Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Collection 2000. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Collection 2000. Pokaż wszystkie posty

PORA WYRZUCIĆ ŚMIECI #12
Czyli co sięgnęło dna w ciągu ostatnich miesięcy

60 komentarzy:
Muszę przyznać, że ten denkowy post pojawia się dosyć szybko. Zazwyczaj potrzebuję kilku miesięcy, żeby wykończyć jakąś rozsądną liczbę produktów, która byłaby warta redagowania wpisu. A tym razem nie minął nawet pełny jeden ;o Jakoś tak się złożyło, że akurat kończyłam kilka kosmetyków w tym samym czasie. Nie ma tego dużo, ale wystarczy :D Denkowa torebka i tak zrobiła się już ciężka za sprawą jednego, szklanego opakowania, o którym za chwilę :D


Miraculum, Rose, woda perfumowana
Woda perfumowana Miraculum Women Collection ROSE stanowi esencję kobiecego wdzięku. Zawiera nutkę dyskretnej zmysłowości, a jednocześnie urzeka subtelnością i prostotą. W zapachu odnaleźć można wyjątkowe akordy kwiatów: magnolii, frezji i jaśminu, oplecione orzeźwiającymi nutami owocowymi. Całość kompozycji wieńczy ambra oraz białe piżmo. Idealny na każdą okazję jako dodatek do ulubionych strojów. Sprawi, że poczujesz się gwiazdą codziennego życia.
Pojemność: 100 ml
Cena: 29,99 zł
Kategoria: kwiatowo-owocowa
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia
Pewnie część z Was zastanawia się, dlaczego ten flakonik nie znalazł się w poście z zestawieniem wszystkich moich oryginalnych perfum (tutaj). Odpowiedź jest prosta - zapach nie przypadł mi do gustu. Na początku wydawał mi się ładny, kobiecy, lekki i idealny na lato, ale nie mogłam go nosić. Zdecydowanie zbyt mocno czuć w nim nuty trawy, które nie do końca mi leżą. Zużyłam go jako odświeżacza powietrza i w tej roli sprawdził się idealnie :D Choć jakoś mocno trwały nie był. Niby 100 ml, ale wypsikałam tę pojemność całkiem szybko.
Nuty głowy: frezja, liczi
Nuty serca: magnolia, jaśmin, trawa, imbir
Nuty bazy: bursztyn, białe piżmo


Nivea Soft, krem intensywnie nawilżający
Krem intensywnie nawilżający NIVEA Soft zawiera teraz ulepszoną formułę, która zapewnia jeszcze intensywniejsze nawilżanie i pielęgnację. Krem ten ma niezwykle lekką konsystencję, dzięki czemu błyskawicznie się wchłania, pozostawiając wyjątkowe uczucie gładkości, miękkości i ożywienia. W jego skład wchodzi olejek jojoba, który intensywnie nawilża skórę, a także witamina E chroniąca jej naturalną strukturę. Idealnie nadaje się do codziennej pielęgnacji – jest odpowiedni do wszystkich rodzajów skóry. Ma delikatny i przyjemny zapach i sprawia, że twarz zyskuje zdrowy, zadbany wygląd a skóra jest odpowiednio nawilżona i chroniona. Tolerancja dla skóry potwierdzona dermatologicznie.
Pojemność: 300 ml
Cena: 14,99 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Jeżeli śledzicie bloga to wiecie, że kupuję go regularnie. Jest to jedyny krem do twarzy, który mnie nie uczula (a przynajmniej jedyny z tych, które testowałam). Ideałem nie jest, ale bardzo dobrze się sprawdza. Ładnie nawilża, pozostawia delikatnie lepką warstwę, dlatego aplikuję go jedynie na noc. Nie przepadam za zapachem, ale cóż, nie przeszkadza mi on aż tak, żebym usilnie szukała zamiennika. Kiedyś sięgałam po mniejszą wersję, jednak teraz, kiedy korzysta z niego również moja siostra, zdecydowanie bardziej opłaca nam się zaopatrzyć w większą pojemność.
SKŁAD: Aqua, Glycerin, Paraffinum Liquidum, myristylalcohol, Butylene Glycol, Stearic Acid, Myristyl Myristate, Cera Microcristallina, Glyceryl Stearate, Hydrogenated Coco - Glycerides, Dimethicone, simmondsia chinensis, Tocopheryl Acetate, Lanolin Alcohol(Eucerit) Polyglyceryl-2 Caprate, Sodium -Carbomer, Phenoxyethanol, Linalool, Citronellol, Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Benzyl Salicylate, Benzylalcohol, Parfum.


Wibo, Fixing Powder, puder sypki
Półtransparentny utrwalacz makijażu w sypkim pudrze. Matuje i utrwala zarówno podkład i korektor. Zapewnia idealną bazę wyjściową do aplikacji różu i rozświetlacza. Jego drobno zmielona konsystencja ułatwia dopasowanie do każdego rodzaju podkładu. Zawarty w nim kolagen działa nawilżająco i regenerująco.
Gramatura: 5,5 g
Cena: 10,49 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Używam go już od bardzo długiego czasu. Nie jest to kosmetyk matujący, bo pozostawia satynowe wykończenie, ale w moim przypadku idealnie sprawdza się do zagruntowania korektora pod oczami. Wygładza skórę i sprawia, że wygląda zdrowo i naturalnie. Cudnie pachnie ;) I bardzo dobrze utrwala. Także, jeśli nie potrzebujecie mocnego matu, a chcecie zagruntować podkład bądź korektor i cenicie sobie naturalny, satynowy efekt to będziecie z niego zadowolone ;)
SKŁAD: Talc, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Mica, Magnesium Stearate, Silica, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Hexylene Glycol, Hydrolyzed Collagen, Parfum, Benzyl Alcohol Linalool, Benzyl Salicylate, CI 77499, CI 77491, CI 77492.


