Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkład. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podkład. Pokaż wszystkie posty

MINERAŁY PO RAZ TRZECI! KOLEJNA MIŁOŚĆ?
Pierwsze spotkanie z marką Lily Lolo, co o niej sądzę?

44 komentarze:
Już nie raz wspominałam na blogu, że od kiedy pierwszy raz spróbowałam podkładów mineralnych to do tych tradycyjnych już nie wróciłam (a przynajmniej nie w codziennym makijażu). To była miłość od pierwszego użycia. A jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc stale mam ochotę testować nowe marki i nowe kosmetyki. Tym razem nadarzyła się okazja do wypróbowania kilku produktów od Lily Lolo, w tym, oczywiście (jakżeby inaczej) podkładu, którego byłam najbardziej ciekawa.


O marce słów kilka
Lily Lily Lolo oferuje szeroki wybór naturalnych róży do policzków, sypkich i prasowanych cieni do powiek, błyszczyków, szminek oraz bronzerów. Produkty Lily Lolo są niezwykle łatwe w użyciu, dzięki czemu wykonanie nimi perfekcyjnego makijażu nie powinno zająć więcej niż kilku minut. Mineralne podkłady Lily Lolo mają sypką, jedwabiście gładką konsystencję. Doskonale radzą sobie z tuszowaniem wszelkich niedoskonałości, tj. krosty, zaczerwienienia i skazy nie tworząc przy tym efektu maski.Zalety makijażu mineralnego Lily Lolo to między innymi:
Naturalność – makijaż mineralny wygląda naturalnie i jest prawie niewyczuwalny na skórze
Trwałość -  makijaż mineralny długo utrzymuje się na skórze oraz jest praktycznie odporny na wodę i pot.
Ochrona przed słońcem – podkłady mineralne Lily Lolo zostały przebadane pod kątem ochrony przed słońcem jaką zapewniają. Ich faktor SPF to 15.Pożegnaj się z ciężkimi czy kleistymi podkładami i przyłącz się do mineralnej rewolucji.
W asortymencie marki znajdziecie, standardowo, szeroką gamę produktów sypkich, od podkładów i pudrów; przez róże, bronzery i korektory, aż po cienie do powiek. Jednak to, co wyróżnia Lily Lolo na tle innych to to, że oferuje również minerały w postaci sprasowanej (np. cienie i korektory); a także kremy do twarzy, mgiełki utrwalające, pędzle i akcesoria do makijażu.


Drobno zmielony podkład mineralny z naturalnym filtrem o faktorze SPF 15. Nakładaj go cienkimi warstwami, by uzyskać pożądany efekt krycia. W skład naszych podkładów wchodzą wyłącznie naturalne składniki dzięki czemu skóra jest odpowiednio pielęgnowana, a wypryski i skazy skórne stają się mniej widoczne. Podkłady mineralne Lily Lolo cechuje gładka i jedwabista konsystencja. Dzięki niemu Twoja cera zyska nieskazitelny wygląd. Kosmetyki mineralne Lily Lolo to synonim pięknej skóry.
Gramatura: 10 g
Cena: 81,90 zł
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia
Liczba odcieni: 18
Mój odcień: Warm Peach

Opakowanie i skład
Kosmetyk przychodzi do nas zamknięty w kartonowym opakowaniu utrzymanym w czarno-białej kolorystyce i raczej skromnej szacie graficzne, znajdziemy tu jedynie logo marki, nazwę produktu i wszelkie niezbędne informacje, wraz ze składem, na spodzie. Kiedy zajrzymy do środka, naszym oczom ukazuje się całkiem spory, okrągły słoiczek opatrzony matową, czarną zakrętką, w której jedynym elementem błyszczącym jest sygnet. Eleganckiego wydźwięku nadaje całości również przezroczysta, ale matowa powierzchnia samego słoiczka. Na odwrocie znów znajdziemy nalepkę informacyjną, tym razem bez składu.
Od nowości sitko zabezpieczone jest nalepką, którą należy odkleić. Jednak nie ma się co martwić, że po jej ściągnięciu nasz podkład będzie się rozsypywał, bo opakowanie zostało wyposażone w plastikową, obracalną nakładkę, którą bez problemu możemy zakryć otworki.
Całość działa bez zarzutów, nic się nie zacina, wysypanie pudru na wieczko nie sprawia żadnych trudności. Także w tym przypadku to profesjonalizm od stóp do głów, zarówno w aspektach wizualnych, jak i praktyczno-użytkowych.
SKŁAD: Mica, Zinc Oxide [+/- Ci 77891 (Titanium Dioxide), Ci 77492 (Iron Oxide), Ci 77491 (Iron Oxide), Ci 77499 (Iron Oxide)].

