Pokazywanie postów oznaczonych etykietą perfumy arabskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą perfumy arabskie. Pokaż wszystkie posty

KOKOS TO CZY YLANG-YLANG NA DREWNIE?
Al Haramain Forever, czyli jak oszukać zmysł powonienia

41 komentarzy:
O perfumach w olejkach pisałam już kilka razy. Jest to dla mnie stosunkowo nowa dziedzina, jednak stale ją zgłębiam. Jeśli chcecie przeczytać o nich kilka słów, czym są, czym się wyróżniają i czy warte są ceny to zapraszam tutaj. Tam też, opisywałam swoje pierwsze spotkanie z tego typu zapachem. Później, na mojej toaletce stanął jeszcze jeden "flakonik", a teraz wracamy do korzeni i znów wypróbujemy wypust od Al Haramain. Tym razem będzie to Forever (lub For Ever, w zależności od źródła), które dostać możecie w sklepie SekretPiękna.


O stronie słów kilka
Życie jest sztuką wyboru, więc i ja wybrałam swoją drogę. Fascynuje mnie orient, jego kultura, piękno i natura. Nigdy nie zapomnę pierwszych wizyt w Dubaju, Turcji, Egipcie czy Maroko. Każdy z tych krajów ma inną energię, i każdy przyciąga czym innym. Jednak jedno było wspólne – poznane tam kobiety upewniły mnie w potrzebie przeniesienia tego skrawka „kosmetycznego” nieba do nas. To właśnie tam poznawałam rytuały oraz receptury dbania o swoją urodę i teraz dzielę się tym każdego dnia. Wierzę, że każda z nas powinna otrzymywać to co najlepsze i dlatego osobiście testuję sprowadzone kosmetyki. Jakość naturalnych arabskich kosmetyków jest dla mnie najważniejsza. Mimo, że czasami zamknięte są one w niepozornie wyglądających buteleczkach, zapewniam Cię, że w środku kryje się prawdziwy skarb. W ofercie sklepu znajdziesz: olej arganowy i inne olejki do ciała, glinki z Morza Martwego, czarne mydła oraz mydła z Aleppo, perfumy arabskie prosto z Dubaju, naturalne kosmetyki do rytuału Hammam oraz arabskie kosmetyki do włosów.
W asortymencie sklepu znajdziecie nie tylko perfumy, ale także wiele kosmetyków, które wykorzystywane są w rytuałach pielęgnacyjnych w krajach arabskich. Ponadto, dla ciekawskich, stworzony został blog, na którym opublikowano wiele przydatnych artykułów dotyczących tematyki urodowej.


Al Haramain Forever to orientalne perfumy dla kobiet i mężczyzn, zamknięte są w eleganckim, poręcznym flakonie. Wyraziste nuty owocowe perfum Forever, kwiatowy bukiet i delikatna wanilia sprawiają, że są idealne do stosowania przez cały dzień. Perfumy nie zawierają alkoholu.
Pojemność: 15 ml
Cena: 29,99 zł
Termin ważności: 36 miesięcy od otwarcia

Opakowanie i nuty zapachowe
Wszystkie perfumy od Al Haramain utrzymane są w tym samym stylu, jeśli chodzi o opakowanie i ogólny wygląd, dlatego pozwólcie, że przytoczę swoją wcześniejszą wypowiedź na ich temat.
Pierwszy aspekt, który mnie zaskoczył to kartonik, w którym przychodzą do nas perfumy. […] całość inspirowana jest paczką papierosów. A przynajmniej na tej samej zasadzie się otwierają. Ciekawe rozwiązanie, które moim zdaniem pasuje do samego zapachu, który to pudełeczko skrywa.
Sam flakonik jest bardzo orientalny i arabski. No, bardziej z tą kulturą kojarzyć by mi się nie mógł. Srebrny, spory korek swoim kształtem przywodzi mi na myśl kopułę jakiejś arabskiej budowli. [...]
Sama flaszeczka jest bardzo prosta - malutki, szklany prostokącik z grubym dnem. Czy się to komuś podoba czy nie to kwestia gustu, ja spokojnie mogę się nią pochwalić na toaletce. Moje oko cieszy. Najważniejsze jednak, że jest poręczna i solidnie wykonana.Co do aplikatora również nie mam zastrzeżeń. Nie zacina się, wydobywa odpowiednią ilość kosmetyku i nie cieknie.
Tutaj dodam jeszcze, że opakowanie jest szczelniejsze niż to poprzednie, bo tym razem nic się w transporcie nie wysączyło. Delikatnie różni się również sama konsystencja soczku, bo ten w Forever jest znacznie rzadszy i przypomina odrobinę zagęszczoną wodę. Z pewnością nie jest to typowo olejkowa formuła.
Nuty głowy: ylang-ylang, bergamotka, czarna porzeczka
Nuty serca: orchidea, nuty owocowe, drewno lotosu
Nuty bazy: paczula, kadzidło, drzewo sandałowe

