Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

PRZEGLĄD KULTUROWY STYCZNIA, CZYLI...
Co obejrzałam, co przeczytałam i czego słuchałam

52 komentarze:
Na moim blogu rzadko pojawiają się posty o innej tematyce niż z szeroko pojętej dziedziny urodowej (beauty). Jednak czasami mam potrzebę podzielenia się z Wami moimi innymi odkryciami, innymi aspektami mojego życia i moich pasji. A z racji tego, że pewien film sprawdził, iż rozpoczęła się moja nowa obsesja to musiałam o nim wspomnieć na Wredna z Wyboru. Pomyślałam, że w recenzowaniu ekranizacji nie jestem zbyt dobra to postanowiłam zrobić to w postaci krótkiego przeglądu tego, co w ostatnim czasie u mnie królowało. Mam nadzieję, że Was nie zanudzę, a może ktoś z Was zainteresuje się jakąś z przedstawianych przeze mnie opinii.
PS nawet pisząc ten artykuł słucham wywiadu z moim nowym ulubionym aktorem.


Imagine Dragons, Natural
Według Dana Reynoldsa, piosenka mówi o tym, aby stać się nieco mniej bezwzględnym i zrogowaciałym z czasem, gdy zdajesz sobie sprawę, że musisz walczyć i powstać dla samego siebie.
źródło: groove.pl
Gatunek: rock alternatywny
Czas trwania: 3:09
Album: Origins
Data wydania: 17 lipca 2018
Postanowiłam zacząć od muzyki, bo tylko jedna piosenka zawładnęła moim początkiem roku 2019. Wiem, że Natural została wydana już jakiś czas temu i wcześniej też ją znałam, ale dopiero w styczniu doceniłam ją w pełni. Samą grupę bardzo lubię i wiele ich utworów przypada mi do gustu, jednak ten miesiąc stał pod znakiem właśnie tej. Ci, którzy zaglądają na bloga już od jakiegoś czasu to wiedzą, że moją muzyczną miłością jest Ed Sheeran, więc fakt, że to nie jego utwór znalazł się w dzisiejszym zestawieniu musi coś znaczyć.
Moja ocena: 5/5
And you're standing on the edge, face up‘Cause you’re a natural

* * *
Ker Dukey, K. Webster, Skradzione Laleczki
Kogo kocha Benny? Swoje małe, słodkie lalki. Póki są posłuszne i nie stają z nim do walki. Dba, by były piękne. Włosy im układa i na ich młode ciałka sukienki zakłada. A gdy noc zapada do zabawy przystępuje.
Tytuł oryginalny: Pretty Stolen Dolls
Gatunek: thriller, sesnacja, kyminał
Data wydania: 30 maja 2018
Liczba stron: 262
W styczniu, do tej pory, udało mi się przeczytać tylko dwie książki, i to niezbyt długie. Pierwsza z nich to właśnie Skradzione laleczki. Przyznam szczerze, że za kryminałami nie przepadam, ale siostra tak bardzo tę pozycję polecała i zachwalała całą serię u siebie na blogu (tutaj), że postanowiłam dać jej szansę. Powiem tak, pomysł był genialny, momentami lektura bardzo mi się podobała, jednak dla mnie zbyt dużo tutaj z erotyka, których nie lubię. Wolałabym, żeby był to bardziej kryminał psychologiczny, bo w tej dziedzinie, moim zdaniem, sprawdziłby się znacznie lepiej. Ma w sobie elementy tego gatunku, jednak dla mnie to za mało. Ogólnie uważam, że nie jest to arcydzieło, ani nic, co wywołałoby u mnie silniejsze emocje, ale z pewnością warto się z tą pozycją zapoznać, szczególnie, jeśli lubicie takie klimaty.
Moja ocena: 3/5
Tatuś mówił, że potwory wyglądają dokładnie tak samo jak my, czy on. I żyją wśród nas.

* * *
Heidi McLaughlin, Forever My Girl
Nigdy nie myślałem, że zostanę gwiazdą rocka. Będąc w college’u, planowałem grać w futbol, następnie dostać się do drużyny ligi zawodowej i poślubić ukochaną z liceum, z którą wiódłbym długie i szczęśliwe życie. Informacją o wyjeździe złamałem serce nie tylko jej, ale i sobie.
Gatunek: literatura obyczajowa, romans
Data wydania: 19 grudnia 2018
Liczba stron: 253
I druga, króciutka pozycja, którą udało mi się przeczytać w tym miesiącu. Przyznam szczerze, że sięgnęłam po nią po obejrzeniu ekranizacji. I jedno i drugie jest warte poznania, ale ani ekranizacja, ani pierwowzór nie zrobiły na mnie większego wrażenia, ot miłe urozmaicenie długiego wieczoru. Jeśli znacie tylko jedno to polecam sięgnąć po drugie, bo jest tak wiele różnic między nimi, że w niektórych aspektach bardziej podobały mi się rozwiązania Heidi McLaughlin, a w niektórych reżysera. To, co łączy obie pozycje to główny wątek, ale cała oprawa sprawia, że można by je traktować jak dwa zupełnie odrębne twory.
Moja ocena: 3/5
Na scenie odnoszę sukcesy, ale w środku nocy doskwiera mi samotność. Przeraża mnie myśl o umieraniu w samotności.