Pigmentacja i blendowanie
Podkłady w ofercie Lily Lolo przychodzą tylko w jednej formule, nie mamy tutaj podziału, na kryjące, matujące czy rozświetlające. Dlatego obawiałam się, że moje przebarwienia wciąż będą widoczne i muszę przyznać, że w porównaniu z innymi minerałami, które posiadam te mają najmniejsze krycie. Dla satysfakcjonującego efektu potrzebuję 3-4 cienkich warstw, ale musicie wiedzieć, że jestem fanką średniego, w stronę mocnego pigmentu. Dla ujednolicenia wystarczą dwie. Jednak najważniejsze jest, że pięknie się buduje, nie robi prześwitów, smug i równo się rozkłada. Myślę, że da się nim stworzyć pełne krycie, a czy przykrywa niedoskonałości, nie umiem stwierdzić, bo, o dziwo, moja cera jest ostatnio w bardzo dobrym stanie, myślę, że wiem jakiemu kosmetykowi to zawdzięczam, ale o tym innym razem ;)
Jak już wspomniałam, nie ma żadnych problemów z blendowaniem kosmetyku. Mam wręcz wrażenie, że przy pomocy pędzla kabuki (o którym więcej niżej) uzyskujemy efekt niczym air brush. Nawet, kiedy nie nakładam podkładu na całą twarz (na co dzień przykrywam jedynie największe przebarwienia) to nic się nie odcina, żadna granica nie rzuca się w oczy.


Wykończenie i trwałość
Zacznijmy od tego pierwszego, bo już co-nieco na ten temat napisałam.Podkład na dobrze nawilżonej cerze wygląda bardzo gładko i naturalnie. Nawet moja sucha skóra się z nim lubi, bo nie podkreśla suchych skórek. Mimo tego, że jest to puder to nie pozostawia uczucia ściągnięcia, ani suchej maski, daje lekko świetliste, jakby satynowe wykończenie, ale bez cienia drobinek. Wygląda to jak naturalny blask. A kiedy dodatkowo całość spryskam mgiełką (nie koniecznie fixującą, ja używam wody lawendowej) to już w miękkim świetle twarz wygląda jak z photoshopa. Jeszcze żaden kosmetyk nie dawał u mnie takiego efektu, bo mam spore problemy z nierównościami cery.
Jedyne, co troszkę mnie smuci to fakt, że źle dobrałam odcień. Na lato będzie idealny, bo Warm Peach to dosyć jasny beż, delikatnie wpadający w żółte tony, ale na zimę jest odrobinę za ciemny. Kiedy środek twarzy rozjaśnię korektorem (o którym też przeczytacie niżej) to jakoś to wyglądało i mogłam go testować nawet teraz, kiedy jestem blada jak ściana :D
Jeśli chodzi o trwałość, to testowałam go jedynie z pudrem. Wtedy zostaje ze mną aż do samego zmycia. Jeśli nie przypudruję go zbyt dokładnie to po około 4-5 ma tendencję do minimalnego zbierania się w zmarszczkach. Dlatego trzeba na to zwracać uwagę.
Moja ocena: 4/5


Jasny, brzoskwiniowo-różowy mineralny puder o jedwabistej konsystencji, który dzięki zawartości rozpraszającej światło miki, optycznie redukuje widoczność drobnych zmarszczek oraz niedoskonałości.
Gramatura: 4,5 g
Cena: 81,90 zł
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia

Opakowanie i skład
Oprawa graficzna kosmetyku wygląda tak samo jak w przypadku podkładu. Mamy tutaj dokładnie taki sam kartonik, słoiczek i zakrętkę. Jedyne co różni oba produkty to kolor zawartości i skład, więc może przejdźmy od razu do niego.
SKŁAD: Mica [+/- Ci 77491 (Iron Oxide), Ci 77492 (Iron Oxide)]

Wykończenie i trwałość
Przyznam szczerze, że odrobinę się tego kosmetyku obawiałam. Przerażały mnie te brzoskwiniowo-różowe tony i to, że kiedy otworzyłam kosmetyk to moim oczom ukazał się dosyć ciemny proszek. Jednak postanowiłam go nie przekreślać, bo został on mi polecony przez Panią, z którą korespondowałam. Pomyślałam, że ona musi wiedzieć o czym pisze i co robi. Także dałam mu szansę i... się zakochałam. Dosłownie. W życiu nie widziałam piękniejszego pudru. Kiedy wysypiemy go na wieczko to widać w nim rozświetlający pył (bo to nie są drobinki, to jest od nich mniejsze), który na cerze zostawia piękne, satynowe wykończenie. Ale znów, tak jak w przypadku podkładu, nie jest to satyna z brokatowych drobinek, a bardziej naturalny blask. W sztucznym świetle, kiedy przyjrzymy się z bliska, dosłownie wciskając nos w lusterko, można zauważyć mikroskopijny pyłek rozświetlający. Stałby się moim ulubieńcem i katowałabym go codziennie gdyby nie fakt, że (jak wspomniałam wcześniej) mam problem z nierównościami cery, które takie pudry podkreślają. U mnie sprawdza się jedynie po bokach twarzy, bo w strefie T potrzebuję mocniejszego utrwalenia. Matu nie trzyma, ale nie takie jego zadanie.
Jeśli chodzi o trwałość to ładnie utrwala makijaż, ale sprawdzi się tylko osobom z cerą suchą, która nie ma tendencji do przetłuszczania w strefie T. Moja naturalnie nie ma, ale kiedy zaaplikuję na nią makijaż to po kilku godzinach delikatnie zaczyna się wyświecać. Dlatego tam lubię jednak nałożyć puder matujący. Kiedy testowałam solo ten z Lily Lolo (ach, nie czuję jak rymuję) to niestety na czole, nosie i policzkach nadmiar sebum zaczął być widoczny po około 3 godzinach. Jednak jeśli chodzi o trwałość to znów, makijaż został ze mną do samego zmycia.
Moja ocena: 5-/5


