Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline. Pokaż wszystkie posty

MOJE SPOSOBY NA PROBLEMATYCZNĄ POWIEKĘ
Czyli jak zwiększyć trwałość cieni na tłustej, opadającej powiece

33 komentarze:
Do tego tematu przymierzam się już od długiego czasu. Wciąż czuję, że nie opanowałam swojej powieki do końca i wciąż szukam lepszych rozwiązań, ale na chwilę obecną moje makijaże utrzymują się na oku znacznie dłużej niż na początku mojej przygody z cieniowaniem.
Wiele z nas zmaga się ze znikającym i zbierającym się w załamaniach makijażem oczu. Szczególnie, gdy, tak jak ja, macie problematyczną powiekę. U mnie jest to kombinacja, więc zadanie jest jeszcze bardziej utrudnione. Większość sposobów, które możemy znaleźć w internecie, najzwyczajniej, się u mnie nie sprawdzała. Dlatego postanowiłam próbować i tak doszłam do kombinacji i trików, które znacznie wydłużyły trwałość moich makijaży oka.


O mojej powiece
Myślę, że to aspekt, od którego warto wyjść. Będzie Wam łatwiej ustosunkować się do moich rad i zmodyfikować je tak, aby pasowały do Waszych potrzeb.
Wydaje mi się, że moja budowa oka to hybryda, która jest niezwykle trudna i wymagająca, jeśli chodzi o makijaż i jego utrzymywanie się. Często spotykamy się, że ktoś ma tłuste powieki i narzeka, że cienie szybko się rolują i zbierają w załamaniach. Jeszcze większy problem pojawia się, kiedy dodatkowo nasza powieka jest opadająca. I z taką też ja mam do czynienia (połączenie tłustej i opadającej). Nie dość, że makijaż bardzo szybko zbiera się w zmarszczkach, to jeszcze mam ich znacznie więcej niż osoby o nieopadającej powiece. Tutaj dodatkowo fałd skóry, który przykrywa nam większość powieki sprawia, że cienie w tym miejscu znikają w zaskakująco szybkim tempie.
I tak, żeby Wam zobrazować to, jak bardzo pomogły mi te wszystkie triki, które opiszę poniżej - zanim zaczęłam się do tych zasad stosować to makijaż nie wytrzymywał na moim oku dłużej niż 2-3 godziny. Teraz, mogę cieszyć się cieniowaniem w nienagannym stanie przez co najmniej 5 godzin. 
Wiem, że wciąż nie jest to idealny wynik, dlatego nadal będę szukała innych produktów i stosowała różne sposoby, ale na chwilę obecną jest to najlepszy sposób i najdłuższy wynik czasowy, jaki udało mi się uzyskać.


1. Odpowiednia baza
W ciągu całej mojej makiajżowej przygody przetestowałam wiele produktów. Sięgałam zarówno po tradycyjne bazy, które specjalnie pod cienie, jak i po przeróżne cienie w kremie i korektory. Jednak nic nie sprawdziło mi się tak, jak poniższa kombinacja. Od razu muszę napisać, że wypróbowałam ją dzięki Milenie.
Zawsze starałam się zaoszczędzić i zazwyczaj sięgałam po tańsze produkty, jednak, kiedy zaczęłam się frustrować z powodu zrolowanych cieni po dwóch godzinach od nałożenia makijażu, stwierdziłam, że warto zajrzeć na wyższą półkę. I tak oto sięgnęłam po bazę pod cienie z Inglota. Niestety, jest ona przezroczysta, a ja, mimo że nie mam zbyt cienkiej skóry i widocznych żyłek, to lubię mieć jednolitą bazę. Dlatego Eye Shadow Keeper łączę z cieniem w kremie Maybelline Color Tattoo w cielistym kolorze. Całość muszę porządnie zagruntować. Zauważyłam, że nie ma większej różnicy czy sięgnę po puder czy po cielisty cień. Oba kosmetyki dobrze utrwalają bazę.

