Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seriale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seriale. Pokaż wszystkie posty

PRZEGLĄD KULTUROWY STYCZNIA, CZYLI...
Co obejrzałam, co przeczytałam i czego słuchałam

52 komentarze:
Na moim blogu rzadko pojawiają się posty o innej tematyce niż z szeroko pojętej dziedziny urodowej (beauty). Jednak czasami mam potrzebę podzielenia się z Wami moimi innymi odkryciami, innymi aspektami mojego życia i moich pasji. A z racji tego, że pewien film sprawdził, iż rozpoczęła się moja nowa obsesja to musiałam o nim wspomnieć na Wredna z Wyboru. Pomyślałam, że w recenzowaniu ekranizacji nie jestem zbyt dobra to postanowiłam zrobić to w postaci krótkiego przeglądu tego, co w ostatnim czasie u mnie królowało. Mam nadzieję, że Was nie zanudzę, a może ktoś z Was zainteresuje się jakąś z przedstawianych przeze mnie opinii.
PS nawet pisząc ten artykuł słucham wywiadu z moim nowym ulubionym aktorem.


Imagine Dragons, Natural
Według Dana Reynoldsa, piosenka mówi o tym, aby stać się nieco mniej bezwzględnym i zrogowaciałym z czasem, gdy zdajesz sobie sprawę, że musisz walczyć i powstać dla samego siebie.
źródło: groove.pl
Gatunek: rock alternatywny
Czas trwania: 3:09
Album: Origins
Data wydania: 17 lipca 2018
Postanowiłam zacząć od muzyki, bo tylko jedna piosenka zawładnęła moim początkiem roku 2019. Wiem, że Natural została wydana już jakiś czas temu i wcześniej też ją znałam, ale dopiero w styczniu doceniłam ją w pełni. Samą grupę bardzo lubię i wiele ich utworów przypada mi do gustu, jednak ten miesiąc stał pod znakiem właśnie tej. Ci, którzy zaglądają na bloga już od jakiegoś czasu to wiedzą, że moją muzyczną miłością jest Ed Sheeran, więc fakt, że to nie jego utwór znalazł się w dzisiejszym zestawieniu musi coś znaczyć.
Moja ocena: 5/5
And you're standing on the edge, face up‘Cause you’re a natural

* * *
Ker Dukey, K. Webster, Skradzione Laleczki
Kogo kocha Benny? Swoje małe, słodkie lalki. Póki są posłuszne i nie stają z nim do walki. Dba, by były piękne. Włosy im układa i na ich młode ciałka sukienki zakłada. A gdy noc zapada do zabawy przystępuje.
Tytuł oryginalny: Pretty Stolen Dolls
Gatunek: thriller, sesnacja, kyminał
Data wydania: 30 maja 2018
Liczba stron: 262
W styczniu, do tej pory, udało mi się przeczytać tylko dwie książki, i to niezbyt długie. Pierwsza z nich to właśnie Skradzione laleczki. Przyznam szczerze, że za kryminałami nie przepadam, ale siostra tak bardzo tę pozycję polecała i zachwalała całą serię u siebie na blogu (tutaj), że postanowiłam dać jej szansę. Powiem tak, pomysł był genialny, momentami lektura bardzo mi się podobała, jednak dla mnie zbyt dużo tutaj z erotyka, których nie lubię. Wolałabym, żeby był to bardziej kryminał psychologiczny, bo w tej dziedzinie, moim zdaniem, sprawdziłby się znacznie lepiej. Ma w sobie elementy tego gatunku, jednak dla mnie to za mało. Ogólnie uważam, że nie jest to arcydzieło, ani nic, co wywołałoby u mnie silniejsze emocje, ale z pewnością warto się z tą pozycją zapoznać, szczególnie, jeśli lubicie takie klimaty.
Moja ocena: 3/5
Tatuś mówił, że potwory wyglądają dokładnie tak samo jak my, czy on. I żyją wśród nas.