Dostępne w dwóch niewykrywalnych kolorach, stworzone z myślą o kamuflażu niechcianych niedoskonałości, naturalne prasowane korektory Lily Lolo to idealny wybór dla osób borykających się z zaczerwienieniami lub ciemnymi cieniami pod oczami. Ich formuła jest lekka i łagodna przez co nie zapychają porów i nie podrażniają nawet najdelikatniejszej skóry.
Gramatura: 4 g
Cena: 60,20 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
Liczba dostępnych odcieni: 2
Mój odcień: Lemon Drop

Opakowanie i skład
Jak możecie się domyślić, ze względu na to, że ten kosmetyk ma inną formę niż dwa poprzednie to będzie też miał inne opakowanie. Kartonik utrzymany jest w tym samym stylu, ten jednak jest znacznie mniejszy i płaski. W środku skrywa kasetkę typową dla cieni do powiek, z wieczkiem na zatrzask. Kolorystyka wciąż biało-czarna. Bardzo podoba mi się ta konsekwencja. Coś, co nie jest dla mnie koniecznością, ale stanowi ważny aspekt opakowania to lusterko. I to takie całkiem sporych rozmiarów i dobrej jakości. Ja z takich raczej nie korzystam, ale w podróży może być zbawienne. Jeśli chodzi o funkcjonalność to wszystko jest jak najbardziej w porządku. Nie ma problemów z otwieraniem czy zamykaniem kosmetyku, a jednocześnie nie trzeba się martwić, że kasetka sama się otworzy.
SKŁAD: Mica, Zinc Oxide, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, [+/- Ci 77891 (Titanium Dioxide), Ci 77007 (Ultramarines), Ci 77492 (Iron Oxide)]

Pigmentacja i blendowanie
Bardzo ciekawiła mnie forma tego kosmetyku. Niby mineralny, ale sprasowany. Przeznaczony jest do stosowania pod oczy, ale moich podków z pewnością by nie przykrył, bo do tego trzeba ciężkiej artylerii, ale bardzo dobrze sprawdza się do dodatkowej warstwy krycia. Jednak z małymi i średnimi sińcami powinien sobie poradzić. Jak już pisałam wcześniej, używałam go również dla rozjaśnienia centrum twarzy i w tej roli też sprawdził się dobrze. I tutaj, jak w przypadku dwóch poprzednich kosmetyków również nie ma żadnych problemów z rozcieraniem produktu. 

Wykończenie i trwałość
Dzięki temu, że korektor ma piękny żółty, cytrynowy kolor, to przy mojej ciepłej tonacji cery sprawdza się idealnie. Rozjaśnia wybrane partie twarzy i niweluje zmęczone spojrzenie. Jedynym minusem może być to, że mamy tylko jeden odcień. Lemon Drop dobrze wygląda na mojej jasnej cerze, więc obawiam się, że osoby z ciemną karnacją mogą mieć z nim mały problem. Ewentualnie, będą mogły go używać jako korektora korygującego kolorem, tzw. color correcting, ale wtedy trzeba pamiętać, że nie możemy go przykryć kremowym kosmetykiem. Co prawda, nie próbowałam tego, ale wydaje mi się, że skończy się to ciasteczkiem.
Wykończenie ma całkiem naturalne i jak na puder to nie wygląda sucho pod oczami. Ja ten obszar utrwalam pudrem, bo mam dosyć rozległe i głębokie zmarszczki mimiczne, ale nawet to nie obciążyło zbytnio mojej skóry. Po tym zabiegu nie zauważyłam, żeby Lemon Drop gdzieś mi w ciągu dnia wędrował i pozostał ze mną do samego zmycia.
Moja ocena: 4+/5


Pędzel Kabuki wykonany jest z najlepszego gatunkowo syntetycznego włosia, które jest ultra miękkie. Idealny do nakładania naszego podkładu mineralnego.
Cena: 91,90 zł