* * *
Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda (2018)
Gellertowi Grindelwaldowi udaje się uciec z więzienia. Tylko Dumbledore z pomocą Newta Scamandera mogą go ponownie pokonać.
Tytuł oryginalny: Fantastic Beasts: The Crimes of Grindelwald
Gatunek: fantasy
Produkcja: USA, Wielka Brytania
Reżyseria: David Yates
Jako ogromna fanka Harry'ego Pottera musiałam się zapoznać z tą nową serią. Oczywiście wiedziałam, że nie będzie to już taki sukces, ale fakt, że w rolę Newta Scamadra wciela się jeden z moich ulubionych aktorów, czyli Eddie Redmayne, nieco podnosił mnie na duchu. Pierwsza część przygód była w porządku. Przyznam szczerze, że nie zapadła mi jakoś szczególnie w pamięć, ale warto obejrzeć, chociażby dla samych efektów specjalnych i fenomenalnej gry aktorskiej. Zbrodnie Grindelwalda tym bardziej chciałam obejrzeć, bo rolę tytułowego zbrodniarza odgrywa również mój ulubiony aktor, czyli Johnny Depp. Taka mieszanka na jednym ekranie - nie mogłam tego ominąć. Tutaj, podobnie jak w przypadku pierwszej części, jest w porządku, ale bez fajerwerek.
Moja ocena: 3+/5
Jesteś zbyt dobry, Newt. Nie spotkałeś jeszcze potwora, którego nie mógłbyś pokochać.

* * *
Duma i Uprzedzenie (2005)
Ekranizacja powieści Jane Austen. Życie pięciu sióstr w georgiańskiej Anglii odmienia się, gdy do sąsiedztwa sprowadza się dwóch kawalerów.
Tytuł oryginalny: Pride and Prejudice
Gatunek: kostiumowy, melodramat
Produkcja: Francja, USA, Wielka Brytania
Reżyseria: Joe Wright
Tak, wiem, jak ja mogłam wcześniej nie widzieć tej ekranizacji? Zaskoczę Was jeszcze bardziej, nigdy nie czytałam książki. Choć po seansie planuję się z nią zapoznać, ale czaję się na wersję w języku angielskim, a ciężko taką trafić w przyzwoitej cenie. 
Ale wracając do ekranizacji. Oglądałam ją w grudniu, więc troszkę tutaj naginam, ale bardzo chciałam o niej wspomnieć, bo stała się jednym z moich ulubionych filmów. Widziałam również serial z Colinem Firthem, ale jednak fenomenalna gra aktorska Keiry Knightly zauroczyła mnie tak bardzo, że to właśnie pełnometrażowa produkcja trafiła do moich ulubieńców. Uważam, że jest to must watch dla wszystkich romantyków; osób, które lubią filmy kostiumowe; oraz dla tych, których interesuje historia i kultura Wielkiej Brytanii. Myślę, że (pewnie bardziej książkę, ale ekranizacja też daje radę na tym polu) docenią ją również maniacy języka angielskiego, którzy chcą poszerzyć słownictwo.
Moja ocena: 4/5
Co zatem pani zdaniem może pobudzić uczucie?Taniec, nawet jeśli partnerka tylko „ujdzie”.

* * *
Bohemian Rhapsody (2018)
Dzięki oryginalnemu brzmieniu Queen staje się jednym z najpopularniejszych zespołów w historii muzyki.
Gatunek: biograficzny, dramat, muzyczny
Produkcja: Francja, USA, Wielka Brytania
Reżyseria: Bryan Singer
Wiedziałam, że ten film przypadnie mi do gustu. Po pierwsze, bardzo lubię tego typu ekranizacje, w których mamy wybitną jednostkę (w tym przypadku cały zespół, ale jednak na czele z Freddiem Mercurym). Po drugie, chyba każdy kocha Queen, albo przynajmniej zna ich utwory. Jednak nie spodziewałam się, że tak bardzo mnie poruszy i wzbudzi tyle uczuć. Tym bardziej doceniam tę produkcję, że dzięki niej poznałam kolejnego świetnego aktora. Rami Malek wcielający się w postać wokalisty zagrał fenomenalnie. Inaczej określić tego nie mogę. Oczywiście, odwzorowanie pierwowzoru graniczy z cudem, ale aktor wykonał kawał dobrej roboty. Jeśli nie widzieliście to polecam się zapoznać. W internecie krąży wiele opinii dotyczących tego, iż nie powinien on nosić miana filmu biograficznego, jednak ja uważam, że pewne odstępstwa od faktów na rzecz ekspresywności można podarować. Poza tym, jeśli ktoś chce bliżej poznać prawdziwą historię zespołu to można pokusić się o obejrzenie filmów dokumentalnych i wywiadów. 
Moja ocena: 5/5
Będzie dobrze. Potrzebują tylko trochę czasu.A co jeśli ja go nie mam?

* * * 
Mr. Robot, serial (2015-2017)
Grupa hakerów planuje atak na międzynarodową korporację Evil Corp.
Gatunek: dramat, thriller, psychologiczny
Twórca: Sam Esmail
Liczba sezonów: 3
Liczba odcinków: 32
Jeśli ja polecam serial to coś musi być na rzeczy. Bardzo rzadko decyduję się na tasiemce, bo najzwyczajniej nigdy ich nie kończę i porzucam w połowie sezonu. Tym razem, jak się możecie domyślać, zaintrygował mnie aktor. Po obejrzeniu Bohemian Rhapsody czułam niedosyt Ramiego Maleka, a z racji tego, że nie ma zbyt wielu filmów z jego udziałem to postanowiłam dać szansę serialowi. Ta produkcja utwierdziła mnie w fakcie, że ten 37 letni (Uwierzylibyście?! Ja dawałam mu jakieś 25) aktor ma duży potencjał i kreuje wielowymiarowe postaci. Ciekawi mnie niezmiernie to, jak rozwinie się jego dalsza kariera. 
Sam serial jest dobry. Najbardziej, oczywiście, podoba mi się aspekt psychologiczny. Jednak to, co coraz bardziej mnie do niego przekonuje (a obejrzałam dopiero pierwszy sezon) to to, że niektóre rozwiązania są naprawdę zaskakujące i kiedy już myślałam, że rozgryzłam jakąś zagadkę to okazuje się, że byłam od tego daleka. Także ogromny plus za nieprzewidywalność.
Moja ocena: 4/5
Czy zmysły nie są czujnikami dla mózgu? Jasne, polegamy na nich, ufamy, że trafnie odzwierciedlają otaczający nas świat, ale co jeśli tak nie jest? Jeśli to, co postrzegamy, nie jest prawdziwym światem, tylko przypuszczeniem naszego umysłu?

