Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kallos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kallos. Pokaż wszystkie posty

PROTEINY MLECZNE NA WŁOSY?
Czyli wersja słynnej serii masek do włosów Kallos

61 komentarzy:
Jeżeli czytacie mojego bloga od jakiegoś czasu to wiecie, że bardzo polubiłam się z maskami do włosów marki Kallos. Tak, z tymi słynnymi gigantami. Co prawda, do tej pory wypróbowałam tylko dwóch, ale to tylko kwestia czasu, kiedy sięgnę po kolejne produkty z linii.
Ostatnio stwierdziłam, że skoro taką sympatią darzę te odżywki to chyba powinnam o nich napisać co nieco. Wiem, że ta właśnie dzisiaj recenzowana, pojawiła się już w ulubieńcach, ale mam wrażenie, że nie poświęciłam jej wtedy wystarczająco czasu i słów ;) Dlatego też dzisiaj chciałabym zaprosić Was na moją opinię dotyczącą Kallos Milk.


O marce słów kilka
Kallos cosmetics rozwija i produkuje doskonałej jakości profesjonalne wyroby kosmetyczne do pielęgnacji włosów, pielęgnacji ciała oraz kosmetyki szlachetne. Wyroby kosmetyczne Kallos, poza Węgrami, cieszą się powszechnym uznaniem w wielu innych europejskich krajach, takich jak np. Australia, Niemcy, Polska, Czechy, Słowacja, Łotwa czy Ukraina. Na Węgrzech i w Rumunii Kallos jest wiodącą marką w sektorze profesjonalnych wyrobów do pielęgnacji włosów.Wyroby Kallos są bezkonkurencyjne w Europie w zakresie stosunku cena – wartość. Wyroby nowej generacji znajdują się zawsze o jeden krok do przodu w stosunku do aktualnych trendów, zarówno pod względem jakości surowców jak i designu. Systematycznie powiększany asortyment doskonałych produktów o wiarygodnej jakości, oferowany w bezprzykładnie konkurencyjnych cenach.Wyjątkowo szeroki asortyment wyrobów jest systematycznie powiększany, dostosowywany do potrzeb i wymogów rynkowych. Filozofią firmy jest wytwarzanie indywidualnych wyrobów o doskonałej jakości i w przepięknych opakowaniach, zarówno profesjonalnych.

źródło: mar-kos.pl


Od producenta
Maska do włosów w kremie Kallos Milk z ekstraktem z proteiny mlecznej. Dzięki zawartości pielęgnującej właściwości proteiny mlecznej dogłębnie nawilża i odżywia  całą strukturę włosów. Po zastosowaniu włosy stają się jedwabiste, lśniące i łatwe w obsłudze.
Pojemność: 1000 ml
Cena: ok. 10 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia


Opakowanie i skład
Pierwszy aspekt, który od razu przyciąga naszą uwagę to monstrualna pojemność produktu - litr! Cały, jeden, litr ;) Przyda się ktoś do pomocy w zużyciu kosmetyku ;) Oczywiście dostępne są również mniejsze wersje, jednak wtedy cena wypada mniej korzystnie.
Maska zamknięta jest w plastikowym, ogromnym, okrągłym opakowaniu. Można powiedzieć, że to niemal wiadereczko :D Zakręcane wieczko uniemożliwia wydostanie się produktu, np. podczas podróży. Nie ma z nim żadnych problemów, z łatwością się je odkręca i powtórnie zamyka. Samo wieczko wykonane jest z dosyć grubego, solidnego plastiku, natomiast pozostała część opakowania jest trochę bardziej elastyczna i można ją spokojnie ścisnąć w palcach. Ja nie zauważyłam jednak żadnego dyskomfortu w korzystaniu z tej odżywki z powodu jej giętkiego "słoiczka".
Szata graficzna zdecydowanie do mnie przemawia i podoba mi się najbardziej ze wszystkich dostępnych masek. Pięknie też prezentuje się na zdjęciach ;) Schludnie i profesjonalnie ;)
INGREDIENTS: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Propylene Glycol, Hydrolyzed Milk Protein, Cyclopenta Siloxane, Dimethiconol, Parfum, Benzylalcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.