Moja opinia
Pędzel przychodzi do nas w kartoniku utrzymanym w standardowej dla marki. Kolorystyka skuwki nawiązuje do schematu Lily Lolo, z tym wyjątkiem, że tym razem mamy kontrast - logo jest białe. To, co jednak najważniejsze to włosie. Jest ono niezwykle mięciutkie i zbite. Dzięki temu nie podrażnia skóry i nawet przy cerze suchej nie podkreśla skórek. A przy tym efektywnie aplikuje kosmetyki. Uniemożliwia nałożenie zbyt grubej warstwy produktu, co znowuż chroni nas przed rolowaniem się, zbieraniem w załamaniach i ważeniu się np. podkładu. 
Przyznam Wam szczerze, że nigdy nie byłam fanką pędzli typu kabuki. Nigdy nie byłam z nich do końca zadowolona i miałam inne, którymi spokojnie mogłam je zastąpić, więc nie widziałam sensu w trzymaniu tych "krótkorączkowców". I tym razem byłam trochę sceptycznie nastawiona, ale znów poleciła mi go Pani Aleksandra, więc stwierdziłam, że trzeba dać szansę, a nuż dzięki niemu zmieni się moje zdanie na temat tego typu pędzli.
No i dokładnie tak się stało. Już teraz mogę Wam powiedzieć, że Super Kabuki trafia do moich ulubieńców. Używam go codziennie. A co sprawiło, że zmieniłam swoje zdanie diametralnie? A to, jak pięknie wygląda podkład nałożony tym narzędziem. Jak już pisałam, dostajemy efekt air brush. Całość wygląda bardzo naturalnie, gładko i jednolicie. Mój makijaż twarzy nigdy wcześniej nie wyglądał tak dobrze. Owszem, cena pędzla jest wysoka, ale uważam, że jest on jej warty.
Moja ocena: 5/5


Podsumowując...
Zacznę od końca, bo do pędzla najłatwiej mi się odnieść, bo tutaj jest krótka piłka - mój ulubieniec. Nigdy nie powiedziałabym, że z moich ust padną takie słowa w stronę kabuki. Kocham w nim wszystko, to jak pięknie nakłada kosmetyki, jaki naturalny efekt daje i jak przyjemny jest w dotyku. Podkład bardzo ładnie wygląda na twarzy i gdyby jego cena była nieco niższa to z pewnością stałby się moim świętym Graalem makijażowym. Jednak ze względu na to, że trzeba na niego trochę wydać to wydaje mi się, że jednak będę szukała odpowiedników na niższej półce cenowej. Ale jeśli Wy możecie sobie na niego pozwolić to warto. Puder ma prześliczne wykończenie, ale moja strefa T się z nim nie polubi. Jednak kiedy będę robiła pełny makijaż to z pewnością skuszę się na zaaplikowanie go na boki twarzy. Lemon Drop lubię nakładać dla zbudowania większego krycia standardowego korektora lub rozjaśnienia centrum twarzy.
Średnia ocena: 4+/5

Znacie markę Lily Lolo? Próbowaliście kosmetyków z ich asortymentu? Jak się Wam sprawdziły? A może lubicie minerały, ale tych jeszcze nie mieliście okazji testować? Zainteresowałam Was? Czy może wręcz przeciwnie, stwierdzacie, że to jednak nie dla Was?

~ wredna
Czytaj więcej

ZBAWCZA MOC MINERAŁÓW W MAKIJAŻU?
Earthnicity Minerals, czy pokochałam tak jak inne?

51 komentarzy:
Jeżeli ktoś z Was śledzi mojego bloga już od jakiegoś czasu to zapewne wie, że jestem ogromną fanką produktów mineralnych. A dokładniej, podkładów. Od kiedy użyłam pierwszego takiego produktu zakochałam się i przepadałam. Od tamtego czasu żaden fluid nie spełnił moich oczekiwań. Minerały uwielbiam za to, jak pięknie wyglądają na mojej skórze. Oczywiście dodatkowym atutem jest ich skład i to, że nie wpływają negatywnie na stan naszej cery, ba, ponoć przy problemach z trądzikiem i wypryskami są zalecane ;)
Nie miałam jeszcze okazji testować różnych marek, które oferują takowe produkty. Jak na razie poznałam jedynie Neauty Minerals. A jak mogłabym wypowiadać się o kosmetykach mineralnych ogółem, znając wyłącznie jedną firmę? Tak więc, dziś przychodzę do Was z recenzją kolorówki od Earthnicity Minerals.