* * *

Znacie którąś z tych pozycji? Słyszeliście piosenkę? Czytaliście książki? Widzieliście filmy? Oglądacie serial? A co Was w ostatnim czasie zachwyciło? Zachęciłam Was do zapoznania się z którąś z moich propozycji? Co najbardziej wpadło Wam w oko?

~ wredna
Czytaj więcej

ULUBIEŃCY OSTATNICH MIESIĘCY #5
Polska piosenka, na punkcie której mam obsesję

54 komentarze:
Już od bardzo długiego czasu na blogu nie pojawili się żadni ulubieńcy, a przynajmniej post, w którym zebrałabym ich wszystkich w jednym miejscu. Przez te kilka miesięcy zapisywałam sobie całe mnóstwo potencjalnych faworytów, ale okazywało się, że na dłuższą metę żaden z nich nie był przeze mnie wystarczająco eksploatowany, aby trafić do tego zbioru. Dlatego dzisiaj, może nie będzie ogromu kosmetyków, ale za to będą to perełki, które naprawdę pokochałam. A na koniec będę miała bonusik w postaci piosenki, którą męczę wszystkich domowników i nie tylko :D Ostatnio każdy kto ma ze mną styczność musi ten utwór usłyszeć :D


Schwarzkopf, Schauma Nature Moments, szampon do włosów suchych
Szampon nawilżająco- regenerujący, indonezyjska woda kokosowa i kwiat lotosu. Regenerująca formuła z wodą kokosową oraz ekstraktem z kwiatu lotosu została stworzona, aby natychmiastowo nawilżyć włosy, pozostawiając uczucie miękkich i wygładzonych włosów od nasady aż po same końce. Bez silikonów. Bez sztucznych barwników. Dobrze tolerowany przez skórę głowy. Testowany przez dermatologów - certyfikat dermocert.
Pojemność: 400 ml
Cena: 11,69 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Znalazłam go w dodatkowym pudełku ShinyBox. Od razu zachwyciłam się zapachem, bo jak wiecie jestem ogromną fanką kokosa. Z samego działania, na początku, nie do końca byłam zadowolona. Uważałam, że znacznie lepiej sprawdzają mi się szampony z Nivea. Jednak okazało się, że moje kłaczki potrzebowały po prostu trochę czasu, aby przywyknąć do zmiany kosmetyku myjącego. Teraz mam wręcz wrażenie, gdy sięgam po coś innego to włosy mi się sklejają ;o Z pewnością sięgnę po jeszcze jedno opakowanie, bo to, jak widzicie, już mi się kończy. A później? Jeszcze nie wiem, zobaczę, może znajdzie się coś innego co będę chciała przetestować ;)
SKŁAD: Aqua, Sodium Laureth Sulfate,Sodium Chloride, Cocamidopropyl Betaine, Hydrolyzed Keratin, Glycine, Panthenol, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Cocos Nucifera Fruit Extract, Nymphaea Caerulea Flower Extract, Disodium Cocoamphodiacetate, Citric Acid, Sodium Benzoate, Polyquaternium-10, Cocamide MEA, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Parfum, Propylene Glycol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil.