* * *
Heidi McLaughlin, Forever My Girl
Nigdy nie myślałem, że zostanę gwiazdą rocka. Będąc w college’u, planowałem grać w futbol, następnie dostać się do drużyny ligi zawodowej i poślubić ukochaną z liceum, z którą wiódłbym długie i szczęśliwe życie. Informacją o wyjeździe złamałem serce nie tylko jej, ale i sobie.
Gatunek: literatura obyczajowa, romans
Data wydania: 19 grudnia 2018
Liczba stron: 253
I druga, króciutka pozycja, którą udało mi się przeczytać w tym miesiącu. Przyznam szczerze, że sięgnęłam po nią po obejrzeniu ekranizacji. I jedno i drugie jest warte poznania, ale ani ekranizacja, ani pierwowzór nie zrobiły na mnie większego wrażenia, ot miłe urozmaicenie długiego wieczoru. Jeśli znacie tylko jedno to polecam sięgnąć po drugie, bo jest tak wiele różnic między nimi, że w niektórych aspektach bardziej podobały mi się rozwiązania Heidi McLaughlin, a w niektórych reżysera. To, co łączy obie pozycje to główny wątek, ale cała oprawa sprawia, że można by je traktować jak dwa zupełnie odrębne twory.
Moja ocena: 3/5
Na scenie odnoszę sukcesy, ale w środku nocy doskwiera mi samotność. Przeraża mnie myśl o umieraniu w samotności.

* * *
Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda (2018)
Gellertowi Grindelwaldowi udaje się uciec z więzienia. Tylko Dumbledore z pomocą Newta Scamandera mogą go ponownie pokonać.
Tytuł oryginalny: Fantastic Beasts: The Crimes of Grindelwald
Gatunek: fantasy
Produkcja: USA, Wielka Brytania
Reżyseria: David Yates
Jako ogromna fanka Harry'ego Pottera musiałam się zapoznać z tą nową serią. Oczywiście wiedziałam, że nie będzie to już taki sukces, ale fakt, że w rolę Newta Scamadra wciela się jeden z moich ulubionych aktorów, czyli Eddie Redmayne, nieco podnosił mnie na duchu. Pierwsza część przygód była w porządku. Przyznam szczerze, że nie zapadła mi jakoś szczególnie w pamięć, ale warto obejrzeć, chociażby dla samych efektów specjalnych i fenomenalnej gry aktorskiej. Zbrodnie Grindelwalda tym bardziej chciałam obejrzeć, bo rolę tytułowego zbrodniarza odgrywa również mój ulubiony aktor, czyli Johnny Depp. Taka mieszanka na jednym ekranie - nie mogłam tego ominąć. Tutaj, podobnie jak w przypadku pierwszej części, jest w porządku, ale bez fajerwerek.
Moja ocena: 3+/5
Jesteś zbyt dobry, Newt. Nie spotkałeś jeszcze potwora, którego nie mógłbyś pokochać.

* * *
Duma i Uprzedzenie (2005)
Ekranizacja powieści Jane Austen. Życie pięciu sióstr w georgiańskiej Anglii odmienia się, gdy do sąsiedztwa sprowadza się dwóch kawalerów.
Tytuł oryginalny: Pride and Prejudice
Gatunek: kostiumowy, melodramat
Produkcja: Francja, USA, Wielka Brytania
Reżyseria: Joe Wright
Tak, wiem, jak ja mogłam wcześniej nie widzieć tej ekranizacji? Zaskoczę Was jeszcze bardziej, nigdy nie czytałam książki. Choć po seansie planuję się z nią zapoznać, ale czaję się na wersję w języku angielskim, a ciężko taką trafić w przyzwoitej cenie. 
Ale wracając do ekranizacji. Oglądałam ją w grudniu, więc troszkę tutaj naginam, ale bardzo chciałam o niej wspomnieć, bo stała się jednym z moich ulubionych filmów. Widziałam również serial z Colinem Firthem, ale jednak fenomenalna gra aktorska Keiry Knightly zauroczyła mnie tak bardzo, że to właśnie pełnometrażowa produkcja trafiła do moich ulubieńców. Uważam, że jest to must watch dla wszystkich romantyków; osób, które lubią filmy kostiumowe; oraz dla tych, których interesuje historia i kultura Wielkiej Brytanii. Myślę, że (pewnie bardziej książkę, ale ekranizacja też daje radę na tym polu) docenią ją również maniacy języka angielskiego, którzy chcą poszerzyć słownictwo.
Moja ocena: 4/5
Co zatem pani zdaniem może pobudzić uczucie?Taniec, nawet jeśli partnerka tylko „ujdzie”.