Bell, Look Now! Puder HD
Świetnie sprawdzi się w trakcie sesji fotograficznych. Możesz go stosować samodzielnie, nadając cerze świeży wygląd lub jako wykończenie makijażu nakładając na podkład. Perfekcyjnie wygładza, maskuje zmarszczki i delikatne niedoskonałości.
Gramatura: 9 g
Cena: 12,99 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Pojawił się w poprzednim poście dotyczącym tanich perełek (tutaj). Bardzo dobrze matuje skórę i efekt ten utrzymuje się przez długie godziny. Ogólnie jestem fanką wykończenia satynowego, jednak w strefie T potrzebuję pełnego matu i takowy ten puder z Bell mi daje. Ponadto, nie wygląda sztucznie, sucho i papierowo. Jest transparentny i nie bieli cery. Troszkę podobny do Stay Matte z Maybelline, ale mam wrażenie, że ten jest mocniejszy i bardziej trwały.
No, może opakowanie nie jest najlepszej jakości, bo wieczko zupełnie mi odpadło i jego użytkowanie od tego czasu stało się trochę uciążliwe, ale jakoś da się z tym radzić :D Poza tym, za tę cenę nie spodziewałabym się czegoś super wytrzymałego ;) Dla mnie znacznie ważniejsze jest działanie samego pudru.
SKŁAD: Talc, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Isocetyl Stearoyl Stearate, Octyldodecyl Stearate, Sodium Potassium, Aluminium Silicate, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Peg-8,citric Acid, Methylparaben, Propylparaben, Silica, Cl 77891.


Collection 2000, Lasting Perfection, korektor
Collection 2000 Lasting Perfection Ultimate Wear Concealer to korektor, który w doskonały sposób ukrywa niedoskonałości, krostki czy przebarwienia. Jest on idealny do maskowania worków i cieni pod oczami - a co ważne - nie obciąża skóry wokół oczu i pod oczami, która jak wiadomo jest bardzo delikatna
Korektor kultowy na polskim rynku, wyróżnia się niecodzienną trwałością, jest on także wodoodporny. Jego właściwości sprawiają, że utrzymuje się do 16 godzin. Korektor Collection 2000 Lasting Perfection to produkt, który zdobył wiele nagród a opinie zadowolonych Klientek plasują go na pozycji lidera wśród korektorów.
źródło: urodomania.com
Pojemność: 10 ml
Cena: ok. 20 zł
Mój odcień: 1 Fair
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Ten produkt pojawiał się na blogu wielokrotnie. Przez bardzo długi czas byłam mu wierna, bo był jedynym, który potrafił przykryć moje cienie pod oczami w zadowalającym mnie stopniu. Jego jedyną wadą była kiepska dostępność... Teraz widzę, że można go dorwać w niektórych drogeriach internetowych, ale wcześniej musiałam go szukać na portalach aukcyjnych i innych olxach :D Mogę Wam też powiedzieć, że został zdetronizowany przez nowość z Lovely, o której pisałam tutaj - klik. Może kiedyś wrócę do tego z Collection, ale to tylko, jeśli będzie łatwo dostępny, w przyzwoitej cenie ;)
SKŁAD: Aqua, Talc, Cyclopentasiloxane, Isododecane, Hydrogenated Polycyclopentadiene, Cyclohexasiloxane, Cetyl PEG/PPG 10/1 Dimethicone, Polyglyceryl-4 Isostearate, Hexyl Laurate, Acrylates/Polytrimethyl Siloxymethacrylate Copolymer, Silica, Butylene Glycol, Hydrogenated Castor Oil, Hydrogenated Microcrystalline Wax, Triethoxycaprylylsilane, Trimethoxycaprylylsilane, Phenoxyethanol, Sodium Chloride, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, Alumina, Disodium EDTA, [+/- CI 77891, CI 77491, CI 77492, CI 77499].


BeBeauty, AloeVera, płatki do demakijażu
Płatki kosmetyczne BeBeauty Aloe Vera z ekstraktem z aloesu, są przeznaczone do codziennej pielęgnacji i kosmetyki. Dzięki zastosowaniu technologii 3L (3 layers - 3 warstwy) płatki nie rozwarstwiają się, nie pylą i nie pozostawiają włókien. Zewnętrzne warstwy płatków składają się ze 100% bawełny, co sprawia, że są wyjątkowo delikatne dla skóry. Skutecznie oczyszczają, usuwają resztki makijażu i kosmetyków.
Liczba sztuk: 120
Cena: 2,99 zł
Te paczuszki pojawiają się chyba w każdym denku :D Nie używam innych, zawsze przy okazji spożywczych zakupów w Biedronce dorzucam te waciki. Ne ma się nad czym rozwodzić. Spełniają swoje zadanie, są tanie i nie rozwarstwiają się. Poza tym widzieliście je na moim blogu już chyba milion razy :D
SKŁAD: 100% bawełna.


Co Wam udało się zużyć w ostatnich miesiącach? Trafiliście na więcej ulubieńców czy bubli? Mieliście któryś z przedstawionych przeze mnie produktów? Co o nich sądzicie? Jakieś rozczarowania? A może któryś ze zużytych przez Was produktów okazał się strzałem w dziesiątkę i Waszym ulubieńcem?

~ wredna
Czytaj więcej

KUPIŁAM, WYGRAŁAM, DOSTAŁAM #5
Kilka nowości i jeden stały bywalec

76 komentarzy:
Ostatnio w mojej kosmetyczce pojawiło się kilka nowości, więc stwierdziłam, że warto napisać kolejny post z haulem. Dziś będzie jeden stały bywalec, kilka zupełnie dla mnie nowych kosmetyków i kilka, o których dziś jedynie wspomnę, a na blogu będą miały jeszcze swoje pięć minut. Mam nadzieję, że Was nie zanudzę i może któreś z prezentowanych przeze mnie produktów wpadną Wam w oko, albo podzielicie się ze mną swoją opinią na temat tych, których jeszcze nie miałam okazji wypróbować ;)


Revlon, Colorstay
Kultowy produkt, którego w mojej kosmetyczce jeszcze nie było. Zawsze go omijałam z powodu jego mocnego krycia. Zazwyczaj sięgam po lżejsze podkłady. Jednak teraz, gdy do stosowania na co dzień odkryłam minerały, a zbliżają mi się dwa wesela, postanowiłam go przetestować. Jeszcze nie miał swoich pięciu minut ;) Ale na pewno na blogu pojawi się recenzja. Wybrałam kolor 150 Buff, wersję dla cery tłustej i mieszanej. Trochę się obawiam, że będzie zbyt matujący, ale ten sam odcień dla cery normalnej i suchej ma odcień, który mi nie odpowiada. Najwyżej zmieszam go odrobinę z True Match ;)