Konsystencja i zapach
Zacznę od tego drugiego, bo wspomniałam o tym już w ulubieńcach. Ten kosmetyk ma wielu przeciwników, a przynajmniej jego zapach. Ja jednak się w nim zakochałam ;) Moim zdaniem to taki budyń waniliowy ;) Może z malutką domieszką chemiczną, ale można ją wyczuć tylko wtedy, gdy wącha się kosmetyk bezpośrednio z opakowania. Na dłoni i na włosach pachnie cudnie i słodko, przynajmniej moim zdaniem ;)
Konsystencja jest typowa dla masek Kallosa. Przynajmniej ta keratynowa miała identyczną gęstość. Nie jest mocno zbita i tępa, ale zwarta na tyle, że nie zmienia swojego położenia zbyt szybko (np. kiedy położycie "wiadereczko"). Mnie odpowiada. Nie jest lejąca, więc nie ucieka nam między palcami, ale nie jest też tak zawiesista, żebyśmy mieli problem z jej zaaplikowaniem. Gładko sunie na włosach i z równomiernie się na nich rozprowadza ;)




Działanie
Kiedy korzystam z tej maski to po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że moje włosy uwielbiają proteiny ;) Bardzo dobrze na nie reagują. Czy rzeczywiście są nawilżone i odżywione, tak jak obiecuje producent? Co do tego drugiego to nie wiem, na pewno wyglądają na zdrowsze, ale nie wiem na ile jest to wyłącznie efekt wizualny, a na ile rzeczywiste działanie pielęgnujące. Proteiny mleczne z pewnością dostarczą kosmykom dawkę odżywienia, więc może coś jest na rzeczy ;)
Ale za to zdecydowanie mogę powiedzieć, że kłaczki są nawilżone. Nie puszą się i nie elektryzują, a jednocześnie ich objętość jest pełniejsza. Znaczną różnicę czuć również pod palcami - włoski są gładkie i miękkie. Maska nadaje im też delikatnego blasku.
Potwierdzam również to, że są jedwabiste. Po tę maskę sięgam zawsze kiedy potrzebują dociążenia końcówek (czyli w okresie jesienno-zimowym bardzo często), ale czuję, że typowo nawilżająca odżywka mogłaby je pozbawić objętości i spowodować oklapnięcie u nasady. Moje włosy są z natury cienkie i rzadkie, więc dodatkowe obciążenie kończy się tragedią.
Przyznam szczerze, że gdybym miała wybierać między tą a keratynową to miałabym nie lada dylemat ;) Uwielbiam to, jak Milk wygładza, nabłyszcza i nawilża moje kosmyki, sprawiając, że są miłe w dotyku i miękkie, a jednocześnie nadaje im delikatnej objętości, trzyma w ryzach i nie pozwala się elektryzować, a także ułatwia ich rozczesywanie ;)


Cena i dostępność
Jeżeli chodzi o to, gdzie dostaniecie te maski stacjonarnie to wiem na pewno, że są w drogeriach Hebe, o innych lokalizacjach mi nic nie wiadomo, więc jeśli macie jakieś informacje na ten temat to bądźcie tak mili i nas poinformujcie ;) Ale bez problemu można je ucapić w internecie, w niemal każdej drogerii internetowej. Ceny są różne, ale oscylują w granicach 10 zł/1 l. 

Podsumowując...
Ja tę maskę pokochałam. Z pewnością wypróbuję też inne wypusty tej marki, ale coś czuję, że do tej wersji wrócę. Proteiny w niej zawarte sprawiają, że moje włosy wyglądają na odżywione, zdrowsze i mają większą objętość. Utrzymanie ich w ryzach i rozczesanie stało się znacznie łatwiejszym zadaniem. A dodatkowo pięknie nabłyszcza, nawilża i wygładza.
Oczywiście nie polecam jej używać przy każdym myciu, wszystkie włosy potrzebują zróżnicowania ;) Ja sięgam po nią średnio raz, do dwóch, w tygodniu ;) Nie pozwólcie kosmykom się do niej przyzwyczaić, lub co gorsze, nie doprowadźcie do przeproteinowania ;)
Moja ocena: 5/5

Znacie te maski do włosów? Jaka wersja jest Waszą ulubioną? Miałyście tę z proteinami mlecznymi? Jak się u Was sprawdziła? Sięgacie po odżywki w tych ogromnych pojemnościach? A może wolicie te mniejsze, tak aby mieć pewność, że się nie zmarnuje?

