Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cienie. Pokaż wszystkie posty

KARNAWAŁ TRWA W NAJLEPSZE
Przegląd nowej kolekcji Bell Carnival

46 komentarzy:
Wszystkie osoby, które uwielbiają przyjęcia są wniebowzięte, bo od ponad tygodnia trwa (zapewne ich ukochany) karnawał. Okazji do zabawy, ale i strojnego makijażu, nie brakuje. Dlatego nowa seria kosmetyków Bell opatrzona tytułem Carnival jest jak najbardziej na miejscu, szczególnie, że możemy ją znaleźć w Biedronce. Także przy okazji zakupów spożywczych na wykwintną domówkę przy okazji wrzucamy do koszyka pigmenty, szminki i pudry, dzięki którym zabłyśniemy na każdej imprezie. A najlepsze jest to, że za wszystko zapłacimy niewiele, więc z czystym sumieniem możemy przeznaczyć większą kwotę na wyszukane trunki.
Tak, wiem, trochę popłynęłam z powyższym opisem, ale sama kolekcja, jej wygląd i fakt, że samą ideę karnawału bardzo lubię, sprawiły, że trochę za bardzo się wczułam. Ale już schodzę na ziemię i przejdźmy do konkretów.


O marce słów kilka
Od ponad 30 lat jesteśmy liderem wśród polskich producentów kosmetyków. Nasze produkty są z sukcesem sprzedawane na rynkach kilkudziesięciu krajów, zarówno Europy Środkowo – Wschodniej jak i Europy Zachodniej. Jesteśmy obecni między innymi na tak wymagających i konkurencyjnych rynkach jak: Francja, Hiszpania, Portugalia, Włochy, Grecja, Rosja, Ukraina, Litwa, Łotwa, Białoruś, Słowacja, Bułgaria, Rumunia, Islandia, Pakistan, Azerbejdżan, RPA oraz Bliski Wschód. Ostatnio, do grona odbiorców kosmetyków marki Bell dołączyły: Singapur, Hong Kong oraz Estonia, a także Maroko, Iran, Tajwan oraz kraje skandynawskie. W sumie nasze produkty są eksportowane do około 50 krajów.
Warto również zaznaczyć, że Bell jest marką polską. A oczywiście nasz rodzimy rynek kosmetyczny (i nie tylko) trzeba wspierać. Szczególnie, że ma ona sporo do zaoferowania, bo oprócz standardowej linii proponuje nam również serię HypoAllergenic oraz cykl kosmetyków specjalny dla Biedronki.

Show Off, Nail Enamel, lakier do paznokci
Dobrze zrobione paznokcie dopełniają całość stylizacji. Na spotkania świąteczne, imprezy i inne specjalne okazje Bell poleca jeden z trzech limitowanych lakierów do paznokci. Iskrzące blaskiem i kolorem lakiery sprawią, że manicure stanie się wyjatkowy. Można użyć bezpośrednio na płytkę paznokcia lub na wybrany wcześniej lakier do paznokci.
źródło: wizaz.pl
Gramatura: 5,5 g
Moje kolory: Curtain up!, Fire Ring, Confetti Cannon.
Cena: 7,99 zł
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia
Jak już pewnie wiecie, od długiego czasu nie sięgam już po tradycyjne lakiery. Jestem wierna manicure hybrydowemu. Mam kilka ulubieńców zostawionych w pudełku, tak na wszelki wypadek, ale jeszcze ani razu ich stamtąd nie wyciągnęłam. Z tego też względu, żaden z serii Carnival ze mną nie został. Nie są to do końca moje kolory, bo czerwień noszę rzadko, a takie brokatowe toppery to chyba raz do roku, w sylwestra. Niemniej jednak, z pewnością się nie zmarnują, bo już znalazły kochający dom, a trafiły, jako dodatek do świątecznego prezentu, w ręce mojej koleżanki. I z jej doniesień mogę śmiało powiedzieć, że mają całkiem przyjemne krycie, 2-3 warstwy spokojnie Was usatysfakcjonują.


Vinyl Lips, płynne pomadki
Błyszczyk, który daje wyjątkowo spektakularny efekt. Winylowa formuła nadaje ustom instensywny kolor i lustrzany blask. Produkt nie rozmazuje się i nie wypływa poza ich kontur. Odpowiednio dobrany aplikator zapewnia precyzyjną aplikację produktu. Dostępny w 3 zmysłowych odcieniach.
źródło: wizaz.pl
Moje kolory: 01 Circus Peanuts, 02 Cotton Candy, 03 Candy Apple
Cena: 9,99 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
I tutaj wszystkie poleciały w świat, a dokładniej do tej samej koleżanki. Kolorki są ładne, choć podejrzewam, że mnie nie pasowałby żaden. Jednak to, co sprawiło, że nie mogłabym się do nich przekonać to fakt, że nie są to matowe pomadki. Zostawiają blask, który pozostaje z nami aż do samego zmycia. Wiem, że z pewnością znajdą się osoby, którym takie wykończenie bardzo się spodoba, u mnie, niestety, nie zdaje egzaminu. Jednak nie mogę im odmówić tego, że mają dobre krycie, co zobaczycie na swatchach poniżej.


Vanilla Sugar, rozświetlający puder do twarzy i ciała
Otula ciało wyjątkowym blaskiem pełnym słodkiego zapachu wanilii. Sypki puder rozświetlający to produkt, którym można oprószyć wszystkie miejsca na ciele, nie tylko twarz, ale też te partie, które mają być wyeksponowane. Wyrafinowany połysk rozświetli twarz, dekolt i ramiona.
źródło: wizaz.pl
Gramatura: 6,5 g
Cena: 13,49 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
No, i w końcu mamy pierwszy kosmetyk, który ze mną zostaje. Raczej nie będę go stosowała do makijażu twarzy, ale ciekawi mnie jak będzie się prezentował na skórze dekoltu. Co prawda, daje on satynowe rozświetlenie, które ładnie wyglądałoby i na podkładzie, ale ja niestety mam problemy z nierównościami cery, których w żadnym wypadku nie chcę podkreślać. Jeśli nie lubicie intensywnych rozświetlaczy na szczytach kości policzkowych to możecie się pokusić o użycie go właśnie w tym celu.
Jeśli chodzi o samo sitko to trzeba się trochę namachać, żeby wydobyć z niego produkt, albo to ja jestem taka nieporadna. Ponadto, jest ono zabezpieczone jedynie naklejką. Jednak wolę, kiedy możemy otworki zakryć.
I powiedzcie mi, czy to tylko ja, czy Wam też szata graficzna kojarzy się z cyrkiem, a opakowanie pudru z namiotem, w którym to wydarzenie się odbywa?