Ale jak to pachnie?
Od razu zaznaczę, że dzisiaj mniej odniosę się do oficjalnej piramidy zapachowej, a bardziej do tej, która krąży po internecie. Tytuł posta nie jest przypadkowy i wynika właśnie z tej nieścisłości. Część źródeł podaje, że nutami, które w Forever występują są: kokos, wanilia, nuty pudrowe, figa, nuty kwiatowe, brzoskwinia.

Początek jest alkoholowy, ale w znaczeniu drinka. Przywodzi na myśl wysokoprocentowy koktajl kokosowy. Zdecydowanie wyczuwam tutaj mleczko właśnie tego orzecha, jednak jeśli mam się odnieść do oficjalnej piramidy to jest to zapewne mieszanka wszystkich elementów nuty głowy. Jest słodko, ale z delikatnie aptecznym pazurem, za co odpowiedzialna byłaby figa, lub z oficjalnych nut - bergamotka. Ten etap jest dosyć chłodny, brak w nim jakiegokolwiek elementu, który go ociepli. Z czasem łagodnieje i nabiera bardziej owocowej słodyczy, a trzy pierwsze nuty zaczyna dominować czarna porzeczka, co zapowiada rychłe rozwinięcie.

Po chwili całość traci alkoholowy wydźwięk i staje się milsza, słodsza i pudrowa. Ja wskazałabym tutaj wanilię i nuty pudrowe, ale są to zapewne nuty owocowe i drewno lotosu. Kiedy na początku, w zapachu, nie było ani krzty ciepła, tak teraz ma on przytulny, puchaty aromat. Gdzieś w tle wciąż pobrzmiewa ta chłodna, alkoholowo-apteczna nuta, jednak teraz jest prawie w całości zdominowana wanilią (tak, ja ją czuję i ciężko mi uwierzyć, że nie ma jej w oficjalnej piramidzie). Rozwinięcie podoba mi się znacznie bardziej niż początek. Gdybym miała podsumować ten etap żywotności perfum to powiedziałabym, że to słodki, mleczno-kokosowy deser, ze sporą ilością waniliowego olejku. Kiedy je wącham to mam wręcz wrażenie, że czuję w ustach smak ciasta Rafaello. 

Zakończenie jest głębokie, delikatnie mroczne, słodko-drzewne i z odrobiną kadzidła. Takie aromaty trzeba lubić, ale jeśli jesteście zwolennikami orientalnych, unisexownych woni to z pewnością docenicie Forever. Ja wciąż dałabym sobie rękę uciąć, że czuję kokosa, jego mleczko i wanilię. Głębi całości dodaje paczula, ale nie taka piwniczna i specyficzna, ale odrobinę mroczna; drzewo sandałowe i odrobina kadzidła. To nadal ciasto Rafaello, ale teraz podane na świeżo wykonanym, wciąż delikatnie wilgotnym, drewnianym talerzu (lub jak ktoś woli, przy podobnej ławie). Aromat wysokoprocentowego koktajlu gdzieś uleciał i pozwolił rozwinąć się otulającej ciepłem, i płaszczem tajemnicy, chmurce.