~ wredna
Czytaj więcej

ULUBIEŃCY OSTATNICH MIESIĘCY #3
Tylko kilka produktów + czyżbym polecała serial?!

66 komentarzy:
Ulubieńcy pojawiają się na moim blogu jeszcze rzadziej niż denko. Ostatnio postanowiłam, że to zmienię i bardziej będę analizowała moje zadowolenie z danych produktów. Dziś będzie tylko kilka kosmetyków, ale za to takich, które pokochałam. W tym jeden zapach, który męczę niemal dzień w dzień. A wiecie, że to do mnie nie podobne, bo lubię zróżnicowanie w tej kwestii i jeszcze niedawno nie wyobrażałam sobie zaaplikowania tych samych perfum drugi dzień z rzędu.
W ostatnim poście tego typu wspominałam też o filmie. A dzisiaj chciałabym Wam polecić serial ;)

tło: bluzka pędzle

Kallos Milk, maska do włosów z proteinami mleka
Maska do włosów w kremie Kallos Milk z ekstraktem z proteiny mlecznej. Dzięki zawartości pielęgnującej właściwości proteiny mlecznej dogłębnie nawilża i odżywia  całą strukturę włosów. Po zastosowaniu włosy stają się jedwabiste, lśniące i łatwe w obsłudze. 
Pojemność: 1000 ml
Cena: ok. 10 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
To już druga moja wersja maski do włosów od Kallosa. Wcześniej miałam keratynową i obie bardzo dobrze mi się sprawdzają.
Czytałam na blogach, że nie każdy polubił się z jej zapachem, jednak mi się nawet podoba ;) Moim zdaniem pachnie jak budyń waniliowy ;) Jeżeli jednak myślicie, że Wam nie przypadnie do gustu to raczej nie polubicie się to muszę Wam powiedzieć, że utrzymuje się on na włosach.
A jeżeli chodzi o działanie to moje włosy po użyciu tej maski są lejące, sypkie, puszyste, miękkie. Produkt dodaje odrobinę objętości, a z pewnością zapobiega przyklapnięciu.
INGREDIENTS: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Propylene Glycol, Hydrolyzed Milk Protein, Cyclopenta Siloxane, Dimethiconol, Parfum, Benzylalcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

tło: bluzka pędzle

Novex My Curls, maska do włosów
Bogata w czysty olej arganowy i witaminę E maska przeznaczona jest dla osób z suchymi, matowymi włosami oraz przesuszonymi i splątanymi końcówkami. Formuła bazująca na oleju arganowym dogłębnie odbudowuję strukturę włosa.
Gramatura: 100 g
Gramatura pełnowymiarowego produktu: 1000 g
Cena pełnowymiarowego produktu: 45 zł
Termin ważności miniaturki: 12 miesięcy od otwarcia
Miniaturka znaleziona w listopadowym ShinyBox. Już przy okazji opisywania tego pudełka napisałam, że jestem bardzo pozytywnie nastawiona do tego kosmetyku. Wspominałam też o jej pięknym zapachu. Jednak to nie za to ją pokochałam, a za to, że pięknie wygładza i dociąża włosy. Nadaje im blasku, sprawia, że są gładkie, lejące i wyglądają na o wiele zdrowsze. Z pewnością dobrze nawilża i po jej użyciu możecie zapomnieć o przesuszonych końcach ;) Uważam, że wszystkie zapewnienia producenta zostały spełnione ;)
INGREDIENTS: Aqua, Cetearyl Alcohol, Petrolatum, Zea Mays Starch, Cetrimonium Chloride, Hydroxyethyl Urea, Parfum, Phenoxyethanol, Butylene Glycol, Butyrospermum Parkii Butter, Lactic Acid, Argania Spinosa Kernel Oil, Elaeis Oleifera Kernel Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Olea Europaea Fruit Oil, Rhodiola Rosea Root Extract, Rosa Centifolia Flower Extract, Rosa Gallica Flower Extract, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Tocopheryl Acetate, Methylisothiazolinone, Methylchloroisothiazolinone, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Lycium Barbarum Fruit Extract, Vaccinium Macrocarpon Fruit Extract, Vaccinum Myrtillus Fruit Extract, Sodium Benzoate.