Ardell, Lash Grip
Pierwszy w mojej kolekcji klej do rzęs ;) Jak się możecie domyślić, sztucznych jeszcze nigdy nie nosiłam. Ale zamierzam na wspomnianym wcześniej weselu je wypróbować ;) Oczywiście, wcześniej jeszcze kilka razy spróbuję zaaplikować rzęski, bo wiadomo, że trzeba nabrać trochę wprawy ;) Myślę, że i jego recenzja mogłaby się pojawić, jeśli ktoś z Was byłby zainteresowany ;)


Collection 2000, Lasting Perfection
Ten korektor przewijał się na moim blogu już wiele razy ;) Jest to właśnie ten stały bywalec. Ostatnio pojawił się w denku, więc normalnym jest, że występuje również w haulu ;) Jak kończę jedno opakowanie to kolejne już mam w zapasie ;) Jedyny korektor, który zadowala mnie swoim kryciem, a przy tym jest przystępny cenowo ;) Pełnej recenzji na blogu jeszcze nie było, ale jeżeli bylibyście zainteresowani to może się pojawić ;) Używam go już tak długo, że mogę o nim co-nieco powiedzieć / napisać ;)


Revers Cosmetics, Eyeshadow Lavien
Dzisiaj o nich jedynie wspominam, bo planuję posta, w którym zobaczycie te maleństwa w akcji ;) Na razie zdradzić mogę tyle, że byłam pozytywnie nimi zaskoczona ;) Także, jeżeli jesteście ich ciekawi to, jak to się z angielska mówi, stay tuned :D


Revers Cosmetics, Long Vitalash
Produkt, który do złudzenia opakowaniem przypomina mi Long 4 Lashes :D On też jeszcze czeka na swoją kolej. Nie zaczęłam jeszcze testów, bo mam cerę i oczy skłonne do uczuleń na tego typu produkty, więc musi sobie jeszcze poleżeć, bo na razie mam kilka ważnych większych imprez i nie chciałabym nagle obudzić się ze spuchnięta buzią, a już się tak zdarzało ;) O nim też na blogu jeszcze przeczytacie ;) Najprawdopodobniej w oddzielnej recenzji ;)


Revers Cosmetics, Eyebrow Corrector
Według producenta jest to produkt 3w1: henna, maskara i korektor. Oczywiście wszystkie trzy przeznaczone do brwi ;) Na opakowaniu dostajemy również informację o tym, że kosmetyk zawiera keratynę ;)
Mój kolor to 01 Light Brown i stanowi on najjaśniejszy odcień w dostępnej gamie. Do wyboru mamy jeszcze 02 Dark Brown i 03 Black. Pojemność opakowania wynosi 12 ml.
INGREDIENTS: Aqua, Glycerin, Panthenol, Acrylates/Acrylamide Copolymer, Paraffinum Liquidum, Carboner, VP/VA Copolymer, Alcohol denat., Saccharum Officinarum Roots Extract, Panicum Miliaceum Semen Extract, Arginine, Sanicula Europaea Herbal Extract, Proline, Ascorbic Acid, Malic Acid, Alanine, Phenethyl Alcohol, Rosmarinic Acid, Serine, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Hydrolyzed Keratin, Ethylexylglycerin, Disodium EDTA, Polysorbate-85, [+] Cl 77891 (dwutlenek tytanu), Cl 77492 (wodorotlenek żelaza), Cl 77491 (tlenek żelaza), Cl 77288 (tlenek chromu zielony), Talc. 
Kosmetyk będzie odpowiedni dla osób, które szukają delikatnego podkreślenia brwi na co dzień. Polecam raczej dla tych, którzy mają ładne naturalne włoski i chcą je jedynie delikatnie przyciemnić. U mnie korektor ten niestety się nie sprawdzi, bo ja nie wyobrażam sobie uzupełnienia moich luk w brwiach. 
Spiralka jest malutka, więc bez problemów można nią precyzyjnie zaaplikować kosmetyk. Ładnie też radzi dobie z rozczesaniem i rozdzieleniem włosków. Moim zdaniem, jednak, nabiera troszkę za dużo produktu, radziłabym pozbyć się jego nadmiaru przed użyciem ;) Ma dosyć wodnistą konsystencję, dzięki której płynnie się go nakłada. Wysycha na mat i utrzymuje się cały dzień.
Jeżeli chodzi o dostępność to znalazłam go jedynie na perfumerianiebieska.pl w cenie 7,50 zł.


Revers Cosmetics, Vivat Mat Liquid Lipstick
Pomadka w, bardzo modnej ostatnio, płynnej formie. Na opakowaniu nie mamy informacji dotyczącej składu kosmetyku, nie znalazłam jej też na stronie Revers Cosmetics. Producent pisze o niej tak:
VIVAT MAT Liquid Lipstick, Pomadka w płynie pozwalająca uzyskać spektakularny efekt wyraziście matowych ust. Dzięki kremowej konsystencji pomadkę nakłada się gładko jak błyszczyk, zapewniając ultramatowy, kryjący efekt. VIVAT MAT delikatnie spulchnia usta dzięki czemu stają się one pełniejsze, a ich matowy kolor pozostaje na długi czas intensywny i nasycony. Matowe, pełne usta. Efekt wysokiego poziomu krycia.
Mój kolor to 07, a pojemność pomadki wynosi 5 ml.
Odcień całkiem ładny, określiłabym go jako typowy mauve/nude. Idealnie zgrywa się z konturówką Essence Satin Mauve.
Bardzo eleganckie opakowanie skrywa aplikator typowy dla błyszczyków i pomadek w płynie. Kosmetyk ma kremową formułę, która rzeczywiście gładko się nakłada. Jednak mam pewne zastrzeżenia jeżeli chodzi o równomierność nakładania produktu. Trzeba troszkę nad nim popracować, aby uzyskać jednolity efekt.
Pomadka długo wysycha, ponad 5 minut, i moim zdaniem nie jest to ultramatowy efekt. Określiłabym go raczej jako satynę. Znam bardziej matowe pomadki.
Jeżeli chodzi o jej trwałość to ze mną pozostała przez jakieś 3 godziny (nie nakładałam pod nią konturówki). Do najtrwalszych nie należy, ale bardzo ładnie schodzi. Nie wiem czemu, ale spodziewałam się, że będzie zostawiała nieestetycznie zabarwione suche skórki, ale nic z tych rzeczy. Mam wrażenie, że delikatnie barwi usta, dzięki czemu granica między miejscami, w których pomadka jeszcze jest, i tymi, w których już się "zjadła", jest mniej widoczna.
Kupicie ją na frocus.pl za 6,99 zł.