Kremowa baza pod cienie do powiek Inglot Eye Shadow Keeper zapewniająca niezwykle trwały makijaż oczu. Wygładza skórę, sprawiając, że aplikacja cieni do powiek staje się łatwa, a ich kolor intensywny i świeży przez wiele godzin.
Pojemność: 10 ml
Cena: 49 zł
Matowe wykończenie makijażu to hit tego sezonu. By wydobyć głębię spojrzenia, uzyskać modny i długotrwały makijaż, sięgnij po najnowszą odsłonę cieni Maybelline NY Color Tattoo Creamy Mattes.
Pokochasz za
Nie oprzesz się unikatowej formule cieni. Łączą one w sobie kremową bazę żelową – dającą efekt na cały dzień i formułę z intensywnymi i nasyconymi pigmentami, które wydobywają kolor oraz dają matowe i długotrwałe pokrycie powieki. Cienie Color Tattoo Creamy Mattes utrzymają się na powiece do 24 godzin, bez rolowania i bez poprawiania. Nie będziesz musiała martwić się, że twój makijaż straci na wyglądzie.
Dla najlepszych efektów
Łatwa aplikacja bez użycia pędzelka: okrężnym ruchem nałóż cień opuszkami palca, rozetrzyj cień na boki po ruchomej części powieki. Dla wzmocnienia nałóż kolejne warstwy dla uzyskania pożądanego efektu.
Gramatura: 53 g
Cena: 28,99 zł


2. Dobre cienie
Zawsze staram się być oszczędna, więc zazwyczaj sięgałam po tańsze palety cieni, głównie Makeup Revolution. Jednak muszę przyznać, że dopiero, kiedy zdecydowałam się na kupno czegoś z wyższej półki, zobaczyłam znaczną poprawę trwałości mojego makijażu oka. Portfel ucierpiał, ale coś za coś. Najlepiej sprawuje mi się paleta Anastasii Beverly Hills Modern Renaissance, co nie powinno dziwić, bo całkiem sporo trzeba za nią zapłacić, szczególnie w Polsce.
Całkiem dobrze radzi sobie również Zoeva Smoky.
Dlatego, kiedy potrzebuję, aby mój makijaż wyglądał przyzwoicie przez kilka dobrych godzin to zawsze wybieram jedną (lub mieszankę obu) tych właśnie palet. Tańsze opcje, nawet przy dobrej bazie, nie utrzymują mi się tak dobrze.
Chcę wypróbować też nowszych tworów MUR, bo do tej pory miałam okazję wypróbować jedynie palety z serii Iconic, a z tego co czytałam, marka poszła zdecydowanie naprzód i znacznie poprawiła jakość swoich produktów.
Paleta czternastu niezbędnych cieni, która zawiera zarówno neutralne, jak i różowo-czerwone tony. Użyj pierwszej palety marki Anastasia Beverly Hills - Modern Renaissance, która dostępna jest w sprzedaży stałej, do stworzenia niezliczonej liczby makijaży idealnych zarówno na co dzień, jak i na wyjścia.
Formuła zapewniająca wysoką pigmentację i łatwość rozcierania cieni.
11 matów i 3 cienie metaliczne.
Dwustronny, miękki pędzelek.
Gramatura: 14x0,7 g
Cena: $42
Nasza paleta Zoeva Smoky ożywia mistyczny, acz czarujący wachlarz tajemniczych kolorów. Głębokie, ciemne odcienie, od brudnego fioletu po ponętne burgundy i przydymione, omszałe zielenie. Dodaj odrobinę tajemniczości do swoich makijaży i obudź w sobie nocne piękno. Idealna do enigmatycznych makijaży i ponętnych smokey eyes.
Gramatura: 10x1,5 g
Cena: €21,80


3. Ostrożnie z kremowymi produktami
Jak wspomniałam wcześniej, bazą wyrównującą koloryt powieki jest dla mnie cień w kremie. Oczywiście, kluczem jest również nałożenie jego odpowiedniej ilości. Jednak, o ile przy budowaniu podstawy trudniej jest nałożyć nadmiar produktu, tak później nietrudno o zbyt ciężką do niego rękę.
Tę zasadę wypracowałam u siebie po ubiegłorocznym sylwestrze. Pierwszy raz postanowiłam wtedy wypróbować makijaż typu cut-crease. Oczywiście zakochałam się w nim, bo przy opadającej powiece jest on niezwykle flattering - twarzowy.
Jednak zrobiłam jeden spory błąd - nałożyłam korektor w zbyt dużej ilości, który, mimo dobrego utrwalenia, dosyć szybko zaczął się rolować i zbierać w załamaniach.
Dlatego warto uważać, aby nie zaaplikować kremowych produktów zbyt dużo. Ta porada nie tyczy się jedynie korektora przy odcinaniu załamania, ale również do wszelkiej maści cieni w kremie, głównie tych z aplikatorami gąbeczkowymi, tymi typowymi dla błyszczyków (te w słoiczkach mają troszkę inną konsystencję, która nie ma aż takich tendencji do rolowania się).