Metal Frosting, Eveshadow, metaliczne pigmenty
To intensywnie błyszczące cienie o unikalnej formule. Nowatorski produkt idealnie aplikuje się palcem, zapewniając wyjątkowy połysk i kolor. Konsystencja pomiędzy cieniem prasowanym a sypkim pozwala uzyskać spektakularny efekt makijażu. Produkt do stosowania bezpośrednio na powiekę lub na wcześniej nałożone cienie.
źródło: wizaz.pl
Moje kolory: 001 Classic Popcorn, 002 Caramel Popcorn, 003 Peanut Butter Popcorn, 004 Cookie Popcorn
Cena: 9,99 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Tutaj mamy pół na pół. Z ciemniejszymi odcieniami się pożegnałam, a zostawiłam sobie dwa jasne. Jeden z nich miał już swoją premierę na moich powiekach. Aplikowany palcem daje piękny, metaliczny błysk. Szczerze mogę powiedzieć, że są to najbardziej połyskujące cienie w mojej kolekcji. Owszem, mam jeszcze kilka pigmentów, ale te z Bell są teoretycznie cieniami, sypkimi, ale wciąż cieniami. Ich drobinki są drobno zmielone. Oczywiście, jak to przy takiej formule bywa, mocno się osypują (choć muszę zaznaczyć, że nakładałam je na sucho), także jeśli planujecie wykonać makijaż z ich użyciem to polecam zacząć od oczu. Ale jak już je zaaplikujecie to wszystkie Wasze z nimi zmagania odejdą w zapomnienie, bo tak piękny efekt dają. I mówię to ja, fanka matów. To musi o czymś świadczyć.
Jedyne moje zastrzeżenie to fakt, że niestety delikatnie mnie podrażniają. Mam bardzo wrażliwe oczy i z niektórymi kosmetykami do tej okolicy występuje łzawienie i pieczenie. Tak też było i z Metal Frosting.


Shiny Lips, błyszczące pomadki
Kryjąca, formuła zapewnia efekt intensywnego rozświetlenia oraz zapobiega przesuszaniu się ust. Pomadka łatwo się aplikuje, może być stosowana samodzielnie lub z innymi produktami do ust. Dostępna jest w 3 intrygujących odcieniach.
źródło: wizaz.pl
Moje kolory: 01 Strawberry Slushie, 02 Bubblegum Smoothie, 03 Tutti Frutti Soda
Cena: 9,99 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Tak, jak już pisałam, wolę mat. Zarówno na oczach, jak i na ustach. Jednak ta seria wygląda tak ślicznie, tak zachęcająco, że musiałam sobie zostawić choć jedną z nich. No i padło na najjaśniejszą, która u mnie zupełnie nie zostawia koloru, a jedynie dodaje blasku. To, co mi się w niej podoba to fakt, że nie jest to typowy błyszczyk, za którymi nie przepadam, a bardziej drobinkowe rozświetlenie. Wiem, że nie brzmi to najlepiej, ale na ustach wygląda naprawdę naturalnie. Ogólnie formuła tego kosmetyku nie ma pełnego pigmentu, są to jedynie półprzezroczyste bazy dla brokatu. To, co jest raczej nieodłączną częścią pomadek w sztyfcie to to, że nie są one najtrwalsze. Posiłku czy picia z pewnością nie przetrwają, a i nie wystawione na żadne "zagrożenia" znikną po kilku godzinach. Na plus, jednak, zasługuje fakt, że nie wysuszają ust.


Znacie markę Bell? Co o niej sądzicie? Jaką ich linię lubicie najbardziej? Zaglądacie do jej szaf w Biedronce? Co myślicie o nowej serii Carnival? Skusicie się na jakiś kosmetyk? Czy może nic szczególnie Was nie zainteresowało?

~ wredna
Czytaj więcej

CZEKOLADKI, REWOLWER I ODKUPIENIE
Porównanie palet od Revolution Makeup

43 komentarze:
No dobrze, doskonale wiecie, że jestem maniaczką palet cieni. Nie mam ich ogromnej ilości, ale zdecydowanie więcej niż bym potrzebowała. To jednak nie powstrzymuje mnie przed nowymi zakupami. Ale jak wiadomo, ten typ kosmetyków potrafi być niezwykle drogi, dlatego bardzo upodobałam sobie markę Revolution Makeup, bo oferuje alternatywy, które nie rozbijają banku. Ponadto, cieszy się dobrą opinią i przylgnęła do niej etykietka "tania i dobra", co jak najbardziej mi odpowiada i cieszy. I tutaj znów, mój zbiór ich wypustów nie jest imponujący, ale pomyślałam, że takie porównanie wszystkich przeze mnie posiadanych może się komuś przydać.


O marce słów kilka
Perfekcyjny makijaż to ładnie położony podkład, profesjonalnie pomalowane oczy i dobrze dobrany kolor pomadki. Stworzenie zachwycającego wizażu bywa jednak niekiedy sporym wyzwaniem. By móc jak najlepiej mu sprostać, warto wybierać sprawdzone produkty. Doskonałe propozycje oferuje znana, rewolucyjna marka Makeup Revolution. Sklep internetowy, taki, jak nasza drogeria, to idealne miejsce na to, aby zakupić wszelkiego rodzaju cienie do powiek, podkłady i szminki, które okażą się wspaniałą pomocą podczas tworzenia makijaży na różne okazje.
Podkreślaj swą urodę zawsze i wszędzie, by zachwycać wszystkich naokoło. Kosmetyki Makeup Revolution przydadzą Ci się podczas tworzenia makijażu na co dzień, od święta czy do pracy. Wybierz wśród nich kolory, które najlepiej pasują do Twojej osobowości, by każdego dnia czuć się pięknie i wyjątkowo. 

I love Chocolate, palety cieni - Czekoladki
Palety z serii I Love Chocolate to niezwykłej jakości mocno napigmentowane i niesamowicie trwałe cienie zamknięte w oryginalnym opakowaniu nawiązującym do tabliczki czekolady
Gramatura: 21,96 g
Liczba cieni: 16 lub 18
Cena: 39,90 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia


Opakowanie i różnice
Zacznę od tego, co mogę wrzucić do jednego worka. Uważam, że seria czekoladowa jest najbardziej popularną i tą, do której sama mam największą słabość, głównie ze względu na oprawę graficzną. Kasetki wykonane są z dosyć grubego i solidnego plastiku, otwierają się bez problemów i zamykają na zatrzask. Każda paleta opatrzona jest ogromnym lusterkiem wielkości samej palety. To co łączy wszystkie czekoladowe wypusty to też sam projekt, czyli piękna imitacja roztapiającego się tegoż właśnie deseru. Oczywiście, każda z nich ma inną kolorystykę, która nawiązuje do jej nazwy i zawartości. Każda z nich ma również plastikową przekładkę, jednak w tych starszych ma ona trochę inną rolę, bo to na niej podpisane są wszystkie cienie. Te nowsze, podpisane są bezpośrednio na kasetce. Z tego też względu, nie mają one miejsca na aplikator, tak jak to było w ich poprzednikach. I może jak już przy tym jesteśmy to omówmy pokrótce różnice. Mimo tego, iż gramatura w każdej jest taka sama to jej rozłożenie już nie. Czekoladki, które zostały wypuszczone przed Nudes zawierały 14 standardowych wkładów po 1,22 g i dwa większe po 2,44 g. W tych późniejszych wszystkie 18 mieści po 1,22 g. Jeśli chodzi o moje preferencje to zdecydowanie wolę te nowsze, znacznie bardziej podoba mi się, kiedy wnętrze jest symetryczne i ułożone, i mogę mieć pewność, że będę umiała nazwać każdy cień, nawet jeśli zgubię plastikową przekładkę.