Projekcja o trwałość
I tutaj, podobnie jak przy poprzednich perfumach tej samej marki, nie mam Forever nic do zarzucenia. Także pozwólcie, że znów zacytuję.
Jak już zaznaczyłam na wstępie, perfumy arabskie są bardzo intensywne. Dlatego nikogo z Was nie powinno zdziwić to, że w obu tych kategoriach sprawdzają się bardzo dobrze. Już teraz mogę powiedzieć, że są to jedne z moich najintensywniejszych flakoników. Wyczuwalne są z kilku metrów, więc kiedy będziecie stać na przystanku to większość innych osób czekających na autobus zachwyci się pięknym, orientalnym zapachem. Myślę, że zaaplikowane globalnie będą mogły aspirować do wypełnienia całego pomieszczenia, ale jeszcze tego nie testowałam, więc pewności nie mam.
Nie ma też co narzekać na ich trwałość. Spokojnie 10 godzin, a w chłodniejsze dni (...) może nawet przetrwają do 12. I tu znów znajdą się w mojej czołówce żywotności. Z pewnością na plus działa tutaj forma olejku, bo jak wiadomo, zapachy lepiej utrzymują się na nawilżonej skórze, a tutaj jest to zagwarantowane przez konsystencję kosmetyku.

Czy polubiłam się z tym zapachem?
Z pewnością. Co prawda, trzeba mieć na względzie fakt, że potencjalnie mogą je nosić również mężczyźni, więc nie jest to kwintesencja kobiecości. Jednak mnie taki rodzaj słodyczy odpowiada. intensywne, głębokie, niebanalne i bogate. Mimo tego, myślę, że są bezpieczniejsze niż Makkah. Wydaje mi się, że nie spodobają się każdemu, bo nie są łatwe, lekkie i ułożone. Poleciłaby je osobom, które lubią słodkie, acz nieoczywiste wonie; lub tym, którzy chętnie eksperymentują. Mnie kupiły i z chęcią będę ich używała. W chłodne dni sprawdzają się bardzo dobrze, ciekawa jestem czy będę w stanie nosić je latem.

Podsumowując...
Jestem na tak. Tym razem nie mam żadnych wątpliwości. Zapach mi się podoba, a ogromna projekcja i wyśmienita trwałość sprawiają, że nie można o tych perfumach powiedzieć nic innego jak - najwyższa półka i pierwszorzędna jakość. I tyle w tym temacie wystarczy, wszelkie inne wywody będą zbędne, więc pozwolę sobie od razu przejść do noty.
Moja ocena: 5/5

Znacie perfumy orientalne? Interesujecie się kulturą arabską? Próbowaliście kiedyś zapachów w olejkach? Co o nich sądzicie? A może ten zakamarek perfumeryjnego świata nie jest Wam jeszcze znany? Zachęciłam Was po zapoznania się z nim? Czy może jednak wolicie zostać przy tradycyjnych perfumach?

~ wredna
Czytaj więcej

NAJBARDZIEJ JADALNY ZAPACH W MOJEJ KOLEKCJI
Perfumy w olejku Al Rehab Choco Musk

39 komentarzy:
Dzisiaj będzie o wszystkim co kocham. Moją miłość do perfum już poznaliście, wiecie też, że uwielbiam słodkie, niemalże jadalne kompozycje typu gourmand. I jakiś czas temu dowiedziałam się, że forma olejku, czyli ta popularna dla orientalnych woni, bardzo mi odpowiada. Kiedy recenzowałam pierwsze w swoim życiu perfumy arabskie (tutaj, tam też wspomniałam co-nieco o samych perfumach orientalnych, także jeśli jesteście ciekawi cóż to za twór to odsyłam Was właśnie tam) już Was ostrzegłam, że nie jest to ostatni raz. I tak, dzisiejszy post jest wypełnieniem tej obietnicy.
Tym razem przyjrzymy się marce Al Rehab i ich sześcio-mililitrowemu cudeńku. Sam zapach znałam, więc wiedziałam, że go pokocham. Jednak wcześniej wąchałam je tylko na siostrze, a z racji tego, że zupełnie inaczej się na nas wonie układają to byłam niesamowicie ciekawa tego, jak ta słodycz sprawdzi się u mnie. A dzięki sklepowi internetowemu Etnobazar miałam taką możliwość.