O marce słów kilka
Firma Earthnicity powstała w Londynie w 2007 roku. Od tego momentu wciąż poszerzamy naszą ofertę jako odpowiedź na coraz większe zainteresowanie kosmetykami bezpiecznymi dla skóry, pielęgnującymi cerę oraz podkreślającymi urodę.
„Earth", czyli „Ziemia". Ziemia, która rodzi minerały - skarby naszej planety.
Bo tylko natura gwarantuje najwyższą jakość w służbie piękna.
Przekonały się już o tym klientki z Wielkiej Brytanii, Włoszech, Danii, Francji , a także Republiki Południowej Afryki.
Bierzemy odpowiedzialność za Twój komfort
Receptury naszych kosmetyków opracowane zostały przez specjalistów pracujących w naszej firmie. Dlatego bierzemy całkowitą odpowiedzialność za skład, jakość i komfort stosowania naszych produktów. Marka Earthinicy to gwarancja produktu z najwyższej półki.

Pozostając przez chwilę w temacie marki chciałabym napisać kilka słów o samej stronie producenta. Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie to, jak dobrze opisane są wszystkie produkty dostępne w ofercie. Jak każda z nas wie, kupienie podkładu, korektora czy różu przez internet to nie lada wyzwanie, szczególnie, kiedy Google Grafika nie oferuje nam zbyt wielu wyników w odpowiedzi na zapytanie "swatche". Earthnicity Minerals zapewnia nam szczegółowy opis każdego odcienia. Myślę, że ułatwi to wybór odpowiedniego koloru.


Od producenta
Podkład mineralny
Podkłady mineralne Earthnicity zapewnią skórze matowe wykończenie, dające niezwykle naturalny efekt, który utrzymuje się cały dzień. Ponadto gwarantują stabilną ochronę przed promieniami UVA i UVB, ponieważ zawierają one naturalny filtr przeciwsłoneczny na poziomie SPF 15. Kosmetyki są odporne na wodę, dzięki czemu ochronią cerę przed niebezpieczeństwem poparzeń i zagwarantują trwałość makijażu nawet podczas deszczowej pogody.
Mój odcień: Amber
Gramatura: 9 g
Moja gramatura: 4 g
Ilość dostępnych kolorów: 14

Korektor mineralny
Jeśli Twoja cera wymaga specjalisty do ukrycia przebarwień, blizn potrądzikowych, krostek czy innych niedoskonałości, to wypróbuj nasz korektor mineralny.
Mimo pudrowej konsystencji zapewnia świetnie krycie i rewelacyjnie stapia się ze skórą.
Należy pamiętać, aby korektor był jaśniejszy od koloru naszej cery.
Mój odcień: Honey
Gramatura: 2,5 g
Moja gramatura: 1 g
Ilość dostępnych kolorów: 5


Mineralny róż do policzków
Nasz mineralny róż do policzków jest wysoko napigmentowany i bardzo trwały. Jest bardzo wydajny, nawet niewielka ilość starczy do wykonania makijażu
Mój odcień: Delicate
Gramatura: 3,5 g
Moja gramatura: 1,5 g
Ilość dostępnych kolorów: 5

Pędzel kabuki
Pędzel kabuki Earthnicity jest idealnym i niezastąpionym narzędziem do aplikacji kosmetyków mineralnych. Relatywnie długa rączka ułatwia nabieranie kosmetyku oraz jego aplikację.

Opakowanie i skład
Wszystkie produkty przychodzą do nas w zgrabnych, eleganckich, plastikowych słoiczkach. Odkręcane wieczko potrafi czasami nieprzyjemnie piszczeć, ale podejrzewam, że jest to problem jedynie w miniaturowych wersjach blogerskich. Opakowanie posiada sitko, które umożliwia wysypanie odpowiedniej ilości produktu. Do samego słoiczka nie mam większych zastrzeżeń, ale chętnie widziałabym tutaj dodatkowe zabezpieczenie, które zapobiegałoby wysypywaniu się kosmetyku, np. w trakcie podróży. Owszem, otworki zabezpieczone są naklejką, niestety nie jest to zbyt praktyczne rozwiązanie.
Zanim przejdę do składu poszczególnych produktów, chciałabym jeszcze napisać pokrótce o wykonaniu pędzla. Pierwsze, co rzuca się w oczy to oczywiście wygląd - bardzo eleganckie to maleństwo ;) A do tego włosie jest tak mięciutkie i milutkie. Nie jest zbyt mocno zbite, ale też nie jest to delikatny puszek, idealny złoty środek, który idealnie sprawdzi się do aplikacji makijażu mineralnego.

Podkład mineralny
INGREDIENTS: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Iron Oxides, Ultramarine Blue.
Korektor mineralny
INGREDIENTS:
Ivory, Sand, Mocha: Mica, Zinc Oxide, Titanium Dioxide, Kaolin Clay, Iron Oxides, Ultramarine Blue.
Honey: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Silica, Iron Oxides, Ultramarine Blue.

Mineralny róż do policzków
INGREDIENTS: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Kaolin Clay, Iron Oxides.