Tesori D'Oriente Diore del Dragone, perfumy
Wyżylin (Dragon Flower), również znany jako Królowa Nocy, to roślina o nietuzinkowym pięknie, która rozkwita jedynie nocą. Jej duże, białe kwiaty, dotknięte blaskiem księżyca, emitują intensywny i czarujący zapach z ciepłymi i aksamitnymi orientalnymi nutami.
Pojemność: 100 ml
Cena: ok. 20 zł
Termin ważności: 36 miesięcy od otwarcia
Nuty głowy: migdał, pitahaya, morela
Nuty serca: jaśmin, kwiat pomarańczy, tuberoza, ylang-ylang
Nuty bazy: wanilia, piżmo, bursztyn, drzewo sandałowe
To moje uzależnienie. Na początku nie byłam do tych perfum przekonana, bo kupiłam go w ciemno po analizie piramidy zapachowej. Za bardzo kojarzyły mi się z męskim dezodorantem. I rzeczywiście, otwarcie przypomina antyperspirant, który kupicie (chyba) w Biedronce. Ale to, jak one się rozwijają <3 Są delikatne, cieplutki, mięciutkie. To taka puchata powłoczka.
Na pierwszy plan wybija się migdał. I teraz stwierdzam, że potrzebuję kolejnych zapachów z tym składnikiem :D To taki słodziutki migdał, podany na budyniu waniliowym ;) Jak pachnie pitahaya nie mam pojęcia, ale gdzieś w tle da się wyczuć tę morelę, jaśmin i kwiat pomarańczy. Pod tą kołderką kryje się odrobina tuberozy, piżma, bursztynu i drzewa sandałowego. Podejrzewam, że ylang-ylang też się gdzieś tam błąka, ale na szczęście nie da się go ewidentnie wyczuć. Na szczęście, bo za tym składnikiem nie przepadam.
Krótko mówiąc - jeśli nie znacie, to polecam powąchać ;) Może też zachęci Was to, że jest ponoć bardzo podobny do kultowego Hypnotic Poison od Diora.
INGREDIENTS: Alcohol Denat, Parfum, Aqua, Hylocereus Undatus Fruit Juice, Glycerin, Tocopheryl Acetate, Benzyl Benzoate, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Linalool.


Equilibra Tricologica, olejek nabłyszczający do włosów
OLEJEK NABŁYSZCZAJĄCY DO WŁOSÓW zawiera specjalny kompleks roślinny PHYTOSYNERGIA (aloes+ olejek Arganowy + keratyna z protein pszenicznych), który odżywia, nawilża i odbudowuje trzon włosa. Unikalna formuła preparatu z naturalnymi olejkami odżywia i chroni włosy przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi.
Pojemność: 50 ml
Cena: 28,99 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
O tym produkcie już pisałam, więc jeśli jesteście zainteresowani to zapraszam do pełnej recenzji tutaj.
INGREDIENTS: Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Dimethiconol, Linum Usitatissimum Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Triticum Vulgare Germ Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Parfum.


Equilibra Scrub Corpo, złuszczający peeling do ciała
Peeling z unikalną kompozycją składników, doskonale złuszcza, wygładza i odżywia skórę. Zawiera bogactwo naturalnych olejków oraz sól z Morza Martwego, która zapobiega gromadzeniu się wody w organizmie. Dzięki regularnemu stosowaniu skóra odzyskuje jędrność, jest gładka i zrelaksowana.
Pojemność: 600 gr
Cena: ok. 30 zł
Termin ważności: 12 miesięcy od otwarcia
O tym peelingu też pojawiła się pełna recenzja. Zapraszam tutaj.
INGREDIENTS: Sodium Chloride, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Maris Sal (Sea Salt), Aloe Barbadensis Leaf Juice, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Zea Mays (Corn) Germ Oil, Aesculus Hippocastanum (Horse Chestnut) Seed Extract, Hedera Helix (Ivy) Extract, Centella Asiatica Extract, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Oil, Menthol, Ascorbyl Palmitate, Lecithin, Tocopherol, Citric Acid.