Dorzucam jeszcze swatche korektora do brwi i pomadki (już zaschniętej).


Macie któreś z tych produktów? Lubicie? A może u Was się nie sprawdziły? Czy tylko ja tak długo zwlekałam z przetestowaniem kultowego Colorstay? A może chcielibyście zobaczyć szczegółową recenzję którejś z przedstawionych przeze mnie rzeczy?

~ wredna
Czytaj więcej

TANIE I DOBRE #1 Kosmetyki do makijażu twarzy

92 komentarze:
Ta seria to nic nowego ani odkrywczego. Posty i filmiki, w których osoby przedstawiają niedrogie perełki, są bardzo popularne. Ja uwielbiam dowiadywać się o tanich a dobrych produktach. Szczególnie jeżeli chodzi o kosmetyki i makijaż. Później oczywiście robię nalot na drogerie, ale nie ma w tym nic złego, bo fortuny nie wydam! I to jest właśnie najlepsze ;) Dziś i ja postanowiłam dorzucić swoje trzy grosze. Najczęściej sięgam po te niedrogie kosmetyki. Mój portfel na razie nie pozwala mi szaleć w tej kwestii. I sporo takiej tanioszki przeszło przez moje ręce. Jedne produkty polubiłam, niektóre pokochałam, a inne okazały się bublami. W tej serii skupiamy się jednak na pozytywach, i w ten oto sposób przygotowałam dla Was osiem produktów do makijażu twarzy. Jeżeli seria się przyjmie to za jakiś czas przyjdę do Was z inną kategorią. Możecie dawać znać co chcielibyście zobaczyć następnym razem. A teraz zapraszam do moich mini-recenzji.


Na pierwszy ogień idą produkty do konturowania. W tej kategorii pojawią się aż cztery produkty, w tym dwa bronzery, róż i rozświetlacz. Każdy innej firmy i wszystkie do dostania w drogeriach (może z wyjątkiem Golden Rose, ale tutaj chyba nie ma dużego problemu z dostępnością). Chciałabym jeszcze zaznaczyć, że mam cerę normalną w kierunku suchej, przy wysiłku bądź upałach przetłuszczającą się w strefie T. Nie wiem jak przedstawiane przeze mnie produkty sprawdzą się na innych typach cer.


1. Lovely, Oh Oh Blusher
Najnowszy nabytek w mojej kolekcji produktów do konturowania. Wcześniej bardzo rzadko sięgałam po róże. Ale na początek kilka słów od producenta:
Kultowy odcień różu do policzków o kremowej konsystencji. Nadaje policzkom wyjątkowy brzoskwiniowo-różowy kolor, dzięki mieniącej się holograficznej, złotej perle.
Na stronie Rossmanna kosztuje 9.69 zł, więc grosze ;) A na promocji -49% (tak jak zakupiłam go ja) to już w ogóle żal nie wziąć ;) Do jego dorwania zachęciły mnie opinie dotyczące jego podobieństwa do kultowego różu z Nars Orgasm. Szukałam czegoś o dosyć uniwersalnym kolorze i koniecznie ze złotym blaskiem. Oh Oh Blusher spełnia te wymagania. Choć zaaplikowany na policzki daje jedynie poświatę koloru i piękny, złoty błysk, to i tak trafił do moich ulubieńców. Genialnie sprawdza się również jako cień do powiek. Jeżeli chodzi o trwałość to nie bardzo mogę się wypowiedzieć, bo nie miałam go na twarzy dłużej niż 4 godziny. Ale przez ten czas wyglądał jak świeżo nałożony. Nie ma problemów z jego nakładaniem, ładnie się rozciera i nie tworzy smug ani plam. Pigmentacja jest całkiem w porządku, jak na róż wystarczająca ;) Ale trzeba z nim uważać, bo można przesadzić, należy go nakładać lekką ręką ;)
Stacjonarnie dostaniecie go w szafach Lovely, na pewno w Rossmannie, co do innych drogerii się nie orientuję. Może ktoś z Was wie czy można go dostać gdzieś jeszcze? Poza tym jest dostępny w wielu drogeriach internetowych ;) Raczej nie powinnyście mieć problemów z jego znalezieniem ;)


2. My Secret, Face Illuminator Powder
Ja mam tę starszą wersję, kolorek Princess Dream. Odkryłam go jeszcze zanim stał się tak popularny ;) I od razu się zakochałam. Producent pisze o nim następująco:
Rozświetlacz w kolorze ciepłego beżu, odpowiedni dla każdego typu kolorystycznego. Wzmacnia blask skóry oraz sprawia, że twarz wygląda zdrowo i promiennie. Formuła kosmetyku zapewnia bezproblemową aplikację i doskonałe wykończenie makijażu. Gwarantuje mocny połysk i efekt „tafli”.
Jego standardowa cena to 15.99 zł i za tę kwotę dostajemy 7.5 g kosmetyku. Oczywiście, warto na niego polować na promocji -40% w Naturze ;) Bo tam też go znajdziecie. Co do innych stacjonarnych drogerii znów się nie orientuję. W internetowych też na pewno można go dorwać. My Secret ma w swojej ofercie również inne odcienie tego produktu, jednak ja wypróbowałam jedynie ten. Daje przepiękny, intensywny, złoty blask. Nieraz porównywany był do Mary Lou z The Balm. W opakowaniu wydaje się być dosyć ciemny, ale na skórze zupełnie go nie widać (mam na myśli kolor), jedyne co daje to wręcz olśniewającą taflę. Polecam go nawet ekstremalnym bladziochom, takim jak ja. Choć przyznam, że nie wiem jak się sprawdzi u osób z jasną i chłodną karnacją. Możliwe, że złoty blask może się zbytnio odróżniać od różowych tonów cery. Nakładając go delikatnie, mało zbitym pędzlem można uzyskać subtelny efekt. A budując "krycie" przy użyciu zbitego pędzla otrzymamy bardzo intensywną taflę.