Konsystencja, zapach i kolory
Jeżeli chodzi o zapach to jest on niemalże niewyczuwalny. Spokojnie mogłaby stwierdzić, że kosmetyki są bezwonne. Kiedy przystawi się nos do samego słoiczka może wyczuć delikatny, pudrowy, lekko słodki i mydlany zapach, ale jest to naprawdę nikłe wrażenie zapachowe ;) Moim zdaniem na plus, oznacza to, że nie mamy tutaj zbędnych substancji perfumujących.
Jak na kosmetyki mineralne przystało, produkty są sypkie. Są dosyć grubo zmielone, ale nie przeszkadza to w aplikacji. Proszek jest delikatny, wręcz aksamitny pod palcami i z łatwością się rozprowadza. Trzeba jednak z nimi uważać, bo strasznie się pylą. Przy robieniu swtachy ubrudziłam pół świata :D Ale tak to już z minerałami bywa ;)
Jeżeli chodzi o kolory, które wybrałam to idealnie trafiłam z odcieniem korektora. Piękny, jasny i żółciutki. Myślałam, że takie będzie też podkład. Niestety ten ma już bardziej neutralne tony, więc na mojej skórze wypada delikatnie różowo, ale myślę, że stopi się z kolorytem mojej cery. Jeżeli chodzi o róż to też jestem zadowolona. Jest bardzo delikatny, łososiowy i rozświetlający - czyli taki, jakie lubię najbardziej ;)


Pigmentacja i blendowanie
Korektor i podkład mają przyzwoitą pigmentację. W zależności od sposobu aplikacji możemy uzyskać krycie od lekkiego, przez średnie przy nakładaniu pędzlem Earthnicity Minerals, do mocnego. Wydaje mi się, że produkty innych marek, ze słowem "kryjący" w nazwie mają większą pigmentację. Niemniej, bez obaw możecie sobie produkt nabudować.
Rozczarował mnie jednak korektor. Nie pokrył, niestety, moich niedoskonałości. Bardziej sprawdzi się do zakrywania zaczerwienień niż punktowo wyprysków.
Intensywność różu jest taka, jakiej bym sobie w takim kosmetyku życzyła. Nie trzeba się namachać pędzlem, żeby uzyskać satysfakcjonujący efekt, ale też trudno sobie nim zrobić krzywdę. Przy mojej karnacji widoczny jest blask różu, kolor trochę ginie, ale mnie ten efekt odpowiada, jest bardzo naturalny.
Jeżeli chodzi o blendowanie to nie mam żadnych zastrzeżeń. Produkty ładnie się rozprowadzają. Nie narobicie sobie nimi żadnych plam. Także tutaj jak najbardziej na plus ;)


Wykończenie i trwałość
Tutaj mam pewien problem. Nie wiem o co z tym produktem (mam na myśli konkretnie podkład) chodzi. Z jednej strony, daje piękne, satynowe, trójwymiarowe wykończenie; a z drugiej, podkreślił mi każdą możliwą suchą skórkę na nosie... Żaden podkład, którego do tej pory używałam, nie zrobił mi czegoś takiego. Może być tu też wina tego, że zaaplikowałam kilka warstw produktu i posiłkowałam się korektorem, bo kolor podkładu okazał się za ciemny.
Kiedy już produkty miałam na twarzy czułam dosyć mocne ściągnięcie. Dlatego postanowiłam spryskać twarz wodą lawendową. I to był ogromny błąd, bo kosmetyki na nosie mi się zważyły :D Jakoś uratowałam później sytuację ;)
Przy następnym podejściu wypróbowałam minerały na bazę nawilżającą i efekt był rewelacyjny. Skóra była wygładzona, koloryt ujednolicony, pory mniej widoczne, a przy tym nikt nie powiedziałby mi, że mam na twarzy podkład. Taki duet u mnie sprawdza się bardzo dobrze i tak też będę te kosmetyki nakładała. Przy tej kombinacji nie czułam też ściągnięcia. Dlatego, jeżeli ktoś z Was ma problem z suchymi skórkami to polecam wypróbować bazę Smooth od Kobo ;)
Minerały trzymają się na swoim miejscu, nie podkreślają zmarszczek i nie emigrują nam z twarzy. Jedyne zastrzeżenie jakie mam to to, że po około 8 godzinach nie wygląda dobrze (jeżeli pod spód nałożymy jedynie krem nawilżający, bo bez niego przy minerałach ani rusz). Skóra wydaje się być zmęczona i o wiele starsza niż jest w rzeczywistości. Zastosowanie bazy sprawia, że dodatkowe 2 godziny mogę cieszyć się pięknym makijażem.
Warto też wspomnieć, że przez cały czas, aż do zmycia, podkład pozostaje matowo-satynowy. A powiem, że jest to wyczyn, bo żaden kosmetyk na mojej twarzy tak się nie zachowywał. Zazwyczaj po maksymalnie 5 godzinach muszę ściągnąć nadmiar sebum.
Z samej trwałości jestem zadowolona, bo nosiłam kosmetyki przez 10 godzin i przez cały ten czas pozostały one na mojej twarzy. Gdyby jeszcze wyglądały odrobinę lepiej pod koniec dnia to byłabym bardzo zadowolona. 

