferują całkiem przyzwoite rzęsy. Jest to też najlepszy punkt tego zamówienia, element, z którego jestem najbardziej zadowolona i nie mogę się już doczekać, kiedy będę mogła je przykleić ;) Wyglądają bardzo naturalnie, ale przy moim małym oku będą dawały ciekawy, intensywny efekt. Włoski są mięciutkie, a pasek przezroczysty i subtelny ;) Dodatkowo w zestawie dostajemy tubeczkę kleju, którego raczej nie będę próbowała, bo mam swój ukochany z Ardell, ale zawsze to jakaś opcja ;)


Kolejna już w mojej kolekcji :D Wszystkie zamawiałam mniej-więcej w tym samym czasie, dlatego jest ich aż tak dużo ;) Raczej już się na te z Popfeel nie skuszę, bo z żadną nie trafiłam z kolorem... I tutaj jest tak samo.


Z tej jestem bardzo zadowolona. Obawiałam się, że taka regulacja nie będzie dla mnie wystarczająca, i że bransoletka będzie na mnie najzwyczajniej za szeroka. Zazwyczaj tak się zdarza, bo nadgarstki mam bardzo szczuplutkie. Na szczęście, okazało się, że jest jak na mnie wykonana ;) Pasuje idealnie i ładnie się prezentuje ;) Ogólnie jestem fanką delikatnej biżuterii, jednak na wesele brata potrzebuję czegoś bardziej wyraźnego i myślę, że ta sprawdzi się w sam raz ;) Dodatkowo motyw litery V nawiąże do naszyjnika, który na tę okazję zamierzam założyć. Może kolor będzie się delikatnie różnił, bo kolię mam w kolorze czystego złota, natomiast bransoletka ma odcień Rose Gold, ale myślę, że nie będzie się to razem wykluczało ;)


Te również zamówiłam z myślą o weselu. Chciałam coś co będzie delikatne, ale równocześnie troszkę bardziej "odważne" niż zwykłe wkręty. I tu zawiodłam się niesamowicie. Może w opakowaniu wyglądają ładnie, ale na moim uchu już niekoniecznie. Poza tym są bardzo niewygodne i wręcz powodują ból. Nie założyłabym ich nawet na kilka godzin, a co mówić dopiero o całodniowej imprezie. Dodatkowo, już na wstępie się do nich zraziłam, bo jeden kolczyk przyszedł uszkodzony - jeden z "diamencików" odpadł od całej konstrukcji. Może dałoby się to przykleić, ale nie ma sensu... Od razu poszły do kosza.


Kolejna rzecz, która bardzo przypadła mi do gustu. Szukałam delikatnego, złotego chokera i trafiłam na ten zestawik. Bo czemu mam zamawiać jeden naszyjnik, skoro mogę mieć dwa? ;) Bardzo lubię nosić każdy z nich osobno, ale również oba jednocześnie. Są regulowane, więc spokojnie można dostosować ich długość do własnych potrzeb ;) Jedyny ich minus to to, że szybko się ścierają. Po jakimś czasie ich kolor traci na blasku i staje się bardziej rudawo-rdzawy niż złoty. Ale za cenę, jaką za naszyjniki należy zapłacić, jestem im to w stanie wybaczyć ;) Ach, no i serduszko bywa problematyczne, bo lubi się obracać... Mimo tego, bardzo często sięgam po te dodatki, bo tak się składa, że pasują niemalże do wszystkiego ;)


Co sądzicie o tym zamówieniu? Może posiadacie którąś z rzeczy? Jak się u Was sprawdza? Zamawiacie dodatki na chińskich stronkach? Czy jednak wolicie zapłacić więcej i kupić coś stacjonarnie? A jak z rzęsami? Pokusilibyście się na taką parę ze sklepu typu DressLily?