3. Golden Rose, Mineral Terracotta Powder
W moje ręce trafił ten w kolorze 4. Z założenia jest to zwykły puder mineralny, jednak jego odcień, dla mnie, idealnie sprawdza się w roli bronzera. Na stronie Golden Rose czytamy:
Mineral Terracotta Powder zapewnia doskonałe krycie nadając jednocześnie naturalne i aksamitne wykończenie makijażu. Puder zawiera wysokiej jakości kompleks minerałów, m.in tlenek cynku, mikę, krzemionkę, kaolin czy magnez. Składniki aktywne zawarte w pudrze tworzą ochronną barierę między skórą a szkodliwymi czynnikami środowiska. Wyjątkowe połączenie minerałów nadaje skórze rozświetlony i młodzieńczy wygląd.
Za 24.90 zł otrzymujemy 12 g kosmetyku. Stacjonarnie możecie go znaleźć w sklepach bądź na stoiskach Golden Rose, poza tym na stronie producenta oraz w drogeriach internetowych.
Konsystencja tego pudru jest niezwykle jedwabista, kosmetyk bardzo przyjemnie się aplikuje. Z racji tego, że jest to zwykły puder, nie bronzer, nie uzyskamy nim bardzo mocnego krycia. Dla wzmocnienia intensywności konturu można nałożyć kilka warstw. Kolorek nr 4 ma piękny, dosyć neutralny, ale lekko oliwkowy odcień. Do mojej cery pasuje idealnie. Zazwyczaj używam go do opalenia twarzy. Nie otrzymamy nim efektu imitacji cienia, dlatego często łączę go z kolejnym kosmetykiem w tym zestawieniu, ale solo również pięknie podkreśla rysy twarzy i kości policzkowe. Ma satynowe, bardzo naturalne, wykończenie. Utrzymuje się cały dzień i wygląda nieskazitelnie nawet po wielu godzinach. Tak przypadł mi do gustu, że zastanawiam się czy nie wypróbować innych odcieni ;)


4. Kobo, Matt Bronzing & Contouring Powder 
Producent oferuje nam dwa odcienie tego kosmetyku, jaśniejszy Sahara Sand, i ciemniejszy Nubian Desert. Ja wybrałam ten drugi, ponieważ szukałam czegoś do stricte konturowania, chciałam uzyskać efekt cienia pod kością policzkową. Producent pisze o tym kosmetyku następująco:
Matowy, brązujący puder w kamieniu nadaje skórze odcień naturalnej, zdrowej opalenizny. Idealny do kreowania „cienia” na twarzy. Polecany do konturowania, modelowania twarzy i ciała.
Kosztuje 19.99 zł, a jego gramatura wynosi 10 g. Dostać go możecie w Naturze, bądź w drogeriach internetowych. Warto polować na promocje, np. -40% w Naturze ;) Myślę, że większość z Was kosmetyk ten zna lub chociaż kojarzy. Swego czasu było o nim bardzo głośno. Obecnie w drogeriach pojawiło się sporo nowych, ciekawych produktów do konturowania i mam wrażenie, że ten z Kobo został troszkę zapomniany. Ma bardzo ładny, chłodny odcień. Jego pigmentacja pozwala na uzyskanie pożądanego efektu. Ma mocniejsze krycie niż puder z Golden Rose, więc warto je budować stopniowo, aby uniknąć plam. Jego trwałość oceniam na bardzo dobrą. Nie zauważyłam, żeby ścierał się w trakcie noszenia. Minusem tego produktu może być jego opakowanie, a dokładniej nadruk, bo jak widać na załączonym obrazku, w trakcie używania zupełnie znika. Dla mnie jednak liczy się wnętrze :D


Teraz przejdźmy do kategorii, w której przetestowałam chyba największą liczbę produktów. A mianowicie do korektorów. Zapomniałam tutaj uwzględnić kamuflaż z Catrice, więc uznajmy, że skupiamy się teraz na korektorach pod oczy. Jestem wymagająca, jeżeli chodzi o zakrywanie cieni. Z natury mam głębokie, mocno widoczne "podkowy". Nadal nie znalazłam swojego ideału w tej kwestii, ale trzy korektory mogę Wam szczerze polecić.


5. Collection 2000, Lasting Perfection
Tutaj nie będę dużo pisała, bo kto czyta mojego bloga to wie, że jest to mój ulubieniec. Ale najpierw kilka słów o samym kosmetyku, zaczerpniętych z wizaz.pl:
Korektor intensywnie kryjący przebarwienia, niedoskonałości i inne wady, aż do 16 godzin. Zapewnia piękną skórę bez błysku i skaz przez wiele godzin. Dostępny w 4 odcieniach.
Największym minusem tego korektora jest jego dostępność. Nie wiem czy w Polsce można go dorwać stacjonarnie. Swego czasu można go było podobno kupić w Pepco, ale nie wiem ile w tym prawdy, teraz jednak na pewno go tam nie znajdziecie. Jeżeli chodzi o zakupy online to jedyna drogeria, na której go znalazłam to Urodomania i tam kosztuje 29.99 zł. Na pewno jest dostępny również na Allegro i tam ceny różnią się w zależności od sprzedającego.
Ale teraz do plusów. Jest to jeden z najlepiej kryjących korektorów. Zastyga, więc jeśli nie macie większych problemów ze zmarszczkami wokół oczu to dobrze przypudrowany powinien u Was wytrzymać cały dzień bez zbierania się w załamaniach. Jednak moja bogata mimika twarzy i budowa oka sprawiają, że jeszcze nie znalazłam produktu, który po jakimś czasie nie podkreśliłby mi zmarszczek wokół oczu. Jednak nie jest to aż tak widoczne jak przy innych kosmetykach tego typu. Mój kolor 1 Fair wpada w różowe tony, ale jest całkiem jasny. Delikatnie się utlenia, ale nie zauważyłam, żeby odznaczał się pod oczami.