Od lewej: podkład - Amber; korektor - Honey; róż: Delicate
Od lewej: Neauty Minerals - Golden Ivory; Colorstay (C&O) - Buff; True Match - 1N; podkład - Amber; korektor - Honey; róż - Delicate; Lovely Oh Oh Blusher.
Cena i dostępność
Przyznam szczerze, że nie bardzo orientuję się czy kosmetyki Earthnicity Minerals dostaniecie stacjonarnie, ale znajdziecie je w drogeriach internetowych i na stronie producenta. A ceny mojego zestawu (tylko w wersji pełnowymiarowej) prezentują się następująco: podkład - 89,99 zł/8 g; korektor - 59,99 zł/2,5 g; róż do policzków - 59,99 zł/3,5 g; pędzel kabuki - 80 zł (teraz w promocji 64 zł).

Podsumowując...
Kosmetyki bardzo ładnie wyglądają na twarzy. Dobrze wyrównują koloryt i dają satynowe wykończenie. Jednak trzeba uważać i dbać o pielęgnację, bo potrafią podkreślić suche skórki. Osobom z cerą normalną w stronę suchej polecam intensywne nawilżenie przed sięgnięciem po te produkty, bo mają tendencję do ściągania. Za to bardzo dobrze sprawdzają się w duecie z bazą nawilżającą od Kobo. Mam też pewne zastrzeżenia co do tego, jak kosmetyki wyglądają po ok. 8 godzinach noszenia. Nie przekreślam ich, bo to jak się prezentują od razu po nałożeniu bardzo mi się podoba, a szczególnie to, że podkład pozostaje matowy na skórze do samego zmycia!
Moja ocena: 4/5

Znacie tę markę? Próbowaliście tych kosmetyków? Co o nich sądzicie? Jak Wam się sprawdzają? Korzystacie z kosmetyków mineralnych? Czy wolicie te tradycyjne? A może nie próbowaliście jeszcze tego typu produktów? Kuszą Was?