Eveline, Facemed+, nawilżający płyn micelarny z wodą termalną
Nawilżający Płyn Micelarny z Wodą Termalną Jeju 3 w 1 przeznaczony jest do:- oczyszczania każdego rodzaju skóry, również wrażliwej,- demakijażu twarzy, oczu i ust - usuwa nawet wodoodporny makijaż,- codziennej pielęgnacji, odświeżenia i nawilżenia skóry już w trakcie demakijażu.Zaawansowane składniki aktywne gwarantują:- już od pierwszego zastosowania - dogłębne oczyszczenie, intensywne nawilżenie, odświeżenie i nawilżenie skóry,- po 3 dniach - ochronę przed przesuszeniami, wygładzenie skóry,- po 14 dniach - regulację wydzielania sebum, poprawę kolorytu i elastyczności.Woda termalna Jeju Magma odznacza się niezwykłą czystością i wysoką zawartością minerałów. Wzmacnia skórę i działa antyoksydacyjnie.Fito NMF - naśladują działanie NMF-u (Naturalnego Czynnika Nawilżającego).Aqua Rice FERM™ bogata w witaminy i minerały stymuluje regenerację, zmniejsza widoczność porów, opóźnia starzenie, ujędrnia i rozświetla cerę.Produkt testowany dermatologicznie.
Pojemność: 400 ml + 100 ml
Cena: 18,99 zł
Termin ważności: 6 miesięcy od otwarcia (lub 07 września 2020)
No i mamy nowego ulubieńca w kategorii płynów micelarnych. Może nie jest to kosmetyk, nad którym się rozpływam, ale stwierdziłam, że skoro z chęcią po niego sięgam to powinien się w tym zestawieniu znaleźć. Jest łagodny, dobrze zmywa makijaż i nie podrażnia, a wręcz łagodzi skórę. Jeżeli chodzi o nawilżenie, które obiecuje producent to byłam sceptycznie nastawiona, ale bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Oczywiście nic nie zastąpi kremu, ale zauważyłam, że mam znacznie mniejsze problemy z przesuszaniem się skóry, od kiedy stosuję ten płyn do demakijażu ;) Nie wiem czy sięgnę po kolejną butelkę, bo dobra dostępność mojego ukochanego BeBeauty kusi :D
SKŁAD: Aqua, Olive Oil PEG-7 Esters, PEG-6 Caprylic/Capric Glycerides, Sea Water, Camellia Sinensis Leaf Water, Butylene Glycol, Cetrimonium Bromide, Potassium Olivoyl PCA, Parfum, Glycereth-26, Saccharomyces/Rice Ferment Filtrate, 1,2-Hexanediol, Urea, Glucose, Fructose, Hydrolyzed Wheat Protein, Sodium Glucamate, Glycine, Lysine, Malic Acid, Tartaric Acid, Citric Acid, Glycolic Acid, Lactic Acid, Sodium PCA, Hydrogenated Starch Hydrolysate, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Sodium Salicylate, Benzyl Alcohol, Potassium Chloride, Sodium Hydroxide, Potassium Hydroxide, Amyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.


Inecto, Very Smoothing, kokosowy olejek do ciała
Podaruj swojej suchej skórze codzienne nawilżenie. Olejek do ciała wzbogacony czystym organicznym olejkiem kokosowym (ang. Pure Organic Coconut Oil) oraz witaminą E, z łatwością wchłonie się w twoją skórę zapewniając jej jeszcze lepszy wygląd, gładkość i zapach.
Pojemność: 200 ml
Cena: 20 zł
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia
Pełną recenzję tego kosmetyku znajdziecie tutaj: klik.
Powiem tak, jeśli nie lubicie tłustych konsystencji to się z nim nie polubicie. W cieplejsze dni nie mogę go używać, bo mam wrażenie, że cała się lepię. Ponadto, stosuję go tylko na noc, bo pozostawia film na skórze i bardzo długo się wchłania. Jednak to jak pachnie, to, że sprawia, że skóra jest miękka i gładka, oraz błyskawiczny sposób jego aplikacji, powodują, że musi znaleźć się w ulubieńcach. Nie nawilża długotrwale i dogłębnie, więc na zimę konieczny będzie dla mnie zakup czegoś bogatszego. Jednak na co dzień, w chłodniejsze wieczory jest idealny ;) Szczególnie jak mam balsamowego lenia i nie chce mi się babrać w kremach i masłach do ciała ;)
SKŁAD: Paraffinum Liquidum, Isopropyl Palmitate, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Tocopheryl Acetate, Parfum.


Lazell, Dominate Eau de Parfum, woda perfumowana
DOMINATE to tajemnicza i elegancka propozycja dla kobiet pragnących podkreślić zapachem swoją zmysłowość. Charakter perfum oddają wyselekcjonowane nuty owocowe i kwiatowe osadzone na bazie drzewa sandałowego, bursztynu i piżma i doprawione orientalnymi przyprawami. Zapach idealny na wieczorne wyjścia.
Odpowiednik: Versace Crystal Noir
Pojemność: 100 ml
Cena: 13,90 zł - 18 zł
Termin ważności: kwiecień 2021
Pełna recenzja tutaj: klik.
Pamiętacie, że miałam co do niego mieszane uczucia i nie wiedziałam co tak naprawdę o nim myśleć? No to już moje uczucia się ustabilizowały i wyklarowały. Zapach pokochałam. I to tak bardzo, że obecnie jest to mój ulubiony flakonik z całej kolekcji. Pewnego dnia ułożył się na mnie tak pięknie, że nie mogłam przestać wąchać nadgarstka. Stwierdziłam, że potrzebuje odpowiedniej pogody, aby rozwinąć się tak, jakbym tego oczekiwała.
Nuty głowy: pieprz, imbir, kardamon
Nuty serca: gardenia, piwonia, kwiat pomarańczy
Nuty bazy: drzewo sandałowe, bursztyn, piżmo


Lovely, Liquid Camouflage
Intensywnie kryjący korektor z formula easy to blend. Formuła long-lasting, która zastyga na skórze. Pokrywa wszelkie zmiany, przebarwienia i cienie pod oczami. Idealny do konturowania twarzy. Dostępny w 3 odcieniach.
Pojemność: 8 ml
Cena: 13,49 zł
Termin ważności: 6 miesięcy od otwarcia
Mój odcień: 01
W końcu go dorwałam ;) I to ostatnią sztukę w moim odcieniu. Co prawda, na chwilę obecną jest dla mnie ciut za jasny, ale za jakiś miesiąc będzie idealny. Cóż tu dużo pisać? Zachwyty nad nim są jak najbardziej słuszne. Bardzo dobrze kryje, numerek 01 ma ładny, beżowo-żółty odcień, jest dosyć lekki i rewelacyjnie wygląda pod oczami. Nigdy nie powiedziałabym, że taki kamuflaż może tak naturalnie wtapiać się w skórę. Po pierwszej aplikacji byłam zachwycona. Ponadto, ma znacznie mniejszą tendencję do zbierania się w zmarszczkach niż jakikolwiek korektor, którego do tej pory używałam. Myślę, że na blogu pojawi się pełna recenzja tego cudeńka, więc na razie nie będę zdradzała wszystkiego ;)
SKŁAD: Aqua, Cyclopentasiloxane, Talc, Isododecane, Propylene Glycol, Magnesium Stearate, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Hexyl Laurate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Synthetic Fluorphlogopite, Zinc PCA, Magnesium Sulfate, Lauryl PEG/PPG-18/18 Methicone, Phenoxyethanol, Parfum, Alumina, Ethylhexylglycerin, Isostearyl Alcohol, Triethoxycaprylylsilane, [+/-]: CI 77891, CI 77492, CI 77163, CI 77491, CI 77499.


