Jeżeli czytacie mojego bloga od jakiegoś czasu to wiecie, że bardzo polubiłam się z maskami do włosów marki Kallos. Tak, z tymi słynnymi gigantami. Co prawda, do tej pory wypróbowałam tylko dwóch, ale to tylko kwestia czasu, kiedy sięgnę po kolejne produkty z linii.
Ostatnio stwierdziłam, że skoro taką sympatią darzę te odżywki to chyba powinnam o nich napisać co nieco. Wiem, że ta właśnie dzisiaj recenzowana, pojawiła się już w ulubieńcach, ale mam wrażenie, że nie poświęciłam jej wtedy wystarczająco czasu i słów ;) Dlatego też dzisiaj chciałabym zaprosić Was na moją opinię dotyczącą Kallos Milk.
Maska zamknięta jest w plastikowym, ogromnym, okrągłym opakowaniu. Można powiedzieć, że to niemal wiadereczko :D Zakręcane wieczko uniemożliwia wydostanie się produktu, np. podczas podróży. Nie ma z nim żadnych problemów, z łatwością się je odkręca i powtórnie zamyka. Samo wieczko wykonane jest z dosyć grubego, solidnego plastiku, natomiast pozostała część opakowania jest trochę bardziej elastyczna i można ją spokojnie ścisnąć w palcach. Ja nie zauważyłam jednak żadnego dyskomfortu w korzystaniu z tej odżywki z powodu jej giętkiego "słoiczka".
Szata graficzna zdecydowanie do mnie przemawia i podoba mi się najbardziej ze wszystkich dostępnych masek. Pięknie też prezentuje się na zdjęciach ;) Schludnie i profesjonalnie ;)
Konsystencja jest typowa dla masek Kallosa. Przynajmniej ta keratynowa miała identyczną gęstość. Nie jest mocno zbita i tępa, ale zwarta na tyle, że nie zmienia swojego położenia zbyt szybko (np. kiedy położycie "wiadereczko"). Mnie odpowiada. Nie jest lejąca, więc nie ucieka nam między palcami, ale nie jest też tak zawiesista, żebyśmy mieli problem z jej zaaplikowaniem. Gładko sunie na włosach i z równomiernie się na nich rozprowadza ;)
Ale za to zdecydowanie mogę powiedzieć, że kłaczki są nawilżone. Nie puszą się i nie elektryzują, a jednocześnie ich objętość jest pełniejsza. Znaczną różnicę czuć również pod palcami - włoski są gładkie i miękkie. Maska nadaje im też delikatnego blasku.
Potwierdzam również to, że są jedwabiste. Po tę maskę sięgam zawsze kiedy potrzebują dociążenia końcówek (czyli w okresie jesienno-zimowym bardzo często), ale czuję, że typowo nawilżająca odżywka mogłaby je pozbawić objętości i spowodować oklapnięcie u nasady. Moje włosy są z natury cienkie i rzadkie, więc dodatkowe obciążenie kończy się tragedią.
Przyznam szczerze, że gdybym miała wybierać między tą a keratynową to miałabym nie lada dylemat ;) Uwielbiam to, jak Milk wygładza, nabłyszcza i nawilża moje kosmyki, sprawiając, że są miłe w dotyku i miękkie, a jednocześnie nadaje im delikatnej objętości, trzyma w ryzach i nie pozwala się elektryzować, a także ułatwia ich rozczesywanie ;)
Oczywiście nie polecam jej używać przy każdym myciu, wszystkie włosy potrzebują zróżnicowania ;) Ja sięgam po nią średnio raz, do dwóch, w tygodniu ;) Nie pozwólcie kosmykom się do niej przyzwyczaić, lub co gorsze, nie doprowadźcie do przeproteinowania ;)
Moja ocena: 5/5
Znacie te maski do włosów? Jaka wersja jest Waszą ulubioną? Miałyście tę z proteinami mlecznymi? Jak się u Was sprawdziła? Sięgacie po odżywki w tych ogromnych pojemnościach? A może wolicie te mniejsze, tak aby mieć pewność, że się nie zmarnuje?