Czy Wy również zmagacie się z cieniami, które rolują się i zbierają w załamaniach? Macie problematyczną powiekę? Czy może nie macie większych problemów z utrzymywaniem się makijażu oka? Jakie jeszcze triki i zasady stosujecie? Jakie kosmetyki i bazy najlepiej Wam się sprawdzają i pozostają na powiecie najdłużej?

~ wredna
Czytaj więcej

CO NOWEGO W KOSMETYCZCE?
Czyli promocyjne zakupy w Rossmann, ale nie tylko!

48 komentarzy:
Zanim przejdę do dzisiejszego posta chciałabym Was przeprosić, i trochę się wytłumaczyć, za to, że w niedzielę nie pojawił się wpis. Ostatnio jestem tak zabiegana, że ciężko mi znaleźć chwilę, żeby usiąść i spokojnie poczytać książkę... Dodatkowo w sobotę miałam wesele u brata ciotecznego :D Także mam nadzieję, że zrozumiecie i wybaczycie mi to zaniedbanie ;)
A dziś mam dla Was coś, czym bardzo chcę się podzielić ;) Może będzie to wyglądało jak chwalenie się, ale co tam :D
No dobrze, muszę trochę się uspokoić i przejść do sedna, bo zaczynam się rozwodzić na nie te tematy, co trzeba ;) A więc, jak już wiecie z tytułu, dzisiaj przychodzę z porcją nowości kosmetycznych w moim zbiorach. Pojawiło się tego całkiem sporo (jak na mnie), a szykuje się jeszcze kilka nowinek. Ale wszystko w swoim czasie ;) A teraz będzie mini-haul z promocji -55% w Rossmannie, ale większość będzie spoza tej kategorii ;) I jedna moja perełeczka <3


No to zacznę może od tego co jeszcze niedawno było najbardziej na czasie, czyli od promocji w sieci Rossmann. W drogerii byłam dwa razy, ale dzięki temu udało mi się kupić wszystko to, co sobie zaplanowałam. Od razu powiem, że nie zamierzałam szaleć, a dlaczego dowiecie się na końcu posta ;)

Maybelline, Lash Sensational Intense Black
Pomyślałam, że taka duża obniżka cen jest świetną okazją do testowania nowości, szczególnie tych, których w regularnej cenie bym nie kupiła. I tak właśnie skusiłam się na tę maskarę. Czytałam sporo dobrych opinii na jej temat, a że moje naturalne rzęski są bardzo liche to wciąż szukam ideału. Czy ten kosmetyk spełnił moje oczekiwania? Absolutnie nie. Zupełnie nie nadaje się do moich króciutkich, jaśniutkich, prostych i rzadkich rzęs. Jedyne co robi to nadaje intensywny czarny kolor. A ja jednak potrzebuję wydłużenie, podkręcenia i pogrubienia... I stąd też moja druga wizyta w Rossmannie - musiałam kupić inny, tym razem już sprawdzony tusz :D

Eveline, Volumix Fiberlast Mascara
Uwielbiam tusze do rzęs tej marki. Są tanie, mają genialne szczoteczki i świetnie się u mnie sprawdzają. Ten i podobny, w srebrnym opakowaniu, to moi ulubieńcy. Choć przyznam, że przetestowałam ich sporo i żaden nie zawiódł moich oczekiwań, a przynajmniej nie tak, jak pan powyżej.