* * *
Bohemian Rhapsody (2018)
Dzięki oryginalnemu brzmieniu Queen staje się jednym z najpopularniejszych zespołów w historii muzyki.
Gatunek: biograficzny, dramat, muzyczny
Produkcja: Francja, USA, Wielka Brytania
Reżyseria: Bryan Singer
Wiedziałam, że ten film przypadnie mi do gustu. Po pierwsze, bardzo lubię tego typu ekranizacje, w których mamy wybitną jednostkę (w tym przypadku cały zespół, ale jednak na czele z Freddiem Mercurym). Po drugie, chyba każdy kocha Queen, albo przynajmniej zna ich utwory. Jednak nie spodziewałam się, że tak bardzo mnie poruszy i wzbudzi tyle uczuć. Tym bardziej doceniam tę produkcję, że dzięki niej poznałam kolejnego świetnego aktora. Rami Malek wcielający się w postać wokalisty zagrał fenomenalnie. Inaczej określić tego nie mogę. Oczywiście, odwzorowanie pierwowzoru graniczy z cudem, ale aktor wykonał kawał dobrej roboty. Jeśli nie widzieliście to polecam się zapoznać. W internecie krąży wiele opinii dotyczących tego, iż nie powinien on nosić miana filmu biograficznego, jednak ja uważam, że pewne odstępstwa od faktów na rzecz ekspresywności można podarować. Poza tym, jeśli ktoś chce bliżej poznać prawdziwą historię zespołu to można pokusić się o obejrzenie filmów dokumentalnych i wywiadów. 
Moja ocena: 5/5
Będzie dobrze. Potrzebują tylko trochę czasu.A co jeśli ja go nie mam?

* * * 
Mr. Robot, serial (2015-2017)
Grupa hakerów planuje atak na międzynarodową korporację Evil Corp.
Gatunek: dramat, thriller, psychologiczny
Twórca: Sam Esmail
Liczba sezonów: 3
Liczba odcinków: 32
Jeśli ja polecam serial to coś musi być na rzeczy. Bardzo rzadko decyduję się na tasiemce, bo najzwyczajniej nigdy ich nie kończę i porzucam w połowie sezonu. Tym razem, jak się możecie domyślać, zaintrygował mnie aktor. Po obejrzeniu Bohemian Rhapsody czułam niedosyt Ramiego Maleka, a z racji tego, że nie ma zbyt wielu filmów z jego udziałem to postanowiłam dać szansę serialowi. Ta produkcja utwierdziła mnie w fakcie, że ten 37 letni (Uwierzylibyście?! Ja dawałam mu jakieś 25) aktor ma duży potencjał i kreuje wielowymiarowe postaci. Ciekawi mnie niezmiernie to, jak rozwinie się jego dalsza kariera. 
Sam serial jest dobry. Najbardziej, oczywiście, podoba mi się aspekt psychologiczny. Jednak to, co coraz bardziej mnie do niego przekonuje (a obejrzałam dopiero pierwszy sezon) to to, że niektóre rozwiązania są naprawdę zaskakujące i kiedy już myślałam, że rozgryzłam jakąś zagadkę to okazuje się, że byłam od tego daleka. Także ogromny plus za nieprzewidywalność.
Moja ocena: 4/5
Czy zmysły nie są czujnikami dla mózgu? Jasne, polegamy na nich, ufamy, że trafnie odzwierciedlają otaczający nas świat, ale co jeśli tak nie jest? Jeśli to, co postrzegamy, nie jest prawdziwym światem, tylko przypuszczeniem naszego umysłu?

* * *

Znacie którąś z tych pozycji? Słyszeliście piosenkę? Czytaliście książki? Widzieliście filmy? Oglądacie serial? A co Was w ostatnim czasie zachwyciło? Zachęciłam Was do zapoznania się z którąś z moich propozycji? Co najbardziej wpadło Wam w oko?

~ wredna
Czytaj więcej

ULUBIEŃCY OSTATNICH MIESIĘCY #3
Tylko kilka produktów + czyżbym polecała serial?!