Pigmentacja i blendowanie
Może zacznę od tego drugiego. Z cieniami pracuje się bardzo przyjemnie. Nie ma większych problemów z ich rozcieraniem, na co pewnie ma też wpływ pigmentacja (ale o tym za chwilę). Jednak to co ważne to to, że przy blendowaniu kolory nie zanikają i nie tworzą jednej wielkiej, szaro-burej plamy. Formuła sprawia, że nie powstają żadne smugi czy prześwity. Sporą zasługę ma tu pewnie fakt, że czekoladki są całkiem delikatne. Sprawdzą się również dla początkujących, bo trudno sobie nimi zrobić krzywdę, ale z drugiej strony z łatwością można zbudować ich krycie. Dla intensywnego makijażu warto zaaplikować kilka warstw. Osobiście wolę bardziej napigmentowane formuły, ale nie ma nic czego, nie da się przeskoczyć. Z serią Chocolate trzeba po prostu dłużej pracować, żeby uzyskać mocniejszy malunek.

Trwałość
Cienie najczęściej nosiłam na bazie EyeShadow Keeper z Inglot i Maybelline Color Tattoo. Nie jestem w stanie wypróbować tego typu kosmetyków na gołej powiece, bo moja jest opadające i mocno przetłuszczająca się, więc kolory znikłyby z niej po niecałej godzinie.  Na tak przygotowanej powiece trzymały się bardzo dobrze i wyglądały nienagannie do samego zmycia. Delikatnie zbierały się w zmarszczkach w wewnętrznych kącikach, ale u mnie nawet Modern Renaissance od Anastasii zachowuje się podobnie.


Orange Chocolate to niezwykłej jakości paleta 16 cieni do powiek w bardzo oryginalnym opakowaniu nawiązującym do tabliczki czekolady.Cienie są mocno napigmentowane i niezwykle trwałe a ich aplikacja jest bardzo przyjemna.Cienie są niezwykle gładkiej i aksamitnej konsystencji a ich aplikacja to sama przyjemność. Są trwałe, nie rolują się i nie osypują.Spakowane w przepiękną kasetkę w kształcie czekolady z dużym lusterkiem w środku i aplikatorem do nakładania cieni.
Gramatura: 21,96 g (14x 1,22 g, 2x 2,44 g)
Cena: 39,99 zł
Liczba cieni: 16
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Moja ocena: 4/5

Kolorystyka, zapach i skład
Jak sama nazwa palety wskazuje, jest to coś dla miłośników pomarańczu. I tego odcienia jest tu zdecydowana większość, a wszystkie brązy są zdecydowanie w ciepłej tonacji. Ale znajdzie się tutaj też co-nieco dla fanów różu (wciąż tego rozgrzanego), burgundu, złota i odcieni szampańskich. To, co sprawia, że kompozycja jest bardzo uniwersalna to fakt, że znajdziemy tutaj różne wykończenia, od matów, które tutaj przeważają (10), poprzez satynę (4), aż po cienie metaliczne (2). A ich nazwy w większości nawiązują do pomarańczowych deserów (clementine, chocolate orange, segment, orange, peel etc.). A te wrażenia potęguje dodatkowo zapach, choć muszę przyznać, że ten przywodzi mi trochę na myśl środki BHP i więcej w nim cytryny niż tytułowy owoc. Niemniej, jest całkiem przyjemny i zdecydowanie bardziej podoba mi się niż ten w drugiej mojej czekoladce.
SKŁAD: Mica, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Talc, Magnesium Stearate, Paraffinum Liquidum, Ethylhexyl Palmitate, Polybutene, Kaolin, Silica, Polyethylene, Bis-Diglyceryl Polyacyladipate-1, Dimethicone, Methylparaben, Propylparaben, Parfum May Contain (+/-) CI 77891, CI 77491, CI77492, CI 77499, CI 77007, CI 15850, CI 15985.
Palety z serii I Love Chocolate to niezwykłej jakości mocno napigmentowane i niesamowicie trwałe cienie zamknięte w oryginalnym opakowaniu nawiązującym do tabliczki czekolady.W palecie znajdują się cienie o zróżnicowanym wykończeniu - matowe, satynowe i z drobinkami. Dzięki ich gładkiej i aksamitnej konsystencji, ich aplikacja to sama przyjemność. Różnorodność kolorów i odcieni sprawia, że paleta może być wykorzystywana zarówno do makijażu dziennego, jak i wieczorowego.
Gramatura: 21,96 g (18x 1,22 g)
Cena: 39,99 zł
Liczba cieni: 18
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Moja ocena: 4+/5

Kolorystyka, zapach i skład
Ta paleta sprawdzi się u osób, które preferują neutralne makijaże. Całość utrzymana jest w naturalnej, wciąż delikatnie ciepłej kolorystyce, choć znajdzie się tutaj kilka chłodniejszych akcentów. Znów mamy tutaj szeroki przekrój wykończeń i pod tym względem ta propozycja jest bogatsza niż Orange, bo w Nudes znajdziemy 11 matów, 3 cienie metaliczne, 2 satyny, jeden cień foliowy i jeden mat z drobinami. Bardziej różnorodne są też same odcienie - sporo cieplejszych i chłodniejszych, jaśniejszych i ciemniejszych brązów, róże i ciemne fiolety (a dokładniej jeden - oberżyna), a także złoto, miedzie i jasne, szampańskie kolory. Nazwy nawiązują do tytułu palety i są związane z nagością, naturalnością i cielesnością (stripped down, in the sheets, pillow talk, in the nude, after dark etc.) W tej kompozycji zapach przypomina praliny, ale niestety wyczuwam tutaj intensywną, syntetyczną, plastikową nutę. Ja za tą wonią nie przepadam, ale wielu osobom (nawet w moim otoczeniu) się podoba.
SKŁAD: Mica, Aluminium Starch Octenylsuccinate, Talc, Magnesium Stearate, Paraffinum Liquidum, Ethylhexyl Palmitate, Polybutene, Silica, Polyethylene, Calcium Sodium Borosilicate, Dimethicone, Tin Oxide, Methylparaben, Propylparaben, [+,-: CI77891, CI77491, CI77492, CI77007, CI15850, CI16035].

Zestaw 15 profesjonalnych, mocno napigmentowanych cieni do powiek
Gramatura: 16,5 g (15x 1,1 g)
Liczba odcieni: 15
Cena: 19,80 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Moja ocena: 4/5
A skąd w ogóle pomysł na nazwanie tej palety mianem rewolweru? A no ze względu na to, że producent opatrzył ją tytułem Re-Loaded co w wolnym tłumaczeniu może oznaczać "przeładowany" (w odniesieniu do pistoletu).