Eveline, Art Scenic Concealer
Kiedyś go używałam. Ma średnie krycie i ładnie rozświetla okolicę pod oczami. Niestety, ze względu na moje ogromne sińce pod oczami (z którymi nawet Lasting Perfection z Collection 2000 nie radzi sobie do końca) musiałam z niego zrezygnować i poszukać czegoś mocniejszego. Ale bardzo przypadł do gustu mojej siostrze. Dlatego też wrzuciłam go do koszyka. Akurat kończy jej się obecna sztuka ;)

Bell Hypoallergenic, Mat Liquid Lipstick
Kolejny produkt dla siostry. Chciałam tę pomadkę zakupić przy pierwszej wizycie w Rossmannie, ale niestety kolorek nr 1 był wykupiony. Na szczęście przy drugiej, szafy były już znacznie lepiej zaopatrzone. Kosmetyk sprawdza jej się bardzo dobrze. Kolor idealnie pasuje do jej urody, ładnie wygląda i bardzo długo się utrzymuje ;)


I to by było na tyle, jeśli chodzi o promocję w Rossmannie. Jak mówiłam, nie ma tego dużo ;) (Nie)stety nie mogłam sobie pozwolić na szaleństwa, bo kilka dni przed rozpoczęciem tych przecen szarpnęłam się na coś kosztownego ;) Ale o tym później :D

Kobo, Brightener Matt Powder
Szukałam jakiegoś pudru bananowego, niestety żaden, który mnie interesował nie był dostępny. Kiedy tak przeglądałam asortyment Kobo zobaczyłam ten puder i przypomniało mi się, że słyszałam dobre opinie na jego temat ;) Tak więc trafił do koszyka. Jeszcze go dobrze nie wypróbowałam, więc nie powiem zbyt wiele ;)

Kobo, Mono Matte Eyeshadow
O tych cieniach też sporo dobrego słyszałam. A, że potrzebowałam (czytaj miałam ochotę na coś nowego) czegoś, co sprawdzi się w załamaniu powieki, to się skusiłam. Kolorek (Pale Peach) jest przepiękny, bardzo dobrze się z tym kosmetykiem pracuje - ładnie się rozciera, nie traci przy tym na intensywności, bez problemu można osiągnąć nim zamierzony efekt. Troszeczkę gorzej jest z trwałością, ale na co dzień (i krótsze wyjścia) sprawdzi się idealnie.


Golden Rose, Matte Lipstick Crayon
Produkt jest już tak kultowy, tak osławiony w blogosferze i na YT, że aż wstyd się przyznać, że dopiero teraz po niego sięgnęłam. Wybrałam kolor 18, który miał być delikatnie ciemniejszym nudziakiem (przynajmniej przy mojej bladej cerze). U mnie, jednak, wybijają się delikatne czerwone tony. Zupełnie mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, bardzo dobrze czuję się w tym kolorze ;) Rozumiem też zachwyty nad tym kosmetykiem. Ta konsystencja, ten komfort noszenia, to wykończenie, no i ta trwałość <3 Z pewnością skuszę się na inne odcienie.

Stila, Stay All Day Liquid Lipstick
Miniaturka. Dostałam ją w gratisie, kiedy kupowałam perfumy (o tym niżej). Kolor zupełnie nie mój, więc komuś ją po prostu podaruję ;)


FM by Federico Mahora, nr 317
Zamiennik Gucci Guilty. Szukałam czegoś, co będzie podobne do City Rush z Avonu, które zostały wycofane. Na pewnym forum doczytałam się, że te od Gucci trochę je przypominają. Ale z racji tego, że nie jest to moja półka cenowa, postanowiłam wypróbować zamiennik. I padło na ten od FM Group. Zapach rzeczywiście przypadł mi do gustu, choć na początku nie byłam do niego przekonana. Ich trwałość jest raczej średnia, ale za tę cenę nie ma co oczekiwać cudów ;)


Inglot, Eye Shadow Keeper
Zakupiłam z myślą o weselu brata. Miała bardzo dobrze sprawdzić się na tłustych powiekach. Moje są bardzo problematyczne. Czy się sprawdziła? Nie jestem do końca pewna. Muszę ją jeszcze spróbować, bo po 7 godzinach ww. cień z Kobo zebrał mi się w załamaniach. Ale może to być po prostu wina samego cienia, bo pozostała część makijażu oka wykonana kosmetykami Glam Shadows i Zoevą była nietknięta do samego końca (aż do zmycia).


I na koniec zostawiłam sobie wisienkę na torcie! Ale, żeby troszkę przetrzymać Was jeszcze w niepewności to pozwolę sobie wtrącić dwa słowa :D Jeżeli zainteresował Was któryś z kosmetyków i chcielibyście zobaczyć jego pełną recenzję to, śmiało, piszcie w komentarza, a chętnie ją dla Was nakreślę ;) A tymczasem.... werble poproszę...