66 komentarzy:
Ulubieńcy pojawiają się na moim blogu jeszcze rzadziej niż denko. Ostatnio postanowiłam, że to zmienię i bardziej będę analizowała moje zadowolenie z danych produktów. Dziś będzie tylko kilka kosmetyków, ale za to takich, które pokochałam. W tym jeden zapach, który męczę niemal dzień w dzień. A wiecie, że to do mnie nie podobne, bo lubię zróżnicowanie w tej kwestii i jeszcze niedawno nie wyobrażałam sobie zaaplikowania tych samych perfum drugi dzień z rzędu.
W ostatnim poście tego typu wspominałam też o filmie. A dzisiaj chciałabym Wam polecić serial ;)

tło: bluzka pędzle

Kallos Milk, maska do włosów z proteinami mleka
Maska do włosów w kremie Kallos Milk z ekstraktem z proteiny mlecznej. Dzięki zawartości pielęgnującej właściwości proteiny mlecznej dogłębnie nawilża i odżywia  całą strukturę włosów. Po zastosowaniu włosy stają się jedwabiste, lśniące i łatwe w obsłudze. 
Pojemność: 1000 ml
Cena: ok. 10 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
To już druga moja wersja maski do włosów od Kallosa. Wcześniej miałam keratynową i obie bardzo dobrze mi się sprawdzają.
Czytałam na blogach, że nie każdy polubił się z jej zapachem, jednak mi się nawet podoba ;) Moim zdaniem pachnie jak budyń waniliowy ;) Jeżeli jednak myślicie, że Wam nie przypadnie do gustu to raczej nie polubicie się to muszę Wam powiedzieć, że utrzymuje się on na włosach.
A jeżeli chodzi o działanie to moje włosy po użyciu tej maski są lejące, sypkie, puszyste, miękkie. Produkt dodaje odrobinę objętości, a z pewnością zapobiega przyklapnięciu.
INGREDIENTS: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Propylene Glycol, Hydrolyzed Milk Protein, Cyclopenta Siloxane, Dimethiconol, Parfum, Benzylalcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

tło: bluzka pędzle

Novex My Curls, maska do włosów
Bogata w czysty olej arganowy i witaminę E maska przeznaczona jest dla osób z suchymi, matowymi włosami oraz przesuszonymi i splątanymi końcówkami. Formuła bazująca na oleju arganowym dogłębnie odbudowuję strukturę włosa.
Gramatura: 100 g
Gramatura pełnowymiarowego produktu: 1000 g
Cena pełnowymiarowego produktu: 45 zł
Termin ważności miniaturki: 12 miesięcy od otwarcia
Miniaturka znaleziona w listopadowym ShinyBox. Już przy okazji opisywania tego pudełka napisałam, że jestem bardzo pozytywnie nastawiona do tego kosmetyku. Wspominałam też o jej pięknym zapachu. Jednak to nie za to ją pokochałam, a za to, że pięknie wygładza i dociąża włosy. Nadaje im blasku, sprawia, że są gładkie, lejące i wyglądają na o wiele zdrowsze. Z pewnością dobrze nawilża i po jej użyciu możecie zapomnieć o przesuszonych końcach ;) Uważam, że wszystkie zapewnienia producenta zostały spełnione ;)
INGREDIENTS: Aqua, Cetearyl Alcohol, Petrolatum, Zea Mays Starch, Cetrimonium Chloride, Hydroxyethyl Urea, Parfum, Phenoxyethanol, Butylene Glycol, Butyrospermum Parkii Butter, Lactic Acid, Argania Spinosa Kernel Oil, Elaeis Oleifera Kernel Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Rhodiola Rosea Root Extract, Rosa Centifolia Flower Extract, Rosa Gallica Flower Extract, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Tocopheryl Acetate, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Lycium Barbarum Fruit Extract, Vaccinium Macrocarpon Fruit Extract, Vaccinum Myrtillus Fruit Extract, Sodium Benzoate.