6. Eveline, Art Scenic Professional Make-Up 2 w 1 
Kiedyś bardzo lubiłam ten korektor. Niestety dla mnie ma za małe krycie, ale ze względu na jego zalety postanowiłam umieścić go w tym zestawieniu. W końcu powinien sprawdzić się tym, którzy nie mają aż takich problemów z cieniami pod oczami jak ja. Na stronie Eveline czytamy:
Innowacyjny korektor z serii Art Scenic Professional make-up to znacznie więcej niż tradycyjny korektor. Preparat idealnie koryguje niedoskonałości, dając efekt nieskazitelnej i promiennej cery. Dzięki delikatnej konsystencji korektor precyzyjnie się rozprowadza, łącząc perfekcyjne krycie niedoskonałości z uczuciem lekkości i świeżości. Innowacyjna receptura z formułą Long Lasting Effect 24h gwarantuje perfekcyjny makijaż przez cały dzień. Mineralne pigmenty rozświetlające optycznie wygładzają zmarszczki i linie mimiczne, skutecznie maskują oznaki zmęczenia, nadając cerze nieskazitelną gładkość i młodzieńczy blask. Innowacyjna receptura Exclusive Bio Complex™ oparta jest na naturalnych wyselekcjonowanych składnikach i nie zawiera substancji zapachowych, często będących przyczyną alergii.
Na stronie Rossmann kosztuje 14.99 zł. Stacjonarnie dostaniecie go w Hebe bądź Rossmanie.
Do wyboru mamy cztery odcienie. W ofercie jest również całkiem jasny, wpadający w żółte tony kolor "light". Korektor ma całkiem przyzwoite krycie i zapewnia delikatne rozświetlenie, dlatego genialnie sprawdza się pod oczy. Przypudrowany powinien zostać z Wami przez cały dzień. Nie zauważyłam też, aby się utleniał.


7. Maybelline, Affinitone
Bardzo go lubiłam ze względu na to jak naturalnie wyglądał. Niestety wylądował na dnie mojego kuferka makijażowego ze względu na zbyt małe krycie. Ale najpierw kilka słów od producenta:
Wyjątkowa, lekka i kremowa formuła nie obciąża skóry Rozprowadza się łatwo i równomiernie, zapewniając perfekcyjne krycie niedoskonałości
Pokochasz za
Naturalny efekt, wyrównany kolor skóry i pokrycie drobnych niedoskonałości.
Dla najlepszych efektów
Nanieś korektor na miejsca, które chcesz ukryć i delikatnie wklep go opuszkami palców.
Stacjonarnie dostaniecie go w Rossmannie - 30.99 zł (warto czekać na promocję -49%, wtedy jego cena jest przyzwoita) lub w Hebe. Warto też szukać online, w drogeriach internetowych można trafić na atrakcyjne ceny. Nie jest to może najtrwalszy kosmetyk, bo niestety nie zastyga, ale wygląda bardzo naturalnie. Pokuszę się wręcz o stwierdzenie, że nie widać go na skórze, przy czym daje całkiem fajne krycie, określiłabym je jako średnie. Niestety, delikatnie wpada w różowe tony. Ale ładnie wtapia się z cerą. Idealny dla tych, którzy lubią naturalny, delikatny makijaż.


8. Under Twenty, Anti Acne, krem BB
To produkt, którego używam na co dzień. W ofercie dostępne są dwa kolory. Mimo tego, że "under twenty" nie jestem już kilka dobrych lat, to nadal ten kosmetyk bardzo lubię. Producent pisze o nim tak:
Zawarte w kremie kwas hialuronowy + glicerol są źródłem nawilżenia dla skóry, poprawiają jej miękkość i elastyczność. Algi zapobiegają problemom cery tłustej i mieszanej: kontrolują wydzielanie sebum, przyśpieszają regenerację skóry oraz zapobiegają powstawaniu nowych zmian trądzikowych. Filtry UV chronią skórę przed negatywnym wpływem promieniowania słonecznego.
Dostaniecie go za 15.99 zł, ale często można go dorwać na promocji. Stacjonarnie dostępny jest w Hebe, Rossmann i Naturze. Online na stronie producenta i w drogeriach internetowych.
Kolor Jasny Beżowy 01 jest całkiem jasny (o dziwo) i ma przyjemny neutralny, delikatnie idący w stronę żółtego, odcień. Jak na "krem bb" przystało ma delikatne krycie i nie jest raczej długotrwały, ale wygląda bardzo ładnie. Jak dla mnie idealny na co dzień. Przypudrowany utrzymuje się co najmniej 2-3 godziny w nienagannym stanie. Jest bardzo wydajny i ma przepiękny zapach ;)


Znacie te kosmetyki? Co o nich sądzicie? Też uważacie, że są warte swojej ceny? A może znacie inne niedrogie perełki do makijażu twarzy? Jaką kategorię tanich i dobrych chcielibyście zobaczyć następnym razem?