~ wredna
Czytaj więcej

KUPIŁAM, WYGRAŁAM, DOSTAŁAM #6
Czyli spore, kosmetyczne zamówienie z Rosegal

62 komentarze:
Jakiś czas temu przeglądając sklep internetowy Rosegal wpadłam na paletę, która do złudzenia przypominała słynną Huda Beauty Rose Gold. Oczywiście wrzuciłam ją do koszyka i stwierdziłam, że skoro już zaczęłam robić kosmetyczne zamówienie to czemu tego nie kontynuować i nie zamówić jedynie kosmetyków ;) A dokładniej, ostatecznie skusiłam się na samą kolorówkę.
Większość produktów już jest w moim posiadaniu, więc postanowiłam podzielić się z Wami moimi łupami. Jeżeli coś Was zainteresuje to chętnie przygotuję dla Was pełną recenzję. A jeżeli coś wpadło Wam w oko to wszystkie linki postaram się podać poniżej, możecie też próbować znaleźć coś na promocji Rosegal summer 2017 Promotion.


Jak widzicie nie jest to jakieś ogromne zamówienie, ale nie mogę też na ilość produktów narzekać. Nadal czekam jeszcze na dwa lakiery hybrydowe. Oczywiście na pierwszy plan, wysuwa się paleta 18 cieni. I czy one Wam czegoś nie przypominają? :D Poza tym mamy tutaj jeszcze paletkę 9 cieni, dwa lakiery do paznokci, pomada do brwi, konturówki i mnóstwo pomadek do ust.



I może od tej pięknej palety zacznijmy. Nie ma się co oszukiwać, jest ona "delikatnie" wzorowana na cudeńku od Huda Beauty. Układ samych cieni stanowi jakby odbicie lustrzane oryginału i kilka kwadracików się różni. No, ale nie powiecie mi, że nie widzicie podobieństwa :D
Oczywiście nie spodziewałam się podobnej jakości, byłam jej po prostu ciekawa. I kosmetyk sam w sobie jest całkiem przyjemny ;) Metaliczne cienie mają świetną pigmentację, maty troszkę gorszą, ale i tak produkt ten bardzo lubię i uwielbiam z nią pracować. 
I tutaj zastanawiam się czy nie napisać szczegółowej recenzji. Chcielibyście takową zobaczyć?
PS przepraszam, że swatche nie są po kolei, ale zabrakło mi ręki :D


Zacznę od tego, że paletka przyszła do mnie luzem... Zupełnie niezabezpieczona... No i są tego efekty. Jeden cień był mocno potrzaskany i wymazał całą paletę... Jakoś udało mi się to wszystko odratować i sytuację opanować ;) Jednak i tak raczej paletka pójdzie w świat, bo jakością nie powala, a takich delikatnych kolorków mam już w swojej kolekcji całkiem sporo.
Jednak muszę przyznać, że byłam zaskoczona jakością samego opakowania - jest zamykane na magnes! Tego się nie spodziewałam ;)
I to chyba tyle z plusów, bo jeszcze jedna rzecz, która mnie denerwuje to to, że dziwnie pachnie... Jakby trochę miętą, jak jakaś maść rozgrzewająca :D Nie jestem z tych wrażliwych na zapachy w kosmetykach kolorowych, a jednak tutaj jakoś nie mogę o tym nie wspomnieć.
Ogólnie kolorki są całkiem ładne, pigmentacja średnia, nie ma tragedii, ale i zbytnich zachwytów. Może dla początkujących, którzy nie mają jeszcze dużej kolekcji cieni.


Uwielbiam matowe pomadki w płynie, więc po prostu musiałam skusić się na taki zestawik. Bardzo ładnie to wygląda :) Same pomadki są w porządku, delikatnie się kleją (nawet po wyschnięciu), i z pewnością czuć je na ustach. Ale są bardzo trwałe i pięknie wyglądają na ustach. Najjaśniejszą najtrudniej jest zaaplikować, bo lubi robić smugi. Jedną sztukę na pewno sobie zostawię, do reszty nie mogę się przekonać, jakoś niekorzystnie wypadają na moich ciemnych ustach.