O sklepie słów kilka
EtnoBazar powstał z pasji podróżowania oraz fascynacji pięknymi przedmiotami wykonanymi ręcznie przez rzemieślników z różnych regionów Ziemi. W zamyśle ma zapewnić odwiedzającemu online'owe doświadczenie prawdziwego targu, z jego zapachami, smakami i rękodziełem artystycznym.„Etno” oznacza dla nas autentyczność, twórczość dbającą o zachowanie tradycji i kultury mieszkańców ziem, z których się wywodzi. Afrykańską, amerykańską, azjatycką oraz europejską – cenimy bowiem nie tylko to, co pochodzi z daleka, lecz także to, co nam bliskie: polską sztukę inspirowaną folklorem, meble i dodatki w stylu włoskiej Toskanii, smaki i zapachy francuskiej Prowansji, przedmioty powstałe w duchu rustykalnej Brytanii.
W asortymencie sklepu znajdziecie nie tylko perfumy, ale całe mnóstwo innych kosmetyków, a także biżuterię, akcesoria, ubrania, obuwie, zapachy, aromaty czy przedmioty do wystroju wnętrz, a wszystko w stylu arabskim.


Postaw na zmysłowość Orientu! Perfumy Choco Musk to połączenie słodyczy wanilii i czekolady z tradycyjnym wschodnim aromatem piżma, róży i drzewa sandałowego. Zapach ten olśni każdą świadomą swojego uwodzicielskiego uroku kobietę oraz podkreśli jej indywidualny styl.
Pojemność: 6 ml
Cena: 23,90 zł
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia

Opakowanie i nuty zapachowe
Perfumy przychodzą do nas w, standardowym dla zapachów arabskich, małym szklanym flakoniku z roletką. Aplikator działa jak należy, dozuje odpowiednią ilość kosmetyku, a przy tym nie przecieka. Sama szata graficzna od razu przywodzi mi na myśl ciastka. Także od pierwszego spojrzenia na opakowanie cieknie ślinka. Zwiastuje ona również zawartość i idealnie ją oddaje. Nad wyglądem nie ma się za bardzo co rozwodzić. Niby nie jest szpetny, ale z pewnością nie przyciąga wzroku i mam w swojej kolekcji znacznie bardziej urokliwe flakoniki. Ale jak wiadomo, nie ma co oceniać książki po okładce, więc lepiej zajrzyjmy do środka. Już sama piramida zachęca (przynajmniej prawdziwych fanów słodkości).
Nuty: białe piżmo, mleczna czekolada, wanilia, cynamon, róża, drzewo sandałowe, mirra, bursztyn, nuty przyprawowe.

Ale jak to pachnie?
Jak już pisałam, zapach poznałam na mojej siostrze. U niej pachniał jak ciasteczka i najbardziej wyczuwalna była czekolada, wanilia i cynamon. U mnie rozwijały się nieco inaczej.

Początek jest rzeczywiście bardzo słodki i dominuje tutaj czekolada z wanilią. Pachnie niczym deser z mlecznej Milki. Delikatnego wygładzenia i bardziej kremowego wydźwięku dodaje nam piżmo, ale jest ono jedynie akcentem, który w większym stopniu nie wpływa na dwie wiodące nuty. Delikatnego smaczku nadaje cynamon, jednak i on nie jest w stanie przebić się przez mnóstwo mleczno-kakaowego deseru. Sprawia jedynie, że nie pachnie on gorzką, głęboką czekoladą, a bardziej taką z owocowym wypełnieniem. Także rozpoczęcie to ni mniej, ni więcej, słodki deser, wygładzony piżmem i przypruszony cynamonem. Po kilku minutach zaczyna się w nim pojawiać pewien pazur, który jednak swoje prawdziwe oblicze pokazuje dopiero w rozwinięciu.