Tesori D'Oriente Diore del Dragone, perfumy
Wyżylin (Dragon Flower), również znany jako Królowa Nocy, to roślina o nietuzinkowym pięknie, która rozkwita jedynie nocą. Jej duże, białe kwiaty, dotknięte blaskiem księżyca, emitują intensywny i czarujący zapach z ciepłymi i aksamitnymi orientalnymi nutami.
Pojemność: 100 ml
Cena: ok. 20 zł
Termin ważności: 36 miesięcy od otwarcia
Nuty głowy: migdał, pitahaya, morela
Nuty serca: jaśmin, kwiat pomarańczy, tuberoza, ylang-ylang
Nuty bazy: wanilia, piżmo, bursztyn, drzewo sandałowe
To moje uzależnienie. Na początku nie byłam do tych perfum przekonana, bo kupiłam go w ciemno po analizie piramidy zapachowej. Za bardzo kojarzyły mi się z męskim dezodorantem. I rzeczywiście, otwarcie przypomina antyperspirant, który kupicie (chyba) w Biedronce. Ale to, jak one się rozwijają <3 Są delikatne, cieplutki, mięciutkie. To taka puchata powłoczka.
Na pierwszy plan wybija się migdał. I teraz stwierdzam, że potrzebuję kolejnych zapachów z tym składnikiem :D To taki słodziutki migdał, podany na budyniu waniliowym ;) Jak pachnie pitahaya nie mam pojęcia, ale gdzieś w tle da się wyczuć tę morelę, jaśmin i kwiat pomarańczy. Pod tą kołderką kryje się odrobina tuberozy, piżma, bursztynu i drzewa sandałowego. Podejrzewam, że ylang-ylang też się gdzieś tam błąka, ale na szczęście nie da się go ewidentnie wyczuć. Na szczęście, bo za tym składnikiem nie przepadam.
Krótko mówiąc - jeśli nie znacie, to polecam powąchać ;) Może też zachęci Was to, że jest ponoć bardzo podobny do kultowego Hypnotic Poison od Diora.
INGREDIENTS: Alcohol Denat, Parfum, Aqua, Hylocereus Undatus Fruit Juice, Glycerin, Tocopheryl Acetate, Benzyl Benzoate, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Linalool.


Equilibra Tricologica, olejek nabłyszczający do włosów
OLEJEK NABŁYSZCZAJĄCY DO WŁOSÓW zawiera specjalny kompleks roślinny PHYTOSYNERGIA (aloes+ olejek Arganowy + keratyna z protein pszenicznych), który odżywia, nawilża i odbudowuje trzon włosa. Unikalna formuła preparatu z naturalnymi olejkami odżywia i chroni włosy przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi.
Pojemność: 50 ml
Cena: 28,99 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
O tym produkcie już pisałam, więc jeśli jesteście zainteresowani to zapraszam do pełnej recenzji tutaj.
INGREDIENTS: Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Dimethiconol, Linum Usitatissimum Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Triticum Vulgare Germ Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Parfum.


Equilibra Scrub Corpo, złuszczający peeling do ciała
Peeling z unikalną kompozycją składników, doskonale złuszcza, wygładza i odżywia skórę. Zawiera bogactwo naturalnych olejków oraz sól z Morza Martwego, która zapobiega gromadzeniu się wody w organizmie. Dzięki regularnemu stosowaniu skóra odzyskuje jędrność, jest gładka i zrelaksowana.
Pojemność: 600 gr
Cena: ok. 30 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
O tym peelingu też pojawiła się pełna recenzja. Zapraszam tutaj.
INGREDIENTS: Sodium Chloride, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Maris Sal (Sea Salt), Aloe Barbadensis Leaf Juice, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Zea Mays (Corn) Germ Oil, Aesculus Hippocastanum (Horse Chestnut) Seed Extract, Hedera Helix (Ivy) Extract, Centella Asiatica Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Oil, Menthol, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Tocopherol, Citric Acid.

tło: bluzka pędzle

Focallure, paleta cieni
Gwarancja najwyższej jakości czternastu cieni do powiek. Odpowiednia dla wszystkich rodzajów cery. Naturalne kolory o wysokiej trwałości. Łatwe w użyciu, odpowiednie dla profesjonalistów i osób, które zaczynają swoją przygodę z makijażem.
Moja wersja: Everchanging
Gramatura: 14 g
Cena: $12.99 ≈ 43 zł 
Do kupienia: tutaj
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia
Pisałam o tej palecie w którymś haulu. Nie do końca byłam z niej zadowolona, bo spodziewałam się innej wersji kolorystycznej. Jednak po pierwszym użyciu całkowicie zmieniłam zdanie. O tym, że cienie mają dobrą pigmentację wiedziałam od zrobienia pierwszego swatcha, ale to, jak one się pięknie blendują, wprawiło mnie w nie lada osłupienie. Byłam w szoku, bo czasami trudniej pracuje mi się z paletą Zoevy. No i dodatkowo te masełkowe metaliczne cienie. Co prawda, ich aplikowanie jest trochę problematyczne, bo niemal wszystkie są potłuczone, ale jak już się z nimi uporam to efekt jest zachwycający ;) Jest to chyba najlepsza chińska paleta w mojej kolekcji.
INGREDIENTS: Talc, Mica, Silica, Magnesium Stearate, Dimethicone, Ethylhexyl Palmitate, Caprylic / Capric Triglyceride, CI42090, CI16035, CI19140, CI77742, CI77492, CI77007, CI77491, CI77499, CI77891, Tocopherol, Phenoxyethanol.