Jestem ogromną fanką konturówek. W mojej kolekcji znajduje się znacznie więcej "ołówków" niż standardowych pomadek czy błyszczyków (tych ostatnich to nie mam prawie wcale :D). Do tego zestawu byłam sceptycznie nastawiona. Stwierdziłam, że będą to typowe chińskie, twarde jak kamień, kredki. Czy się myliłam? Po części. Niektóre są znośnie, inne dosyć twarde. Ale tragedii nie ma. U mnie zostało tylko kilka sztuk, reszta poszła w świat. Choć, coś czuję, że i ta kolekcja się pomniejszy, bo mam wrażenie, że niektóre kolorki wyglądają identycznie ;)


I znów sytuacja jak z pomadkami wyżej. Byłam ciekawa. Tutaj nie zostawię sobie chyba żadnej. Nie moje kolorki. Zupełnie nie pasują do mojej urody. I mimo tego, że w nazwie mają "Matte" to takie do końca matowe nie są. To najzwyczajniejsze, tradycyjne pomadki. Na szczęście, moja mama takie lubi, więc się nie zmarnują ;)

Tak, kolejne pomadki w płynie ;) Nazamawiałam kosmetyków do ust, a tak na co dzień to rzadko je maluję :D Ale chciałam wypróbować ;) Niestety również żadna nie przypadła mi do gustu. Na moich ciemnych ustach, i przy mojej ciepłej, acz bladej, karnacji mało jako kosmetyk wygląda dobrze. Ale spokojnie, też nic się nie zmarnuje ;) Jedna już poleciała do mojej siostry ;) A same pomadki miały niby imitować te z LimeCrime, przynajmniej na to wskazują ich nazwy. Wydaje mi się jednak, że do pierwowzorów im daleko (szczególnie jeżeli o odcienie chodzi).


A miało być tak pięknie ;( W pomadach do brwi się zakochałam, ale jeszcze nie udało mi się dobrać do nich odcienie, z którego byłabym w 100% zadowolona. Myślałam, że może ten (chyba tylko z nazwy) Ash Brown okaże się strzałem w dziesiątkę. Nie. Tego produktu mogłabym chyba używać jako eyelinera... Przecież on jest czarny jak smoła! Może pod spodem coś tam z tego popielatego brązu będzie, ale przyznam szczerze, że boję się spróbować ;(
Niemniej jednak, na pochwałę zasługuje szata graficzna i fakt, że w zestawie dostajemy pędzelek.


Hah, przyznam się Wam, że dopiero zobaczyłam, że jest to lakier One Step :D Stosowałam go normalnie, jak zwykłą hybrydę. Co tu dużo mówić? Moja kolekcja się powiększa, co niezmiernie mnie cieszy ;) Każda nowa buteleczka jest u mnie mile widziana. A te dwa kolorki są obłędne! A jakością nie odbiegają od droższych, ba niektóre nawet biją na głowę ;) Z pewnością zaopatrzę się w inne odcienie ;)


Co sądzicie o moim zamówieniu? Może macie któryś z kosmetyków? Jaka jest Wasza opinia na ich temat? A może ktoś z Was posiada paletę Huda Beauty? Czyż ta nie jest podobna? Coś wpadło Wam w oko? Którego z tych produktów chcielibyście zobaczyć recenzję?

~ wredna
Czytaj więcej

KUPIŁAM, WYGRAŁAM, DOSTAŁAM #5
Kilka nowości i jeden stały bywalec

76 komentarzy:
Ostatnio w mojej kosmetyczce pojawiło się kilka nowości, więc stwierdziłam, że warto napisać kolejny post z haulem. Dziś będzie jeden stały bywalec, kilka zupełnie dla mnie nowych kosmetyków i kilka, o których dziś jedynie wspomnę, a na blogu będą miały jeszcze swoje pięć minut. Mam nadzieję, że Was nie zanudzę i może któreś z prezentowanych przeze mnie produktów wpadną Wam w oko, albo podzielicie się ze mną swoją opinią na temat tych, których jeszcze nie miałam okazji wypróbować ;)