Bioelixire, Argan Oil, olejek do włosów
Serum Argan Oil jest produktem regeneracyjnym, nawilżającym, chroniącym włosy przed czynnikami zewnętrznymi. Nadaje połysk, likwiduje matowość.Działa przeciwstarzeniowo, powstrzymuje wolne rodniki, nawilża i napina skórę. Zapobiega rozdwajaniu się włosów i nadaje im miękkość. Wzbogacony o olejek jojoba i słonecznikowy.
Pojemność: 20 ml
Cena: 8,99 zł
Ja te maleństwa kupuję znacznie taniej w Biedronce. Jak trafi się na promocję to można je dorwać za niecałe 5 zł. Używam ich już bardzo długo i jedno opakowanie zastępuję kolejnym. Dlatego nie wiem jak to możliwe, że do tej pory żadna wersja nie pojawiła się jeszcze w ulubieńcach. Ten arganowy gości na mojej półce chyba najczęściej. Cudownie pachnie, ma bardzo przyjemną, dosyć gęstą konsystencję, która gładko rozprowadza się po włosach. Dobrze chroni końcówki i ładnie je nawilża, a przy tym zupełnie kosmyków nie obciąża. Mój ideał. I mimo swojej małej pojemności wystarcza mi na długi czas. Co prawda, ja aplikuję go jedynie na końcówki ;)
SKŁAD: Cyclopentasiloxane, Dimethicone, Dimethiconol, Caprylic/Capric Triglyceride, Parfum (Fragrance), Linalool, Limonene, Argania Spinosa Kernel Oil, Benzophenone 3, Simmondsia Chinensis Oil (Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil), C.I. 26100 (D&C Red n°17), C.I. 47000 (D&C Yellow n°11), Butylene Glycol, Heliantus Annuus Seed Extract (Heliantus Annuus (Sunflower) Seed Extract), C.I. 61565 (D&C GREEN 6).


Paweł Domagała - Weź nie pytaj
"Weź nie pytaj" to pierwszy singiel promujący nowy album "1984", którego premiera już 16 listopada 2018!
Tekst: Paweł Domagała
Muzyka: Paweł Domagała, Łukasz Borowiecki
Liczba odsłon na YouTube: 7 751 962
Data wydania: 16 czerwca 2018
Czas trwania: 4:23
Jak już wspomniałam na początku - jeśli ktoś miał ze mną styczność w ciągu ostatniego miesiąca to z pewnością był męczony tym utworem. O ile w tym przypadku możemy mówić o zmęczeniu. Mogę jej słuchać na okrągło i mi się nie nudzi. Tekst to ideał, muzyka to cudo, a teledysk to arcydzieło. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji się z nią zapoznać to zachęcam do przesłuchania, a zapewniam - naprawdę warto.
kiedy stuknie mi 50 lat | wkoło fury i bzdury | dziewczyny do mnie eh i ach | ty wołaj mnie | zawołaj mnie, zawołaj mnie
weź nie świruj, weź się przytul | weź tu przytul mnie, weź tu trwaj…

Znacie coś z moich ulubieńców? Jak u Was sprawdziły się te produkty? A co ostatnio Wam przypadło do gustu? Co jeszcze powinno znaleźć się na tej liście? Jakich Waszych ulubieńców możecie mi polecić? Chcielibyście zobaczyć pełną recenzję któregoś z tych produktów?

~ wredna
Czytaj więcej

CO OSTATNIO W SŁUCHAWKACH?
Czyżby moja nowa obsesja muzyczna?

65 komentarzy:
Jeżeli czytacie mojego bloga już od jakiegoś czasu to wiecie, że muzyka to nieodłączny element mojego życia. Uwielbiam umilać sobie czas w ten właśnie sposób. Sprzątanie mieszkania? Gotowanie? Nowy manicure? Muszą być słuchawki i ulubiona muzyka. Ale co należy rozumieć przez "ulubiona"? Taka, na którą mam obecnie "fazę" :D Moje obsesje muzyczne zmieniają się co jakiś czas i dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami tą najnowszą ;)
Ale oczywiście, żeby słuchać muzyki trzeba mieć na czym. Moje ostatnie słuchawki umarły śmiercią naturalną [*] :D Trzeba było zdobyć nowe. W tych sprawach jestem kiepska i nigdy nie wiem co wybrać. Czy to na co się zdecydowałam umożliwia mi kontynuowanie muzycznej obsesji?