The Fosters, serial amerykański
Para lesbijek, Stef i Lena, wychowuje biologicznego syna, adoptowane bliźniaki i tworzy rodzinę zastępczą dla kolejnej dwójki dzieci.
Liczba sezonów: 5
Liczba odcinków: 98
Najbliższy odcinek: 27.02.18
Czas trwania odcinka: ok. 42 minuty
Jeśli czytacie mojego bloga to wiecie, że od dłuższego czasu nie oglądam seriali. Te, z którymi zostałam do samego końca, lub wciąż śledzę, mogę policzyć na palcach u jednej ręki.
The Fosters zaczęłam oglądać dawno temu, jeszcze kiedy miałam obsesję na temat tasiemców. Później jednak skończył się sezon, trzeba było czekać na kolejny. Zupełnie o tym zapomniałam, a po jakimś czasie byłam zbyt zajęta by wciągać się w jakiś serial. Jednak ostatnio brat mi o nim przypomniał. Któregoś wieczoru miałam więcej czasu i stwierdziłam, że nie zaszkodzi odświeżyć sobie Fostersów. No i przepadłam :D Oglądałam go kiedy tylko znalazłam co najmniej 40 minut :D
Teraz czekam na najnowszy odcinek ;)


Znacie coś z moich ulubieńców? Jak u Was sprawdziły się te produkty? Widzieliście The Fosters? Jak Wam się podobał? A co ostatnio Wam przypadło do gustu? Co jeszcze powinno znaleźć się na tej liście? Jakich Waszych ulubieńców możecie mi polecić? Chcielibyście zobaczyć pełną recenzję któregoś z tych produktów?

~ wredna
Czytaj więcej

Seriale, które obejrzałam!

5 komentarzy:
Wstępnie chciałam napisać post z serii "topX", ale później uznałam, że są seriale, które lubiłam i chętnie oglądałam, ale nigdy nie dobrnęłam do ich końca. Z różnych powodów, jedne mi się znudziły, inne były zwyczajnie za długie, a do jeszcze innych czasami wracam i oglądam jeden odcinek w miesiącu :D

Dzisiejsza lista skomponowana jest z "tasiemców", które były na tyle ciekawe, że pozostałam z nimi do ostatniego odcinka.

1. DR HOUSE (ang. House M.D.)

Moim zdaniem jeden z najlepszych seriali. Składa się z 8 sezonów po ok. 20 odcinków każdy. Rzadko zdarza się, żeby serial wciągnął mnie na tyle, żeby spędzić blisko 7000 minut wgapiając się w poczynania głównego bohatera.
Na filmweb.pl serial szczyci się średnią ocen 8,2 zajmując tym samym 24 miejsce w liście "Top 100 seriali" - moim zdaniem jak najbardziej zasłużone.
Ten sam portal dostarcza nam poniższy opis:
Grupa lekarzy na czele z charyzmatycznym, acz aspołecznym doktorem House'em diagnozuje nietypowe choroby, niejednokrotnie ratując życie pacjentom.
Krótko i zwięźle, ale na temat ;) Warto dodać, że w każdym z odcinków rozpatrywany jest inny przypadek choroby. Rozwiązanie zawsze zaskakujące. Uwielbiam filmy/seriale o geniuszach, a House na pewno do takich się zalicza. Bystry umysł, niekonwencjonalne sposoby leczenia, bezwzględna szczerość i ironia.
Polecam!
Moja ocena: ♥♥♥♥♥