Revlon, Colorstay
Kultowy produkt, którego w mojej kosmetyczce jeszcze nie było. Zawsze go omijałam z powodu jego mocnego krycia. Zazwyczaj sięgam po lżejsze podkłady. Jednak teraz, gdy do stosowania na co dzień odkryłam minerały, a zbliżają mi się dwa wesela, postanowiłam go przetestować. Jeszcze nie miał swoich pięciu minut ;) Ale na pewno na blogu pojawi się recenzja. Wybrałam kolor 150 Buff, wersję dla cery tłustej i mieszanej. Trochę się obawiam, że będzie zbyt matujący, ale ten sam odcień dla cery normalnej i suchej ma odcień, który mi nie odpowiada. Najwyżej zmieszam go odrobinę z True Match ;)


Ardell, Lash Grip
Pierwszy w mojej kolekcji klej do rzęs ;) Jak się możecie domyślić, sztucznych jeszcze nigdy nie nosiłam. Ale zamierzam na wspomnianym wcześniej weselu je wypróbować ;) Oczywiście, wcześniej jeszcze kilka razy spróbuję zaaplikować rzęski, bo wiadomo, że trzeba nabrać trochę wprawy ;) Myślę, że i jego recenzja mogłaby się pojawić, jeśli ktoś z Was byłby zainteresowany ;)


Collection 2000, Lasting Perfection
Ten korektor przewijał się na moim blogu już wiele razy ;) Jest to właśnie ten stały bywalec. Ostatnio pojawił się w denku, więc normalnym jest, że występuje również w haulu ;) Jak kończę jedno opakowanie to kolejne już mam w zapasie ;) Jedyny korektor, który zadowala mnie swoim kryciem, a przy tym jest przystępny cenowo ;) Pełnej recenzji na blogu jeszcze nie było, ale jeżeli bylibyście zainteresowani to może się pojawić ;) Używam go już tak długo, że mogę o nim co-nieco powiedzieć / napisać ;)


Revers Cosmetics, Eyeshadow Lavien
Dzisiaj o nich jedynie wspominam, bo planuję posta, w którym zobaczycie te maleństwa w akcji ;) Na razie zdradzić mogę tyle, że byłam pozytywnie nimi zaskoczona ;) Także, jeżeli jesteście ich ciekawi to, jak to się z angielska mówi, stay tuned :D


Revers Cosmetics, Long Vitalash
Produkt, który do złudzenia opakowaniem przypomina mi Long 4 Lashes :D On też jeszcze czeka na swoją kolej. Nie zaczęłam jeszcze testów, bo mam cerę i oczy skłonne do uczuleń na tego typu produkty, więc musi sobie jeszcze poleżeć, bo na razie mam kilka ważnych większych imprez i nie chciałabym nagle obudzić się ze spuchnięta buzią, a już się tak zdarzało ;) O nim też na blogu jeszcze przeczytacie ;) Najprawdopodobniej w oddzielnej recenzji ;)