Zacznijmy od mojej nowej miłości. Tak naprawdę taka całkiem nowa ona nie jest, ale dopiero teraz można powiedzieć, że mam na jej punkcie hopla. No, ale o kim mowa? Ano o, zapewne większości z Was znajomym, Bruno Marsie ;)
A dla tych, którzy mniej kojarzą tę osobę, cytuję to, co pisze o nim wikipedia.org:
Bruno Mars, właściwie Peter Gene Hernandez (ur. 8 października 1985 w Honolulu) – amerykański piosenkarz filipińskiego i portorykańskiego pochodzenia, producent muzyczny i autor tekstów. Jego głos wyliczony został na 3 oktawy.
Wychowywany w Honolulu w rodzinie muzyków, Mars od najmłodszych lat rozwijał swój talent. W dzieciństwie wielokrotnie występował w różnych obiektach na terenie Hawajów, a po ukończeniu szkoły średniej zdecydował o przeprowadzce do Los Angeles, które oferowało większe możliwości rozwoju kariery. Na miejscu Mars dołączył do grupy The Smeezingtons, z którą produkował utwory dla innych artystów.
Rozpoznawalność jako artysta solowy zdobył [...] użyczając wokalu w piosenkach „Nothin' on You” B.o.B oraz „Billionaire” Travie'ego McCoya, będąc ponadto ich współautorem.
W październiku 2010 roku premierę miał debiutancki album artysty Doo-Wops & Hooligans, z którego pochodziły międzynarodowe hity: „Just the Way You Are” i „Grenade”.
No, może wystarczy ;) Przyznać się, kto zna tego artystę, ale nie znał jakiegoś z przytoczonych przeze mnie faktów? ;)
A teraz kilka utworów z mojej playlisty, których słucham na okrągło i wciąż nie mam dosyć.


Jak już teraz wiecie czego słucham, to zapraszam do poczytania o tym, na czym Bruno Marsa słucham ;)
Jestem zupełnym laikiem, jeżeli chodzi o słuchawki. Dla mnie najważniejszymi czynnikami przy wyborze są: wielkość (muszą być takie, żeby nie wypadały z uszu), jakość dźwięku (ale na parametrach, które są podawane, zupełnie się nie znam :D), ogólny wygląd. Typowa kobieta, nie? :D
Trochę mi zajęło zdecydowanie się na jeden model, ale ostatecznie wybór padł na HUAWEI AM115.


Od producenta
Uwolnij ręce....
HUAWEI AM115 Zestaw słuchawkowy przewodowy biały 3,5 mm
Wygodny i poręczny zestaw słuchawkowy przeznaczony do stosowania ze smartfonem. Huawei AM115 oferują doskonałą jakość dźwięku.
Wbudowany na kablu pilot ułatwia prowadzenie rozmów i obsługę odtwarzacza muzyki.
Długość kabla: 110 cm
Wbudowany pilot
Produkt nowy, oryginalny, wersja bulk bez blistra.
Cena: 37,49 zł
Na opakowaniu dostajemy tylko króciutką informację: "Słuchawki z pilotem i mikrofonem". Oraz standardowe Made in China :D


Kształt i wygoda
Słuchawki mają delikatnie owalny kształt, co mnie odpowiada, ponieważ dzięki niemu nie wysuwają się one z moich małych uszu. Nie posiadają gąbeczki, ale mnie to nie przeszkadza. Są wygodne i nie wyczuwalne, nie odczuwam żadnego dyskomfortu podczas ich "noszenia".
Są oznaczone literkami L (left - lewa) oraz R (right - prawa). Zdecydowanie ułatwia to ich rozpoznanie i używanie.
Warto wspomnieć też, że posiadają dwa "głośniczki", jeden okrągły na środku, oraz jeden prostokątny na boku.


Dźwięk i pilot
Pozostając w kategorii głośniczków, podejrzewam, że ten boczny odpowiedzialny jest za bas. Jest on bardzo zauważalny, także słuchawki sprawdzają się idealnie do słuchania muzyki.
Jakość samego dźwięku oceniam na dobrą. Ja więcej nie wymagam, ale myślę, że Ci bardziej wymagający słuchacze mogą mieć pewne zastrzeżenia. Uważam jednak, że jak za tę cenę nie ma co oczekiwać petardy. Ja jestem zadowolona, i na mój użytek są wystarczające.
Jeżeli chodzi o oglądanie filmów, to ten wyraźny bas może troszkę rozpraszać, czasami miałam wrażenie, jakbym słyszała echo ;) Jednak szybko się do nich przyzwyczaja i już nie zauważam takiego efektu.
Głośność dźwięku bardzo dobra. Z łatwością można ją wyregulować od niskiej do bardzo wysokiej. Także bębenki uszne, miejcie się na baczności! ;)
Pilot umożliwia nam zwiększenie bądź zmniejszenie głośności oraz zatrzymanie i wznowienia muzyki. Działa bez zastrzeżeń.


Kompatybilność
Jeszcze jedna ważna kwestia, z jakimi urządzeniami jest to maleństwo kompatybilne? Wtyczka Jack umożliwia nam podłączenie słuchawek do telefonów, smartfonów, mp3, laptopów i komputerów. Dla mnie najważniejsze były dwie skrajne opcje - telefon i komputer, bo tylko z tych dwóch słucham muzyki.


A Wy czego ostatnio słuchacie? Lubicie Bruno Marsa? Słuchacie w słuchawkach? Czy może jednak wolicie bardziej bezpośredni dźwięk? Lubicie wydawać większe kwoty na słuchawki? Czy, tak jak ja, preferujecie te tańsze opcje?