Anastasia Beverly Hills, Modern Renaissance
Tak! Jest moja <3 Długo zastanawiałam się nad jej zakupem, bo mało to ona nie kosztuje... Ale te kolory, te opinie na jej temat <3 No, nie wybaczyłabym sobie, gdybym jej nie miała :D Jest jeszcze nowa, świeżutka niedotykana. Jej recenzja na pewno pojawi się na blogu, ale pewnie będziecie musieli troszkę na nią poczekać, bo chcę ją dobrze przetestować ;) A teraz podziwiajmy razem <3


Co myślicie o moich zakupach? Znacie te produkty? Jak się Wam sprawdzają? A może polecicie mi jakiś tusz, który sprawdzi się na moich lichych rzęsach? Wam co udało się upolować na promocjach w Rossmannie? Macie paletkę ABH? Co i niej sądzicie?

~ wredna
Czytaj więcej

TANIE I DOBRE #1 Kosmetyki do makijażu twarzy

92 komentarze:
Ta seria to nic nowego ani odkrywczego. Posty i filmiki, w których osoby przedstawiają niedrogie perełki, są bardzo popularne. Ja uwielbiam dowiadywać się o tanich a dobrych produktach. Szczególnie jeżeli chodzi o kosmetyki i makijaż. Później oczywiście robię nalot na drogerie, ale nie ma w tym nic złego, bo fortuny nie wydam! I to jest właśnie najlepsze ;) Dziś i ja postanowiłam dorzucić swoje trzy grosze. Najczęściej sięgam po te niedrogie kosmetyki. Mój portfel na razie nie pozwala mi szaleć w tej kwestii. I sporo takiej tanioszki przeszło przez moje ręce. Jedne produkty polubiłam, niektóre pokochałam, a inne okazały się bublami. W tej serii skupiamy się jednak na pozytywach, i w ten oto sposób przygotowałam dla Was osiem produktów do makijażu twarzy. Jeżeli seria się przyjmie to za jakiś czas przyjdę do Was z inną kategorią. Możecie dawać znać co chcielibyście zobaczyć następnym razem. A teraz zapraszam do moich mini-recenzji.


Na pierwszy ogień idą produkty do konturowania. W tej kategorii pojawią się aż cztery produkty, w tym dwa bronzery, róż i rozświetlacz. Każdy innej firmy i wszystkie do dostania w drogeriach (może z wyjątkiem Golden Rose, ale tutaj chyba nie ma dużego problemu z dostępnością). Chciałabym jeszcze zaznaczyć, że mam cerę normalną w kierunku suchej, przy wysiłku bądź upałach przetłuszczającą się w strefie T. Nie wiem jak przedstawiane przeze mnie produkty sprawdzą się na innych typach cer.


1. Lovely, Oh Oh Blusher
Najnowszy nabytek w mojej kolekcji produktów do konturowania. Wcześniej bardzo rzadko sięgałam po róże. Ale na początek kilka słów od producenta:
Kultowy odcień różu do policzków o kremowej konsystencji. Nadaje policzkom wyjątkowy brzoskwiniowo-różowy kolor, dzięki mieniącej się holograficznej, złotej perle.
Na stronie Rossmanna kosztuje 9.69 zł, więc grosze ;) A na promocji -49% (tak jak zakupiłam go ja) to już w ogóle żal nie wziąć ;) Do jego dorwania zachęciły mnie opinie dotyczące jego podobieństwa do kultowego różu z Nars Orgasm. Szukałam czegoś o dosyć uniwersalnym kolorze i koniecznie ze złotym blaskiem. Oh Oh Blusher spełnia te wymagania. Choć zaaplikowany na policzki daje jedynie poświatę koloru i piękny, złoty błysk, to i tak trafił do moich ulubieńców. Genialnie sprawdza się również jako cień do powiek. Jeżeli chodzi o trwałość to nie bardzo mogę się wypowiedzieć, bo nie miałam go na twarzy dłużej niż 4 godziny. Ale przez ten czas wyglądał jak świeżo nałożony. Nie ma problemów z jego nakładaniem, ładnie się rozciera i nie tworzy smug ani plam. Pigmentacja jest całkiem w porządku, jak na róż wystarczająca ;) Ale trzeba z nim uważać, bo można przesadzić, należy go nakładać lekką ręką ;)
Stacjonarnie dostaniecie go w szafach Lovely, na pewno w Rossmannie, co do innych drogerii się nie orientuję. Może ktoś z Was wie czy można go dostać gdzieś jeszcze? Poza tym jest dostępny w wielu drogeriach internetowych ;) Raczej nie powinnyście mieć problemów z jego znalezieniem ;)