Opakowanie i skład
Nasze cienie skryte są plastikowej kasetce z przezroczystym okienkiem, przez które możemy podziwiać wnętrze. Tworzywo jednak jest lżejsze i zdecydowanie gorszej jakości niż to w czekoladkach. Jednak jeśli chodzi o kwestie techniczne i praktyczne to nie mam im nic do zarzucenia (oprócz pękającego tworzywa). Kolejny aspekt, który różni je od wyżej opisywanej serii to brak nazw cieni oraz plastikowej przekładki. Myślę, że ma na to wpływ niska cena tych palet. Jedyne za co tutaj płacimy to zawartość. Oprawa jest taka sama, jak w pierwszych wypustach Makeup Revolution, czyli Redemption (o których będę też pisała niżej), dlatego podejrzewam, że kasetki nie są najtrwalsze.  Ja swoje paletki z początków marki mam już dosyć długo i widać to właśnie na opakowaniu. Góra Iconic pękła mi za połowę (jak się przyjrzycie to zobaczycie to na zdjęciach). Są one też bardzo podatne na porysowania, więc po tych kilku latach użytkowania nie są zbyt reprezentatywne. To, co odróżnia Re-Loaded od ww. to układ cieni. Są to prawie kwadratowe prostokąty skomponowane w trzech poziomach po 5 wkładów w jednym. 
SKŁAD: przeczytacie tutaj, był zbyt długi, żeby tutaj go wklejać.

Kolorystyka i pigmentacja
Velvet Rose jest inspirowana kultową już paletą od Anastasii Bevery Hills Soft Glam. Przyznam szczerze, że miałam chrapkę na oryginał, ale zniechęciła mnie cena i fakt, że sporo cieni powtarza się z Modern Renaissance, którą już mam. Jednak sama kompozycja długo za mną chodziła, więc korzystając z okazji postanowiłam wybrać ją ze sklepu eZebra. Sądząc po swatchach w internecie, jest ona bardzo dobrze odwzorowana, więc nie żałuję, że nie mogę sobie pozwolić na tę od ABH. Ta propozycja jest jeszcze bardziej neutralna i bezpieczna niż Nudes. Większość matów (9) to różnorodne odcienie brązu i jeden beż, cztery metaliczne to złoto, róż i brąz, prasowany złoty brokat i jeden, czarny, matowy cień z drobinkami. Wydaje mi się, że pigmentacja jest nieco lepsza niż w czekoladkach, natomiast przekłada się to również na inną pracę przy blendowaniu, o czym napiszę za chwilę. Na swatchach odcienie są znacznie bardziej intensywne i łatwiej zbudować je do pełnego krycia. 

Blendowanie i trwałość
Jak już napomknęłam, Re-Loaded ma troszkę większą pigmentację niż czekoladki, ale tym samym trochę trudniej się z nimi pracuje. Nie rozcierają się już tak szybko, jak te wcześniejsze. Trzeba troszkę dłużej się nad nimi pochylić. Jednak kiedy poświęcimy im już odpowiednią ilość czasu to odwdzięczą się stworzeniem idealnej mgiełki. Z pewnością wpływa na to mniej jedwabista formuła. Dlatego trzeba uważać, bo przy nieumiejętnej aplikacji możemy nabawić się plam. Także początkującym radzę nakładanie ich na przypudrowaną powiekę.
Cienie najczęściej nosiłam na bazie EyeShadow Keeper z Inglot i Maybelline Color Tattoo. Nie jestem w stanie wypróbować tego typu kosmetyków na gołej powiece, bo moja jest opadające i mocno przetłuszczająca się, więc kolory znikłyby z niej po niecałej godzinie.  Na tak przygotowanej powiece trzymały się bardzo dobrze i wyglądały nienagannie do samego zmycia. Delikatnie zbierały się w zmarszczkach w wewnętrznych kącikach, ale u mnie nawet Modern Renaissance od Anastasii zachowuje się podobnie. 


Redemption Palette, palety cieni - Odkupienie
Zestaw 12 cieni do powiek. W składzie palety znajdują się odcienie matowe, satynowe i perłowe w tonacji delikatnych, subtelnych brązów i beży.
Gramatura: 14 g
Liczba cieni: 12
Cena: 19,80 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Tutaj, wydaje mi się, że moje określenie tych palet jako "odkupienie" jest bardziej intuicyjne, ale dla osób, które nie uczą się angielskiego wyjaśnię. Słowo "redemption" znaczy ni mniej, ni więcej, jak właśnie "odkupienie".

Opakowanie i różnice
Zacznę od tego drugiego, bo tutaj nie ma zbyt wielu aspektów do opisywania. To, co różni palety z tej serii to nazwy i zawartość. Opakowania, projekt i szata graficzna jest jednakowa dla każdego produktu Redemption. A te są takie same jak przy Re-Loaded, także nie będę się powtarzała, odsyłam wyżej. Jedyna różnica to fakt, że te nowsze nie mają w sobie aplikatora, a zamiast tego dostajemy 3 dodatkowe cienie. Do serii Redemption natomiast dołączona jest dwustronna pacynka.


Pigmentacja i blendowanie
I te obie kwestie są podobne do serii Re-Loaded, z tą jednak różnicą, że Redemption mają tendencję do znikania przy rozcieraniu i zlewaniu się w jeden odcień. Z tymi trzeba pracować zdecydowanie najdłużej, dlatego używam ich tylko do lekkich, dziennych makijaży. Do zbudowania intensywnego, wieczorowego malunku nie miałabym cierpliwości. Mam wrażenie, że te pierwsze wypusty Makeup Revolution mają najsłabszą jakość, ale to wskazuje jedynie na to, jak prężnie marka się rozwija. Jednak mimo tego, mam do tych dwóch maleństw ogromny sentyment, bo są to moje pierwsze palety w ogóle. Dlatego nie jestem w stanie się z nimi rozstać i wciąż po nie sięgam, sporadycznie, bo sporadycznie, ale wciąż.

Zapach, trwałość i skład
Cienie najczęściej nosiłam na bazie EyeShadow Keeper z Inglot i Maybelline Color Tattoo. Nie jestem w stanie wypróbować tego typu kosmetyków na gołej powiece, bo moja jest opadające i mocno przetłuszczająca się, więc kolory znikłyby z niej po niecałej godzinie.  Na tak przygotowanej powiece trzymały się względnie dobrze. Z pewnością nie dorównują nowszym wypustom marki, ale do makijażu dziennego, który nosimy jakieś 5-6 godzin się nadadzą.
Co do zapachu to te nie są już perfumowane i ich woń jest standardowa dla cieni do powiek.
SKŁAD: Mica, Talc, Magnesium Stearate, Paraffinum Liquidum, Ethylhexyl Palmitate, Polybutene, Dimethicone, Methylparaben, Propylparaben [+/-: CI77891, CI77491, CI77492, CI77499, CI15850, CI16035, CI 42090, CI77742, CI77510, CI77007, CI19140, CI15985, CI45410].

Zestaw 12 cieni do powiek. W składzie palety znajdują się odcienie matowe, satynowe i perłowe w tonacji delikatnych, subtelnych brązów i beży. Delikatna konsystencja dobrze się rozprowadza i rozciera na skórze. Idealnie dobrana kolorystyka, pozwala na stworzenie pięknych makijaży na każdą okazję. Odpowiedni poziom nasycenia koloru sprawia, że każdy cień jest intensywny. Plastikowe opakowanie zostało wzbogacone o dwustronny aplikator.