~ wredna
Czytaj więcej

Ulubieńcy ostatnich miesięcy #1

66 komentarzy:
Na wielu blogach można spotkać tę serię. Ja bardzo lubię czytać posty typu Ulubieńcy, bo zawsze można podpatrzeć jakieś ciekawe produkty, filmy czy muzykę. U siebie nie zrobiłam takiego wpisu do tej pory. Dlaczego? Najzwyczajniej w świecie nie miałam wystarczającego materiału, aby Wam pokazać ;) Ale ostatnio pojawiło się u mnie kilka bardzo ciekawych kosmetyków. Dlatego mam nadzieję, że i Wam taka seria na Wrednej przypadnie do gustu ;) Będzie krótko, bo szczegółowe recenzje każdej omawianej przeze mnie rzeczy znajdziecie w osobnych postach ;)
Enjoy!

1. Maska drożdżowa do włosów, Receptury Babuszki Agafii. O niej mogliście przeczytać niedawno. Kosmetyk, którego się bałam, a całkowicie zawładną moim sercem. Jedyne co mnie ostatnio zaniepokoiło to to, że jak przesadzę z jego ilością, potrafi sprawić, że włosy są oklapnięte i szybko się przetłuszczają. Ale jak się kontroluję przy nakładaniu produktu to wszystko jest w porządku. Na długość nadal nie próbowałam jej nakładać. Ale niedługo to zrobię ;) Pełną recenzję znajdziecie: tutaj.


2. Podkład mineralny, Neauty. Mój pierwszy kosmetyk mineralny i od razu miłość od pierwszego użycia. Daje piękny, bardzo naturalny efekt. Ujednolica cerę i jest niemalże niewidoczny. Wygląda jak druga skóra. Nie trafiłam z kolorem, ale sam kosmetyk to mój ideał ;) Już nie wrócę do tradycyjnych podkładów ;) Teraz tylko minerały forever :D Jeżeli nie próbowaliście to zdecydowanie polecam, nie ma na co czekać :D Pełna recenzja: tutaj.

3. Pędzle "Zoeva" Rose Golden z Aliexpress. Jeżeli ktoś nie popiera tego typu zakupów to proszę ominąć ten punkt i przejść od razu do czwartego ;) Po pierwsze, wyglądają przepięknie. Zarówno na żywo, jak i na zdjęciach - do nich też bardzo często je wykorzystuję. Ale nie tylko. Uwielbiam sięgać po nie przy wykonywaniu makijażu. Mają idealne kształty i genialnie radzą sobie z aplikacją cieni do powiek. Na początku były delikatnie drapiące, ale po każdym kolejnym myciu stają się coraz bardziej miękkie. Więcej o nich przeczytacie: tutaj.

4. Ed Sheeran, Divide. Nowy album muzyka. Jestem nim zachwycona. Każda piosenka ma w sobie coś co przyciąga. Moim zdaniem najlepszy album Eda (do tej pory :D). Jest kilka wyciskaczy łez, kilka skocznych kawałków i kilka wpadających już w rap ;) A więc dla każdego coś się znajdzie. Ciężko byłoby mi wybrać swoich ulubieńców wśród wszystkich utworów, bo lubię większość, ale w pamięć najbardziej zapadły mi Perfect, Happier i Dive ;) Jeżeli ktoś nie słyszał to polecam się zapoznać ;) Więcej na ten temat: tutaj.


Znacie te produkty/piosenki? Co o nich sądzicie? Czy też trafiłyby do Waszych ulubieńców? A może któryś z nich okazał się u Was bublem? I co przypadło Wam do gustu w ostatnich miesiącach? Co jeszcze powinno pojawić się na tej liście?

~ wredna
Czytaj więcej

A może by tak trochę muzycznie? Czyli męczę Eda...

62 komentarze:
W dzisiejszym poście miała być recenzja, bo wiem, że je lubicie, ale niestety stwierdziłam, że chcę produkt potestować jeszcze trochę, więc recenzja w przyszłym tygodniu.
A dzisiaj będzie troszkę muzycznie. Wstępnie chciałam się z Wami podzielić moją aktualną playlistą, ale zdałam sobie sprawę, że obecnie składa się ona wyłącznie z nowych piosenek Eda Sheerana. Dlatego możemy ten wpis potraktować jako mini-recenzję jego nowego albumu ;)