2. My Secret, Face Illuminator Powder
Ja mam tę starszą wersję, kolorek Princess Dream. Odkryłam go jeszcze zanim stał się tak popularny ;) I od razu się zakochałam. Producent pisze o nim następująco:
Rozświetlacz w kolorze ciepłego beżu, odpowiedni dla każdego typu kolorystycznego. Wzmacnia blask skóry oraz sprawia, że twarz wygląda zdrowo i promiennie. Formuła kosmetyku zapewnia bezproblemową aplikację i doskonałe wykończenie makijażu. Gwarantuje mocny połysk i efekt „tafli”.
Jego standardowa cena to 15.99 zł i za tę kwotę dostajemy 7.5 g kosmetyku. Oczywiście, warto na niego polować na promocji -40% w Naturze ;) Bo tam też go znajdziecie. Co do innych stacjonarnych drogerii znów się nie orientuję. W internetowych też na pewno można go dorwać. My Secret ma w swojej ofercie również inne odcienie tego produktu, jednak ja wypróbowałam jedynie ten. Daje przepiękny, intensywny, złoty blask. Nieraz porównywany był do Mary Lou z The Balm. W opakowaniu wydaje się być dosyć ciemny, ale na skórze zupełnie go nie widać (mam na myśli kolor), jedyne co daje to wręcz olśniewającą taflę. Polecam go nawet ekstremalnym bladziochom, takim jak ja. Choć przyznam, że nie wiem jak się sprawdzi u osób z jasną i chłodną karnacją. Możliwe, że złoty blask może się zbytnio odróżniać od różowych tonów cery. Nakładając go delikatnie, mało zbitym pędzlem można uzyskać subtelny efekt. A budując "krycie" przy użyciu zbitego pędzla otrzymamy bardzo intensywną taflę.


3. Golden Rose, Mineral Terracotta Powder
W moje ręce trafił ten w kolorze 4. Z założenia jest to zwykły puder mineralny, jednak jego odcień, dla mnie, idealnie sprawdza się w roli bronzera. Na stronie Golden Rose czytamy:
Mineral Terracotta Powder zapewnia doskonałe krycie nadając jednocześnie naturalne i aksamitne wykończenie makijażu. Puder zawiera wysokiej jakości kompleks minerałów, m.in tlenek cynku, mikę, krzemionkę, kaolin czy magnez. Składniki aktywne zawarte w pudrze tworzą ochronną barierę między skórą a szkodliwymi czynnikami środowiska. Wyjątkowe połączenie minerałów nadaje skórze rozświetlony i młodzieńczy wygląd.
Za 24.90 zł otrzymujemy 12 g kosmetyku. Stacjonarnie możecie go znaleźć w sklepach bądź na stoiskach Golden Rose, poza tym na stronie producenta oraz w drogeriach internetowych.
Konsystencja tego pudru jest niezwykle jedwabista, kosmetyk bardzo przyjemnie się aplikuje. Z racji tego, że jest to zwykły puder, nie bronzer, nie uzyskamy nim bardzo mocnego krycia. Dla wzmocnienia intensywności konturu można nałożyć kilka warstw. Kolorek nr 4 ma piękny, dosyć neutralny, ale lekko oliwkowy odcień. Do mojej cery pasuje idealnie. Zazwyczaj używam go do opalenia twarzy. Nie otrzymamy nim efektu imitacji cienia, dlatego często łączę go z kolejnym kosmetykiem w tym zestawieniu, ale solo również pięknie podkreśla rysy twarzy i kości policzkowe. Ma satynowe, bardzo naturalne, wykończenie. Utrzymuje się cały dzień i wygląda nieskazitelnie nawet po wielu godzinach. Tak przypadł mi do gustu, że zastanawiam się czy nie wypróbować innych odcieni ;)