Gramatura: 14 g
Liczba cieni: 12
Cena: 19,80 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Moja ocena: 3/5

Kolorystyka i wykończenie
Inspirowana Naked 3 od Too Faced. Swego czasu taka fioletowo-różowa kolorystyka była niezwykle modna, a ja od zawsze taką uwielbiałam. Pamiętam, że kiedy ją zobaczyłam, bardzo mnie zauroczyła. Teraz kiedy na nią patrzę nie czuję aż takiej miłości. Owszem, jest ładna, ale tych błyszczących brązów zupełnie nie używam i rzadko po nie sięgałam. Jeśli chodzi o przekrój wykończeń to mamy tutaj tylko trzy maty, 5 satyn, 3 odcienie metaliczne i jedną satynę z drobinkami. Możliwe, że poszła w odstawkę właśnie ze względu na małą ilość matów, które uwielbiam i wybieram najczęściej. Jednak nie można jej odmówić tego, że była to jedna z niewielu palet na rynku w tamtych czasach o tak bogatym zróżnicowaniu wykończeń na tej półce cenowej.


Cienie utrzymane w kolorystyce naturalnych brązów i beżów oraz granatu, o bardzo mocnej pigmentacji i intensywnych kolorach, to połączenie matowych odcieni. Są to cienie o bardzo mocnej pigmentacji i intensywnych kolorach. Każdy kolor może być używany samodzielnie, ale także są łatwe w łączeniu się ze sobą i blendowaniu. Do zestawu dołączona została wygodna pacynka do nakładania cieni.

Gramatura: 14 g
Liczba cieni: 12
Cena: 19,80 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Moja ocena: 3/5

Kolorystyka i wykończenie
Jak już poznałam swoje zamiłowanie do matów to zapragnęłam mieć paletę o wyłącznie takim wykończeniu. Także w tej kompozycji nie znajdziecie żadnego brokatu, satyny czy innego błysku. Jeśli natomiast chodzi o kolorystykę to jest to podstawa podstaw. Głównie beże, brązy, czerń, szarość i dwa odcienie fioletu. Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że wszystkie cieliste odcienie na skórze wyglądają identycznie. Z tego też względu sięgałam po tylko jeden z nich. Najjaśniejszy brąz uwielbiałam do budowania załamanie powieki, dlatego, jak widzicie na zdjęciach ubytek w nim jest całkiem spory. A po czarny cień wciąż sięgam przy codziennym makijażu do podkreślenia linii rzęs.


Znacie markę Makeup Revolution? Co o niej sądzicie? Macie jakieś palety tej firmy? Które są Waszymi ulubionymi? Po jakie serie sięgacie najczęściej i najchętniej? Próbowaliście którychś z tych, o których piszę? Jak się Wam sprawdzają?

~ wredna
Czytaj więcej

EFEKT WOW DZIĘKI JEDNEMU CIENIOWI?
Pierwsze spotkanie z marką Neve Cosmetics

42 komentarze:
Już jakiś czas temu na blogu pojawił się haul ze sklepu internetowego eZebra, który zapowiadał recenzje przedstawionym w nim produktów. Jednym z nich był cień marki Neve Cosmetics. Jak już widzicie po tytule wpisu, jest to moje pierwsze spotkanie z tym producentem, a skusiłam się na ten konkretny kosmetyk, bo zakochałam się w swatchach, które znalazłam w internecie. Od dłuższego czasu szukałam jakiegoś metalicznego, duochromowego odcienia fioletu, coś między wrzosem, lilią, a błękitem. Dodatkowo nazwa - Wow, przecież to musi na coś wskazywać. Ale czy na pewno?


O marce słów kilka
Młoda, niezależna i kreatywna włoska firma kosmetyczna.Każdy płatek śniegu jest inny i wszystkie są równie piękne. Dokładnie jak ludzie.
Nazywamy siebie Neve Cosmetics, ponieważ dla nas piękno jest czymś naturalnym, czystym i magicznym.
Nasza firma powstała w 2009 roku w pięknej prowincji Turyn, (…) a dzięki najlepszym krajowym profesjonalistom i artystycznemu kierunkowi w miłości do kolorów tworzymy mineralne, naturalne i innowacyjne kosmetyki. U podstaw naszej filozofii produkcji leży chęć tworzenia skutecznych, kolorowych, szalonych i przyjemnych produktów bez wyrzeczenia się prawdziwych i czystych formuł lub naszej etyki cruelty free.

O sklepie słów kilka
Wielkie marki w najniższych cenach w kraju. Bogata oferta kosmetyków do makijażu i pielęgnacji takich marek jak: Loreal, Maybelline, Sally Hansen, Astor, Nailtek, Max Factor, Bourjois.
Sklep internetowy eZebra.pl poznałam kilka lat temu. Urzekł mnie bogatym asortymentem i kosmetykami w przystępnych cenach. Pamiętam, że byłam wniebowzięta, kiedy dowiedziałam się, że siedziba drogerii znajduje się w Lublinie i to jakieś 15 minut spacerkiem od miejsca, w którym wtedy mieszkałam. Jak możecie się domyślić, byłam wtedy częstym gościem na Wojciechowskiej (wtedy tam właśnie znajdował się punkt odbioru osobistego).


Cień mineralny prasowany, wkład do palety magnetycznej.Pigment w najczystszej postaci i formuła łącząca wzbogacone zostały witaminami dzięki czemu gwarantują maksymalną łatwość aplikacji, wytrzymałość i komfort.
Gramatura: 3 g
Liczba dostępnych odcieni: 94
Termin ważności: 6 miesięcy od otwarcia

Opakowanie i skład
Jest to typowy wkład do palety magnetycznej. Jeśli czytacie mojego bloga od jakiegoś czasu to wiecie, że jeśli decyduję się na pojedyncze cienie to wybieram tylko takie, te w kasetkach zupełnie mnie nie interesują. Przychodzi do nas w plastikowym, przezroczystym opakowaniu ochronnym, a także pięknym, fioletowym, kartonowym rękawie z logo firmy i wyciętym okienkiem, dzięki któremu możemy zobaczyć odcień naszego cudeńka. Całość bardzo dobrze zabezpiecza zawartość. Jeśli chodzi o oprawę to nie ma tutaj nad czym się rozwodzić. Sam wkład dobrze trzyma się palety, jednak to, co wyróżnia go na tle innych to fakt, że jest ogromny. Powiedziałabym, że prawie dwa razy większy niż standardowe rozmiary Kobo czy Glam Shop.
A z racji tego, że o opakowaniu nie ma co pisać to napomknę jeszcze o tym jak cień wygląda na pierwszy rzut oka. Jest to liliowo-wrzosowy odcień z delikatnym błękitnym poblaskiem, jednak nie zapowiada intensywnej, metalicznej tafli czy dużego kontrastu w odcieniach duochrome. Nie widzę też w nim większych drobinek, także dla tych, którzy nie lubią brokatu może się sprawdzić.
SKŁAD: Talc, Mica, Octyldodecyl Stearoyl Stearate, Magnesium Stearate, Cetearyl Ethylhexanoate, Caprylyl Glycol, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate. May Contain (+/-): Ci 77891 (Titanium Dioxide), Ci 15850 (Red 7 Lake), Ci 77007 (Ultramarines).