Zacznę od singli, których możemy słuchać już od dwóch miesięcy. Mowa tutaj oczywiście o Castle On The Hill i Shape Of You. Fragment tej ostatniej można było również usłyszeć dzień przed premierą korzystając z odpowiedniego filtru na snapchacie. Ależ pomysłowe! No nie powiecie mi, że Ed nie zna się na marketingu :D Uwielbiam też to, jak sam autor wypowiadał się na temat tych utworów w jednym z wywiadów, mówiąc, że wszystko zostało przemyślane, tak aby Shape Of You zdobyło pierwsze miejsce w listach przebojów, stwierdził, że jest to kawałek, który wpada w ucho, więc inaczej być nie może :D
Ale później oczekiwana była zamiana miejsc i to Castle On The Hill miało wskoczyć na szczyty. Jak mówi muzyk, po pewnym czasie słuchacze docenią przesłanie tego właśnie utworu. Oczywiście, ze mną nie mogło być inaczej :D Jak oba single zostały wypuszczone to zakochałam się w Shape Of You. Męczyłam godzinami ;) Ale po jakimś czasie zaczęłam bardziej przysłuchiwać się tej drugiej i doceniać jej tekst, a nawet utożsamiać się z nim ;) I w ten oto sposób, Castle On The Hill zdetronizowała Shape of You.
Teraz troszkę o utworze, który nie należy do moich ulubionych, ale wciąż uważam, że jest genialny ;) Mam tutaj na myśli Eraser, która jest wzorowana na rap. Napisałam wzorowana, bo jak sam Ed Sheeran śpiewa (w innym utworze): "I'm not a rapper; I'm a singer with a flow" :D Refreny uwielbiam, ale ponieważ styl zwrotek nie do końca do mnie przemawia, znacznie rzadziej decyduję się na jej odtworzenie.
Myślę, że pisanie o każdej piosence z albumu mija się z celem :D Napisałam o dwóch pierwszych, które można było posłuchać jeszcze przed premierą płyty, napisałam o tej, której słucham najrzadziej, więc teraz wypadałoby napisać o tych, które spodobały mi się najbardziej. Szczerze powiem, że to ciężkie zadanie, bo każda jedna ma w sobie coś, co uwielbiam, ale tylko kilka jest dla mnie idealnych ;) A więc bez zbędnego gadania: Dive - ideał. Ten rytm, ten tekst, ten głos Eda <3 To nie mogło się inaczej skończyć ;) Mój zdecydowany nr jeden z tego albumu. Ale numer 2 depcze jej po piętach ;)
Perfect. Moim zdaniem następca Thinking Out Loud. Tekst potrafi złapać za serce, a co wrażliwsze osoby mogą nawet uronić łezkę ;) Idealna na piosenkę ślubną i wydaje mi się, że sporo par będzie chciało ją w tym celu wykorzystać ;) Podesłałam ją mojej koleżance, która wychodzi za mąż w sierpniu i stwierdziła, że nadałaby się idealnie na pierwszy taniec.
A dla tych, którzy chcieliby posłuchać jak Ed śpiewa w innym języku niż angielski to polecam Bibia Be Ye Ye (obvoiusly... :D) i Barcelona ;)

A teraz jeszcze dwa bonusiki ;) Czy ktoś z Was lubi oglądać reakcje youtuberów na piosenki/filmy itp? Ja nie bardzo, ale jak zobaczyłam tego chłopaka to się uzależniłam :D

I drugi bonus dla fanów Eda, zwykła tapeta, ale może komuś się spodoba ;)

Kto z Was zna Eda? Kto słucha? Kto uwielbia? Kto nie lubi? :D Jakie piosenki Wam najbardziej przypadły do gustu? Czy ktoś jeszcze uważa, że to najlepszy album Eda? ;)

~ wredna
Czytaj więcej

Blogmas #3 Świąteczna playlista

116 komentarzy:

Już od jakiegoś czasu w radio można usłyszeć świąteczne piosenki. Oznaczać to może tylko jedno - najwyższy czas na wypełnienie kolejnego wyzwania blogmasowego, a mianowicie, zaprezentowania mojej świątecznej playlisty.
Będzie krótko, abyście mogli poświęcić zaoszczędzony na czytaniu posta czas na przesłuchanie moim propozycji ;) A więc zaczynamy. Wspomnę jeszcze tylko, że piosenki nie są ułożone w żadnym konkretnym porządku.


1. Wham! - Last Christmas
Ta piosenka ma tyle wspólnego ze Świętami co ja z projektami DIY. Czyli prawie nic ;) Jedyne to słowo Christmas pojawiające się w tytule i kilka razy w refrenie utworu. A jednak każdy z nas kojarzy ją z Bożym Narodzeniem. Dlaczego? Może to ta typowo świąteczna linia melodyczna? Kto wie, po prostu jest już tak zakorzeniona w naszej kulturze jako bożonarodzeniowa, że nikt nie zwraca uwagi na jej tekst. I ja również należę do grona tych osób. Mimo, że czasami aż boli świadomość, że kompletnie nie pasuje do tego święta to nie wyobrażam sobie tego okresu bez niej ;)



2. Banaroo - Coming Home for Christmas
Nie wiem skąd wzięła mi się ta piosenka. O zespole pierwsze słyszę, ale w mojej playliście widnieje. Co tu dużo mówić? Po prostu posłuchajcie.



3. Bryan Adams - Christmas Time
W tym zestawieniu nie mogło zabraknąć mojego ulubionego artysty. Cały utwór to dla mnie istne arcydzieło, jak zresztą cały repertuar tego muzyka. Bardzo polecam zapoznanie się z jego twórczością.



4. Cliff Richard - Christmas Time
Ten sam tytuł, inny wykonawca, ale również genialna kompozycja.  Tutaj mamy nieco spokojniejsze tempo. Możemy sobie usiąść, odprężyć się i pozwolić aby zalała nas fala świątecznej atmosfery.



5. Shakin' Stevens - Merry Christmas Everyone
Znacie? Oczywiście, że znacie. Kto nie zna? ;) Kolejny klasyk świąteczny, który tym razem ma z Bożym Narodzeniem trochę więcej wspólnego niż tylko tytuł.



6. Czerwone Gitary - Jest Taki Dzień
I w końcu jakaś polska pozycja. Piosenka, która doskonale potrafi wprowadzić mnie w świąteczny nastrój. Zazwyczaj tak się jakoś składa, że jest pierwszą bożonarodzeniową piosenką jaką słyszę. Pewnie dlatego kojarzy mi się z początkiem grudnia - czasem przedświątecznym.



Tak więc, kolejne blogmasowe wyzwanie uważam za wypełnione. O świątecznych piosenkach można by było pisać jeszcze długo, ale ani ja nie mam tyle czasu, aby to wszystko spisać, ani Wy, żeby te wszystkie utwory przesłuchać ;)

Jak Wam się podobają moje propozycje? Znaliście wszystkie? A czego Wy słuchacie w świątecznym okresie? A może zupełnie nie lubicie tego typu utworów?

~ wredna
Czytaj więcej