2. DEXTER

Powiesz szczerze, że byłam sceptycznie nastawiona do tego serialu. Ani opis ani sama idea do mnie nie przemawiała. Sama nigdy nie zdecydowałabym się na obejrzenie Dextera, ale jak się dzieli pokój z bratem to tak już czasami bywa :D
Obejrzałam jeden odcinek i wiedziałam, że to będzie dłuższa przygoda. Tutaj również mamy do czynienia z geniuszem - geniuszem zbrodni. Może brzmieć banalnie, ale absolutnie tak nie jest.
Dexter prowadzi podwójne życie. Za dnia jest cenionym specjalistą ds. krwi w departamencie policji, a nocą zabija złoczyńców, którzy wymykają się organom sprawiedliwości.
Moja ocena: ★★★★★

3. JAK POZNAŁEM WASZĄ MATKĘ (ang. How I Met Your Mother)

Ten różni się od wcześniejszych. Jest to typowy serial komediowy. A więc co w nim tak wyjątkowego, że zostałam z nim do końca? Głównie postać Barney'a. Ciężko to opisać, trzeba zobaczyć! Moim zdaniem serial idealny na długie jesienne wieczory. Tutaj mamy aż 9 sezonów! Skoro ja widziałam wszystkie to muszą być po prostu genialne! No i oczywiście musiałam się dowiedzieć kto jest tą matką ;)
Ted, wspominając dawne lata, opowiada dzieciom o swoich przyjaciołach i okolicznościach, w których poznał ich matkę.
Moja ocena: ★★★★★

4. GLEE

Glee zaczęłam oglądać kilka lat temu, ale ostatnie sezony skończyłam niedawno. Polecam raczej osobom, które lubię muzykę i musicale.
Nauczyciel hiszpańskiego z Ohio przejmuje opiekę nad licealnym chórem szkolnym. Postanawia przywrócić mu dawną świetność.
Klub Glee składa się z osób różnych narodowości, wyznań, orientacji czy szczebli "szkolnej drabiny popularności", a mimo tego tworzą coś wyjątkowego. Można pomyśleć, że to bajeczka dla naiwnych, ale przyznam się, że od czasu tego serialu inaczej zaczęłam patrzeć na ludzi, którzy mnie otaczają.
Wiele zabawnych historii, które nie raz wywoływały uśmiech na mojej twarzy, wiele sytuacji, które zmusiły mnie do przemyśleń. Oczywiście, jak na mnie przystało, nie obyło się bez łez.
Szczególnym odcinkiem był "Quarterback" (s05e03), który został stworzony ku pamięci Cory'ego Monteitha wcielającego się w postać serialowego Finna. Aktor zmarł w 2013 roku. Kiedy w serialu zabrakło jednej z moich ulubionych postaci oglądanie nie sprawiało mi już takiej przyjemności, ale pozostałam wierna do ostatniego odcinka.
Moja ocena: ★★★★☆

5. SCREAM

Serial idealny dla fanów filmu o tym samym tytule. Producenci określają jego gatunek jako horror. To co mnie w nim zaintrygowało to zagadka.
Viralowy filmik, który trafia na YouTube, staje się preludium do serii makabrycznych morderstw w spokojnym miasteczku Lakewood.
Myślę, że warto obejrzeć, szczególnie, że mamy tylko dwa sezony.
Moja ocena: ★★★★☆

6. DEAD OF SUMMER

Zaintrygował mnie opis i ciekawe plakaty promujące. Zapowiadał się bardzo dobrze, ale z każdym odcinkiem zaczynałam się rozczarowywać. Obejrzałam cały chyba tylko dlatego, że dostajemy jeden sezon. Nie dziwię się, dużej oglądalności bym się nie spodziewała.
Jedyne co choć odrobinę ratuje ten serial to zagadka i kilka interesujących momentów.
Grupa młodych ludzi powraca na obóz swojego dzieciństwa. Tym razem odgrywają rolę opiekunów. Na początku wszystko wydaje się być w porządku, jednak po pewnym czasie nad jeziorem zaczynają się dziać niewytłumaczalne rzeczy.
Moja ocena: ★★☆☆☆

Opisy w cytatach pochodzą ze strony filmweb.pl

Jakie są Wasze ulubione seriale? Zawsze kończycie te, które zaczęliście? A może chcielibyście zobaczyć kiedyś post o serialach, które lubiłam, ale nigdy nie dobrnęłam do końca? Piszcie też czy wolicie oglądać seriale czy jednak preferujecie filmy ;)

~ wredna
Czytaj więcej