Konsystencja i zapach
Zacznę od tego drugiego, bo w tej kwestii nie ma się co rozpisywać, ponieważ zupełnie żadnej woni nie wyczuwam. Z pewnością ucieszą się z tego faktu wszyscy wrażliwy, ze mną na czele. I jak już przy tym jesteśmy to wspomnę, że kiedy nosiłam ten cień na oczach nie zauważyłam żadnego pieczenia czy łzawienia.
Jeśli zaś chodzi o konsystencję samego cienia to nie jest to bardzo pudrowy, ale spodziewałam się bardziej miękkiej i kremowej formuły. Przyzwyczaiłam się do takiej w paletach MUR i ABH. Ta w Neve bardziej przypomina mi błyszczące cienie z Zoevy (przynamniej te ze Smoky, bo tylko tę mam). To również przekłada się na to, że przy swatchowaniu, na palcu, wygląda znacznie bardziej pudrowo i sucho, niż się tego oczekiwałam. To raczej matowa lilia z delikatną, błękitną satyną.
Podczas przenoszenia go na skórę jednak zyskuje trochę bardziej maślaną konsystencję i gładko sunie po powiekach. 


Pigmentacja i blendowanie
Jeżeli chodzi o rozcieranie i samo nakładanie cienia to jest to czysta przyjemność. Zupełnie nie ma tutaj problemu z aplikacją. Formuła rozkłada się jednakowo i nie tworzy plam, prześwitów i smug, choć na to ostatnie wpływ ma też pewnie narzędzie, jakiego używamy, w moim przypadku jest to palec. Użycie tego członka pozwala również na wydobycie największej pigmentacji. I przyznam, że ciężko mi ją ocenić, bo niby jest pełna, ale cień sam w sobie jest półprzezroczysty... Nie wiem jak to poprawnie opisać. Mam wrażenie, że baza kolorystyczna (wrzosowa lilia) jest jedynie tłem dla błękitnego poblasku, ale wciąż nie przykrywa nam w pełni powieki. Wydaje mi się, że jest to bardziej topper, cień zwieńczający, który jedynie dodaje wyjątkowego akcentu, niż coś, co zrobi nam efekt wow solo. Przyznam szczerze, że ja zdecydowałam się na ten cień, żeby stosować go w pojedynkę i uzyskać nim liliowy kolor na powiece z błękitnym duochromem. Dlatego nałożyłam go kilkoma warstwami, najpierw kilkakrotnie palcem, a później dodatkowo pędzlem. Przy tym ostatnim efekt stał się jeszcze bardziej pudrowy i zatracił poblask, wyglądał jak zwykły liliowy, matowy cień. Dlatego raczej polecałabym aplikować go dłońmi, delikatnie wcierając w skórę.
No i muszę też napisać, że troszkę rozczarował mnie fakt, że w żaden sposób nie potrafiłam wydobyć z cienia wykończenia, intensywności i blasku, jaki prezentują zdjęcia na stronie producenta.
Jeśli chodzi o rozcieranie to nie miałam z tym większych problemów. Trzeba jednak pamiętać, aby robić to od razu przy nakładaniu, bo jeśli najpierw zintensyfikujemy pigment kilkoma warstwami, a dopiero później będziemy się starali to wyblendować to możemy napotkać pewien opór. 


Trwałość
Cień testowałam na bazie EyeShadow Keeper z Inglot i Maybelline Color TattooNie jestem w stanie wypróbować tego typu kosmetyków na gołej powiece, bo moja jest opadające i mocno przetłuszczająca się, więc kolory znikłyby z niej po niecałej godzinie. Poza tym wykorzystywałam go przy makijażu na wyjścia, więc nie mogłam sobie pozwolić na fioletowe skrętki w załamaniach. Na tak przygotowanej powiece trzymał się bardzo dobrze i wyglądał nienagannie do samego zmycia. Delikatnie zebrał się w zmarszczkach w wewnętrznych kącikach, ale u mnie nawet Modern Renaissance od Anastasii zachowuje się podobnie.

Cena i dostępność
Kosmetyki marki Neve Cosmetics dostaniecie w wielu drogeriach internetowych, w tym na eZebra. Na tej ostatniej za pojedynczy wkład zapłacicie 29 zł. Czy są dostępne stacjonarnie w Polsce nie wiem, nie wydaje mi się, ale mogę się mylić. Jeśli ktoś z Was ma jakieś informacje na ten temat to będę wdzięczna za cynk.


Podsumowując...
To prawda, że oczekiwałam innego efektu. To prawda, że chciałam większego pigmentu, większego blasku. I prawda, że zdjęcia na stronie producenta trochę mnie zmyliły i nie udało mi się podobnej intensywności uzyskać. Jednak nie mogę powiedzieć, że jest to zły cień. Jest delikatny, subtelny, ale bardzo ładny. Poza tym praca z nim to istna przyjemność, a jego trwałość zupełnie mnie zadowala. Z pewnością się go nie pozbędę i będę z chęcią używała. 
Moja ocena: 4/5

Znacie markę Neve Cosmetics? Co o niej sądzicie? Używaliście ich cieni? Jak się Wam sprawdziły? Podoba Wam się Wow? A może jednak uważacie, że nie jest dla Was? Jakie inne produkty tej firmy polecacie? Korzystacie z drogerii internetowej eZebra? Jak ją oceniacie?

~ wredna
Czytaj więcej

MOJA KOLEKCJA PALET CIENI - AKTUALIZACJA
Czyli co nowego udało mi się zgromadzić w ciągu roku +Wyniki!

72 komentarze:
Na moim blogu pojawił się już kiedyś wpis dotyczący mojej kolekcji palet. Jednak od tamtego czasu minął już ponad rok, więc wypadałoby pokazać Wam moje aktualne zbiory. Od razu zaznaczę, że nie będzie tego dużo, bo staram się ograniczać w kupowaniu nowych cieni, z racji tego, że i tak nie używam ich na co dzień, a tylko na większe okazje. Szczególnie, że ostatnio na rynku pojawia się cała masa pięknych, ciepłych kompozycji, na które mam chrapkę, ale jednak zdaję sobie sprawę, że większość ich odcieni jestem w stanie zastąpić tymi, które już posiadam ;)
PS Jak tam pogoda u Was? U mnie od wczoraj pochmurno, ale wcześniej było iście letnio. Szykujecie się już na wakacje? Jeśli tak to zajrzyjcie tutaj Rosegal best valentine gift 2018, niby link odnoszący do walentynkowych prezentów, ale jeśli w niego klikniecie to zobaczycie mnóstwo strojów kąpielowych w całkiem fajnych cenach ;)

tło: kardigan
Zacznę od palet, które znalazły się w poprzednim zestawieniu. Są to paletki Iconic z Makeup Revolution i Zoeva Smoky. Jeżeli chcecie o nich przeczytać więcej to zapraszam do poprzedniego posta z moją kolekcją - tutaj.