4. Kobo, Matt Bronzing & Contouring Powder 
Producent oferuje nam dwa odcienie tego kosmetyku, jaśniejszy Sahara Sand, i ciemniejszy Nubian Desert. Ja wybrałam ten drugi, ponieważ szukałam czegoś do stricte konturowania, chciałam uzyskać efekt cienia pod kością policzkową. Producent pisze o tym kosmetyku następująco:
Matowy, brązujący puder w kamieniu nadaje skórze odcień naturalnej, zdrowej opalenizny. Idealny do kreowania „cienia” na twarzy. Polecany do konturowania, modelowania twarzy i ciała.
Kosztuje 19.99 zł, a jego gramatura wynosi 10 g. Dostać go możecie w Naturze, bądź w drogeriach internetowych. Warto polować na promocje, np. -40% w Naturze ;) Myślę, że większość z Was kosmetyk ten zna lub chociaż kojarzy. Swego czasu było o nim bardzo głośno. Obecnie w drogeriach pojawiło się sporo nowych, ciekawych produktów do konturowania i mam wrażenie, że ten z Kobo został troszkę zapomniany. Ma bardzo ładny, chłodny odcień. Jego pigmentacja pozwala na uzyskanie pożądanego efektu. Ma mocniejsze krycie niż puder z Golden Rose, więc warto je budować stopniowo, aby uniknąć plam. Jego trwałość oceniam na bardzo dobrą. Nie zauważyłam, żeby ścierał się w trakcie noszenia. Minusem tego produktu może być jego opakowanie, a dokładniej nadruk, bo jak widać na załączonym obrazku, w trakcie używania zupełnie znika. Dla mnie jednak liczy się wnętrze :D


Teraz przejdźmy do kategorii, w której przetestowałam chyba największą liczbę produktów. A mianowicie do korektorów. Zapomniałam tutaj uwzględnić kamuflaż z Catrice, więc uznajmy, że skupiamy się teraz na korektorach pod oczy. Jestem wymagająca, jeżeli chodzi o zakrywanie cieni. Z natury mam głębokie, mocno widoczne "podkowy". Nadal nie znalazłam swojego ideału w tej kwestii, ale trzy korektory mogę Wam szczerze polecić.


5. Collection 2000, Lasting Perfection
Tutaj nie będę dużo pisała, bo kto czyta mojego bloga to wie, że jest to mój ulubieniec. Ale najpierw kilka słów o samym kosmetyku, zaczerpniętych z wizaz.pl:
Korektor intensywnie kryjący przebarwienia, niedoskonałości i inne wady, aż do 16 godzin. Zapewnia piękną skórę bez błysku i skaz przez wiele godzin. Dostępny w 4 odcieniach.
Największym minusem tego korektora jest jego dostępność. Nie wiem czy w Polsce można go dorwać stacjonarnie. Swego czasu można go było podobno kupić w Pepco, ale nie wiem ile w tym prawdy, teraz jednak na pewno go tam nie znajdziecie. Jeżeli chodzi o zakupy online to jedyna drogeria, na której go znalazłam to Urodomania i tam kosztuje 29.99 zł. Na pewno jest dostępny również na Allegro i tam ceny różnią się w zależności od sprzedającego.
Ale teraz do plusów. Jest to jeden z najlepiej kryjących korektorów. Zastyga, więc jeśli nie macie większych problemów ze zmarszczkami wokół oczu to dobrze przypudrowany powinien u Was wytrzymać cały dzień bez zbierania się w załamaniach. Jednak moja bogata mimika twarzy i budowa oka sprawiają, że jeszcze nie znalazłam produktu, który po jakimś czasie nie podkreśliłby mi zmarszczek wokół oczu. Jednak nie jest to aż tak widoczne jak przy innych kosmetykach tego typu. Mój kolor 1 Fair wpada w różowe tony, ale jest całkiem jasny. Delikatnie się utlenia, ale nie zauważyłam, żeby odznaczał się pod oczami.