tło: bluzka pędzle

Focallure, paleta cieni
Gwarancja najwyższej jakości czternastu cieni do powiek. Odpowiednia dla wszystkich rodzajów cery. Naturalne kolory o wysokiej trwałości. Łatwe w użyciu, odpowiednie dla profesjonalistów i osób, które zaczynają swoją przygodę z makijażem.
Moja wersja: Everchanging
Gramatura: 14 g
Cena: $12.99 ≈ 43 zł 
Do kupienia: tutaj
Termin ważności: 24 miesiące od otwarcia
Pisałam o tej palecie w którymś haulu. Nie do końca byłam z niej zadowolona, bo spodziewałam się innej wersji kolorystycznej. Jednak po pierwszym użyciu całkowicie zmieniłam zdanie. O tym, że cienie mają dobrą pigmentację wiedziałam od zrobienia pierwszego swatcha, ale to, jak one się pięknie blendują, wprawiło mnie w nie lada osłupienie. Byłam w szoku, bo czasami trudniej pracuje mi się z paletą Zoevy. No i dodatkowo te masełkowe metaliczne cienie. Co prawda, ich aplikowanie jest trochę problematyczne, bo niemal wszystkie są potłuczone, ale jak już się z nimi uporam to efekt jest zachwycający ;) Jest to chyba najlepsza chińska paleta w mojej kolekcji.
INGREDIENTS: Talc, Mica, Silica, Magnesium Stearate, Dimethicone, Ethylhexyl Palmitate, Caprylic / Capric Triglyceride, CI42090, CI16035, CI19140, CI77742, CI77492, CI77007, CI77491, CI77499, CI77891, Tocopherol, Phenoxyethanol.


The Fosters, serial amerykański
Para lesbijek, Stef i Lena, wychowuje biologicznego syna, adoptowane bliźniaki i tworzy rodzinę zastępczą dla kolejnej dwójki dzieci.
Liczba sezonów: 5
Liczba odcinków: 98
Najbliższy odcinek: 27.02.18
Czas trwania odcinka: ok. 42 minuty
Jeśli czytacie mojego bloga to wiecie, że od dłuższego czasu nie oglądam seriali. Te, z którymi zostałam do samego końca, lub wciąż śledzę, mogę policzyć na palcach u jednej ręki.
The Fosters zaczęłam oglądać dawno temu, jeszcze kiedy miałam obsesję na temat tasiemców. Później jednak skończył się sezon, trzeba było czekać na kolejny. Zupełnie o tym zapomniałam, a po jakimś czasie byłam zbyt zajęta by wciągać się w jakiś serial. Jednak ostatnio brat mi o nim przypomniał. Któregoś wieczoru miałam więcej czasu i stwierdziłam, że nie zaszkodzi odświeżyć sobie Fostersów. No i przepadłam :D Oglądałam go kiedy tylko znalazłam co najmniej 40 minut :D
Teraz czekam na najnowszy odcinek ;)


Znacie coś z moich ulubieńców? Jak u Was sprawdziły się te produkty? Widzieliście The Fosters? Jak Wam się podobał? A co ostatnio Wam przypadło do gustu? Co jeszcze powinno znaleźć się na tej liście? Jakich Waszych ulubieńców możecie mi polecić? Chcielibyście zobaczyć pełną recenzję któregoś z tych produktów?

~ wredna
Czytaj więcej

ZUŻYCIA OSTATNICH MIESIĘCY #6

75 komentarzy:
W mojej torebce na puste opakowania zebrało się całkiem sporo "śmieci", dlatego postanowiłam napisać posta i w końcu się ich pozbyć. Z tego też względu dziś mam dla Was denko.
Tak troszkę na marginesie. Nie wiem czy każdy z Was dobrnął do końca poprzedniego posta. Pisałam tam, że 10 września minął dokładnie rok od opublikowania pierwszego posta na blogu! Jeszcze raz chciałabym Wam bardzo podziękować za to, że jesteście i współtworzycie ze mną Wredną z Wyboru ;) Oczywiście szykuję post podsumowujący z małą niespodzianką dla Was, ale mam mały poślizg... Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe ;)
A teraz wracając do tematu posta, zapraszam Was do moich mini-recenzji.