tło: kardigan  |  breloczek

Focallure, Everchanging
Gwarancja najwyższej jakości czternastu cieni do powiek. Odpowiednia dla wszystkich rodzajów cery. Naturalne kolory o wysokiej trwałości. Łatwe w użyciu, odpowiednie dla profesjonalistów i osób, które zaczynają swoją przygodę z makijażem.
Moja wersja: Everchanging
Gramatura: 14 g
Cena: $16.47 ≈ 55,50 zł
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia
O tej palecie pisałam już na blogu, i to nawet nie raz, bo pojawiła się również w ulubieńcach. Kiedy na nią patrzę to na myśl przychodzi mi kontrowersyjna Subculture od ABH. Wiem, że cienie są inne, ale ogólna kompozycja jest utrzymana w podobnej kolorystyce. Znajdziemy tu zarówno ciepłe, jak i te chłodniejsze odcienie. Jeżeli chodzi o wykończenia to mamy tutaj cienie metaliczne i matowe, czyli właśnie takie, jakie lubię najbardziej. Swego czasu korzystałam z niej bardzo często, teraz staram się sięgać również po inne palety ;)
INGREDIENTS: Talc, Mica, Silica, Magnesium Stearate, Dimethicone, Ethylhexyl Palmitate, Caprylic / Capric Triglyceride, CI42090, CI16035, CI19140, CI77742, CI77492, CI77007, CI77491, CI77499, CI77891, Tocopherol, Phenoxyethanol.

tło: kardigan  |  body

SixPlus, Eye
Osiemnaście wysoce napigmentowanych, kwadratowych cieni w jednej palecie. Łatwe w blendowaniu i długotrwałe. Przekrój odcieni od zimnych po ciepłe pozwoli stworzyć idealny makijaż dzienny. W paletę wkomponowane zostały cienie o wykończeniach matowych oraz metalicznych.
Wymiary: 18,1 cm / 10,3 cm.
Gramatura brutto: 180g.
Całkowita gramatura cieni: 30g.
Cena: $9.40 ≈ 31,68 zł
Jak możecie zauważyć jest to paleta inspirowana słynną Hudą Beauty Rose Golden. Przyznam szczerze, że osobiście nie sięgam po nią już tak często, ale siostra bardzo ją lubi, więc u niej wykonuję makijaż zazwyczaj właśnie tą kompozycją. Chyba bardziej zaczęły mi się podobać ciepłe brązy i rudości, i z tych, które są w tej palecie też czasami korzystam. Jak widzicie poniżej pigmentacja jest bardzo dobra, odcienie ciekawe i znajdziemy tutaj zróżnicowane wykończenia, od matu, przez satynę i perłę do metalicznych cieni.
A pełną recenzję tej palety znajdziecie tutaj.
INGREDIENTS: Talc, Illite, Magnesium Stearate, Silica, dimethicone, Hydrogenated Polyisobutene, Mineral Oil, Diisostearyl Malate, Methylparaben, Propylparaben.
May Contain: Iron Oxide Red (Cl 77491), Iron Oxide Black (Cl 77492), Iron Oxide Yellow (Cl 77499), Titanium Oxide Black (Cl 77891).

tło: kardigan  |  body


Paleta własna, GlamShadows i Kobo
Moje odcienie GlamShadows: Miodowy, Paprykarz, Różowe Złoto, Tango, Bingo, Szare Bordo,
Mój odcień Kobo: 104 Pale Peach
Cena Glamshadows: 12 zł
Cena Kobo: 10,39 zł
Paleta: DIY - tutaj
Paletę magnetyczną wykonałam sama. Instrukcję możecie znaleźć pod powyższym linkiem. Recenzję cieni GlamShadows przeczytacie tutaj.
Przyznam Wam się jednak, że rzadko sięgam po te cienie. Są one bardzo dobrze napigmentowane i wyglądają ślicznie, ale jakoś inne palety bardziej mnie inspirują ;)

tło: kardigan  |  body

Anastasia Beverly Hills, Modern Renaissance
Paleta czternastu niezbędnych cieni, która zawiera zarówno neutralne, jak i różowo-czerwone tony. Użyj pierwszej palety marki Anastasia Beverly Hills - Modern Renaissance, która dostępna jest w sprzedaży stałej, do stworzenia niezliczonej liczby makijaży idealnych zarówno na co dzień, jak i na wyjścia.Formuła zapewniająca wysoką pigmentację i łatwość rozcierania cieni.11 matów i 3 cienie metaliczne.Dwustronny, miękki pędzelek.
Gramatura: 14x0,7 g
Cena: $42 ≈ 141,52 zł
Termin ważności: 6 miesięcy od otwarcia
Cudna, piękna no i moja ;) Kultowa paleta, o której w ostatnim czasie było bardzo głośno. Ma przepiękne, ciepłe odcienie, od brązów, przez szare fiolety po róże i złoto. Idealnie pasuje do swojej nazwy, lub odwrotnie - jej nazwa perfekcyjnie ją odzwierciedla. Przy wykonywaniu swatchy do dzisiejszego posta ponownie się w niej zakochałam i odkryłam rewelacyjną pigmentację. Wystarczyło delikatnie dotknąć cienia palcem ;) Ostatnio poszła troszkę w odstawkę, bo chciałam ją zatrzymać na większe okazje, ale chyba nie ma sensu ;) Jak mam ochotę ją wykorzystać to czemu się powstrzymywać? :D Zbliżają się moje urodziny i wiem z pewnością, że to właśnie po tę kompozycję sięgnę do stworzenia urodzinowego makijażu ;)

tło: kardigan  |  body

A na koniec jeszcze wyniki konkursu, w którym do wygrania była wybrana para rzęs marki Perhaeps. Zwycięzcą jest...
Kraina Scarlett
Gratuluję i proszę o kontakt na adres mailowy wrednazwyboru@gmail.com

Co o nich sądzicie? Jakie są Wasze ulubione palety? A może macie którąś z nich? Jak sprawują się u Was? Jaka była Wasza pierwsza paleta? I czy Wasza kolekcja cieni jest bogata, czy raczej ograniczacie się do kilku sztuk?

~ wredna
Czytaj więcej

CO NOWEGO W KOSMETYCZCE?
Czyli promocyjne zakupy w Rossmann, ale nie tylko!

48 komentarzy:
Zanim przejdę do dzisiejszego posta chciałabym Was przeprosić, i trochę się wytłumaczyć, za to, że w niedzielę nie pojawił się wpis. Ostatnio jestem tak zabiegana, że ciężko mi znaleźć chwilę, żeby usiąść i spokojnie poczytać książkę... Dodatkowo w sobotę miałam wesele u brata ciotecznego :D Także mam nadzieję, że zrozumiecie i wybaczycie mi to zaniedbanie ;)
A dziś mam dla Was coś, czym bardzo chcę się podzielić ;) Może będzie to wyglądało jak chwalenie się, ale co tam :D
No dobrze, muszę trochę się uspokoić i przejść do sedna, bo zaczynam się rozwodzić na nie te tematy, co trzeba ;) A więc, jak już wiecie z tytułu, dzisiaj przychodzę z porcją nowości kosmetycznych w moim zbiorach. Pojawiło się tego całkiem sporo (jak na mnie), a szykuje się jeszcze kilka nowinek. Ale wszystko w swoim czasie ;) A teraz będzie mini-haul z promocji -55% w Rossmannie, ale większość będzie spoza tej kategorii ;) I jedna moja perełeczka <3