Revers Cosmetics, Eyebrow Corrector
Według producenta jest to produkt 3w1: henna, maskara i korektor. Oczywiście wszystkie trzy przeznaczone do brwi ;) Na opakowaniu dostajemy również informację o tym, że kosmetyk zawiera keratynę ;)
Mój kolor to 01 Light Brown i stanowi on najjaśniejszy odcień w dostępnej gamie. Do wyboru mamy jeszcze 02 Dark Brown i 03 Black. Pojemność opakowania wynosi 12 ml.
INGREDIENTS: Aqua, Glycerin, Panthenol, Acrylates/Acrylamide Copolymer, Paraffinum Liquidum, Carboner, VP/VA Copolymer, Alcohol denat., Saccharum Officinarum Roots Extract, Panicum Miliaceum Semen Extract, Arginine, Sanicula Europaea Herbal Extract, Proline, Ascorbic Acid, Malic Acid, Alanine, Phenethyl Alcohol, Rosmarinic Acid, Serine, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Hydrolyzed Keratin, Ethylexylglycerin, Disodium EDTA, Polysorbate-85, [+] Cl 77891 (dwutlenek tytanu), Cl 77492 (wodorotlenek żelaza), Cl 77491 (tlenek żelaza), Cl 77288 (tlenek chromu zielony), Talc. 
Kosmetyk będzie odpowiedni dla osób, które szukają delikatnego podkreślenia brwi na co dzień. Polecam raczej dla tych, którzy mają ładne naturalne włoski i chcą je jedynie delikatnie przyciemnić. U mnie korektor ten niestety się nie sprawdzi, bo ja nie wyobrażam sobie uzupełnienia moich luk w brwiach. 
Spiralka jest malutka, więc bez problemów można nią precyzyjnie zaaplikować kosmetyk. Ładnie też radzi dobie z rozczesaniem i rozdzieleniem włosków. Moim zdaniem, jednak, nabiera troszkę za dużo produktu, radziłabym pozbyć się jego nadmiaru przed użyciem ;) Ma dosyć wodnistą konsystencję, dzięki której płynnie się go nakłada. Wysycha na mat i utrzymuje się cały dzień.
Jeżeli chodzi o dostępność to znalazłam go jedynie na perfumerianiebieska.pl w cenie 7,50 zł.


Revers Cosmetics, Vivat Mat Liquid Lipstick
Pomadka w, bardzo modnej ostatnio, płynnej formie. Na opakowaniu nie mamy informacji dotyczącej składu kosmetyku, nie znalazłam jej też na stronie Revers Cosmetics. Producent pisze o niej tak:
VIVAT MAT Liquid Lipstick, Pomadka w płynie pozwalająca uzyskać spektakularny efekt wyraziście matowych ust. Dzięki kremowej konsystencji pomadkę nakłada się gładko jak błyszczyk, zapewniając ultramatowy, kryjący efekt. VIVAT MAT delikatnie spulchnia usta dzięki czemu stają się one pełniejsze, a ich matowy kolor pozostaje na długi czas intensywny i nasycony. Matowe, pełne usta. Efekt wysokiego poziomu krycia.
Mój kolor to 07, a pojemność pomadki wynosi 5 ml.
Odcień całkiem ładny, określiłabym go jako typowy mauve/nude. Idealnie zgrywa się z konturówką Essence Satin Mauve.
Bardzo eleganckie opakowanie skrywa aplikator typowy dla błyszczyków i pomadek w płynie. Kosmetyk ma kremową formułę, która rzeczywiście gładko się nakłada. Jednak mam pewne zastrzeżenia jeżeli chodzi o równomierność nakładania produktu. Trzeba troszkę nad nim popracować, aby uzyskać jednolity efekt.
Pomadka długo wysycha, ponad 5 minut, i moim zdaniem nie jest to ultramatowy efekt. Określiłabym go raczej jako satynę. Znam bardziej matowe pomadki.
Jeżeli chodzi o jej trwałość to ze mną pozostała przez jakieś 3 godziny (nie nakładałam pod nią konturówki). Do najtrwalszych nie należy, ale bardzo ładnie schodzi. Nie wiem czemu, ale spodziewałam się, że będzie zostawiała nieestetycznie zabarwione suche skórki, ale nic z tych rzeczy. Mam wrażenie, że delikatnie barwi usta, dzięki czemu granica między miejscami, w których pomadka jeszcze jest, i tymi, w których już się "zjadła", jest mniej widoczna.
Kupicie ją na frocus.pl za 6,99 zł.


Dorzucam jeszcze swatche korektora do brwi i pomadki (już zaschniętej).


Macie któreś z tych produktów? Lubicie? A może u Was się nie sprawdziły? Czy tylko ja tak długo zwlekałam z przetestowaniem kultowego Colorstay? A może chcielibyście zobaczyć szczegółową recenzję którejś z przedstawionych przeze mnie rzeczy?

~ wredna
Czytaj więcej