6. Eveline, Art Scenic Professional Make-Up 2 w 1 
Kiedyś bardzo lubiłam ten korektor. Niestety dla mnie ma za małe krycie, ale ze względu na jego zalety postanowiłam umieścić go w tym zestawieniu. W końcu powinien sprawdzić się tym, którzy nie mają aż takich problemów z cieniami pod oczami jak ja. Na stronie Eveline czytamy:
Innowacyjny korektor z serii Art Scenic Professional make-up to znacznie więcej niż tradycyjny korektor. Preparat idealnie koryguje niedoskonałości, dając efekt nieskazitelnej i promiennej cery. Dzięki delikatnej konsystencji korektor precyzyjnie się rozprowadza, łącząc perfekcyjne krycie niedoskonałości z uczuciem lekkości i świeżości. Innowacyjna receptura z formułą Long Lasting Effect 24h gwarantuje perfekcyjny makijaż przez cały dzień. Mineralne pigmenty rozświetlające optycznie wygładzają zmarszczki i linie mimiczne, skutecznie maskują oznaki zmęczenia, nadając cerze nieskazitelną gładkość i młodzieńczy blask. Innowacyjna receptura Exclusive Bio Complex™ oparta jest na naturalnych wyselekcjonowanych składnikach i nie zawiera substancji zapachowych, często będących przyczyną alergii.
Na stronie Rossmann kosztuje 14.99 zł. Stacjonarnie dostaniecie go w Hebe bądź Rossmanie.
Do wyboru mamy cztery odcienie. W ofercie jest również całkiem jasny, wpadający w żółte tony kolor "light". Korektor ma całkiem przyzwoite krycie i zapewnia delikatne rozświetlenie, dlatego genialnie sprawdza się pod oczy. Przypudrowany powinien zostać z Wami przez cały dzień. Nie zauważyłam też, aby się utleniał.


7. Maybelline, Affinitone
Bardzo go lubiłam ze względu na to jak naturalnie wyglądał. Niestety wylądował na dnie mojego kuferka makijażowego ze względu na zbyt małe krycie. Ale najpierw kilka słów od producenta:
Wyjątkowa, lekka i kremowa formuła nie obciąża skóry Rozprowadza się łatwo i równomiernie, zapewniając perfekcyjne krycie niedoskonałości
Pokochasz za
Naturalny efekt, wyrównany kolor skóry i pokrycie drobnych niedoskonałości.
Dla najlepszych efektów
Nanieś korektor na miejsca, które chcesz ukryć i delikatnie wklep go opuszkami palców.
Stacjonarnie dostaniecie go w Rossmannie - 30.99 zł (warto czekać na promocję -49%, wtedy jego cena jest przyzwoita) lub w Hebe. Warto też szukać online, w drogeriach internetowych można trafić na atrakcyjne ceny. Nie jest to może najtrwalszy kosmetyk, bo niestety nie zastyga, ale wygląda bardzo naturalnie. Pokuszę się wręcz o stwierdzenie, że nie widać go na skórze, przy czym daje całkiem fajne krycie, określiłabym je jako średnie. Niestety, delikatnie wpada w różowe tony. Ale ładnie wtapia się z cerą. Idealny dla tych, którzy lubią naturalny, delikatny makijaż.


8. Under Twenty, Anti Acne, krem BB
To produkt, którego używam na co dzień. W ofercie dostępne są dwa kolory. Mimo tego, że "under twenty" nie jestem już kilka dobrych lat, to nadal ten kosmetyk bardzo lubię. Producent pisze o nim tak:
Zawarte w kremie kwas hialuronowy + glicerol są źródłem nawilżenia dla skóry, poprawiają jej miękkość i elastyczność. Algi zapobiegają problemom cery tłustej i mieszanej: kontrolują wydzielanie sebum, przyśpieszają regenerację skóry oraz zapobiegają powstawaniu nowych zmian trądzikowych. Filtry UV chronią skórę przed negatywnym wpływem promieniowania słonecznego.
Dostaniecie go za 15.99 zł, ale często można go dorwać na promocji. Stacjonarnie dostępny jest w Hebe, Rossmann i Naturze. Online na stronie producenta i w drogeriach internetowych.
Kolor Jasny Beżowy 01 jest całkiem jasny (o dziwo) i ma przyjemny neutralny, delikatnie idący w stronę żółtego, odcień. Jak na "krem bb" przystało ma delikatne krycie i nie jest raczej długotrwały, ale wygląda bardzo ładnie. Jak dla mnie idealny na co dzień. Przypudrowany utrzymuje się co najmniej 2-3 godziny w nienagannym stanie. Jest bardzo wydajny i ma przepiękny zapach ;)


Znacie te kosmetyki? Co o nich sądzicie? Też uważacie, że są warte swojej ceny? A może znacie inne niedrogie perełki do makijażu twarzy? Jaką kategorię tanich i dobrych chcielibyście zobaczyć następnym razem?

~ wredna
Czytaj więcej