~ wredna
Czytaj więcej

ZUŻYCIA OSTATNICH MIESIĘCY #5

63 komentarze:
Od ostatniego denka na moim blogu minęło już trochę czasu, a dokładniej dwa miesiące. Jak na taki okres to zużyć nie ma dużo. Większość już pewnie znacie z moich poprzednich postów tego typu. Ale pojawi się też kilka "nowości" :D Gdyby zainteresował Was któryś produkt to piszcie śmiało, a za jakiś czas powinna pojawić się pełna recenzja ;) Mam nadzieję, że w jakiś sposób przydadzą się Wam moje dzisiejsze zużycia i moja krótka opinia na ich temat. A teraz nie przedłużając przechodzę do sedna ;)
1. BeBeauty, odmładzający krem do rąk. On już pojawiał się w moich denkach, tylko w różnych wersjach. Różnicy w działaniu nie zauważyłam. Tak samo jak ten niebieski, tak i ten całkiem dobrze nawilżają. Są łatwo dostępne, bo znajdziecie je w każdej biedronce, i tanie. Ja przed nałożeniem kremu na dłonie aplikuję żel aloesowy, więc nawilżenie jakie zapewniają te kosmetyki razem wystarcza mi na co dzień.
2. Avon, Little Pink Dress. Za Avon nie przepadam, ale jest tam kilka perełek, które lubię i kupuję. Niektóre perfumy do tychże perełek właśnie należą. To był mój pierwszy flakonik Pink Dress. Kupiłam go skuszona opisem nut zapachowych (cytrusy, kawior, peonia, paczula) i dobrym utrzymywaniem się jej siostry Little Black Dress. Zapach bardzo przypadł mi do gustu. Lekki, rzeczywiście czuć w nim nuty cytrusowe, ale z wyczuwalnym aromatem kawioru. Niestety jeżeli chodzi o jego długotrwałość to się zawiodłam. Po 2-3 godzinach znikał z mojej skóry.
3. Avon, mgiełka do ciała o zapachu zielonej herbaty. Ogólnie za tym kosmetykiem nie przepadam. Dostałam go w prezencie na Mikołajki, więc jakoś wykorzystałam. Zapach, ku mojemu początkowemu zdziwieniu, bardzo mi się spodobał. Lekki, herbaciany, orzeźwiający. Oczywiście nie utrzymywał się długo, bo nie wytrzymywał nawet godziny. Ale, z tego co pamiętam, to te mgiełki są tanie, więc jak ktoś lubi takie zapachy to polecam.
4. Batiste, suchy szampon do włosów o zapachu wiśniowym. Chyba w każdym denku pojawia się ten kosmetyk ;) Ale to tylko dowodzi mojej miłości. Nie wyobrażam już sobie funkcjonowania bez Batiste. Jak widzicie, w końcu pojawia się tutaj inna wersja zapachowa. Nie powiem, spodobała mi się i używałam jej z przyjemnością, ale jednak to ta tropikalna pozostaje moim ulubieńcem. Potestuję jeszcze inne, zobaczymy, może któryś z tych nowych zapachów zdetronizuję wersję (jak dla mnie) kokosową ;)
5. Collection 2000, Lasting Perfection, korektor w kolorze 1 Fair. Już nie wiem, które to opakowanie ;) Już nie raz widzieliście go w zużyciach, więc jak widać nadal u mnie króluje. Na spory plus zasługuje, tym razem, opakowanie. Chyba coś zmienili, bo jak widzicie napisy są nadal widoczne! Nie to, żeby wcześniej przeszkadzało mi ich ścieranie się, ale teraz wygląda zdecydowanie bardziej estetycznie.
6. Golden Rose, Classics, kredka do brwi w numerze 402. Jeszcze troszkę mi jej zostało, ale już nie chciałam zostawiać jej na kolejne denko. Jest niedroga, ma spory wybór kolorystyczny. Sprawdzała mi się bardzo dobrze, ale na razie przerzucam się na pomady. Po kredkę sięgam tylko kiedy bardzo się spieszę. Kolorek miała idealny, nie wpadał w rude tony, ale nie był też zbyt chłodny. Jeżeli lubicie podkreślać brwi delikatnie i dosyć szybko, to polecam ;) No i mamy też grzebyczek na zatyczce. Ja raczej go nie używam, bo jest za mały i wolę spiralki, ale wiem, że niektórzy lubią kiedy produkt do brwi takowy grzebyczek posiada ;)
7. Cien, patyczki do uszu. Cóż tu dużo pisać? Nie rozłażą się, wata jest dobrze przyklejona do patyczka. Dobre patyczki za niewielką kwotę. Zawsze sięgam albo po te z Lidla lub BeBeauty z biedronki. Nie widzę większej różnicy w ich jakości.
8. BeBeauty, jednorazowe maszynki do golenia. Zużyłam oczywiście całą paczkę, ale nie chciałam zaśmiecać zdjęć, więc pokazuję tylko jedną ;) Są tanie i spełniają swoje zadanie ;) Rzadko sięgam po jakieś inne narzędzia do depilacji.
9. BeBeauty, płatki kosmetyczne. Też już bardzo dobrze znacie je z moich denek. Są tanie i dobrze radzą sobie z demakijażem. Nie rozwarstwiają się i ładnie ściągają makijaż.
10. Le Petit Marseillais, próbka żelu pod prysznic o zapachu kwiatu pomarańczy. Dostałam ją w paczuszce z nagrodą z rozdania. Zapach obłędny <3 Już rozumiem ten zachwyt nad żelami tej marki ;) Ale oprócz tego to raczej nie wyróżnia się z innych żeli, które próbowałam. Po pełnowymiarowy produkt raczej nie sięgnę, chyba, że znajdę na promocji ;)
I to wszystkie zużycia. Mam jeszcze dla Was wishlistę z Sammydress summer 2017 Promotion w formie stylizacji. Mam nadzieję, że się Wam spodoba ;)
sukienka  |  okulary  |  buty  |  kapelusz

Co Wam udało się zużyć w ostatnich miesiącach? Trafiliście na więcej ulubieńców czy bubli? Mieliście któryś z przedstawionych przeze mnie produktów? Co o nich sądzicie? Jakieś buble? A może któryś ze zużytych przez Was produktów okazał się strzałem w dziesiątkę i Waszym ulubieńcem?