Po jakiejś godzinie od aplikacji pojawiają się przyprawy. Ciężko mi jednoznacznie określić jakie konkretnie, ale z pewnością wyczuwam tutaj pieprz i może kardamon lub gałka muszkatołowa? Nie łatwe jest wyodrębnienie pojedynczych, bo jest to idealnie skomponowana mieszanka, która dodaje całości aromatu. Nie dominuje słodyczy czekolady i wanilii, ale nadaje jej ciepła i pazura. To wciąż ogrom deseru, acz ze szczyptą ostrych przypraw dla przełamania. Tak, abyśmy nie dostali cukrzycy. Moje PH skóry zawsze wybija te nuty, bo u mojej siostry zupełnie nie występuje ta faza.
Jednak nie tylko one składają się na ten pazur, o którym pisałam wcześniej. Jedynie w rozwinięciu możecie cieszyć się głębią mirry. Wiem, że nie każdemu leżą takie wonie, ale jak na perfumy arabskie to ten akord jest i tak bardzo delikatny. 

Końcówka jest delikatna. Przyznam szczerze, że wręcz szokująco bliskoskórna. Na powrót króluje waniliowe piżmo, delikatnie podbite słodyczą czekolady. Przyprawy słabną, a mirra zaczyna swój taniec z drzewem sandałowym, nadając tym samym całości sensualnego, cielesnego, kremowego wydźwięku. Jednak one obracają się w rytm muzyki w cieniu, pozostawiając w blasku deserowe nuty. 


Projekcja i trwałość
Nie wiem. Po jednym spotkaniu z perfumami arabskimi stwierdziłam, że pewnie wszystkie zapachy w olejkach będą intensywne i długotrwałe. Owszem, Choco Musk nie można odmówić tego, że przez pierwsze 2-3 godziny zostawiacie za sobą ogon. Nie jakiś spektakularny, taki na metr, ale zawsze. Niestety po tym czasie zapach słabnie w momencie i staje się bardzo bliskoskórny. Muszę wręcz przystawić nadgarstek do nosa.
A swoją trwałością również nie powala. Raczej nie nacieszycie się nimi przez dłużej niż 4 godziny. Wróć, ja się nie nacieszyłam. Wydaje mi się, że warto wspomnieć o tym, że na mojej siostrze mają one i znacznie lepszą projekcję, i wciąż czuję je na niej po nawet 8 godzinach. Także jeśli macie tendencję do utrzymywania zapachów to nie macie się czym martwić. U mnie, zazwyczaj, perfumy utrzymują się średnio, tak ok. 6 godzin.

Czy polubiłam się z tym zapachem?
Z samym zapachem, tak. Nie powiem, oczekiwałam troszkę czegoś innego, bo myślałam, że będą, tak jak na mojej siostrze, znacznie słodsze, bardziej deserowe, bardziej czekoladowe i bardziej waniliowe. Jednak taka niespodzianka wcale nie jest zła. Typowych słodziaczków mam już całe mnóstwo, więc z chęcią będę sięgała po taki przyprawiony deser. Jest to coś innego, coś nowego, coś ładnego. 


Podsumowując...
Przyznam szczerze, nie powalił mnie na kolana, a tego oczekiwałam. Ani swoimi parametrami, ani samą wonią. Owszem, jest ładny, jest przyjemny, jest nawet oryginalny i niepozorny, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że jest to słodziak z toną cukru. Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podoba, bo z chęcią będę go nosiła, ale najzwyczajniej oczekiwałam czegoś troszkę innego. Niemniej jednak, wciąż mam ochotę przetestować inne zapachy tej marki.
Moja ocena: 4-/5

Znacie markę Al Rehab? Lubicie perfumy orientalne? Interesujecie się kulturą arabską? Próbowaliście kiedyś zapachów w olejkach? Co o nich sądzicie? Zainteresował Was asortyment strony Etnobazar? Czy może nie są to wasze klimaty?

~ wredna
Czytaj więcej