~ wredna
Czytaj więcej

Co o tym sądzę #2 Podkład mineralny Neauty

91 komentarzy:
Ostatnio post z serii Co o tym sądzę cieszył się sporym zainteresowaniem, więc dziś postanowiłam przyjść do Was z kolejną recenzją. Mam nadzieję, że i ta przypadnie Wam do gustu i być może okaże się przydatna. I znów zaznaczam, że post nie jest sponsorowany ;)
Dziś będzie mowa o podkładzie mineralnym marki Neauty. O kosmetykach mineralnych zrobiło się ostatnio głośno. Na rynku dostępnych mamy wiele marek oferujących tego typu produkty. Ja na początku byłam sceptycznie nastawiona do minerałów ze względu na ich sypką formę. Mam suchą skórę i preferują wykończenie satynowe, idące w stronę rozświetlającego. Obawiałam się, że pudrowy produkt może niekorzystnie wyglądać na moim typie cery.
Ale jednak ciekawość wygrała. Naczytałam się mnóstwo opinii i postów, w których dziewczyny wychwalały produkty mineralne. Dowiedziałam się też, że w gamie kolorów podkładów mineralnych łatwiej znaleźć odcienie bardzo jasne, ale w żółtej tonacji - czyli to, czego szukam. Większość podkładów drogeryjnych jest dla mnie albo za ciemna albo zbyt różowa.
Pewnego dnia, przeglądając vinted, natrafiłam na podkład z Neauty. Stwierdziłam, że niewiele mam do stracenia, bo cena była niska. No i się zdecydowałam.
Padło na kolorek Golden Ivory i formułę kryjącą. Jak patrzyłam swatche w internecie to wydawało mi się, że będzie idealny. Troszkę się przeliczyłam, ale o tym później :D
Na początek może troszkę informacji technicznych. Gdyby ktoś z Was zdecydował się na zakup tego produktu, to można to zrobić na stronie producenta. Za 8g kosmetyku, w ładnym, okrągłym, w miarę solidnym słoiczku, zapłacicie 44.90 zł. Może wydawać się to sporo jak za tak małą gramaturę, ale minerały są niezwykle wydajne. Na pokrycie całej twarzy wystarczy odrobinka.
Skład: Mica, Titanium Dioxide, Zinc Oxide, Boron nitride +/- C.I. 77492, C.I. 77499, C.I. 77491
Na opakowaniu znajdziemy również informację dotyczącą okresu przydatności produktu, a mianowicie 12 miesięcy. Jednak przy minerałach nie sugerowałabym się tym za bardzo, ponieważ nie są one pożywką dla bakterii, więc teoretycznie są bezterminowe.
Po odkręceniu wieczka oczom naszym ukazuje się sitko z "pokrętłem", dzięki któremu mamy pewność, że przy transporcie produkt nam się nie rozsypie. Kosmetyk dozuje się bez problemu, więc jeżeli ktoś obawiał się formy to niepotrzebnie. Wydobycie podkładu ze słoiczka przebiega łatwo i przyjemnie :D Dla mnie dosłownie, bo uwielbiam moment wysypywania produktu :D Chyba jestem dziwna.
Do koloru przejdę później, a na razie napiszę jeszcze co nieco o działaniu ;) Jest to najnaturalniej wyglądający podkład jaki kiedykolwiek miałam. Krem BB się przy nim chowa. Mam tylko problemy z okolicą nosa, bo tam borykam się z suchymi skórkami, ale w tym obszarze każdy produkt kolorowy wygląda u mnie niekorzystnie. Jeżeli nie macie z tym problemu to, mogę pokusić się o stwierdzenie, że kosmetyk będzie wyglądał jak druga skóra. Nie mogłam uwierzyć, że tak ładnie kryje a praktycznie w ogóle nie widać, że mam na buzi jakiś kosmetyk.
Mimo tego, że mój produkt ma wersję kryjącą to można nim uzyskać lżejsze krycie. Kiedy nałożymy dwie cienkie warstwy otrzymamy mocniejsze średnie krycie. Dla pełnego wystarczą trzy cieniutkie warstwy.
Z tego co wyczytałam to minerały nie wywierają negatywnego skutku na naszej cerze, a wręcz zawierają substancje, które mogą jej stan poprawić. Polecane są dla osób borykających się z problemem trądziku. Ja takowego nie mam, więc tutaj się, niestety, nie wypowiem.
Produkt jest leciutki, w ogóle nie czuć go na twarzy. Należy też pamiętać, że podkłady mineralne zawierają naturalne filtry UV. Dla niektórych może być to plus, dla innych minus. Na pewno trzeba mieć to na uwadze, jeżeli planujecie nosić go podczas robienia zdjęć z lampą. Dlaczego? To zaraz opowiem, a nawet pokażę.
1. Collection 2000, korektor Lasting Perfection, kolor: 1 Fair; 2. La Luxe, korektor, kolor: BW1 Ivory; 3. Catrice, korektor w słoiczku Camouflage Cream, kolor: 010 Ivory; 4. Loreal, podkład True Match, kolor: 1N; 5. Under Twenty, krem BB, kolor: 01; 6. Neauty, podkład mineralny, kolor: Golden Ivory.
Jak widać na załączonym obrazku kolorek jest bardzo jasny. Moje dłonie są nieco ciemniejsze niż szyja i dekolt, więc podkład nie wygląda tak biało na mojej twarzy. Niemniej jednak jest delikatnie za jasny! Za jasny! Dla mnie! Byłam w szoku ;) W zimie, kiedy użyję bronzera to całość wygląda bardzo dobrze. Na lato będzie odrobinę za jasny, więc na okres późna wiosna/lato będę musiała zaopatrzyć się w ciemniejszy odcień.
Poniżej jeszcze w innym świetle. Numeracja pozostaje ta sama. Tutaj lepiej widać, że podkład nie jest aż tak biały. Na jego obronę powiem też, że tutaj nałożyłam sporą ilość, żeby było go widać. Z moją cerą zlewa się wręcz idealnie.
I tutaj jeszcze zdjęcie z lampą błyskową. Jak widzicie tutaj znacznie odcina się od koloru mojej skóry. A to właśnie dlatego, że zawiera filtry UV, które odbijają światło lampy. Także tutaj trzeba uważać.


Podsumowując. Minerały pokochałam. Do tradycyjnych podkładów będę wracała jedynie w przypadku sytuacji, w których będę fotografowana (wesela, większe imprezy okolicznościowe). Przepiękny, naturalny efekt, dobre krycie, produkt niewyczuwalny na skórze, i wręcz niewidoczny! Na mojej suchej skórze sprawdza się idealnie. Trzyma się nawet do kilkunastu godzin, nie zbiera się w załamaniach, nie ściera. Nie wymaga przypudrowania, co w przypadku posiadaczek suchej skóry jest ogromnym plusem. Po jakichś 5 godzinach, u mnie, wymaga ściągnięcia nadmiaru sebum ze strefy T, ale to i tak przebija tradycyjne podkłady, które wymagają tego po ok. 3 godzinach. Szeroka gama kolorystyczna, która posiada kolory dla prawdziwych bladziochów. Mój ideał!
Moja ocena: 5+/5 :D Tak, aż zabrakło mi skali na opisanie cudowności tego podkładu ;)

Mieliście ten produkt? Co o nim sądzicie? Używacie kosmetyków mineralnych czy wolicie tradycyjne podkłady? I jakie marki minerałów najbardziej przypadły Wam do gustu?

~ wredna
Czytaj więcej