~ wredna
Czytaj więcej
Ostatnio stwierdziłam, że skoro taką sympatią darzę te odżywki to chyba powinnam o nich napisać co nieco. Wiem, że ta właśnie dzisiaj recenzowana, pojawiła się już w ulubieńcach, ale mam wrażenie, że nie poświęciłam jej wtedy wystarczająco czasu i słów ;) Dlatego też dzisiaj chciałabym zaprosić Was na moją opinię dotyczącą Kallos Milk.
O marce słów kilka
Kallos cosmetics rozwija i produkuje doskonałej jakości profesjonalne wyroby kosmetyczne do pielęgnacji włosów, pielęgnacji ciała oraz kosmetyki szlachetne. Wyroby kosmetyczne Kallos, poza Węgrami, cieszą się powszechnym uznaniem w wielu innych europejskich krajach, takich jak np. Australia, Niemcy, Polska, Czechy, Słowacja, Łotwa czy Ukraina. Na Węgrzech i w Rumunii Kallos jest wiodącą marką w sektorze profesjonalnych wyrobów do pielęgnacji włosów.Wyroby Kallos są bezkonkurencyjne w Europie w zakresie stosunku cena – wartość. Wyroby nowej generacji znajdują się zawsze o jeden krok do przodu w stosunku do aktualnych trendów, zarówno pod względem jakości surowców jak i designu. Systematycznie powiększany asortyment doskonałych produktów o wiarygodnej jakości, oferowany w bezprzykładnie konkurencyjnych cenach.Wyjątkowo szeroki asortyment wyrobów jest systematycznie powiększany, dostosowywany do potrzeb i wymogów rynkowych. Filozofią firmy jest wytwarzanie indywidualnych wyrobów o doskonałej jakości i w przepięknych opakowaniach, zarówno profesjonalnych.
źródło: mar-kos.pl
Od producenta
Maska do włosów w kremie Kallos Milk z ekstraktem z proteiny mlecznej. Dzięki zawartości pielęgnującej właściwości proteiny mlecznej dogłębnie nawilża i odżywia całą strukturę włosów. Po zastosowaniu włosy stają się jedwabiste, lśniące i łatwe w obsłudze.
Pojemność: 1000 ml
Cena: ok. 10 zł
Termin ważności: 12
miesięcy od otwarcia
Opakowanie i skład
Pierwszy aspekt, który od razu przyciąga naszą uwagę to monstrualna pojemność produktu - litr! Cały, jeden, litr ;) Przyda się ktoś do pomocy w zużyciu kosmetyku ;) Oczywiście dostępne są również mniejsze wersje, jednak wtedy cena wypada mniej korzystnie.Maska zamknięta jest w plastikowym, ogromnym, okrągłym opakowaniu. Można powiedzieć, że to niemal wiadereczko :D Zakręcane wieczko uniemożliwia wydostanie się produktu, np. podczas podróży. Nie ma z nim żadnych problemów, z łatwością się je odkręca i powtórnie zamyka. Samo wieczko wykonane jest z dosyć grubego, solidnego plastiku, natomiast pozostała część opakowania jest trochę bardziej elastyczna i można ją spokojnie ścisnąć w palcach. Ja nie zauważyłam jednak żadnego dyskomfortu w korzystaniu z tej odżywki z powodu jej giętkiego "słoiczka".
Szata graficzna zdecydowanie do mnie przemawia i podoba mi się najbardziej ze wszystkich dostępnych masek. Pięknie też prezentuje się na zdjęciach ;) Schludnie i profesjonalnie ;)
INGREDIENTS: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Propylene Glycol, Hydrolyzed Milk Protein, Cyclopenta Siloxane, Dimethiconol, Parfum, Benzylalcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.