~ wredna
Czytaj więcej

Co o tym sądzę #2 Podkład mineralny Neauty

91 komentarzy:
Ostatnio post z serii Co o tym sądzę cieszył się sporym zainteresowaniem, więc dziś postanowiłam przyjść do Was z kolejną recenzją. Mam nadzieję, że i ta przypadnie Wam do gustu i być może okaże się przydatna. I znów zaznaczam, że post nie jest sponsorowany ;)
Dziś będzie mowa o podkładzie mineralnym marki Neauty. O kosmetykach mineralnych zrobiło się ostatnio głośno. Na rynku dostępnych mamy wiele marek oferujących tego typu produkty. Ja na początku byłam sceptycznie nastawiona do minerałów ze względu na ich sypką formę. Mam suchą skórę i preferują wykończenie satynowe, idące w stronę rozświetlającego. Obawiałam się, że pudrowy produkt może niekorzystnie wyglądać na moim typie cery.
Ale jednak ciekawość wygrała. Naczytałam się mnóstwo opinii i postów, w których dziewczyny wychwalały produkty mineralne. Dowiedziałam się też, że w gamie kolorów podkładów mineralnych łatwiej znaleźć odcienie bardzo jasne, ale w żółtej tonacji - czyli to, czego szukam. Większość podkładów drogeryjnych jest dla mnie albo za ciemna albo zbyt różowa.
Pewnego dnia, przeglądając vinted, natrafiłam na podkład z Neauty. Stwierdziłam, że niewiele mam do stracenia, bo cena była niska. No i się zdecydowałam.
Padło na kolorek Golden Ivory i formułę kryjącą. Jak patrzyłam swatche w internecie to wydawało mi się, że będzie idealny. Troszkę się przeliczyłam, ale o tym później :D
Na początek może troszkę informacji technicznych. Gdyby ktoś z Was zdecydował się na zakup tego produktu, to można to zrobić na stronie producenta. Za 8g kosmetyku, w ładnym, okrągłym, w miarę solidnym słoiczku, zapłacicie 44.90 zł. Może wydawać się to sporo jak za tak małą gramaturę, ale minerały są niezwykle wydajne. Na pokrycie całej twarzy wystarczy odrobinka.
Skład: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Boron nitride +/- C.I. 77492, C.I. 77499, C.I. 77491
Na opakowaniu znajdziemy również informację dotyczącą okresu przydatności produktu, a mianowicie 12 miesięcy. Jednak przy minerałach nie sugerowałabym się tym za bardzo, ponieważ nie są one pożywką dla bakterii, więc teoretycznie są bezterminowe.
Po odkręceniu wieczka oczom naszym ukazuje się sitko z "pokrętłem", dzięki któremu mamy pewność, że przy transporcie produkt nam się nie rozsypie. Kosmetyk dozuje się bez problemu, więc jeżeli ktoś obawiał się formy to niepotrzebnie. Wydobycie podkładu ze słoiczka przebiega łatwo i przyjemnie :D Dla mnie dosłownie, bo uwielbiam moment wysypywania produktu :D Chyba jestem dziwna.
Do koloru przejdę później, a na razie napiszę jeszcze co nieco o działaniu ;) Jest to najnaturalniej wyglądający podkład jaki kiedykolwiek miałam. Krem BB się przy nim chowa. Mam tylko problemy z okolicą nosa, bo tam borykam się z suchymi skórkami, ale w tym obszarze każdy produkt kolorowy wygląda u mnie niekorzystnie. Jeżeli nie macie z tym problemu to, mogę pokusić się o stwierdzenie, że kosmetyk będzie wyglądał jak druga skóra. Nie mogłam uwierzyć, że tak ładnie kryje a praktycznie w ogóle nie widać, że mam na buzi jakiś kosmetyk.
Mimo tego, że mój produkt ma wersję kryjącą to można nim uzyskać lżejsze krycie. Kiedy nałożymy dwie cienkie warstwy otrzymamy mocniejsze średnie krycie. Dla pełnego wystarczą trzy cieniutkie warstwy.
Z tego co wyczytałam to minerały nie wywierają negatywnego skutku na naszej cerze, a wręcz zawierają substancje, które mogą jej stan poprawić. Polecane są dla osób borykających się z problemem trądziku. Ja takowego nie mam, więc tutaj się, niestety, nie wypowiem.
Produkt jest leciutki, w ogóle nie czuć go na twarzy. Należy też pamiętać, że podkłady mineralne zawierają naturalne filtry UV. Dla niektórych może być to plus, dla innych minus. Na pewno trzeba mieć to na uwadze, jeżeli planujecie nosić go podczas robienia zdjęć z lampą. Dlaczego? To zaraz opowiem, a nawet pokażę.
1. Collection 2000, korektor Lasting Perfection, kolor: 1 Fair; 2. La Luxe, korektor, kolor: BW1 Ivory; 3. Catrice, korektor w słoiczku Camouflage Cream, kolor: 010 Ivory; 4. Loreal, podkład True Match, kolor: 1N; 5. Under Twenty, krem BB, kolor: 01; 6. Neauty, podkład mineralny, kolor: Golden Ivory.
Jak widać na załączonym obrazku kolorek jest bardzo jasny. Moje dłonie są nieco ciemniejsze niż szyja i dekolt, więc podkład nie wygląda tak biało na mojej twarzy. Niemniej jednak jest delikatnie za jasny! Za jasny! Dla mnie! Byłam w szoku ;) W zimie, kiedy użyję bronzera to całość wygląda bardzo dobrze. Na lato będzie odrobinę za jasny, więc na okres późna wiosna/lato będę musiała zaopatrzyć się w ciemniejszy odcień.
Poniżej jeszcze w innym świetle. Numeracja pozostaje ta sama. Tutaj lepiej widać, że podkład nie jest aż tak biały. Na jego obronę powiem też, że tutaj nałożyłam sporą ilość, żeby było go widać. Z moją cerą zlewa się wręcz idealnie.
I tutaj jeszcze zdjęcie z lampą błyskową. Jak widzicie tutaj znacznie odcina się od koloru mojej skóry. A to właśnie dlatego, że zawiera filtry UV, które odbijają światło lampy. Także tutaj trzeba uważać.


Podsumowując. Minerały pokochałam. Do tradycyjnych podkładów będę wracała jedynie w przypadku sytuacji, w których będę fotografowana (wesela, większe imprezy okolicznościowe). Przepiękny, naturalny efekt, dobre krycie, produkt niewyczuwalny na skórze, i wręcz niewidoczny! Na mojej suchej skórze sprawdza się idealnie. Trzyma się nawet do kilkunastu godzin, nie zbiera się w załamaniach, nie ściera. Nie wymaga przypudrowania, co w przypadku posiadaczek suchej skóry jest ogromnym plusem. Po jakichś 5 godzinach, u mnie, wymaga ściągnięcia nadmiaru sebum ze strefy T, ale to i tak przebija tradycyjne podkłady, które wymagają tego po ok. 3 godzinach. Szeroka gama kolorystyczna, która posiada kolory dla prawdziwych bladziochów. Mój ideał!
Moja ocena: 5+/5 :D Tak, aż zabrakło mi skali na opisanie cudowności tego podkładu ;)

Mieliście ten produkt? Co o nim sądzicie? Używacie kosmetyków mineralnych czy wolicie tradycyjne podkłady? I jakie marki minerałów najbardziej przypadły Wam do gustu?

~ wredna
Czytaj więcej