Nivea, Volume Care
Szampon, do którego wróciłam z podkulonym ogonem. No, może troszkę przesadzam, ale z pewnością sięgnęłam po niego z radością. W skład zagłębiała się nie będę, ponieważ jest sporo kontrowersji w tym temacie. U mnie sprawdza się bardzo dobrze. Dobrze doczyszcza włosy, nie zauważyłam, żeby je wysuszał, a dodatkowo nie powoduje oklapnięcia. Kocham go też za jego zapach <3 Najlepszy z tych, które do tej pory testowałam.


Schwarzkopf, Gliss Kur Ultimate Volume
Niesamowicie cieszyłam się, kiedy ten kosmetyk w końcu wykończyłam. Niby po kilku użyciach moje włosy przyzwyczaiły się do tego szamponu, jednak zdecydowanie nie dorównuje on temu opisanemu wyżej. Jedyny plus to bardzo ładny zapach. Poza tym przesuszał włosy. Nie zaliczę go do bubli, bo dobrze mył, ale zdecydowanie do niego nie wrócę.


Nivea, Creme Soft
Jak nazwa wskazuje, kremowy żel pod prysznic. Przyjemny, ładnie pachnący, robiący to, co taki kosmetyk robić powinien. Nie wysuszał skóry, był delikatny, a zarazem skuteczny. Ja duży wymagań co do żeli myjących nie mam, więc polubiliśmy się.


BeBeauty, Hydrate
Nawilżający płyn micelarny 2w1. Co prawda nie nawilża, zdecydowanie. Powiedziałabym, że wręcz delikatnie przesusza, ale i tak aplikacja kremu nawilżającego, w mojej wieczornej, pielęgnacji to obowiązek. Dobrze zmywa makijaż, nie podrażnia, nie uczula. Póki nie wywołuje u mnie reakcji alergicznych, póty będę się go trzymała ;)


Kallos, Keratin Hair Mask
W końcu ją zdenkowałam. I bynajmniej nie ma to negatywnego wydźwięku. Była niesamowicie wydajna. Można się było tego domyślić, bo pojemność 1l robi wrażenie. Gdyby nie to, że zaczęła jej używać moja siostra to pewnie jeszcze bym ją "męczyła". Jest to najlepsza maska do włosów, jaką stosowałam. Moje włosy pokochały proteiny i dzięki temu kosmetykowi były miękkie, lejące i z delikatnie zwiększoną objętością. Już planuję zakup kolejnego opakowania. Zastanawiałam się nad wypróbowaniem innych masek Kallosa, ale chyba wrócę, po prostu, do tej.


Essence, Kajal Pencil
Taniutka kredka do oczu. Miałam ją przez rok, albo nawet dłużej. Fajna na co dzień. Nie należy do najtrwalszych, ale mnie wystarcza. Ładnie się rozciera i ma całkiem głęboki odcień (w moim przypadku) czerni. Na razie mam w zapasie jedną innej marki, ale do tej na pewno wrócę.

My Secret, Satin Touch Kohl
Kolejny tani kosmetyk. Tej używam na linię wodną. Ma idealny, kremowy kolor. U mnie utrzymuje się całkiem długo, ale wiem, że nie u każdego się sprawdza. Koleżanka narzekała, że po kilkunastu minutach znika. Ja po kilku dobrych godzinach nadal mam ją na oku. Zazwyczaj kupuję ją na promocji, ale i w regularnej cenie kosztuje grosze ;)


Co Wam udało się zużyć w ostatnich miesiącach? Trafiliście na więcej ulubieńców czy bubli? Mieliście któryś z przedstawionych przeze mnie produktów? Co o nich sądzicie? Jakieś rozczarowania? A może któryś ze zużytych przez Was produktów okazał się strzałem w dziesiątkę i Waszym ulubieńcem?

~ wredna
Czytaj więcej