Konsystencja i zapach
Zacznę od tego drugiego, bo wspomniałam o tym już w ulubieńcach. Ten kosmetyk ma wielu przeciwników, a przynajmniej jego zapach. Ja jednak się w nim zakochałam ;) Moim zdaniem to taki budyń waniliowy ;) Może z malutką domieszką chemiczną, ale można ją wyczuć tylko wtedy, gdy wącha się kosmetyk bezpośrednio z opakowania. Na dłoni i na włosach pachnie cudnie i słodko, przynajmniej moim zdaniem ;)Konsystencja jest typowa dla masek Kallosa. Przynajmniej ta keratynowa miała identyczną gęstość. Nie jest mocno zbita i tępa, ale zwarta na tyle, że nie zmienia swojego położenia zbyt szybko (np. kiedy położycie "wiadereczko"). Mnie odpowiada. Nie jest lejąca, więc nie ucieka nam między palcami, ale nie jest też tak zawiesista, żebyśmy mieli problem z jej zaaplikowaniem. Gładko sunie na włosach i z równomiernie się na nich rozprowadza ;)
Działanie
Kiedy korzystam z tej maski to po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że moje włosy uwielbiają proteiny ;) Bardzo dobrze na nie reagują. Czy rzeczywiście są nawilżone i odżywione, tak jak obiecuje producent? Co do tego drugiego to nie wiem, na pewno wyglądają na zdrowsze, ale nie wiem na ile jest to wyłącznie efekt wizualny, a na ile rzeczywiste działanie pielęgnujące. Proteiny mleczne z pewnością dostarczą kosmykom dawkę odżywienia, więc może coś jest na rzeczy ;)Ale za to zdecydowanie mogę powiedzieć, że kłaczki są nawilżone. Nie puszą się i nie elektryzują, a jednocześnie ich objętość jest pełniejsza. Znaczną różnicę czuć również pod palcami - włoski są gładkie i miękkie. Maska nadaje im też delikatnego blasku.
Potwierdzam również to, że są jedwabiste. Po tę maskę sięgam zawsze kiedy potrzebują dociążenia końcówek (czyli w okresie jesienno-zimowym bardzo często), ale czuję, że typowo nawilżająca odżywka mogłaby je pozbawić objętości i spowodować oklapnięcie u nasady. Moje włosy są z natury cienkie i rzadkie, więc dodatkowe obciążenie kończy się tragedią.
Przyznam szczerze, że gdybym miała wybierać między tą a keratynową to miałabym nie lada dylemat ;) Uwielbiam to, jak Milk wygładza, nabłyszcza i nawilża moje kosmyki, sprawiając, że są miłe w dotyku i miękkie, a jednocześnie nadaje im delikatnej objętości, trzyma w ryzach i nie pozwala się elektryzować, a także ułatwia ich rozczesywanie ;)
Cena i dostępność
Jeżeli chodzi o to, gdzie dostaniecie te maski stacjonarnie to wiem na pewno, że są w drogeriach Hebe, o innych lokalizacjach mi nic nie wiadomo, więc jeśli macie jakieś informacje na ten temat to bądźcie tak mili i nas poinformujcie ;) Ale bez problemu można je ucapić w internecie, w niemal każdej drogerii internetowej. Ceny są różne, ale oscylują w granicach 10 zł/1 l.
Podsumowując...
Ja tę maskę pokochałam. Z pewnością wypróbuję też inne wypusty tej marki, ale coś czuję, że do tej wersji wrócę. Proteiny w niej zawarte sprawiają, że moje włosy wyglądają na odżywione, zdrowsze i mają większą objętość. Utrzymanie ich w ryzach i rozczesanie stało się znacznie łatwiejszym zadaniem. A dodatkowo pięknie nabłyszcza, nawilża i wygładza.Oczywiście nie polecam jej używać przy każdym myciu, wszystkie włosy potrzebują zróżnicowania ;) Ja sięgam po nią średnio raz, do dwóch, w tygodniu ;) Nie pozwólcie kosmykom się do niej przyzwyczaić, lub co gorsze, nie doprowadźcie do przeproteinowania ;)
Moja ocena: 5/5
Znacie te maski do włosów? Jaka wersja jest Waszą ulubioną? Miałyście tę z proteinami mlecznymi? Jak się u Was sprawdziła? Sięgacie po odżywki w tych ogromnych pojemnościach? A może wolicie te mniejsze, tak aby mieć pewność, że się nie zmarnuje?
~ wredna