No to zacznę może od tego co jeszcze niedawno było najbardziej na czasie, czyli od promocji w sieci Rossmann. W drogerii byłam dwa razy, ale dzięki temu udało mi się kupić wszystko to, co sobie zaplanowałam. Od razu powiem, że nie zamierzałam szaleć, a dlaczego dowiecie się na końcu posta ;)

Maybelline, Lash Sensational Intense Black
Pomyślałam, że taka duża obniżka cen jest świetną okazją do testowania nowości, szczególnie tych, których w regularnej cenie bym nie kupiła. I tak właśnie skusiłam się na tę maskarę. Czytałam sporo dobrych opinii na jej temat, a że moje naturalne rzęski są bardzo liche to wciąż szukam ideału. Czy ten kosmetyk spełnił moje oczekiwania? Absolutnie nie. Zupełnie nie nadaje się do moich króciutkich, jaśniutkich, prostych i rzadkich rzęs. Jedyne co robi to nadaje intensywny czarny kolor. A ja jednak potrzebuję wydłużenie, podkręcenia i pogrubienia... I stąd też moja druga wizyta w Rossmannie - musiałam kupić inny, tym razem już sprawdzony tusz :D

Eveline, Volumix Fiberlast Mascara
Uwielbiam tusze do rzęs tej marki. Są tanie, mają genialne szczoteczki i świetnie się u mnie sprawdzają. Ten i podobny, w srebrnym opakowaniu, to moi ulubieńcy. Choć przyznam, że przetestowałam ich sporo i żaden nie zawiódł moich oczekiwań, a przynajmniej nie tak, jak pan powyżej.


Eveline, Art Scenic Concealer
Kiedyś go używałam. Ma średnie krycie i ładnie rozświetla okolicę pod oczami. Niestety, ze względu na moje ogromne sińce pod oczami (z którymi nawet Lasting Perfection z Collection 2000 nie radzi sobie do końca) musiałam z niego zrezygnować i poszukać czegoś mocniejszego. Ale bardzo przypadł do gustu mojej siostrze. Dlatego też wrzuciłam go do koszyka. Akurat kończy jej się obecna sztuka ;)

Bell Hypoallergenic, Mat Liquid Lipstick
Kolejny produkt dla siostry. Chciałam tę pomadkę zakupić przy pierwszej wizycie w Rossmannie, ale niestety kolorek nr 1 był wykupiony. Na szczęście przy drugiej, szafy były już znacznie lepiej zaopatrzone. Kosmetyk sprawdza jej się bardzo dobrze. Kolor idealnie pasuje do jej urody, ładnie wygląda i bardzo długo się utrzymuje ;)


I to by było na tyle, jeśli chodzi o promocję w Rossmannie. Jak mówiłam, nie ma tego dużo ;) (Nie)stety nie mogłam sobie pozwolić na szaleństwa, bo kilka dni przed rozpoczęciem tych przecen szarpnęłam się na coś kosztownego ;) Ale o tym później :D

Kobo, Brightener Matt Powder
Szukałam jakiegoś pudru bananowego, niestety żaden, który mnie interesował nie był dostępny. Kiedy tak przeglądałam asortyment Kobo zobaczyłam ten puder i przypomniało mi się, że słyszałam dobre opinie na jego temat ;) Tak więc trafił do koszyka. Jeszcze go dobrze nie wypróbowałam, więc nie powiem zbyt wiele ;)

Kobo, Mono Matte Eyeshadow
O tych cieniach też sporo dobrego słyszałam. A, że potrzebowałam (czytaj miałam ochotę na coś nowego) czegoś, co sprawdzi się w załamaniu powieki, to się skusiłam. Kolorek (Pale Peach) jest przepiękny, bardzo dobrze się z tym kosmetykiem pracuje - ładnie się rozciera, nie traci przy tym na intensywności, bez problemu można osiągnąć nim zamierzony efekt. Troszeczkę gorzej jest z trwałością, ale na co dzień (i krótsze wyjścia) sprawdzi się idealnie.


Golden Rose, Matte Lipstick Crayon
Produkt jest już tak kultowy, tak osławiony w blogosferze i na YT, że aż wstyd się przyznać, że dopiero teraz po niego sięgnęłam. Wybrałam kolor 18, który miał być delikatnie ciemniejszym nudziakiem (przynajmniej przy mojej bladej cerze). U mnie, jednak, wybijają się delikatne czerwone tony. Zupełnie mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, bardzo dobrze czuję się w tym kolorze ;) Rozumiem też zachwyty nad tym kosmetykiem. Ta konsystencja, ten komfort noszenia, to wykończenie, no i ta trwałość <3 Z pewnością skuszę się na inne odcienie.

Stila, Stay All Day Liquid Lipstick
Miniaturka. Dostałam ją w gratisie, kiedy kupowałam perfumy (o tym niżej). Kolor zupełnie nie mój, więc komuś ją po prostu podaruję ;)


FM by Federico Mahora, nr 317
Zamiennik Gucci Guilty. Szukałam czegoś, co będzie podobne do City Rush z Avonu, które zostały wycofane. Na pewnym forum doczytałam się, że te od Gucci trochę je przypominają. Ale z racji tego, że nie jest to moja półka cenowa, postanowiłam wypróbować zamiennik. I padło na ten od FM Group. Zapach rzeczywiście przypadł mi do gustu, choć na początku nie byłam do niego przekonana. Ich trwałość jest raczej średnia, ale za tę cenę nie ma co oczekiwać cudów ;)


Inglot, Eye Shadow Keeper
Zakupiłam z myślą o weselu brata. Miała bardzo dobrze sprawdzić się na tłustych powiekach. Moje są bardzo problematyczne. Czy się sprawdziła? Nie jestem do końca pewna. Muszę ją jeszcze spróbować, bo po 7 godzinach ww. cień z Kobo zebrał mi się w załamaniach. Ale może to być po prostu wina samego cienia, bo pozostała część makijażu oka wykonana kosmetykami Glam Shadows i Zoevą była nietknięta do samego końca (aż do zmycia).


I na koniec zostawiłam sobie wisienkę na torcie! Ale, żeby troszkę przetrzymać Was jeszcze w niepewności to pozwolę sobie wtrącić dwa słowa :D Jeżeli zainteresował Was któryś z kosmetyków i chcielibyście zobaczyć jego pełną recenzję to, śmiało, piszcie w komentarza, a chętnie ją dla Was nakreślę ;) A tymczasem.... werble poproszę...

Anastasia Beverly Hills, Modern Renaissance
Tak! Jest moja <3 Długo zastanawiałam się nad jej zakupem, bo mało to ona nie kosztuje... Ale te kolory, te opinie na jej temat <3 No, nie wybaczyłabym sobie, gdybym jej nie miała :D Jest jeszcze nowa, świeżutka niedotykana. Jej recenzja na pewno pojawi się na blogu, ale pewnie będziecie musieli troszkę na nią poczekać, bo chcę ją dobrze przetestować ;) A teraz podziwiajmy razem <3


Co myślicie o moich zakupach? Znacie te produkty? Jak się Wam sprawdzają? A może polecicie mi jakiś tusz, który sprawdzi się na moich lichych rzęsach? Wam co udało się upolować na promocjach w Rossmannie? Macie paletkę ABH? Co i niej sądzicie?

~ wredna
Czytaj więcej